limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%)
Czas w ruchu:6182:11
Średnia prędkość:19.01 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:3000
Średnio na aktywność:39.19 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 9.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 19.07km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 lipca 2016 | dodano: 07.07.2016

Chyba w końcu dochodzę do siebie po weekendzie bo dziś rozruch poszedł o wiele lepiej. Startuję 6:09. Czyste niebo, ładne słoneczko ale chłodno. Wiatr mniej więcej z zachodu. Wcześniejsza pora to automatycznie mniejszych ruch na drogach. Można by wręcz powiedzieć, że na drogach pustki. Jedzie mi się bardzo dobrze tym bardziej, że nie muszę cisnąć. Punkty kontrolne pozaliczane w bardzo dobrym czasie. Na miejscu z zapasem 4 min.

Po pracy przyjemniej niż rano ale do upałów daleko. Słoneczko ładnie świeci, wiatr z zachodu ale na szczęście nie jakiś koszmarny. Od samego początku kręcę ile się da terenem czyli spod pracy przez lasek zagórski, potem na Zieloną i dalej szlakiem do Łagiszy skąd przedłużeniem w pola by przejechać pod "86" i ostatecznie teren porzucam niedaleko źródełka w Psarach. Reszta asfaltem z małym wjazdem do wsiowego Lewiatana. Kręcenie powrotne niespieszne by się niepotrzebnie z wiatrem nie szarpać. Dzięki temu było całkiem przyjemnie.


Kategoria Praca

DPD

Środa, 6 lipca 2016 | dodano: 06.07.2016

Ciągle nie mogę odespać weekendu i dziś znów z tego powodu obsuwa w starcie. Dość poważna. Ruszam 6:25. Jezdnie schnące. Trochę wiaterku sprzyjającego czyli zachodni, północno zachodni. ICM mówił, że ma być około +15 ale nawet jeśli tyle jest to i tak odczuwalnie przyjemnie. Kręcę od samego początku dość intensywnie, choć jeszcze nie tyle ile fabryka dała. Mam nadzieję nieco zmniejszyć spóźnienie. Ruch zauważalnie o tej porze większy ale udaje się jechać płynnie i bez ekscesów. Punkty kontrolne pozaliczane w tragicznym czasie. Na Mortimerze tym razem nie wbijam na ścieżkę by nie tracić na niej czasu. Lecę jezdnią przez rondo. Ostatecznie na finiszu strata 8 minut.

Powrót z pracy to w sporej części jazda na wiatr. Żeby się za bardzo nie zmachać to nie cisnę. Również nie zaginam. Kręcę przez Mec i Środulę na ścieżkę małobądzką i dalej przez Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Po drodze zahaczam o Dino i lekko wyginam przy wsiowym Lewiatanie. Na ostatnich metrach dopada mnie parę kropelek. Chwilę po tym, jak melduję się w domu za oknem zaczyna się króciutka ulewa. Wychodzi na to, że dobrze, że nie zaginałem. Ale też i chęci ku temu nie było. Wciąż wyłazi weekend. Jestem nieustannie głodny i śpiący.


Kategoria Praca

DPZD

  • DST 39.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 20.53km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 5 lipca 2016 | dodano: 05.07.2016

Udało mi się trochę zregenerować (głównie przez sen) i dziś rozruch poszedł nieco lepiej co dało starto o 6:16. Na dworze ładne słoneczko, nieznaczny podmuch i raczej rześko. Zdecydowałem się na bluzę z długim rękawem. Kręcę bez ciśnienia zakładając 2-3 minuty spóźnienia. Założenie okazało się faktem choć były szanse dociągnąć punktualnie. Zatrzymały mnie jednak kolejne światła i szlaban na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Plus przejazdu przynajmniej taki, że był spokojny.

Po pracy całkiem przyjemnie. Kręcę przez Mortimer i Reden na Zieloną i dalej czarnym szlakiem do Łagiszy. Stąd asfaltem przez Sarnów do domu. Już mnie na powrocie nie odcinało więc nieco lepiej. Jednak po dotarciu do domu "na chwilę rozciągnąłem kości" i jakoś prawie 1,5h uciekło na drzemce. Za to samopoczucie o wiele lepsze. Bez większego obijania się pakuję sakwy na Błękitnego i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie. Potem prosto zjazd do domu.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:41
  • VAVG 20.20km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 30 czerwca 2016 | dodano: 30.06.2016

Od samego rana bardzo przyjemnie. Dużo słońca, lekki wiaterek. Start 6:08. Kręci mi się jakoś odczuwalnie lepiej. Punkty kontrolne pozaliczane w dobrym czasie. Przejazd spokojny i bez sensacji. Na Zagórzu dziś całkiem sporo rowerzystów.

Powrót z pracy bez gięcia szybko przez Mec, Środulę, Stary Będzin. Objeżdżając skrzyżowanie przy stadionie spotykam Mariusza. Chwilę rozmawiamy. Znów zasygnalizował nielichą wyrypę a ja nie wiem nawet czy mam jeszcze jakiś lipcowy weekend wolny. Ale nie wszystko na raz. Na razie trzeba przeżyć ten najbliższy :-) Żegnamy się i kręcę dalej do domu przez Zamkowe, lasek grodziecki, lasek gródkowski i finisz "913".  W domu jeszcze tylko smarowanie Rzeźnika i czas przygotować się do weekendu. Jutro z rana start do Lubomierza.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 19.63km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 czerwca 2016 | dodano: 29.06.2016

Przed wschodem słońca mgły, które znikają jak Słońce zaczyna pracować. Na starcie już ładnie przejrzyście i sucho. Lekki wiaterek. Chyba ze wschodu. Temperatura taka, że nie trzeba na termorurkę zwracać uwagi. Start 6:08. Kręcę spokojnie, bez ciśnienia. Punkty pośrednie pozaliczane w przyzwoitym czasie. Szybki stop na foto hotelu. Przejazd spokojny. Ruch na droga mniejszy. Mało też rowerzystów.

Powrót z pracy bez większego gięcia. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Zielonej i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Potem dalej wzdłuż torów i terenem aż pod źródełko w Psarach. Stamtąd reszta asfaltem z małym wjazdem do wsiowego Lewiatana w celu uzupełnienia zapasu izobroników. Przyjemnie ciepło i słonecznie. Zauważalny wiatr z zachodu.


Kategoria Praca

Sprawdzić czy nadaję się do roboty

  • DST 50.00km
  • Czas 02:38
  • VAVG 18.99km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 28 czerwca 2016 | dodano: 28.06.2016

Lada dzień miał mi się skończyć okres zdatności do pracy i chciał, nie chciał, musiałem się pofatygować i zrobić badania okresowe. Prosto z domu turlam się przez Gródków, Łagiszę, Zieloną, bieżnię na P3 od strony Łęknic i Gołonóg do przychodni nieopodal Huty Katowice. Start uczyniłem jak do pracy czyli 6:02. Na miejscu jestem kilka minut przed 7:00. Zapinam rower i potem 5,5h nie moje. Głównie czekanie. Wynik taki, że przez cztery lata powinienem się jeszcze nadawać do roboty. Z papierkiem potwierdzającym ten fakt kręcę do pracy przez Gołonóg, Reden, Mortimer i Zagórze. Załatwiam resztę formalności, wciągam nieco paliwa i o zwykłej porze rozpoczynam powrót. Tym razem kręcę przez Mec, Środulę, Stary Będzin i stadion pod Biedronkę na dolnej Syberce by tam obejrzeć nowe arty, które zasygnalizował noibasta w jednym ze swoich wpisów. Ze 2 lub 3 nawet fajne ale poprzednia galeria chyba jednak była ciekawsza. Robię trochę foto i przez Zamkowe wybijam się na ścieżkę do Grodźca. Potem skrótem w stronę kolejnej ścieżki do Wojkowic. Tym razem odpuszczam teren bo podejrzewam, że po nocnych opadach może być trochę bagienka i w związku z tym nieco nadrabiam asfaltem. Trochę też i dlatego, że chcę dobić do 50km. Udaje się to osiągnąć z lekkim zapasem. W domu jestem niewiele później niż zwykle. Rano trochę bałem się, że może mnie zlać bo niebo było zachmurzone ale udało się dotrzeć do celu na sucho. Powrót zakończony w całkiem ładnym słoneczku. Bez upałów ale przyjemnie. Warunki do kręcenia całkiem niezłe.


Kategoria Praca

DPO PTTK ZD

  • DST 50.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 27 czerwca 2016 | dodano: 27.06.2016

Powrót do rutyny czyli koniec urlopu. Zrywam się niemal tuż po budziku. Za oknem tak sobie. Mglisto. Słońca nie widać wcale. Temperatura chyba w okolicach tej z wykresu ICM-u. Nim wyruszyłem słońce rozproszyło wilgoć w powietrzu i towarzyszyło mi przez kawałek drogi. Ruszam 6:14. Chciałem wcześniej ale jakoś tak znowu... Niby już wakacje ale jakoś tego nie widać na drogach. Ruch jak zwykle. Punkty kontrolne pozaliczane nieco po czasie. Wjeżdżając na Zieloną jeszcze było słoneczko, wyjeżdżając już nie. Pochmurno. Pewnie będzie padać jak ICM wieszczy. Trochę mnie to niepokoi bo dziś spotkanie klubowe i przyjdzie trochę pojeździć po południu. Droga przebiega w miarę spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem 1 min.

Po pracy toczę się do sosnowieckiego Decathlonu zaopatrzyć się w pokrowiec na plecak. Potem niezbyt spiesznie kręcę w stronę centrum i ściany płaczu. Na bankomacie kartka, że nieczynny. Zaginam więc na plac przy fontannie i dzwonię do Prezesa czy już jest. Nie ma go. Jedzie busem. Ruszam więc na stawiki zrobić małe kółko w celu strawienia choć kilku minut. Kiedy wracam pod fontannę jest jakiś kwadrans do 17:00. Zjawia się Paweł a po nim jeszcze kilku klubowiczów. Chwilę rozmawiamy przy fontannie i potem przenosimy się do oddziału. Głównie omawiamy plany na lipiec, Waldek opowiada o swojej wyprawie do Mongolii, załatwiamy różne klubowe sprawy i nagle znikają 2,5 godziny. Kończymy nasiadówkę, żegnamy się i ruszamy każdy w swoją stronę. Solo kręcę w stronę Pogoni i dalej do Będzina. Stąd kieruję się na Łagiszę i Sarnów. Niby daleko do zachodu słońca ale niebo zaciągnięte chmurami i ogólnie jakoś tak mroczno. Całą drogę jadę na włączonych lampkach. Po drodze wstępuję do wsiowego Lewiatana i robię małe zakupy. Przy okazji testuję też mikro plecaczek z Decathlonu. Dość dobrze sprawdza się na małe zakupy stanowiąc kompaktowe rozszerzenie pojemności plecaka głównego samemu będąc po złożeniu wręcz mikroskopijnym pakiecikiem. Na wyjściu czuję jakieś drobne kropelki ale do domu już tylko 1km więc staczam się już bez ciśnienia. Jest po 20:00. Dziś dzień poleciał błyskawicznie.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:37
  • VAVG 21.65km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 czerwca 2016 | dodano: 10.06.2016

Rano tak sobie. Ani zimno, ani ciepło. Słoneczko. Minimalny podmuch z kierunku nieokreślonego. Da się jechać. Start udaje mi się zrobić całe 7 min. wcześniej niż wczoraj. Ruszam 6:12. Kręci się jakby lepiej niż ostatnie 4 dni. Może dlatego, że to ostatni dzień przed urlopem, a może też i w końcu udało się nieco zregenerować po Turbaczu. Powoli wbijam się w harmonogram przejazdu i w okolicach "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej jestem mniej więcej o czasie. Droga raczej spokojna nie licząc ze 2 przypadków nieco za bliskiego wyprzedzania. Na zjeździe ścieżką spod DorJan-a zaskakuje mnie stojący w poprzek radiowóz. Kogoś spisują. Na miejsce zataczam się z rezerwą 4 min.

Po pracy bez gięcia powrót do domu zrobić trochę przygotowań. Kręcę przez Mortimer, Reden, Zieloną, Łagiszę i Sarnów. Całą drogę do pracy wkurzało mnie poskrzypywanie ale nie miałem czasu nic z tym zrobić. Na powrocie poskrzypywanie towarzyszyło mi dalej ale już nieograniczony czasem zacząłem się uważniej przysłuchiwać usiłując wyłapać miejsce hałasu. Ostatecznie stanąłem na Zielonej i pokapałem lekko wszystkie zawiasy. Test wykazał, że to nie to. W kolejności podejrzanych była sztyca. Wyciągam całą, zdejmuję zacisk i czyszczę zarówno rurę jak i sztycę. Lekko też natłuszczam smarem. Składam do kupy i... błoga cisza przy teście. Na powrocie ponownie kilku "gazeciarzy". W domu przekładam zacisk z zaczepem do przyczepki z Błękitnego na Czarnego i testuję jak full się z dłuższym tyłem zachowuje. Jest ok. Potem jeszcze tylko przestawienie zaczepów na sakwach, smarowanie amorków i na dziś z rowerami koniec. Teraz tylko pakowanie, futrowanie i spanie do jutra :-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 37.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 19.30km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 czerwca 2016 | dodano: 09.06.2016

Poranek jakby cieplejszy. Trochę wysokich, niegroźnych chmur. Poranne grzebanie znów szło nieskładnie i ostatecznie ruszam, jak wczoraj, o 6:19. Trochę próbuję podkręcić tempo ale z takim sobie efektem. Nieco pomagają 2 króliczki na kawałku trasy przy elektrowni. Prowadzący na szosie i następujący na trekkingu ciągną równo. Nie siedzę im na kole tylko próbuję trzymać się tak z 5-10m za nimi. Przez jakiś kilometr się udaje ale na moich stosunkowo grubych oponkach i mniejszych koła powoli odstaję. Potem jeszcze odbijam w bok i jadę boczną drogą koło Kreisela. Widzę ich jak śmigają na skrzyżowaniu i potem jeszcze kawałek przed mostem na Czarnej Przemszy. Ale już zero szans na ich dogonienie. Trochę brak sił ale głównie brak chęci. Na Zielonej rondko obstawione przez Policjantów sprawdzających wyrywkowo trzeźwość. Mnie sobie odpuścili. "Dworzec" udaje się przejechać bez stania. Strata czasowa całkiem spora. W nadrobieniu nie pomagają dwie kolejki stania na światłach na Alei Róż. Potem jeszcze na Mortimerze. Reszta drogi już bez sensacji. Na miejscu ze stratą 6 min.

Po pracy dzionek ładny, słoneczny ale raczej chłodny. Wieje dość zauważalny, chłodny wiatr. Dużo brakuje do upałów, jakich spodziewałbym się po czerwcu. Ale trudno. Jedzie się co jest. Z pracy ruszam przez Mortimer do centrum Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu i dalej do sklepu rowerowego zakupić zapasową oponę do Rzeźnika. Udaje się choć trochę wąska - 1,95. Ale na zapas się nada. Potem przez Mydlice jadę na Ksawerę i częściowo ścieżką wzdłuż Czarnej Przemszy, częściowo asfaltami do Będzina i dalej do Grodźca skąd zjazd do Gródkowa i do domu. Po drodze kilka wyprzedań na gazetę czyli norma jakaś tam wykonana.


Kategoria Praca

DPS Kosmiczna Baza ZD

Środa, 8 czerwca 2016 | dodano: 08.06.2016

Dziś start mi się paprał od samego wstania. O 5:00 rano jak otwarłem okno to zimno było okrutnie. Nawet nie chciałem się dołować sprawdzaniem temperatury. Para szła z gęby, w każdym bądź razie. Potem na wylocie było już nieco lepiej bo słoneczko grzało. Wytoczyłem się o 6:19. Nawet nie próbowałem dogonić harmonogramu przelotu. Trafiam na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej na szlaban przed KŚ do Gliwic. Chwilę czekam. Potem czekam dwie kolejki na światłach na Alei Róż. Na finiszu jestem ze stratą 11 min. Ciągle jeszcze wyłazi Turbacz a dziś nie będzie okazji poodpoczywać bo w planach nieco jeżdżenia.

Po pracy całkiem przyjemne warunki do jazdy. Dziś trochę objazdów. Na początek turlam się przez Mec, Środulę i Stary Będzin do serwisu. Tu zabieram trochę złomów (2 koła i kilka kompletów pedałów) i kręcę przez całą prawie Dąbrowę Górniczą, gęsto utykając na światłach, do Kosmicznej Bazy. Umówiłem się z Moniką, że podjadę pożyczyć przyczepkę na wyjazd do Kłodzka. Zostawiam też przywiezione złomy. Jak mi powiedziała jakie ma co do nich plany... Mam nadzieję, że pochwali się efektem recyklingu na BS. Ciekaw jestem efektu. Potem przyjmuję instruktaż montażu i użytkowania trzeciego koła. Chwilę dłuższą rozmawiamy. Potem zapinam swoje sakwy i w końcu ruszam w drogę powrotną. Kieruję się na Antoniów, Piekło, Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do mojej wioski. Przy wsiowym Lewiatanie odbijam do wsiowego Dino i robię tam zapasy wypakowując sakwy na maxa by sprawdzić przy okazji jak się prowadzi obciążony skład. Ostatni kilometr to trochę mało na test ale daje się zauważyć lekką różnicę w porównaniu do pustej. Monika miała rację co do tego, że niektórzy kierowcy będą robić duże oczy widząc nieco dłuższy skład :-)


Kategoria Praca