limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DP - powrót do rutyny - OD

  • DST 43.00km
  • Czas 02:06
  • VAVG 20.48km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 17 czerwca 2013 | dodano: 17.06.2013

Urlopu koniec czas wrócić do codziennego rzeźbienia. Standardzik do pracy. Na termometrze tyle stopni co km do pracy czyli 16. Poza tym jazda spokojna. Światła: c3/z1.

Powrót nieco objazdowy. Na początek wyszarpać trochę gotowizny w Dąbrowie Górniczej. Potem do banku w Będzinie wymienić token i na koniec do serwisu po zapas smaru do łańcucha. Potem jeszcze podjechałem pod graffiti, które sfocił na Syberce noibasta. Jest tam kilka więcej niż u noibasty na wpisie ale akurat u niego są te najciekawsze.
Potem lekkimi zakosami przez Zamkowe, Łagiszę i Sarnów do Gródkowa na mini zakupy i jeszcze gnąc już do domu.


Kategoria Praca

Częstochowa - Psary - Szlak Wiślany uważam za zakończony :-)

  • DST 62.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:50
  • VAVG 21.88km/h
  • VMAX 46.70km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 15 czerwca 2013 | dodano: 15.06.2013

Wykimawszy się do bólu w Częstochowie wyruszam kilka minut po 10:00 w drogę powrotną do domu.
Pogoda taka sobie. Do 9:00 padało i przez chwilę obawiałem się, że przyjdzie mi końcówkę rzeźbić w deszczu.
Powrót kolejno przez Hutki, Lubszę, Miasteczko Śląskie i Świerklaniec. W parku w Świerklańcu zasiadam pod parasolami i wciągam gorącą herbatkę w oczekiwaniu na Marcina, który postanowił przywitać mnie po podróży i odeskortować do domu.
Zjawia się wkrótce i wymieniamy się info na temat tego, co działo się przez te 2 tygodnie. Po godzince, już nieśpiesznie jedziemy przez Wymysłów, Dobieszowice i Strzyżowice do mnie. Tam zamieniam sakwy z podróży na puste i razem jedziemy do wsiowego Lewiatana. Tam się żegnamy i Marcin uderza w kierunku na Pogorię 4 (a gdzie dojedzie to sam napisze) a ja wracam do domu i od razu łapię się za zimnego izobronka tym samym definitywnie kończąc jeżdżenie w tym tygodniu.

Wyszło w sumie 14 dni super jeżdżenia. Część z ekipą, z którą bardzo fajnie się podróżowało i mam nadzieję, że jeszcze nie raz dłuższe lub krótsze wypady popełnimy. Andrzej, Darek, Paweł: dzięki.
W poniedziałek uzupełnię wpisy o zdjęcia i mapki. Trochę się tego uzbierało i uzupełnienie zajmie mi nieco czasu.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Tum nocował. Całkiem fajne pokoiki. Choć nietanie. Ale już nie miałem ochoty tłuc się po nocy.


To jakbym już w domu był :-)


Ta tabliczka mówi, że jeszcze tylko miedzę przeskoczyć i kałużę i jestem u siebie.


W Świerklańcu wita mnie Marcin.


Dystans z dnia wyjątkowo "lajtowy".


Kategoria Kilkudniowe

Lutomirow - Czestochowa

  • DST 178.00km
  • Czas 07:59
  • VAVG 22.30km/h
  • VMAX 42.80km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 14 czerwca 2013 | dodano: 15.06.2013

Plan byl.
Wykon tez.
Obydwa do siebie nie pasowaly.
Mialem ruszyc o 8:00 ale mi sie przysnelo przy planowaniu trasy. Pakowanie i ide do Rumaka. Zakladam sakwy i przez przypadek przyuwazam peknieta szpryche. Wybebeszam sakwy w poszukiwaniu narzedzi i zabieram sie za zdejmowanie kasety i tarczy. Okazuje sie, ze urwane sa w sumie 4 szprychy. Wszystkie od strony kasety. Prawie godzine schodzi na wymianie, myciu i ponownym pakowaniu. Wyruszam w koncu okolo 10:30.
Pierwszy cel posredni to Uniejow. Miasto Wody szybko zostaje za mna dzieki temu, ze wiatr jest dosc sprzyjajacy.
Nastepny cel to Szadek. Jedzie sie dobrze, choc znuzenie momentami atakuje. Czasem przystaje na chwile, a czasem podkrecam sobie tempo. I jakos to idzie. Przez miasteczko tylko przejezdzam w drodze na Lask. Chyba najszybszy odcinek dnia dzisiejszego pomimo faktu, ze robi sie bardziej stromo. Jade szybko bo chce sie uwolnic od towarzystwa zaladowanych ciezarowek doworzacych materialy na budowe kolejnej, nierowerowej drogi.
Za Laskiem po niebie buszuje chyba jeden z polskich F-16. Foce.
Obiad zjadam w Buczku, w "Igreku". Solidny.
Ciagne dalej do Szczercowa. Tam podejmuje pierwsze proby zaklepania noclegu ale sie nie udaje. Jade dalej i co jakis czas sprawdzam co jest do dyspozycji. Bieda. Wszystko daleko albo za drogo.
Cisne w koncu do Czestochowy rozgladajac sie za szyldami obiecujacymi spanie. Nic. Bieda.
W Czestochowie ten sam problem z kwatera.
Pokreciwszy sie po miescie do 22:00 zbieram sie na powrot nocny do domu i ruszam za kreska na GPS-ie. Na wylocie z miasta zajezdzam jeszcze na stacje benzynowa i pytam, czy maja wolny pokoj. Maja. Nietani ale sie decyduje. Podczas wprowadzania wpisu zasypiam. Koncze 3 godziny pozniej.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Dzień z falstartem z przyczyn takich jak na zdjęciu. A ja się zastanawiałem dnia poprzedniego co mi tak skrzypi dziwnie. Musiało już koło pracować na granicy rozpadu.


Nie wiem czemu miasto wody ale skoro tak się piszą, to pewnie tak jest.


Po drodze zabytkowy kościółek. Nie było przy nim tablicy z info typu czas budowy itp. ale wisiała tablica z info, że bez zgody konserwatora nie wolno przebudowywać.


Szadek. Jedno z miasteczek po drodze.


Zabytkowy kościół w Łasku.


I rozkopany rynek w Łasku.


Widoczki bywały czasem.


Przez kawałek drogi śmigał mi nad głową samolocik. Tak na oko to chyba F-16.


:-) Tak wygląda obiad głodnego rowerzysty.


Coś do mapy wpływów klubowych dla Łukasza :-) Choć ni cholery nie pamiętam gdzie to dokładnie było. Przed Szczercowem w każdym bądź razie.


Coś dla miłośników fortyfikacji.


Cienie się wydłużają. Znaczy się dzień będzie się kończył. A noclegu nie ma :-(


Dojeżdżam dalej niż zamierzałem, czyli do Częstochowy.


Na noclegu notuję wynik za dzień dzisiejszy.


Kategoria Kilkudniowe

Torun - Lutomirow - masakryczny dzien

  • DST 136.00km
  • Czas 07:20
  • VAVG 18.55km/h
  • VMAX 47.40km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 13 czerwca 2013 | dodano: 13.06.2013

Dzisiejszy dzien rowerowy rozpoczalem dosc wczesnie, tj. o 0:30. Pojechalem odprowadzic Pawla na dworzec kolejowy w Toruniu. Zalapal sie jeszcze na ten sam pociag, ktorym jechali z Sopotu Andrzej i Darek. Wrocilem do Domu Turysty PTTK przed 2:00 i pospalem gdzies do 6:00. Jak sie pozniej okazalo, duzo za malo.
Na dobre ruszylem w droge troche po 9:00. Na poczatek do centrum najechac bankomat. Wydostawszy sie na "91" przyczepilem sie do traktora, ktory z predkoscia jakichs 25km/h przeciagnal mnie poza miasto. Niestety potem znacznie przyspieszyl i pozbawiony jego cienia musialem zaczac zmagac sie z wiatrem. I tak pozostalo juz do poznych godzin wieczornych.
Odbiwszy "91" nieco za bardzo na wschod przyszlo w koncu skierowac sie bardziej na zachod i obrac mniej uczeszczane drogi. Najpierw kieruje sie na Brzesc Kujawski. Jazda idzie mocno opornie. Co troche staje bo niemal zasypiam "za kierownica". Kiedy osiagam miasteczko szukam miejsca, gdzie by dalo sie cos zjesc ale szukam chyba nie dosc dokladnie bo nie znajduje i w koncu ruszam dalej.
Posilek w postaci pizzy zjadam w Lubrancu. Przeszacowalem moj glod. Udalo mi sie zjesc tylko nieco ponad pol duzej pizzy. W zupelnosci wystarczylo mi to do konca jazdy. Przez Izbice Kujawska docieram w bolach do Kola. Troche przed miastem wiatr sie uspokaja i jazda idzie nieco lepiej. Za szlabanem staje sobie na boku i zaczynam szukac noclegu. W samym Kole mi sie nie udaje. Albo nie odbieraja telefonu albo ceny rzedu 100pln za nocleg. W koncu zaklepuje nocleg w Lutomirowie. Pozostaje jeszcze tam tylko dotrzec czyli ekstra 12km.
Na miejscu jestem troche po 20:00.
Plan na jutro: dociagnac tak blisko Czestochowy jak tylko da rade by w sobote dociagnac do domu. Zobaczymy czy sie uda.
Jesli wiatr nie oslabnie albo nie zmieni kierunku na jakis bardziej przyjazny to znowu bedzie wojna. Na dodatek teren nieustannie sie podnosi. Na poczatku dnia bylo to cos w okolicach 50m n. p . m. Teraz jest juz prawie 100, a po drodze bywalo juz i ponad 100.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Odprowadzam Pawła na pociąg o 1:14. Paweł dołącza do Darka i Andrzeja. Zdjęcie podłe bo na szybko i bez lampy :-/


Wracając do domu turysty zatrzymuję się na chwilę na mości zrobić foto Starego Miasta.


A potem zaczyna się walka z samym sobą, wiatrem i drogą.


Idzie wyjątkowo opornie. Jednak jestem niedospany. Zdecydowanie nie mój dzień.


Za Izbicą Kujawską. Obraz zmarnowania ;-)


Przed Kołem jazda zaczęła się jakoś kleić ale za to dzień się kończył i przyszło mi już szukać noclegu.


De javu. Czasem można się wystraszyć, że człowiekowi się droga pomerdała. Na szczęście to inne Chełmno.


W Lutomirowie notuję taki wynik.


Kategoria Kilkudniowe

Sopot - Torun - poczatek powrotu

  • DST 186.00km
  • Czas 08:26
  • VAVG 22.06km/h
  • VMAX 47.10km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 12 czerwca 2013 | dodano: 12.06.2013

We wtorek dzien przerwy przeznaczony na odespanie, uzupelnienie strat energetycznych, pranie i ogolne byczenie.
Dzis pierwszy dzien powrotu. Wystartowalismy z Pawlem prawie punktualnie o 7:00. Na poczatek sciezka rowerowa wzdluz plazy do Gdanska. Tam wbijamy na ulice i w porannym szczycie przebijamy sie mozlnie poza miasto. Po 8:00 udaje sie wyrwac z centrum Gdanska. Wbijamy na "91" i wygodnym, szerokim poboczem zaczynamy pedzic w strone Torunia. Mijamy kolejno Pszczolki i Tczew. Po drodze tylko krotkie postoje na pojenie i male conieco. Dluzsza przerwe robimy przy Biedronce w Gniewie. Pawel stwierdza, ze maja tam niezle drozdzowki. Mmie bardziej pasuja tamtejsze paczki.
Z Gniewa jedziemy do Nowe(go?). Tam chwila przerwy na cos zimnego bo ciepelko znacznie wzroslo. Porzucamy "91" i boczna droga przebijamy sie do Dragacza i dalej na most w Grudziadzu. Na wylocie z miasta zasiadamy w karczmie i zjadamy obiadek.
Potem juz prosto przez Stolno do Torunia. Po drodze tylko niezbedne postoje na uzupelnienie zasilania. Foto w drodze raczej niewiele. Dzis byl plan dociagnac do Torunia i udalo sie go zrealizowac zadziwiajaco sprawnie. Na miejscu bylismy ponad godzine wczesniej niz zakladalismy.
Ostrozny plan na jutro: dociagnac troche na poludnie od Kola.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Zabieramy rowerki z odpoczynku i ruszamy z Pawłem do Torunia.


Ścieżką rowerową przez Sopot i potem przez korki w Gdańsku wyrywamy się na "91". Jedzie się całkiem dobrze i sprawnie.


Tak sprawnie, że szybko mamy przejechane 66,6km :-)


W Gniewie krótki postój karmieniowo-pojeniowy i lecimy dalej.


Toruń nieco bliżej.


Nowe i kolejny postój pojeniowy. Robi się całkiem ciepło.


Na wylocie z Grudziądza zjadamy obiad.


Dobijamy w końcu do Torunia.


Pod domem turysty PTTK GPS zarejestrował taki wynik z jazdy.


Kategoria Kilkudniowe

Rokitki - Sopot - cel osiagniety

  • DST 92.00km
  • Czas 05:22
  • VAVG 17.14km/h
  • VMAX 29.80km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 10 czerwca 2013 | dodano: 10.06.2013

Nim cel zostal osiagniety zdarzylo sie kilka rzeczy. Na poczatek w Tczewie jakis kretyn wymusil pierwszenstwo i tuz przede mna zrobilo sie palenie gum. Potwierdzamy sie w muzeum i jedziemy dalej, do sluzy przeglinskiej. Focimy, potwierdzamy i jedziemy do przeprawy promowej Swibno-Mikoszewo gdzie znow focimy i sie potwierdzamy. Wiatr nie ulatwia nam zadania. Wieje z kierunku glownie polnocnego i jest raczej chlodno pomimo ladnego sloneczka. Docieramy do Sobieszewa, gdzie poza potwierdzemiem i foto zjadamy rowniez spory obiad. Zaczynamy sie przedzierac do ostatniego punktu na trasie Twierdzy w Wisloujsciu. Opornie to idzie. Poza wiatrem jeszcze okoniem staje nam droga. Na mapie jest przejazd. W realu brama rafinerii. Musimy sie wrocic i zrobic objazd. Potem tez nie szlo zbyt gladko ale w koncu docieramy do celu. Na miejscu czeka na nas znajoma Darka, Marysia. Od tego czasu ona prowadzi nas az pod kwatere w Sopocie. Nim tam docieramy robimy rundke pod pomnik na Westerplatte.
Po zainstalowaniu sie w kwaterze na ooczatek zakupy i potem idziemy na plaze uczcic zakonczenie wspolnego przejazdu kapinka napoju szampanopodobnego produkcji poradzieckiej.
Jutro dzien byczenia, spania, futrowania. W srode z Pawlem rozpoczniemy powrot do domu na rowerkach. Mam nadzieje, ze pogoda nas nie zatrzyma i wystarczy sil i entuzjazmu.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Na początek do Tczewa potwierdzić się w Muzeum. Na foto makieta mostu w Tczewie. Tak kiedyś wyglądał.


Coś jakby blisko celu.


Potwierdzenie w Przeglinie.


Potem potwierdzenie przy przeprawie promowej Świbno-Mikoszewo.


W Sobieszewie oprócz potwierdzenia...


... również obiadek :-)


Potem już prosto (co nie znaczy łatwo) do Twierdzy Wisłoujście, gdzie czeka na nas Marysia, która prowadzi nas stamtąd na Westerplatte i potem prosto na nocleg.




Podobno to jakiś charakterystyczny budynek. Łukasz? Wiesz coś w temacie?




W liczbach dzień wyglądał tak. Dystans mniejszy ale trzeba było się tego dnia naszarpać z północnym, chłodnym wiatrem.


Dzień kończymy na plaży niszcząc "szampana" za udaną wyprawę :-)


A na koniec focę ograniczenie prędkości na ścieżce rowerowej. Rok temu jak tu jechałem jeszcze takich ustrojstw nie było. Nie mogłem uwierzyć, jak usłyszałem, że coś takiego wymyślili. Choć faktem jest, że jak ludzi na plażę wylegnie, to tam ciężko się jeździ. Co chwila zejście na plażę. Trzeba bardzo uważać.


Kategoria Kilkudniowe

Dragacz - Rokitki - dzien cudow

  • DST 110.00km
  • Czas 06:06
  • VAVG 18.03km/h
  • VMAX 44.60km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 9 czerwca 2013 | dodano: 09.06.2013

Dzis znowu spozniam start grzebaniem przy przerzutce. Tym razem przedniej. Jedziemy do muzeum w Grudziadzu po pieczatke i zrobic foto. Chwile krecimy sie po miescie i ruszamy w koncu do Nebrowa Wielkiego. Kilka km przed celem odkrywam, ze mam kapcia. Okazalo sie, ze rozpuscila sie latka samoprzylepna. Szybko kleje nowa i jedziemy dalej. Z potwierdzeniem sie tradycyjnie problemy. Na wyjezdzie z Nebrowa problemy zalicza Darek. Urywa mu sie mocowanie bagaznika. Szybko zostaje zrobiona prowizorka, ktora wytrzymuje do konca jazdy. Docieramy przed 14:00 do Kwidzynia. Potwierdzamy sie na zamku. Pawel i ja decydujemy sie na zwiedzanie samego zamku. Ucieka nam godzinka. Darek i Andrzej namierzaja miejsce na obiad gdzie do nich dolaczamy.
Potem nastepuja czary Andrzeja, ktore sprawiaja, ze ladujemy po drugiej stronie mostu, ktory jeszcze nie jest w uzytku. Mial byc oddany w grudniu. Obecnie ma byc od lipca czynny. Jesli ktos planuje trase wzdluz Wisly to lepiej zeby wzial poprawke na nieczynny most i nieplywajace promy.
Kolejny punkt, ktory osiagamy to Gniew. Pod zamkiem robimy foto, pasiemy sie w Biedronce i jedziemy do Pelplina. Tam znow problemy z potwierdzeniem. Zalatwiwszy jednak ten punkt jedziemy juz do Rokitek pod Tczewem.
Jutro ostatni dzien wspolmej jazdy.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Na początek do Grudziądza potwierdzić się w muzeum. Potem trochę pokręciliśmy się po mieście.


A dalej droga do Nebrowa Wielkiego. Znów pieczątka zastępcza w użyciu.


Po drodze Darkowi urywa się mocowanie bagażnika. Uskuteczniona zostaje prowizorka, która oczywiście wytrzymuje do końca przejazdu.


Bez dalszych przerw jedziemy do Kwidzynia.


Zwiedzamy z Pawłem zamek.






W Kwidzynie spodziewaliśmy się problemu związanego z przeprawą na drugą stronę Wisły. I okazały się, że problem jest. Most nie jest jeszcze skończony ale prom już nie pływa. W Gniewie, również prom zlikwidowany. Nie ma szans przedostać się po moście. Andrzej jednak robi czary i lądujemy na drugim brzegu. Gdyby nie on, to znowu dziesiątki kilometrów objazdów.


Królowie w Betlejem? ;-)


Opanowujemy Gniew.


W Pelplinie znów na tyle późno, że ratujemy się pieczątką zastępczą.


I kończymy w Rokitkach z takim wynikiem.


Kategoria Kilkudniowe

Torun - Dragacz czyli kolejny "lajtowy" dzien

  • DST 124.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 06:14
  • VAVG 19.89km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 8 czerwca 2013 | dodano: 08.06.2013

Start mial byc o 9:00 ale muzeum z pieczatka bylo czynne od 10:00 wiec nie pozostalo nam nic innego niz pokrecic sie po miescie do tej godziny. Potem juz bez ociagania ruszamy do kolejnego punktu, czyli Zespolu Palacowo-Parkowego w Ostromecku. Sloneczko rozkrecone na maximum przypieka konkretnie ale jedzie sie zadziwiajaco dobrze i jednym skokiem docieramy na miejsce. Potwierdzamy sie i chwile odpoczywamy w parku przy palacu.
Do kolejnego punktu, czyli Fordonu, jest "rzut beretem" i ten punkt zaliczamy szybko. Tam tez uzupelnienie zapasow energii w cukierni przy kosciele.
Kolejny punkt na trasie to Chelmno. Tu po drodze wbijamy w slepy zaulek. Okazuje sie, ze na mapie jest droga gruntowa. W realu droga konczy sie na bramie prywatnej posesji. Nie pozostaje nic innego tylko wrocic do asfaltu. Darek z Andrzejem przyuwazaja miejsce gdzie sprzedaja truskawki i postanawiaja sie nimi uraczyc. My z Pawlem jedziemy dalej. Bocznymi drogami zmierzamy na most do Chelmna, gdzie mamy sie spotkac z Andrzejem i Darkiem. Upal. Po drodze zajezdzamy pod zrodelko sw. Rocha i robimy gdzies na przystanku przerwe posilkowa. Na kilometr przed mostem dzwoni Darek z info, ze juz tam na nas czekaja. Przez chwile podejrzewamy, ze chlopaki skombinowali sobie podwozke ale okazuje sie, ze polecieli glowna droga a my robilismy zawijasy bokami.
W Chelmnie Andrzej z Darkiem nurzaja sie w fontannie na rynku. Potem potwierdzenie i pora na obiad. Zjadamy solidny obiad w restauracji "Spichlerz". Moje pozytywne nastawienie do zycia drastycznie wzrasta :-)
Wracamy na zachodni brzeg Wisly i jedziemy pod zamek w Swieciu. Przybijamy pieczatke na campingu przy zamku przy okazji wlewajac w siebie n-ta tego dnia porcje napojow z lodowki.
Nocleg znajdujemy przed samym Grudziadzem w Dragaczu. Po drodze zakupy i instalujemy sie na kwaterze. Od razu szybki wlew zimnego izobronka i klepanie wpisu. W perspektywie jeszcze dwa izotoniki i prysznic. Jutro planowo do Kwidzynia i w zaleznosci od sytuacji w sprawie mostow to Gniew.
Kilka chwil po zakwaterowaniu zaczelo padac czyli udalo nam sie idealnie zakonczyc ladowanie.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Dzień zaczynamy od potwierdzenia w muzeum w Toruniu.


Dla Łukasza pewnie będzie to czytelne info kto i gdzie ma wpływy. Fota na wylocie z Torunia.


Pałac w Ostromecku. Kolejne miejsce potwierdzenia.


Potwierdzamy się w Fordonie.


To na prawdę Zła Wieś. Na mapach jest droga, która kończy się na prywatnej posesji i przejazdu nie ma. Na całe szczęście to niecałe 2km więc daleko wracać nie trzeba było.


Podjeżdżamy z Pawłem pod źródło św. Rocha.


Po drodze mnóstwo fajnych widoczków. Np. taki na Wisłę.


Zjeżdżamy się z Andrzejem i Darkiem na moście do Chełmna. Oni zostali za nami żeby opychać się truskawkami (nie pierwszy raz zresztą) a my rzeźbiliśmy bocznymi drogami. Potem oni wypadli na główną i nas wyprzedzili.


Dzień był upalny więc jak na rynku chłopaki przyuważyli fontannę, to od razu nastąpił na nią zaciekły atak ;-)


Potem zajadamy obiadek.


I jedziemy do Świecia.


Dzień w liczbach.


Kategoria Kilkudniowe

Dobrzyn nad Wisla - Torun i o tym jak nas wpuscili w kanal

  • DST 139.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 06:48
  • VAVG 20.44km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 czerwca 2013 | dodano: 07.06.2013

Smy se poplanowali! Ze hej!
Na poczatek opozniam start dlubaniem przy tylnej przerzutce. Cos opornie przerzucala. Linka w pancerzu nieco pordzewiala. Potem jeszcze regulacja i w efekcie startujemy z noclegu o 10:00. Potwierdzamy sie w miejscowym muzeum i ruszamy do Wloclawka. Przejezdzamy most na Wisle i potwierdzamy sie w jednym z muzeow. Tam tez uzyskujemy wiadomosc, ze prom w Nieszawie plywa wiec decydujemy sie wrocic przez most i pojechac spokojniejszymi drogami do promu. Po drodze dowiadujemy sie, ze prom plywa co godzine i na "naszym" brzegu jest o kazdej polowce godziny. Czasu malo wiec gniemy ile wlezie. Wpadamy na miejsce a tu kartka, ze ze wzgledu na wysoki poziom wody prom nie plywa do odwolania. Duzo brzydkich slow polecialo pod roznymi adresami. I nie tylko od nas. Kilku kierowcow tez sie nacielo.
Wracamy do Wloclawka. Mamy tym sposobem extra 50 km. Bez zatrzymywania jedziemy do Nieszawy. Troche problemow z potwerdzeniem sie ale sie udaje i jedziemy dalej do Ciechocinka. Tam znowu problemy z potwierdzeniem sie ale pomyslowosc Andrzeja i Darka zalatwia sprawe. W Ciechocinku szamamy obiadek. Pomny wczorajszych problemow z zasilaniem dzis zjadam na tyle solidna porcje, ze na kolacje przewiduje juz tylko 2 zimne browarki.
Z Ciechocinka bez kombinowania ciagniemy do Torunia na nocleg do Domu Turysty PTTK. Dla mnie juz koniec rowerowania. Pawel z Andrzejem wybieraja sie jeszcze na most, na wieczorne podziwianie rozswietlonej starowki.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Dzień rozpoczynamy od potwierdzenia się w Dobrzyniu Nad Wisłą.


A potem prosto do Włocławka.


Załatwiamy potwierdzenie w Muzeum i focimy się również w miejscu nieobowiązkowym ale charakterystycznym dla tego miasta. Tu nas też wpuszczają w kanał, że prom w Nieszawie pływa.


Po dotarciu na miejsce, czyli jakichś 20km, okazuje się, że nie pływa. Nie my jedni byliśmy niezadowoleni. Po drodze nie było żadnej informacji, że przeprawa nieczynna. A po drugiej stronie rzeki widać Nieszawę. Tak blisko i tak daleko.


Wracamy do Włocławka.


I kręcimy drugim brzegiem rzeki do Nieszawy.


Gdzie walczymy dzielnie z chęcią zatopienia promu :-p


Poratowawszy się pieczątką zastępczą jedziemy do Ciechocinka. W tle tężnia. Tu niestety również pieczątka zastępcza.


I w końcu znajomy widok. Stare Miasto w Toruniu.


Miejsce noclegowe też znajome z zeszłego roku. I nawet mnie pani z PTTK-u zapamiętała :-)


Zaś w liczbach ten dzień wyglądał w ten sposób.


Kategoria Kilkudniowe

Nowy Dwor Mazowiecki - Dobrzyn nad Wisla - Padlo mi zasilanie po drodze

  • DST 125.00km
  • Czas 06:16
  • VAVG 19.95km/h
  • VMAX 47.80km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 6 czerwca 2013 | dodano: 06.06.2013

Dzis plan troche podgoniony. Startujemy z Nowgo Dworu Mazowieckiego niemal planowo. Pierwsze zaliczenie w Modlinie. Pogoda nas nie rozpieszcza. Pochmurno. Temperatura sporo ponizej 20 stopni Celsjusza. Na dodatek cala droga to walka z przeciwnym wiatrem. Ale nie dajemy sie i jedziemy twardo do Czerwinska. Tam, po uzyskaniu potwierdzenia i sfoceniu sie na tle bazyliki, wstepujemy do Cafe Malwa na goraca herbatke i porcje sernika. Minimalnie sie ociepla. Jedziemy do Wyszogrodu. Walka z wiatrem trwa. Odcinki pomiedzy punktami spore. Kolejny na celowniku jest Plock. Prawie 40 km. Troche z Pawlem podkrecamy sobie tempo i lecimy ponad 20 km z predkosciami oscylujacymi w okolocach 30 km/h. Zwazywszy na fakt, ze mamy sakwy i przeciwny wiatr to chyba niezle.
W Plocku potwierdzamy sie, focimy i od przypadkowego rowerzysty dostajemy namiar na niedrogie i dobre jedzenie. Potem chwila na laweczkach na rynku w celu zawiazania sadelka i zaklepania noclegu w Dobrzyniu nad Wisla.
Ruszamy dalej do Rokicia. Po drodze niestety jest rozebrany most i musimy zrobic nieco wiecej kilometrow. Na wylocie z Plocka siada mi zasilanie i chlopaki znikaja mi najpierw za zakretem a potem i za horyzontem. Nie mam pary by podgonic i wloke sie noga za noga. Okazalo sie, ze obiad, owszem dobry, ale za maly. Zaspokoil deficyt, wypracowany przed Plockiem ale nie dal zapasu na kilometry za miastem. W koncu widze, ze Andrzej, Darek i Pawel czekaja na poboczu. Dobijam do nich i laduje w siebie co tam w sakwach znalazlem. Jest lepiej. Jedziemy. Teraz juz bez szalenstw. Zwlaszcza, ze jak sie podjedzie blizej rzeki, to wiatr staje sie chlodniejszy i mocniejszy. Docieramy w koncu do Rokicia gdzie tradycyjne focenie i potwierdzenie. Teraz pozostaje tylko dociagnac do noclegu w Dobrzyniu nad Wisla. Osiagamy cel przed 20:00. Jeszcze tylko kolko po zakupy na kolacje i sniadanie i z jazda na dzis koniec.
Powoli sie zastanawiam czy na tej kasecie i lancuchu uda mi sie wrocic do domu.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Ruszamy potwierdzić się w Modlinie. Tam też strzelam foto z myślą o Łukaszu :-) Może zrobi kiedyś jakąś mapę zasięgu wpływów klubowych to akurat będzie miał info, gdzie w tą stronę sięga Legia ;-)


Kolej na Czerwińsk Nad Wisłą.


Dalej idzie Wyszogród. Przy okazji uprawiam hazard w postaci lotto. Założenie jest takie, że w przypadku wygranej nocujemy tylko w 5-cio gwiazdkowych hotelach a rowerki co dzień idą na indywidualny masaż ;-)


Potem dłuższy, około 40km etap do Płocka.


Po drodze zawijamy z Pawłem do kościółka zabytkowego w Słupnie.


W końcu osiągamy Płock.


A tu szamamy obiadek. Powinienem był zapodać sobie podwójną porcję. Dobry ale okazało się w locie, że za mała porcja jak na moje potrzeby :-)


Ostatnie miejsce gdzie dziś się potwierdzamy.


I dzień w liczbach.