Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPSONZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:36
-
VAVG
21.88km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Jeszcze nie jasno ale spokojnie można jechać z wyłączoną czołówką. W sumie dziś mi posłużyło to przesunięcie czasu bo miałem okazję odespać weekendowe jeżdżenie :-)
Wyruszam z niezłym zapasem czasu więc kręcę raczej spokojnie. Na wjeździe do Będzina podwójny patrol policji i dmuchanie. Nie w moim kierunku zgarniają więc jadę bez zatrzymywania. Przed nerką w Będzinie wymieniamy pozdrowienia z szarżującym w stronę Łagiszy Mariem. Przy Biedronce na dole Syberki robię 2 szybkie foto spektaklu w wykonaniu słońca i chmur.
Noibasta już musiał wystartować bo jego konserwy nie widziałem.
Od izby wytrzeźwień do Mecu wlokę się za traktorem z przyczepą pełną gałęzi. Nie ma jak wyprzedzić bo mi zza pleców ciągle wyskakują osobówki. A jak nie wyskakują to jedzie coś z przeciwka.
W sumie jednak fajny dojazd do pracy. Zadziwiające jest to, że tu koniec października a ja śmigam jeszcze w krótkich gaciach :-) Byle tak do 31 grudnia. A potem się zobaczy :-]
Tak wyglądał spektakl poranny.
Nie było mowy żeby się nie zatrzymać. Ciekawe jak będzie na powrocie :-)
Poranek zacząłem objazdem na Srebrnej Strzale ale po pracy zbiorkomem docieram do serwisu i odbieram Błękitnego Rumaka, którym nakręciłem dziś ciut więcej km-ów więc dzień idzie na jego konto.
Przerzutkę, jak się okazuje, dało się łatwo naprawić. Trzeba było tylko wiedzieć gdzie coś wydłubać i gdzie coś wcisnąć. Z tą wiedzą to bym od razu to zrobił. Ale nie ma tego złego bo i tak miałem już w planach wymianę kasety i łańcucha a jak się okazało, również wymiana suportu była konieczna bo owo jęczenie ujawnione jeszcze na Roztoczu, a potem ponownie wywołane w trakcie powrotu z Chudowa, to był głos jego agonalny. Poprzedni suport skończył w o wiele lepszej kondycji.
Tak więc nie pozostało nic innego jak po serwisie objeździć nowe "taile" :-)
Na początek na Syberkę by zrobić mały test na podjazdach. Rzutem na taśmę udaje mi się popstrykać trochę foto zachodu słońca z pozycji kładki dla pieszych z osiedla do M1. Bajkowy widok. Jutro wrzucę panoramkę.
Potem objeżdżam M1 i jadę do Czeladzi. Obok szpitala kieruję się do Wojkowic. Przy kościele (tym bliżej Grodźca) skręcam na Strzyżowice i jadę aż do końca. Skręcam na Psary i zahaczając o wsiowego Lewiatana dobijam w końcu do domu.
Bardzo fajnie się jedzie jak napęd gładko się kręci a suport nie jęczy. Dobrym testem był start ze świateł w Czeladzi na podjazd do w stronę Biedronki. Na młynkach ładnie nabieram prędkości przeskakując prędkość 30km/h na dystansie jakichś 50m :-) Co prawda jakieś 200m dalej głód tlenowy daje o sobie znać ale i tak wjeżdżam z rozpędu za przystanek.
Gdyby nie ciemności, to bym może jeszcze trochę pokręcił bo fajnie ciepło i waterek zauważalnie zelżał. Jednak znowu się zdychają akumulatory w czołówce i odechciewa mi się jeżdżenia.
Panorama zachodu słońca. Widok z kładki z Syberki do M1.
Kategoria Praca, Serwis, Suport, Łańcuch, Kaseta, PrzerzutkaT
DPOD
-
DST
48.00km
-
Czas
02:19
-
VAVG
20.72km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie. Pieruńskie mgły. Ze 2/3 drogi w mleku. Komfort jazdy niski. Ciągle musiałem przecierać okulary żeby cokolwiek widzieć. Całą drogę zastanawiałem się czy wariaci w konserwach zostali dziś w domu. Chyba ci z mojej okolicy tak, bo żadnego nie spotkałem po drodze.
Rowerzystów też jakoś mało. Albo tak dobrze się w mgłach chowali.
Po pracy na początek pod molo na P3. Ruszam zachodnią stroną (jak to Marcin powiedział) bieżni z zamiarem odbicia przy przystani na Piekło. Jednak jechało się bardzo fajnie i w efekcie robię pełne kółko. Na zakończeniu spotykam Sławka. Chwilę rozmawiamy. Potem Sławek rzuca "No to co? Kółeczko?". Kółeczko. Robimy wspólnie objazd P3 nieco jeszcze rozmawiając i dobijamy do mola. Tam wdziewam kurtkę, bo na drugiej rundce było już zauważalnie chłodniej i żegnamy się. Sławek coś jeszcze mówił, że zaatakuje wjazd pod Klasztor w Gołonogu. Ja już bez kombinowania przez Zieloną, Preczów i Sarnów prosto do domu.
Jesień, jak na razie, jest rewelacyjny. A już na pewno październik. Oby tak do grudnia wytrzymało. 31, oczywiście :-)
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
21.51km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 na starcie. Zauważalny aczkolwiek niezbyt przeszkadzający wiaterek. W okolicach Będzina drobne ale zupełnie niegroźne pokapywanie. Odniosłem wrażenie, że jakiś nerwowy dziś ruch na drogach. Piesi też jak zombie reagują. Za to mnie się jechało rewelacyjnie. W Będzinie wymieniamy machnięcia końcówkami górnymi z Noibastą. On, niestety, konserwą.
Z pracy wychodzę z lekkim poślizgiem. Zapomina mi się znowu, że dziś targ w Dąbrowie Górniczej. Dodać do tego remont mostu i pół miasta zakorkowane. Znaczy się konserwy stoją. Ja tam mykam całkiem sprawnie.
Dalej Zielona i Preczów w tempie spacerowym. Na podjeździe do Sarnowa wyprzedzają mnie 2 króliczki. Przykleiłem się do koła drugiego zobaczyć jak im pójdzie. Tak sobie. Poholowałem się za nimi przez 2 skrzyżowania i na odcinku do świateł w Sarnowie w ruch poszły młynki i tyle ich widziałem. Zostali na czerwonym. Myślałem, że trochę powalczą i będzie się ciekawie jechało ale oni chyba nie jeżdżą w mojej kategorii wagowej ;-) Do domu solo. Tam zmiana sakwy i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Dziś ludzi na P3 jakby mniej. Na Zielonej też bez tłumów. Strasznie delikatny mamy naród, że kilka kropelek deszczu tak towarzystwo potrafi przepłoszyć.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
51.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:18
-
VAVG
22.17km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Wyjechałem mniej więcej w oknie ale na finiszu lekki poślizg. Wybrałem się inną trasą mianowicie przez miejsce, gdzie 2 dni temu mogłem posiać część narzędzi. Szansa, że je odnajdę była raczej bliska zeru ale co mi szkodziło się przejechać. Niestety albo zgubiłem w innym miejscu albo już ktoś się nimi zaopiekował. Ale za to przynajmniej dojazd do pracy nieco urozmaicony :-)
Poza tym na odcinku do Będzina jakiś kociokwik komunikacyjny. Pewnie związane to ze środą targową. Poza tym całkiem przyjemnie się jechało.
Po pracy pogoda niemal jak w lato. Tak więc nie pozostało nic innego jak tylko pojeździć. Na początek Kazimierz Górniczy. Stamtąd do Dąbrowy Górniczej, od mola do przystani żeglarskiej zachodnią stroną Pogorii 3, przeskok na Piekło i asfaltem do zjazdu na Kuźnicę Piaskową wzdłuż Pogorii 4. Dalej standardzik: Dąbie-Chrobakowe, Malinowice i wertepkami do Strzyżowic i do domu.
Na obu Pogoriach całkiem sporo ludzi. Głównie rowerzyści i rolkarze. Jednak żadnej znajomej twarzy nie przyuważyłem.
Kategoria Praca
DPS
-
DST
24.00km
-
Czas
01:00
-
VAVG
24.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Tradycyjnie ciemno jak ... (tu sobie każdy dopowiada jak bardzo).
Dziś na rannym Rumaku czyli jazda na pół-ostrym. Ruszanie to mordęga. Podjazdy też. Na prostej idzie ładnie. Na zjazdach brakuje przełożenia. Pomimo tego jechało się nieźle. Gdybym jeszcze ruszył w oknie startowym to by było całkiem ok ale niestety dziś bardzo oporny początek. Zaczęło się od tego, że straciłem trochę czasu na upewnieniu się, że jednak zgubiłem jedno narzędzie. Pewnie przy kombinowaniu z klockami przy Strzale. Potem przy przekładaniu GPS-a i zdejmowaniu lampki ze Strzały rozleciało się zapięcie i gdzieś jedna część wsiąkła. Znów chwila straty na poszukiwaniach. Potem jeszcze kilka innych drobiazgów i w sumie wyjechałem 6:27. Zero szans na przyzwoite spóźnienie. Ruch o tej porze też już inny, gęstszy. Trochę mgieł na początku. Na prostej spod szkoły w Gródkowie do świateł wyprzedza mnie jakiś pacan na ostatnią chwilę.
Ogólnie początek dnia mało budujący.
Po pracy wracam tą samą trasą do Będzina i odstawiam rowerek do serwisu. Trochę pechowo bo od jutra gdzieś wyjeżdżają i dopiero w poniedziałek będę mógł odebrać sprzęt ale na szczęście jest sprawna Strzała więc cierpliwie poczekam.
Kategoria Praca, Serwis
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie czyli ciepło. Wyjeżdżam minutę po 6:00 więc spory zapas czasu do dyspozycji i dlatego też tempo niewyśrubowane. Robię upgrade śniadania w Będzinie. Rezerwa czasowa wciąż spora więc decyduję się na rondzie Unii Europejskiej odbić na lewo i pojechać przez Dąbrowę Górniczą. Kolejno górka na Koszelewie, podjazd pod szpital na Mydlicach i dalej pod Makro. Stamtąd prosto na Zagórze i do pracy.
Całkiem sympatycznie się jechało pomimo podłego samopoczucia i ciemności. Może jeszcze coś z tego dnia będzie. Po pracy szybki powrót do domu i kurs z Błękitnym Rumakiem do serwisu.
Jednak Rumak dziś do serwisu nie pojechał. Jakieś takie zmęczenie mnie dopadło. Potem jeszcze z Marcinem się umówiłem na rozliczenie kasy za kamizelki klubowe i wyszło na to, że na początek pojechałem pod Bike Atelier w Sosnowcu. Po drodze pogrzebałem przy tylnym hamulcu Strzały tracą prawie całkowicie hamowanie na tylnym kole i skończyło się na zakupie nowych klocków i natychmiastowym montażu. Za to przy nowych klockach hamowanie brzytwa :-) Potem z Marcinem jedziemy w stronę Milowic ale zaraz za autostradą skręcamy w prawo i jedziemy równolegle do niej aż prawie pod rozgałęzienie. Po drodze na garażach focę Szedzkiego.
W Czeladzi trochę wertepkami przebijamy się za M1 i tu się żegnamy. Marcin do siebie a ja przez Czeladź i Wojkowice do siebie. W sumie jutro też jest dzień i równie dobrze mogę odstawić Rumaka do przeglądu we wtorek.
Sfocony Szwedzki.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
52.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:43
-
VAVG
19.14km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Wciąż ciemno. Nie pada a drogi miejscami suche. Dziś udaje mi się wyjechać stosunkowo wcześnie więc tempo niezbyt spieszne. Zresztą wilgoć w powietrzu i nie za wysoka temperatura sprawiają, że nogom nie chce się podawać.
Na światłach w Łagiszy koncertowy pokaz buractwa w wykonaniu pojazdu srebrne Audi A2 na numerach (o ile dobrze zapamiętałem) SBE 22581. Czerwone światło. 2 samochody już czekają. Ja powoli dojeżdżam już nie kręcąc bo i tak będę stał więc równie dobrze mogę się dotoczyć. Z prawej mam linię ciągłą. I tu mi się ryje z prawej strony tym złomem. Miejsce niby jeszcze miał ale samochodem wyprzedzanie z prawej strony jest raczej niedozwolone o ile wyprzedzany pojazd nie sygnalizuje skrętu w lewo. Chyba, że coś się ostatnio zmieniło w przepisach.
Poza tym przejazd spokojny i bezproblemowy.
W trakcie pracy tel. do Marcina żeby zapytać o sprawy klubowe. Mówi, że ma wolne i na objazdówkę by się jakąś wybrał. Spotykamy się na Zagórzu i razem jedziemy obok Makro do Będzina i przez Syberkę pod M1 w Czeladzi. Ja wdeptuję do MediaMarkt by zakupić statywik do aparatu a Marcin idzie sprawdzić promocje na ciuchy rowerowe.
Potem bokami jedziemy do Czeladzi i dalej w stronę Grodźca. Odbijamy na teren i tak się bujamy aż do cmentarza. Tam czerwonym szlakiem przez Brynicę w stronę Michałkowic gdzie skręcamy na asfalt do Wojkowic. Przy Netto skręcamy na klinkierek i jedziemy do Rogoźnika i dalej do Strzyżowic. Tu jeszcze krótki kawałek terenowy i potem już prosto do Psar. Zawijamy pod mojego wsiowego Lewiatana. Marcin wrzuca ekstra kalorie na dalszą drogę (ma jeszcze do domu min 14km a mówi coś o objazdach Pogorii 3) a ja robię uzupełnienie do lodówki. Chwilę jeszcze gadamy ale raz, że robi się zimno, dwa, że ciemno a trzy jestem głodny więc szybko kończymy. Właśnie mija 18:00. Marcin uderza w stronę Sarnowa a ja do siebie delikatnie kręcę ostatni kilometr.
W sumie nie planowałem objazdu na powrocie ale jakoś tak samo wyszło. Pogoda sprzyjała. Było z kim pogadać po drodze. W sumie dobrze.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
17.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+9. Mokro ale nie pada. Może tylko jakieś takie pojedyncze, niegroźne kropelki. Za to zdecydowanie bardzo ciemno. Dziś trasa niestandardowa. Wczoraj umówiłem się z Tomkiem, że podam mu pod "Dżimmim" pendrive-a ze zdjęciami od Oli dla Moniki. Jadę więc przez Sarnów, Preczów, Zieloną, gdzie chyba wyminąłem się z Mario ale głowy za to nie dam bo raz, że jestem mocno ślepawy nocą, dwa: po świecącej w oczy lampce trudno poznać, trzy: mignął mi tylko kątem oka więc pewności nie mam ale kierunek i pora - kilka minut po 6:00 - mogłyby być godziną jego dojazdu. Zobaczymy czy przeczyta i potwierdzi.
W centrum D. G. trochę mi schodzi na oczekiwaniu Tomka. Wpada z grubą obsuwą w czasie. Szybko załatwiamy przekazanie i razem jedziemy kawałek w stronę Mydlic. Na światłach przy zjeździe do Nemo żegnamy się, Tomek odbija na Mydlice a ja dalej prosto na Zagórze i z małym zjazdem do spożywczego po upgrade śniadania, jadę do pracy.
Jednak pogoda zdecydowała się wykrzaczyć po całości. Przez cały dzień padało mocniej lub słabiej. Wychodzę ciut później przeczekując chwilowy intensywniejszy opad. Powrót robię bez kombinowania trasą prawie identyczną jak standardowa do pracy. Trzymam się, gdzie to tylko jest możliwe, chodników. Na jezdniach koleiny pełne wody. Chodniki przeważnie tylko mokre a kałuże zwykle udaje się przejechać bokiem. Deszczyk pokapuje całą drogę. Do tego wieje zauważalnie. Wszystko to zniechęca do objazdów. Do domu docieram nieco mokry ale w butach sucho więc nie było tak tragicznie. Tyle, że mało przyjemnie.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
48.00km
-
Czas
02:14
-
VAVG
21.49km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Mgły ale na szczęście nie jakieś super mleczne. Widoczność jednak gorsza. Dlatego też do sakwy przypinam znalezioną gdzieś na szlaku na Mazurach lampkę. Na świeżo naładowanych akumulatorach dość dobrze ją widać.
Po drodze do Będzina i w samym mieście spotykam w sumie 4 kontrole policyjne. Na jednej nawet mnie kazali dmuchać :-p Czyżby rasa nauczycieli była aż tak rozrywkowa? Za to w Sosnowcu nic.
W sumie jechało się całkiem nieźle choć ze względu na ciemności i mgłę nieco wolniej.
Po pracy ładna słoneczna pogoda. Lekki wiaterek. Może nie Kalifornia czy Hiszpania ale jak na nasze warunki to całkiem nieźle.
Dziś objazdowo. Na początek na Kazimierz Górniczy odebrać od Oli drugą rundę foto z wypadu na Roztocze. Tym razem reszta zdjęć autorstwa Edyty. Musiałem na 2x brać bo na wyjazd wziąłem za małego pendrive'a :-p Chwilę rozmawiamy nim Ola w swoją stronę a ja w swoją. Przez Staszica jadę pod Urząd Miasta na Granicznej i dalej w stronę Pogorii 3. Objeżdżam od strony Łęknic na Piekło i asfaltem wokół Pogorii 4 do zjazdu na Kuźnicę Piaskową. Od RZGW wiszę na kole "króliczkowi". Wyprzedził mnie jak sobie spokojne 23-25 jechałem i myślał, że pokaże. Tak do 32-33 dociskał ale jechał bardzo siłowo aż widać było, że mu kolana na boki chodzą z wysiłku. Tymczasem u mnie jeszcze były dwa kółka w zapasie na tyle. No ale jak na starszego ode mnie to i tak nieźle ciągnął. Jednak nie po drodze nam było. Dalej przez Dąbie, Dolne Brzękowice i Goląszę do Strzyżowic i do domu.
Coraz bardziej widać jak dzień się skraca. Powroty mam jak na westernach: w stronę zachodzącego słońca :-/
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
21.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
I powrót do rutyny. +6 na starcie. Wiaterek jeśli był, to zdecydowanie śladowy bo go nie zauważyłem. Wyjechałem mocno poza oknem startowym ale rezygnacja z upgrade-u śniadania pozwoliła spóźnić się w granicach przyzwoitości. Do Będzina jeszcze na czołówce. Po pustych drogach Roztocza mam wrażenie, że tutaj jakiś nadzwyczajnych ruch. Pewnie będzie mi trzeba ze 2-3 dni pojeździć żeby się znów przyzwyczaić.
Po pracy na początek do Oli podać płytki ze zdjęciami do rozdania pomiędzy ekipę z roztoczańskiej wyrypy. Potem przez Będzin, Łagiszę i Sarnów do wsiowego Lewiatana żeby jakoś uciszyć świeżym wsadem echo w lodówce. I na tym koniec jeżdżenia.
We wdzianku zmiana tylko dwóch elementów: zamiast czapki bandaka i rękawiczki krótsze. Niby o 10 stopni cieplej ale jakoś tak bardzo tego nie daje się już odczuć. Pozytyw taki, że sucho i słonecznie. I oby tak jak najdłużej.
I jeszcze do kompletu kolejny tysiączek ukręcony czyli jak na razie 12k km. Przekroczę 15k? Czasu jest jeszcze sporo do końca roku i szanse na to całkiem spore.
Kategoria Praca






















