Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPOD
-
DST
63.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
03:25
-
VAVG
18.44km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś znów problem z wygrzebaniem się o czasie. Ruszam o 1/1440 później niż wczoraj więc gdzie tylko się da to podganiam. Mozolnie udaje mi się ostatecznie wbić w ramy czasowe przelotu ale następuje to dopiero na wysokości DorJan-a czyli bardzo daleko od startu. Warunki podobne jak wczoraj. Dalej rześko, na tyle, że znów jadę w bluzie i pełnych rękawiczkach i wcale nie jest mi za ciepło. Nogi nawet trochę wychłodzone. Niebo czyściutkie, bez jednej chmurki. Wschodzące słoneczko robiło ładny spektakl zwłaszcza tam, gdzie było trochę drzew i mgieł. Niestety presja czasu powstrzymała mnie od focenia a szkoda, bo ze 2-3 fajne zdjęcia by były. Między innymi i dlatego muszę popracować nieco nad czasem rozruchu. Przejazd dość spokojny i całkiem przyjemny. Ostatecznie na mecie ląduję z zapasem 60 sekund.
Zanim wyszedłem z pracy zadzwonił Prezes, że trzeba by z Grześkiem objechać trasę niedzielnej wycieczki z cyklu Poznaj Swoje Miasto. Prezesa ma nie być bo będzie w pracy i ktoś by musiał być świadom tego, jak pojedziemy. Podzwoniłem trochę po chłopakach z klubu ale jedynym czasowym okazał się być Maciek, który jednak w niedzielę nie będzie mógł wziąć udziału. Tak więc chcąc, nie chcąc, objazd trzeba było uczynić. Umówiłem się z Grześkiem pod fontanną przed PTTK. Jak zajechałem już czekał. Chwilę po mnie zjawił się Maciek i ruszyliśmy na objazd. Znów się okazało, że do znanych miejsc podjechałem z zupełnie nieznanych kierunków. Były też miejsca zupełnie nieznane. Ogólnie może niezbyt daleko ale za to odkrywczo. W niedzielę na dodatek będą jeszcze opowieści Grześka więc zapowiada się ciekawie. Wyszło z Garmina jakieś 16km samej wycieczki. Grzesiek wraca do siebie więc przyszło nam się pożegnać na Niwce. Za przewodnictwem Maćka jadę w stronę Milowic. Żegnamy się przy światłach koło dawnego Geant-a. Solo kręcę do Czeladzi i dalej przez Wojkowice do domu. Wyszło całkiem fajnie, nieplanowane jeżdżenie. Pogoda bardzo przyjemna. W trakcie jazdy w sam raz. Słoneczko, minimalne podmuchy.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
38.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
20.92km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczoraj bawiłem się w wymianę urwanej szprychy. Przy tej okazji urwała się druga. Coś z tym kółkiem mam mocno nie tak. Udało mi się w końcu doprowadzić je do jakiego takiego stanu i na dziś mogłem wystartować Rzeźnikiem. Trochę mi się obsunęło przy rozruchu i ostatecznie ruszam o 47/180. Kręcę dość intensywnie żeby nadrobić nieco opóźnienie i przy okazji rozgrzać się. Poranek zimny. Może z +10. Para leci z ust. Poza tym dość dobre warunki. Słoneczko, szczątkowe chmurki, bez wiatru. W Łagiszy przyhamowuję przed skrzyżowaniem przy Biedronce i słyszę jak coś szczęknęło. Od razu podejrzewam, że padła kolejna szprycha. Za skrzyżowaniem zjeżdżam na chodnik i robię przegląd. Niestety jest. Po stronie napędu :-/ Nie mam czasu rozczulać się nad problemem bo czas goni. Kręcę dalej choć już z nieco mniejszą werwą. Punkty kontrolne pozaliczane po czasie ale im bliżej mety tym jestem bardziej pewien, że będę na czas. Ostatecznie ląduję z zapasem 60 sekund. Spokojny dojazd do pracy. Byłyby przyjemny, gdyby nie usterka. Jadę dziś do serwisu i jak tylko będzie, to biorę nowe kółko a to każę sobie zapleść całkiem od nowa na jakichś wzmocnionych szprychach i będzie na rezerwie.
W ciągu dnia zadzwoniłem do serwisu i okazało się, że pod ręką nowych kółek 27,5' nie ma. Mają przyjechać pod koniec tygodnia. W związku z tym modyfikuję plan powrotny i by nie czuć bijącego koła wracam ile się da terenem. Spod pracy przez lasek zagórski do Dąbrowy Górniczej. Tam asfaltami pod molo na Pogorii 3. Tu widzę słup czarnego dymu gdzieś w okolicach na wschód od Wojkowic Kościelnych. Zastanawia mnie co to ale nie zbaczam w tamtym kierunku. Jadę na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy a potem jego przedłużeniem pod przejazd na "86". Słup dymu dalej bije w niebo i rozwiewa go nieco na zachód. Focę i znów modyfikuję kierunek ciągnąc czarnym szlakiem w stronę Psar. Na asfalcie skręcam do Sarnowa i przed samymi światłami w wąską uliczkę równoległą do "86" by wyjechać na wzniesienie, które powinno dać lepszy widok. Z tego miejsca jednak nie widać co się pali. Robię serię foto na zoom-ie optycznym i cyfrowym ale dale nie za dużo widać. Jadę do domu. Przez lasek psarski wybijam się na teren do Strzyżowic i asfaltem zjazd do domu. Na gładkim czuć jak dupą zarzuca. Jutro Strzałą do pracy a full wejdzie do użycia jak dostanę nowe kółko. Na powrocie przyjemna pogoda, słoneczko, wiaterek ale w cieniu już nie czuć ciepła. W domu sprawdzam czy są jakieś newsy na temat tego dymu. Okazuje się, że to płonie fabryka wyrobów plastikowych (doniczek itp.) gdzieś w okolicach Trzebiesławic.
Kategoria Praca, Szprycha
DPOD
-
DST
45.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:06
-
VAVG
21.43km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś nie udało się wyruszyć na tyle wcześnie by zrobić objazdy. Startuję o (pierwsza liczba pierwsza * druga liczba pierwsza):(szósta liczba pierwsza). Na niebie dziurawy dywan chmur, przez który prześwituje słońce. Raczej bezwietrznie. Temperatura całkiem przyjemna do jazdy. Kręcę standardem przez Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Krótsze podjazdy robię "na stojąco". Jakoś tak Srebrna Strzała skłania mnie do jazdy siłowej. Niezbyt to dobre dla kolan ale trudno się powstrzymać czasem :-) Jednym takim zrywem udaje mi się przeskoczyć ostatnie światła na trasie bez stania. Przyjemny i prawie spokojny dojazd do pracy. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Tak przyjemnie się zrobiło po południu, że nie mogłem sobie odmówić lekkiego zagięcia powrotnego. Kręcę spod Firmy w stronę Kazimierza i dalej do Gołonoga. Spod zajezdni w Dąbrowie Górniczej kieruję się na Ząbkowice by za drugimi torami wbić w teren i dociągnąć nim do Piekła. Potem asfalt dookoła Pogorii 4 w drodze do Preczowa i dalej do Sarnowa. W mojej wiosce zaginam jeszcze do sklepu z narzędziami i potem już prosto do domu. Jechało się bardzo przyjemnie. Gdzie się dało to pokręciłem intensywniej, gdzie wiatr nie pomagał to na młynkach.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
20.17km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczoraj przerwa w jeżdżeniu. Jednak trochę sobie zadek po lewej stronie potłukłem fikając przed dworcem bo rano trochę sztywne mięśnie w tamtej okolicy miałem. Zresztą dziś też jeszcze czuję. Na szczęście w jeździe to nie przeszkadza. Udaje mi się dziś pozbierać wyjątkowo sprawnie więc z tej okazji robię sobie nieco dłuższy dojazd. Startuję 6 minut po oficjalnym wschodzie słońca. Kręcę przez Sarnów i Preczów na Pogorię 4. Stamtąd przez tory na bieżnię przy Pogorii 3 i dalej przez Reden na ul. Starocmentarną, którą dociągam do standardowej trasy czyli Braci Mieroszewskich i Szymanowskiego. Różnica tylko taka, że dziś jadę chodnikiem zamiast ścieżką. Na miejsce zataczam się z zapasem 7 min. Przejazd bardzo spokojny i przyjemny. Dodatkowo ładne kolorki wydobywane przez wstające słońce cieszą oko większość drogi. Temperatura w sam raz do kręcenia.
Po pracy trochę korciło mnie by pozaginać ale jakoś tak niewyraźnie zrobiło się z pogodą. ICM też coś o burzach wspominał i ostatecznie odpuściłem. Poza tym miałem w programie dwie pozycje obowiązkowe. Pierwsza to wizyta w serwisie po szprychy do full-a. Tak więc kręcę bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina. Tu szybko załatwiam sprawę. Potem kręcę przez Grodziec i Gródków do domu. Zostawiam plecak, zapinam sakwy i kręcę zwykłym objazdem do wsiowego Lewiatana rozprawić się z punktem drugim. Z balastem zjazd do domu. Niebo wyraźnie się zaciągnęło i jest tak trochę w stronę burzy. Choć podejrzewam, że raczej przejdzie bokiem.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
21.71km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Od samego rana piękny dzień. Jako, że wczoraj udało mi się wykręcić niezły czas dojazdu i miałem spory zapas na mecie to dziś ruszając tylko o 1/368 później niż wczoraj pokusiłem się o lekki objazd i nieco terenu. Kręcę w stronę Strzyżowic i wbijam w polną drogę w stronę Malinowic. Urzekły mnie widoki generowane przez otoczenie i wschodzące słońce. Kilka razy zatrzymałem się na uczynienie foto ale niestety nie udało mi się uchwycić moją pstrykawką tego, co widziało oko. Na asfalt wracam w okolicach Urzędu Gminy w Psarach i kręcę przez Sarnów do Preczowa. Stamtąd kieruję się na Zieloną, gdzie również zatrzymuję się na foto. Ładne kolorki słoneczko wywołało padając na ocienione drzewa. Znów jednak aparat tego nie uchwycił tak jak widziałem na żywo. Reszta drogi już bez zatrzymywania bo zaczynał mi się kończyć czas. Trochę spowolnił mnie szlaban na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej i potem 2x światła oraz rozgrzebana ścieżka za stadionem. Mimo tych przeszkód udaje mi się dociągnąć na miejsce z zapasem 2 min.
Popołudnie ciepłe, słoneczne i z lekkim wiaterkiem. Wracam stosując max terenu. Na początek przez lasek zagórski do Dąbrowy Górniczej. Potem przez Reden pod molo na Pogorii 3 i dalej na Zieloną. Po przekroczeniu Czarnej Przemszy jadę na czarny szlak do Łagiszy i jego przedłużeniem pod przejazd pod "86". Potem terenem w stronę Psar i remontowanej ul. Łącznej. Tam jeszcze niewykończoną Boczną dociągam pod DINO i wbijam na "913". Finisz asfaltem do domu. Nieco czyszczę i smaruję Rzeźnika na jutro. Potem wyciągam Srebrną Strzałę i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. Korciło pozaginać ale jutro muszę wstać o nieludzkiej porze na pociąg z Katowic więc sobie darowałem.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:28
-
VAVG
23.18km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś startuję o x:y (2x-4y=-20; 3x+6y=66). Ziemia pozbawiona w nocy kołderki chmurek oddała sporo ciepła w kosmos i to jest rano odczuwalne. Na wstawaniu ciemno. Na starcie wschód słońca. Kręci mi się bardzo dobrze i dynamicznie. Sama radość z jazdy. Na drogach dość pusto. Za to sporo rowerzystów w Dąbrowie Górniczej i Sosnowcu. Zatrzymuję się na foto hotelu bo widzę, że logo Holiday Inn odsłonięte. Zniknęła też "tojka" i przyczepa kempingowa. Czyżby już otwarte? Wczoraj jeszcze nie było. Na razie nie widać jakiegoś większego ruchu. Światła dziś mało współpracowały. Mimo tego na miejscu jestem z zapasem 12 min. i niezłym czasem przelotu.
Droga do domu zleciała nawet nie wiem kiedy. Co prawda nie giąłem jakoś specjalnie na dystans ale wydawało mi się, że będzie więcej niż wyszło w sumie. Może jutro sobie odbiję. Dziś przez Mec, Środulę, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice przetoczyłem się szybciutko i sprawnie zażywając nieco bocznych ścieżynek i skrótów. Przy okazji odkryłem miejsce, gdzie chyba będzie nowa droga. Poza tym przyjemny i spokojny powrót.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Grzebanie przedstartowe dziś szło tak sobie i znów nie udaje się ruszyć wcześniej. Tym razem zaczynam o
:![]()
. Jest nawet dość przyjemnie. Minimalny podmuch, temperatura w sam raz na występ "na krótko". Jedynie brakuje trochę słoneczka skrytego za dywanem chmur. Sucho. Kręcę raczej z uczuciem. Krótkie podjazdy na stojąco. Dzięki temu udaje się skrócić nieco czas przejazdu choć na mecie mam tylko 2 min. zapasu. Przejazd spokojny i przyjemny. Dziś mniej rowerzystów po drodze.
Po pracy bez gięcia kręcę niespiesznie przez Mec i Środulę do Będzina. Pod Media Expert robię mały stop zakupowy i potem dalej przez Łagiszę i Sarnów staczam się do domu. Miał być jeszcze po drodze sosnowiecki Decathlon ale przez sieć dało się sprawdzić, że to co mnie interesuje w tym sklepie akurat jest niedostępne. Może innym razem. Po południu ładny i ciepły dzień z lekkim wiaterkiem i niegroźnymi chmurkami. Przyjemnie. Jakieś ludowe przysłowie mówi, że jesień będzie taka, jak dzisiejszy dzień czyli zapowiada się super.
Kategoria Praca
DPSDZD
-
DST
39.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
I powrót do rutyny czyli wstawanie o dzikiej porze i wyścig z czasem by nie spóźnić się do pracy. Ruszam mniej więcej w granicach tolerancji - 3!:39916800 - choć miałem nadzieję, że uda się wcześniej. Kręcę bez większego ciśnienia bo dziś w plecaku nieco większy balast. Mimo tego jedzie się dobrze. Pogoda nawet niezła. Co prawda jest raczej chłodno ale za to słoneczko atakuje od razu. Nieco mu w tym przeszkadzają mgły. Chyba też lekko podwiewa ze wschodu. Światła dziś nie współpracowały i stałem na każdych po drodze. Za to ruch niewielki i przejazd był bardzo spokojny. Po drodze wymijam się z kilkoma rowerzystami, których dość często widuję. Na miejscu jestem równo o czasie.
Po pracy ładny, letni dzień. Słoneczko, baranki na błękitnym niebie, lekki wiaterek. Przyjemnie. Kręcę bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina do serwisu. Na zjazdach nieco z duszą na ramieniu bo do dyspozycji mam tylko przedni hamulec i jakby się coś niespodziewanego wydarzyło, to może być nieciekawie. Ale udało się bez niespodzianek dojechać. Od razu widzę, że Rzeźnik stoi i czeka :-) Super! Nie muszę wracać do domu zbiorkomem. Zrobione kółko, wymieniony pancerz na przedniej przerzutce, naprawiony hamulec. Zostawiam więc dla odmiany Błękitnego na podobny zestaw awarii: wywalona szprycha na tyle, niesprawny tylny hamulec i nieco ściorany pancerz przedniej przerzutki od strony manetki. Od razu robię jazdę testową ciągnąc ile się da terenem. Kręcę na osiedle obok targu będzińskiego i stamtąd do lasku grodzieckiego. Potem przeskok przez "86" i za budową skręcam do lasu gródkowskiego. Potem kawałkiem żółtego szlaku w stronę Strzyżowic i stosując kawałek terenu i końcówkę asfaltem dociągam do domu. Tu odstawiam full-a i wyciągam Srebrną Strzałę. Potrzebny mi pojazd z bagażnikiem by mieć na czym uwiesić sakwy z zakupami. Potem robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana i z balastem ściągam do domu.
Cały dzień idzie na konto Meridy bo na niej dziś najwięcej przekręciłem - jakieś 24km. Około 3km na Srebrnym. Wychodzi więc, że na Rzeźniku jakieś 12km z czego przynajmniej 2/3 terenem. Waham się nad wyborem rowerka na jutro. Ciągnie by zażyć full-a ale też jest trochę załatwiania i Strzała bardziej się nadaje do tego celu... Cóż... Zobaczymy którą nogą jutro wstanę :-)
Kategoria Praca, Serwis
DPOD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
23.76km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstaję prawie po ciemku mimo, że godzina niemal taka sama jak wczoraj. Wszystko przez dywan chmur. Sprawdzam jak za oknem: jezdnie schną. Trochę wieje. Nie jest źle. Jedynie temperatura słaba. Zaczynam przygotowania przedstartowe, które nieco się przeciągają. Kiedy wytaczam w końcu rower przed garaż czeka mnie niemiła niespodzianka: deszczyk. Niezbyt gruby i niezbyt gęsty ale jednak. Smaruję łańcuch i amortyzator i twardo ruszam bez przebieranek w gumowy zestaw. Mam obsuwę, jest 378. Po rozpędzeniu się do prędkości podróżnej deszczyk przestaje być zauważalny i słyszalny. Jedzie się nawet całkiem dobrze. Dziś światła mi nie współpracowały zupełnie. Punkty kontrolne pozaliczane po czasie. Na Robotniczej znów manewr wyprzedzania przed skrzyżowaniem (SBE 65194). Tym razem jełop. Dziś odpuszczam ścieżkę na Braci Mieroszewskich by nieco nadrobić czasu choć spodziewam się, że i tak będę na styk. Ostatecznie ląduję 2 min. po czasie. Trochę wychłodzone nogi ale w sumie przyjemnie się jechało. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć bym widział choć jednego rowerzystę dzisiaj.
Po pracy całkiem ładny dzionek się zrobił. Co prawda nie ma upałów ale za to jest przyjemne słoneczko i trochę wiatru. Jezdnie suche. Powrót najeżony haczeniem o serwisy rowerowe w poszukiwaniu kółeczek do przerzutki. Pierwszy najeżdżam w centrum Zagórza. Nie ma. Drugi w Dąbrowie Górniczej. Nie ma takich jak potrzebuję. Potem mój serwis w Będzinie. Nie ma takich jak potrzebuję. Konkurencja za rogiem. To samo. Na końcu zajeżdżam do Olimpijczyka. Są. 26 zetów komplet. No nie tanio ale biorę dwa bo jeden od razu idzie do pracy i żeby drugi był w rezerwie. Wracam przez Łagiszę i Sarnów. W domu wymieniam kółeczka i nieco poprawiam hamowanie tylnego hamulca. Potem już tylko przygotowania do jutrzejszego wyjazdu.
Kategoria Praca, Serwis
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Już przed 4:00 rano słyszałem za oknem regularny szum deszczu. Prognoza z ICM nie pozostawiała złudzeń. Będzie równo padało większość dnia. Temperatura miała być nieco powyżej +10. Oczywiście pytanie brzmiało nie "czy jechać rowerem?" tylko "jak się ubrać?". Ostatecznie zdecydowałem się na zestaw gumowy. Chciałem wyjechać trochę wcześniej niż ostatnio i udało się choć nie tak bardzo jak by należało. Ruszam o 92o 15'. Pada równy deszczyk. W koleinach woda. Chyba zawiewa z zachodu bo deszcz nie zacina mi w twarz. Jedzie się całkiem przyjemnie choć nieco wolniej. Pierwsze światła są bardzo współpracujące. Na Zielonej już tworzy się rozlewisko, które objeżdżam bokiem mimo zestawu gumowego. Światła na Alei Róż pokonuję na późnym zielonym. Te na Mortimerze już stałem. Po drodze napotykam tylko jednego rowerzystę. Zauważalnie więcej samochodów. Przy Firmie dwa radiowozy i jakiś cywilny pojazd. Ma obtarty przedni zderzak z lewej strony. Jestem równo o 7:00. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy. Koledzy chyba zaczną przy takiej pogodzie przyjmować zakłady jak się do pracy wybiorę: zbiorkomem czy rowerem :-)
Powrót z pracy też w zestawie gumowym. Jak ruszałem kapało nieznacznie ale 2x potem deszczyk zauważalnie przyspieszył. Padało niemal całą drogę. Tempo powrotne jeszcze bardziej niespieszne niż dojazdowe. Kręciłem przez Mortimer, Reden, Zieloną, Preczów i Sarnów. W sumie nawet przyjemnie mimo panującego bagna. Nie mam jednak nic przeciwko temu, by przestało padać. Liczę, że prognoza na jutro się sprawdzi i opadów już nie będzie.
Kategoria Praca






















