limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:116465.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%)
Czas w ruchu:6128:54
Średnia prędkość:19.01 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2969
Średnio na aktywność:39.24 km i 2h 03m
Więcej statystyk

No więc żem se miał wypadek

Środa, 20 czerwca 2012 | dodano: 21.06.2012

Wyglądało tak.
Start standardowo 6:10 do pracy. Tak sobie pomykam bez ciśnienia między 25 a 30 km/h jak teren pozwala.
Na wysokości targu w Będzinie zrównuję się z jakąś osobówką (głowy nie dam ale chyba to był srebrny opel) i chwilę jadę z nią równo. Gość zwalnia i skręca w prawo w zjazd na parking czy jakąś boczną uliczkę. Widzę co się dzieje ale czasu na reakcję praktycznie zero. Dostaję zderzakiem z mojej lewej strony w tylne koło. Momentalnie tracę równowagę i próbuję się wybronić od wykładki ale mając tak na oko ze 25 km/h mi się to nie udaje i zaczyna się lot, który kończę przydzwaniając w zderzak zaparkowanego na poboczu samochodu (coś niebieskiego kombi o ile dobrze pamiętam ale za to głowy też nie dam). Wstaję. Odstawiam na bok rower, zdejmuję kask. Pamiętam jeszcze, że zacząłem sobie czoło chusteczkami higienicznymi wycierać i od jakiejś kobiety dostałem gazę jałową. A potem 15 min. przerwy i jest policja, pogotowie i podobno jacyś świadkowie choć jakoś nie bardzo wiem skąd się wzięli (ale w takich sytuacjach zawsze są jacyś niekoniecznie tacy co widzieli).
Dostaję mandat za 220zetów za cytuję: "wyprzedzanie z prawej strony". Przyjmuję ale po mojemu to policja była trochę nie w porządku bo gdyby chcieli to załatwić jak trzeba to by przyjechali na spokojnie ze mną pogadać w szpitalu jak już będę w miarę on-line. A tu mnie dorwali chwilę po tym jak już zacząłem pamiętać i kojarzyć. Podobno przez te 15 min. co mi z pamięci wyparowały 2x dzwoniłem do przełożonego, że się spóźnię a tego w ogóle nie pamiętam. Nie pamiętam momentu zjawienia się policji i pogotowia. Nie mam bladego pojęcia co im mówiłem. Chyba nie straciłem przytomności tyle, że totalny black-out. Po prostu zależało im szybko kogoś uwalić i mieć sprawę odfajkowaną a nie dojść do tego jak to było naprawdę. Jakoś nie potrafię sobie przypomnieć żeby ze mną rozmawiali na temat tego jak wyglądała sprawa z mojego punktu widzenia. Chyba, że w czasie tych 15 min., które mi wyparowały. Trochę szkoda tej kasy ale wolę już tego gnoja, co mnie trafił na oczy nie oglądać do czego by mogło dojść jakby doszło do jakiegoś ciągania się po sądach na czym też mi nie zależy. Może się tymi zetami udławią na szczęście innych.
Co do stał kierowca to nie wiem. Nie miałem okazji zapytać bo mnie zaraz zgarnęło pogotowie i zawiozło do szpitala w Czeladzi, gdzie dostałem full serwis: tomografia komputerowa, szczepienie przeciwtężcowe, EKG i kilka innych standardowych procedur przeglądowych. Lekarz zalecił 24h na obserwacji. Niby mogłem odmówić ale doszedłem do wniosku, że lepiej jednak posłuchać.
Nocka w szpitalu i następnego dnia wybyłem.

Tu chciałem podziękować Panu Kamilowi Kowalowi, o ile dobrze zrozumiałem, Kierownikowi Targowiska w Będzinie (przepraszam jeśli pomyliłem rangę ale moje kumanie dopiero startowało na nowo), za przechowanie rowerka do czasu jego odbioru przez mojego brata. Jeden z fajnych gestów w tej sytuacji.

A teraz trochę fot:

Kask pęknięty z przodu, nad czołem.


Lewa strona kasku od zewnątrz.


Lewa strona kasku od wewnątrz.


Przód kasku od zewnątrz.


"Sweet focia" już w szpitalu po wstępnym przeglądzie.


I to, co zostało z okularów, które najprawdopodobniej rozorały mi łeb.

W sumie to chyba mi ten kask zaoszczędził dużo poważniejszych problemów. W każdym bądź razie szycie nie było konieczne. Skończyło się na rozoranym czole, lekko obtartej lewej ręce i ogólnych potłuczeniach. Dodatkowo stwierdzili wstrząs mózgu ale podobno z nim powinno być ok - tak z TK wynika. Od czasu kiedy zacząłem pamiętać wszystko było ok.


Kategoria Praca

DP - niespodzianki - OSD

  • DST 39.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 20.35km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 19 czerwca 2012 | dodano: 19.06.2012

Rano niestandardowe 17km. Zamknęli skrzyżowanie koło stadionu w Będzinie. Da się jechać tylko z kierunku Sosnowca do Dąbrowy Górniczej. Z Syberki do centrum nie da się przejechać. Coś przy torach grzebią. A podobno jeszcze mają też przebudowywać "nerkę" w Będzinie. Z rozpędu musiałem pojechać prosto i nawrócić.
Wcześniej, na światłach w Gródkowie, dwóch "miszczów" kierownicy. Jeden w rowie, drugi na środku skrzyżowania (czarna beemka) ze skasowanym prawym przodem.
Kolejny "miszcz" tradycyjnie na Mecu - wyprzedzanie autobusu przy podwójnej ciągłej.
Poza tym zwykły dojazd do pracy.
I jeszcze na 11-go Listopada położyli asfalt. Tzn. jak jechałem jeszcze walcowali ale dało się już jechać.

Po pracy przez Dąbrowę Górniczą, Mydlice, Warpie, do serwisu rowerowego. Stałem się posiadaczem klucza do zdejmowania kaset, zapasu szprych i wersji podróżnej Brunoxa do amorków. Z serwisu pojechałem w stronę skrzyżowania obok stadionu sprawdzić czy dalej zamknięte. Przelatując obok Lidla przyuważyłem Ryśka. Okazało się, że z kuzynem wracają z Pogorii. Chwila gadki. Rzut okiem na nowe obuwie Ryśkowego rowerka (wyglądają ładnie) i jadę dalej. Przez Zamkowe, Lasek Grodziecki na wertepki co to one wychodzą w Gródkowie obok "Pod Lwem", dalej prosto pod las i w stronę podstawówki w Gródkowie. Tam w prawo i do końca asfaltu w teren a potem skręt w lewo i dojeżdżam do ul. Łącznej (klinkierek). Tam tajnym shortcut-em podjeżdżam pod dawne kółko rolnicze i szybki wjazd do Lewiatana. Potem prosto do domu.

W domu PIT-STOP. Zakładam szprychy. Czyszczę z grubszego syfu kasetę i takoż zakładam. Potem zdejmuję bo mi się zapomniało osłonkę założyć. Zakładam kasetę znowu. Tarczę hamulca. Wkładam koło na miejsce i wygląda na to, że Nowy Rumak ma się ok. Wyprowadzam go na dwór, poprawiam jeszcze koło i rundka próbna. Nieco dupą rzuca. Koło ździebko zdecentrowane. Przez pół godziny bawię się centrowaniem "na oko" by nieco zminimalizować w końcu "jajcowanie". Jeszcze odrobina dłubania przy duperelach i pojazd gotowy na jutro do pracy. Potem łatanie zapasu i zasiadam w końcu do uzupełnienia wpisu.


Kategoria Praca, Serwis

DP - po tłuczonym szkle - OZD

  • DST 42.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 21.36km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 18 czerwca 2012 | dodano: 18.06.2012

Start: 6:10. +16. Na skrzyżowaniu widzę, że od strony Strzyżowic ciśnie rowerkowiec. Wbijam przed niego i zaczynam ucieczkę. Dzięki temu do Będzina średnia mi wyszła 29,5 km/h (gdyby nie światła i nawalony tuptuś na pasach to by było ponad 30). Od Będzina już dużo spokojniej. Teren dziś objawił się na 11-go Listopada (dawniej Szolca) - zdarli asfalt.
A szkła było w Będzinie dziś wszędzie pełno. Bydło po przegranym meczu musiało narozpirzać wszędzie butelek. Czasem myślę, że ten naród to strasznie pasiaste buraki. Zwłaszcza jak się nawalą.

Po pracy, w zupełnie innych warunkach termicznych, asfaltem do Dąbrowy Górniczej, pod molo na P3, na Zieloną, wzdłuż wałów Czarnej Przemszy do Będzina. Wpadłem do serwisu, zostawiłem szprychę na miarę i pojechałem do Kaufa po wsad do lodówki. Z zapakowanymi sakwami powrót przez Łagiszę i Sarnów. Na wjeździe do Psar poczułem deficyt energetyczny. Momentalnie poczułem jak mięśnie zaczynają słabnąć. Na szczęście napatoczył się sklep i po zapodaniu zimnego 0,5 C-C resztę drogi już bez problemów i całkiem żwawym tempem pokonałem.


Kategoria Praca

DPO - koło mi się sp...suło -D

  • DST 82.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 04:00
  • VAVG 20.50km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 15 czerwca 2012 | dodano: 15.06.2012

+11. 16km. Niemal na starcie już "mistrzowie" kierownicy pokazali co potrafią (tradycyjnie wyprzedzanie autobusu na podwójnej ciągłej i przejściu dla pieszych + do tego na trzeciego). Pogoda zupełnie jak nie wczoraj.

Po pracy umówiłem się z Marcinem na pojeżdżenie. Już w pracy uknułem plana jak pojadę do domu bo 2 dni niejeżdżenia wymagały odreagowania. Marcin chciał trochę inaczej ale w końcu stanęło na moim.
Po kolei wyglądało to tak:
Najpierw do Dąbrowy Górniczej. Marcin chciał do rowerowego zorientować się co kupić.
Potem przez Ksawerę, wzdłuż Czarnej Przemszy na Zieloną. Dalej terenem wzdłuż Przemszy na Pogorię IV.
Asfaltem do Wojkowic Kościelnych, dalej do Podwarpia, przez Hektary, wzdłuż tamy na Przecyczach i mostek obok stawów rybnych do Przeczyc.
Asfaltem na Sadowie I i dalej aż do Zawady. Potem Twardowice. Postój przy sklepie ABC - zaopatrzenie w doping i dalej przez Siemonię w stronę Rogoźnika, do którego docieramy piaszczystymi wertepkami.
Przy wodzie chwila postoju, konsumpcja dopingu i dalej wertepkami prawie pod Urząd Gminy w Bobrownikach. Przed urzędem skręt w lewo na Wojkowice.
Wyjeżdżamy obok dawnej pętli tramwajowej linii 25 gdzie obecnie będzie market NETTO. Skręcamy w stronę Będzina i zaraz potem w prawo na klinkierek.
Tu nam się szwędacz włącza. Macin pyta po zjeździe z górki czy prosto czy w lewo.
Mówię, że do cywilizacji bo tam na prosto to nie wiem gdzie się jedzie. Chyba, że to sprawdzimy. Sprawdzamy. Wertepkami dojeżdżamy niedaleko mostu na Przełajce.
Stamtąd asfaltem do Grodźca. Terenem objeżdżamy Rozkówkę i dalej terenem jedziemy do drogi Czeladź-Grodziec (klinkierki). Przejeżdżamy na drugą stronę i wzdłuż torów jedziemy w stronę Będzina. Po drodze skręcamy w lewo na Grodziec.
Przejeżdżamy rozebrane tory (znak STOP straszy teraz w szczerym polu) i dojeżdżamy do asfaltu.
I tu się okazuje, że po 75km:
a) mam coś "za miętko w tyle";
b) w tyle znowu poszła szprycha :-/
Się okazuje, że w oponie jest wbity kawałek szkła. Wydłubanie ujstwa i założenie nowej dętki chwilę zajmuje. Niestety ze szprychą w warunkach bojowych wiele nie da się zrobić ale jazda jest możliwa. Wspinamy się pod górę i udowadniam Marcinowi, że jednak jest tam klinkierek. Mało, bo mało ale jest. Musiał wtedy jakeśmy z Domu Złego Ghostów po pijaku wracali przymknąć na chwilę oko i mu fakt istnienia klinkieru umknął z pamięci ;-)
Dalej jedziemy w stronę Grodźca i dalej Gródkowa. Skręcamy na Psary i za przejazdem kolejowym wbijamy na klinkierek. Wypadamy obok OSP w Psarach i tam się żegnamy. Marcin uderza w stronę Sarnowa a ja do domu.
W sumie fajnie się dziś udało pojeździć tylko mogło się bez tej szprychy obyć. Jutro na Dni Będzina będzie trzeba Strzałą polecieć a koło w poniedziałek do serwisu :-/

I się mi jeszcze przypomniało, Marcin świadek, "mistrzowie" kierownicy znowu błysnęli. Jedziemy sobie kulturalnie jeden za drugim od szkoły w Gródkowie w stronę Tartaku a tu nas wyprzedza samochód. Normalka. Tylko tego co nas wyprzedzał, wyprzedzał jeszcze jeden samochód. Gdzie tym ludziom się tak spieszy to ja nie potrafię zrozumieć.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 01:36
  • VAVG 21.25km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 12 czerwca 2012 | dodano: 12.06.2012

+12. Mgła jak 100 bandziorów aż do Będzina. Jechało się jakoś tak opornie.
Na Mecu znowu "mistrzowie" kierownicy pokazali co potrafią (wyprzedzanie autobusu na podwójnej ciągłej i przejściu dla pieszych). Poza tym zwykły dojazd do pracy.

Powrót wertepkami do D. G. Dalej asfaltami pod molo na P3. Na Zieloną i do Preczowa. W Preczowie znowu w teren i wertepkami do Sarnowa. Dalej już asfaltem do domu. Po drodze zawijka do weterynarza i sklepu. Zupełnie inna jazda niż rano.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 20.57km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 11 czerwca 2012 | dodano: 11.06.2012

+13 na termometrze. Mokro. Jakoweś zaczątki mżaweczki ale w sumie udało się dojechać na sucho. Dwa dni niejeżdżenia wlały powera w napęd :-) Teraz żeby jeszcze tylko udało się na sucho wrócić...

Powrót w sporej części wertepkowy. Do Dąbrowy Górniczej, obok mola na P3, Zieloną, Preczów, Łagiszę do Sarnowa. Chwila wjazdu do weterynarza ale będzie wjazd trzeba powtórzyć bo sporo ludzi i nie czekałem na załatwienie sprawy. Dalej przez las pod Urząd Gminy w Psarach i wertepkami do Strzyżowic i prosto do domu.
Chmura wisiała tak jakoś złowieszczo ale udało się wrócić na sucho. Jednak prognoza się sprawdziła.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 8 czerwca 2012 | dodano: 08.06.2012

Na starcie jakoś tak mokro za oknem ale nie padało. +15C. Wyjechałem tak spóźniony, że nawet nie próbowałem nadrobić po drodze. Łącznie obsuwa 10 min.
Gdyby dało się chodzić bez używania stóp... Jak stanę "na dwa nogi" to wiem, że wczoraj trochę pochodziłem. Ale jeździ się bez problemu.
Owa poranna mokrość sięgała tylko do Będzina. Już na Środuli i dalej na Zagórzu sucho. Musi, ten deszcz co to go Olo wczoraj zapowiadał w końcu się zdecydował i spadł.

Powrót bez udziwnień prosto do domu przez centrum Dąbrowy, obok mola na P3, Zieloną, Preczów i Sarnów. Fajnie ciepło, wiaterek. Jechało się bardzo przyjemnie.
Dopiero jak mi przyszło zsiąść z rowerka to się schody zaczęły. Tak jak myślałem, teraz mi chodzenie po górach bokiem wychodzi :-) Ale i tak nie żałuję wczorajszego wyjazdu.


Kategoria Praca

DP - polscy mistrzowie kierownicy - OD

  • DST 40.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 6 czerwca 2012 | dodano: 06.06.2012

+10 na termomierniku na starcie. 16 km standardowe. Miejscami mokro. Jechało się nieźle.
Miałem przy okazji podróży do pracy okazję "podziwiać" polskich "mistrzów" kierownicy w akcji.
Pierwsza sytuacja niedaleko izby wytrzeźwień. Jest po drodze wcześniej (jadąc od Będzina) złomowisko, do którego prowadzi bocznica kolejowa. Nieużywana od lat pewnie (przynajmniej od czasu kiedy tamtędy do pracy jeżdżę to jeszcze pociągu tam nie widziałem) ale przy torze jest znak STOP. Od Sosnowca jechał sobie człowiek i się przed tym stopem zatrzymał. Za nim jechał van i na tym przejeździe, na tym stopie, mając naprzeciw nadjeżdżający samochód wyprzedził tego, co się na stopie zatrzymał. Gdyby tam stała policja to gościowi by się ładna góra punktów uzbierała i solidny mandat.
Druga akcja na Mecu w Sosnowcu. Skręcając na Lenartowicza po jakichś 100-150 metrach jest przystanek autobusowy. Ciągła linia. Nie za szeroko. Tam powinni fotoradar postawić i golić polskich "mistrzów" kierownicy. Co się tam czasem wyrabia to włos się jeży na głowie. Wyprzedzanie, wyskakiwanie zza autobusu. Cuda.
A mnie jeszcze tuptusie dziś irytowały. Stali i stali przy przejściach a jak byłem od nich z 5 metrów to mi pod koła leźli. Na pasach byli to się musiałem zatrzymać. Jakby ich zbawiło jeszcze poczekać te 5 sekund.

Po pracy najpierw po "tuszcz" do ProLine w Dąbrowie Górniczej. Potem zedrzeć skalpu w Będzinie i powrót do domu. Jako, że organicznie nie cierpię (cokolwiek to znaczy ale fajnie brzmi) powrotów tą samą drogą więc powrót z Będzina alternatywny przez Grodziec i Wojkowice. Jechało się baaaaardzo fajnie :-) Zupełnie inne parametry aury.


Kategoria Praca

DPD - teoria żaby vs rowerzysta

  • DST 34.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 19.81km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 5 czerwca 2012 | dodano: 05.06.2012

+12 na termometrze. +16 km do statystyk. Mokro ale nie aż tak jak wczoraj. Na razie nie pada choć prognozy takie, że strach się bać.

Powrót wertepkami do Dąbrowy Górniczej i dalej pod molo na P3, Zieloną, Preczów i Sarnów.
Jak tak dojeżdżałem do P3 to na północy widziałem nisko wiszącą chmurę. Zaczęło nieco pokapywać i w miarę zbliżania się do owej chmury pokapywanie się rozkręcało. I tak mi się przypomniał zaczytany gdzieś podobno "fakt", że jak żabę wrzucić do wrzątku, to wyskoczy. Jak ją wrzucić do wody i wodę powoli gotować, to się żabę ugotuje. Ile w tym prawdy to nie wiem bo jakoś w ogóle mnie nie kręcą takie "eksperymenty" ale przypomniała mi się ta... hm... teoria w związku z tym jak się zachowują rowerzyści.
Jak rowerzysta wyjrzy za okno i widzi, że leje to z domu nie wychodzi. Ale jak tylko chmura wisi to wsiada i jedzie. Jak po drodze zacznie pokapywać to zwykle jest tak, że myśli "a tam tyle" i jedzie dalej. Potem zaczyna nieco mocniej woda popadywać to się jedzie i myśli, że jeszcze nie jest tak źle. Potem deszcz już tak zaiwania, że biker cały mokry to dochodzi do wniosku, że a co tam. Jak już przemókł do suchej nitki to jaki sens jest zawracać. No i tak jak ugotowana żaba biker kończy zlany do gołej skóry.
A potem biker w blogu pisze, że lało jak sk...syn ale jechało się zajebiście i szkoda, że nikt inny się nie zdecydował. Ma ta teoria jakieś ręce i nogi?


Kategoria Praca

DPOZD - no nie umiem się zachować w towarzystwie :-p

  • DST 41.00km
  • Czas 01:57
  • VAVG 21.03km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 4 czerwca 2012 | dodano: 04.06.2012

16 km do pracy. +13 na termometrze. Mokro ale jechało się całkiem ok.

W międzyczasie wyskok na pocztę i się urodziło kolejne prawie 4km.

Po pracy próba ucieczki przez Dąbrowę Górniczą przed delikatnym pokapywaniem w drodze na spotkanie klubu GHOSTBIKERS w Będzinie. Średnio udana.
Popełniłem małe faux-pas i stawiłem się na spotkaniu klubu ROWEROWEGO na ROWERZE a nie jak cała pozostała ekipa "z buta" i "blachosmrodami". No nie umiem się zachować w towarzystwie i już :-)
Na spotkaniu było wprowadzenie na temat celów i dotychczasowej działalności klubu, werbunek nowych twarzy, wymiana myśl i poglądów. Po godzince spotkanie dobiegło końca. Pożegnania i na początek uderzam do Kauflanda w celu wiadomym. Z pełnymi sakwami powrót do domu przez Łagiszę i Sarnów. Całą drogę powrotną pokapywało. Pogoda smętna ale dało się jechać.


Kategoria Praca