Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPOND - Wysyp samobójców
-
DST
43.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
21.15km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Powietrze jakieś takie mało przejrzyste. Niby cieplej ale jedzie się jakoś tak mniej składnie. Start udaje się przeprowadzić minutę wcześniej niż wczoraj więc drogi niemal równie puste. Jedynie w okolicach targu dziś nieco większy ruch.
Scenka 1.
Dojeżdżam do skrzyżowania, wystawiam łapę, że skręcam w lewo i. Samochód jadący z przeciwka zatrzymuje się. Zero migacza. Nikt nie wysiada. Żadnego znaku, że przepuszcza. Ma pierwszeństwo. Zwalniam w nadziei, że przejdzie w końcu przez to skrzyżowanie bo ma pierwszeństwo i będę mógł spokojnie skręcić ale nic się nie dzieje. W końcu objeżdżam blaszaka od tyłu. Za kierownicą oczywiście baba. Jakim cudem dostała prawo jazdy nie znając przepisów? Zagadka. Akcja odbywa się w Preczowie obok sklepu przy remizie.
Scenka 2.
Jest już po zachodzie. Pogoda jest nędzna bo pochmurno. Z nieba leci jakaś taka prawie-mżawka. Widoczność słaba. Przejeżdżam skrzyżowanie ze światłami w Sarnowie jadąc w stronę Psar. W pewnym momencie wydaje mi się, że lewym pasem ale w tym samym kierunku co ja, jedzie ktoś na rowerze. Za chwilę zaczyna wyprzedzać mnie samochód i tak sobie myślałem, że jeszcze moment i zgarnie tamtego rowerzystę. W ostatniej chwili go zauważa i nieco odbija. Przejeżdżam obok tego na rowerze a to jakiś młody szczyl. Ubrany na ciemno. Zero odblasków. Jedzie pod prąd. Aż się prosi żeby go coś rozjechało.
Scenka 3.
Jestem już sobie w mojej wiosce. Jakieś 1,5km od domu. Miejsce, gdzie akurat latarnie nie tak gęsto rozstawione więc momentami nieco ciemniejsza strefa. Znów wydaje mi się, że coś ciemnego rusza się po mojej lewej. Kiedy podjeżdżam bliżej widzę jakąś małolatę. Idzie jezdnią. Obok chodnika. Kiedyś śmierć rozprawiała się z głupimi. Teraz broni ich prawo. A normalni muszą się z nimi użerać.
Scenka 4.
Zrobiłem wjazd na moment do wsiowego Lewiatana. Przez te kilka minut ciemności jeszcze się powiększyły. Do pokonania ostatni km. Oczywiście jeszcze jedna samobójczyni. Idzie sobie jakaś paniusia. Dupą zwrócona do nadjeżdżających samochód. Oczywiście ubrana na ciemno. I oczywiście zero odblasków bo pewnie nie pasują do kreacji. Tym razem chociaż było ją momentami widać w plamie światła odbijanego w mokrej jezdni. Tylko czemu nie korzystała z chodnika?
Poza tym spokojny dojazd do domu. Standardzik ostatnio czyli obok Expo i urzędu na Pogorię 3. Rundka na bieżni i przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Pogoda raczej zniechęcająca do większych objazdów.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
54.00km
-
Czas
02:21
-
VAVG
22.98km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2 na starcie. Wiaterek ze wschodu ale na szczęście nie jakiś masakryczny. Dziś start 6:03. Powoli próbuję się wdrożyć do wcześniejszego wyjeżdżania by mieć zapas czasowy. Przyda się gdy temperatury spadną poniżej zera bo prędkości wtedy mniejsze. Pewnie z tego też powodu wrażenie jakby na drogach było dość pusto. Zupełnie bezproblemowy dojazd do pracy. Pogoda chyba powoli wykasza konkurencję ;-) Dziś spotkałem tylko dwóch rowerzystów. Jednego kątem oka przyuważyłem na nerce w Będzinie. Drugiego wyprzedziłem na Mecu w Sosnowcu.
W pracy patrzę na prognozę pogody i wychodzi na to, że jak na listopad, to będzie całkiem ok. Tzn. nie za ciepło, nieco wiatru ale sucho. Czyli w sumie niezłe warunki do jeżdżenia. Nieco tylko przygnębia godzina zachodu słońca: 16:02.
Początek standardowy: centrum Zagórza, obok Expo Silesia skręt w stronę Reala i dalej obok targu i Urzędu Miejskiego w D. G. pod molo na Pogorii 3. Tutaj kółeczko po bieżni i przez Zieloną i Preczów na ścieżkę wzdłuż Pogorii 4. Dojeżdżam już za ciemności do Wojkowic Kościelnych i stamtąd przez Marcinków, Przeczyce, Twardowice, Dąbie, Goląszę i Brzękowice do Strzyżowic i do domu.
Wiaterek z kierunku wschodniego więc większość drogi występował jako boczny albo sprzyjający. Tempo może nie jakieś wyśrubowane ale dość równe. Wrażenie z jazdy bardzo pozytywne. Gdyby nie zrobiło się tak szybko ciemno, to może jeszcze kilka km-ów bym ukręcił. A tak to się po nocy już nie chce.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
67.00km
-
Czas
02:55
-
VAVG
22.97km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Zauważalny wiatr. Wyjechałem nieco spóźniony ale, o dziwo, udało się nadrobić pomimo niezbyt intensywnego kręcenia. Generalnie bezproblemowy dojazd do pracy o ile nie liczyć głąba na skrzyżowaniu koło stadionu, który wyprzedził mnie na skrzyżowaniu jak skręcałem w lewo. Wyprzedzał z prawej strony też ruszając ze świateł, na których stał za mną i skręcając w tą samą stronę. Z ryja było widać, że to burak.
W ciągu dnia i po pracy pogoda była rewelacyjna czyli nie było innej opcji jak ją wykorzystać na maksimum. Początek dość typowy czyli najpierw centrum Zagórza, gdzie omal nie trafiła mnie jakaś zakochana (albo zdradzona, po błędnym wzroku trudno było się zorientować) księżniczka w srebrnym Matiz-ie na dąbrowskich blachach. Potem już bez sensacji obok urzędu miasta na Pogorię 3 i kawałkiem bieżni od strony zachodniej objeżdżam oną przeskakując obok "13" na Piekło. Stamtąd asfaltem dookoła Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych i ciągnę wczorajszy plan jadąc dalej na Podwarpie, Hektary, Przeczyce, Sadowie, Zawadę, Nową Wieś, Twardowice, Siemonię, Dobieszowice, Rogoźnik, Strzyżowice i do domu. Tu zmiana konfiguracji sakw i jeszcze kółko do wsiowego Lewiatana.
Tak się zastanawiam czy by nie wpisać trochę terenu bo w Przeczycach, Targoszycach, Siemoni i Rogoźniku drogi zryte. Wygląda jakby robili kanalizację. Swoją drogą co to za pomysł robić takie rzeczy kiedy dzień krótki i pogoda niepewna. Pewnie znowu wina jakichś durnych przepisów o budżecie gminy.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
46.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
20.44km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Drogi mokre. Opad początkowo w postaci szczątkowej mżawki. Po drodze przerodził się w szczątkowy deszczyk. Generalnie wilgoci na tyle mało, że nie zdołała przemoczyć i nawet nie bardzo osiadała na okularach.
Wyjechałem dziś z niezłym zapasem czasu więc tempo raczej spacerowe. Bez sensacji po drodze. Jedyne co mi przychodzi do głowy z rzeczy nie do końca ok, to fakt, że niektórzy kierowcy powinni pojechać ustawić sobie światła bo oślepiają jadąc z przeciwka.
Poza tym sympatyczny gest przy pracy gdzie kierowca przepuścił mnie na lewoskręt w sznurku samochodów. Da się? Da się.
Z pracy znów wychodzę z lekkim poślizgiem. Nie pada. Trochę wieje ale nie jakoś masakrycznie. I zauważalnie cieplej. Szybko zmieniam czapkę i rękawiczki pełne na bandankę i rękawiczki bez palców. Początek standardowy do centrum Zagórza, obok Expo Silesia skręcam w stronę Reala i tam pod mostem w stronę targu. Dobijam do molo przy P3 i jadę na Piekło skąd asfaltem dookoła P4 aż do zjazdu na Kuźnicę Piaskową. Stamtąd przez Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do domu.
Korciło mnie przez chwilę by wydłużyć powrót zahaczając o Wojkowice Kościelne, Podwarpie i Przeczyce ale po drodze do zjazdu na Kuźnicę miałem moment, gdzie niemal zasnąłem w czasie jazdy. Czyli jakieś jesienne przemęczenie. Wolałem nie kusić losu i skróciłem objazd. Powrót już całkiem po ciemku. Na dojeździe do mola przy P3 piękny zachód słońca - czerwona łuna między horyzontem a dolną krawędzią chmur.
No i jeszcze poległ kolejny 1k km dając wynik 13k km do tej pory za obecny rok. Jeśli jeszcze pogoda się nieco utrzyma, to bardzo realne będzie wyrównanie wyniku z roku poprzedniego. A może i 15k pęknie?
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:36
-
VAVG
21.88km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termometr zeznał +1 na starcie ale odczuwalnie dałbym tak +5, +6. Nogi też tak to odbierały bo podawały całkiem w porządku. Wyjechałem nieco poza oknem startowym ze względu na opóźnienie związane z czyszczeniem i smarowaniem rowerka po wczorajszych deszczach. Cały oblepiony piaskiem.
Dojazd dość sprawny i bez sensacji. Jezdnie generalnie mokre ale jak nie popada to do popołudnia będą suche. Niestety prognozy raczej tego nie obiecują.
Na wyjeździe z pracy nawet niezła pogoda. Drogi nie do końca suche ale wyglądało jakbym miał dojechać do domu na sucho. Niestety nic z tego. Pierwsze pokapywanie zaczęło się koło mola przy Pogorii 3 a rozpędziło się na dobre w Preczowie. Tak więc resztę drogi przez Sarnów i Psary w deszczu. Nie jakiś tam tragiczny ale jednak ciuchy trochę nasiąkły. Dopóki jednak w butach sucho, to nie jest źle. A tak mnie korciło by zrobić objazd nieco na około. No nic, może jutro...
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
20.59km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie. Ku mojemu zdziwieniu na starcie również deszczyk :-/ A miało wg prognoz zacząć padać dopiero po 7:00 albo i nawet ciut później. Cóż. Pogody się nie zmieni. Trzeba jechać co jest. Na szczęście opad taki z rodzajów kapiących a nie zasuwających na całego czyli nieco zmoknę ale nie aż tak, żeby odpuścić.
Początek standardowy. Na nerce w Będzinie odbijam na Dąbrowę Górniczą i przez Mydlice i obok Expo Silesia jadę do centrum Zagórza. Stamtąd prosto do pracy.
W sumie te 3 stopnie więcej niż wczoraj zrobiły wielką różnicę jeśli chodzi o podawanie nóg. Jechało się o niebo lepiej pomimo kapiącej wody. I tak jak się spodziewałem, trochę zmokłem ale w butach sucho czyli do tragicznych warunków jeszcze daleko. Zobaczymy jak to się rozkręci dalej.
Cały dzień ślimaty. Na wyjeździe dalej siąpi. Nic poważnego ale raczej zniechęca do objazdów. Staram się unikać asfaltów bo na nich z reguły są koleiny, które deszczyk jednak zdołał wypełnić. Gdzie się da jadę chodnikami i ścieżkami rowerowymi (głównie jednak chodnikami). Jeśli już przyjdzie jechać asfaltem to środkiem by nie chlapać się niepotrzebnie. Powrót niemal standardowy czyli przez Dąbrowę Górniczą i jej "dworzec kolejowy" a dalej Zielona, Preczów i Sarnów. Tempo raczej spacerowe by nie zbierać niepotrzebnych bryzgów z kałuż.
W sumie udaje się dojechać tak, że w butach sucho czyli dalej nie jest tragicznie. Ale przyjemność z jazdy niewielka.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
43.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
21.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4 na starcie. Jezdnie mokre. Dziś jakoś nogi nie chciały podawać. Dojazd bez sensacji.
Z pracy wychodzę z lekkim poślizgiem. Jadę na początek wyszarpać trochę gotowizny z bankomatu a potem dalej pod molo na Pogorii 3. Tam mnie przyuważa Maciek. Witamy się i robimy kółeczko po Bieżni rozmawiając o wydarzeniach nie tylko niedawnych. Wracamy pod molo, odpalamy oświetlenie i przez Park na Zielonej jedziemy w stronę ścieżki na wałach Czarnej Przemszy. Tam jeszcze dłuższa chwila rozmowy. W międzyczasie robi się całkiem ciemno. Odpalamy dodatkowe światełka, pożegnanie i Maciek przebija się wzdłuż rzeki a ja na drugą stronę do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu.
Jak na listopad wciąż niezła pogoda. Aż szkoda, że tak szybko robi się ciemno bo to trochę zniechęca do dalszych objazdów.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
21.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miało być na starcie +5 wg prognoz a było zero. Do tego dość konkretne mgły. Komplet wdzianka już prawie zimowy. Ogólne wrażenie chłodu sprawiło, że nie miałem ochoty na wykręcanie rekordowych czasów dojazdu. Do tego wyjechało mi się z lekkim zapasem czasu więc postawiłem na delikatne kręcenie.
W sumie dość spokojny dojazd. Tylko kilku "kierownikom" przydałoby się wlepić mandaty głównie za jazdę bez świateł. Włączali sobie z przodu jakieś badziewne halogenki pod przednim zderzakiem i tak ledwo widoczne we mgle. Natomiast zwykłe światła (przód i tył) wyłączone. Zero wyobraźni.
Dziś w pracy musiałem dłużej zostać i wychodzę przed 17:00. Ciemno, coraz ciemniej. Wszędzie sznurki samochodów. Na Lenartowicza, na Braci Mieroszewskich. Zapchane centrum Dąbrowy Górniczej. Całe szczęście, że rowerkiem jadę bo idzie to sprawnie i płynnie. Samochodem pewnie bym ze 2x tyle się wlókł.
Sprawnie dobijam do Pogorii 3 i dalej już spokojnie przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
23.36km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Nim wyruszyłem troszkę pokapało ale już na wyjeździe obyło się bez deszczu. Jedynie drogi miejscami mokre. Odczuwalnie sporo chłodniej więc już w użycie wchodzą dłuższe gatki. Poza tym bezproblemowy dojazd do pracy.
Po pracy całkiem ładna, słoneczna pogoda. Powrót robię przez rozkopany Kazimierz Górniczy, Gołonóg, wzdłuż Pogorii 1 na Piekło i dalej wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa. Stamtąd przez Sarnów do domu. Robi się chłodniej i ludzie uruchamiają wieczorem ogrzewanie. Przy czym niektórzy palą chyba czym popadnie. Co kilkaset metrów zalatywał do mnie okropny smród palonych tworzyw sztucznych. Dla przewentylowanych płuc to wyjątkowo inwazyjne wyziewy.
Kategoria Praca
PZND
-
DST
19.00km
-
Czas
01:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś poranek przy użyciu zbiorkomeu. Powrót na Srebrnej Strzale, która wczoraj została w pracy.
Na początek obok Makro do Będzina zrobić wjazd zaopatrzeniowy do Kauflanda. Stamtąd przez Łagiszę i Sarnów do domu. Dojechałem już praktycznie za ciemności. A jeszcze 17:00 nie było. Do kitu to przestawianie czasu. Na powrocie delikatne pokapywanie. Za to jeszcze dość ciepło.
Kategoria Praca






















