Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPNDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
17.48km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start zaplanowałem na wcześniejszą godzinę. Plan udało się zrealizować. Ruszam 5:50. Tak wcześnie ponieważ spodziewałem się, że wczorajszy opad śniegu stopnieje i zamarznie więc będzie trzeba więcej czasu na jazdę (wolniej i ostrożniej). Moje zdziwienie jest bardzo pozytywne bo na jezdni okazuje się, że jest mokro. Próba hamowania wypada bardzo dobrze. Po drodze jeszcze potem zrobiłem kilka prób i za każdym razem przyczepność była całkiem dobra. Mimo tego jadę ostrożnie, a mając zapas czasu, też niezbyt spiesznie. Punkty kontrolne zaliczane na początku z zapasem 20 min. Jednak im bliżej mety tym bardziej zapas malał. Robię postój na foto hotelu i coś tam chyba nawet z tego zdjęcia będzie. Światła prawie bez stania i potem już spokojnie ścieżką za rondo na Zagórzu i Szymanowskiego do mety. Na miejscu mam jeszcze 12 min. w zapasie. Trochę stopy przemarzły. Poza tym całkiem przyjemny dojazd do pracy. W pracy mówią, że wyglądam w ciemnościach jak ufo ;-p
W ciągu dnia ładnie się wypogodziło. Słoneczko ładnie świeciło wytapiając resztki wczorajszego śniegu. Wychodzą po 15:00 jeszcze załapałem się na kilka minut jazdy w dziennym świetle. Dziś najkrótszą drogą przez Mec (światła nie działają już któryś dzień z kolei ale ruch jest płynny), Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo spokojne, niespieszne. Zresztą temperatura jest taka, że nie ma się co szarpać bo albo braknie oddechu albo zacznie wychładzać pęd powietrza. Finisz już przy zapadających ciemnościach. W domu moment na ogrzanie i zarzuciwszy sakwy ruszam jeszcze na małe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem, przy pełnych ciemnościach (choć to dopiero 17:00) staczam się do domu. Zimno, sucho, bez wiatru. Da się jeździć choć już nie tak dynamicznie, jak jeszcze całkiem niedawno. A tu jeszcze ponad 4 miesiące będzie trzeba się męczyć :-(
Kategoria Praca
DPND
-
DST
37.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
17.48km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranek na zdecydowanym minusie. Już na starcie (6:03) widzę, że jezdnia pokryta przymarzniętą wilgocią. Próba hamowania nie wypada najgorzej ale nie daję się nabrać na ten chwyt i jadę ostrożnie. Na skrzyżowaniach słyszę jak samochody piłują nim złapią przyczepność. Kręcę spokojnie również z tego powodu, że jest po prostu zimno. Jak tylko się na zjeździe rozpuściłem z hamulcami to mi zaraz zaczęły marznąć stopy i dłonie. Tak więc trzeba balansować na granicy przegrzania i zmarznięcia. Pierwsze punkty kontrolne przejechane wcześniej niż zwykle ale im bliżej "Zielonej" tym bardziej jestem bliski czasów przelotu letniego. Za "dworcem" w Dąbrowie Górniczej (po krótkim postoju na szlabanie) jestem jeszcze w czasie ale po światłach na Alei Róż czas zaczyna uciekać. Ostatecznie ląduję na mecie o 7:04. Po drodze widzę niebieskie i pomarańczowe koguty na "94" ze świateł z Alei Róż. Pewnie dzwon. Potem jeszcze przed samą pracą wymijam się z pełną lawetą. Będą mieli dzisiaj żniwa, oj, będą mieli.
W ciągu dnia słoneczko ładnie świeciło i dzięki temu asfalty zrobiły się dość suche. Przed wyjściem zadzwonił Prezes. Umówiliśmy się w centrum Zagórza. Spotykamy się gdzieś kwadrans po piętnastej i spokojnie kręcimy w stronę centrum Dąbrowy Górniczej. Pojawił się zachodni, zimny wiatr. Momentami trzeba z nim trochę powalczyć. Na chwilę wchodzę do ProLine-a i potem dalej we dwóch kręcimy na Ksawerę. Stąd pod targ w Będzinie. Po drodze rozmawiamy na ile pozwalają nam samochody i szum wiatru w uszach. Przy targu Marcin miał już zawracać ale specjalnie nie musiałem go namawiać żeby zagiął w stronę Łagiszy. Potem jeszcze raz ściągam go z kierunku na Zieloną i razem jedziemy do Sarnowa. Tu już bez pogadanek żegnamy się i on zjeżdża w stronę Preczowa i Pogorii 4 a ja do świateł na "86" i dalej prosto do domu. Jadę od świateł prosto pod wiatr. Do tego ostatnie 2 km jeszcze pod zacinający śnieg. Na chwilę wchodzę do piekarni i jak wychodzę to na zewnątrz regularna zadymka. Na szczęście do domu jakieś 300m więc to już nie jest wielki problem. Sęk w tym, że jak się to wszystko nie stopi i nie zniknie w nocy, to jutro będę musiał wziąć pod uwagę jazdę zbiorkomem do pracy :-(
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
54.00km
-
Czas
02:49
-
VAVG
19.17km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nieco chłodniej niż wczoraj. Obstawiłbym +5. No może +7. Jezdnie mokre ale bez opadów na starcie. Wiatr chyba trochę pomagający. Ruszam 6:12. Kręci mi się bardzo dobrze i punkty zaliczam w czasie. Na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej trafiam na szlaban ale pociąg już rusza więc stania mało. Po drodze focę hotel choć widoczność kiepska. Może coś tam wyszło. Na granicy Dąbrowy Górniczej i Sosnowca pojawia się deszczyk. Nic wielkiego ale przez te kilka kilometrów do finiszu jednak kurtka trochę nasiąka i nogi zaczynają się wychładzać. Dziś dzień szalonych e-"L"-ek i "kierowników" zlewających pierwszeństwo rowerzysty na ścieżce. Na szczęście nie było sytuacji kryzysowych bo po prostu na nich uważałem żeby się pod koła nie dostać. Na miejscu z minutą zapasu lekko nasiąknięty wodą. W butach jednak sucho więc ogólnie nie było źle. Dojazd raczej przyjemny. W pracy chcieli się zakładać czy będę dziś na rowerze ;-) Szaleni.
W trakcie dnia dociera potwierdzenie, że przesyłka jest do odbioru. W związku z tym plan powrotny ulega przewidywanej korekcie o dodatkowe kilometry. Przez Stawiki, Morawę i Szopki kręcę do centrum Katowic. Po drodze ruch taki sobie. Spodziewałem się gorszego. Męczą mnie tylko te wszystkie światła. Przez nie jest stosunek jazdy przerywany. Poza tym ok. Bez problemów docieram pod galerię przy dworcu, zapinam na chwilę rower i szybko odbieram paczkę. Mocowanie dodatkowego balastu idzie sprawnie i kilka minut później wracam prosto do domu. Trochę się pozmieniało w centrum Katowic od mojej ostatniej tam bytności więc jadę trochę na czuja ale udaje się bez problemów wybić na Spodek i potem dalej przez Pętlę Słoneczną w stronę Placu Alfreda. W Siemianowicach Śląskich jakoweś zatory, które udaje mi się jednak rowerkiem przejechać bez problemu. Do Bańgowa jeszcze ruch dość konkretny ale jak tylko porzucam "94" to już jest spokojnie. Na Przełajce pojawia się krótki, zupełnie niegroźny deszczyk. Zanika nim dojeżdżam do Wojkowic. Rezygnuję ze skrótu terenowego przy wiadukcie spodziewając się tam bagienka po niedawnych opadach i fakcie, że stacjonowały tam jeszcze niedawno pojazdy uczestniczące w remoncie jezdni w tej okolicy. Spacerowo podjeżdżam pod kościół i skręcam za nim w stronę Strzyżowic. Zjazd, podjazd, skręt w prawo, zjazd, zakręt w lewo i jestem już na prostej do domu. Kilka minut niespiesznego kręcenia i osiągam metę. W sumie przyjemne kręcenie. Popołudniowa jazda raczej na sucho, przy umiarkowanych podmuchach i przyzwoitej temperaturze.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+5 na starcie. Wietrznie ale sucho. Przez chmury prześwituje na początek nieco jaśniejsze niebo a potem również rozjaśniają się od wschodzącego słońca. Start 6:11 czyli tak mniej więcej o czasie. Wiatr trochę pomaga na początku więc jedzie mi się bardzo dobrze. Światła na "86" zaliczone o jeden cykl wcześniej. Na Zielonej jestem 6:33 czyli standard. Dziś robię dla odmiany foto hotelu i udaje się jeszcze przelecieć na zielonym światła na Alei Róż. Na Mortimerze krótka chwila stania a potem już spokojnie ścieżką za rondo w Zagórzu. Finisz z zapasem 3 min. Bardzo przyjemny i bardzo spokojny dojazd do pracy. Taki listopad może być aż do końca marca.
Chyba mój biomet w trakcie pracy padł na ryj bo na wyjściu marzyłem tylko o tym, by się walnąć spać. Cała droga powrotna niezbyt spieszna. Powrót przez Mortimer, Reden, P3, P4, Preczów i Sarnów. Przyjemne kręcenie bez sensacji. Różnica w stosunku do poranka taka, że słabszy wiatr i mokre jezdnie. Temperatura chyba bez zmian. Na Mortimerze pod DorJan-em w pip autokarów, jeszcze więcej policyjnych furgonetek, sporo ludzi. Ktoś coś wie w tym temacie? Na Pojezierzu pustawo. Spotkałem ledwo kilku rowerzystów i biegaczy.
Kategoria Praca
DPNDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:14
-
VAVG
17.01km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie +10. Jezdnie mokre. Zauważalny wiatr. Bez opadów. Startuję 6:10 i od razu wiem, że będą odcinki, na których przyjdzie mi siłować się z wiatrem. Po koło 3 km pojawiają się pierwsze, jeszcze niegroźne, opady. Przelotne w większości. Punkt kontrolny na Zielonej zaliczam minutę przed czasem więc jest dobrze. Na "dworcu" trafiam na szlaban ale pociąg już przejeżdża więc stania nie było chyba więcej jak minuta. Zaczyna konkretniej padać i tak już zostaje do mety. Z tego też powodu dziś nie focę hotelu. Na finiszu jestem równo o 7:00. Mam wrażenie, że mnie mocno zlało ale w trakcie przebieranek odkrywam, że to odczucie było fałszywe. Nasiąknięte nogawki spodni wychładzały uda. Poza tym reszta ciuchów względnie sucha. W butach też sucho. Przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia, jak to ostatnio często, popadało. Na wylocie jednak bez opadów, które pojawiały się potem na chwilę w formie niegroźnej. Ruszam bez gięcia do domu w niezbyt spiesznym tempie. Inaczej się nie da. Żeby zrobić tempo spieszne musiałbym się mocno nawalczyć z wiatrem. A tak można było sobie kręcić spokojnie i bez nerwów. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin. Na ścieżce niedaleko stadionu z przeciwka nadjeżdża Mariusz. Wymieniony napęd, naprawiona przerzutka, w końcu znów może jeździć. Dłuższą chwilę zajmuje nam rozmowa. Ujawnia nieco detali z wyrypy na Skrzyczne. Bez wątpienia było ciekawie. Zapadające ciemności kończą nasz zjazd. Żegnamy się i ruszamy każdy w swoją stronę. Przez przejścia podziemne przy nerce przebijam się na kierunek Łagiszy i dalej do Sarnowa. Stąd już prosta droga do domu. W momencie zwrotu na zachód poczułem w pełni siłę wiatru. Tempo iście spacerowe. W domu jestem już o pełnych ciemnościach. Chwila dłuższa na złapanie oddechu. Potem zakładam na Strzałę sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem zjazd do domu. Niby pogoda słaba bo ciągle mokro i ostatnio zaczęło wiać ale jednak jeździ się całkiem nieźle i udaje mi się nie zmoknąć jakoś tragicznie. Albo też już się przyzwyczaiłem, że sucho nie musi być. Generalnie jak na listopad to warunki całkiem niezłe.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
22.64km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś bardzo przyjemny dojazd do pracy z nutą zawałową przed finiszem. Startuję lekko obsunięty pomimo tego, że wstałem z zapasem. Ruszyłem o 6:13. Jezdnie mokre ale bez opadu. Również wiatru nie zauważam. Dywan chmur nie jest tak szczelny jak wczoraj i chyba wisi nieco wyżej. Miejscami nawet prześwituje jaśniejszy kawałek nieba. Na początku toczę się z uczuciem i dzięki temu trafiam na "zielone" na "86" o 6:22. Punkt kontrolny za mostem na Czarnej Przemszy zrobiony minutę przed czasem. "Dworzec" dziś bez szlabanów. Potem foto hotelu. Chwila stania na czerwonym na Alei Róż i rzut na taśmę na późne zielone na Mortimerze. Potem już spokojnie ścieżką, na której tym razem żaden kierowca nie próbował mnie zabić. Objeżdżam rondo i skręcam w Szymanowskiego. Za kościołem z prawej strony wyjeżdża kombiak i zatrzymuje się na skrzyżowaniu. Chyba go jednak wyczułem bo zacząłem mu się przyglądać uważniej. I się nie pomyliłem. Rusza jakby chciał mi zajechać drogę. W ostatniej chwili się zreflektował i gwałtownie stanął. Blisko może nie było ale lekko ciśnienie podskoczyło. Końcóweczka do mety już bez sensacji. Ląduję z zapasem 3 min.
W ciągu dnia coś kapało więc jezdnie dalej mokre ale na moim powrocie tylko tyle. No może jeszcze trochę wiatru z zachodu ale niezbyt uciążliwego. Kręciło mi się bardzo dobrze i nawet całkiem żwawo. Trochę nawet się zagotowałem. Wracam przez Mortimer, Reden, bieżnię na Pogorii 3, Piekło, bieżnię na Pogorii 4, Preczów i Sarnów. Na pojezierzu pustki. Na P3 trzech piechurów w sumie widziałem, na P4 jedną pieszą i rowerzystę. Teraz fajnie się tam jeździ. Przez moment widać było zachodzące słońce kiedy to zeszło poniżej pułapu chmur a jeszcze nie zdążyło schować się za horyzont. Finisz już przy zapadających ciemnościach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:36
-
VAVG
21.25km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ciepło, mokro, ciemno, bez zauważalnego wiatru, momentami nieszkodliwe opady. Start o 6:09 więc nie mam potrzeby cisnąć. Jedzie się bardzo przyjemnie zwłaszcza, że nogi po przerwie wypoczęte. Na drogach ruch przeciętny. Ogólnie dojazd bez sensacji. Pomimo tego, że na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej jestem stosunkowo wcześnie to jednak załapuję się na szlaban przed KŚ. Potem już tylko postój na foto hotelu i światła na Alei Róż. Na miejscu z zapasem 6 min.
Po pracy mokro, mżawkowo, ponuro. Pogoda niezachęcająca do objazdów. Wracam krótko przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Miałem jeszcze zrobić standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana ale doszedłem do wniosku, że zapasy jeszcze na jakieś 2 dni wystarczą i zrezygnowałem. Powrót jednak zaliczam do przyjemnych. W końcu jak na listopad to warunki jeszcze ciągle nienajgorsze.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś zdecydowanie cieplej. Na finiszu lekko się nawet zagotowałem pod czapeczką. Wszystko przez to, że start wyszedł mi bardzo opóźniony - 6:20 - i musiałem jechać z wielkim uczuciem by wyrobić się na czas. Udało się. Na mecie ląduję równo o 7:00. Po drodze tylko raz mnie chciała kobieta rozjechać na Zielonej. Chyba nie doceniła mojej prędkości i chciała wyjechać z lewej przed stojącym autobusem. W ostatniej chwili się zatrzymała. Przejazd bez zbędnych postojów czyli zero focenia. Tylko dzięki temu zmieściłem się w czasie. W sumie przyjemny przejazd do pracy. I nawet kontuzja mi nie przeszkadzała. Dopiero jak wnosiłem rower na piętro to znów coś się odezwało. Podejrzewam, że zrobiłem sobie to wczoraj jak wnosiłem Błekitnego. Miałem do kompletu jeszcze dość wypchany plecak i to wszystko razem gdzieś za bardzo dociążyło jakiś mięsień.
W ciągu dnia nieznacznie pokapało i drogi były lekko mokre. Zerwał się też dość silny wiatr więc cały powrót miałem do wyboru albo się z nim szarpać w walce o prędkość albo sobie spokojnie na młynkach go przebić. Wybrałem to drugie. Z tego też powodu kręcenie częściowo po chodnikach. Wracam przez Mortimer i Starocmentarną. Tam skręcam w Wojska Polskiego. Na skrzyżowaniu chyba była stłuczka bo są 2 samochody cywilne, policja i laweta. Przez Reden kręcę w stronę bieżni. Omijam Most Ucieczki i kręcę na przejazd kolejowy. Tu zdziwienie. Rozgrzebane, opuszczone zapory, znak zakazu wjazdu. Jedynie piesi i rowerzyści są w stanie się przedostać. Dzięki uprzejmości osoby obsługującej przejście nie muszę się zginać pod zaporami. Od strony Łęknic okrążam P3 i jadę na Piekło. Na obu mijanych Pogoriach windsurferzy rozkładają sprzęt. Cóż, pogoda, jak na listopad, sprzyjająca. Mnie nieźle miejscami miota. Przez Preczów i Sarnów wracam do domu już o ciemnościach. Przyjemny i dość spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPDNZ
-
DST
37.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
17.76km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start 6:13. Cieplej niż w minionym tygodniu. Wiaterek umiarkowany. Trochę wysokich chmur, na których słońce malowało ładny spektakl. Próbowałem go sfocić ale nie wyszło. Punkty kontrolne dziś zaliczane nieco po czasie i w efekcie lądowanie na mecie 4 min. po czasie. Z postojów to 2x światła w D. G., raz na "86" i foto hotelu. Hotel dorobił się kilku kolejnych szyb. Droga spokojna i bez sensacji. Kręciło się przyjemnie.
Sprawdziła się prognoza pogody. Rano dojechałem na sucho. W ciągu dnia popadało ale na wylocie już tylko mokre jezdnie. Nawet o zachodzie troszkę słońce próbowało się przebijać. W związku z mokrymi jezdniami powrót bez gięcia krótkim standardem przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo spacerowe bo jakiś uraz mi się ujawnił w okolicach końca pleców i nie chciałem tego pogorszyć. W domu zrzucam plecak, zakładam sakwy i już w ciemnościach robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem zjazd do domu. Popołudnie dość ciepłe. Wystartowałem w czapce i rękawiczkach z pracy ale na Środuli musiałem już zamienić je na bandanę i bezpalcowe bo inaczej bym się zagotował. A i tak mi było ciepło. Prognoza wieszczy, że taka temperatura się utrzyma. Niestety z lekkimi opadami. Ale jak na listopad to i tak nieźle.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
43.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
20.81km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przy piątku grzebanie przedstartowe przeciągnęło się nieco i ostatecznie wybyłem o 6:16. Na dworze niezbyt zimno dopóki się stoi. W czasie jazdy chłód dawał się we znaki i to zauważalnie. Wszystko przez mgłę, która towarzyszyła mi całą drogę. Na jej okoliczność zdjąłem z sakwy lampkę i zapiąłem ją na plecaku po lewej stronie. Nie wiem na ile mnie uwidoczniła ale zawsze to coś. Ruch na drogach o wiele spokojniejszy. Cały czas miałem wrażenie, że jadę dość wolno. Pogłębiały to wrażenie odczyty na punktach kontrolnych. Wszystkie aż do Dąbrowy Górniczej zaliczałem już nieco po czasie. Odpuściłem dziś focenie hotelu i dzięki temu rzutem na taśmę udało się na miejsce dociągnąć na 7:00. Po drodze dziś spotkałem zadziwiająco dużo rowerzystów. 7 osób się doliczyłem w sumie.
Po pracy dziś nieco wyginam. Terenem toczę się na Dańdówkę. Potem trochę asfaltu w drodze na czerwony szlak, którym dociągam do Milowic. Robi się już coraz ciemniej więc resztę drogi już asfaltami przez Czeladź i Wojkowice. W Czeladzi jest okazja pogonić króliczka. Przejechał mi przed oczami jak fociłem Szwedzkiego, którego już niedługo nie będzie. Nim się pozbierałem i włączyłem do ruchu, trochę mi odjechał. Dogoniłem go na światłach na "94". Niestety szybko skończyła się wspólna jazda bo skręcił za Biedronką w osiedle. Stamtąd więc już swoim własnym tempem. Bardzo przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca






















