Praca
| Dystans całkowity: | 118587.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.32%) |
| Czas w ruchu: | 6235:45 |
| Średnia prędkość: | 19.02 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3031 |
| Średnio na aktywność: | 39.14 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
20.79km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start 6:10. Ciemno. U mnie na starcie przyjemnie ale po dwóch kilometrach zrobiło się chłodniej i tak pozostało do końca przejazdu. Jedzie się jednak przyjemnie zwłaszcza, że nie muszę się spieszyć. Punkty kontrolne zaliczone dość wcześnie. Foto hotelu nieco przed wschodem słońca. Trochę na początku jazdy wkurzali mnie niektórzy kierowcy źle ustawionymi światłami. Po prostu oślepiali chamsko. Na miejscu z zapasem czasu w ilości 6 min.
Po pracy całkiem przyjemnie. Słoneczko. Bez wiatru. Temperatura w słoneczku bardzo przyjemna, w cieniu trochę mniej ale da się jechać "na krótko". Powrót bez gięcia. Mec, Środula, Stary Będzin, nerka, Zamkowe, Grodziec, Wojkowice. Tempo niespieszne. Przyjemny powrót w oprawie nacierającej jesieni.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
21.03km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zimno. Mgły. Późny start (6:17). Spokojny przejazd. Foto hotelu. Minuta w zapasie na mecie. Nudy.
Powrót z pracy bez gięcia. Mec, Środula, Stary Będzin, nerka. Tu trochę zaginania by dostać się jak najszybciej do lasku grodzieckiego. Z niego na światłach przez "86" na "913" i przy Lwie znów w teren tym razem do lasku gródkowskiego na żółty szlak. Nim wybywam w Psarach na styku ul. Wiejskiej i Szkolnej. Stąd już asfaltem prosto do domu. Dziś jakoś bez weny na większe jeżdżenie choć pogoda jeszcze lepsza niż wczoraj po południu. Tempo powrotne też bez szaleństw. Po prostu przyjemny i spokojny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
47.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
20.89km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś zauważalnie zimniej. Niebo bezchmurne. Jedyne wiszące w powietrzu substancje to wyziewy kominów. Głównie z Huty Katowice. Raczej bezwietrznie choć i tak to niczego nie zmienia bo przy prędkościach powyżej 25km/h i temperaturze na poziomie +5 to pizga koncertowo. Chyba pora przerzucić się na solidniejsze podkowy bo stopy znów przemarznięte. Start dziś miałem jeszcze bardziej obsunięty niż wczoraj - 6:19. Od samego początku kręcę z uczuciem żeby nadrobić straty ale kolejne punkty kontrolne zaliczam po czasie. Na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej jestem chwilę po lekko spóźnionym pociągu KŚ. Dalej z uczuciem kręcę przez park Hallera i pomimo lekkiego opóźnienia jednak przystaję na foto hotelu. Potem już prosto asfaltem przez Zagórze do ronda i zjazd w ul. Szymanowskiego. Na miejscu jestem minutę po czasie.
Po pracy prawie przyjemnie. Wiatr niezauważalny, słonecznie, powietrze umiarkowanie chłodne. Kurtka ląduje w plecaku zamieniona na bluzę niegrzejącą. Ostatnio powroty robiłem trasami krótkimi i do zarzygania nudnymi więc dziś znów decyduję się na zmianę wariantu i dodatkowo eksploracje. Ruszam terenem w stronę Dańdówki. Potem przerzucam się na zielony szlak. Jego z kolei opuszczam dla odrobiny asfaltu. Tenże zaś porzucam na rzecz szlaku czerwonego, którym ciągnę do Milowic. Tam przerzucam się na teren w stronę Czeladzi, który po drodze przeradza się w asfalt. Z Czeladzi standardową drogą do Wojkowic, kilometr terenu i prosta do domu. Jechało mi się powrót bardzo dobrze i stosunkowo szybko choć nie pociskałem specjalnie. Chyba po prostu dobry dzień.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
41.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:14
-
VAVG
18.36km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start nieco poza oknem - 6:17. Trzeba mi więc gonić. Warunki przeciętne. Nie za zimno, nie za ciepło, tak w sam raz na zestaw długi z czapką i rękawiczkami. Dywan chmur sprawia, że jest dość długo ciemno i rozjaśnia się bardzo powoli. Żeby mieć szanse na dotarcie bez spóźnienia dziś lecę full-em. Jedzie się bardzo dobrze choć trochę jakby zawiewało od strony dzioba. Punkty kontrolne zaliczone z opóźnieniem ale na foto hotelu jestem już o takim czasie, że powinienem wyrobić się punktualnie. Reszta drogi ścieżką przy Braci Mieroszewskich i potem zjazd za rondem w Szymanowskiego. Na miejscu z zapasem 60 sekund.
Po pracy sucho i wietrznie. Wiatr zimny więc przyjemność z jazdy umiarkowana. Dziś na powrocie trochę exploracji zakończonych pełnym sukcesem. Udaje mi się odkryć kilka ślepych zaułków w Dąbrowie Górnicze i przejazd, którego szukałem. Spod Pogorii 3 częstą trasą czarnym szlakiem przebijam się do gródkowskiego lasu i przy torach kolejowych robię kolejną eksplorację zakończoną malowniczym ślepym zaułkiem. Tu też trochę przedzierania się przez krzaki i bezdroża by ostatecznie wybyć na cmentarzu w Psarach. Stamtąd już prosta droga do domu.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
40.00km
-
Czas
02:13
-
VAVG
18.05km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Odrobinkę cieplej niż wczoraj ale i tak jadę "na długo". Start nieco wcześniej - 6:10. Nie zaszkodziłoby gdyby był jeszcze wcześniej. Przejazd spokojny. Dziś trafiam na szlaban na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. Na szczęście KŚ nadjechało bardzo szybko więc przerwa niedługa. Focę wschód słońca przebiwszy się za szlabany i ruszam dalej. Kolejny postój na szybkie foto hotelu. Potem już bez dobrowolnych przerywników prosto do pracy. Na miejscu równo o 7:00.
Po pracy niby cieplej ale wcale nie było przyjemnie. Sucho i sporo słońca ale też i zimny wiatr. W sumie jechało mi się słabo. Jedynie na zjazdach jakieś konkretne prędkości, na płaskich i pod górkę spacerowo. Sporo po chodnikach by się nie stresować obecnością gnających samochodów. Powrót przez Będzin i Łagiszę. W domu chwila przerwy na podładowanie akumulatorów i potem zagięcie do wsiowego Lewiatana. Powrót do domu i wyładowanie sakw, a potem odwrotne zagięcie do wsiowego Dino.
Kategoria Praca
DP PTTK D
-
DST
43.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
21.86km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chłodno. Wg ICM-u miało być około +5 i chyba wiele więcej nie było. Wyszedłem na chwilę na zewnątrz przed startem by spróbować sfocić na szybko zaćmionego superKsiężyca i czaszka trochę mi zmarzła. To skłoniło mnie do pełnego stroju "na długo" łącznie z czapką i rękawiczkami. Była to bardzo dobra decyzja. Start wyszedł mi 6:14 więc przy tych temperaturach tak mocno "na styk". Ale jechało się całkiem dobrze. Punkty kontrolne przejechane nieco później ale jeszcze w granicach tolerancji. Przez "dworzec" przejeżdżam tuż za pociągiem KŚ. Szybkie foto hotelu i spokojny finisz do pracy. Na miejscu z zapasem 60 sekund.
Po pracy nawet całkiem przyjemnie. Można zrezygnować z kurtki ale już nie z bluzy. Niespiesznie toczę się do centrum Sosnowca na spotkanie klubowe. Pierwsze po dłuższej przerwie więc jest sporo tematów do załatwienia. Plany na przyszłość, zapisy nowych członków, rozdanie odznak. Schodzi do 19:00 kiedy to w końcu ruszam do domu. Pożegnania z ostatnimi, którzy zostali i razem z Adrianem jedziemy w stronę Milowic. Szybko idzie i przed autostradą żegnamy się. Adrian odbija w prawo a ja dalej na Milowice i przez Czeladź do Wojkowic. Tu kilometr terenu i prosta do domu. Przyjemnie i szybko się jechało. Niestety już w całkowitych ciemnościach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
23.03km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przy piątku zrobiłem sobie dzień dziecka i do pracy fullem. Do tego jeszcze całkiem dobre warunki do jazdy więc przelot był samą przyjemnością. Start 6:13. Na niebie dywan wysokich chmur co sprawia, że jest dość ciemno. Trochę wieje ale wiaterek jest raczej ciepły. W ogóle jest dość przyjemnie. Lepiej niż wczoraj. Nogi to potwierdzają bo podają bardzo dobrze. Po drodze bez sensacji. Jeden postój na foto hotelu. Na miejscu z zapasem 6 min. Szkoda, że nie mogę w identycznych warunkach powtórzyć tego przejazdu Błękitnym żeby sprawdzić czy jechałoby mi się na nim równie dobrze i szybko ten odcinek. Po drodze coraz mniej rowerzystów. Widuję już tylko tych, którzy kręcą nawet zimą. Reszta się wykrusza.
Po pracy warunki mniej więcej podobne do porannych. Dywan chmur, sucho, wiaterek. Startuję na krótko ale szybko zakładam bluzę bo jednak na zjazdach jest trochę chłodnawo. Powrót robię terenem do Dąbrowy Górniczej i potem wzdłuż bieżni przy Pogorii 3 do Piekła. Stamtąd asfaltem wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Kręcenie niezbyt intensywne ale i tak jechało się dość szybko. Przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
19.32km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kontrolne wyjście przedstartowe na zewnątrz dało wrażenie, że jest całkiem przyjemnie. Startuję więc na krótko. Niestety po kilkuset metrach całkiem miła temperaturka spada i tak jest aż do rondka na Zielonej. Innymi słowy znów dałem się nabrać. Niestety zima za pasem. Jako, że start dziś znów udało się uruchomić wcześniej - 6:06 - kręcenie niespieszne. Nogi jakoś lepiej reagowały na warunki. Przejazd spokojny. Tylko jedno foto po drodze (hotel). Na miejscu z .zapasem 3 min.
Po pracy znacznie przyjemniej. Pojawiło się słoneczko. Niestety do kompletu też trochę wiatru więc do ideału nieco brakowało. Generalnie jednak warunki do jazdy niezłe. Dziś powrót również bez większego gięcia ale dla urozmaicenia inną nieco trasą. Na początek w stronę Orionu i dalej na Środulę. Dalej przez Chemiczną do Czeladzi i stamtąd do Wojkowic. Wertepkowy łącznik przy Orlenie w Wojkowicach i potem prosta do domu. Tempo niezbyt spieszne. Przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
20.79km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś na zewnątrz o wiele przyjemniej niż wczoraj. Na tyle, że decyduję się jechać w spodenkach. Pierwsze kilka kilometrów jest ok ale gdzieś przed Zieloną powietrze robi się chłodniejsze i tak już mam do końca przejazdu. Dziś start udaje się przeprowadzić wcześniej - 6:04. W związku z tym nie mam potrzeby cisnąć. Zresztą lewa noga już definitywnie informuje, że temperatury poranne już słabe na intensywne kręcenie. Po drodze dwa postoje na focenie. W Łagiszy pstrykam podświetlone przed wschodem słońca chmury. Niestety na zdjęciu nie do końca wychodzi to tak jak oczy widzą. Potem jeszcze foto hotelu. Od stacji paliw na Mortimerze dziś toczę się ścieżką niąże pokonując też rondo by zjechać w ul. Szymanowskiego. Na miejscu z zapasem jakichś 3 minut. Dość przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy bardzo przyjemne warunki do jazdy jak najbardziej na krótko. Powrót bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin (przy izbie wytrzeźwień blokada budowlana ale rowerkiem bez problemu się przemykam), nerka, Łagisza, Sarnów i do domu. Powrót bez ciśnienia zgodnie z rytmem terenu. Po drodze wymieniamy w Będzinie pozdrowienia z Jadwigą, która to dziś zmotoryzowana.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
40.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
19.51km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognoza ICM-u wskazywała, że rano może być około +5. Nie wyglądało ale profilaktycznie założyłem długie spodnie i bluzę. Decyzja była bardzo trafiona. Tuż po starcie - 6:14 - nawet zastanawiałem się czy od razu nie wdziać kurtki i pełnych rękawiczek. Jednak postanowiłem dać sobie czas na rozgrzewkę i po około 3km było na tyle ok, że w efekcie dojechałem już bez przebieranek. Generalnie jechało się nawet dobrze ale już nie tak szybko. Powróciły dawno zapomniane sensacje w postaci przemarzniętych palców u stóp, przemarzniętych uszu i protestującego lewego kolana. Definitywnie muszę przesunąć godzinę startu na wcześniejszą bo nie ma szans jechać pod takim obciążeniem, jak jeszcze tydzień temu, przy obecnych temperaturach. Do tego w powietrzu było całkiem sporo wilgoci i miejscami lekkie mgły co potęgowało uczucie chłodu. Zachód słońca przesunął się znów w czasie i tym razem dopadam go mniej więcej na torowisku "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej coś tam usiłując na szybko sfocić. Potem postój przy hotelu. Stawiają rusztowania czyli z zewnątrz będzie jakaś akcja. Reszta drogi sprawnie choć już nie tak szybko. Na miejscu z poślizgiem 5 min.
Po pracy jest na tyle ciepło, że można jechać na krótko. Ale też szału nie ma. Nogi już nie podają tak fajnie. Na początek kręcę pod kwadrat prezesa odebrać opaski odblaskowe. Potem do centrum najechać sklep elektroniczny. Udaje się nabyć potrzebny element więc mogę już spokojnie wracać do domu. Przez Mydlice, Koszelew, Ksawerę wybijam się na kierunek Grodźca. Na ścieżce gonię króliczka, który wyprzedzony jakoś nie walczył. Szkoda. Z Grodźca szybki zjazd do Gródkowa i "913" do domu. Tu chwila przerwy i potem zagięcie do wsiowego Lewiatana.
Dziś Montanie coś się pomerdało. Pokazał, że przejechałem w ciągu dnia grubo ponad 40 tys. km. Prezes świadkiem. W domu obejrzałem sobie ślad i wytropiłem przyczynę błędu. Z jakiegoś powodu wpisał się do pliku błędny punkt o współrzędnych [0.0;0.0]. Efekt był taki, że do kilometrażu dodało odległość tam i na powrót. I to chyba więcej niż raz. Wywalenie tego punktu dało faktyczny przebieg i czas jazdy.
Kategoria Praca, GarminMontana






















