limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPOD

  • DST 38.00km
  • Czas 01:38
  • VAVG 23.27km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 17 lipca 2013 | dodano: 17.07.2013

+13 na starcie. Do Będzina standardowo. Od Ronda Unii Europejskiej odbijam tym razem w lewo i przez Koszelew, centrum Dąbrowy Górniczej, obok Silesia Expo i Zagórze do pracy. GPS -1.

Po pracy na początek do Decathlonu. Czas zacząć zakupy przygotowawcze do wyjazdu na zlot w Wilkasach :-) Potem do serwisu rowerowego po dętki. Ostatnio nieco kapci było i zapasy mocno połatane. Niestety okazuje się, że nie tylko u mnie takie przygody i będę się musiał jeszcze raz pofatygować w piątek bo akurat takie, jakich mi potrzeba wyszły. Po drodze do serwisu spotykam Jagęrybę. Właściwie to ona mnie zauważa bo ja ją zacząłem dopiero odbierać jak zamachała :-) Normalnie to cywilów rozważam tylko pod kątem tego, czy mi wejdą w tor jazdy, czy nie, zupełnie ignorując detale osobnicze :-p Tak więc jak mnie widzisz to daj znak jak chcesz bym Cię rozpoznał :-) Bom ja do tego jeszcze deczko ślepawy ;-) Chwilkę rozmawiamy o Gastro-Czwartku czyli pomyśle ustawek cyklicznych autorstwa Domina. Jutro uderzamy ponownie na BIDĘ |-] Detale na forum GHOSTBIKERS.
Nie załatwiwszy nic w serwisie ruszam do domu przez Łagiszę i Sarnów. Ładnie równo się jechało choć dziś jakoś nie mam natchnienia do większego zaginania powrotu.
GPS na powrocie -2 :-/ Odp. z serwisu, że na razie nieczynny bo się reorganizują. Czyli pozostaje się trochę pomęczyć. Poupycham coś jeszcze pod te baterie, jakieś pianki albo gumki i zobaczymy czy to coś da.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 35.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 21.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 16 lipca 2013 | dodano: 16.07.2013

+14 na starcie ale odczucie jakby było bardziej "rześko". Lekki wiaterek, ładne słoneczko. W sumie jechało się całkiem przyjemnie. Jakoś bez specjalnego ciśnienia. GPS -3 :-/ Chyba nie tylko styki. Przy prędkości 25km/h+ i jakimś wyboju wyłącza się. Strasznie dołujące. Na 16,4 km dojazdu na przerwach ubyło 1,2 km.

Powrót nieco później niż zwykle ze względu na pewne zadanie w pracy, które wymagało nieobecności userów. Z tego też względu raczej bez objazdów. Do Dąbrowy Górniczej, przez "dworzec" kolejowy na Zieloną i dalej przez Łagiszę i Gródków do domu. Zrzut balastu i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana. Tam zaopatruję się w zwykłe baterie alkaliczne i zapodaję je GPS-owi. Zobaczymy czy jutro na dojeździe też będzie się wyłączał bo na powrocie kilka razy mu się to zdarzyło.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 46.00km
  • Czas 02:29
  • VAVG 18.52km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 15 lipca 2013 | dodano: 15.07.2013

Na termometr dziś nie patrzyłem nawet. Bardziej interesowało mnie to, czy będzie lać bo na wstawaniu i padało a chwilę później nawet lało. Już prawie gotów byłem do użycia zbiorkomu ale się uspokoiło i jednak rowerek wszedł w użycie.
Choć nie bezboleśnie. Łapię się za Błękitnego Rumaka a tu flap na tyle :-( Pewnie po wczorajszym kapciu na ustawce coś jednak jeszcze zostało i do rana sprawę załatwiło. Czyli dziś po południu dokładniejsze oględziny. Jest jednak w odwodzie Srebrna Strzała. Przerzutka światełka i GPS-u i w drogę.
Drogi mokre. Miejscami coś tam nawet kapnęło ale generalnie nie było tragicznie. Tempo dziś spacerowe coby za bardzo się nie uflogać. GPS znów kilka razy się wyłączył :-/ Chyba jednak nie chodzi o baterie tylko o wstrząsy czyli coś w środku jest nie tak.
Na wjeździe do Będzina misie. Pewnie kazali ludziom dmuchać. Mną się nie zainteresowali.

Na wyjściu z pracy ulewa. Jestem tak zmarnowany dziś, że mi to zwisa i jakoś nie rusza mnie, że będzie trzeba poczekać aż trochę się uspokoi. Uspokaja się po 5 min. Ruszam w stronę Dąbrowy Górniczej i dalej na molo na Pogorii 3. Wzdłuż zbiornika jadę w stronę Pogorii 4. Już miałem skręcić za Świątynią Grillowania i przebić się przez tory na P4 ale doszedłem do wniosku, że pogoda nie jest jeszcze dość podła i pozaginam nieco powrót. Jadę dalej w stronę klubu jachtowego i odbijam w stronę Piekła. Asfaltem, w towarzystwie przygodnego bikera na szosie, który jechał do nowo powstałego klubu jachtowego na Pogorii 4 na Mariankach, dojeżdżam do tychże a dalej już solo do Kuźnicy Piaskowej, Dąbia, Strzyżowic i do domu. Tempo wybitnie spacerowe ze względu m. in. na wiaterek z zachodu, chwilowe zacinanie wodą w gębę, ogólną niechęć do pośpiechu i chłód.
GPS wytrzymuje bez jednego resetu całą drogę. Wygląda na to, że diagnoza Amigi okazała się trafna.


Kategoria Praca

DPOD

Piątek, 12 lipca 2013 | dodano: 12.07.2013

+13 na starcie. Asfalty mokre. Jak wstawałem to dość przyzwoicie padało. Całą drogę jednak ani kropli deszczu choć na wschodzie wisiały ołowiane chmurki. Dla odmiany na zachodzie przebijało się słoneczko. W sumie jakby pogoda utrzymała się taka, jak miałem podczas dojazdu do pracy, to może być. Nie rewelka ale ujdzie.
Start mi się zrobił opóźniony ale udało się do Będzina podgonić i wbić w bezpieczne ramy czasowe. Niestety w sklepie, gdzie robiłem upgrade śniadania do pracy, zrobił się zator i znowu wszedłem na krawędź czasu czyli znów przyszło gonić. W efekcie wyszedł jeden z szybszych dojazdów do pracy.

W ciągu dnia kilka razy padało. Raz dłużej, raz mocniej, różnie. Na wyjściu ładne słoneczko i wiaterek. Naszła mnie ochota terenem wracać ale jak dotarłem do miejsca, gdzie były wysokie trawy to mi ochota przeszła i wróciłem na asfalty. Po drodze jeszcze mnie zdążył deszczyk zmoczyć. Słoneczko wysuszyć. A to wszystko zanim udało mi się wyjechać z Sosnowca. W Dąbrowie Górniczej asfalt pozdzierany i jakoś tak niemrawo ruch samochodowy się odbywa. Sprawnie przebijam się pod molo na Pogorii 3. Stamtąd ścieżką jadę na Piekło i asfaltem wokół Pogorii 4 do Kuźnicy Piaskowej. Po drodze wkurza mnie łańcuch. Wczoraj smarowany dziś już piszczy jak potępiony. Pewnie wczorajszy deszczyk i dzisiejsze mokre drogi w drodze do pracy zmyły cały smar. W Kuźnicy smaruję łańcuch i nastaje błoga cisza podczas kręcenia. Dalej przez Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do mojej wiochy. Powrót raczej w tempie spokojnym zwłaszcza, że trochę wiaterek hamował zapędy na nabieranie prędkości. W sumie jednak fajny dzień. Aż dziw, że obydwie Pogorie przy tej pogodzie prawie puste.
I jeszcze się mi przypomniało, że znowu nie rozpoznałem znajomego rowerzysty. Ale jestem usprawiedliwiony. Domino czaił się na chodniku pod płotem w cywilu. Jakby nie zamachał końcówką górną i nie dał głosu to bym go potraktował jak element tła niezagrażający bezpośrednią interakcją i całkowicie zignorował :-)


Kategoria Praca

DP - oby temu TIR-owi wszystkie koła siadły - DON - Ustawka Domino

  • DST 104.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:01
  • VAVG 20.73km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 lipca 2013 | dodano: 11.07.2013

Na starcie +16 i niemal na starcie wqrw. W Gródkowie prawie mnie zepchnął z drogi TIR. Minąłem szkołę, przejechałem skrzyżowanie i wychodzę na prostą w stronę Będzina. Widać od razu, że w przeciwnym kierunku jedzie sporo osobówek. Nie jednym ciągiem ale tak po 2-3 ale przerwy między tymi grupkami nieduże. Za sobą słyszę, że coś dużego jedzie. Myślałem, że jakiś normalny kierowca. Ale nie tym razem. Jak tylko 2 osobówki mnie wyminęły tamten zaczął się pchać choć nie miał na tyle miejsca, żeby się rozpędzić. Kiedy następne 3 osobówki były już blisko zaczął zjeżdżać na mnie. Gdybym nie przyhamował, to bym mnie tyłem naczepy trafił. Mam nadzieję, że mu się ten TIR cały będzie sypał do końca trasy. Tak w ramach pokuty za drogowe grzechy.
Poza tym całkiem przyjemny dojazd do pracy. Wyjechałem kilka minut wcześniej by sobie na spokojnie pojechać ale jakoś tak wyszło, że "się pocisło". Na zjeździe z Lenartowicza 56km/h. Jak mi się Strzałą uda 60 przekroczyć, to zacznę się bać :-] W sumie, wiele już nie brakuje.

W ciągu dnia sprawdzam jak się zapowiada pogoda na weekend. Nędznie w piątek i sobotę :-/ W związku z tym tak sobie wykombinowałem, że skoro dziś jest jeszcze nieźle to może by pohasać jakby miało się nie dać w sobotę. Zerknąłem na forum Ghostbikers i tada! Domino zaproponował rundkę na lody do Siewierza. Start z molo przy Pogorii 3 o 17:00. Szybkie rachuby i wyszło mi, że powinienem dać radę.
Powrót chciałem uskutecznić szybki przez Dąbrowę Górniczą ale nie wyszło do końca idealnie bo przy Alei Róż drogowcy rozpoczęli swoje zabawy i centrum miasta zakorkowane. Tu rowerek pokazuje swoją przewagę i jednak udaje mi się przebić na Pogorię 3. Tu pustawo. Lekki spadek temperatury skutecznie przepłoszył tłumy. Po drodze widzę jak rowerowy patrol Policji robi nalot na wędkarzy.
Z Pogorii 3 przedostaję się obok Świątyni Grillowania na Pogorię 4 i przez Preczów i Sarnów sprawnie docieram do domu. Strzała zostaje zaparkowana w garażu a w użycie wchodzi (po uprzednim czyszczeniu napędu i przerzutek) Niebieski Rumak. Strzała ma dziś na liczniku 35km.
Startuję na miejsce zbiórki z małą obsuwą i przychodzi mi naginać by się nie spóźnić za bardzo (tzn. zmieścić się w kwadransie akademickim). Niebieski Rumak idzie jak burza. Jeszcze nigdy mi się tak szybko nie udało na molo dojechać. Raptem jakieś 23 minuty. Na miejscu są już: Edytek, Domino i Włodek. Czekamy jeszcze na Jagęrybę. Szósty uczestnik też się pojawił ale jakoś tak w ferworze walki nie pojechał.
Zabawa była przednia. Mnóstwo śmiechu, wesołych rozmów, docinków i żartów. W takiej atmosferze docieramy do Siewierza standardową drogą. Tam pochłaniamy po duży lodzie włoskim. Robi się nieco chłodniej i decydujemy się wrócić. Ale tak do końca ten powrót prosty nie był. Zahaczamy o hotel. Potem o Boguchwałowice (gdzie nie udaje nam się obiado-kolacjać). Dalej przez Przeczyce i Warężyn jedziemy do Kuźnicy Piaskowej (gdzie Domino omal nie parkuje na Jadzerybie w wyniku niespodziewanego skrętu w prawo). Wracamy na Pogorię 4 i jedziemy do najbliższej knajpy. Tam zasiadamy na chwilę dłużej. Grzeszę dużym Tyskim. Do tego zapiekanka i paczka HIT-ów orzechowych. Może nie jest to modelowy obiad ale jakoś tam energii jednak dostarcza. Kiedy zaczyna się robić szaro a komary wzmagają szturm zwijamy się do domu. W drodze na Zieloną Władek rozpoznaje w spacerującej parze jej połowę czyli Olę. W oparach sensacji (no bo jak to? Ola bez kasku? I nie na rowerze?!) zawracamy się przywitać. Kilka słów i znów zaatakowani przez komary jedziemy dalej. Przy mostku na Czarnej Przemszy Domino oficjalnie zamyka ustawkę. Żegnamy się z nim. Jedzie do Dąbrowy. My w czwórkę wzdłuż Przemszy do Będzina.
Obok nerki Włodek z Edytą odbijają w swoją stronę a ja z JagąR na Zamkowe. Tam się żegnamy i już solo przez Grodziec i Gródków jadę do domu. W domu przed 22:00.
Niby powinienem się zajmować czymś zupełnie innym popołudniami ale zew rowerka... zresztą sami wiecie.
A za tydzień na ustawce: BIDA! Upadnie legenda :-]

Link do galerii


Cel ustawki osiągnięty (zarówno geograficzny jak i kulinarny).


Na powrocie robimy inspekcję hotelu.


Nie wiadomo czemu magnesik Edyty od licznika podróżował na rowerku Domina. Tu zajmuje należne mu miejsce ;-)


Potem trochę padało.


A padało po to, byśmy mogli zrobić foto na tle tęczy. Niestety mój aparat nie oddaje tego tak, jak "okami" to w realu widać.


Potem chwila na grzeszenie, wejście na nielegal, wesołe gadki (pozdrawiamy Pana od sportów ekstremalnych).


Wynik za dzień.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:39
  • VAVG 21.21km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 10 lipca 2013 | dodano: 10.07.2013

Nie spojrzałem dziś na termometr ale na dworze całkiem przyjemnie. W ogóle jakiś dobry dzień dziś do jazdy bo przelot poszedł błyskawicznie. Może częściowo dlatego, że odrobinę na krawędzi czasu wyjechałem i po drodze jeszcze trafił się króliczek (w Gródkowie), którego wyprzedziłem w pośpiechu :-) Do Będzina średnia 29. Potem kilka górek i świateł więc średnia spadła. Ale wrażenie z jazdy bardzo pozytywne. Na zjeździe z Lenartowicza ponad 50km/h czyli na pewno nie wmordewind.

Powrót kombinowany. Na Braci Mieroszewskich mija mnie króliczek :-D. Stałem na poboczu bo mi się na jakimś wyboju GPS znowu wyłączył. Ale za króliczkiem się goni więc ruszam w pogoń. Na podjeździe przy DorJan-ie wyprzedzam klienta ale zawzięty był i na światła za Expo Silesia cisnął za mną pod górkę 40km/h. Niestety przy rondzie Aleja Róż odbija na lewy pas w stronę Pogorii a ja do bankomatu. Trochę na skrzyżowaniu na światłach zamarudziłem. Ale znowu króliczka doganiam. Tym razem za mostem ucieczki. Wcale szybko już nie jadę bo jakieś 30km/h. Nie wiem, czy mu po drodze w stronę mola nie było czy spuchł w każdym razie jak na Zieloną odbiłem, to już go nie było.
Jako, że nie było się już kim dopingować to spacerowym tempem przez mostek na Czarnej Przemszy i potem jadę wzdłuż torów wertepkami do Łagiszy. Przeskakuję na drugą stronę drogi z Sarnowa do Łagiszy i dalej wertepkami przez Gródków do mojej wiochy. Strzałą na teren jakoś teraz mi tak nie za bardzo się jeździ. Jednak człowiek przywyka do luksusu i amorek na przodzie, to amorek na przodzie. Jedzie się łatwiej i szybciej.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 37.00km
  • Czas 01:39
  • VAVG 22.42km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 lipca 2013 | dodano: 09.07.2013

+15 na starcie. Super warunki do jazdy co też i w czasie przejazdu się objawiło. Zielona fala niekompletna. Poza tym przejazd bez sensacji.

Powrót do domu przez Dąbrowę Górniczą. Dojeżdżając do parkingu przy molo na Pogorii 3 zdecydowałem, że nawet nie ma co wbijać na ścieżkę wokół zbiornika bo ćma narodu jaka ciągnęła w tamtą stronę zwiastowała tylko ścisk okrutny. Odbijam na Zieloną i stamtąd przez mostek na Czarnej Przemszy przeskakuję do Preczowa. Dalej przez Sarnów do domu. Zrzucam balast i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Tak się zastanawiam, czy mi przy tym Lewiatanie jakiejś inkszej formy handlu nie stawiają przypadkiem bo jakiś beton wylany, jakiś parking się układa...


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:31
  • VAVG 22.42km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 8 lipca 2013 | dodano: 08.07.2013

+11 na starcie. Po wczorajszym struciu i nawalaniu baniaka wrażenie z jazdy takie, że mocno oporna. Tymczasem na finiszu czas 40 min. Pewnie nogi same po dwóch dniach niejeżdżenia wiedziały co robić.

Powrót przez Dąbrowę Górniczą, wzdłuż Pogorii 3, przeskok przez tory na Pogorię 4, Preczów i Sarnów. Dziś zero chęci na objazdy. Wczorajszy dzień dalej daje o sobie znać. Poza tym w Srebrnej Strzale trzeba mi chyba już hamulce wyregulować bo jak się ciepło robi, to prawie w ogóle tył nie trzyma.


Kategoria Praca

DP - Dla odmiany... - OD

  • DST 46.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 22.62km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 lipca 2013 | dodano: 05.07.2013

... do pracy od Będzina przez Dąbrowę Górniczą.
Na starcie +18. Czyli jest dobrze. Do kompletu wyjeżdżam całkiem o czasie i nie muszę naginać po drodze. Ale. Koła jakoś same tak się kręcą i na światłach przy Stadionie w Będzinie średnia 28km/h. Szybki wjazd do sklepu po upgrade śniadania do pracy i okazuje się, że mam jeszcze 30 min. na dojazd. Skoro tak, to trzeba ten czas pożytecznie wykorzystać i na Rondzie Unii Europejskiej (dumna nazwa całkiem małego rondka) zamiast w prawo, skręcam w lewo. A potem już samo się toczy. Przez centrum D. G., obok Silesia Expo i centrum Zagórza do pracy. Zupełnie fajnie się jechało.

Powrót przez rozkopany Kazimierz, Gołonóg, wzdłuż torów przy Pogorii 1 do Piekła i asfaltem przy Pogorii 4 do Preczowa. Dalej przez Sarnów do domu.
Generalnie tempo spacerowe. Jakoś nie miałem ochoty na naginanie. Jedynie krótki kawałek w Dąbrowie pociągnąłem się za szosą. Niestety nie jechała w moją stronę.
Wiaterek z zachodu ujawnił się na końcówce.


Kategoria Praca

DP - Rozleniwienie... -OD

  • DST 40.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 21.82km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 4 lipca 2013 | dodano: 04.07.2013

... skutkuje tym, że potem trzeba naginać. Dziś obsuwa w czasie jak wczoraj ale światła mniej łaskawe więc więcej czasu na postoje a mniej na jazdę i tym samym naginanie mocniejsze. Do Będzina średnia 30km/h. Potem trochę górek po drodze i tempo nieco spada ale i tak blisko byłem wyrównania najszybszego dojazdu do pracy.
Termometr zeznał na starcie +14.
Zjeżdżając Lenartowicza wyskoczyło mi coś żółte na czołowe. Oczywiście baba za kierownicą. Sznurek samochodów powoli jedzie sobie pod górkę za traktorem, pomiędzy osobówkami jeszcze ciężarowy a ona bierze się za wyprzedzanie. Zero rozumu. A cierpliwości jeszcze mniej.

Mając lekko dość ciągłego powracania przez Pogorię tą czy inną dziś kierunek na Czeladź. Tam też odrobina kluczenia i poznawania nowych dróżek. Z Czeladzi klinkierkiem do Grodźca. Dalej zjazd do Gródkowa i małe zagięcie niedaleko domu.
Po drodze kilka razy była mini kanonada i nawet 3 krople deszczu spadły ale do domu dojechałem na sucho. W prognozach stało, że jak się do 17:00 wyrobię to nie powinienem zmoknąć. Się sprawdziło. Powrót raczej tempem spacerowym.


Kategoria Praca