Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:31
-
VAVG
24.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano rześko ale ile w liczbach to nie wiem, bo nie sprawdzałem. Wyjechane dużo za późno i nieco trzeba mi było naginać by spóźnienie było w granicach przyzwoitości ;-)
Poza tym bez sensacji. Podobno dziś w okolicy dzień rowerowy :-]
Po pracy prosto do domu. Co prawda była opcja pokręcenia się w okolicy Nikiszowca w Towarzystwie Edyty, Domina, Jagiryby i kilku innych znajomych ale zdecydowałem się odmówić sobie i odespać w końcu weekendowe szaleństwa. W związku z tym bez większego zaginania przez Dąbrowę Górniczą, wzdłuż Pogorii 3 od strony Łęknic na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie zerkałem ile na termometrze ale ICM zeznawał, że ma być przynajmniej +20 i odczuwalnie spokojnie tyle mogło być. A może i więcej. Zapowiadali też chmury. I też były. Niektóre nawet widowiskowe. Zastanawiałem się, czy uda się na sucho dojechać bo tak prognoza obiecywała ale widok za oknem jakoś nie przekonywał.
Ruszam na krawędzi okna startowego. Wiatr miał być w plecy ale czasem miałem wrażenie, że wieje prosto w gębę. Czyżbym tak szybko jechał? ;-)
W okolicach Będzina zaczęła się mżaweczka i do końca jazdy już nie chciała ustać. Wręcz nawet powoli się rozkręcała.
Niedawne upały musiały trochę zmęczyć społeczeństwo bo naród na drogach nieco rozkojarzony dziś.
Noibasta też chyba dziś miał start spóźniony ;-)
Po pracy wyglądało, jakby zaraz miała się zwalić na ziemię cała chmura. Wiało też, jakby się ktoś powiesił. Mimo tego ruszam wertepkami do Dąbrowy Górniczej. Dalej pod molo na Pogorii 3, przeskok na P4 i dalej do Kuźnicy Piaskowej. Stamtąd przez Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do domu z zawinięciem przez wertepki obok osiedla w Malinowicach. Rzeźbienie pod wiatr sprawiło, że tempo spacerowe. Na Pogoriach zadziwiająco mało ludzi.
Kategoria Praca
DP - wrócił Garmin :-) DZ
-
DST
40.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
21.24km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie sprawdziłem przed startem ile dziś termometr pokazywał. Prognoza obiecywała +20 stopni. Odczuwalnie było chyba nawet więcej. Wyjechałem mocno spóźniony i może udałoby mi się dojechać o czasie gdyby nie zator w sklepie, gdzie robiłem upgrade śniadania.
Po weekendowych harcach dziś nie miałem natchnienia do szarpania się w czasie jazdy i dlatego też bardzo nie zdziwił mnie fakt, że na zjeździe z Lenartowicza nie udało się dobić do 50 km/h.
Dziś planuję leniwy dzień. Powrót spacerowy i wybyczenie z odespaniem.
Plan ze spacerowym tempem i odespaniem tak średnio wypalił. Za to w trakcie pracy dociera do mnie mój GPS. Może tak nie do końca. Ten poprzedni to był eTrex Legend HCx. Ten co przyjechał to eTrex Vista HCx. Pierwszą różnicę (poza kolorem obudowy) jaką zauważyłem to opcja mierzenia ciśnienia atmosferycznego. Muszę się nad tym pochylić i sprawdzić o co chodzi.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą z hakiem koło bankomatu, potem objazd Pogorii 3 od strony Łęknic. Zagięcie na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Lampa. Wczoraj w grupie w podobnych warunkach jechało mi się o niebo lepiej. Chyba zmęczenie wyłazi. W domu zabawa z wgrywaniem mapy do GPS-a. Po 21:00, jak już się zrobiło chłodniej, małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DP Krakow
-
DST
100.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
05:45
-
VAVG
17.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie było coś koło +13 ale odczuwalnie sporo więcej. Jechało się nawet całkiem całkiem. Wyjechane z opóźnienie i takoż dojechane. Trochę ciążyły dziś sakwy bo po pracy od razu na miejsce zbiórki pod fontanną i ruszamy do Krakowa. A przez weekend traska z Krakowa do Częstochowy i jak będzie jeszcze dość czasu to powrót do domu :-)
Po pracy czesciowo wertepkami pod fontanne na zbiorke grupy jadacej dzis do Krakowa. Na miejscu robie oglad tylnego kola i okazuje sie, ze do wymiany jest opona. Rundka do plastrow miodu i powrot pod fontanne wykonac serwis. Zbieraja sie ludzie, foto przedstartowe i okazuje sie, ze jeszcze trzeba zrobic serwis kapcia.
Wertepkowo-asfaltowym szlakiem docieramy do Trzebini, gdzie na rynku raczymy sie bronkami. Potem wbijamy w Puszcze Dulowska i pedzimy nia do zamku Tenczynek. Tam foto i dalej w strone Minkowa. Po drodze robi sie ciemmo. Terenowo-wertepkowym szlakiem tluczemy sie dalej. Za ciemmosci docieramy w koncu na nocleg (po drodze uczyniwszy zakupy) do fortu. Ale dzien jeszcze sie nie konczy. Poza bronkami jeszcze grill. Kiedy sie to skonczy, to sie okaze. W kazdym razie jest wesolo :-)
EDIT
Link do pełnej galerii
Przyjeżdżam na Plac Ćwierka, przyglądam się kołu, które mnie całą drogę z pracy wnerwiało i takie coś zauważam. Dobrze, że plastry miodu po drugiej stronie ulicy.
Przedfalstartowe foto.
Pofalstartowy kapeć.
A potem już szarża...
... taka, że aż się kurzyło.
Zakończona przerwą na pojenie na rynku w Trzebini.
Potem Puszcza Dulowska, "kopułki" w Alwerni i wspinaczka asfaltem pod Tenczynek zakończona foto.
Robi się noc i zaczyna jeżdżenie z czołówkami i na czuja.
Zakończone lądowaniem po 22:00 na noclegu w forcie.
W trakcie jazdy znów odzywa się bicie tylnego koła. Inspekcja wykazuje walniętą szprychę.
Dzień przechodzi w głęboką noc a integracja trwa.
Kategoria Praca, Kilkudniowe
DPD + GastroCzwartek - Pizzeria w Grodźcu
-
DST
100.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie. Początek standardowy do Będzina. Robię upgrade śniadania i od Ronda Unii Europejskiej odbijam w stronę Dąbrowy Górniczej i jadę na oddział do Gołonoga. Tam trochę schodzi na różnych zadaniach prawie do 10:00. Potem powrót na Zagórze. I tym sposobem uzbierało się prawie 30km.
Pogoda marzenie do jazdy. Miejscami trochę wiaterek kręci ale niech mu będzie. Cała reszta jest bardzo ok :-)
Po pracy na początek wertepkami w stronę Placu Papieskiego do agencji reklamowej zamówić kamizelki z logo klubu. Potem przez Kukułek, Grota-Roweckiego do Czeladzi i dalej przez Wojkowice do domu. Przepakowanie stuff-u z sakwy do plecaka i rundka na do Pogorii 3 na molo. Dziś GastroCzwartek więc ustawka cykliczna pomysłu Domino. Dziś na celowniku pizzeria w Grodźcu. Jednak żeby za prosto nie było to na początek kółeczko na zaostrzenie apetytów. Jedziemy przez Zieloną do Łagiszy. Przejeżdżamy pod trasą Katowice-Częstochowa i wertepkami dojeżdżamy do Psar przy stadionie. Stamtąd przez lasek na wertepki, którymi przedzieramy się na Brzękowice-Wał i dalej do Góry Siewierskiej. Na górce paralotniarzy chwila oddechu i dalej jedziemy wertepkami w stronę cmentarza w Strzyżowicach. Tu wibjamy na asfalt i zjeżdżamy na tamę na Rogoźniku. Stąd już prawie prosto do pizzerii przez Strzyżowice, wertepkami do Wokowic i dalej wertepkami do Grodźca. Objeżdżamy bokiem Paricnę, wyjeżdżamy przy stadionie i wspinamy się do celu.
W pizzerii dłuższa chwila odpoczynku. Wesołe rozmowy w oczekiwaniu na jedzonko. Samo jedzonko smaczne ale porcje zdecydowanie za małe jak na wyjeżdżonych rowerzystów. Jednak nie decyduję się na drugie danie. Może innym razem.
Około 21:00 ruszamy w drogę powrotną. Żegnam się z ustawkowiczam, którzy uderzają w stronę Grodźca i Będzina. Sam jadę do Gródkowa i dalej do Psary. Obok swojego skrzyżowania stwierdzam, że małe zagięcie trasy pozwoli dobić do 100km.
Tak też czynię.
Super dzień na rowerku w wesołym towarzystwie. Dziś zebrała się taka grupa, że wiadomo było, że można pocisnąć i w terenie prędkość była całkiem słuszna nawet na podjazdach :-)
Dzięki wszystkim obecnym. Do następnego razu :-)
Link do pełnej galerii
Chwila oddechu na górce paralotniarzy w Górze Siewierskiej.
Sprawdzamy, czy w Rogoźniku jest jeszcze woda ;-)
Dziebko przedzierania się przez krzory w Grodźcu.
Talerze zostały szybko pozamiatane :-)
Takie tam... przejazd kolejowy w Gródkowie.
Zeznanie licznika co do osiągów z dnia dzisiejszego. Wynik poprawny bo zmieniłem parametr konfiguracyjny dotyczący obwodu koła.
Kategoria Praca
DPD PTTK
-
DST
71.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
03:15
-
VAVG
21.85km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 na starcie. Mocno rześko :-) ale jechało się w sumie całkiem sprawnie. Bez sensacji po drodze.
Po pracy wertepkowo do Dąbrowy Górniczej, na Piekło przez Łęknice wzdłuż Pogorii 3 i potem wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa. W Preczowie mijam na asfalcie żabkę, zawracam, wrzucam ją w trawę boby inaczej mokra plama z niej została i potem podganiam do bikera na MTB, który był mnie minął przy tej czynności. Równym, choć niespecjalnie szybkim, tempem podciągam się za nim do Psar. Niestety odbił na Malinowice a mnie tam było nie po drodze więc już solo do domu. Kilka drobiazgów zrobionych i pora jechać do sosnowieckiego PTTK-u na spotkanie przedwyjazdowe. Tym razem przez Wojkowice, Czeladź, Milowice. Jedzie się fajnie ale nieco się spóźniam. Na różnych ustaleniach co do wyjazdu w najbliższy weekend i na Wilkasy oraz innych spraw schodzi do 20:00. Z Marcinem jedziemy potem przez Pogoń do Będzina i rozjeżdżamy się przy targu. Ja uderzam na Grodziec i dalej przez Gródków do mojego wsiowego Lewiatana i do domu. Marcin zawija na Pogorię 3.
Jutro GASTROUSTAWKA :-]
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
50.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:32
-
VAVG
19.74km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na termometrze coś koło +14. Na wyjeździe odniosłem wrażenie, że jest wiaterek mniej więcej z kierunku północny-wschód (pewnie Amiga będzie miał lekką jazdę). Niezbyt ciepły. Start z lekkim opóźnieniem ale jazda szła w miarę sprawnie i udało się dojechać niemal punktualnie. Po drodze różne wykopki. Na Środuli chyba modernizują ciepłociąg.
Po pracy spokojny powrót. Na początek wertepkami do Dąbrowy Górniczej, potem wzdłuż Pogorii 3 od strony Łęknic na Piekło. Asfaltem dookoła Pogorii 4 z odbiciem na Kuźnicę Piaskową. Dalej Dąbie, Goląsza Górna, Góra Siewierska w zakosach. Wjeżdżam na górkę paralotniarzy i chwilę sobie tam kotwiczę robiąc kilka foto i wcinając końcówkę tego co ze śniadania zostało. Potem zjazd z zagięciem przez Strzyżowice by dorzeźbić do 50 km.
Trochę na powrocie przyszło poszarpać się z wiaterkiem ale przynajmniej nie taki chłodny jak rano. I teraz jakby bardziej z zachodu. Pewnie znowu Amiga będzie miał w plecy ;-)
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
19.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16 na starcie. Wyjechane z opóźnieniem i takoż przyjechane. Dzień jakoś opornie się zaczął.
Po pracy na początek na Mec na pocztę wyprawić Garmina do serwisu. Mam cichą nadzieję, że przed Wilkasami wróci. Może. Potem do Dąbrowy Górniczej wyszarpać nieco gotowizny z bankomatu. Dalej przez "dworzec" kolejowy na Zieloną i stamtąd zaczynam rzeźbienie terenowe. Tak mnie jakoś dziś naszło. Na początek wzdłuż torów do Łagiszy, tam przeskakuję pod trasą Katowice-Częstochowa i dalej do Psar. Obok pizzerii "La Strada" do lasku, za ośrodkiem zdrowia skręcam w polną dróżkę i jadę nią do Strzyżowic po drodze odbijając w prawo na równoległą. Potem zjazd do domu. Zrzut balastu i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana.
W sumie fajnie się terenem turlało spacerowym tempem i gdyby tego terenu było więcej to bym sobie jeszcze nim pojeździł bo na asfalty jakoś dziś nie miałem ochoty. Ale że nie było terenu więcej, a mnie się nie chciało giąć na siłę, to dystansik zamknął się na niecałej czterdziestce.
Z wyliczeń wychodzi, że licznik nieco zawyża. Rozmiar koła wpisałem na oko i przy każdym wpisie muszę sobie wynik przemnożyć * 0,0353 i to co wyjdzie, odjąć. Wtedy jest prawie idealnie w stosunku do tego co Garmin mierzył.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie. Wyjeżdżam z opóźnieniem i wiem, że lekkiego spóźnienia nie uniknę.
W Będzinie przy skręcie na przejście przez tory jakiś baran w żółtym czymś podobnym do Berlingo wyprzedza mnie pomimo tego, że sygnalizowałem skręt w lewo a z przeciwka jechał samochód. Gdybym wcześniej się nie obejrzał i nie wiedział, że jedzie to by mnie na masce miał.
Potem już bezproblemowy dojazd do celu. O ile nie liczyć GPS-a. Tym razem -7. 1,2km mi uciekło z pomiaru. Chyba będę musiał się z licznikiem przeprosić a Garmina wysłać na leczenie do serwisu. Wyłącza się nawet na prostym, gładkim odcinku. To ewidentnie nie styki. Coś mu się od telepania w środku spsuło. Ale czemu tu się dziwić. Odmierzył już jakieś 30 tys. km czasem w bardzo niesprzyjających warunkach.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą Mydlice, Będzin Warpie, Kauflanda, serwis rowerowy, Łagiszę i Sarnów. W "Kaufie" zaopatrzenie różne, w serwisie dalsza część zakupów doposażających przed Wilkasami (dętka x2). Powrót w tempie spacerowym. Było kilka króliczków po drodze ale dziś zero chęci do ścigania. Pewnie dziś Amidze będzie się dobrze wracało bo u mnie był wmordewind.
GPS wyłączył się 3 lub 4 razy :-/ Pewnikiem w przyszłym tygodniu pojedzie na kurację.
Kategoria Praca
DPD + Gastro-Czwartek -> BIDA one more time :-)
-
DST
110.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
05:20
-
VAVG
20.62km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+12 na starcie czyli rześko. Na światłach w Gródkowie usiadł mi na kole jakiś biker i ciągnął się za mną do nerki w Będzinie. Potem on prawym pasem, ja lewym. Mnie przystopował tramwaj i nie zauważyłem czy pojechał na Sosnowiec czy na Czeladź. W każdym razie i tak bym w tempie 35km/h dłużej nie pociągnął bo mi się już głód tlenowy zrobił. Trochę za chłodno na dłuższe ściganie. Jakby tak było +18 stopni, to kto wie... Potem już spokojna jazda standardową trasą.
GPS -3 :-(
Po pracy szybki powrót przez Chemiczną, Czeladź i Wojkowice do domu. Zostawiam część balastu i tylko z plecaczkiem gnam przez Gródków, Łagiszę, Zieloną, centrum Dąbrowy Górniczej pod Expo Silesia w Sosnowcu. Wpadam lekko po czasie ale jeszcze w ramach kwadransa. Ekipa już zebrana macha końcówkami górnymi na powitanie. Chwila oczekiwania na ewentualnych innych spóźnialskich i ruszamy. Na Strzemieszyce i dalej prosto do Bolesławia do Bidy. Droga prosta jak drut więc idzie sprawnie. Docieramy na miejsce po 18:00. Nauczony doświadczenie i oszacowawszy precyzyjnie głód dziś zamawiam placek po zbójnicku. Porcja szczodra choć mam wrażenie, że u Jarka ostatnio wyglądało to jakby na większe. Ale to pewnie tylko moje złudzenia optyczne ;-) Potwierdza to końcówka spożycia, kiedy to czuję, że jest w sam raz czyli najedzony ale jeszcze nie przejedzony. Inni też walczą z zamówionymi potrawami i niektórym jednak nie udaje się wygrać.
Powrót zaczyna się gdzieś koło 19:00. Realizując zamysł Domina (pomysłodawca gastro-czwartków), rzeźbimy trochę asfaltem, trochę terenem w stronę Tucznawy i dalej w stronę Wojkowic Kościelnych. Tam wbijamy na ścieżkę wzdłuż Pogorii 4 i jedziemy do pierwszej knajpy. Część ekipy żegna się i uderza do domów a my w piątkę zasiadamy uzupełnić nieco poziom płynów. Czas biegnie szybko na wesołych rozmowach i konsupcji. W międzyczasie robi się całkiem ciemno. Po 22:00 decydujemy się ruszyć już do domów. W ruch idą diodówki. Dojeżdżamy pod RZGW i tam żegnam się odbijając na Preczów. Dalej przez Sarnów prosto do domu.
Wyszła piękna ustaweczka. I pojeździliśmy. I pogadaliśmy. I pośmialiśmy się. I pojedliśmy. Full komplet. Pogoda dopisała - ani za zimno, ani za ciepło, bez deszczu, nieco wiaterku.
Niestety GPS dalej robi numery. Już nawet go zdjąłem z kierownicy i tylko na smyczy przy plecaku umocowany jedzie a i tak robi numery i się wyłącza. Tym razem 4-5 razy przynajmniej więc odczyt nieco stratny ale.
Link do pełnej galerii
W drodze do Bidy.
Co by tu wybrać... :-)
I już po obiadku :-)
Domino nawet "zastawę" wszamał.
Chwilka na foto w drodze powrotnej.
Tu już komary żarły na całego.
Ciekawe jak ten zachód słońca wyszedł...
Dobra mina do jeszcze lepszej gry :-)
Uzupełnianie izotoników na Pogorii 4.
I podsumowanie dnia = dojazdy + ustawka. Tak szacuję, że ze 3km, a może i więcej, się nie zliczyło bo GPS często się wyłączał.
Kategoria Praca






















