limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Czersk - Nowy Dwor Mazowiecki - techniczny finish

  • DST 106.00km
  • Czas 05:39
  • VAVG 18.76km/h
  • VMAX 41.30km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 czerwca 2013 | dodano: 05.06.2013

Plan byl taki, ze dzis lajtowo. Jak zwykle plan sobie a wykon sobie. Na poczatek robimy zaliczenie punktu w Czersku czyli zamek. Obieramy kierunek na Konstancin-Jeziorna gdzie kolejny punkt do potwierdzenia. Tam chwila na herbatke a ja jeszcze dodatkowo serniczek. Dalej nieplanowany punkt programu czyli Okecie. Podjezdzamy od Piaseczna pod terminal cargo. Kilka foto i ruszamy w strone Wilanowa po kolejne potwierdzenie i, co wazniejsze, na spotkanie z naszym warszawskim przewodnikiem czyli lukaszem78. Zdobywamy potwierdzenie i czekamy na Lukasza. Podjezdza ale go z daleka nie poznaje. Od ostatniego razu jak jechalismy na trasie Sosnowiec-Grybow nieco go ubylo w obwodzie ;-) W koncu sie zjezdzamy i rozpoczynamy od wspolnego foto przed Palacem w Wilanowie. Dalej wiedzie nas juz Lukasz. Widac, Warszawe ma zjezdzana calklwicie bo wiedzie nas jak po sznurku i w wiekszosci sciezkami rowerowymi. Tam gdzie nie ma sciezek poznajemy warszawska technike jazdy w korkach. Powiem tak: raz mozna sprobowac ale jak dla mnie to za duzy hardcore. To nie na moje nerwy. Przynajmniej nie czesciej jak 2x do roku ;-)
Kolejno najezdzamy "Basen Narodowy", szamamy poteznego kurczaka z dodatkami nieopodal, dalej rzucamy okiem na Belweder, sejm, kancelarie premiera (kolejnosci nie jestem pewien ale na sladzie z GPS-a bedzie widac) i robimy zaliczenie kolejnego punktu czyli Zamek Krolewski. Z kierunku "Basenu" niebo nieco olowiane i zastanawiamy sie czy nas dopadnie to, co moze sie z tych chmurek urodzic. Lukasz prowadzi nas w strone Bielan, na droge do Lomianek i dalej do Nowego Dworu Mazowieckiego. Po drodze trafia sie czarna seria problemow technicznych. Zaczyna Pawel. Zrywa lancuch na srodku skrzyzowania. Szybki serwis i jedziemy dalej. Potem pecha ma Darek. 3x lapie kapcia. Pierwsze dwa razy jeszcze w obecnosci Lukasza. Za drugim razem wypada to na drodze do Lomianek. Tam tez sie zegnamy z naszym przewodnikiem, ktoremu niestety skonczyl sie czas, ktory mogl nam poswiecic. Dzieki, Lukaszu, za prowadzenie nas po Warszawie. Dzieki Tobie nasz przejazd przebiegl bardzo sprawnie i na 100% zobaczylismy wiecej niz jakbysmy blakali sie sami po miescie. Fajnie bylo sie ponownie zobaczyc i pojechac razem. Do nastepnej okazji tego typu :-)
Trzeciego kapcia Darek lapie w Lomiankach. W tych samych Lomiankach przychodzi mi jeszcze podokrecac szprychy.
Reszte drogi do Nowego Dworu Mazowieckiego pokonujemy bez problemow. Na ostatnich 3 km dopada nas lekki deszczyk. Generalnie dzien uszedl nam jednak na sucho.

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Do miejsca pierwszego tego dnia potwierdzenia mamy mniej niż 500m. Zamek w Czersku. Niestety znów brak na zwiedzanie.


Jedziemy do starej papierni zamienionej teraz w centrum handlowe. Konstancin-Jeziorna.


Jest czas to podjeżdżamy pod lotnisko na Okęciu od strony Cargo i potem na spokojnie jedziemy pod pałac w Wilanownie na spotkanie z Łukaszem, którego specjalnie nie trzeba było namawiać by nas przewiózł sprawnie przez Warszawę.


Robimy wspólne foto przed Pałacem i ruszamy za naszym przewodnikiem.


Wycieczka z przewodnikiem ma same plusy. Jedzie się płynnie z miejsca na miejsce. Jest kogo zapytać o co bardziej charakterystyczne obiekty i sam przewodnik też coś od siebie dorzuci przy okazji :-)


Zajeżdżamy pod Stadion (poza programem).


Przez Wisłę przejeżdżamy 2x różnymi mostami.


Punkt obowiązkowy trasy czyli Zamek Królewski.


Na skrzyżowaniu Paweł zrywa łańcuch ale bez problemu udaje się go potraktować spinką.


Potem łata się Darek. Tu już drugi raz. Na wylocie do Łomianek.


Potem w Łomiankach trzeci raz.


Do Nowego Dworu Mazowieckiego docieramy w lekkim deszczyku.


Zeznanie GPS-a na temat przebiegu dnia.


Kategoria Kilkudniowe

Bochotnica - Czersk czyli berek z burzami c. d.

  • DST 123.00km
  • Czas 06:01
  • VAVG 20.44km/h
  • VMAX 38.20km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 czerwca 2013 | dodano: 04.06.2013

Dzis start chwile po 8:00. Do samych Pulaw dojezdzamy super sciezka rowerowa. Pogoda poczatkowo straszy nas deszczykiem ale w koncu robi sie slonecznie. W Pulawach muzeum w remoncie wiec zdobywamy pieczatke zastepcza u bukmacherow ;-)
Kolejny cel to Prywatne Muzeum Rowerow Nietypowych w Golebiu. Docieramy na chwile przed liczna wycieczka szkolna. Zdobywamy pieczatki i chwile podziwiamy pokaz jazdy na roznych modelach. Bardzo to ciekawe ale nas niestety goni czas.
Jedziemy do Deblina. Przyszlo powalczyc z wiatrem. Na miejscu zdobywamy potwierdzenie, na stacji benzynowej dobijamy luftu i dalej droga jakos latwiej idzie.
W Kozienicach zdobywamy kolejne potwierdzenie w muzeum. Niestety przychodzi nam przeczekac ulewe.
Mokrymi asfaltami zmierzamy do elektrowni Swierze Gorne. Po drodze widoki na chmury, ktore wygladaja jakby mialo z nich byc tornado. Tam ponownie przeczekujemy ulewe. Potwierdziwszy punkt w deszczu ruszamy do Magnuszewa. Na wjezdzie do miejscowosci (przy trasie 79) przyuwazam szyld Starej Kuzni. Ze deficyt energetyczny dawal sie we znaki to decydujemy sie go zlikwidowac szamajac obiadek. Miejsce godne polecenia dla glodnego rowerzysty.
Zdobywamy potwierdzenie i lecimy dalej "79" w strone Mniszewa. Niestety muzeum jest juz nieczynne wiec focimy sie przy czolgu i zdobywamy pieczatke zastepcza w pobliskiej restauracji.
Pozostaje nam ostatni etap dnia dzisiejszego czyli odcinek do Czerska. Potwierdzenie odkladamy na jutro. Dzis tylko jeszcze zakupy i meldujemy sie nanoclegu.
Jutro dzien luzniejszy. Dokladniejsze czyszczenie rowerkow i spotkanie z osobistoscia BS czyli lukaszem78, ktory zgodzil sie przewiezc nas po stolicy.

UPDATE-y


Link do pełnej galerii


Ścieżką rowerową na początek do Puław. Muzeum w remoncie więc znowu pieczątka zastępcza. Tym razem u bukmacherów ;-)


Dalej jedziemy do Gołębia. Prywatne Muzeum Rowerów Nietypowych. Tam właściciel prezentuje swoją kolekcję. Wszystko jeździ. Szkoda, że nie mieliśmy czasu obejrzeć wszystkich okazów. Trzeba tam będzie chyba jeszcze raz kiedyś się wybrać. Na spokojnie.


Dęblin. Tu znów za mało czasu by choć przejść się pomiędzy samolotami. Nasza jazda to bardziej sprint od punktu do punktu niż zwiedzanie.


Muzeum w Kozienicach też w remoncie ale udaje się tam potwierdzić.


Przeczekujemy pierwszą tego dnia ulewę.


Przed elektrownią w Świerże Górne znów czekamy aż przestanie padać. Focimy się i w lekkim deszczyku jedziemy dalej.


Kolejny kościół na trasie. Proboszcz mówi, że jesteśmy już chyba 10 grupą w tym roku.


Niebo tego dnia dość często wyglądało podobnie.


Znów przyjeżdżamy jak już zamknięte. Pieczątka zastępcza z pobliskiej restauracji.


W Czersku kończymy i liczby wyglądają tak.


Kategoria Kilkudniowe

Sandomierz - Bochotnica - berek z burzami

  • DST 102.00km
  • Czas 05:16
  • VAVG 19.37km/h
  • VMAX 55.70km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 3 czerwca 2013 | dodano: 03.06.2013

Prognozy na dzis byly takie, ze burze. Pogodzeni z wyrokiem startujemy z Sandomierza po 9:00. Pierwszy cel to Zawichost. Pogoda na tym odcinku wytrzymala. Zdobywamy potwierdzenie i jedziemy dalej do Annopola. Tam chwila przerwy przy cukierni (po tym jak zdobywamy potwierdzenie) i dalej do Piotrawina. Tam sie okazuje, ze burzy nie unikniemy. Gosciny udzielil nam ksiadz proboszcz, ugoscil kawa/herbata i swiezo zebranym miodem. Przeczekawszy deszcz ruszamy do Kazimierza Dolnego. Po drodze rzutem na tasme wpadamy do ludzi na plac za kolem Andrzeja i przeczekujemy deszcz. Okazuje sie, ze trafiamy na krajan a konkretnie ludzi z Bytomia. Maly ten swiat. Gospodarze polecaja nam restauracje gdzie warto zjesc obiad. Tam tez zmierzamy. W Dworze Przepiorka zostajemy uraczeni smacznym i obfitym obiadem, ktory doskonale zastepuje rowniez kolacje. Bez wiekszych problemow docieramy do Kazimierza. Tam troche kombinowania nad noclegiem i w koncu jedziemy w strone Pulaw i wypatrujemy gdzie by sie zakotwiczyc na noc. Znajdujemy w koncu kwatere w Bochotnicy. Na finiszu pogania nas jeszcze spod sklepu maly deszczyk. Generalnie podroz uszla nam na sucho. W porownaniu z dniem pierwszym to pogoda rewelacyjna :-)

UPDATE-y.


Link do pełnej galerii


Kolejny dzień rozpoczynamy od zdobycia Zawichostu i potwierdzenia się tamże. W kościele, oczywiście.


Potem długo nic aż do kościoła w Annopolu. Zdjęcie na tle zabytkowego drewnianego. Obok jest większy, murowany.


Drewniany w środku wygląda tak.


Widoczek na Wisłę w drodze do Piotrawina. Coś jakby na burzę się zanosi.


Kościół w Piotrawinie.


I nadciągające ołowiane chmurki. Ulewę przeczekujemy na plebanii.


A tu rośnie... PIWO :-]


Tu wtrząchamy solidny obiad. Nie chce się po nim jechać ale nie ma rady.


Jedziemy do Kazimierza Dolnego.


Gdzie znowu za późno się zjawiamy, by potwierdzić się w muzeum i musimy zadowolić się pieczątką zastępczą.


Chmurki cały dzień bardzo fotogeniczne.


Dzień w liczbach. Na finiszu ze sklepu na nocleg jeszcze nas lekki deszczyk pogonił.


Kategoria Kilkudniowe

Nowy Korczyn - Sandomierz z pechowa koncowka

  • DST 122.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 06:14
  • VAVG 19.57km/h
  • VMAX 34.70km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 czerwca 2013 | dodano: 02.06.2013

Dzien drugi podrozy w strone morza mniej wiecej wzdluz rzeki Wisly.
Start planowo o 9:00. Pierwszy na celowniku zostaje umieszczony Pacanow. Docieramy tam bez wiekszych problemow po drodze podjezdzajac pod kosciol w Swiniarach zaliczany do szlaku architektury drewnianej. Sfociwszy sie w Pacanowie pod Europejskim Centrum Bajki ruszamy do Szczucina. Miejsce wskazane na liscie punktow obowiazkowych szlaku, czyli Muzeum Drogownictwa, okazuje sie nieczynne w weekend :-/ Stamtad dluzszy odcinek do Baranowa Sandomierskiego gdzie robimy dluzszy popas na okolicznosc obiadu w restauracji zamkowej. Nafutrowani ruszamy do Tarnobrzega. Poza zdobyciem potwierdzenia dokonujemy wciagniecia giga-wielkich lodow wloskich na rynku i focimy pomnik Bartosza Glowackiego. Po tym nastepuje odcinek asfaltowo-terenowy zakonczony ladowaniem w Sandomierzu. I tu dopada mnie zla karma. 2x lapie kapcia. Pierwszy raz na podjezdzie do rynku. Wyjmuje szklo z opony i wymieniam detke. Troche krecimy sie po rynku, zdobywamy dzieki Andrzejowi kolejne potwierdzenie z trasy, robimy zakupy i ruszamy w strone zarezerwowanego noclegu. Po chwili czuje, ze z tylu znowu miekko. Rozbrajam kolo i znowu wydlubuje szklo z opony. Tym razem do uzycia wchodza latki. Ruszamy ale po chwili znowu slysze jak powietrze uchodzi. Mowie ekipie zeby jechali sie zakwaterowac i ktorys po mnie wroci. W koncu decyduje sie na ponowne latanie. Odkrywam, ze tym razem to ja dalem plame i przykleilem latke OBOK dziury :-P W koncu zalatwiam serwis porzadnie i juz bez problemow dojezdzam na kwatere, gdzie po rozpakowaniu bagazu testuje lokalny produkt piwowarski czyli piwo Sandomierske. Nietanie ale polecam.

UPDATE-y.

Mapa.


Link do pełnej galerii


Po rozpakowaniu 4 kompletów sakw...


I po spakowaniu. I tak przez następne 2 tygodnie.


Drugi dzień zupełnie inny od pierwszego jeśli chodzi o pogodę.


Po drodze nieplanowy punkt programu - kościół w Świniarach czyli szlak architektury drewnianej.


Przed Muzeum Bajki w Pacanowie.


Wisła robi się szersza.


Muzeum Drogownictwa zastajemy zamknięte. W weekendy nie działa. Znów ratujemy się pieczątką zastępczą.


Po drodze różne nieplanowane punkty. Tutaj pomnik poświęcony pilotom RAF-u, którzy zginęli podczas dokonywania zrzutów nad okupowaną Polską.


Chwilę dalej oznaczenie miejsca urodzin Ignacego Łukasiewicza.


W Baranowie Sandomierskim kolejny przystanek. Tym razem poza potwierdzeniem również decydujemy się na obiad.


Tarnobrzeg. Tak wydumaliśmy, że potwierdzenia głównie w kościołach, bo tych za szybko nie zwiną w przeciwieństwie np. do muzeów czy knajp ;-)


Gdzieś tu grasuje podobno ojciec Mateusz. Nam udało się go uniknąć ;-) Ale jakąś klątwę rzucił (albo szkło własnoręcznie) bo musiałem się 2x łatać.


Tak więc uznałem, że na ukojenie nerwów i pozytywne zakończenie dnia 2 produkty regionalne będą jak najbardziej na miejscu.


W liczbach dzień wyglądał jak wyżej widać.


Kategoria Kilkudniowe

Krakow - Nowy Korczyn czyli masochizm praktyczny

  • DST 109.00km
  • Czas 05:09
  • VAVG 21.17km/h
  • VMAX 46.50km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 czerwca 2013 | dodano: 01.06.2013
Uczestnicy

Dzis ciag dalszy eskapady na trasie zrodla rzeki Wisly - Baltyk. Na poczatek dojazd do Katowic na pociag. Uszedl mi prawie na sucho. W Myslowicach do pociagu wbijaja jeszcze Andrzej, Darek i Pawel. Dociagamy koleja do Krakowa i stamtad juz dalej rowerkami. Na poczatek do opactwa Cystersow w Mogole. Na sucho. Potem do zamku krolewskiego w Niepolomicach. W drodze do Hebdowa zaczyna padac i tak juz jest az do ladowania na noclegu czyli w Przemykowie (nie zastajemy ksiedza wiec pukamy do Soltysa i poza pieczatka zostajemy poczestowani goraca kawa/herbata co w panujacych warunkach bardzo sie przydaje), w Opatowcu (gdzie pieczatke pobieramy w sklepie bo w kosciele odbywal sie pogrzeb) i wreszcie w Nowym Korczynie gdzie nocujemy. Plan nie do konca zrealizowany bo mielismy jeszcze dojechac do Szczucina i tam szukac kwatery ale zlani do golej skory zdecydowalismy sie jednak wysuszyc. Potem jeszcze okazalo sie, ze bylby problem z noclegiem w okolicy Pacanowa wiec w sumie wyszlo idealnie. Niewazne, ze przez przypadek.
Masochizm wystapil na odcinku od Hebdowa skad przyszlo nam jechac w deszczu. O dziwo jechalo sie calkiem dobrze jesli tylko nie trzeba bylo sie zatrzymac.

UPDATE-y.

Na początek mapa.


Link do pełnej galerii


Dzień zaczął się mało optymistycznie. Nawet Dorotki nie było widać.


Zabytkowy kościółek w Mogile. Naprzeciw miejsca, gdzie robimy pierwsze potwierdzenie tego dnia.


A potwierdzenie wypada tutaj.


Potwierdzenie następne jest przy zamku w Niepołomicach ale z Pawłem robimy sobie też foto przy rycerzu :-) Potem robi się ...ujnia z patatajnią i zaczyna się deszcz. Tym samym zdjęć z tego dnia jak na lekarstwo.


Finisz obiadu w wykonaniu Darka.


I foto potwierdzeniowe. Po minach widać, że pogoda nie nastraja optymistycznie.


W kolejnym miejscu nie zastajemy księdza od kościoła, gdzie się potwierdzenie bierze i jedziemy do sołtysa.


W następnym kościele do potwierdzenia jeszcze lepiej: pogrzeb. Pieczątkujemy się w sklepie spożywczym.


Dobijamy do Nowego Korczyna, gdzie kolejne potwierdzenie i przez przypadek znajdujemy nocleg. Nie mamy już ochoty jechać dziś dalej zwłaszcza, że bliżej planowanego celu czyli Pacanowa, noclegi zajęte. I jeszcze do tego 70km w deszczu za nami.


Dzień w liczbach łącznie z dojazdem z domu do Katowic na pociąg.


Kategoria Kilkudniowe

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 21.60km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 maja 2013 | dodano: 29.05.2013

+10 na starcie. Na finiszu dochodzę do wniosku, że musiało chyba nieco wiać z kierunku wmordewindu bo na zjeździe na Lenartowicza nie udało się dobić nawet do 45 km/h. Początek zresztą oporny. Dopiero po jakichś 4 km jazda zrobiła się nieco lżejsza. Światła: 3 czerwone/1 zielone.

Po pracy pogoda zrobiła się niewyraźna. Jakieś chmury. Jakieś pokapywanie. Jakoś dziwnie. Tak więc zamiast planowanego dłuższego powrotu, krótszy z załatwieniem paru drobiazgów. Na początek do Dąbrowy Górniczej pod Centrum "Pogoria" na spotkanie z Marcinem. Zostawiam mu kamizelkę klubową dla Maćka i chwilę rozmawiamy. Potem Marcin podjeżdża ze mną jeszcze pod bankomat. Wstępnie się umawiamy, że wieczorem zdecydujemy czy jedziemy do Bytomia na nocny objazd i rozjeżdżamy się w swoje strony. Ja przez Zieloną, Preczów do Sarnowa do weterynarza. Potem bez postojów do domu.
Przedurolopowe przygotowania sprawiają, że rezygnuję z wypadu do Bytomia. Dzwonię do Marcina ale też mówi, że się nie wybiera. Może innym razem. Pokusa jest ale czasu wąsko na wszystko co zostało mi jeszcze do zrobienia a do wyjazdu na 2 tygodnie jednak trzeba się trochę przygotować. Może jutro coś się uda ukręcić jak pogoda pozwoli.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 37.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 20.94km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 27 maja 2013 | dodano: 27.05.2013

+6 na starcie. Zdecydowanie "na długo". Coś musiałem wczoraj przy zgrywaniu śladów pomerdać na GPS-ie bo dziś się zresetowały ustawienia i musiałem trochę czasu przed startem zmarnować na ponowną konfigurację. Nici wyszły ze spokojnej jazdy i trzeba było gdzie się dało cisnąć. W sumie może to i dobrze, bo wczoraj poczułem efekty sobotniej gleby. Jakiś taki ponaciągany jestem. Mając mało czasu nie było okazji przejmować się tym, że coś tam boli tylko trzeba było kręcić żeby się w czasie zmieścić.
Jazda bez ekscesów ale też i bez zielonej fali. Całe szczęście, że tych świateł po drodze mam całe 4 szt.

Po pracy bez zaginania bo i pogoda nie zachęca. Przez Dąbrowę Górniczą, Łęknice, Piekło, Preczów i Sarnów do domu. Nieco wmordewindu i tempo generalnie spacerowe.


Kategoria Praca

Cyklozy Szlaku Techniki ciąg dalszy przez gliwickie Huzy wodzony

  • DST 165.00km
  • Teren 50.00km
  • Czas 08:43
  • VAVG 18.93km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 maja 2013 | dodano: 25.05.2013

Dziś tylko parametry rowerowego dnia. Opis jutro, jak odeśpię.

Odespane. Czas wpis uzupełnić :-)

Na początek mapka:



Sobota stanęła pod znakiem klubowej wycieczki Cyklozy Sosnowiec do Rud. Wycieczka z cyklu Szlak Zabytków Techniki. Tym razem muzeum kolei wąskotorowej.
Marcin załatwił nam super przewodników z Turystycznego Klubu Kolarskiego PTTK im. Władysława Huzy w Gliwicach w osobach Prezesa tegoż Klubu czyli Alfreda i jednego z klubowiczów czyli Artura. Dzięki ich znajomości miasta i okolic poza samym muzeum była okazja zobaczyć kilka innych miejsc wartych uwagi oraz przewieźć się szlakami i duktami leśnymi po lasach i polach.
Dla mnie zaczęło się od wyjazdu z domu do Gliwic. Rowerkiem. Reszta ekipy sposobami różnymi (głównie koleją) dotarła do celu. Spotykamy się pod dworcem kolejowym kilka minut po 9:00. Zajeżdżając widzę już Alfreda i Artura oraz Edytę, która właśnie się z nimi witała. Kilka minut rozmowy i z dworca wyłania się reszta dzisiejszego składu pod wodzą Prezesa Cyklozy :-) Powitania. Wstępne słowo i ruszamy.
Po kilku kilometrach po mieście funduję sobie glebę, a właściwie to asfalt. Na skręcie gdzieś mi się albo omsknęło koło na krawężniku, albo za mocno ściągnąłem klamkę od przedniego hamulca i robię salto przez kierę nakrywając się rowerem. Szybko się zbieram na nogi i robię ocenę strat. Dziura na rękawie kurtki, dziura na nogawce. Złamań brak. Można jazdę kontynuować. Punkt obowiązkowy programu wykonany czyli wycieczka już na 100% będzie udana :-)
Prowadzenie przez Alfreda i asekurowany na końcu przez Artura sprawnie przebijamy się przez miasto i zaczynamy przedzierać się przez ścieżki leśne.
Pierwszym miejscem, które najeżdżamy jest rezerwat "Las Dąbrowa". Małe kółeczko po tymże lesie, objaśniające słowo Alfreda na temat charakteru lasu i kilka foto na przewróconym drzewie. Jedziemy dalej.
Kolejny przystanek robimy przy obelisku upamiętniającym pomordowanych więźniów obozu. Obelisk jest niekompletny. Jego część znajduje się w Muzeum w Gliwicach. Na fali "rozliczania" się z komunizmem komuś nie spodobała się gwiazda na obelisku i ją strącił. Prawdopodobnie gdyby nie interwencja rowerzysty z kluby "Huzy" to skończyłaby na złomowisku. Osobiście nie rozumiem tej manii niszczenia pomników i obelisków. TO JEST historia. Lepsza, gorsza ale historia i nic jej nie zmieni. Pomnik powinien pozostać. Zwłaszcza, że niektóre z nich, mimo symboli "znienawidzonego" ustroju, upamiętniają zdarzenia, które oprócz tego, że były związane z polityką upamiętniają także ludzkie tragedie, których nie powinno się zapominać.
Podążając dalej szlakami leśnymi wypatrujemy krzyża leśniczego. W końcu udaje się go znaleźć. Jest to pamiątka wystawiona przez księcia raciborskiego w miejscu zamordowania leśniczego z jego lasów. Kto ciekaw historii tego krzyża, niech namówi Alfreda na wycieczkę w to miejsce :-) Na pewno wtedy ją usłyszy.
Podążając dalej leśnymi duktami mijamy kilka bunkrów. Alfred objaśnia nam ich przeznaczenie. Kto ciekaw to? Niech pyta Alfreda :-)
Chwila wytchnienia wypada nam w Łączy. Izotoniki, małe co nieco. I dalej w drogę.
Poprzez lasy jedziemy na miejsce gdzie kiedyś stała leśniczówka. Tam chwila zdjęć na foto i kierujemy się do leśniczówki w Starej Kuźni. Niestety nie było czasu by umówić się z leśniczym więc obiekt oglądamy tylko z zewnątrz. Za to robimy małe kółeczko ścieżką edukacyjną i wspinamy się do ambony myśliwskiej :-)
Stamtąd kierujemy się do Kotlarni. Przy kopalni piasku robimy chwilę postoju na sesję fotograficzną przy starych parowozach. Imponujące maszyny i chyba niedawno odnawiane, bo nie wyglądają na zniszczone.
Przychodzi czas by poważnie zająć się uzupełnieniem braków energetycznych. Koledzy z Gliwic zachwalają restaurację "Złoty Bażant". Skoro zachwalają to jedziemy sprawdzić. Jak się okazuje, zachwalają jak najbardziej słusznie. Solidny, dwudaniowy obiad z izotonikami za naprawdę przyzwoite pieniądze.
Nafutrowani ponownie zagłębiamy się w lasy. Początkowo kręcenie idzie delikatnie bo kolana obijają się o pełne brzuchy ;-) ale w końcu się rozkręcamy docierając do kapliczki św. Marii Magdaleny. Tu Alfred opowiada o fantastycznych i rzeczywistych historiach dotyczących tego miejsca (m. in. związanymi z pożarami okolicznych lasów). Po detale odsyłam do Alfreda :-)
Wiedzeni dalej przez kolegów z Gliwic docieramy do klasztoru Cystersów w Rudach Wielkich. Tam chwila postoju. Pieczątkowanie książeczek. Zdjęcia i pod groźbą deszczu (coś zaczęło pokropywać), jedziemy do głównego celu dzisiejszej wycieczki czyli muzeum kolejki wąskotorowej w Rudach.
Alfred zmuszony zostaje do wykonania serwisu przebitej dętki i wraz z Arturem zostają na stacji muzeum. My korzystamy z okazji i odbywamy mały przejazd kolejką uprzednio sfociwszy zgromadzone w muzeum okazy. Trochę szkoda, że nasza wycieczka nie miała miejsce w niedzielę bo byłaby okazja przejechać składem ciągnionym przez parowóz. No cóż, nie zawsze się udaje.
Dzień powoli się kończy. Spada też temperatura. Kierujemy się ponownie w stronę Gliwic zahaczając o jeszcze jeden lokal gastronomiczny. Sensację wzbudza hamburger zamówiony przez sobowtóra Marcina :-) Przy okazji posiłku Artur wykonuje akcję serwisową na przebitej dętce.
Ostatnie miejsce postoju robimy na wspólne foto przy przydrożnej kapliczce i potem już bez przerw jedziemy pod dworzec kolejowy w Gliwicach. Tu następują pożegnania. Edyta z Maćkiem wracają samochodem do Sosnowca. Koledzy z Gliwic dają nam wskazówki jak najlepiej wystartować w stronę Zabrza i żegnają się z nami. W sześciu jedziemy przez Zabrze do Bytomia. Tam z kolei ja żegnam się z chłopakami, którzy dalej jadą razem do Czeladzi a ja solo przez Piekary Śląskie, Dobieszowice, Rogoźnik i Strzyżowice do domu. Docieram nieco przed 23:00 totalnie wypompowany ale zadowolony z dzisiejszego rowerowego dnia.


W trakcie solowej podróży do Gliwic przyuważam w Bytomiu na garażach graffiti.


Dzisiejsza ekipa śmiganiowa.


Rezerwa "Las Dąbrowa".


Obelisk. Jednak ludzie pamiętają.


Początkowo krzyża szukaliśmy w innym miejscu. Ale w końcu się znalazł.


Trochę szkoda, że nie serwują tu normalnych obiadów tylko "gotowce" ale miejsce na izotonika bardzo w sam raz :-)


Cisza i spokój.


Leśniczówka.


Lokomotywy w Kotlarni.


"Złoty Bażant".


Kapliczka św. Marii Magdaleny.


Klasztor Cystersów.


Teren muzeum kolei wąskotorowej w Rudach.


TO jest hamburger :-)


Początek końca - pożegnania.


Mój rowerowy dzień w liczbach.

Link do pełnej galerii.


Kategoria Jednodniowe

PD

Piątek, 24 maja 2013 | dodano: 24.05.2013

Rano zbiorkomem do pracy. Powrót rowerkiem zostawionym wczoraj. Pogoda nędzna: pochmurno, chłodno, mokro, coś tam z nieba kapiącego. Zero ochoty na objazdy. Tylko powrót do domu przez Dąbrowę Górniczą, Zieloną, Preczów i Sarnów. Nawet na zjazdach jakoś mi się nie chciało kręcić. Tempo generalnie spacerowe.


Kategoria Praca

DPSZD

Czwartek, 23 maja 2013 | dodano: 23.05.2013

Na termometrze poniżej +10. Dla pewności otwieram okno, by przekonać się czy faktycznie tak chłodno. Niestety jest. Odczuwalnie nawet jeszcze mniej. Czyli dziś "na długo". Jedzie się zadziwiająco dobrze. Na starcie tylko jeszcze zamieniam rękawiczki na pełne bo po dłoniach zimno. Dziś czerwona fala ale mimo tego czas dojazdu nienajgorszy. Pewnie z powodu wiatru w plecy, który poczułem jak czekałem na światłach na Mecu. Zimny :-(

Po pracy zbiorkomem do Będzina do serwisu po odbiór Srebrnej Strzały. Przestawienie nieco tylnego koła na osi żeby nie tarło o ramę jak zawieszę ciężką sakwę z jednej strony tylko. Potem podjeżdżam pod Lidla po małe zaopatrzenie i potem przez Łagiszę i Sarnów prosto do domu. Po rozładowaniu balastu jeszcze chwila dłubania przy tylnym hamulcu żeby był bardziej brzytwiasty i szybki test. Jest ok :-)


Kategoria Praca, Serwis