SOD
-
DST
50.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:19
-
VAVG
21.58km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy i z pracy do serwisu zbiorkomem. Przed 17:00 odbieram rowerek. W sumie wymienione zostało ciut więcej niż planowałem. Oprócz korby, kasety, łańcucha i szprychy do wymiany zakwalifikowała się jeszcze jedna szprycha (strzeliła w trakcie centrowania), klocki hamulcowe na tyle (przednie pewnie niedługo pójdą w ślady tylnych) i suport. Ciutkę więcej mnie to wyszło niż myślałem i na wyjściu z serwisu mina tak średnio szczęśliwa. Jednak zrobiwszy rundkę testową ani trochę nie żałuję. Wszystko chodzi jak w zegarku, cichutko. Jedzie się leciutko. Miodzio. Można kolejną "czwóreczkę" ukręcić :-]
Rundkę powrotną zacząłem do wspinaczki na Syberkę i objazd M1 w Czeladzi. Z Czeladzi pojechałem do Wojkowic i bokami przedostałem się na skrzyżowanie po zachodniej stronie Brynicy (obok Netto). Tam skręcam na Michałkowice ale celem jest gruntowa droga do Piekar Śląskich zaczynająca się po prawej za mostem. Tamże wbijam i wyjeżdżam w Piekarach. Na rondzie odbijam w prawo i zakosami wydostaję się na drogę w stronę Kozłowej Góry gdzie też udaję się częściowo wykorzystując ścieżkę rowerową. Potem skręcam na tamę na zbiorniku i wałem objeżdżam park w Świerklańcu wyjeżdżając w końcu na drodze z Tarnowskich Gór do Siewierza ("78"). Jadę nią do Niezdary gdzie zjeżdżam obok straży pożarnej i częściowo asfaltami, częściowo polami dojeżdżam do Sączowa. Stamtąd do Twardowic, Góry Siewierskiej i zaginając przez Strzyżowice (by dobić do 50km) do domu.
W sumie niezła pogoda do jazdy. Po 18:00 nawet pojawiło się słoneczko choć nie zdołało jakoś znacznie podgrzać atmosfery. Ale zawsze to raźniej się jechało.
Najważniejsze, że nie było deszczu i silnego wiatru.
Po drodze kilku bikerów na szosach i mtb ale żeby jakieś tłumy to bym nie powiedział. Przy parku w Świerklańcu raczej pustawo. Jedynie trochę wędkarzy.
Kategoria Serwis, Kaseta, KlockiT, Korba, Łańcuch, Suport, Szprycha
DPOD
-
DST
52.00km
-
Czas
02:36
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termometr nie mógł się rano zdecydować czy temperaturę zaliczyć już na +11 czy jeszcze +10. Generalnie zimno. Do tego jeszcze mokro. Przez większość drogi w gębę mżawka. Wiatr chyba sprzyjający bo jakoś nie musiałem się z nim szarpać za bardzo.
Poza tymi drobiazgami to jechało się całkiem fajnie. Szkoda tylko, że trzeba się było naubierać jak na zimę.
Że po pracy nie padało to zdecydowałem się na zagięcie nieco powrotu. Początek jak wczoraj: Dąbrowa Górnicza, Łęknice, Piekło, asfaltem wzdłuż Pogorii 4 ale tym razem do samych Wojkowic Kościelnych. Stamtąd przez Podwarpie, Tuliszów, Przeczyce do Toporowic i dalej przez Dąbie do Strzyżowic i do domu. Wiatr z zachodu czasem dawał się we znaki i miejscami poleciało trochę mżawki ale generalnie dało się jechać. Tylko temperatura nieco nędzna. Tempo raczej spacerowe. Za to była okazja podziwiać widoki. Nisko wiszące chmury miejscami dawały ciekawy efekt ale nie zebrało mi się tym razem na focenie. Częściowo dlatego, że za Wojkowicami zasobnik na energię powiedział, że wsad się kończy.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie +16 na termometrze. Do tego dywan chmur i coś prawie jak mżawka. Drogi mokre. I wmordewind. Padało jakoś tak do 4:30. Kiedyś bym takie warunki zakwalifikował jako nie do jazdy. Cóż, wszystko jest względne.
Jednak spadek temperatury daje o sobie znać. Nogi nie podają jak wczoraj chociażby. Te poranne +20 z poprzedniego tygodnia mam nadzieję, że szybko wróci i to na dłużej.
Po pracy łamałem się nad dłuższym powrotem bo tak, i chciało się, i warunki średnie w postaci wiatru i nisko wiszących chmurek grożących deszczem. W końcu zdecydowałem, że zobaczę jak się potoczy. Na początek do Dąbrowy Górniczej wyszarpać coś z bankomatu i potem dalej na Pogorię 3 od strony Łęknic i przystani żeglarskiej. Dalej przeskok na Pogorię 4 na Piekle i asfaltem w stronę Wojkowic Kościelnych ale po drodze odbijam na Kuźnicę Piaskową. Dalej przez Warężyn, Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do mojej Wioski.
W sumie jechało się nieźle ale wiaterek znacznie ograniczał prędkość. Do tego moje kolana jednak zauważyły dość spory spadek temperatury i nogi ogólnie wolały robić na młynkach niż siłowo. Powrót udał się na sucho.
Kategoria Praca
DPSOD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:24
-
VAVG
22.86km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie +18 ale w porównaniu do minionego tygodnia odczucie jakby było dużo chłodniej. Mimo tego jechało się super. Nieco późno się wygrzebałem i po drodze skorzystałem z autobusu linii "104". Od Gródkowa do Łagiszy podciągnąłem się za nim z prędkościami powyżej 50 km/h. Fajnie się leciało. I dlatego też czas dojazdu całkiem niezły.
Dziś Błękitny Rumak idzie do serwisu. Wczoraj nieco go poczyściłem i przy tej okazji uważnie przyglądnąłem się napędowi. Łańcuch wyciągnięty jak diabli. Na kasecie "piątka" spiłowana w szpileczki a "4" i "6" też w nie lepszym stanie. Na korbie blat to samo. Zupełnie nie dziwiło mnie więc dziś rano to, że łańcuch skakał jak chciał. Do tego jeszcze jedna szprycha z tyłu do wymiany i koło do centrowania. Wydawało mi się, że to jakoś za szybko ale z zapisów na BS wynika, że ponad 4k km zrobione w tym dwa długie wyjazdy: Bieszczady i wzdłuż Wisły.
Po pracy przez Dąbrowę Górniczą-Mydlice do Będzina do serwisu zostawić Błękitnego Rumaka. Zbiorkomem do domu, chwila przerwy i Srebrną Strzałą do wsiowego Lewiatana przy lekkim zagięciu trasy.
Na zewnątrz jakieś takie chmury się porobiły i wyglądało jakby miało mnie zlać przy tym zaginaniu ale udało się na sucho wrócić. Za to prognoza na jutro i pojutrze jakaś porąbana jest. W nocy deszcz a w środę +10. Szoku termicznego dostanę jak to się sprawdzi. Będzie trzeba w zimowych ciuchach jechać :-(
Kategoria Praca, Serwis
Pierwszy Świętojański Bieg Trzeźwości w Mysłowicach
-
DST
57.00km
-
Czas
02:58
-
VAVG
19.21km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na Piątkowym spotkaniu Cyklozy Andrzej wrzucił nam temat obstawiania biegu w Mysłowicach. Namawiać nas nie musiał i w sobotę pojechaliśmy zrobić wizję lokalną.
Dziś wszystko na żywo.
Na początek jadę do Mysłowic na spotkanie "obstawiaczy". Umówiliśmy się na stacji BP. Kiedy zjawiam się na miejscu już kilka osób czeka. Szybko zjawiają się też pozostali. Ostatnie sprawy organizacyjne, oklejanie kamizelek info "Służba porządkowa", pobieramy taśmy i rozjeżdżamy się na posterunki.
Parkuję na wyznaczonym miejscu. Do startu jest jeszcze sporo czasu. Na horyzoncie zaś wisi sobie chmura, która wcale dobrze nie wygląda. Jakieś 30 min. przed startem zaczyna pokapywać i potem solidnie padać. Deszcz ustaje jednak przed 18:00 i biegacze ruszają. Mój posterunek jest trzeci lub czwarty z kolei i cała grupa zjawia się dość szybko. Kiedy ostatni z zawodników mija mnie, zwijam taśmę i pędzę w stronę końca trasy. Przy BP ustawiam się na wolcie pod most bo okazuje się, że jednak druga osoba jest potrzebna by kierowcy wiedzieli, że nie ma przejazdu. Kilku osobom muszę udzielić wyjaśnienia co się dziele ale generalnie, pomimo zdenerwowania obywa się bez przykrych scen.
Po 19:00 ostatnia osoba wbiega pod przejście i nasza rola się kończy. Zwijamy taśmy i jedziemy na metę. Tam czekamy na ostatnich zawodników a potem jedziemy pd halę sportową. Dziękujemy sobie wzajemnie za współpracę i żegnamy kolegów z Mysłowic. Ruszamy do Sosnowca. Tam długa chwila posiedzenia z toastem za wczoraj narodzoną wnuczkę Maćka. Oby jej zdrowie i szczęście w życiu dopisywało :-)
Rozjeżdżamy się po 21:00. Z Marcinem różnymi zakosami jedziemy na molo przy Pogorii 3. Jest już ciemno. Żegnamy się i ruszam wzdłuż zbiornika w stronę Pogorii 4. Daleko nie ujeżdżam. W trakcie młynkowania czuję, że z tyłu coś za miękko jest. Kapeć. Ładnie. Dawno już serwisu po ciemku nie robiłem. Na szczęście czołówka spełnia swoje zadanie i dobrze służy przy tej operacji. Pod koniec serwisu zjawia się Marcin, który zdecydował się zrobić jednak kółeczko wokół P3.
Kończę robotę, żegnamy się jeszcze raz i już bez przygód, przez Preczów i Sarnów docieram do domu.
Link do pełnej galerii
Obstawiacze na rowerach.
Z tej chmury w końcu spadł deszcz.
Biegacze ruszyli punktualnie.
Mój punkt minęli szybko dość zwartą grupą. Zwijam się i jadę wspomagać dalsze miejsca.
Potem długo nie było czasu na focenie i dopiero na mecie kontrolne foto. Biegacze jeszcze ściągali.
Potem jeszcze "obstawiacze" jadą pod halę sportową. I tu focenie się kończy choć jazda jeszcze nie.
Kategoria Inne
Powitanie Waldka po Gruzji i popołudnie w Mysłowicach
-
DST
99.00km
-
Czas
05:18
-
VAVG
18.68km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Plan na dziś, to zaskoczyć Waldka na lotnisku powitaniem a po południu przejechać trasę biegu w Mysłowicach i ustalić gdzie, kto stoi jako obstawa.
Tak więc rano pobudka przed 6:00 by coś wszamać i przygotować się do jazdy i potem raczej szybki przejazd pod sam terminal w Pyrzowicach. Trochę się pokiełbasiło bo Darek z Marcinem zrobili objazd lotniska od północy. Zdzwoniłem się z nimi jak już byłem na miejscu i powiedzieli, że jakiś samolot lądował. Że Waldkowy miał być później to sobie zakotwiczyłem na parkingu i wypatrywałem lądującej maszyny.
Przed 8:00 dzwoni Darek i okazuje się, że samolot przyleciał wcześniej, oni Waldka już przywitali (to on ich zauważył, dzięki temu powitanie wypaliło w ogóle). Dojeżdżam i witam się z naszym zdobywcą Gruzji. Chłopakom już udało się namówić Waldka żeby poskładał rower do kupy i pojechał na nim do domu w naszej eskorcie.
Tak więc na początek puzzle. Przy okazji Waldek opowiada jak było. Widać, że jest zadowolony. Przygód miał sporo i same pozytywne (choć niektóre z dreszczykiem). Czas leci szybko, robota też. W końcu ruszamy. Tym razem bez wyginania trasy jedziemy przez Mierzęcice, Przeczyce do Wojkowic Kościelnych. Tam wzdłuż zachodniego brzegu Pogorii 4 do knajpki na powitalnego browara i kolejną porcję opowieści. W drodze zresztą też cięgle wypytujemy.
Jadę jeszcze z chłopakami do budynków RZGW i żegnam się z Waldkiem. Marcin i Darek eskortują go dalej. Sam wracam przez Preczów i Sarnów do domu.
Wszamawszy, dokimawszy zbieram się na rowerek ponownie przed 16:00.
Na niebie dywan chmur i grzmoty ale umówiony na 16:30 ignoruję spektakl i przez Będzin jadę do Sosnowca pod fontannę przy PTTK. W Będzinie zaczyna pokapywać. Na początek niegroźnie. Jednak już w Sosnowcu (Pogoni) deszczyk robi się konkretniejszy i na miejsce dojeżdżam (goniony przez Adriana) nieco przemoczony.
Zakotwiczamy na trochę w PTTK-u czekając aż się uspokoi na zewnątrz.
W międzyczasie robię serwis sakwy. Urwał się jeden z nitów mocujących listwę z hakami. Przydają się wożone z narzędziami śrubki.
W piątkę jedziemy na spóźnione spotkanie w Mysłowicach i tam robimy objazd trasy na bieg. Tempo spacerowe, z przystankami więc kilometraż słaby i czas też ale nie o to tym razem chodzi.
Po drodze chłopaki wkręcają się na strzemiennego na imprezę u kuzynki Pawła (nigdy im dość ;-p). Potem już bez kombinowania wracamy powoli się dzieląc. Najdłużej jadę z Mackiem i żegnam się z nim na światłach pod jego blokiem. Sam dalej przez Czeladź, Wojkowice i Strzyżowice do domu - żeby nie wracać przez Pogorie i Będzin bo tam już dziś byłem ;-)
Link do galerii
Tak sobie czekam na parkingu aż samolot przyleci...
A on już dawno przyleciał, Waldek już prawie do domu ruszył jak się z chłopakami spotkał.
Zaczęło się składanie rowerka i opowieści.
Zbędny balast jedzie samochodem do Sosnowca.
A my, poskładawszy Waldkowego rumaka, o własnych siłach.
Zbiorcze foto pożegnalne na lotnisku :-)
Chwila przy sklepie na powitalnego browara.
A potem już przeskok na popołudniowy objazd w Mysłowicach.
Mam nadzieję, że jutro wszystko uda się bez problemów. Z pogodą włącznie.
Kategoria Inne
DP PTTK OND
-
DST
70.00km
-
Czas
03:56
-
VAVG
17.80km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie +22. Ciekawe czy to już tegoroczny rekord czy jeszcze będzie więcej? :-)
Jechało się bardzo dobrze i czas, pomimo niewspółpracujących świateł, nienajgorszy.
Po pracy na początek do PTTK-u na zebranie klubowe Cyklozy. Potem wspólnie jedziemy przez Katowice do chorzowskiego parku, gdzie ma się odbyć "Świętojańska Noc Rowerowa". Przybywamy nieco przed startem i przy tej okazji spotykamy dawno niewidzanych znajomych. Zapisy do konkursów, losowań i rozmowy zajmują czas do 20:00. Potem wspólny przejazd przez park (około 6km) i losowanie gadżetów. Potem nasza grupa, powiększona o innych Sosnowiczan (ale nie tylko) jedzie pod knajpę niedaleko Żyrafy z zamiarem zasiednięcia i skonsumowania rozsądnych (albo i nie) ilości izotoników. Jednak wredne komary niweczą plan i decydujemy się wracać. Żegnam się ze wszystkimi i przez park jadę w stronę wieży telewizyjnej i dalej przez Siemianowice Śląskie w stronę Michałkowic. Po drodze wykopki i nieco muszę drogę wyciągnąć. Od Michałkowic już bez problemu przez Wojkowice i Strzyżowice do domu. Jazdę kończę około 23:00. Jeszcze całkiem przyjemnie ciepło o tej porze. Jedyny minus jazdy w ciemnościach to nasze kochane, polskie drogi. Dziurawe i krzywe w nocy dobrze się z tym kryją przysparzając czasem bardzo niemiłych i gwałtownych niespodzianek. Kilka razy nie przyuważyłem a to dziury, a to jakiegoś uskoku i nieźle mną telepnęło. Za dnia takie miejsca z pewnością dałoby się bezpiecznie ominąć. Dobrze, że miałem czołówkę bo bez niej to kto wie jakby się to nocne pomykanie skończyło ;-)
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
63.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:42
-
VAVG
23.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na termometrze jak wczoraj: +20. Wyjechałem kilka minut wcześniej. Jechało się też dobrze i udało się nadrobić jeszcze kilka minut po drodze więc od Będzina dziś zmieniłem sobie trasę i zamiast przez Środulę pojechałem przez Dąbrowę Górniczą-Mydlice i centrum Zagórza. Na miejscu jeszcze z zapasem czasu.
Po pracy lampa, która bardzo dobrze robi na moje jeżdżenie. Dziś powrót też kombinowany. Na początek w stronę Kazimierza Górniczego. Na sporym kawałku jezdnia zdarta i kilka zwężeń. Jakoś udaje mi się przez to przebić i jadę dalej wypadając w końcu na Gołonogu przy zajezdni autobusowej. Stamtąd dalej w stronę Pogorii 1 i wzdłuż torów na Piekło. Asfaltem objeżdżam Pogorię 4. Zatrzymuję się w knajpie obok RZGW na małego izobronka. Dalej jadę do Wojkowic Kościelnych, przez Podwarpie i Tuliszów do Przeczyc. Kolejno jeszcze Toporowice, Dąbie, Strzyżowice i do domu.
Tak mnie korciło, żeby jeszcze deczko powrót zagiąć bo warunki do jazdy idealne ale niestety śmietnik znowu zaczął dawać sygnały, że mam sobie dać spokój albo będzie strajk.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
54.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:16
-
VAVG
23.82km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+20 na starcie :-) To lubię. Znaczy się, że po południu będzie piękna lampa i okazja zrobić dłuższy powrót.
Tocząc się przez Będzin w pewnym miejscu widzę cywila ładującego się do samochodu. Jak już byłem blisko, to mnie powitał :-) Nie wykazałem się za bardzo refleksem bo jarzenie włączyło mi się dopiero jak go minąłem. noibasta w cywilu. Jak to brak kasku człowieka zmienia :-)
Poza tym zwykły dojazd do pracy.
Po pracy lampa jak wczoraj. Na początek do Decathlonu uzupełnić braki w garderobie rowerowej. Innymi słowy jedne gacie mi się wytarły na zadku jeszcze w drodze nad morze a dziś drugie zaczęły dawać oznaki, że idą w tym samym kierunku. Tak więc by nie zostać z gołą d..ą musiałem tamże się pofatygować. Potem przez Chemiczną do Czeladzi i dalej do Wojkowic. Tu robię sobie kawałek terenowy aż do Netto w Wojkowicach. Stamtąd obieram kierunek na Bobrowniki, Dobieszowice, Rogoźnik. Wzdłuż zbiornika stroną wschodnią (czyli asfaltem) jadę do Siemoni i dalej do Góry Siewierskiej. Za skrętem doganiam dwóch rowerzystów. Przez chwilę miałem ochotę podkręcić tempo i ich wyprzedzić ale uznałem, że nie będę się nad nimi znęcał ;-) Spokojnie sobie za nimi podkręciłem do samej Góry Siewierskiej a potem dalej zjechałem do Strzyżowic i dalej do domu.
Fajnie się kręciło. Chociaż mam wrażenie, że w Błękitnym Rumaku przełożenia są jednak bardziej elastyczne niż w Strzale. Przy kręceniu młynków pod górę nie mogłem sobie znaleźć jakoś wygodnego przełożenia. No i swoje robi jednak brak amorka na przodzie. Byle drobny wybój, grubsza łata na asfalcie i wszystko to trzeba na rękach wybrać.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
51.00km
-
Czas
02:19
-
VAVG
22.01km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+19 na starcie. Wyjątkowo przyjemnie się dziś kręciło. Bezchmurne niebo. Aż szkoda, że to droga do pracy a nie na jakieś byczenie nad wodą :-)
Wpisy z trasy wzdłuż Wisły i powrotnej uzupełnione o zdjęcia i mapki.
W pracy pomieszczenie klimatyzowane więc poza relacjami z drugiej ręki zero świadomości jak jest na dworze. Wychodzę i miłe zdziwienie. Tak ze 30 na plusie a w słońcu to może i lepiej. To lubię. Robię sobie z tej okazji nieco dłuższy powrót do domu. Przez Dąbrowę Górniczą, Pogorię 3 od strony Łęknic, Piekło i objazd asfaltem Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. Stamtąd do Preczowa, Twardowic, Dąbia, Malinowic i do domu. W sumie prędkości nie jakieś super ale sporą część drogi tak między 24 a 28 km/h udawało się trzymać bez większego wysiłku, podniesionego jakoś zauważalnie oddechu i mroczków przed oczami ;-)
Od Twardowic zaczęły mi się formować od północy chmury jak na burzę ale do domu udało się dotrzeć na sucho.
Kategoria Praca






















