Praca
| Dystans całkowity: | 117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6182:11 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.19 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.83km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po dniu regeneracji aż chciało się jechać. Niestety temperatura nieco utemperowała ten zapał. Jest odczuwalnie tak, ze 2-3 stopnie. Bez wiatru, bez chmur za to sporo zamgleń. Startuję o 6:06. Już na pierwszym, lekkim podjeździe czuję, że nogom się nie podobają warunki termiczne i podają tak średnio. Tak więc nie cisnę tylko młynkuję. Trasa standardowa. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. W ostatniej chwili załapuję się na stanie przed szlabanem na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. 15 sekund wcześniej i bym zdążył przed pociągiem KŚ. Potem seria świateł od Alei Kościuszki do Shella obok Expo Silesia i można dalej jechać bez przestojów. Na miejscu jestem z minimalnym zapasem czasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy. W sumie tylko jedna "urwa" poleciała. Znów na dojeździe do Robotniczej od strony Zielonej. Wyprzedzało mnie czerwone Clio (SD 17026) mając z przeciwka nadjeżdżający samochód. Zamiast zwolnić to "kierownik" jeszcze depnął i na chama się przepchnął. Mnie, co prawda, objechał z zapasem ale temu z przeciwka wiele miejsca na manewry nie zostawił. Zupełnie nie wiem po co się tak spieszył bo pewnie i tak stał potem na szlabanie przed pociągiem KŚ jeśli tylko skręcał w stronę centrum D. G.
Powrót z pracy w niemal letnich warunkach. Jest ładne słoneczko. Temperatura chyba bliska wieszczonej przez ICM czyli coś między +15 a +20. Niestety jest też trochę wiaterku i to zauważalnego. Na dodatek nie jest zbyt ciepły. Jednak i tak połowa ciuchów ląduje w plecaku a początkowo odczuwalny chłodek wiatru szybko przestaje dawać się we znaki po uprzedni zamłynkowaniu. Kręcę przez centrum Zagórza w stronę Redenu. Przystaję na chwilę niedaleko DorJan-a by nieco kapnąć smaru na łańcuch i ściągnąć nieco linki od hamulców. Już od jakiegoś czasu czuję mniejszą siłę hamowania. Powoli kończą się klocki. Muszę dorzucić do bagażu zapasowe bo następna utrata hamowania będzie oznaczała definitywny koniec obecnie pracujących. Potem już bez postojów kręcę przez Reden pod Most Ucieczki i dalej na bieżnię przy Pogorii 3. Jest trochę ludzie ale jeszcze bez tłumów i da się dość spokojnie i równo jechać. Potem przemycam się jeszcze dzikim przejściem obok Świątyni Grillowania na Pogorię 4 i stamtąd kręcę do Preczowa. Potem standard przez Sarnów do domu. Tu chwila dłuższa przerwy i robię potem standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Stamtąd prosto do domu i na dziś koniec jeżdżenia. Przyjemnie ale jeszcze nie te ciepełka co to je lubię. Niestety w nocy ma coś popadać i spaść temperatura więc jutro znów pełny komplet na długo :-/
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
17.56km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udało się dziś pokręcić do pracy mimo tego, że prognozy były nieciekawe. ICM wieszczył opady na poziomie 1 mm więc uznałem, że powinno się dać jechać. Chyba mniej więcej się sprawdziło. Ruszam o 6:06. Lekko pada. Trochę wody w koleinach. Wiatr minimalny czyli poprawa w stosunku do wczoraj. Kręcę standard. Jedzie się nienajgorzej. Tylko kolana dostają nieco w kość. Wraz z kilometrami namakam coraz bardziej. Na finiszu, po dość spokojnym przejeździe, jestem z zapasem 1 min. W butach nieco morko ale do tragedii jeszcze daleko. Przebierając się w suche ciuchy czuję jak zaczyna odmarzać lewe kolano. Średnio zabawne uczucie.
Powrót też mi nie uszedł na sucho ale już też nie tak bardzo na mokro. Kapało większość drogi, raz mocniej, raz słabiej. Trochę też wiało z kierunku zachodniego ale bez porównania słabiej niż wczoraj. Kręcę powrót tą samą trasą co wczoraj. W ogóle dużo tego "jak wczoraj". Różnica mała taka, że staram się gdzie mogę jechać chodnikami. Jest na nich nieco bardziej sucho. Dzięki temu na finiszu w butach mam lepszą sytuację niż na porannym dojeździe. Przejazd spokojny i niespieszny. Na Pogoriach pusto. Jedna spacerowiczka, dwóch rowerzystów a tak to cała bieżnia moja.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
17.56km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W nocy wiało i padało. Zastanawiałem się jak będzie rano, czy przypadkiem nie będzie trzeba się posiłkować zbiorkomem. Na szczęście na starcie jest całkiem przyzwoicie. Co prawda wieje konkretnie ale akurat z kierunku właściwego. Niebo zaciągnięte chmurami. Jezdnie schnące. Wytaczam się na asfalt o 6:08. Od razu czuję, że mnie wspomaga. Jedzie mi się bardzo dobrze choć czasy na punktach pośrednich mam jak wczoraj, przyzwoite jedynie. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Drogi spokojne i raczej pustawe. Zero zgrzytów. Na miejscu z 4 minutami zapasu. Po drodze kilka razy trafiłem na strefy chłodniejszego powietrza generalnie jednak umiarkowanie ciepło.
Powrót to walka. Kręcę spacerowo przez Reden na bieżnię przy Pogorii 3. Tam prawie całkiem pusto. Tylko jakieś koparki, nowy słup (chyba pod transformator) i grupka robotników kończąca pracę. Na samej bieżni spotykam dwóch rowerzystów, jedną rolkarkę i jednego wędkarza. Pogoda raczej zniechęca do wychodzenia. Za to ładny widoczek na zbiornik. Między Pogorią 3 i 4 dopada mnie zamieć z gradem. Przystaje na tamie P4 bo nie da się jechać. Tnie po twarzy jak diabli. Kurtka nasiąka błyskawicznie. Na szczęście opad szybko przechodzi. Ubieram jednak ekstra warstwę i kontynuuję kręcenie spacerowe do domu. Po drodze wychodzi słoneczko ale nie jest ani trochę cieplej. Do domu zataczam się zmachany niemożebnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
18.46km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś straszne niechcenie na pociskanie a start minimalnie opóźniony. Ruszam o 6:08. Jest umiarkowanie ciepło. Trochę chmurek na niebie i ogólnie mniej przejrzyste powietrze. Droga standardowa. Spokojna. Słońce dziś ujawnia się wcześniej, już w okolicach Łagiszy-Pustkowia. Artystycznie rozmyte ładnie koloruje niebo.
Wychodzę z pracy z kurtką w plecaku. Po kilkuset metrach jednak ją ubieram. Niby słonecznie ale wiaterek jednak jest chłodny. Kręcę najkrótszą trasą przez Mec, Środulę (gdzie uprzejmy kierowca przepuszcza mnie przez potok samochodów zjeżdżających na osiedle), Stary Będzin, nerkę, Fabrykę Domów i Gródków do domu. Nie lubię na powrocie korzystać z "913" bo o tej porze jest tam duży ruch ale dziś nie mam ochoty na objazdy. Kręcę spacerowo byle tylko dociągnąć do domu. Mimo, że niespiesznie jestem równo z autobusem, którym bym dotarł do domu, gdybym wybrał zbiorkom.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
19.32km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start o 6:05. Dziś profilaktycznie poubierany na długo choć już nie w wersji zimowej. Jest tak sobie. Buty mogły być cieplejsze. Ostatecznie ujdzie. Kręcę standard przez Gródków, Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Droga spokojna. Czasy pośrednie w normie. Na miejscu z zapasem 4 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy. Brakowało trochę słoneczka, które zobaczyłem dopiero na granicy Dąbrowy i Sosnowca, a i to tylko prześwitujące przez niewielkie dziury w chmurach.
Po pracy za oknem całkiem przyjemnie: słońce, trochę wiatru. Wychodzę w kurtce ale od razu chowam ją do plecaka bo bym się zagotował. W wietrze jest już nieco mniej ciepło ale od biedy ujdzie. Część drogi mam pod wiatr ale jedzie się całkiem dobrze. Kręcę przez Reden, bieżnię przy Pogorii 3, Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów. Od Pogorii 4 wiatr już tak nie przeszkadza. W domu robię chwilę przerwy na rozprostowanie pleców, potem zabieram sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Powrót z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
18.05km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakoweś chmurki na niebie sprawiły, że dziś nieco dłużej szarówka trwała. Temperatura jeszcze nie za wysoka ale mimo tego odważyłem się na dojazd w krótkich spodenkach. Na miejscu stwierdzam, że trochę na to za wcześnie. Startuję o 6:03. Jedzie się dobrze choć mam wrażenie lekkiego podmuchu ze wschodu. Standard przez Łagiszę, Zieloną i centrum Dąbrowy Górniczej. Przelot spokojny i całkiem przyjemny. Jedynie nogi mówiły, że to jeszcze wciąż nie te fajne warunki do kręcenia. Na miejscu jestem z zapasem 7 min.
Wychodzę z pracy optymistycznie ubrany na krótko. Optymizm mija mi kiedy tylko schodzę ze schodów. Od razu wdziewam bluzę i rękawiczki. Słabe słońce i dość silny, chłodny wiatr. Czyżby jednak krótkie spodenki były dziś błędem? Powoli wtaczam się na górkę kierując się na Mec i dalej na kolejną na Śorduli. Potem zjazd do izby wytrzeźwień i przerzucam się na drugą stronę torów jadąc w stronę dworca kolejowego Stary Będzin. Stamtąd prosto do będzińskiego Kauflanda po zaopatrzenie z kategorii innej niż spożywcza. Na odcinku od dworca do sklepu pada. Nie jakoś mocno ale w połączeniu z wiatrem jest nieprzyjemnie. Wychodząc ze sklepu już jest lepiej. Nawet znów słoneczko próbuje się przebić. Dalej wieje. Spacerowym tempem przetaczam się w stronę Fabryki Domów i tam skręcam prosto do Gródkowa. Przy centrum logistycznym Lidla skręcam w stronę lasu. Nabieram się na ścieżkę rowerową, która prowadzi do parkingu przy Lidlu. Zryta gruntówka jest za barierką. Dobijam nią do lasu i pod jego osłoną jadę do szkoły w Górdkowie gdzie wracam na "913". Spacerowym tempem dotaczam się do przejazdu kolejowego i odbijam na spokojniejszą ulicę w stronę remizy w Psarach. Potem prosto do domu. Jednak dziś nie był dzień na jazdę w krótkich gaciach. Wymarzłem. Ale i tak się fajnie jechało :-)
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
20.71km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zimno. Odczuwalnie bardzo zimno. Wszystko przez wilgoć z mgieł. Chyba około zera. Przez to jest też dłużej ciemno. Za to nie czuć wiatru żadnego. Ruszam o 6:06. Standard przez Gródków, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, przyjemnie do celu. Jedynie na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie chwila postoju na przepuszczenie IC i KŚ. Na miejscu ze sporym zapasem czasu.
Po pracy pogoda jak ICM zapowiadał: ciepło, lekki wiaterek, słonecznie. Bajka. Plecak wypchany ciuchami a ja we wdzianku "na krótko" i jest ok. Kręcę powrót przez Reden w stronę Pogorii 3 i, jak wczoraj, odbijam tam na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Potem Sarnów i do domu. Tu zostawiam plecak, zabieram sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. Bardzo przyjemnie się kręciło popołudniem. Po drodze tłumy ludzi. Chyba w końcu im odmarzły rowery. Trzeba będzie się niestety przerzucić na inne trasy powrotne bo te obecne już obłożone a lada moment będą wręcz oblężone. Ale skoro robi się ciepło to nie problem :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zaczyna się powolne opóźnianie startu. Ruszam o 6:07. Na niebie dywan chmur i przez to jest dłużej ciemno. Raczej bez wiatru i cieplej niż wczoraj. Trochę jakichś niegroźnych kropelek po drodze. Kręcę standard przez Gródków, Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Jedzie się o wiele lepiej niż wczoraj. Na finiszu znów robię za króliczka ale tym razem nie daję się wyprzedzić na podjeździe. Tzn. nie ścigałem się specjalnie, po prostu dziś lepiej nogi podawały i prędkość dało się utrzymać wyższą. Na mecie z zapasem 4 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Po pracy o wiele więcej słoneczka niż rano i im bliżej domu tym go jeszcze więcej. Wieje podobnie jak wczoraj, z północnego-zachodu, ale już nieco słabiej. Kręcę początek przez Reden i dalej w stronę Pogorii 3 ale dziś odbijam na Zieloną. Przez mostek na Czarnej Przemszy wbijam na czarny szlak do Łagiszy by sprawdzić jak tam jest z "mokrością" terenu. Jest całkiem dobrze. W Łagiszy skręcam od razu do Sarnowa i potem już standard do domu. Przyjemnie się wracało.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś rozruch jakiś taki oporny. Ruszam o 6:05. Jest nieco cieplej niż wczoraj ale wciąż chłodno. Niebo z drobnymi naleciałościami. Raczej bez wiatru. Kręcę przez Gródków, gdzie mam dziś najcieplejszy odcinek na trasie, Łagiszę, najzimniejszy odcinek i Dąbrowę Górniczą umiarkowanie ciepły. Droga spokojna, pustawa. Jadę z wrażeniem, że mi się nie chce. Niby pod górkę czasem stanę na pedałach ale tak jakoś bez przekonania. Z góry zakładam, że czas przelotu będzie dużo gorszy niż wczoraj. Tymczasem na mecie widzę, że jest lepiej. Dziwne. Może pomogła wyższa, o te kilka stopni, temperatura.
Po pracy pogoda zrobiła się taka trochę niewyraźna. Jeszcze gdzieś tam słoneczko usiłowało się przebić ale ostatecznie ustalił się dywan chmur na niebie. Dość silnie wiało. ICM mówił, ze z północnego zachodu. Kręcę powrót bez gięcia przez Reden, bieżnię na Pogorii 3 i 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Tempo spacerowe bo raz, że jakieś znużenie daje się we znaki, a dwa, by nie walczy bez sensu z wiatrem. Od Preczowa pojawiają się też kropelki z nieba. Do domu zataczam się dość konkretnie zmachany.
Kategoria Praca
DPODZD
-
DST
51.00km
-
Czas
02:40
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie nieznacznie cieplej niż wczoraj - trawy nie są już oszronione - ale jednak chłodno. Raczej bez wiatru. Słońce jeszcze poniżej horyzontu ale chmur niewiele więc jak wzejdzie, to od razu będzie grzać. Ruszam o 6:04. Kręcę standard przez Zieloną. Dość pustawo na drodze. Jedzie się całkiem spokojnie i przyjemnie. Czasy pośrednie mam ok więc w Dąbrowie Górniczej zrzucam z tempa. Przy końcówce, na lekkim podjeździe na ul. Szymanowskiego dogania mnie biker z pytaniem "Co tak wolno jedziesz? Bo normalnie to cię nie mogę dogonić." ;-p No fakt, nie spieszyłem się. Do Firmy miałem jeszcze jakieś 1,5km max a zapasu czasu z 8 min. Zamieniliśmy parę słów i on odkręca tempo a ja dalej swoje do celu. Na miejscu mam 5 min. zapasu.
Powrót zrobił mi się objazdowy ale ze względu na super pogodę nie miałem nic przeciwko temu. Słonecznie, umiarkowanie ciepło, trochę wiaterku. Połowa ciuchów ląduje w plecaku. Kręcę na początek przez Środulę i Pogoń do laboratorium po wyniki badań zwierzaczka. Dalej w stronę Milowic i Czeladzi. W Czeladzi zmieniam plan i zamiast jechać do domu odbijam na Będzin. Przez M1 i Syberkę zjeżdżam do nerki, z której kieruję się do Łagiszy i dalej do Sarnowa, do weterynarza. Tu chwila przerwy na diagnozę i potem dalej standardem do domu. W domu zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię jeszcze zaopatrzeniowe, standardowe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. I tym sposobem uzbierało się trochę więcej km-ów niż zwykle. Ale zupełnie nie mam nic przeciwko temu :-) Połączone przyjemne z pożytecznym.
Kategoria Praca






















