Praca
| Dystans całkowity: | 117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6182:11 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.19 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPZDZD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś jadę Srebrnym bo po pracy mam w planach rundę zakupową. W związku z tym, że dziś w użyciu wolniejszy rowerek zaplanowałem wcześniejsze wyruszenie. Prawie się udało - 6:13. I nawet sprawnie szło kręcenie bo warunki wciąż rewelacyjne: bez wiatru, bez chmur, przyjemna temperatura. Nawet światła na "86" współpracowały wzorcowo. Niestety całą rezerwę czasu zeżarło podziwianie wschodu słońca w Łagiszy. Trochę pofociłem ale na monitorze już tak dobrze to nie wyglądało jak na miniaturze w aparacie. Za to oko miało miłe wrażenia. Potem nie pozostało nic innego jak naginać. Na Zielonej jestem 6:39. Późno. "Dworzec" w D. G. udaje się przejechać płynnie ale potem 2x stanie na światłach na Alei Róż i 1x na Mortimerze. Przy DorJan-ie jestem 6:52 więc rezygnuję ze ścieżki i ciągnę asfaltem dzięki czemu udaje się skręcić w Szymanowskiego o 6:55. Stąd 5 min. już w zupełności wystarczy. Zataczam się na metę równo o 7:00. W sumie przyjemny dojazd do pracy. Bez ekscesów.
Po pracy na początek kręcę przez centrum Zagórza do Decathlonu. Tu zaplanowane wcześniej zakupy. Z lekkim ale obszernym balastem kręcę do Będzina. Tu jeszcze jedne drobne zakupy i potem kieruję się na ścieżkę rowerową do Grodźca. Tamże wpadam na pomysł by wjechać na zbocze Dorotki i sfocić z wysoka postępy budowy centrum logistycznego Lidl-a (podobno) przy "86" w Gródkowie. Objeżdżam górkę dookoła ale bez wjazdu pod kościół i zjeżdżam do skrzyżowania, z którego mogę pociągnąć albo na Wojkowice albo na Gródków. Wybieram to drugie bo na dziś jeszcze nie koniec planów pozbywania się gotówki. Staczam się do Gródkowa i potem prosto "913" dociągam do domu. Tu chwila przerwy na karmienie domowego tygrysa i wlanie radlerka. Potem z sakwami robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z dość obciążonymi sakwami wracam prosto do domu kończąc na dzień dzisiejszy rowerowanie. Jutro powtórka eksploracji na odcinku z Milowic do Czeladzi i dzień dziecka w postaci jazdy Rzeźnikiem :-)
Link do pełnej galerii
Po południu zahaczam o galerię graffiti w przejściu podziemnym pod Aleją Kołłątaja w Będzinie.
A o poranku było m. in. tak.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
50.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Plan był taki by wyjechać o 6:00 i kręcić spokojnie by jeszcze być z zapasem w pracy. Zależało mi na tym zapasie. I tyle z planów. Grzebanie przedstartowe znów się rozciągnęło i ostatecznie ruszam 6:12. Przykro spotkać się przy tej okazji ze świadomością, że ruszam już przed wschodem słońca :-( Jest raczej rześko ale przyjemnie. Bezchmurne niebo, minimalny podmuch, na polach ślady mgieł. Kręcę od początku dość intensywnie żeby nieco podgonić. Udaje się dogonić harmonogram przejazdu na Zielonej. Potem już tylko praca nad poprawieniem wyniku, której nie wspomagają niestety światła. Ostatecznie jestem na miejscu z zapasem 10 min. przy nienajgorszym czasie dojazdu. Choć dałoby się jeszcze to poprawić.
Po pracy, jak już od kilku dni, po południu pełnia lata. Dziś mam plan taki by na powrocie poczynić nieco eksploracji i inwentaryzacji gdyby miało dojść do kolejnego wałęsania się po terenie grupą. Mam niejaki zarys pętelki w głowie ale kilka miejsc muszę sprawdzić lub zbadać by mieć pewność, że przebijemy się bez problemów w większej masie. Na początek kręcę przez Kukułek i Wawel w stronę centrum a potem dalej do Milowic. Tu pierwszy większy kawałek eksploracyjno-inwentaryzacyjny w stronę Czeladzi. Powodzenie połowiczne. Nie znajduję ścieżki, która jest na mapce GPS-a, za to odkrywam dzikie siedzisko jakiegoś bezdomnego. Mówi, że ścieżka dalej nie prowadzi, że tam tylko las i nie ma sensu brnąć dalej. Wracam na poprzedni kurs i przebijam się przez Czeladź w stronę M1. Stamtąd badam teren do Grodźca. Skutecznie. Przez Grodziec również udaje mi się przejechać tak jak planowałem. Na granicy z Wojkowicami wbijam znów w teren kierując się na moją wioskę. Potem już ostatnie 2km asfaltem prosto do domu na aplikację zimnego izotonika. W sumie przyjemne powrotne kręcenie z mini atrakcjami. Do powtórzenia odcinek przez Czeladź. Bujanie na full-u na wertepkach bardzo dobrze wpływa na nastrój :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.60km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mały sukces. Udało się wystartować całe 6 min. wcześniej niż wczoraj. W związku z tym kręcę delikatniej i pozwalam sobie na postój w Gródkowie by uczynić foto wschodzącego słońca i jednocześnie budowanej hali przy "86". Mgiełki dziś tylko na polach. Wiaterku nie stwierdziłem. Jakby odrobinę chłodniej niż wczoraj. Kręci mi się całkiem dobrze i punkty kontrolne zaliczone prawie o czasie. Chwilę muszę odstać na przejściu przez tory na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej bo akurat przelatuje IC. Potem jeszcze 2x światła. Ostatecznie na mecie mam 5 min. zapasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Zgodnie z zapowiedziami ICM-u po południu lato. Powrót kręcę spacerowo i ile się da terenowo. Początek przez lasek zagórski do Redenu. Tu trochę asfaltu by przebić się pod ścieżkę między Pogorią 3 a Zieloną i niąże do parku i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Tam przedłużeniem do przejazdu pod "86" i dalej znów czarnym szlakiem do lasku psarskiego i potem w teren do Strzyżowic. Końcówka asfaltem do domu. Trochę myślałem o wygięciu powrotu ale jakoś tak grawitacja wytwarzana przez izotoniki w lodówce ściągnęła mnie do domu. Przyjemny, spokojny powrót.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
21.40km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zamiar wcześniejszego startu spalił całkowicie na panewce. Nie dość, że nie przestawiłem sobie budzenia na wcześniejszą godzinę, to jeszcze jak się odezwało o zwykłej porze to włączyłem drzemkę na 30 min. A potem już minutki poleciały na przedstartowych przygotowaniach błyskawicznie. Ostatecznie ruszam minutę później - 6:17. Ale za to dziś dzień dziecka i do pracy jadę Rzeźnikiem :-) Od razu wykorzystuję jego możliwości i ścinam sobie skrzyżowanie u siebie po chodnikach by nie stać i nie czekać na włączenie się do ruchu. Zyskuję tym kilkanaście sekund przynajmniej. A czas się dziś liczy bo na dworze dosyć gęsta mgła, która może mnie tu i tam spowolnić. Termicznie jest całkiem przyjemnie i jazda "na krótko" nie stanowi żadnego problemu. Jedynie przeszkadza mi osiadająca na okularach wilgoć, która bardzo pogarsza mi widoczność. Mimo tego jedzie mi się całkiem dobrze i sprawnie. Kontrolując czas na zwykłych punktach widzę, że jestem dziś szybszy niż wczoraj. Światła na "86" osiągnąłem w niecałe 8 min. czyli około 3 min. szybciej. Na Zielonej jestem po 17 minutach od startu czyli też około 3 min. szybciej. Mając już wypracowaną lekką rezerwę odrobinkę popuszczam z tempa. Zresztą w mieście i tak już nie da się kręcić równo bo ciągle ronda, skrzyżowania, światła, "ścieżki" rowerowe i inne przeszkody. Ostatecznie na mecie ląduję z 6 minutami zapasu. Czas przejazdu krótszy o 2 min. niż wczoraj i jeszcze był zapas by tempo podkręcić gdyby była taka konieczność.
Po pracy, zgodnie z zapowiedziami ICM, środek lata. Super pogoda do kręcenia. Od samego rana zamiarowałem przemycić się w drodze powrotnej terenami ile tylko się da. Od razu zaczynam przy zagórskich działkach i ciągnę aż do Dańdówki. Tu nieco asfaltu by wbić na czerwony szlak do Milowic. W Milowicach obieram kierunek Czeladź wykorzystując ścieżkę wzdłuż Brynicy. Robię trochę eksploracji przy okazji focąc murala poświęconego Żołnierzom Wyklętym. Chyba gozdi89 go ma też gdzieś na wpisie. Przy Strusiach przebijam się na drugą stronę "94" i kręcę w stronę czerwonego szlaku, na którym znajduje się mostek na Brynicy. Trochę musiała tu woda działać na zjeździe do tego mostku bo strasznie zryty. Przebiwszy się na hanyską stronę jadę przez Przełajkę by w Wojkowicach ponownie przekroczyć granicę i wrócić na stronę gorolską. Potem już pod wojkowicki Orlen i standardową, terenowo-asfaltową prostą do domu. Całkiem fajnie się jechało ale już na więcej zaginania nie miałem jakoś ochoty. Chyba ten browarek z lodówki tak na mnie działał bo po wprowadzeniu pierwszego od razu jakoś samopoczucie się poprawiło :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:25
-
VAVG
24.71km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start szedł mi jeszcze bardziej opornie niż wczoraj. Ruszam później - 6:16. Na szczęście warunki są o wiele lepsze niż wczoraj. Jest cieplej, sucho, trochę chmur ale niegroźnych i widać przebijające się słońce. Widoczność nieznacznie pogorszona przez śladową mgiełkę. Od samego początku staram się jechać z uczuciem. Jednak na punkcie kontrolnym na Zielonej jestem jeszcze spóźniony. Na DorJan-ie jeszcze też późno ale już lepiej niż wczoraj o całą minutę. Ostatecznie o tyle udaje mi się powiększyć wczorajszą rezerwę lądując na mecie. Jechało mi się dziś bardzo dobrze pomimo tego, że w tle był pośpiech.
Po pracy całkiem przyjemne, letnie warunki. Słoneczko, wietrzyk, ciepło. Przyjemnie się jedzie. Dziś jednak powrót bez zaginania przez Mec i Środulę do serwisu w Będzinie. Nabywam nowe kółeczko do Rzeźnika razem z taśmą, dętką i oponą. Od razu wszystko założone, nadmuchane. W domu tylko przełożyć kasetę i tarczę, i można hulać :-) Z nowym nabytkiem toczę się w stronę Łagiszy. Gdzieś na wysokości przychodni przy elektrowni wyprzedza mnie szoska. Wiadomo, że na Srebrnym nie mam z nim szans ale kręcę i tak nieco intensywniej. Szoszon jedzie spacerowo więc udaje mi się trzymać mniej więcej w stałej odległości od niego, tak ze 100-150m. Czasem na zjazdach nieco skracając. Tak się bujam za nim przez całą Łagiszę i dalej do Sarnowa. Urywa mi się dopiero na światłach na "86". Ja już musiałem odstać. Dzięki temu króliczkowi udało mi się jednak utrzymać całkiem niezłą średnią dzienną. Od świateł już spokojniej ale w żadnym wypadku nie spacerowo. W domu zrzucam plecak i zabieram się za przekładkę tarczy i kasety na nowe koło. Potem kilka śmignięć wzdłuż ulicy na sprawdzenie jak wszystko pracuje. Nieco slalomu zjazdowo-wjazdowego po krawężniku. No bajka! Nowe kółeczko pracuje idealnie. Stare dam do przeplatania jak pojadę odbierać Błękitnego. Tam też kazałem tylne kółko przepleść bo mam z nim takie same historie jak z full-owym. Regularna wymiana szprych będzie chyba jedną z kolejnych regularnych operacji na moich rowerkach obok wymiany napędu bo raczej nie przewiduję, żebym miał stracić na wadze ;-p To byłoby już straszliwe marnotrawstwo zasobów.
Kategoria Praca, Koło, Serwis
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
21.43km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Budzę się i słyszę za oknem szum deszczu. Tego się nie spodziewałem ale trudno. Trzeba to trzeba. Zbieram się do startu jednak z mniejszym entuzjazmem co przekłada się na nieco późniejszy czas odjazdu. Opłaciło się jednak to zamulanie bo dzięki temu deszcz ustał. Chociaż tyle. Poza tym jest tak sobie: pochmurno, wieje wiatr, nie za ciepło, mokre jezdnie. Tak jak wczoraj zakładam pokrowiec na plecak i kapcie do chodzenia w wodzie i ruszam. Jest 6:14. Kręcę bez większego ciśnienia mimo wszystko jednak licząc, że uda się zmieścić w czasie i być punktualnie. Na Zielonej pomiar jest taki na krawędzi. "Dworzec kolejowy" w Dąbrowie Górniczej udaje się przeskoczyć tuż przed pociągiem KŚ więc bez stania na szlabanie. Potem chwila niepewności na rondzie w centrum bo "kierownik" jadący od strony Będzina zachowywał się tak, jakby nie zamierzał w ogóle mi ustąpić pierwszeństwa na rondzie. Kiedy jednak niepewny jego zamiarów przyhamowałem, on również i bezpiecznie udało mi się ten moment drogi przebyć. Nie lubię tego ronda. Już niejedną akcję tu widziałem i niejedną sam miałem. Powinno to miejsce być inaczej zaprojektowane. Rondo, owszem, ale o innym układzie. Reszta drogi już spokojna choć nie obyło się bez stania na światłach na Alei Róż i na Mortimerze. Przy DorJan-ie jestem 6:50. Ostatecznie na mecie mam minutę zapasu. W sumie przyjemny, mimo raczej jesiennej pogody, dojazd do pracy. Pogoda przetrzebiła rowerzystów.
Po pracy warunki o tyle lepsze, że jest sucho ale dalej trochę wieje i jest pochmurno. Kręcę bez zaginania i większego pośpiechu przez Mec i Środulę do Będzina. Staram się jechać raczej bokami bo jakieś takie zmęczenie czuję. Przejeżdżając przejściem podziemnym pod Al. Kołłątaja widzę, że na wymalowanych do czysta ścianach nanoszone są teraz czarne obramówki. Czyżby miał się niedługo odbyć jakiś konkurs grafficiarski? Na wylocie z nerki w stronę Łagiszy chyba chwilę przed moim przejazdem stuknęły się dwie osobówki i robi się trochę ciasno. Na szczęście mnie to nie dotyczy. Kręcę sobie dalej spokojnie chodnikiem i na jezdnię włączam się dopiero przy fabryce domów. Potem już standard przez Łagiszę i Sarnów. Przeskok "86" na światłach i długa, spokojna prosta do domu z małym postojem we wsiowym Lewiatanie. Zaskoczył mnie nieco niezły czas przejazdu. Spodziewałem się o wiele dłuższego powrotu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.57km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś mi ICM wieszczył pogodowy armageddon. Na wstawaniu sprawdzam od razu czy się sprawdziło bo już wczoraj wieczorem była niezła burza z "pieronami". Za oknem pochmurno, lekki wiaterek ale sucho. Pakując się trzymam kciuki żeby wytrzymało. Wyłażę spod prysznica, rzucam okiem za okno... nie wytrzymało. Kapie. Ale na razie niegroźnie. Kurtka zostaje w plecaku. Jedynie sam plecak owijam pokrowcem. Buty lądują w plecaku a na nogi zakładam kapcie do chodzenia w wodzie. I ruszam. 6:05. Mając zapas kręcę niespecjalnie spiesznie. Nawet przyjemna temperatura. Jezdnie umiarkowanie mokre. Przejazd spokojny, bez sensacji z zaliczanie punktów pośrednich w bardzo dobrym czasie. Na miejscu jestem z zapasem 7 min.
Po pracy zrobiło się o wiele przyjemniej. Temperatura jakoś drastycznie nie podskoczyła ale dało się spokojnie jechać "na krótko". Trochę wiało. Na niebie sporo chmur ale takich, przez które regularnie przebijało się słoneczko. Jezdnie zdążyły wyschnąć. Całkiem niezłe warunki do jeżdżenia. Kręcę na początek pod ścianę płaczu na Redenie. Potem na molo przy Pogorii 3. Tak podejrzewałem, że będzie raczej pustawo i to się sprawdziło. Decyduję się więc skorzystać z bieżni i ciągnę nią aż do Świątyni Grillowania gdzie dzikim przejściem przemycam się na Pogorię 4 i kręcę dalej do Preczowa. Potem podjazd do Sarnowa i przez całą moją wioskę aż do wsiowego Lewiatana. Tu skręcam w stronę piekarni z zamiarem wbicia na "913" i zahaczenia po drodze o sklep z narzędziami. Udaje mi się dostać co chciałem więc z ekstra balastem staczam się już bez gięcia do domu. Przyjemny, spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
63.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
03:25
-
VAVG
18.44km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś znów problem z wygrzebaniem się o czasie. Ruszam o 1/1440 później niż wczoraj więc gdzie tylko się da to podganiam. Mozolnie udaje mi się ostatecznie wbić w ramy czasowe przelotu ale następuje to dopiero na wysokości DorJan-a czyli bardzo daleko od startu. Warunki podobne jak wczoraj. Dalej rześko, na tyle, że znów jadę w bluzie i pełnych rękawiczkach i wcale nie jest mi za ciepło. Nogi nawet trochę wychłodzone. Niebo czyściutkie, bez jednej chmurki. Wschodzące słoneczko robiło ładny spektakl zwłaszcza tam, gdzie było trochę drzew i mgieł. Niestety presja czasu powstrzymała mnie od focenia a szkoda, bo ze 2-3 fajne zdjęcia by były. Między innymi i dlatego muszę popracować nieco nad czasem rozruchu. Przejazd dość spokojny i całkiem przyjemny. Ostatecznie na mecie ląduję z zapasem 60 sekund.
Zanim wyszedłem z pracy zadzwonił Prezes, że trzeba by z Grześkiem objechać trasę niedzielnej wycieczki z cyklu Poznaj Swoje Miasto. Prezesa ma nie być bo będzie w pracy i ktoś by musiał być świadom tego, jak pojedziemy. Podzwoniłem trochę po chłopakach z klubu ale jedynym czasowym okazał się być Maciek, który jednak w niedzielę nie będzie mógł wziąć udziału. Tak więc chcąc, nie chcąc, objazd trzeba było uczynić. Umówiłem się z Grześkiem pod fontanną przed PTTK. Jak zajechałem już czekał. Chwilę po mnie zjawił się Maciek i ruszyliśmy na objazd. Znów się okazało, że do znanych miejsc podjechałem z zupełnie nieznanych kierunków. Były też miejsca zupełnie nieznane. Ogólnie może niezbyt daleko ale za to odkrywczo. W niedzielę na dodatek będą jeszcze opowieści Grześka więc zapowiada się ciekawie. Wyszło z Garmina jakieś 16km samej wycieczki. Grzesiek wraca do siebie więc przyszło nam się pożegnać na Niwce. Za przewodnictwem Maćka jadę w stronę Milowic. Żegnamy się przy światłach koło dawnego Geant-a. Solo kręcę do Czeladzi i dalej przez Wojkowice do domu. Wyszło całkiem fajnie, nieplanowane jeżdżenie. Pogoda bardzo przyjemna. W trakcie jazdy w sam raz. Słoneczko, minimalne podmuchy.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
38.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
20.92km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczoraj bawiłem się w wymianę urwanej szprychy. Przy tej okazji urwała się druga. Coś z tym kółkiem mam mocno nie tak. Udało mi się w końcu doprowadzić je do jakiego takiego stanu i na dziś mogłem wystartować Rzeźnikiem. Trochę mi się obsunęło przy rozruchu i ostatecznie ruszam o 47/180. Kręcę dość intensywnie żeby nadrobić nieco opóźnienie i przy okazji rozgrzać się. Poranek zimny. Może z +10. Para leci z ust. Poza tym dość dobre warunki. Słoneczko, szczątkowe chmurki, bez wiatru. W Łagiszy przyhamowuję przed skrzyżowaniem przy Biedronce i słyszę jak coś szczęknęło. Od razu podejrzewam, że padła kolejna szprycha. Za skrzyżowaniem zjeżdżam na chodnik i robię przegląd. Niestety jest. Po stronie napędu :-/ Nie mam czasu rozczulać się nad problemem bo czas goni. Kręcę dalej choć już z nieco mniejszą werwą. Punkty kontrolne pozaliczane po czasie ale im bliżej mety tym jestem bardziej pewien, że będę na czas. Ostatecznie ląduję z zapasem 60 sekund. Spokojny dojazd do pracy. Byłyby przyjemny, gdyby nie usterka. Jadę dziś do serwisu i jak tylko będzie, to biorę nowe kółko a to każę sobie zapleść całkiem od nowa na jakichś wzmocnionych szprychach i będzie na rezerwie.
W ciągu dnia zadzwoniłem do serwisu i okazało się, że pod ręką nowych kółek 27,5' nie ma. Mają przyjechać pod koniec tygodnia. W związku z tym modyfikuję plan powrotny i by nie czuć bijącego koła wracam ile się da terenem. Spod pracy przez lasek zagórski do Dąbrowy Górniczej. Tam asfaltami pod molo na Pogorii 3. Tu widzę słup czarnego dymu gdzieś w okolicach na wschód od Wojkowic Kościelnych. Zastanawia mnie co to ale nie zbaczam w tamtym kierunku. Jadę na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy a potem jego przedłużeniem pod przejazd na "86". Słup dymu dalej bije w niebo i rozwiewa go nieco na zachód. Focę i znów modyfikuję kierunek ciągnąc czarnym szlakiem w stronę Psar. Na asfalcie skręcam do Sarnowa i przed samymi światłami w wąską uliczkę równoległą do "86" by wyjechać na wzniesienie, które powinno dać lepszy widok. Z tego miejsca jednak nie widać co się pali. Robię serię foto na zoom-ie optycznym i cyfrowym ale dale nie za dużo widać. Jadę do domu. Przez lasek psarski wybijam się na teren do Strzyżowic i asfaltem zjazd do domu. Na gładkim czuć jak dupą zarzuca. Jutro Strzałą do pracy a full wejdzie do użycia jak dostanę nowe kółko. Na powrocie przyjemna pogoda, słoneczko, wiaterek ale w cieniu już nie czuć ciepła. W domu sprawdzam czy są jakieś newsy na temat tego dymu. Okazuje się, że to płonie fabryka wyrobów plastikowych (doniczek itp.) gdzieś w okolicach Trzebiesławic.
Kategoria Praca, Szprycha
DPOD
-
DST
45.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:06
-
VAVG
21.43km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś nie udało się wyruszyć na tyle wcześnie by zrobić objazdy. Startuję o (pierwsza liczba pierwsza * druga liczba pierwsza):(szósta liczba pierwsza). Na niebie dziurawy dywan chmur, przez który prześwituje słońce. Raczej bezwietrznie. Temperatura całkiem przyjemna do jazdy. Kręcę standardem przez Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Krótsze podjazdy robię "na stojąco". Jakoś tak Srebrna Strzała skłania mnie do jazdy siłowej. Niezbyt to dobre dla kolan ale trudno się powstrzymać czasem :-) Jednym takim zrywem udaje mi się przeskoczyć ostatnie światła na trasie bez stania. Przyjemny i prawie spokojny dojazd do pracy. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Tak przyjemnie się zrobiło po południu, że nie mogłem sobie odmówić lekkiego zagięcia powrotnego. Kręcę spod Firmy w stronę Kazimierza i dalej do Gołonoga. Spod zajezdni w Dąbrowie Górniczej kieruję się na Ząbkowice by za drugimi torami wbić w teren i dociągnąć nim do Piekła. Potem asfalt dookoła Pogorii 4 w drodze do Preczowa i dalej do Sarnowa. W mojej wiosce zaginam jeszcze do sklepu z narzędziami i potem już prosto do domu. Jechało się bardzo przyjemnie. Gdzie się dało to pokręciłem intensywniej, gdzie wiatr nie pomagał to na młynkach.
Kategoria Praca






















