Praca
| Dystans całkowity: | 116465.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6128:54 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2969 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPOSD - 2 noc cykliczna
-
DST
78.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
03:41
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie wiem ile na termometrze ale na dworze przyjemnie. Na skrzyżowaniu śmignął mi przed oczami rowerkowiec. Jak tylko autobus i osobówka co przede mną stały ruszyły, to ja za nim bo w moim kierunku jechał. Po jakimś kilometrze dogoniłem, wyprzedziłem i rurka przed siebie :-) Chyba nawet nie próbował się na kole utrzymać bo go już potem nie widziałem. Zresztą darłem ile fabryka dała bo się dało :-)
Po pracy przez D. G. do Będzina po bagażnik i z nabytkiem do domu. Tam futrunek, montaż bagażnika i mały test.
O 20:30 start na Drugą Noc Cykliczną. Docieram równo o 21:00 a tam przy molu ćma ludzi. Większość błyska, świeci i odblaskuje. Sporo znajomych twarzy z BS, PTTK, Ghostbikers i różnych imprez. I jeszcze więcej nieznajomych twarzy.
Objazd zrobił wrażenie. Taka masa ludzi w objeździe P4, na wertepkach i asfalcie. Piękne widowisko. Lądowanie peletonu na Zielonej. Tam niektórzy załapali się na grilowanie.
Gdzieś około 23:15 żegnam się z najbliższym otoczeniem i uderzam do domu przez Łagiszę i Gródków. Jechało się całkiem fajnie, sprawnie.
W sumie, to nie byłem zdecydowany zjawić się na tym evencie ale w końcu ciekawość przemogła. Były zapowiedzi tu i tam, że będzie sporo uczestników. I faktycznie frekwencja chyba wszystkich nieco zaskoczyła. Jak to się będzie dalej tak rozwijać, to w sierpniu będzie ta impreza przypominała liczebnie ZMK.


Link do pełnej Galerii
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
55.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
22.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Dziś z plecaczkiem. Po pracy do serwisu po bagażnik i kilka innych drobiazgów. Jechało się zadziwiająco dobrze.
Po pracy spotykam się z Marcinem. Jedziemy wertepkami na Plac Papieski i dalej do agencji reklamowej zamówić kamizelki z logo klubu. Na razie 10 szt. bo tyle na pewno się rozejdzie a potem zrobimy listę chętnych i zamówimy w razie czego więcej. Teraz byle tylko mieć na wyjazd nad morze coś identyfikującego nas jako ekipę.
Dalej turlamy się do Będzina przez Chemiczną i Stary Będzin do "mojego" serwisu, gdzie nabywam nowe rękawiczki, smar i bidon oraz zamawiam na jutro bagażnik.
Dokonawszy tych czynności uderzamy najpierw wałami Czarnej Przemszy na Zieloną, potem dalej wzdłuż Cz. Przemszy na P4 i asfalcikiem gnamy do Wojkowic Kościelnych. Włączył mi się naginacz i tak pod 30 całą drogę starałem się ciągnąć. Trochę wiatr przeszkadzał ale chyba średnia na tym kawałku wiele poniżej 30km/h nie spadła. Na końcu asfaltu chwilę dychamy, gadamy o wjeździe i nie tylko, futrunek i się żegnamy. Marcin wertepkami objeżdża P4 w stronę chyba domu a ja uderzam na Przeczyce, Toporowice, Dąbie, Brzękowice Dolne, Goląszę Dolną, Strzyżowice i do domu. Gdzie się dało to starałem się też lecieć ile się dało. Jakiś taki dobry dzień do jeżdżenia. Tak się zastanawiam, czy większa prędkość nie brała się też przypadkiem z tego, że dziś bez bagażnika i sakwy...
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.26km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Huśtawka pogodowa. Dziś ładnie, ciepło (+14), wiaterek średnio sprzyjający ale za to ciepły. Sucho. Tyle, że po południu ma być wg prognoz straszne bagno.
Po drodze, niemal tuż przy pracy "fotnąłem" sobie graffiti, które jakiś czas temu na garażach ktoś walnął.
Takie graffiti to ja rozumiem. Widać, że ktoś się starał. A nie chamskie mazy w stylu "chwdp".
Powrót wertepkami do Dąbrowy Górniczej, obok molo na P3, Zieloną, Preczów i Sarnów. Tak całkiem na sucho mi nie uszło ale nie było też tragicznie. Jechało się tak sobie, noga za nogą.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
20.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
16 km. Jakieś +11 na termometrze. Jechało się nawet nieźle zwłaszcza, że nie musiałem gonić. Jeszcze poniedziałkowe osłabienie daje znać o sobie :-/
Po pracy przez Dąbrowę Górniczą do Będzina. Najpierw do serwisu sprawdzić co z rowerkiem - odbieram go w piątek :-) Potem do Kauflanda i z pełnymi sakwami powrót do domu przez Łagiszę i Sarnów. Jechało się zadziwiająco dobrze pomimo, że czasem trzeba było się zmagać z wiatrem a sakwy lekkie nie były. Może pomogło podpompowanie kółek bo z rana cosik "miętkie" się zdawały :-)
I, co najważniejsze, powrót do domu uszedł mi na sucho :-] co wcale takie pewne nie było zważywszy na dzisiejsze dzienne wahania aury.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
18.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
16 km. +13 na termometrze. Wrażenie takie, że jechało się opornie choć czas niby w normie.
Powrót koszmarny. Pod wiatr. Spacerowym tempem. Struty jakimś żarciem nie mam w ogóle sił. Ruszyłem jak na Dąbrowę Górniczą ale obok stacji w centrum Zagórza wróciłem na Mec i dalej przez Będzin do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.57km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranny standard: 16km. +10. Zauważalnie chłodniej. Po Będzinie już porozstawiane częściowo zakazy wjazdu przed TdP. Inne w gotowości do ustawienia.
Po 15:00 na ulicach stada (chyba) wściekłych kierowców. Wystani w korkach z okazji TdP wszyscy na raz starają się zdążyć na rozpoczęcie weekendu. Na Lenartowicza od samej góry nieprzerwany sznur samochodów. Jadę na centrum Dąbrowy Górniczej, Zieloną i dalej wertepkami przez Preczów, do Gródkowa i Psar. Na chwilę do Lewiatana i do domu.
Jakoś tak nie za super ciepło ale jechało się fajnie. Tylko dziwnie wyglądałem chyba bo ja w krótkich spodenkach i koszulce a tu ludzie na rowerach wszyscy poubierani jakby zima była.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Standardzik do pracy: 16km. W końcu otwarte skrzyżowanie koło stadionu w Będzinie.
Powrót przez Dąbrowę Górnicza, Zieloną, Preczów (terenowo), Sarnów.
Wiaterek. Jakiś taki nie za ciepły. I prosto w gębę.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.78km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranne 16km. Bez sensacji. Ale dzień jeszcze młody.
Powrót bez kombinowania wielkiego. Do Marcina podać mu pena ze zdjęciami. Potem do kolegi podać mu kartę sieciową i potem nieco wertepkami do domu.
Kategoria Praca
DPOD - w poszukiwaniu surowca na koszulkę klubową
-
DST
56.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:55
-
VAVG
19.20km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Standardzik do pracy. 16km. Ciepło. Nawet na termometr nie patrzę. Koło Środuli atmosfera zmienia się na klimat lasu tropikalnego. Dobrze, że w pracy klima jest.
Start o 6:03. Jazda na luzie, bez pośpiechu. Aż szkoda, że do pracy :-)
Po pracy na początek do Marcina. Razem do Będzina (obok Makro) gdzie się trochę kręciliśmy (Urząd Miejski, Optyk, Serwis, Urząd Miejski, DOM ZŁY GHOSTÓW).
Potem pojechaliśmy do M1 w Czeladzi w poszukiwaniu sklepu z ciuchoma rowerowymy wyszukać materiał zdatny do przekształcenia w koszulki klubowe. Efekt poszukiwań: NULL. Potem pod kościół na Syberce, gdzie dojechali do nas Paweł i Michał. Razem na zjazd na 12%, obok Starego Będzina do Decathlonu w kontynuacji poszukiwań surowca na koszulki klubowe. Niestety i tu porażka. Spod Decathlonu gnamy na Mydlice, przeskakujemy na Ksawerę i jedziemy w stronę Czarnej Przemszy. Na drugą stronę, w krzory i wertepoma wypadamy obok wiaduktu na drodze z Będzina do Łagiszy. Ciągniemy razem do Sarnowa. Tu wciągamy różności (BigMilk-i, Powerade-y i inksze takie) a po tym się żegnamy. Chłopaki uderzają w stronę Preczowa ja wracam przez Sarnów, z drobnym postojem w sklepie, do domu.
Pogoda jakby dziś generalnie zdatniejsza dla ludzi. Mykało się całkiem, całkiem.
Kategoria Praca
Żem się jednak w ten baniak mocno tyrpnął
-
DST
112.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:45
-
VAVG
19.48km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano lekarz stwierdza, że skoro nic mi się nie działo przez dzień i noc to mogę wybyć do domu. Zmiana opatrunku i wychodzę.
Odbiera mnie brat i zawozi od razu do serwisu rowerowego, gdzie kupuję nowy kask.
Taki, o:
Podobno "miszcze" jeżdżą w takich ;-P
Brat odwozi mnie do domu i tu przebiórka w obciski i w drogę. Rowerem, żeby nie było. Najpierw do pracy po RMUA. Stamtąd do szpitala po ZLA. Ze szpitala ze ZLA do pracy oddać ono. Tak więc pierwsze 45 km tego dnia przez ZUS. Jechało się fajnie. W pracy jeszcze załatwiam trochę papierków związanych z dokumentacją Wypadku W Drodze Do Pracy i na wylocie dzwonię do Marcina, czy ma luzy. Mówi, że ma i spotykamy się u niego pod domem. Przybywa tam też Piotr. Chwila rozmowy i ruszamy. Ponieważ po szpitalnym wikcie miałem straszną ochotę zjeść coś niekoniecznie zdrowego ale zdecydowanie kalorycznego i chodziła mi pizza po głowie więc powiedziałem, że mają mnie podprowadzić do jakiegoś lokalu, gdzie można wbić z rowerem i zjeść takie cuś. Lądujemy w pizzerii przy rondzie Aleja Róż. Wszamaliśmy co nam podali i w końcu przestałem być głodny :-) Jedziemy pod antykwariat i tam spotykamy Dawida (o ile nie przekręciłem imienia, mam z tym problemy od baaaardzo dawna) na ostrzaku. Jedziemy razem na P3 i objeżdżamy zbiornik od zachodu i północy w kierunku przystani. Tam się z chłopakami żegnamy i we dwóch z Marcinem jedziemy dalej. A dalej to mnie wodził Marcin. Gdzie, to na śladzie widać. W każdym bądź razie jechało się fajnie. Po drodze przelecieliśmy obok Kwatery Głównej Moniki i przez kilka innych miejsc, których już nie mam siły wymieniać.
Gdzieś w polach panorama na Hutę Katowice.
Tankowanie i futrunek naprzeciw straży pożarnej w Tucznawie.
Po drodze trochę pokapało ale niegroźnie. Za to objawiła się tęcza.
Wiatrak na Zawarpiu. Tam zawitaliśmy po tym, jak nam się szwędacze odpaliły.
A żeby nie było, że piszę brednie o "miszczach" to obrazek z dziś z Dąbia.
Kategoria Inne, Praca






















