Praca
| Dystans całkowity: | 115590.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.45%) |
| Czas w ruchu: | 6084:02 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2946 |
| Średnio na aktywność: | 39.25 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
19.63km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed wschodem słońca mgły, które znikają jak Słońce zaczyna pracować. Na starcie już ładnie przejrzyście i sucho. Lekki wiaterek. Chyba ze wschodu. Temperatura taka, że nie trzeba na termorurkę zwracać uwagi. Start 6:08. Kręcę spokojnie, bez ciśnienia. Punkty pośrednie pozaliczane w przyzwoitym czasie. Szybki stop na foto hotelu. Przejazd spokojny. Ruch na droga mniejszy. Mało też rowerzystów.
Powrót z pracy bez większego gięcia. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Zielonej i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Potem dalej wzdłuż torów i terenem aż pod źródełko w Psarach. Stamtąd reszta asfaltem z małym wjazdem do wsiowego Lewiatana w celu uzupełnienia zapasu izobroników. Przyjemnie ciepło i słonecznie. Zauważalny wiatr z zachodu.
Kategoria Praca
Sprawdzić czy nadaję się do roboty
-
DST
50.00km
-
Czas
02:38
-
VAVG
18.99km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Lada dzień miał mi się skończyć okres zdatności do pracy i chciał, nie chciał, musiałem się pofatygować i zrobić badania okresowe. Prosto z domu turlam się przez Gródków, Łagiszę, Zieloną, bieżnię na P3 od strony Łęknic i Gołonóg do przychodni nieopodal Huty Katowice. Start uczyniłem jak do pracy czyli 6:02. Na miejscu jestem kilka minut przed 7:00. Zapinam rower i potem 5,5h nie moje. Głównie czekanie. Wynik taki, że przez cztery lata powinienem się jeszcze nadawać do roboty. Z papierkiem potwierdzającym ten fakt kręcę do pracy przez Gołonóg, Reden, Mortimer i Zagórze. Załatwiam resztę formalności, wciągam nieco paliwa i o zwykłej porze rozpoczynam powrót. Tym razem kręcę przez Mec, Środulę, Stary Będzin i stadion pod Biedronkę na dolnej Syberce by tam obejrzeć nowe arty, które zasygnalizował noibasta w jednym ze swoich wpisów. Ze 2 lub 3 nawet fajne ale poprzednia galeria chyba jednak była ciekawsza. Robię trochę foto i przez Zamkowe wybijam się na ścieżkę do Grodźca. Potem skrótem w stronę kolejnej ścieżki do Wojkowic. Tym razem odpuszczam teren bo podejrzewam, że po nocnych opadach może być trochę bagienka i w związku z tym nieco nadrabiam asfaltem. Trochę też i dlatego, że chcę dobić do 50km. Udaje się to osiągnąć z lekkim zapasem. W domu jestem niewiele później niż zwykle. Rano trochę bałem się, że może mnie zlać bo niebo było zachmurzone ale udało się dotrzeć do celu na sucho. Powrót zakończony w całkiem ładnym słoneczku. Bez upałów ale przyjemnie. Warunki do kręcenia całkiem niezłe.
Kategoria Praca
DPO PTTK ZD
-
DST
50.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Powrót do rutyny czyli koniec urlopu. Zrywam się niemal tuż po budziku. Za oknem tak sobie. Mglisto. Słońca nie widać wcale. Temperatura chyba w okolicach tej z wykresu ICM-u. Nim wyruszyłem słońce rozproszyło wilgoć w powietrzu i towarzyszyło mi przez kawałek drogi. Ruszam 6:14. Chciałem wcześniej ale jakoś tak znowu... Niby już wakacje ale jakoś tego nie widać na drogach. Ruch jak zwykle. Punkty kontrolne pozaliczane nieco po czasie. Wjeżdżając na Zieloną jeszcze było słoneczko, wyjeżdżając już nie. Pochmurno. Pewnie będzie padać jak ICM wieszczy. Trochę mnie to niepokoi bo dziś spotkanie klubowe i przyjdzie trochę pojeździć po południu. Droga przebiega w miarę spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem 1 min.
Po pracy toczę się do sosnowieckiego Decathlonu zaopatrzyć się w pokrowiec na plecak. Potem niezbyt spiesznie kręcę w stronę centrum i ściany płaczu. Na bankomacie kartka, że nieczynny. Zaginam więc na plac przy fontannie i dzwonię do Prezesa czy już jest. Nie ma go. Jedzie busem. Ruszam więc na stawiki zrobić małe kółko w celu strawienia choć kilku minut. Kiedy wracam pod fontannę jest jakiś kwadrans do 17:00. Zjawia się Paweł a po nim jeszcze kilku klubowiczów. Chwilę rozmawiamy przy fontannie i potem przenosimy się do oddziału. Głównie omawiamy plany na lipiec, Waldek opowiada o swojej wyprawie do Mongolii, załatwiamy różne klubowe sprawy i nagle znikają 2,5 godziny. Kończymy nasiadówkę, żegnamy się i ruszamy każdy w swoją stronę. Solo kręcę w stronę Pogoni i dalej do Będzina. Stąd kieruję się na Łagiszę i Sarnów. Niby daleko do zachodu słońca ale niebo zaciągnięte chmurami i ogólnie jakoś tak mroczno. Całą drogę jadę na włączonych lampkach. Po drodze wstępuję do wsiowego Lewiatana i robię małe zakupy. Przy okazji testuję też mikro plecaczek z Decathlonu. Dość dobrze sprawdza się na małe zakupy stanowiąc kompaktowe rozszerzenie pojemności plecaka głównego samemu będąc po złożeniu wręcz mikroskopijnym pakiecikiem. Na wyjściu czuję jakieś drobne kropelki ale do domu już tylko 1km więc staczam się już bez ciśnienia. Jest po 20:00. Dziś dzień poleciał błyskawicznie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
21.65km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano tak sobie. Ani zimno, ani ciepło. Słoneczko. Minimalny podmuch z kierunku nieokreślonego. Da się jechać. Start udaje mi się zrobić całe 7 min. wcześniej niż wczoraj. Ruszam 6:12. Kręci się jakby lepiej niż ostatnie 4 dni. Może dlatego, że to ostatni dzień przed urlopem, a może też i w końcu udało się nieco zregenerować po Turbaczu. Powoli wbijam się w harmonogram przejazdu i w okolicach "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej jestem mniej więcej o czasie. Droga raczej spokojna nie licząc ze 2 przypadków nieco za bliskiego wyprzedzania. Na zjeździe ścieżką spod DorJan-a zaskakuje mnie stojący w poprzek radiowóz. Kogoś spisują. Na miejsce zataczam się z rezerwą 4 min.
Po pracy bez gięcia powrót do domu zrobić trochę przygotowań. Kręcę przez Mortimer, Reden, Zieloną, Łagiszę i Sarnów. Całą drogę do pracy wkurzało mnie poskrzypywanie ale nie miałem czasu nic z tym zrobić. Na powrocie poskrzypywanie towarzyszyło mi dalej ale już nieograniczony czasem zacząłem się uważniej przysłuchiwać usiłując wyłapać miejsce hałasu. Ostatecznie stanąłem na Zielonej i pokapałem lekko wszystkie zawiasy. Test wykazał, że to nie to. W kolejności podejrzanych była sztyca. Wyciągam całą, zdejmuję zacisk i czyszczę zarówno rurę jak i sztycę. Lekko też natłuszczam smarem. Składam do kupy i... błoga cisza przy teście. Na powrocie ponownie kilku "gazeciarzy". W domu przekładam zacisk z zaczepem do przyczepki z Błękitnego na Czarnego i testuję jak full się z dłuższym tyłem zachowuje. Jest ok. Potem jeszcze tylko przestawienie zaczepów na sakwach, smarowanie amorków i na dziś z rowerami koniec. Teraz tylko pakowanie, futrowanie i spanie do jutra :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.30km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranek jakby cieplejszy. Trochę wysokich, niegroźnych chmur. Poranne grzebanie znów szło nieskładnie i ostatecznie ruszam, jak wczoraj, o 6:19. Trochę próbuję podkręcić tempo ale z takim sobie efektem. Nieco pomagają 2 króliczki na kawałku trasy przy elektrowni. Prowadzący na szosie i następujący na trekkingu ciągną równo. Nie siedzę im na kole tylko próbuję trzymać się tak z 5-10m za nimi. Przez jakiś kilometr się udaje ale na moich stosunkowo grubych oponkach i mniejszych koła powoli odstaję. Potem jeszcze odbijam w bok i jadę boczną drogą koło Kreisela. Widzę ich jak śmigają na skrzyżowaniu i potem jeszcze kawałek przed mostem na Czarnej Przemszy. Ale już zero szans na ich dogonienie. Trochę brak sił ale głównie brak chęci. Na Zielonej rondko obstawione przez Policjantów sprawdzających wyrywkowo trzeźwość. Mnie sobie odpuścili. "Dworzec" udaje się przejechać bez stania. Strata czasowa całkiem spora. W nadrobieniu nie pomagają dwie kolejki stania na światłach na Alei Róż. Potem jeszcze na Mortimerze. Reszta drogi już bez sensacji. Na miejscu ze stratą 6 min.
Po pracy dzionek ładny, słoneczny ale raczej chłodny. Wieje dość zauważalny, chłodny wiatr. Dużo brakuje do upałów, jakich spodziewałbym się po czerwcu. Ale trudno. Jedzie się co jest. Z pracy ruszam przez Mortimer do centrum Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu i dalej do sklepu rowerowego zakupić zapasową oponę do Rzeźnika. Udaje się choć trochę wąska - 1,95. Ale na zapas się nada. Potem przez Mydlice jadę na Ksawerę i częściowo ścieżką wzdłuż Czarnej Przemszy, częściowo asfaltami do Będzina i dalej do Grodźca skąd zjazd do Gródkowa i do domu. Po drodze kilka wyprzedań na gazetę czyli norma jakaś tam wykonana.
Kategoria Praca
DPS Kosmiczna Baza ZD
-
DST
65.00km
-
Czas
03:09
-
VAVG
20.63km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start mi się paprał od samego wstania. O 5:00 rano jak otwarłem okno to zimno było okrutnie. Nawet nie chciałem się dołować sprawdzaniem temperatury. Para szła z gęby, w każdym bądź razie. Potem na wylocie było już nieco lepiej bo słoneczko grzało. Wytoczyłem się o 6:19. Nawet nie próbowałem dogonić harmonogramu przelotu. Trafiam na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej na szlaban przed KŚ do Gliwic. Chwilę czekam. Potem czekam dwie kolejki na światłach na Alei Róż. Na finiszu jestem ze stratą 11 min. Ciągle jeszcze wyłazi Turbacz a dziś nie będzie okazji poodpoczywać bo w planach nieco jeżdżenia.
Po pracy całkiem przyjemne warunki do jazdy. Dziś trochę objazdów. Na początek turlam się przez Mec, Środulę i Stary Będzin do serwisu. Tu zabieram trochę złomów (2 koła i kilka kompletów pedałów) i kręcę przez całą prawie Dąbrowę Górniczą, gęsto utykając na światłach, do Kosmicznej Bazy. Umówiłem się z Moniką, że podjadę pożyczyć przyczepkę na wyjazd do Kłodzka. Zostawiam też przywiezione złomy. Jak mi powiedziała jakie ma co do nich plany... Mam nadzieję, że pochwali się efektem recyklingu na BS. Ciekaw jestem efektu. Potem przyjmuję instruktaż montażu i użytkowania trzeciego koła. Chwilę dłuższą rozmawiamy. Potem zapinam swoje sakwy i w końcu ruszam w drogę powrotną. Kieruję się na Antoniów, Piekło, Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do mojej wioski. Przy wsiowym Lewiatanie odbijam do wsiowego Dino i robię tam zapasy wypakowując sakwy na maxa by sprawdzić przy okazji jak się prowadzi obciążony skład. Ostatni kilometr to trochę mało na test ale daje się zauważyć lekką różnicę w porównaniu do pustej. Monika miała rację co do tego, że niektórzy kierowcy będą robić duże oczy widząc nieco dłuższy skład :-)
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
18.92km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś jeszcze chłodniej niż wczoraj. I to odczucie mam pomimo tego, że skusiłem się na bluzę z długim rękawem. Potem żałowałem jeszcze przez 4km, że nie wziąłem pełnych rękawiczek. Ostatecznie jakoś dałem radę. Ruszam 6:10. Jest ładne słoneczko ale jest też i chłodny wiaterek. W cieniu jest wręcz zimno. Kręcę bez ciśnienia. Przejazd dość spokojny. Światła oporne, te na Alei Róż nawet bardzo. Na miejscu ze stratą 1 min. Po drodze raczej niewielu rowerzystów.
Po pracy warunki nieco lepsze niż rano ale termicznie szału nie ma. Troszkę podwiewa. Ładne słoneczko. Ogólnie dobre warunki do jazdy. Chyba jednak jeszcze po Turbaczu jestem zrąbany bo nie mam ochoty na objazdy i zadziwiająco chętnie zapadam w sen w każdej wygodnej pozycji. Z tego też powodu turlam się prosto do domu przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Zahaczam po drodze o Kauflanda czyniąc tam nieduże zakupy i z balastem dalej przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Kręcenie powrotne niespieszne i bez sensacji.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trochę grzebania na starcie sprawia, że ruszam dość późno - 6:17. Słonecznie ale jeszcze rześko. Trochę wiaterku chyba ze wschodu. Kręci mi się dość dobrze biorąc pod uwagę wydarzenia weekendu. Co prawda trochę tu i tam jeszcze czuję, że coś jeszcze jest nie do końca zregenerowane ale im dalej od domu tym lepiej. Dziś nawet nie próbowałem dogonić harmonogramu przejazdu. Pierwsze światła stane. Potem dopadłem zamknięty szlaban na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Dalej po kolei światła na Alei Róż i na Mortimerze. Generalnie jednak droga spokojna i bez sensacji. Na miejscu ze stratą 5 min. ale jeszcze się nie zregenerowałem na tyle by się szarpać z czasem.
Powrót w ładnym słoneczku ale przy raczej zimny wietrze mniej więcej z północnego wschodu. Pod wiatr na młynkach żeby się nie zajechać. Wracam przez Mortimer, Reden, Pogorię 3, Preczów i Sarnów. Powrót bez sensacji, z przyjemnymi widokami w okolicach pojezierza. Po drodze mały stop we wsiowym Lewiatanie. Po wyrypie zero chęci do objazdów :-)
Kategoria Praca
DPD nieplanowane SD i to nie koniec jeżdżenia na dziś
-
DST
53.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
24.65km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dywan chmur, mokre jezdnie, wiatr ze wschodu ale termicznie nienajgorzej. Da się jechać "na krótko". Ruszam 6:14. Kręci mi się zadziwiająco dobrze. Pierwsze światła udaje się przejechać bez stania. Następne już niestety nie. Na Zielonej doganiam harmonogram przejazdu i od Parku Hallera już kręcę spokojnie. W sumie dziś przejazd bez większych zgrzytów. Na miejscu z zapasem około 5 min.
W ciągu dnia pochmurno. Czasem słońce usiłowało się przebić ale szło mu to marnie. Na szczęście nie padało i jezdnie podeschły. Dziś bez marudzenia prosto i szybko do domu by pospać przed wyrypą na Turbacz. Jadę przez Mec, Środulę, Stary Będzin, 11-go Listopada, Zamkowe, lasek grodziecki, światła na "86" i 913 do domu. Ruch masakryczny w Będzinie i na reszcie drogi do domu ale bez problemów. Staczam się na zjeździe na plac kiedy nagle coś chrupnęło w prawym pedale i się zablokował. Zatrzymuję rowerek i zaczynam oglądać defekt. Nienajlepsza prognoza przed planowaną trasą. Na szybko przekopuję się przez zdekompletowane pedały ale żaden nie jest do pary i wszystkie też dość mocno wytrzaskane. Szybki telefon do serwisu czy zdążę się zjawić przed zamknięciem. Zdążę ale nici z dłuższego spania. Co najwyżej krótka drzemka. Oj! Będzie potem bolało! Ruszam od razu najkrótszą drogą czyli "913". Potem obok fabryki domów i dalej przez parking przy nerce i przejście do celu. Wymiana idzie sprawnie. Biorę jeszcze tarczę do Błękitnego na przód i zwijam się do domu. Zupełnie inaczej się kręci na nowych pedałkach. Przede wszystkim jest cicho. I lżej chodzą. Wracam nieco dłuższym wariantem przez Łagiszę i Sarnów by zahaczyć jeszcze o wsiowego Lewiatana i zrobić małe zaopatrzenie na wyjazd. Potem prosto do domu ale to jeszcze nie będzie koniec dzisiejszego jeżdżenia. Około 23:00 ruszam na spotkanie ekipy do Sosnowca skąd ruszamy na Turbacz.
Pedałki wytrzymały jakieś 10090km. Nie mam im za złe, że wyzionęły ducha choć myślałem, że jeszcze pociągną Turbacz. Z drugiej strony dobrze, że padły w takim momencie bo dało się coś zrobić z tą awarią. W nocy byłby kanał. Chyba muszę kupić sobie jakieś na zapas i trzymać w domu "tak na zaś".
Kategoria Praca, Pedały, Serwis
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:36
-
VAVG
23.12km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano rześko, słonecznie, nierejstrowalny wiaterek. Trochę dziś grzebania przy starcie i w efekcie ruszam o 6:16. Początek idzie fajnie. Do Alei Róż przejazd spokojny. Za to na Alei jakiś wsiok w Nawarze na katowickich blachach wyprzedza mnie nie dość, że dużo za szybko, to jeszcze dużo za blisko mając cały drugi pas wolny. Potem i tak stoi na światłach. Zrobiłem mu foto blach na wszelki wypadek ale już nie było czasu zwrócić mu uwagę bo zaraz się światła przełączyły. Potem na ścieżce ostre hamowanie. Człowiek idzie stroną dla pieszych i rozpuszcza pieska na smyczy, który leci do kolegi po drugiej stronie przeciągając za sobą sznurek. Przy przystanku w centrum Zagórza kolejne ostre hamowanie przed lunatyczką. Ludzie chodzą jak zombie. W ogóle nie rozglądają się dookoła siebie. Na dodatek jakiś geniusz ustawił tam tablice informacyjne dość dobrze ograniczające widoczność. Reszta drogi już bez sensacji ale ogólnie wrażenie z dojazdu raczej średnio pozytywne.
W ciągu dnia deszczyk był raczej symboliczny choć niemal bez przerw. Ruszam do powrotu przy drobnych, pojedynczych kropelkach. Kręcę w stronę Mecu i Środuli kierując się do Będzina. Kropelki nieco przyspieszają ale daleko im jeszcze do etapu przemaczania wszystkiego. Wstępuję do serwisu. Nie ma dalej platform na maszynkach. Jak nie dojadą nim ruszę z chłopakami do Kotliny Kłodzkiej, to będę zmuszony założyć jakiekolwiek na maszynkach. Trochę szkoda ale niestety obecne mogłyby nie przetrzymać ponad tygodniowego kręcenia. Ruszam w stronę dworca kolejowego ale kropelki już przyspieszyły znacznie i czuję, że mogę dojechać mokry do centrum Sosnowca. Dzwonię do Maćka i odwołuję swój udział w dzisiejszym omawianiu trasy na Kłodzko. Ruszam w drogę powrotną do domu. Na ul. 11-go Listopada dalej korek ale tym razem widzę przyczynę. Mniej więcej naprzeciw Kauflanda stoi autobus. Chodnik przegrodzony taśmami. 3 radiowozy. Straż pożarna. Nie przystaję jednak by się zorientować o co tam chodzi bo deszczyk powoli się rozpędza. Jadę w stronę targu i dalej do Łagiszy. Mijam elektrownię i nagle już niezły deszczyk rozwija się w ulewę. Dociągam do najbliższego przystanku i czekam aż trochę ustanie. Trwało to jakoś 10 min. nim kręcę ponownie. Dalej w deszczu. W butach mokro. Nie sama woda jest jednak najgorsza. Przy prędkości powyżej 25km/h mokre ciuchy poważnie wychładzają. Jest mi po prostu zimno. W Łagiszy znów jełop wyprzedzający dużo za blisko. Kolejny już w Psarach. Jakaś furgonetka budowlańców wyjechała za mną zza zakrętu i zamiast poczekać aż z przeciwka przejedzie osobówka to na chama wyprzedza skracając manewr i zmuszając mnie do zjechania w strugę spływającej wody. Ostatnie 1,6km już spokojne choć ciągle jeszcze w padających kropelkach. Na miejscu suszę tylko amorki i smaruję je. Rower nawet nie jest jakoś specjalnie uflejany ale na pewno będę musiał pokapać smarem łańcuch.
Kategoria Praca






















