limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%)
Czas w ruchu:6182:11
Średnia prędkość:19.01 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:3000
Średnio na aktywność:39.19 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPDZD

  • DST 40.00km
  • Czas 01:59
  • VAVG 20.17km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 sierpnia 2016 | dodano: 29.08.2016

Wczoraj przerwa w jeżdżeniu. Jednak trochę sobie zadek po lewej stronie potłukłem fikając przed dworcem bo rano trochę sztywne mięśnie w tamtej okolicy miałem. Zresztą dziś też jeszcze czuję. Na szczęście w jeździe to nie przeszkadza. Udaje mi się dziś pozbierać wyjątkowo sprawnie więc z tej okazji robię sobie nieco dłuższy dojazd. Startuję 6 minut po oficjalnym wschodzie słońca. Kręcę przez Sarnów i Preczów na Pogorię 4. Stamtąd przez tory na bieżnię przy Pogorii 3 i dalej przez Reden na ul. Starocmentarną, którą dociągam do standardowej trasy czyli Braci Mieroszewskich i Szymanowskiego. Różnica tylko taka, że dziś jadę chodnikiem zamiast ścieżką. Na miejsce zataczam się z zapasem 7 min. Przejazd bardzo spokojny i przyjemny. Dodatkowo ładne kolorki wydobywane przez wstające słońce cieszą oko większość drogi. Temperatura w sam raz do kręcenia.

Po pracy trochę korciło mnie by pozaginać ale jakoś tak niewyraźnie zrobiło się z pogodą. ICM też coś o burzach wspominał i ostatecznie odpuściłem. Poza tym miałem w programie dwie pozycje obowiązkowe. Pierwsza to wizyta w serwisie po szprychy do full-a. Tak więc kręcę bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina. Tu szybko załatwiam sprawę. Potem kręcę przez Grodziec i Gródków do domu. Zostawiam plecak, zapinam sakwy i kręcę zwykłym objazdem do wsiowego Lewiatana rozprawić się z punktem drugim. Z balastem zjazd do domu. Niebo wyraźnie się zaciągnęło i jest tak trochę w stronę burzy. Choć podejrzewam, że raczej przejdzie bokiem.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 38.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 21.71km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 26 sierpnia 2016 | dodano: 26.08.2016

Od samego rana piękny dzień. Jako, że wczoraj udało mi się wykręcić niezły czas dojazdu i miałem spory zapas na mecie to dziś ruszając tylko o 1/368 później niż wczoraj pokusiłem się o lekki objazd i nieco terenu. Kręcę w stronę Strzyżowic i wbijam w polną drogę w stronę Malinowic. Urzekły mnie widoki generowane przez otoczenie i wschodzące słońce. Kilka razy zatrzymałem się na uczynienie foto ale niestety nie udało mi się uchwycić moją pstrykawką tego, co widziało oko. Na asfalt wracam w okolicach Urzędu Gminy w Psarach i kręcę przez Sarnów do Preczowa. Stamtąd kieruję się na Zieloną, gdzie również zatrzymuję się na foto. Ładne kolorki słoneczko wywołało padając na ocienione drzewa. Znów jednak aparat tego nie uchwycił tak jak widziałem na żywo. Reszta drogi już bez zatrzymywania bo zaczynał mi się kończyć czas. Trochę spowolnił mnie szlaban na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej i potem 2x światła oraz rozgrzebana ścieżka za stadionem. Mimo tych przeszkód udaje mi się dociągnąć na miejsce z zapasem 2 min.

Popołudnie ciepłe, słoneczne i z lekkim wiaterkiem. Wracam stosując max terenu. Na początek przez lasek zagórski do Dąbrowy Górniczej. Potem przez Reden pod molo na Pogorii 3 i dalej na Zieloną. Po przekroczeniu Czarnej Przemszy jadę na czarny szlak do Łagiszy i jego przedłużeniem pod przejazd pod "86". Potem terenem w stronę Psar i remontowanej ul. Łącznej. Tam jeszcze niewykończoną Boczną dociągam pod DINO i wbijam na "913". Finisz asfaltem do domu. Nieco czyszczę i smaruję Rzeźnika na jutro. Potem wyciągam Srebrną Strzałę i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. Korciło pozaginać ale jutro muszę wstać o nieludzkiej porze na pociąg z Katowic więc sobie darowałem.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:28
  • VAVG 23.18km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 25 sierpnia 2016 | dodano: 25.08.2016

Dziś startuję o x:y (2x-4y=-20; 3x+6y=66). Ziemia pozbawiona w nocy kołderki chmurek oddała sporo ciepła w kosmos i to jest rano odczuwalne. Na wstawaniu ciemno. Na starcie wschód słońca. Kręci mi się bardzo dobrze i dynamicznie. Sama radość z jazdy. Na drogach dość pusto. Za to sporo rowerzystów w Dąbrowie Górniczej i Sosnowcu. Zatrzymuję się na foto hotelu bo widzę, że logo Holiday Inn odsłonięte. Zniknęła też "tojka" i przyczepa kempingowa. Czyżby już otwarte? Wczoraj jeszcze nie było. Na razie nie widać jakiegoś większego ruchu. Światła dziś mało współpracowały. Mimo tego na miejscu jestem z zapasem 12 min. i niezłym czasem przelotu.

Droga do domu zleciała nawet nie wiem kiedy. Co prawda nie giąłem jakoś specjalnie na dystans ale wydawało mi się, że będzie więcej niż wyszło w sumie. Może jutro sobie odbiję. Dziś przez Mec, Środulę, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice przetoczyłem się szybciutko i sprawnie zażywając nieco bocznych ścieżynek i skrótów. Przy okazji odkryłem miejsce, gdzie chyba będzie nowa droga. Poza tym przyjemny i spokojny powrót.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 21.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 24 sierpnia 2016 | dodano: 24.08.2016

Grzebanie przedstartowe dziś szło tak sobie i znów nie udaje się ruszyć wcześniej. Tym razem zaczynam o F moon abeceda.png:Moon Letter A.svgMoon Letter B.svg. Jest nawet dość przyjemnie. Minimalny podmuch, temperatura w sam raz na występ "na krótko". Jedynie brakuje trochę słoneczka skrytego za dywanem chmur. Sucho. Kręcę raczej z uczuciem. Krótkie podjazdy na stojąco. Dzięki temu udaje się skrócić nieco czas przejazdu choć na mecie mam tylko 2 min. zapasu. Przejazd spokojny i przyjemny. Dziś mniej rowerzystów po drodze.

Po pracy bez gięcia kręcę niespiesznie przez Mec i Środulę do Będzina. Pod Media Expert robię mały stop zakupowy i potem dalej przez Łagiszę i Sarnów staczam się do domu. Miał być jeszcze po drodze sosnowiecki Decathlon ale przez sieć dało się sprawdzić, że to co mnie interesuje w tym sklepie akurat jest niedostępne. Może innym razem. Po południu ładny i ciepły dzień z lekkim wiaterkiem i niegroźnymi chmurkami. Przyjemnie. Jakieś ludowe przysłowie mówi, że jesień będzie taka, jak dzisiejszy dzień czyli zapowiada się super.


Kategoria Praca

DPSDZD

  • DST 39.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.50km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 23 sierpnia 2016 | dodano: 23.08.2016

I powrót do rutyny czyli wstawanie o dzikiej porze i wyścig z czasem by nie spóźnić się do pracy. Ruszam mniej więcej w granicach tolerancji - 3!:39916800 - choć miałem nadzieję, że uda się wcześniej. Kręcę bez większego ciśnienia bo dziś w plecaku nieco większy balast. Mimo tego jedzie się dobrze. Pogoda nawet niezła. Co prawda jest raczej chłodno ale za to słoneczko atakuje od razu. Nieco mu w tym przeszkadzają mgły. Chyba też lekko podwiewa ze wschodu. Światła dziś nie współpracowały i stałem na każdych po drodze. Za to ruch niewielki i przejazd był bardzo spokojny. Po drodze wymijam się z kilkoma rowerzystami, których dość często widuję. Na miejscu jestem równo o czasie.

Po pracy ładny, letni dzień. Słoneczko, baranki na błękitnym niebie, lekki wiaterek. Przyjemnie. Kręcę bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina do serwisu. Na zjazdach nieco z duszą na ramieniu bo do dyspozycji mam tylko przedni hamulec i jakby się coś niespodziewanego wydarzyło, to może być nieciekawie. Ale udało się bez niespodzianek dojechać. Od razu widzę, że Rzeźnik stoi i czeka :-) Super! Nie muszę wracać do domu zbiorkomem. Zrobione kółko, wymieniony pancerz na przedniej przerzutce, naprawiony hamulec. Zostawiam więc dla odmiany Błękitnego na podobny zestaw awarii: wywalona szprycha na tyle, niesprawny tylny hamulec i nieco ściorany pancerz przedniej przerzutki od strony manetki. Od razu robię jazdę testową ciągnąc ile się da terenem. Kręcę na osiedle obok targu będzińskiego i stamtąd do lasku grodzieckiego. Potem przeskok przez "86" i za budową skręcam do lasu gródkowskiego. Potem kawałkiem żółtego szlaku w stronę Strzyżowic i stosując kawałek terenu i końcówkę asfaltem dociągam do domu. Tu odstawiam full-a i wyciągam Srebrną Strzałę. Potrzebny mi pojazd z bagażnikiem by mieć na czym uwiesić sakwy z zakupami. Potem robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana i z balastem ściągam do domu.
Cały dzień idzie na konto Meridy bo na niej dziś najwięcej przekręciłem - jakieś 24km. Około 3km na Srebrnym. Wychodzi więc, że na Rzeźniku jakieś 12km z czego przynajmniej 2/3 terenem. Waham się nad wyborem rowerka na jutro. Ciągnie by zażyć full-a ale też jest trochę załatwiania i Strzała bardziej się nadaje do tego celu... Cóż... Zobaczymy którą nogą jutro wstanę :-)


Kategoria Praca, Serwis

DPOD

Czwartek, 11 sierpnia 2016 | dodano: 11.08.2016

Wstaję prawie po ciemku mimo, że godzina niemal taka sama jak wczoraj. Wszystko przez dywan chmur. Sprawdzam jak za oknem: jezdnie schną. Trochę wieje. Nie jest źle. Jedynie temperatura słaba. Zaczynam przygotowania przedstartowe, które nieco się przeciągają. Kiedy wytaczam w końcu rower przed garaż czeka mnie niemiła niespodzianka: deszczyk. Niezbyt gruby i niezbyt gęsty ale jednak. Smaruję łańcuch i amortyzator i twardo ruszam bez przebieranek w gumowy zestaw. Mam obsuwę, jest 378. Po rozpędzeniu się do prędkości podróżnej deszczyk przestaje być zauważalny i słyszalny. Jedzie się nawet całkiem dobrze. Dziś światła mi nie współpracowały zupełnie. Punkty kontrolne pozaliczane po czasie. Na Robotniczej znów manewr wyprzedzania przed skrzyżowaniem (SBE 65194). Tym razem jełop. Dziś odpuszczam ścieżkę na Braci Mieroszewskich by nieco nadrobić czasu choć spodziewam się, że i tak będę na styk. Ostatecznie ląduję 2 min. po czasie. Trochę wychłodzone nogi ale w sumie przyjemnie się jechało. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć bym widział choć jednego rowerzystę dzisiaj.

Po pracy całkiem ładny dzionek się zrobił. Co prawda nie ma upałów ale za to jest przyjemne słoneczko i trochę wiatru. Jezdnie suche. Powrót najeżony haczeniem o serwisy rowerowe w poszukiwaniu kółeczek do przerzutki. Pierwszy najeżdżam w centrum Zagórza. Nie ma. Drugi w Dąbrowie Górniczej. Nie ma takich jak potrzebuję. Potem mój serwis w Będzinie. Nie ma takich jak potrzebuję. Konkurencja za rogiem. To samo. Na końcu zajeżdżam do Olimpijczyka. Są. 26 zetów komplet. No nie tanio ale biorę dwa bo jeden od razu idzie do pracy i żeby drugi był w rezerwie. Wracam przez Łagiszę i Sarnów. W domu wymieniam kółeczka i nieco poprawiam hamowanie tylnego hamulca. Potem już tylko przygotowania do jutrzejszego wyjazdu.


Kategoria Praca, Serwis

DPD

Środa, 10 sierpnia 2016 | dodano: 10.08.2016

Już przed 4:00 rano słyszałem za oknem regularny szum deszczu. Prognoza z ICM nie pozostawiała złudzeń. Będzie równo padało większość dnia. Temperatura miała być nieco powyżej +10. Oczywiście pytanie brzmiało nie "czy jechać rowerem?" tylko "jak się ubrać?". Ostatecznie zdecydowałem się na zestaw gumowy. Chciałem wyjechać trochę wcześniej niż ostatnio i udało się choć nie tak bardzo jak by należało. Ruszam o 92o 15'. Pada równy deszczyk. W koleinach woda. Chyba zawiewa z zachodu bo deszcz nie zacina mi w twarz. Jedzie się całkiem przyjemnie choć nieco wolniej. Pierwsze światła są bardzo współpracujące. Na Zielonej już tworzy się rozlewisko, które objeżdżam bokiem mimo zestawu gumowego. Światła na Alei Róż pokonuję na późnym zielonym. Te na Mortimerze już stałem. Po drodze napotykam tylko jednego rowerzystę. Zauważalnie więcej samochodów. Przy Firmie dwa radiowozy i jakiś cywilny pojazd. Ma obtarty przedni zderzak z lewej strony. Jestem równo o 7:00. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy. Koledzy chyba zaczną przy takiej pogodzie przyjmować zakłady jak się do pracy wybiorę: zbiorkomem czy rowerem :-)

Powrót z pracy też w zestawie gumowym. Jak ruszałem kapało nieznacznie ale 2x potem deszczyk zauważalnie przyspieszył. Padało niemal całą drogę. Tempo powrotne jeszcze bardziej niespieszne niż dojazdowe. Kręciłem przez Mortimer, Reden, Zieloną, Preczów i Sarnów. W sumie nawet przyjemnie mimo panującego bagna. Nie mam jednak nic przeciwko temu, by przestało padać. Liczę, że prognoza na jutro się sprawdzi i opadów już nie będzie.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 40.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 21.82km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 sierpnia 2016 | dodano: 09.08.2016

Dziś jakby cieplej niż wczoraj. Warunki podobne czyli nierejestrowalny podmuch, słonecznie, szczątkowe chmurki. Udaje się ruszyć nieco wcześniej. Himalaia:Tebe. Mimo tego kręcę początek raczej bez oszczędzania się. Punkt kontrolny na Zielonej osiągam w górnych granicach bezpiecznego czasu przelotu. Na Robotniczej jakaś księżniczka wyprzedza mnie tuż przed skrzyżowaniem (SK 323FT) mimo iż widać już skręcający w naszą stronę samochód. Czasami się zastanawiam czego na kursach uczą bo niektóre zachowania kierowców każą wyciągać wniosek, że tego jak skutecznie zabić siebie i wszystkich w zasięgu wzroku. Chyba, że akurat te egzemplarze kierowców, mimo nauki, nie uczą się niczego. Potem już spokojnie. Od świateł na Mortimerze odpuszczam nieco z tempa bo i tak już zajadę na miejsce z lekkim zapasem czasu. Ostatecznie ląduję z 2 minutami rezerwy. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.

Ruszając z pracy miałem jeszcze całkiem ładny dzień choć chmurek było zauważalnie więcej. Również wiatr podkręcił tempo i wiał z z kierunku mniej więcej zachodniego. Trochę zmęczyły mnie monotonią powroty na kierunku Będzina i Dąbrowy Górniczej więc dziś postanowiłem wygiąć powrót przez Czeladź i Wojkowice. Na początek kręcę w stronę Mecu i przerzucam się na ścieżkę na obrzeżu parku na Środuli. Potem kieruję się przez 3 rondka na Pogoń i stamtąd do Czeladzi. Tu też widzę, że chmury gęstnieją i zrobiło się nieco mroczniej. Słońca nie widać już wcale. Kręcę z uczuciem do Wojkowic i stamtąd standardową prostą do domu. Przy skrzyżowaniu mojej ulicy z "913" stwierdzam, że niewiele mi brakuje do 40km więc robię jeszcze małe zagięcie w okolicach kościoła. Tu kierowcy znów pokazują co potrafią. Mimo sygnalizowania skrętu w lewo i zjeżdżania do osi jezdni jednak jeden wyprzedza. Drugi też chciał ale ostatecznie zrezygnował. Skrótem wracam na ul. Szkolną i potem już prosto do domu nieznacznie przebijając 40km.

Od razu też zabieram się za serwis w postaci wymiany kasety, łańcucha i tarczy hamulcowej na przednim kole. Miałem to jutro zrobić ale stwierdziłem, że lepiej wcześniej i ze dwa dni pojeździć z nowymi podzespołami żeby popracowały i ewentualnie ujawniły jakieś grubsze problemy przed większą trasą. Wymiana poszła sprawnie choć z przerwą. Zabrałem się za zabawę na dworze ale zgonił mnie rzęsisty deszczyk. Dokończyłem w domu i akurat jak wszystko było poskładane to opad ustał. W sumie wiele go nie było. Dzięki temu nie było problemu z testowaniem napędu i hamulca w terenie. Wszystko pracuje jak trzeba choć jak to nowe musi się dotrzeć. Kółeczka na przerzutce są już nieco wyjechane i muszą ułożyć się do łańcucha na nowo. Również tarcza lekko trze ale kilka ostrzejszych hamowań i powinno być dobrze.


Kategoria Praca, Kaseta, Łańcuch, Serwis, Tarcza

DPD

Poniedziałek, 8 sierpnia 2016 | dodano: 08.08.2016

Pomimo weekendowego wybyczenia i wczesnej pobudki startuję mocno obsunięty w czasie - 60 zdrowasiek po 6. Niebo prawie czyściutkie. Temperatura zrobiła się akceptowalna po jakichś 2 km rozgrzewki. Raczej bez wiatru albo na tyle słaby, że zupełnie nieistotny dla przebiegu akcji. W związku z obsuwą kręcę dość intensywnie i na początku nie zwracam uwagi na zegarek. Dopiero na Zielonej sprawdzam czas - 6:40. Na "dworcu kolejowym" 6:45. Jest szansa zdążyć na czas. Cisnę na blacie przez Park Hallera i udaje mi się na światłach na Alei Róż stanąć o 6:48 zaraz ruszając dalej, bo szczęśliwie przełączyły się na zielone. Potem chwila zmarnowana na światłach na Mortimerze. Dziś nie wbijam na ścieżkę tylko ciągnę do ronda na Zagórzu asfaltem i za nim zjeżdżam w ul. Szymanowskiego. Zawsze to minuta lub dwie szybciej. Zerkam na zegarek. 6:54. Teraz już wiem, że zdążę ale jeszcze kawałek cisnę by nieco podkręcić czas. Ostatecznie przejazd zajął mi 38 min. Na Błękitnym dawno już tyle nie wykręciłem. Metę osiągam z minutą zapasu. Po Amigowych modyfikacjach roweru tak dziś spojrzałem na Meridę i zastanowiłem się jakby się sprawowała ze sztywnym widelcem zamiast amora? Może zamiast rozważać wstawienie lepszego amortyzatora dać jednak widelec? Hmm...

Po pracy kręcę prosto do domu. Oszczędzam się i nie robię zagięć by mieć siły na jazdę do Krasnobrodu w piątek. Trochę korci mnie by podskoczyć do Pyrzowic zobaczyć Mirję ale ostatecznie rezygnuję. Może jeszcze będzie okazja w bardziej sprzyjającym terminie. Poza tym już stoi na lotnisku więc nie ma szans na foto w locie. Planowo lądowała w południe a start ma mieć o 3 w nocy. Tak więc przez Mec, Środulę i Stary Będzin kręcę do serwisu. Hamulec dotarł do serwisu ale raczej marne szanse by wrócił do środy więc full jest wyłączony z eksploatacji i tym samym jadę na Roztocze Błękitnym. Z serwisu przez Zamkowe kręcę do Grodźca i dalej do Gródkowa. Przy szkole wbijam na "913". Jadę nią do DINO i odbijam do wsiowego Lewiatana na małe zakupy. Potem już zjazd do domu.

Jeszcze w pracy zadałem sobie pytanie ile czasu upłynęło od ostatniego serwisu napędu? W końcu zlot na Roztoczu to będzie jakieś 1000 km albo i lepiej. Tak szacowałem na oko, że jeszcze 1,5k km napęd powinien dać radę. Zacząłem szukać w zapiskach na BS i znalazłem. Ostatni serwis napędu Meridy był 4 maja poprzedniego roku. Od tego czasu, wg BS, rowerek przejechał ponad 5600km. Nie chciało mi się w to wierzyć bo powinien już przeskakiwać łańcuch a nic takiego nie ma miejsca. Fakt, że jeżdżę teraz trochę bardziej miękko, nie siłowo ale i tak już coś powinno się dać zauważyć. Poszedłem obejrzeć kasetę. I faktycznie, napęd ma się ku końcowi. "Piątka", najbardziej eksploatowany bieg kasety, jest już mocno wypiłowana. Nie ma szans na zrobienie 1000km tym napędem. Na szczęście mam w zapasie kasetę i łańcuch. Na tym co jest pokręcę jeszcze do środy i przełożę zestaw. Zamienię też tarczę na przodzie, która od nowości nie była wymieniana czyli ma już grubo ponad 30 tys. km. Co prawda hamuje nieźle ale pod dotykiem czuć, że już jest nieco zdarta.


Kategoria Praca

DPD

Piątek, 5 sierpnia 2016 | dodano: 05.08.2016

Poranek przyjemniejszy niż wczoraj. Słoneczko pozytywnie nadaje światło. Nieistotne strzępy chmur w ogóle mu w tym nie przeszkadzają. Podmuch chyba podobnie jak wczoraj czyli słaby i ze wschodu. Nieznacznie mi się dziś start obsunął - &%%&:%%%&. Punkty kontrolne pozaliczane w wysokich granicach tolerancji. Na miejscu z zapasem 2 min. Przejazd spokojny i przyjemny.

Powrót dziś znów bez gięcia i najkrótszą drogą bo kilka rzeczy do zrobienia po południu. Kręcę przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżką małobądzką do nerki i przez Zamkowe do lasku grodzieckiego. Z niego na światła na "86" i dalej "913" do domu. Trochę chmurek i wiatr mniej więcej z zachodu. Przez większość drogi miałem wrażenie, że będzie burza. Jedynie w lasku grodzieckim powietrze było przyjemnie rześkie. Powrót spokojny. Pokropiło przez moment między 17:00 a 18:00.


Kategoria Praca