Praca
| Dystans całkowity: | 116431.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6127:15 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2968 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DP PTTK ND
-
DST
46.00km
-
Czas
02:06
-
VAVG
21.90km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-3 na starcie. Na szczęście bezwietrznie więc tych minusów tak bardzo nie daje się odczuć. Dzięki temu też całkiem nieźle się jechało. Początek standardowy do Będzina. Uczyniwszy upgrade śniadania stwierdzam, że mam w zapasie całkiem sporo czasu. Decyduję się na Rondzie Unii Europejskiej odbić na Dąbrowę Górniczą. Od ronda w centrum D. G. już standard do Zagórza. W miarę spokojny dojazd do pracy. Na ostatnich metrach obserwuję czerwoną kulę Słońca wznoszącą się nad horyzontem. Jest już całkiem jasno a nie ma jeszcze godziny 7:00.
Po pracy toczę się na spotkanie klubu do centrum Sosnowca. Pierwsze od dłuższego czasu tak więc też i dłuższe, i liczniejsze. Mnóstwo rzeczy do załatwienia: składki, omówienie kalendarza imprez rowerowych, wstępne omówienie planów klubowych. Kończymy po 18:00 ale i tak jeszcze zostajemy dłużej i wymieniamy się różnymi uwagami i pomysłami. Wychodzimy z Marcinem na samym końcu. Przy bramie żegnamy się i ruszam już solo przez Milowice, Czeladź, Wojkowice i Strzyżowice do domu. Miałem zrobić jeszcze zawijas do wsiowego Lewiatana ale mi się już odechciało i przełożyłem to na jutro.
Powrót dość żwawy i spokojny. Chłodniej niż za dnia ale dalej przyjemnie.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
53.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:24
-
VAVG
22.08km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1 na starcie ale odczuwalna temperatura znacznie wyższa. Z kierunku południowego wiaterek zauważalny ale nie uciążliwy. Jechało się bardzo dobrze i bez problemów ze strony innych pojazdów. Czołówkę odpaliłem na starcie ale po kilkuset metrach wyłączyłem bo już całkiem nieźle było wszystko widać pomimo tego, że jeszcze sporo do wschodu słońca brakowało. Normalnie wiosna :-)
Po pracy miałem postanowienie bez kluczenia wracać do domu. Mało snu i trzeba było te niedobory uzupełnić. Tak więc bez kombinowania standardem na molo przy Pogorii 3. Niestety zaczął się niestandardowy remont okolic alei Majakowskiego i w związku z tym objazdy. Znaczy się, trzeba inną drogą powrót czynić.
Potem niestandardowo przy molo nadziewam się na rowerowy miting. Robredo, Mariotruck, Domino i Andrzej. Witamy się i tradycyjnie porcyjka rowerowych newsów. Niektórych jednak czas goni więc zaczynają odwrót. We trzech postanawiamy nieco zakręcić. Jedziemy przez Łęknice na Piekło i stamtąd zaczynamy asfaltowe okrążenie Pogorii 4. Po drodze nieco sobie tempo podkręcaliśmy dla rozgrzewki. Przyszło też się zaprezentować z formą przy jednym ścigancie. Niestety przecenił swoje siły deczko ;-)
Terenowo domykamy Pogorię 4. Na Antoniowe skład redukuje się do Domina i mnie. Kawałek jedziemy jeszcze razem. Przed tamą Dominik odbija na bieżnię a ja na Preczów i potem prosto przez Sarnów do domu.
W sumie fajnie wyszło :-) Byle więcej takich niespodziewajek. Dobrze się jechało, dobrze gadało. Rowerowo dzień rewelacyjny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.56km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na starcie. Sucho. Bez wiatru. Dobra widoczność. Start z lekkim poślizgiem o 6:08 ale udało się nadrobić dzięki temu, że cieplej. Na miejsce docieram o czasie i bez przygód po drodze.
Dziś w pracy kolega pokazał mi jak miejsce z powyższego zdjęcia, które sfociłem wczoraj, będzie wyglądało.
Ma wyglądać tak. Czyli jednak rondka nie będzie tylko zmiana organizacji ruchu. Widać też ścieżki rowerowe tylko jak zwykle prowadzące z nikąd do nikąd.
A na razie pozostaje mi znaleźć jakiś objazd tego miejsca na czas, kiedy będzie to wszystko zryte. No i pewnie Dąbrowę Górniczą czekają niezłe korki przez ten czas. Rowerek znów pokaże swoją przewagę w takich warunkach :-)
Powrót zupełnie bez zaginania choć nieco inną niż zwykle trasą. Do Zielonej właściwie standardowo ale stamtąd przez Łagiszę i Sarnów. Zniechęciły mnie do objazdów warunki. Pojawił się zimny wiatr, który sprawił, że odczuwalnie było dużo zimniej niż rano. Do tego jeszcze miejscami coś pokapywało. Tempo spacerowe. Nogi nie chciały za bardzo podawać.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
20.69km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na starcie i pieruńskie mgły. Obawiałem się, że może być szklanka po wczorajszych opadach ale próby hamowania wypadły nawet nieźle. Mimo tego prędkość raczej spacerowa bo ciągle musiałem przecierać okulary by w ogóle coś widzieć. Droga dość spokojna. Większość kierowców dostosowała prędkość do warunków. Generalnie całkiem przyjemny spacerek na rowerze.
Po pracy pogoda wręcz cudna. Stosunkowo ciepło, ładne słoneczko, minimalny wiaterek. Nic tylko nieco wygiąć powrót. Tak też i czynię. Na początek pod molo na Pogorii 3. Potem bieżnią do "13" i dalej na Piekło. Wzdłuż Pogorii 4 do tamy, wałem na asfalt i przez Preczów i Sarnów do domu. Przy końcu na wiosce jeszcze ciut zaginam by do 40km dociągnąć. Przyjemnie się jechało.
Po drodze trochę zmian w terenie.
Dąbrowa Górnicza. Światła przy skrzyżowaniu ul. Majakowskiego i Al. m. J. Piłsudskiego. Trochę pocięli drzew. Podejrzewam, że mogą chcieć tu rondo zrobić. I chyba nie byłby to taki głupi pomysł bo czasem tu się dziwnie jedzie.
Preczów. Most nad Czarną Przemszą. Wczoraj jak jechałem wieczorem to już był zwężony. Dziś widziałem, że ekipa coś spawarkami operuje. Wygląda jakby remont się odbywał.
Po drodze też trochę połatanych dziur w asfaltach ale tak raczej mało dokładnie i na rowerze bardzo się odczuwa przejazd po tych łatach. Wystają i nie są zbyt precyzyjnie wypełnione. Wyglądają jak prowizorki a nie docelowa naprawa.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
19.71km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Jak wstawałem było sucho. Około 5:00 spadł deszcz. Na wyjściu posłuchałem co za oknem i cisza. Wdziewam więc tylko stuptuty żeby nie być za bardzo ufajdanym i ruszam. W świetle czołówki widać, że coś jednak kapie. Po 200 metrach dochodzę do wniosku, że trzeba założyć warstwę wodoodporną bo na dłuższym dystansie nawet taki drobny opad przemoczy mnie do gołej skóry, a przy tej temperaturze to żadna przyjemność. Jak się okazało, była to bardzo dobra decyzja. Im dalej od domu, tym bardziej opad się rozpędzał przechodząc w końcu w drobny ale regularny deszczyk. Na finiszu kamizelka totalnie zachlapana. Droga spokojna. Prędkość taka sobie ale musiałem się miarkować żeby w wodoodpornej warstwie się nie zagotować.
Powrót w znacznie lepszych warunkach niż dojazd do pracy. Jezdnie, co prawda, mokre ale nie na tyle, by się uflejać. Temperatura przyzwoita, wiaterek ledwo-ledwo czyli nie pozostaje nic innego jak pozaginać powrót. Na początek standardem pod molo. Bieżnią na Piekło i asfaltem dookoła Pogorii 4 do zjazdu na Kuźnicę Piaskową. Dalej przez Warężyn, Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do domu. Kręciłem sobie spokojnie i relaksacyjnie żeby się przewieźć a nie ścigać. Wyszła z tego całkiem przyjemna przejażdżka. Czasem tylko "kierownicy" mogli by się nieco mniej napalać na wyprzedzanie bo robili przy tym raczej dość głupie manewry. Nie wszyscy, oczywiście, ale tych kilku robi złą prasę całej reszcie.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
40.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
20.69km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2. Jezdnie mokre. Jakiś szczątkowy wiatr. Generalnie jechało się całkiem dobrze. Bez większych akcji ze strony "kierowników" choć widać, że niektórych by trzeba na nowo przepytać z przepisów. Coraz jaśniej.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Niestety pierwsza puściutka. Zmusza mnie to do powrotu do centrum i uderzenie do drugiej. Tym razem sukces choć i tak chyba niedługo wyschnie bo rozdaje już tylko najniższe nominały. Potem przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej asfaltem przez Preczów i Sarnów do stomatologa zaklepać wcześniejszą wizytę. Na zakończenie rundka do domu gdzie zostawiam trochę balastu i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Całkiem przyjemnie się dziś kręciło. Niestety nie upały ale i tak przyjemnie.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
52.00km
-
Czas
02:36
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na starcie. Wiaterku nie odczuwałem ale na koniec jazdy ujawnił się jednak. Drogi trochę niepewne. Miejscami wyglądały jak mokre, miejscami widać było szron. Na szczęście nie było potrzeby gwałtownego hamowania a próba przy domu wypadła raczej pozytywnie. Dziś przez Będzin. Jazda spokojna i przyjemna.
Pogoda dziś znów dopisała po południu więc powrót nieco pozaginany. Na początek standardową trasą pod molo na Pogorii 3. Bieżnią do zjazdu obok "13" i na Piekło. Potem asfaltem dookoła Pogorii 4. Z Wojkowic Kościelnych przez Toporowice, Dąbie, Goląszę Dolną, Brzękowice Dolne i Strzyżowice do domu. Po drodze tylko mały wjazd do dentystów umówić się na wizytę.
Dziś miałem okazję przekonać się, że wariaci za kierownicą są też i wśród Policjantów. Przykre to, bo oni powinni dawać przykład jak się jeździ spokojnie i bezpiecznie. Tymczasem wyprzedzali mnie conajmniej agresywnie jeśli nie wręcz niebezpiecznie. Dodam, że nie jechali na sygnale.
Poza tym spokojny i przyjemny powrót z pracy. Trochę wiało z kierunku zachodniego ale na młynkach spokojnie dawało się ten wiaterek przebić. Miejscami udawało mi się nawet ciągnąć 24km/h pod te podmuchy. Ale tylko na płaskim. Pod górkę już tempo spacerowe. Za to jak jechałem z wiatry w plecy to wręcz wydawało się, że jest przyjemnie ciepło.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Nie do końca chciało mi się wierzyć, że aż tyle zeznaje termometr. Jednak na wyjściu faktycznie dość ciepło. Pierwsza próba hamowania przed domem wypada pozytywnie. Jednak dalej były miejsca, gdzie jezdnia była na całych połaciach oszroniona i to zapaliło mi lampkę ostrzegawczą, że z hamulcami trzeba ostrożnie. Dziś przez Dąbrowę Górniczą. Jechało mi się bardzo dobrze. Jest już zauważalnie jaśniej. Większość drogi bez wspomagania czołówką. Spokojny dojazd do pracy.
Pogoda coraz bardziej dopisuje. Na wyjeździe (około 15:30), piękne słoneczko, niezbyt namolny wiatr i całkiem ok temperatura. Ruszam w stronę Plejady. Dalej obok "Żylety" w stronę Czeladzi, skąd dalej do Wojkowic, Strzyżowic i do domu. Całkiem fajnie się kręciło. Prędkości jeszcze nie te, nogi jeszcze nie podają jakby mogły ale różnica jest zauważalna i zdecydowanie na "+". No i jeszcze jedna pozytywna sprawa: powrót za jasności a tu prawie 17:00.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znów -5 na starcie. Bezwietrznie. Dziś kręciłem delikatnie żeby się nie przegrzać lub nie przemarznąć i w zasadzie udało się i jedno i drugie. Jezdnie suche, światła niemalże współpracujące, ruch niezbyt duży. Generalnie spokojny dojazd do pracy. Intryguje mnie coś jasno świecącego na niebie mniej więcej na wschodzie. Czyżby Wenus?
Po pracy lekkie zaginanie. Miałem plan by objechać Pogorię 3 przez Łęknice na Piekło i potem wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych i potem do domu ale zniechęciłem się już na Łęknicach gdzie musiałem się przedzierać przez wykopki. Dobiłem tylko do Piekła i potem objechałem Pogorię 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Chyba nieco wyłazi weekendowe ganianie w deszczu bo jakoś tak niewyraźnie się czuję i ochoty, pomimo cudnego słoneczka, jakoś nie mam na objazdy.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-5 na starcie. Bez wiatru. Próby hamowania raczej pozytywne jeśli nie brać pod uwagę tego, że hamulec z tyłu coraz gorzej trzyma. Chyba przyjdzie założyć na dniach kupione wczoraj klocki. Jechało się zadziwiająco dobrze. Coraz bardziej bawią mnie miny ludzi na przystankach: zmarznięci, tupią w miejscu i czekają na zmiłowanie. No i skrobiący szybki :-)
Powrót może nienajkrótszą drogą ale też i bez zaginania. Pod molo na P3 i zwrot na Preczów i Sarnów. W domu zmiana konfiguracji sakw i kółeczko do wsiowego Lewiatana. Na powrocie gdzieś mi w oczy wlazł termometr elektroniczny i utkwiło w pamięci wskazanie +13 st. C. W słońcu może i faktycznie tyle było ale odczuwalnie raczej sporo mniej. Jechało się bardzo dobrze ale nie spieszyłem się zbytnio bo chciałem nacieszyć się troszkę słońcem.
Kategoria Praca






















