Praca
| Dystans całkowity: | 116431.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6127:15 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2968 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPSNOD
-
DST
44.00km
-
Czas
02:24
-
VAVG
18.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-2 na starcie. Ruszam o 6:00. Wydaje mi się, że jestem nieźle spóźniony. Jednak jedzie się zadziwiająco dobrze i bez problemu wbijam się w harmonogram przejazdu. Mając w pamięci wczorajsze deszcze obawiam się szklanki. Próby przyczepności wypadają nawet nieźle. Po drodze są jednak miejsca, gdzie jezdnia zauważalnie błyszczy i tam włącza mi się paranoiczna niemal ostrożność. Na skrzyżowaniu przy stadionie w Będzinie jeden delikwent o mało co a by wyleciał na skrzyżowanie na czerwonym. Uratował go ABS. Szkoda, że mózgu nie zabrał z domu razem z kluczykami. Kolejna śliskość objawia mi się ma Mecu. Ruszam ze świateł a tu ni hu hu. Kółko w miejscu się obraca przy depnięciu. Dopiero delikatny start daje efekt. Kilkaset metrów dalej sprawdzam przyczepność i jest bardzo kiepsko. Zblokowane tylne koło sunie praktycznie w ogóle nie hamując. Do końca już bardzo ostrożnie bo przede mną dość długi i stromy zjazd. Jechało się jednak o wiele lepiej niż we wczorajszym deszczu.
Po pracy turlam się standardową trasą na molo przy Pogorii 3. Tel do Mariusza na jakim jest etapie i czy w ogóle rowerkiem. Okazuje się, że ma jeszcze kilka km do przejechania nim dotrze do mola więc czekam na niego. Potem razem kręcimy do Będzina. Kawałek ścieżką na wale Czarnej Przemszy ale porzucamy ją jak tylko jest okazja wjechać na asfalt. Wał jest rozmoknięty, pokryty zlodowaciałym śniegiem i kałużami. Momentalnie mam cały rowerek uflejany. Resztę drogi robimy ulicami. Dojeżdżamy do nerki i jeszcze dłuższą chwilę gadamy. Potem Mario do domu a ja do serwisu po nowe klocki do V-ek Srebrnej Strzały. Wszystkie jakie miałem już mi wyszły a obecne też mocno zdarte. Potem przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Ładnie się jechało pomimo ciemności. Jezdnie robią się coraz bardziej suche. Może rano nie będzie szklanki.
Kategoria Praca
DPSD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
15.91km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-7. Wiaterek ze wschodu. Jezdnie w większości czyste. Jechało się zauważalnie lepiej i generalnie bez problemów. Jedynie kilku "kierowników" wyprzedzało mnie po drodze jak na mój gust ciut za blisko. Chyba prognozy tak nie do końca się sprawdzą bo rano miało być nieco cieplej.
Po pracy nieco niestandardowo na początek pod Makro. Za Decathlonem zaginam w stronę ul. Krakowskiej stosunkowo niedawno wybudowaną drogą. Potem przez Warpie do serwisu. Skończył mi się smar do łańcucha i trzeba było mi nabyć zapas bo skoro robi się mokro, to i smarowania będą pewnie częstsze. Potem przez Zamkowe do Grodźca. Kawałek ścieżki od Zamkowego do Browaru nieodśnieżony i jazda jak po plaży ale całkiem fajna :-) Potem dalej chodnikiem też częściowo nieodśnieżonym. Dalej przez Gródków do domu.
Drogi mokre. Zauważalnie cieplej. Ciuchy dobre rano na -7 przy powrocie sprawiły, że niemal się zagotowałem. Ale to dobrze :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
15.91km/h
-
VMAX
32.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W kontinuum pojawia się coraz więcej nieciągłości. Dodajmy, że mowa o jezdniach i dziurach. A poza tym -10 i wiatr. Jak smarowałem łańcuch to trochę się łamałem czy dziś jechać rowerkiem bo wiaterek dosyć zniechęcająco wył za drzwiami. Jednak jak już pojazd wytoczyłem to doszedłem do wniosku, że nie jest tak tragicznie i wyruszyłem. W nocy nie sypało więc jezdnie były stosunkowo czyste. Niestety pierwsze zdanie z dzisiejszego wpisu oddaje to, co się tradycyjnie w zimie pojawia na naszych kochanych, polskich drogach. Dojazd do pracy dziś bez żadnych problemów. Nawet światła ładnie współpracowały i na wszystkich przejechałem bez stania.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą. Niedaleko molo na P3 przystaję na chwilę i rozglądam się czy czasem nie pojawi się na horyzoncie Mario. Tak też się dzieje w niecałą minutę. Witamy się i razem jedziemy na Zieloną. Zatrzymujemy się przy mostku na Czarnej Przemszy i dość długą chwilę rozmawiamy o wydarzeniach z zeszłego roku i wymieniamy się receptami na radzenie sobie w różnych warunkach, zwłaszcza zaś w obecnie zimowych. Kiedy robi się lekka szarówka żegnamy się i każdy w swoją stronę. Ja przez Preczów i Sarnów do domu.
Na powrocie jakby cieplej i wiaterek tak nie męczył.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
14.79km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-9 na starcie. Wschodni, raczej zauważalny, wiaterek. Przez noc trochę podsypało i dziś jazda do pracy miejscami jak po plaży. Większość drogi jednak w błocie śniegowym miejscami tylko rozjeżdżonym do gołego asfaltu. Dziś przez Będzin. Generalnie spokojna droga. Przy dworcu autobusowym w Będzinie stłuczka. Jakaś furgonetka na awaryjnych z rozwalonym prawym przodem stała na wjeździe. Drugiego pojazdu nie widziałem ale też i za bardzo nie było okazji się przyglądać bo nie dość, że ciemno, to jeszcze jezdnia zaprzątała lwią część mojej uwagi ze względu na swój stan. Trzeba było uważać by się nie wpakować na jakiś kawał zmrożonego śniegu. Nauczony doświadczeniem dnia wczorajszego zabrałem dziś zmiotkę. Przydała się na zakończenie jazdy do pozbawienia rowerka sporego narzutu śniego-błota. Ale i tak jak znalazł się w ciepełku to jeszcze niezła kałuża się zrobiła.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą bez kombinowania i zaginania. Kolejno ściana płaczu, molo na P3, bieżnia do Świątyni Grillowania, P4, Preczów, Sarnów. W sumie dziś sporo jeżdżenia w stylu plażowym. Powrót spokojny.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:31
-
VAVG
15.10km/h
-
VMAX
31.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-7 na starcie. Po wczorajszej wieczornej przejażdżce myśl o jechaniu na rowerku do pracy była tak natrętna, że się rano zebrałem, spiąłem, zmobilizowałem i pojechałem. Ruszam o 5:44. Pierwszy głębszy wdech i nie mogłem się oprzeć by w myślach sparafrazować pewne znane z filmu powiedzenie: "Uwielbiam zapach soli o poranku" :-) Tym razem dobrze, że drogowcy doprawili jezdnie bo zaczął lekko prószyć śnieżek, który jak się okazało, przy końcu mojej drogi do pracy sprawił, że warstewka puchu była trudna do przeoczenia. Widzę tu zastosowanie dla konserw. Mam nadzieję, że ładnie to rozjeżdżą i zdąży breja spłynąć nim zacznę powrót do domu. Jeśli nie, to będę musiał się przedzierać chodnikami by się nie uflejać po uszy. Generalnie spokojny dojazd do pracy. Tylko niektórzy "kierownicy" konserw jeszcze chyba nie wpadli na to, że jest zima i dość konkretnie pomykali. Niektórzy też ewidentnie nie mają wyobraźni bo jak na warunki zimowe wyprzedzali mnie ze zdecydowanie zbyt małym zapasem wolnej przestrzeni.
Po pracy miałem podjechać pod ścianę płaczu ale się zorientowałem, że nie mam sterownika więc kierunek sam się ustalił na powrót. Jadę sobie standardową trasą pod molo na Pogorii 3 i widzę jak dojeżdża inny rowerkowiec w kamizelce. Od razu powziąłem podejrzenie, że to Mario. I się nie mylę. Dawno się nie widzieliśmy na rowerowych wypadach więc jest o czym porozmawiać tyle, że pogoda średnio sprzyja bo wieje znad zamarzniętego zbiornika. Kilka minut jednak wymieniamy się różnymi newsami. Mario zadowolony bo transplantacja napędu w jego rumaku przebiegła bardzo pomyślnie. Dowiaduję się też o jakich to plastrach rozgrzewających do obuwia wspominał w swoim wpisie. Ciekawy patent ale trochę drogi. Jednak byłby użyteczny na zimę. Może się zdecyduję. Żegnamy się w końcu i Mario w swoją stronę ja w swoją. Bieżnią do Świątyni Grillowania i tam przeskakuję na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Zmieniam konfigurację sakw i robię jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Śnieżek sobie popyla delikatnie ale jak tak będzie całą noc, to rano będzie niezła kołderka. Możliwe, że jutro znów zbiorkom a jeżdżenie dopiero wieczorem po powrocie. Termometr na zakończenie jazdy zeznał -9. Trochę dziwne, bo wg prognoz miało się ocieplić.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
17.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza rzecz po przebudzeniu to kontrola warunków za oknem. Termometr zeznaje -2. Wieje. Pada. Na parapecie lód. Otwieram okno by posłuchać odgłosów jakie wydają opony samochodów na jezdni i... jest dobrze. Mokro. Czyli nie ma szklanki, czyli da się jechać. Zbieram się ciut wcześniej by mieć zapas czasu. Ruszam 5:56. Odczuwalnie tak +2. Dziś przez Będzin. Droga bardziej ruchliwa ale nawet jakby gdzieś poprzymarzało to samochody to rozjadą i będzie dało się jechać w miarę bezpiecznie. W drodze okazuje się, że lodu nie ma nigdzie. Drobny deszczyk zapewnia całkiem niezłą przyczepność. Tempo raczej spacerowe głównie ze względu na to by się nie uflejać po same oczy. Ale i tak na kamizelce robi się wzorek maskujący. Przed wyjazdem potraktowałem buty impregnatem. Zadziałał rewelacyjnie. Na mecie w butach sucho. Generalnie spokojny dojazd do pracy choć trochę się napatrzyłem na różne dzikie akcje. Np. w Gródkowie wyprzedza mnie osobówka. Niemal na jej zderzaku siedzi tir z wanną i jeszcze wyprzedza tą osobówkę. Prawie gościa zepchnął z jezdni. Potem po drodze też jeszcze kilku takich co im się spieszyło. Na szczęście mnie omijali szerokim łukiem. Na miejscu okazuje się, że rower oblodzony, licznik oblodzony, kask oblodzony czyli jednak nie jest za ciepło ale jakoś tego nie dało się odczuć.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą jakbym wiózł rodowe kryształy czyli powolutku i delikatnie. Padało i wiało co razem dawało rosnące pokłady lodu. Po tym, jak skasowałem kask na lodzie pod koniec 2012 roku mam teraz chyba coś na kształt fobii i w takich warunkach jeżdżę jak emeryt. Drogi w większości były jeszcze mokre. Już pierwszą solarkę widziałem więc możliwe, że ich mokrość wynikała z faktu uruchomienia tegoż sprzętu. Mimo tego miejscami pod kołami rozlegało się niepokojące chrupanie. Zwłaszcza na kawałku bieżni od mola do Świątyni Grillowania, gdzie to dzikim przejściem przeniosłem się na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu.
Na finiszu stwierdzam, że mi się kamizelka łamie razem z kurtką. I jedno i drugie zamarznięte. Potem odkrywam też skorupę lodu na butach i stuptutach. Przymarzła też gdzieś linka od przedniej przerzutki szczęśliwie na "dwójeczce" więc jest jeszcze jakieś pole manewru. Tylna przerzutka pracowała już z oporami. Trochę na zakończenie rowerek poumywałem coby z napędu spłynęła ewentualna solanka i przy tej okazji obserwowałem jak wszystko co do tej pory spadło ślicznie zamarza. Odgłosy z posesji sąsiada świadczyły, że on te drzwi od samochodu otworzy ale walka będzie ciężka. Jutro chyba sobie rowerek daruję jeśli chodzi o dojazd do pracy i może tylko po południu jakaś rundka. Albo w ogóle przerwa do czasu aż to porządnie nie zamarznie albo nie wyschnie. Właśnie sobie zaczynam przypominać dlaczego zimy nie lubię. Dlatego właśnie, że ślisko. A taki ładny ten styczeń był. Nie mógł taki do końca zostać?
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
18.62km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie oszukujmy się, dziś warunki do jazdy wredne. Silny wiatr ze wschodu. Do kompletu deszcz. Wskazań termometru nie pamiętam nawet jeśli oglądałem. Na oko tak +3, +5 max. Ludzie na przystankach trochę dziwnie się patrzyli jak przejeżdżałem w zacinającym deszczyku ale co tam. Komplet deszczowy generalnie się sprawdził czyli tak jak podejrzewałem, byłem mokry tyle, że nie od deszczu. Niestety w butach też się trochę mokro zrobiło i pod koniec jazdy stopy marzły. Ogólnie całkiem przyjemnie się kręciło. Pewnie po pracy powtórka. Różnica tylko taka, że wiaterek powinien pomagać.
Powrót bajka. Drogi mokre, kałuże, wiatr ale jechało się dużo przyjemniej niż rano. Przede wszystkim nie padało i watr był głównie sprzyjający. Powrót przez Środulę, Stary Będzin, Ścieżką wzdłuż Małobądzkiej aż do Nerki w Będzinie. Dalej przez Zamkowe do Grodźca (również ścieżką) i stamtąd już tylko zjazd do Gródkowa, mały zawijas do wsiowego Lewiatana i do domu. Buty generalnie mokre ale w środku sucho czyli jest ok. Ciekawi mnie jak to jutro będzie bo nie dość, że ma padać, to jeszcze temperatura spadnie poniżej zera. Dwie paczki trytytek przygotowane na okazję "śliskości".
Kategoria Praca
DPOND a w ogóle to ale-kot
-
DST
66.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
03:32
-
VAVG
18.68km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Warunki bardzo podobne jak wczoraj: +1, suche jezdnie, lekki wiaterek. Dziś start z opóźnieniem: 6:10. Z tego też względu tempo nieco żwawsze niż wczoraj. Udaje się nadrobić poślizg i dojechać punktualnie. Po drodze tylko raz mnie "kierownik" konserwy zirytował. Wyjeżdżał człowiek z posesji i na pewno mnie widział bo na moment się zatrzymał ale potem ruszył zmuszając mnie do hamowania. Chamskie zachowanie.
Druga część dzisiejszego jeżdżenia, czyli powrót z pracy, zupełnie niestandardowy i nieplanowany. "Czysty żywioł" ;-)
Klubowa koleżanka, Monika (szefowa Rowerowej Norki) zorganizowała w dniu dzisiejszym w Dąbrowie Górniczej mini zawody w formule Alleycat. Zapraszała ona, zapraszał Tomek i jak zadzwonił jeszcze Rysiek, to się złamałem. Jednak jako, że zawody były o 18:00, coś trzeba było z czasem zrobić. Tak więc poturlałem się na Pogorię 3 z myślą zrobienia 4 kółeczek po bieżni. Jednak jak tam dotarłem to tak mi jakoś ochota przeszła na kręcenie się w kółko jak jakaś pierdoła i obok przystani odbiłem w stronę Piekła i zrobiłem objazd Pogorii 4 zaczynając od kawałka terenowego a asfaltowym kończąc. Potem z Piekła dogiąłem jeszcze kółeczko na bieżni i pojechałem na spotkanie pod Jimmiego. Zjawiam się pierwszy. Zaraz po mnie podjeżdża Rysiek a potem nagle jest czarno od rowerzystów. No może nie czarno, ale ze 30 osób w sumie się zjawiło. Nie wszyscy startowali (ja na przykład) ale dla towarzystwa ludzie się zjawili.
Ruszyły zapisy, rozdawanie map, omawianie itd. Potem hasło do startu i zostajemy w gronie niejeżdżących i tych bardziej doświadczonych czyli planujących. Ze starych znajomych jest jeszcze Krzysiek, który ostatnio więcej jeździ po terenach Krakowa. Schodzi nam na gadkach o różnych rowerowych sprawach. Nagle telefon od Rysika. Wysiadł mu przedni hamulec - zakleszczony. Zbieramy się we trzech z pomocą (ja narzędzia, Krzysiek robocizna, i jeszcze jeden kolega, którego imię wyleciało mi z głowy - przepraszam ale skleroza) z lekkim falstartem. Znów wpada mi łańcuch między szprychy a wolnobieg (podobnie jak wczoraj). Czas najwyższy poczyścić Strzałę i wyregulować przerzutki. Zresztą dziś napęd dostał w zadek na odcinku terenowym przy P4. Pieruński piasek rozjeżdżony przez quady albo ewentualnie sprzęt używany przy wycince (tam też tną podobnie jak na P3). Dobijamy pod molo i uzdatniamy rower do jazdy - głównie Krzysiek, reszta stara się mu nie przeszkadzać za bardzo ;-)
Potem znów porcja pogaduszek i w końcu ruszamy. Krzysiek z kolegą do domu. Rysiek do mety niestety raczej z marnymi szansami na dobry wynik a ja przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu.
Około osiemnastej zaczęło lekko kapać. Nic poważnego ale zrobiło się tak średnio. Na powrocie miejscami lekkie zamglenia widoczne zwłaszcza w świetle czołówki. Powrót spacerowy.
Link do zdjątek, z których kilka poniżej.
"Dżimmi" pilnuje rowerków.
Monika instruuje zawodników.
Tak zaczynają doświadczeni ujeżdżacze na orientację. Amatorów już dawno nie było widać.
Mój rowerowy dzień w liczbach
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
43.00km
-
Czas
02:10
-
VAVG
19.85km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Jezdnie suche. Chyba jakieś podmuchy mniej więcej z południa ale tylko przez krótki odcinek. 18km czyli dziś przez Dąbrowę Górniczą. Tym razem zupełnie bezproblemowy dojazd jeśli nie liczyć stania na kilku światłach. Wczoraj podniosłem sobie na Strzale siodełko o niecały centymetr i lewa strona dużo lepiej przyjęła dzisiejsze kręcenie. Ciut za ciepło się ubrałem bo momentami miałem wrażenie, że jestem o włos od zagotowania się.
Po pracy na początek przez Mortimer do Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu. Dalej pod molo na Pogorii 3. Tam 5/4 bieżni i dzikim przejściem przez tory obok Świątyni Grillowania przedostaję się na Pogorię 4 skąd dalej przez Preczów i Sarnów do domu. W Sarnowie mały defekt. Przy przerzucaniu z tyłu z 2 na 1 łańcuch wpada między największą tarczę a szprychy. Na podjeździe. Bardzo niezabawne. Zatrzymuję się na chodniku, wyciągam robocze rękawiczki i szarpię się ze złośliwym ustrojstwem. Trochę może była to wina tego, że łańcuch suchy choć akurat nie rozumiem dlaczego, skoro wczoraj go pryskałem smarem. Dziś łańcuch pracował jakby mi go ktoś w nocy ze smaru oblizał. Nim schowałem rowerek znów spryskałem go smarem (tym razem dużo obficiej) i zobaczę jak to będzie jutro. Jak znowu to samo tzn., że smar jakiś do kitu.
EDIT:
O! Tak mi wpadł łańcuch :-/
Kategoria Praca
DPZND
-
DST
34.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
18.38km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3. Drogi mokre. Miejscami drobny, nieszkodliwy deszczyk. Lekkie podmuchy z południowego zachodu czasem nieco spowalniające. Dziś przez Dąbrowę. Już miałem nadzieję, że będzie bezproblemowo ale okazało się, że jednak nie. Jakiś ćwok w srebrnym kombiaku wymusza mi pierwszeństwo na Robotniczej. Tak czułem, że będzie akcja bo się idiota nawet nie obejrzał w lewo. Reszta drogi już bezproblemowo.
Po pracy najkrótszą drogą (Zuzanny, obok izby wytrzeźwień i Starego Będzina) do Kauflanda. Z zaopatrzeniem przez Łagiszę i Gródków do domu. Kręcenie delikatne i młynkowe ze względów różnorakich. Po pierwsze sporo pod wiaterek. Temperatura zauważalnie spadła więc to też nie pomaga. Ponadto extra balast. I do kompletu niepodająca lewa noga. Jakiejś kontuzji musiałem się nabawić bo przy próbie deptania lewą stroną odczuwam niejaki dyskomfort w okolicach kolana i przyczepów mięśni lub ścięgien w tamtym rejonie. Młynkami jakoś idzie ale szarpnięcia z miejsca lewą nogą staram się unikać co nie zawsze jest łatwe bo mamy ruch prawostronny i przy zatrzymaniu krawężnik do podpierania jest z reguły pod prawą nogą. No ale cóż... Nikt nie powiedział, że życie rowerzysty będzie lekkie, łatwe i bez kontuzji. Generalnie powrót niespieszny ale też i raczej bezproblemowy. Jazdę raczej można zaliczyć do przyjemnych.
Kategoria Praca






















