Praca
| Dystans całkowity: | 115590.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.45%) |
| Czas w ruchu: | 6084:02 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2946 |
| Średnio na aktywność: | 39.25 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
18.54km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
ZIMNO! Miejscami na trawach widzę nawet szron. Na plus mogę zapisać to, że jest bezwietrznie i sucho. Ruszam o 6:08. Do ronda na Zielonej w czasie przelotu. Tam przerwa na przedmuchanie napowietrzania. Na mecie równo o 7:00.
Po pracy wietrznie, chłodno, słoneczko między chmurami. Na spokojny, spacerowy powrót warunki całkiem sympatyczne. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Łęknic i dalej na Piekło. Ścieżką wokół Pogorii 4 do Preczowa i standardowo przez Sarnów do domu.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
42.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
19.69km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstartowe przepakowanie z sakw do plecaka i odstawienie zestawu gumowego sprawiły, że mi się start obsunął na 6:14. Jezdnie mokre, wieje chyba z północnego wschodu, pochmurno, nie za ciepło. Ruch też jakby nieco większy. Kręcenie intensywne już nie idzie tak dobrze. Niska temperatura sprawia, że zalewa mi układ napowietrzania. Punkty kontrolne zaliczam w słabym czasie i zaczynam w okolicach "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej podejrzewać, że się lekko spóźnię. Utwierdza mnie w tym przekonaniu przerwa na światła na Alei Róż. Znów dwie zmiany. Dziura na ścieżce rowerowej przez noc rozrosła się i teraz zajmuje już jeden pas jezdni w kierunku na Mec. Zjeżdżając w ul. Szymanowskiego GPS zeznaje, że jest 6:56. Ostatecznie na mecie jestem 7:02. Jechało się przyjemnie ale zupełnie nie miałem ochoty na podkręcanie tempa by nadrobić późny wyjazd.
Po pracy zrobił się całkiem pogodny dzień. Wiatr wysuszył jezdnie i większość drogi powrotnej pomagał. Powrót dziś przez Środulę, Pogoń, Czeladź i Wojkowice. Spokojne, acz nie zawsze spacerowe, kręcenie. W domu zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
18.46km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sezon na zmarznięte stopy uważam za otwarty. Poza tym poszło całkiem nieźle. Na starcie wietrznie, sucho, prawie chłodno, pochmurno. Ruszam o 6:10. Wiatr na szczęście mimo tego, że zauważalny, jest nieprzeszkadzający. Przynajmniej przez większość drogi. Dzięki temu zaliczam punkty pośrednie w dobrym czasie i nie muszę się spieszyć. Lekka obsuwa robi mi się dopiero na Alei Róż bo muszę odstać dwie zmiany świateł. Na wjeździe do Sosnowca dopada mnie jakiś drobny, przelotny deszczyk. Jadę z pominięciem ścieżki i tak będzie aż nie zobaczę na własne oczy, że zasypali ten dół na ścieżce. Na razie obstawiony barierkami i znakami, że przejścia nie ma. Na metę zataczam się z minutą zapasu. Nawet przyjemny dojazd do pracy. Niestety poza tym, że marzną stopy zaczyna się też sezon na zalewanie układu napowietrzania :-/
Owe poranne krople na dojeździe okazały się wstępem do całodniowego kapania. Zgodnie, zresztą, z prognozą ICM-u. Warunki niezachęcające do wyginania powrotu. Kręcę asfaltami przez Mortimer i Reden na bieżnię wokół Pogorii 3, którą to przemycam się w stronę Świątyni Grillowania i dalej przez tory na Pogorię 4. Tam tylko kawałek ścieżką i odbijam do Preczowa. Potem już prosta przez Sarnów do domu. Tempo spacerowe bo całą drogę wiało i kapało.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
17.45km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
I tyle jeśli chodzi o zbiorkom. Chyba sam do końca nie wierzyłem, że się na niego wybiorę. Nie pasuje mi ten reżim czasowy jaki jest z nim związany. A na rowerku? Mogę się spóźniać ile tylko dusza zapragnie. Dziś zaliczyłem obsuwę o wartości 7 min. ale też i start był dość późny - 6:17. Wszystko przez to, że w ostatniej chwili zmieniły się warunki na dworze. Jeszcze jak się przygotowywałem było tylko mokro i nieznacznie wiało. Przed samym wyjściem zrobił się nagle konkretny deszcz i zmuszony zostałem do przepakowania się do sakw i uruchomienia zestawu gumowego. Ale potem już jazda szła całkiem sprawnie bo nie musiałem się przejmować tym, że na jezdni gdzieś jest woda. Jak tylko nie była po kolana to była przejezdna. W sumie nie było źle bo nawet na Zielonej, gdzie zwykle są rozlewiska, kałuże dopiero się formowały. Padało też tak zmiennie ale całą drogę. Spóźnienie było dziś murowane mimo tego sprawdzałem czasy na punktach kontrolnych by choć trochę obsuwę mieć w ryzach. Odpuszczam dziś ścieżkę przy Braci Mieroszewskich zarówno ze względu na czas jaki fakt, że wczoraj przekopali ją na całej szerokości razem z chodnikiem od jezdni do skarpy. Ciekawe kiedy to zasypią i jak będzie wyglądało miejsce po zakończeniu prac. Obstawiam wielkie zapadlisko wkrótce potem. Na miejscu jestem na chwilę przed autobusem, którym bym dotarł w przypadku wybrania zbiorkomu trochę tylko wyziębiony i prawie suchy.
W ciągu dnia głównie wiało i efekt był taki, że nieźle wszystko podsuszyło i przewiało chmury. Ruszam w drogę powrotną przy ładnym słoneczku. Trochę mnie ono zmyliło bo jadę bez kurtki jednak po kilkudziesięciu metrach dochodzę do wniosku, że wieje zbyt mocno i może mnie to załatwić. Wdziewam kurtkę. Na szczęście gumiaki i spodnie przeciwdeszczowe nie są konieczne. Niespiesznie, by się nie szarpać z wiatrem, który jest poza tym, że silny, to jeszcze z kierunku zdecydowanie niepomagającego i wg ICM-u uderza z północy, kręcę przez Mec i Środulę do Będzina. Tym razem nie jadę na ścieżkę. Z sakwami jedzie się po niej tragicznie. Kieruję się na Łagiszę z zamiarem powrotu przez Sarnów ale przy dawnej fabryce domów, czyli przed Łagiszą jeszcze, skręcam w stronę świateł do Gródkowa. Skłania mnie do tego wiatr. Na obranym kierunku mam go z prawej strony i jestem trochę osłonięty domami i drzewami. Za światłami jednak uderza mnie z boku tak silnie, że rower miota mocno na boki. Na "913" duży ruch i boję się trochę, że mnie wyrzuci komuś pod koła więc zjeżdżam w stronę lasu gródkowskiego przez chwilę walcząc czołowo z wiatrem. Potem jednak pod osłoną drzew udaje mi się spokojnie dojechać do szkoły w Gródkowie i znów pod osłoną lasu dotrzeć do przejazdu kolejowego. Końcówka już na spokojnie. Jedynie ostatnie 300m od skrzyżowania to znów walka z wiatrem na twarzy. Ogólnie powrót przyjemny choć niespieszny. Miło było zobaczyć słoneczko. Po walce z porannym deszczem zero chęci na popołudniowe objazdy.
Kategoria Praca
DPO PTTK D
-
DST
50.00km
-
Czas
03:02
-
VAVG
16.48km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognoza ICM-u na dziś niezbyt pozytywna. Do 4mm na metr kwadratowy. Opady ciągłe. Jednak rano na wstawaniu wychylam się na dwór i jest ok. Mokro ale nie pada. Zbieram się jak na rower ostatecznie porzucając pomysł wykorzystania zbiorkomu. Wyprowadzam rowerek, odpalam lampki i GPS-a i idę zamknąć garaż. Wychodzę przed dom... a tu mżawka. Na szybko wciągam przeciwdeszczówkę i pokrowiec na plecak i ruszam. Trochę wodną mgłą zacina ale jak obieram właściwy kierunek wszystko mam w plecy i jedzie się nawet nieźle. Nie spieszę się z wielu powodów: morko, ciemno, mam zapas czasu. Punkty kontrolne na początku pozaliczane w czasie rewelacyjnym ale im bliżej celu tym bliżej krawędzi bezpiecznego czasu przelotu. Ostatecznie na mecie jestem równo o 7:00. Było po drodze kilka odcinków gęsto pokrytych mokrymi liśćmi i wolałem tam pojechać delikatnie by nie fiknąć. Zupełnie nie miałem ochoty na takie wydarzenia. Po drodze spotykam kilku zwykle dojeżdżających rowerzystów więc nie byłem jedyny, który nie dał się spłoszyć pogodzie. Mimo lekkiego opadu w butach nawet nieźle. Poza tym raczej sucho. Trochę chłodno było po nogach od wilgoci ale ogólnie jeszcze ciepło. Jak na tą porę roku, oczywiście.
Cały dzień w pracy kapało mocniej lub słabiej. Na wyjściu nieco się uspokoiło. Niestety niebo dalej było zaciągnięte chmurami, wiało i zauważalnie spadła temperatura. A tu jak na złość musiałem nieco pojeździć. Na początek kręcę przez Mortimer do centrum Dąbrowy Górniczej popłakać pod ścianą i pozbyć się zaraz części tego co wypłakałem. Potem ruszam przez Mydlice i Środulę w stronę centrum Sosnowca na spotkanie w klubie. Mierzymy dziś bluzy. Na schodach spotykam pierwszą grupę, która zdążyła już się określić. Ja otwieram drugą, która zbiera się w kilkanaście minut po moim przybyciu. W międzyczasie nieco suszę się z opadu, który towarzyszył mi przez połowę drogi z Dąbrowy. Wdzianka całkiem wygodne. Aż korciło mnie by zostawić kasę i zawinąć jedną rozmiarówkę. Po 17:00 zbieram się do powrotu. Niestety dalej kapie. Kręcę niezbyt spiesznie by się nie przegrzać, nie zmarznąć, nie uflejać i w ogóle "nie". Celuję by dotrzeć do ścieżki z Pogoni do będzińskiej nerki. Jest na niej nieco bardziej sucho niż na jezdni ale za to ślisko od opadłych liści. Powrót dalej też bez finezji. Przez z Zamkowe na ścieżkę do Grodźca i potem zjazd do Gródkowa. Na "913" ruch jak zwykle koszmarny i po przejechaniu kawałka zjeżdżam jednak na bok robiąc przy okazji dogięcie do 50km. Może jakoś straszliwie nie przemokłem ale nogi wychłodziło mi porządnie. Jeśli jutro rano będzie kapać zdecydowanie wybiorę zbiorkoma.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
21.35km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie do końca dowierzałem prognozom ICM-u ale jednak się sprawdziły i rano było przyjemnie ciepło. Był też dywan wysokich chmur, które sprawiły, że ciemności i szarówka utrzymywały się dłużej. Jadę w krótkich spodenkach i lekkiej bluzie z długim rękawem i nawet trochę się podgotowałem na finiszu. Ruszam o 6:12. Kręcę równo ale bez ciśnienia. Czasy na punktach kontrolnych niezłe. Przy DorJan-ie jestem o 6:46 więc jeszcze nieco z tempa odpuszczam. Ostatecznie na mecie ląduję z zapasem 5 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
Powrót w bardzo przyjemnych warunkach termicznych "na krótko". Słoneczko ładnie podawało. Nawet w cieniu było komfortowo. Wracam niespiesznie przez Mortimer, Reden i Zieloną gdzie wbijam na czarny szlak do Łagiszy. Ciągnę nim aż do lasku obok Urzędu Gminy w Psarach i tam przerzucam się na teren do Strzyżowic. Potem już prosta do domu. Trochę korciło zagiąć ale dałem sobie ostatecznie na luz. Jutro jedziemy do Ustronia więc będzie czas się wyszaleć.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.83km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pomimo powtórzenia kolejności procedury przedstartowej z wczoraj wyjeżdżam jednak minimalnie później - 6:09. Na dworze nie dość, że już ciemno, to jeszcze do tego mgły i to dość gęste. Robię stopa przy pobliskiej piekarni. Zajmuje mi to 3 min. a GPS dolicza po utracie sygnału około 1km, co na finiszu dostrzegam sprawdzając przejechany dystans. Na dobre ruszam w drogę o 6:12. Jedzie się nawet nieźle pomimo mgieł i konieczności ciągłego przecierania okularów. Czasy na punktach pośrednich są umiarkowanie dobre z tendencją do zbliżania się do granic bezpieczeństwa. Ostatecznie przy DorJan-ie jestem 6:49 czyli szału nie ma ale zdążę na czas. Na finiszu jestem z zapasem niecałej minuty. Po drodze trochę irytowali mnie "kierownicy", którzy przy tak kiepskiej widoczności jechali tylko na nędznych ledach z przodu i zupełnie nieoświetleni z tyłu. Tym by się rozmowa edukacyjna z policjantem przydała.
Powrót pod wysokimi chmurami, między którymi usiłowało przebić się słoneczko. Temperatura neutralna. Do tego wiatr z południowego zachodu. Dość zauważalny. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. W domu chwila przerwy na drzemkę i potem standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie. Na powrocie z zaopatrzeniem wyprzedziła mnie króliczka. Ładnie, równo jechała ale potem ona w lewo, ja w prawo i tyle z pogoni było. W ogóle w czasie jazdy całkiem przyjemnie ale dzień ogólnie jakiś taki ciężki. Chyba organizm zaczyna reagować na jesienną zmianę natężenia światła i temperatury.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.83km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poprzestawiałem kolejność czynności przedstartowych i zwalczyłem grawitację poduszki uzyskując dzięki temu bardo dobry czas startu. Na jezdni jestem już o 6:01. Zahaczam o pobliską piekarnię i ruszam niespiesznie w drogę. Jest chłodno ale nie jakoś tak tragicznie. Niebo z wysokimi, niegroźnymi chmurami, chyba lekko podwiewa. Kręcę bez ciśnienia bo rezerwa czasowa jest ogromna. Punkty kontrolne zaliczam w rewelacyjnym czasie. Na miejscu jestem z zapasem 10 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy. Pasuje mi ten brak presji czasu.
Powrót w ładnym słoneczku. Przyjemnie. W cieniu jednak już nie. Ale i tak się fajnie kręciło. Wracam przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Na ścieżce małobądzkiej spotykam Mariusza jadącego do domu dokładnie w przeciwną stronę. Pogaduchy. Dość długie. Kończymy jak na pobliskim budynku zaczyna wyć alarm. Kręcę dalej przez nerkę na Zamkowe i stamtąd na ścieżkę do Grodźca. Po drodze robię wjazd na Dorotkę ale nie pod sam kościół na szczycie tylko ścieżką dookoła by zrobić foto budowy centrum logistycznego Lidl-a przy "86", które rośnie wręcz w oczach. Potem zjeżdżam do Grodźca aż pod Biedronkę i wbijam na ścieżkę w stronę Wojkowic. Tak się czasem zastanawiam czy kiedyś te porozrzucane odcinki połączą się w jeden ciąg rowerowy... Na razie trzeba wiedzieć jak się z jednego na drugi przemieścić. Kręcę do wojkowickiego Orlenu i odbijam w teren na prostą do domu. Powrót przyjemny i spokojny. Żeby tak jeszcze z 5 stopni na plus więcej było to pogoda byłaby idealna jak na tą porę roku.
Kategoria Praca
DP PTTK ND
-
DST
41.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
22.57km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranne grzebanie wciąż idzie mi ciężko co skutkuje startem dość późnym - 6:17. Niebo bezchmurne. Jedynie na wschodzi widzę pióropusz dymu z Huty Katowice i drugi, pary z chłodni elektrowni w Łagiszy. Na wstawaniu tak ciemno, że widać ładnie Oriona i rąbek Księżyca. Na starcie już dość widno. Temperatura nieco wyższa niż w czwartek i piątek ale jednak chłodno. Jadę ubrany "na długo", w rękawiczkach i czapce. I wcale nie było mi jakoś gorąco. Zapas na marudzenie mam minimalny więc po drodze bez focenia. Kręcę równo ale jeszcze daleko od maksimum. Punkt kontrolny na Zielonej zaliczam w górnych granicach bezpiecznego czasu przelotu. Przy DorJan-ie jestem o 6:49 więc wbijam na "ścieżkę" rowerową. Za stadionem jest wylot drogi osiedlowej, a za nim wykopana wielka dziura prawie na całą szerokość ciągu pieszo-rowerowego. Ogrodzona siatką więc wpaść raczej trudno ale źle się to objeżdża. Na dodatek obok jeszcze rozłożona rura odprowadzająca wodę. Objeżdżam to trawnikiem i robię głupi manewr próbując na sporej prędkości przejechać po tej plastikowej rurze. Niestety pod zbyt ostrym kątem. Kończy się to tym, że przednie koło ślizga mi się po wilgotnym plastiku i rowerek kładzie się na trawie, a ja z rozpędu wyskakuję do przodu przebiegając kilka kroków by uratować się przed upadkiem. Nieco utemperowany tą wpadką jadę dalej już nieco spokojniej zwłaszcza, że mam jeszcze w zapasie kilka minut. Ostatecznie na mecie jestem o 6:58. Mimo słabej temperatury jednak przyjemny dojazd do pracy. Trochę tylko żal, że już jeżdżenie na krótko chyba przejdzie z kategorii normy do kategorii incydentów.
Z pracy wyjeżdżam nieco później i kręcę bez większego gięcia i naginania do siedziby PTTK w Sosnowcu na spotkanie Cyklozy. Na miejscu są już Prezes i Paweł. Wkrótce potem zjawiają się kolejni klubowicze i kiedy są już wszyscy, którzy się zapowiedzieli zaczynamy obrady. Na pierwszy ogień idą ustalenia co do najbliższych wyjazdów. Potem propozycje na rok przyszły. W międzyczasie cieszę oko nowym rowerkiem Krzyśka, do którego przymierzał się już przed Krasnobrodem ale nie wyrobił się z zakupem. Widać, że właściciel ma z niego radochę. Pewnie niedługo będę miał okazję zobaczyć go w akcji. Potem jeszcze sprawa nieco cieplejszych strojów klubowych i innych gadżetów z logo Cyklozy. Czas szybko leci i robi się zarówno ciemno jak i chłodno. Około 19:00 kończymy posiedzenie i stopniowo się rozchodzimy. Solo kręcę przez Milowice, Czeladź i Wojkowice do domu. Nawet przyjemnie się jedzie. Jedynie odcinki pokonywane przy czołówce niezbyt komfortowe. Na miejscu jestem ciut przed 20:00.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
21.11km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udaje mi się dziś nieco przyspieszyć start ale jeszcze nie jest idealnie. Ruszam o 6:15. Sucho, bezchmurnie, bezwietrznie i zimno. Para bucha z ust przy każdym oddechu. Na polach mgiełki. Jadę bez większego ciśnienia ale ze świadomością, że nie ma czasu na marudzenie i postoje. Zresztą nie bardzo są powody do postojów bo jest grubo przed wschodem słońca i warunki do focenia są słabe. Punkty kontrolne zaliczam w górnych granicach bezpiecznego czasu przelotu. Na DorJan-ie jestem o 6:50. Na mecie ostatecznie z zapasem 2 min. Sama jazda sprawia frajdę ale już warunki nie. Nogi mówią, że w takiej temperaturze nie da się podawać tak jak należy. Na początku też strasznie po uszach było mi zimno. Dopiero po około 4km zaczęły pracować jak radiatory odprowadzając nadmiar ciepła i przestały dawać się we znaki. Niestety chyba niedługo w regularne użycie trzeba będzie wdrożyć czapeczkę :-/
W ciągu dnia ładnie świeciło słoneczko i nawet było omalże ciepło. Jednak nim wyszedłem niebo zaciągnęło się dywanem wysokich chmur i zrobiło się tak nijako. Powrót rozpoczynam kawałkiem terenowym przez lasek zagórski. Potem zwykły odcinek w stronę mostu ucieczki porzucając ten kierunek nieco wcześniej. Przejeżdżam przez przejazd kolejowy niedaleko Lidl-a. Tu jakiś nierozgarnięty "kierownik" zajeżdża mi drogę mimo tego, że sygnalizuję skręt w lewo, gdzie prowadzi droga z pierwszeństwem przejazdu. Chyba jednak wyczułem przeciwnika bo mimo wszystko byłem w gotowości użyć klamek i do tego też zostałem zmuszony by nie zostać trafionym. Kręcę dalej już spokojnie w stronę oczyszczalni ścieków i w teren wzdłuż torów na Ksawerę. Potem kawałek asfaltem by wbić na ścieżkę na wale Czarnej Przemszy. Porzucam ją przed targiem jadąc między domki jednorodzinne i lawiruję by obrać kierunek na Grodziec. Ścieżką podciągam się za browar i dalej aż pod kościół by zrobić zjazd do Biedronki. Stamtąd już standardowa droga ścieżką do Orlenu i potem terenowo-asfaltowa prosta do domu. Przyjemnie się jechało choć czasem gdzieś po plecach powiało chłodem. Jakoś nie mogę się ciągle przyzwyczaić do tej dość nagłej zmiany pogody :-/ Dołuje konieczność owijania się taką ilością ciuchów. Bardzo to niekomfortowe.
Kategoria Praca






















