limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 20.57km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 25 kwietnia 2016 | dodano: 25.04.2016

O 5:40 termorurka pokazała -1. Słoneczko, wysokie chmury, lekki powiew z zachodu, suche jezdnie. Nawet niezłe warunki do jazdy tyle, że mogłoby być cieplej. Ruszam lekko obsunięty o 6:11. Na szczęście dziś Rzeźnikiem więc leci się szybko i sprawnie. Światła stane. Bez focenia. Bez ekscesów. Na miejscu ze sporym zapasem czasu nawet niespecjalnie zmarznięty.

Po pracy nieco cieplej ale zupełnie szału nie ma. Przede wszystkim wiatr z zachodu jest jakby silniejszy i zdecydowanie dalej zimny. Momentami gdzieś tam błyska słonko ale nie na długo i słabiutko. Poza tym pochmurno. W ciągu dnia nawet trochę śniegu poleciało. Na szczęście wszystko zdążyło przed 15:00 stopnieć i wyschnąć. Ruszam bez większego ciśnienia przez Mortimer i Reden pod molo na Pogorii 3. Tu pustki. Żeby nie szarpać się bez sensu z wiatrem ruszam na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Jedzie się nawet przyjemnie ten odcinek. Szlaku trzymam się dalej aż do miejsca gdzie odbija w stronę Urzędu Gminy. Po drodze focę budowę wiaduktu do centrum logistycznego. Kawałek potem jeszcze jadę polami by wybyć na ul. Wiejskiej niedaleko źródełka. Resztę już spokojnie asfaltem prosto do domu. Na ostatnim kilometrze na chwilę pojawia się przelotny deszczyk. Zacina w twarz i jest bardzo zimny. Jak na kwiecień to warunki nędzne. Ale i tak jechało się przyjemnie. Tyle, że nie mam weny do zaginania.


Kategoria Praca

DPD

Czwartek, 21 kwietnia 2016 | dodano: 21.04.2016

-3. Słonecznie. Jeśli dmuchało to z kierunku nieprzeszkadzającego. Start 6:04. Po wczorajszym czuję osłabienie i podawanie jest słabe. Początkowo punkty kontrolne pozaliczane przed czasem ale im bliżej Dąbrowy Górniczej, tym jest gorzej. Dziś jełopa za kierownicą spotykam na Alei Róż. Autobus "D"-etka prawie spycha mnie z pasa. Potem jeszcze przejeżdża na czerwonym. W sumie wszystkie światła dziś stane. Po drodze mała odchyłka. Zahaczam o kwadrat Prezesa odebrać klubowe koszulki. Zamieniamy kilka słów ale nie mam za bardzo czasu na dłuższe pogaduchy bo zbliża się 7:00. Ostatecznie ląduję na mecie z obsuwą 3 min. Nieco zmarzły mi łapki górne. Na dolne założyłem trekkingi więc nie było źle. Ogólnie pieruńsko zimno z rana.

Po pracy nieporównywalnie lepsze warunki niż rano ale do szału jeszcze daleko. Przede wszystkim jest cieplej. Ładne słoneczko. I wiatr. Niezbyt ciepły ale też i niespecjalnie mocny. Polarową bluzę zamieniam na koszulkę ale kurtka zostaje. W czasie postoju jest przyjemnie ciepło. Niestety w ruchu czuć zimny powiew. Kręcę dziś powrót bez gięcia przez Mec, Środulę i Stary Będzin do serwisu dowiedzieć się czy na jutro będę miał full-a na chodzie, czy nie. Na schodach widzę jeszcze ostatnie paczki z dostawy części ale rowerek jest już na tapecie i rano ma być gotowy. Uff... Bez pośpiechu kręcę resztę powrotu przez Łagiszę i Sarnów. Po drodze zatrzymuję się przy wsiowym Lewiatanie zrobić małe zakupy na jutrzejszy wyjazd i na ostatnim kilometrze rejestruję jakieś dziwne bicie przedniego koła. Pierwsza myśl to coś się w piaście rozjechało bo od czasu do czasu słychać też jakby tarcza o coś uderzała. Ale dociągam już delikatnie do domu i robię ogląd sytuacji. Urwana szprycha! Niby nic mi dziwnego tylko zwykle strzelała jakaś z tyłu. To pierwsza na przednim kole więc i też jakaś sensacja. Cóż... Temat będzie musiał poczekać przynajmniej do niedzieli o ile będę w stanie do jakiegokolwiek działania po piątkowo-niedzielnej integracji klubowej wokół rajdu Kraków-Trzebinia ;-P


Kategoria Praca, Szprycha

DPD

Środa, 20 kwietnia 2016 | dodano: 20.04.2016

Cieplej niż wczoraj ale szału nie ma: +3. Zauważalny wiaterek z kierunku pomagającego czyli mniej więcej z zachodu. Trochę chmur. Jezdnie raczej suche. Startuję 6:09. Dziś jakiś taki zwalcowany jestem i kręcenie, wydaje mi się, idzie słabo. Mimo tego punkty kontrolne pozaliczane w czasie. Pierwsze światła bez stania. Następne już nie. Robię też postój na foto hotelu. Powoli chyba zbliża się koniec robót. Po drodze, jak to ostatnio regularnie, dojeżdża mnie jakiś karawan na Zielonej. Wyprzedzał dużo za szybko i za blisko. Ale karma wraca. Potem wlókł się za busem bo nie miał jak go wyprzedzić :-) Na miejscu z zapasem 2 min. Jechało się przyjemnie.

Cały dzień nawalała mnie bańka. Na powrocie to nie pomagało. Do kompletu jeszcze dołączył się zimny wiatr z kierunku wmordewindu. Ogólnie powrót w bólach przez Mortimer, Reden, Pogorię 3 i 4, Preczów i Sarnów. Kiedy świeciło słoneczko było jeszcze jako tako ale przy chmurach robiło się nieprzyjemnie zimno. Tempo spacerowe.


Kategoria Praca

DPD

Wtorek, 19 kwietnia 2016 | dodano: 19.04.2016

Rano lekki szok termiczny. Termorurka mówi -2. Faktycznie odczuwalnie jest zimno. Sucho. Trochę niegroźnych chmurek. Ładny wschód słońca. Bez wiatru. Startuję 6:08. Ze względu na na temperaturę kręcę spokojniej ale i tak udaje się utrzymać w czasie przelotu i punkty przelotowe pozaliczać w przyzwoitych granicach. Dziś bez focenia i ze staniem na światłach. Pod łokieć tym razem pchała mi się jakaś królewna na zjeździe spod świateł na Alei Róż. A potem i tak stała na kolejnych światłach. Generalnie dość spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Trochę zmarzły stopy. Lądowanie przy 2 min. zapasu.

Po pracy cieplej niż rano ale jazda w krótkich spodenkach okazała się chybionym pomysłem. Aż tak ciepło nie było. Dodatkowo z zachodu trochę podwiewało wcale nie ciepłym powietrzem. Słońce zaś schowane było za chmurami. Tyle dobrze, że sucho. Jednak wszystko to sprawiło, że tempo powrotu wyszło raczej spacerowe. I z powodu warunków również bez gięcia. Krótko przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżką do nerki i dalej przez Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Nogi podawały tak sobie. Tyle dobrze, że powrót spokojny.


Kategoria Praca

DPD

Poniedziałek, 18 kwietnia 2016 | dodano: 18.04.2016

+7. Pochmurno. Bez wiatru. Jezdnie mokre. Na początku pojedyncze kropelki towarzyszące przez całą drogę i rozpędzające się w miarę zbliżania się do mety. Ruszam o 6:08. Jedzie mi się zadziwiająco dobrze zważywszy na to, że dziś w krótkich spodenkach i lekkich butach oraz przy padającym deszczyku. Punkty pośrednie pozaliczane w niezłym czasie. Dziś wjeżdżającego pod łokieć miałem w Łagiszy. Tym bardziej dziwi mnie ten manewr, że za jakieś 200-300m i tak zwalniał i skręcał w stronę betoniarni. Nerwus był na blachach katowickich. Reszta drogi spokojnie. Może dlatego, że nie dawałem pola do manewru narwańcom i jechałem środkiem pasa. Zresztą nie bardzo dało się inaczej bo na jezdniach już dość sporo kałuż, a i koleiny szybko się wypełniały. Światła w Dąbrowie dziś stane. Bez focenia. Na mecie jestem z zapasem 5 min. Wrażenie miałem takie, że w butach bagno ale po zdjęciu okazało się, że skarpetki tylko lekko wilgotne i stąd wrażenie zimna. Gdybym pojechał w trekkingach pewnie nawet bym nie odczuł temperatury. Po drodze spotkałem 3 rowerzystów z kategorii tych widywanych niezależnie od pogody.

Dziś powrót późniejszą nieco porą bo dopiero po 18:00. Na dworze sucho, słonecznie i nieco wietrznie. A do tego jakby zimniej niż rano. Ale da się jakoś jechać w krótkich spodenkach. Nieco po starcie jestem nawet bardzo zaskoczony tym, że jedzie się rewelacyjnie dobrze. Powrót bez gięcia przez Mortimer, Reden, bieżnię na P3 i kawałek na P4, Preczów i Sarnów. Głównie na młynkach żeby nie tracić ciepła ale bez wielkiego ciśnienia. Pierwsze 2 króliczki spotkałem w D. G. 2 szosy jadące spacerowym tempem. Dogoniłem ich na światłach ale potem skręcili w stronę przeciwną. Zresztą jakbym im wsiadł na koło to by mi się zaraz oderwali. Na P3 bez króliczków. Dopiero potem w swojej wiosce przez kawałek miałem cel do pogoni ale szybko udało się wyprzedzić i dalej już musiałem jechać bez zewnętrznej motywacji. Mimo tego ostatni podjazd udało się wziąć z marszu szturmem i tym samym szybko zakończyć powrót. A czas był najwyższy bo śmietnik od Dąbrowy domagał się już wsadu. Ogólnie przyjemny powrót. Tylko mogłoby być znacznie cieplej :-)


Kategoria Praca

DPDZ

Piątek, 15 kwietnia 2016 | dodano: 15.04.2016

+6. Pochmurno. Mokro ale bez deszczu. Wiatr niezauważalny. Ruszam 6:07. W Parku Hallera trochę dziś zmieniam trasę by nieco rutynę złamać. Na światłach na Mortimerze tym razem pod łokieć wjeżdża mi jakiś biały Fiat Siena. W ogóle miałem wrażenie, że "kierownicy" dziś jacyś bardziej nerwowi i narwani. Do mety udaje się dociągnąć z zapasem 2 min.

Po pracy sucho. Nieśmiało prześwitujące słoneczko przez część drogi. Wiaterek rejestrowalny ale niezbyt uciążliwy. Wracam przez Mortimer, Reden, Zieloną, Preczów i Sarnów. Głównie młynkowanie by pokonać wzniesienia i opór podmuchów. Przyjemnie, spokojnie do domu. Tu zostawiam plecak, zapinam sakwy i kręcę standardowe kółeczko do wsiowego Lewiatana po cotygodniowe zaopatrzenie. Potem zjazd z balastem do domu.


Kategoria Praca

DPND

Czwartek, 14 kwietnia 2016 | dodano: 14.04.2016

+6. Dywan wysokich chmur całkowicie przesłaniający słońce. Bez podmuchów. Sucho. Ruszam 6:09. Kręci się całkiem nieźle. Z czasem lekko do przodu w porównaniu do wczoraj. W sumie bez ekscesów tylko na moście nad Czarną Przemszą przed Zieloną wyprzedzał mnie dźwig i gdyby jadący z przeciwka Mercedes nie zwolnił to by się na niego wpakował. Mnie objeżdżał z dostatecznym zapasem miejsca. Niemniej miejsce na manewr wyprzedzania nieco niefortunne. Światła dziś stane w 1/3. Te na Alei Róż udało się przejechać płynnie. Na miejscu z zapasem 3 min. Więcej rowerzystów dziś po drodze. Zapamiętałem pięciu.

Dziś znów przyszło mi popracować dłużej. Plus tego taki, że przeczekałem wszystkie deszcze jakie za dnia padały do 17:00 a może nawet i ciut dużej. Startuję do powrotu o 19:30. Jezdnie mokre. Trochę zawiewa. Robi się ciemno. Bez kombinowania i bez ciśnienia kręcę przez Mec, Środulę, Stary Będzin i nerkę w stronę Łagiszy. Przed nią skręcam prosto na światła na "86" i dalej przez Gródków "913" prosto do domu. W miarę gładko poszedł powrót. Trochę dyskomfortu powodowały tylko potoki samochodów zjeżdżające z "86" na "913" w moją stronę i wyprzedzające mnie czasem całymi tabunami.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:51
  • VAVG 19.46km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 13 kwietnia 2016 | dodano: 13.04.2016

+3. Miejscami mgły. Raczej bez podmuchów. Słoneczko było widoczne od samego rana choć przez mgłę słabo jeszcze grzało. Wilgoć w powietrzu trochę dawała się we znaki i nieco spowalniała. Startuję o 6:10. Jedzie mi się dobrze do świateł na Alei Róż. Tam jakiś kretyn wjeżdża mi maską prawie pod łokieć. Myślałem, że mnie zepchnie usiłując skręcić na "94". Potem widziałem jeszcze jak skacze z pasa na pas usiłując powyprzedzać kogo się da. I tak utknął potem na światłach na Mortimerze. Podniósł mi idiota ciśnienie maksymalnie. Dawno już tak nie miałem. Z rejestracji wynika, że ktoś z okolic Limanowej (KLI, brązowy kombi chyba Opel). Uspokajam skołatane nerwy na ścieżce wzdłuż Braci Mieroszewskich i spokojnie dociągam do pracy z zapasem 2 min. Jechało się dziś jakoś tak średnio.

Po pracy całkiem przyjemnie. Słoneczko, wiaterek. Jeszcze nie ma moich ulubionych upałów ale da się jechać bez kurtki. Wracam przez Mec, Reden, Zieloną, Preczów i Sarnów. Tempo raczej spacerowe zwłaszcza przy zwrocie w kierunku zachodnim. Wiaterek jednak nieco spowalnia. I nie jest za ciepły. Spokojny, dość przyjemny powrót do domu.


Kategoria Praca

DPD

Wtorek, 12 kwietnia 2016 | dodano: 12.04.2016

+8. Pochmurno. Suche jezdnie. Wiaterek niezauważalny. Start o 6:10. Coraz bardziej mi się obsuwa ten element w czasie. Muszę popracować nad wcześniejszym ruszaniem bo potem już brakuje pola manewru. Przejazd spokojny. Światła dziś niewspółpracujące. Bez focenia. Rowerzystów wciąż niewielu (dziś dwóch). Na miejscu z zapasem 2 min.

Po pracy warunki o wiele lepsze niż rano. Nawet nieco przyświecało słoneczko. Ale też trochę wiało. Bez szału choć dało się jechać z kurtką w plecaku. Ruszam szybko w stronę centrum Zagórza podać Prezesowi podpisaną deklarację na zlot w Krasnobrodzie. Zamieniamy na szybko kilka słów i lecę dalej przez Środulę i Stary Będzin do serwisu dowiedzieć się jak z full-em. Gdyby nie to, że jest zastój z dostawą tarcz do korby to właściwie rowerek byłby już do odebrania. A tak to muszę poczekać aż gdzieś się znajdą i dojadą. Inna opcja na już to cała korba ale to koszt 4x większy od tarczy. Tak więc na razie poczekam. Jak będzie już piekarnia to wtedy pewnie zdecyduję się na całą korbę. Wracam do domu przez Grodziec i Wojkowice. Na podjeździe pod Skrzynówek wyprzedza mnie jakiś 29-er. Ciśnie twardo pod górę. Dla mnie to jeszcze nie te warunki na wyścigi więc jadę swoje. Tak mi się zdaje, że walił na tym podjeździe pokazówkę bo oddalił się ode mnie mniej więcej tyle co ten podjazd i potem miałem go cały czas w zasięgu wzroku aż do Strzyżowic. Potem odbił w lewo pod górkę w stronę Brzękowic a ja wcześniej w prawo do domu. Gdyby było cieplej, tak z +25, to bym powalczył. Ale teraz to jeszcze nie te moje ulubione temperatury. Wyszedł przyjemny powrót do domu z kilkoma zjazdami i podjazdami.


Kategoria Praca

DPS PTTK D

  • DST 49.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 19.60km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 11 kwietnia 2016 | dodano: 11.04.2016

+5. Mglisto. Wiaterek nieznaczny. Mokre jezdnie. Ruszam o 6:09. Jedzie się całkiem przyjemnie. Punkty przelotowe zaliczane w dobrym czasie. Jedne światła udaje się przejechać bez stania (te na Mortimerze). Bez focenia. Po drodze na żywo widziałem dziś tylko jednego rowerzystę i ślady po innym. Za to chyba więcej samochodów. Chyba pogoda trochę postraszyła. Na miejscu z zapasem 4 min. Całkiem przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

W trakcie pracy dzwonię do Prezesa z pytaniem jak tam sprawy zlotu w Krasnobrodzie i dowiaduję się, że na dziś zostało zwołane spotkanie w klubie. Tak więc plan na popołudnie się zmodyfikował sam. Ruszam do Będzina przez Mec i Środulę. Chcę dopytać w serwisie jak rokuje full. Tym razem nie zbaczam na ścieżkę wzdłuż ul. Małobądzkiej bo spodziewam się tam trafić Mariusza a jak się zjedziemy, to zawsze trochę czasu uleci. Plan zawodzi po całej linii i spotykamy się niedaleko małego targu w centrum miasta. Oczywiście na tematach okołorowerowych i planach na bliższą i dalszą przyszłość znika gdzieś koło pół godziny. W końcu się żegnamy. Kręcę do serwisu... i całuję klamkę. Zamknięte wcześniej :-/ No cóż, przyjadę jutro. Wbijam na ścieżkę rowerową do Sosnowca i kręcę na Pogoń a potem dalej do centrum. Spotkanie trwało dziś dość długo bo trzeba było wykonać trochę telefonów organizacyjnych, przycisnąć ludzi by się zdeklarowali gdzie jadą, załatwić trochę papierków i pooglądać mapy. W sumie owocne spotkanie. Rozchodzimy się około 19:00. Marcin zamyka oddział i razem pedalimy na czerwony szlak w stronę Milowic. Spod hali dalej kręcimy w stronę Czeladzi i Wojkowic. Za wojkowickim Orlenem wbijamy w kawałek terenu i potem długą prostą dociągamy prawie pod mój []. Tam jeszcze zamieniamy kilka słów i w końcu się żegnamy. Prezes kręci w stronę mniej więcej Sarnowa i Pogorii 4 a ja robię ostatnie 300m i ląduję w domu. Fajnie się jechało we dwóch. To zawsze trochę nakręca tempo bo raz jeden, raz drugi prowadzi i ten z tyłu zawsze próbuje dotrzymać koła. Pogoda nie była nawet najgorsza. Względnie ciepło. Pochmurno. Raczej bez zauważalnego wiatru. Niezłe warunki do jazdy.


Kategoria Praca