Praca
| Dystans całkowity: | 115590.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.45%) |
| Czas w ruchu: | 6084:02 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2946 |
| Średnio na aktywność: | 39.25 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
19.46km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3. Miejscami mgły. Raczej bez podmuchów. Słoneczko było widoczne od samego rana choć przez mgłę słabo jeszcze grzało. Wilgoć w powietrzu trochę dawała się we znaki i nieco spowalniała. Startuję o 6:10. Jedzie mi się dobrze do świateł na Alei Róż. Tam jakiś kretyn wjeżdża mi maską prawie pod łokieć. Myślałem, że mnie zepchnie usiłując skręcić na "94". Potem widziałem jeszcze jak skacze z pasa na pas usiłując powyprzedzać kogo się da. I tak utknął potem na światłach na Mortimerze. Podniósł mi idiota ciśnienie maksymalnie. Dawno już tak nie miałem. Z rejestracji wynika, że ktoś z okolic Limanowej (KLI, brązowy kombi chyba Opel). Uspokajam skołatane nerwy na ścieżce wzdłuż Braci Mieroszewskich i spokojnie dociągam do pracy z zapasem 2 min. Jechało się dziś jakoś tak średnio.
Po pracy całkiem przyjemnie. Słoneczko, wiaterek. Jeszcze nie ma moich ulubionych upałów ale da się jechać bez kurtki. Wracam przez Mec, Reden, Zieloną, Preczów i Sarnów. Tempo raczej spacerowe zwłaszcza przy zwrocie w kierunku zachodnim. Wiaterek jednak nieco spowalnia. I nie jest za ciepły. Spokojny, dość przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8. Pochmurno. Suche jezdnie. Wiaterek niezauważalny. Start o 6:10. Coraz bardziej mi się obsuwa ten element w czasie. Muszę popracować nad wcześniejszym ruszaniem bo potem już brakuje pola manewru. Przejazd spokojny. Światła dziś niewspółpracujące. Bez focenia. Rowerzystów wciąż niewielu (dziś dwóch). Na miejscu z zapasem 2 min.
Po pracy warunki o wiele lepsze niż rano. Nawet nieco przyświecało słoneczko. Ale też trochę wiało. Bez szału choć dało się jechać z kurtką w plecaku. Ruszam szybko w stronę centrum Zagórza podać Prezesowi podpisaną deklarację na zlot w Krasnobrodzie. Zamieniamy na szybko kilka słów i lecę dalej przez Środulę i Stary Będzin do serwisu dowiedzieć się jak z full-em. Gdyby nie to, że jest zastój z dostawą tarcz do korby to właściwie rowerek byłby już do odebrania. A tak to muszę poczekać aż gdzieś się znajdą i dojadą. Inna opcja na już to cała korba ale to koszt 4x większy od tarczy. Tak więc na razie poczekam. Jak będzie już piekarnia to wtedy pewnie zdecyduję się na całą korbę. Wracam do domu przez Grodziec i Wojkowice. Na podjeździe pod Skrzynówek wyprzedza mnie jakiś 29-er. Ciśnie twardo pod górę. Dla mnie to jeszcze nie te warunki na wyścigi więc jadę swoje. Tak mi się zdaje, że walił na tym podjeździe pokazówkę bo oddalił się ode mnie mniej więcej tyle co ten podjazd i potem miałem go cały czas w zasięgu wzroku aż do Strzyżowic. Potem odbił w lewo pod górkę w stronę Brzękowic a ja wcześniej w prawo do domu. Gdyby było cieplej, tak z +25, to bym powalczył. Ale teraz to jeszcze nie te moje ulubione temperatury. Wyszedł przyjemny powrót do domu z kilkoma zjazdami i podjazdami.
Kategoria Praca
DPS PTTK D
-
DST
49.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
19.60km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+5. Mglisto. Wiaterek nieznaczny. Mokre jezdnie. Ruszam o 6:09. Jedzie się całkiem przyjemnie. Punkty przelotowe zaliczane w dobrym czasie. Jedne światła udaje się przejechać bez stania (te na Mortimerze). Bez focenia. Po drodze na żywo widziałem dziś tylko jednego rowerzystę i ślady po innym. Za to chyba więcej samochodów. Chyba pogoda trochę postraszyła. Na miejscu z zapasem 4 min. Całkiem przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
W trakcie pracy dzwonię do Prezesa z pytaniem jak tam sprawy zlotu w Krasnobrodzie i dowiaduję się, że na dziś zostało zwołane spotkanie w klubie. Tak więc plan na popołudnie się zmodyfikował sam. Ruszam do Będzina przez Mec i Środulę. Chcę dopytać w serwisie jak rokuje full. Tym razem nie zbaczam na ścieżkę wzdłuż ul. Małobądzkiej bo spodziewam się tam trafić Mariusza a jak się zjedziemy, to zawsze trochę czasu uleci. Plan zawodzi po całej linii i spotykamy się niedaleko małego targu w centrum miasta. Oczywiście na tematach okołorowerowych i planach na bliższą i dalszą przyszłość znika gdzieś koło pół godziny. W końcu się żegnamy. Kręcę do serwisu... i całuję klamkę. Zamknięte wcześniej :-/ No cóż, przyjadę jutro. Wbijam na ścieżkę rowerową do Sosnowca i kręcę na Pogoń a potem dalej do centrum. Spotkanie trwało dziś dość długo bo trzeba było wykonać trochę telefonów organizacyjnych, przycisnąć ludzi by się zdeklarowali gdzie jadą, załatwić trochę papierków i pooglądać mapy. W sumie owocne spotkanie. Rozchodzimy się około 19:00. Marcin zamyka oddział i razem pedalimy na czerwony szlak w stronę Milowic. Spod hali dalej kręcimy w stronę Czeladzi i Wojkowic. Za wojkowickim Orlenem wbijamy w kawałek terenu i potem długą prostą dociągamy prawie pod mój []. Tam jeszcze zamieniamy kilka słów i w końcu się żegnamy. Prezes kręci w stronę mniej więcej Sarnowa i Pogorii 4 a ja robię ostatnie 300m i ląduję w domu. Fajnie się jechało we dwóch. To zawsze trochę nakręca tempo bo raz jeden, raz drugi prowadzi i ten z tyłu zawsze próbuje dotrzymać koła. Pogoda nie była nawet najgorsza. Względnie ciepło. Pochmurno. Raczej bez zauważalnego wiatru. Niezłe warunki do jazdy.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wieczorem i w nocy trochę padało ale też wiał dość ciepły wiatr i rano drogi prawie suche. Na termometrze +8. Pochmurno. Lekki wietrzyk. Generalnie całkiem dobre warunki do jazdy. Startuję dziś odrobinę wcześniej - 6:06. Kręcę bez większego ciśnienia. Światła dziś wszystkie stane. Bez dodatkowych postojów. Na miejscu z zapasem 6 min. Spokojny, przyjemny dojazd do pracy.
Prognozy zapowiadały, że wrócę na mokro. Gdybym wracał o normalnej godzinie to by się pomyliły. Niestety przyszło mi dziś dłużej popracować i w efekcie powrót zacząłem o 19:00. Niemal od razu pojawiły się pierwsze krople. Na początku niegroźnie, niezbyt gęste ale im bliżej domu tym bardziej się rozpędzały. Kręcę bez większego gięcia i planu. Zmieniam koncepcje w zależności od tego gdzie mi wiatr w gębę miotnie wodą i powrót wyszedł taki, że przez Mortimer i Aleję Róż jadę pod most ucieczki. Mola nawet nie oglądam tylko od razu skręcam na Zieloną. Miałem przez mostek przedostać się do Preczowa ale tuż przed nim skręcam na wał Czarnej Przemszy i wybywam przy moście, który forsowałem dziś rano w drodze do pracy. Tym razem robię go w drugą stronę. Potem objeżdżam elektrownię od Północy i kręcę dalej przez Łagiszę do Sarnowa. Dalej już standardowo do domu. Jechało się dobrze ale tak średnio przyjemnie. Opad się nieco rozkręcił choć nie na tyle by zmoknąć. Ale przyjemności wiele z tego nie było. Plan na weekend: wybyczyć się. Aura ma temu sprzyjać.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed 6:00 +3. Mgły i zamglenia. Bez wiatru. Jadę ubrany na długo. Start 6:12. Kręci się dobrze ale punkty pośrednie zaliczane dużo po czasie. Światła stane. Bez focenia. Bez ekscesów. Na miejscu jestem równo o 7:00.
W ciągu dnia pogoda zmienna. Między 14:00 a 15:00 trochę popadało. Wyglądało groźniej niż było faktycznie. Na starcie jezdnie miejscami mokre. Trochę wiaterku. Czasem nieśmiało przebijało się na chwilę słońce. Prognozy jednak niezachęcające do zaginania więc krótko do domu. Kolejno przez Mec, Środulę, nerkę, Łagiszę, Sarnów i z minimalnymi zagięciami po mojej wiosce do domu. Trochę mnie kropelki postraszyły w okolicach targu w Będzinie i potem jeszcze na ostatnich 2km. Generalnie jednak ani nie zmokłem, ani nie zmarzłem. Dość przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 5:27 +12. Jestem mocno zdziwiony. Pozytywnie. Trochę wysokich chmurek i lekki wiatr. Szybko też wychodzi słoneczko. Ruszam o 6:09. Dziś do pracy weteranem. Inna pozycja na rowerku, inne przełożenia, inne hamowanie. Trochę dziwnie na początku ale im dalej tym bardziej się przyzwyczajam. Trochę niefajnie jedzie się dziurawe odcinki (m. in. na Zielonej). Światła dziś stane. Bez focenia. Przejazd bez ekscesów i sensacji. Na miejscu z zapasem 2 min. Dla nóg mogłoby być jeszcze ciut cieplej. Za to w kurtce robi się już trochę za ciepło. Trzeba będzie się na lżejsze warstwy przerzucić jeśli tylko temperatury się utrzymają.
Po pracy bardziej pochmurno, bardziej wietrznie i bardziej zimno. Kręcę tempem spacerowym na prędkość załapując się jedynie w kilku nielicznych zjazdach. Wracam przez Mortimer i ścianę płaczu na Redenie. W drodze na molo przy Pogorii 3 zaczyna mi padać zasilanie. Przystaję na chwilę przy bieżni i wciągam batona. Powoli bieżnią kręcę w stronę Pogorii 4, na którą przedostaję się dzikim przejściem przy Świątyni Grillowania. Za zaporą przystaję na wciągnięcie drugiego batona. Potem spacerowo przez Preczów i Sarnów prosto do domu. Nędznie mi się jechało powrót ale i tak zaliczam go do raczej przyjemnych przejazdów.
Kategoria Praca
DPS
-
DST
24.00km
-
Czas
01:04
-
VAVG
22.50km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed 6:00 +7 na termometrze. Trochę się łamałem czy jechać w krótkich spodenkach ale w końcu się złamałem i pojechałem. Pogoda całkiem ok. Lekki powiew od zachodu, śladowe chmurki, ładne słoneczko. Startuję 6:11 i z mozołem wbijam się w czas przelotu. Światła dziś wszystkie stane. Bez focenia. Na podjeździe na Alei Róż zauważam, że mi się ugina przedni amortyzator. A nie powinien bo była włączona blokada. Czyli jeszcze jeden element do serwisowania. Zaczynam podejrzewać, że Rzeźnik postoi w serwisie trochę dłużej. Na miejscu jestem z zapasem 4 min. Nogi trochę wychłodzone ale do przemarznięcia daleko.
Po pracy przyjemne lato. Niestety powrót bez zaginania. Jadę prosto do serwisu czyli przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Zlatuje szybko. Zostawiam Rzeźnika na wymianę napędu, naprawę blokady i ogólny przegląd. Do końca tygodnia ma być info co, za ile i na kiedy. Powrót zbiorkomem z odprowadzaniem tęsknym wzrokiem śmigających po okolicy rowerzystów.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
41.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:26
-
VAVG
16.85km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 5:44 +8 na termometrze. Bardzo pocieszający pomiar. Można na siebie wrzucić mniej ciuchów choć w plecaku jadą zapasowe, krótkie gatki. Zakładam, że będzie okazja wykorzystać je po południu. O ile prognozy ICM-u się sprawdzą. Ruszam dziś późno bo po wczorajszym strasznie opornie szedł mi dziś rozruch - 6:16. Nawet nie próbuję specjalnie cisnąć bo i tak nie nadrobię. Jest też trochę większy ruch niż wtedy, jak startuję w okolicach 6:00. A to tylko kilka minut różnicy. Na szczęście tylko do "86" dalej już spokojniej. Punkty zaliczane jakieś 10 min. później niż zwykle. Światła wszystkie stane. Na mecie jestem 6 min. po czasie. Lewe kolano mówi, że to jeszcze nie te temperatury kiedy można pociskać ile fabryka dała.
Cały dzień męczyłem się straszliwie w pracy. Nieco dręczyła mnie dyńka i przede wszystkim brak dostatecznej ilości snu. To wszystko przełożyło się na spacerowe tempo powrotne i brak większego zaginania. Wracam przez Mec i Środulę. Na ścieżce w stronę Będzina zjeżdżam się z Mariotruckiem. Dziś śmiga na szosonie. Gadamy prawie pół godziny. Potem on w swoją stronę, ja w swoją. Przez Zamkowe wybijam się na ścieżkę do Grodźca ale przejechawszy nad "86" i minąwszy przystanek wyprzedza mnie króliczek. Nagina twardo. Żeby się nie stresować tym, że nie mam pary go gonić skręcam w pola i spacerowym tempem turlam się wzdłuż dawnych torów kolejowych (obecnie już rozebrane). Ostatecznie teren porzucam na wylocie z Parku Rozkówka i asfaltem dojeżdżam do Orlenu w Wojkowicach. Za wiaduktem ponownie wbijam w teren i dalej prostą do domu. Tu dłuższa chwila na dychnięcie. Chyba nawet mi się oko zmrużyło na jakieś pół godziny. Wrzucam na Niebieskiego sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem już tylko zwózka balastu do domu i na dziś koniec kręcenia. Wszystko to w bardzo przyjemnych, wręcz letnich, warunkach. Powrót "na krótko" w przyjemnie grzejącym słoneczku. Chyba coś lekko dmuchało ale przy dzisiejszym tempie nie miało to w ogóle znaczenia. ICM wieszczy, że rano może być nawet +10. Gdyby tyle było to i start będzie już "na krótko" :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
18.95km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 5:30 chłodne +6. Pochmurno. Lekki wiaterek chyba ze wschodu. Ruszam 6:09. Kręcę bez ciśnienia. Punkty pozaliczane π*oko o czasie. Trochę spowalnia mnie jakowaś wilgoć w powietrzu, która sprawia, że widoczność na dużym dystansie jest słaba a z okularów muszę regularnie ją ścierać. Dziś dojazd prawie spokojny. Tylko jedno wyprzedzanie na gazetę na całkiem pustej drodze. Światła w 1/3 współpracujące (te na Alei Róż). Na miejscu z zapasem 3 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia trochę mżyło ale na wyjściu już bez opadu. Schnące jezdnie. Spadła też temperatura i bardziej we znaki dawał się wiaterek. Warunki jakoś nie zachęciły mnie do zaginania. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Tempo niespieszne, miejscami wręcz spacerowe. Generalnie jednak przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
9.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
18.81km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 5:30 +7 na termorurce :-) Niebo pokryte dywanem chmur więc rozjaśnia się dziś wolniej. Jezdnie schnące. Zupełnie bez wiatru. Ruszam 6:10. Wszystkie światła po drodze stane. W czas przelotu udaje mi się wbić dopiero na Alei Róż. Przejazd bez sensacji. Na miejscu z zapasem 5 min.
Po pracy jeszcze cieplej. Słoneczko raz jest, raz za chmurami ale jego obecność daje się pozytywnie odczuć. Podmuchy delikatne. Czapka i rękawiczki trafiają do kieszeni. W związku z tak sprzyjającymi okolicznościami przyrody ordynuję sobie na powrocie nieco terenu. Na początek wertepkami w stronę Redenu i dalej pod molo na Pogorii 3. Pod Mostem Ucieczki chwila grozy kiedy rozpędzony zauważam, że pełno tam rozbitego szkła. Przelatuję przez to na pełnej prędkości i dopiero za przeszkodą zatrzymuję się i sprawdzam czy coś nie wbiło się w opony. Na szczęście fartem się udało. Przy molo na drobnym czyszczeniu łańcucha najeżdża mnie Frey. Chwilę rozmawiamy ale nie za długą bo mówi, że jak stoi to mu statystyki lecą. Planuje na dziś Poraj i Siewierz czyli takie normalne, jak na niego, kółko. Mnie ten kierunek nie po drodze. Żegnamy się. Przez Zieloną kręcę, jak wczoraj, na czarny szlak do Łagiszy i dalej wzdłuż torów do przejazdu pod "86". Przeskakuję tory i dalej w pola. Dziś skręcam w przeciwną stronę niż wczoraj i przy okazji robię małą eksplorację w ul. Łąkową. Nieco przed Prodłem wybywam na asfalt i ciągnę do skrzyżowania gdzie wbijam pod górkę na żółty szlak i zjeżdżam nim do pierwszego skrzyżowania gdzie robię zwrot do Strzyżowic. Tam wydostawszy się na asfalt już tylko szybki zjazd do domu. Przyjemne kręcenie powrotne w sporej części z dala od samochodów. Dziś pierwszy znak, że Rzeźnikowi trzeba by już napęd zmienić. Spadł mi był łańcuch jak ruszałem z blatu.
Kategoria Praca






















