Praca
| Dystans całkowity: | 117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6182:11 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.19 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPDNZ
-
DST
41.00km
-
Czas
02:23
-
VAVG
17.20km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start dziś minimalnie później - 6:04. Wychodząc na zewnątrz mam wrażenie, że jest cieplej pomimo widocznego na trawie szronu. Próba hamowania wypada dobrze. Dziś jeszcze bardziej pusto na drogach niż przez ostatnie dni. Podejrzewam, że niektórzy chyba wzięli wolne i rozpoczęli trening do Sylwestra ;-) Wrażenie ciepłego powietrza znika po przekroczeniu "86" i zjazd za kościół w Sarnowie. Tam też widać w powietrzu więcej wilgoci. Wszystko to sprawia, że temperatura odczuwalna jest dość niska. Wrażenie zimna w palcach stóp i dłoni to potwierdza. W sumie jednak na mecie nie jestem jakoś tragicznie wychłodzony za to o kilka minut później niż wczoraj ale jeszcze nie spóźniony. Mimo wszystko przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy spokojnie kręcę powrót przez Mec, Środulę, Będzin, Grodziec i Wojkowice. Wygląda na to, że odcinek ścieżki rowerowej biegnący od osiedla Zamkowe do browaru w Grodźcu będzie za jakiś czas połączony z tym, który biegnie od grodzieckiej Biedronki do Wojkowic. W kilku miejscach są już namalowane przejazdy przez jezdnię i powoli widać przygotowania do robót ziemnych. Super. W domu zostawiam plecak, zarzucam na Błękitnego sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Końcówka już w ciemnościach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.64km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Procedura przedstartowa przebiega sprawnie i ruszam o 6:02. Warunki na drodze są jeszcze lepsze niż wczoraj. Resztki wody i lodu gdzieś zniknęły i próba hamowania przed domem wypada bardzo dobrze. Wiaterek znacznie zelżał, zrobiło się też zimniej. Kwalifikuję jednak te warunki do całkiem niezłych, jak na tą porę roku, i całkowicie zdatnych do jazdy. Do pracy kręcę wariant przez Sarnów i Preczów. Przejazd spokojny i całkiem przyjemny. Na Zielonej widzę dziś jedynego po drodze rowerzystę. Machamy sobie końcówkami górnymi w pozdrowieniu. Na miejscu jestem z zapasem 4 min. Palce u stóp i rąk nieco wychłodzone ale ogólnie jest dobrze.
Z pracy wyjeżdżam podobnie jak wczoraj, wcześnie i sprawnie. Kręcę krótką trasą (przez Mec, Środulę, Będzin, Grodziec i Gródków) prosto do domu. Jest nieco poniżej zera. Wiaterek mało zauważalny. Tempo mam jednak spacerowe bo staram się utrzymać stan równowagi między oddychaniem, poceniem i podawaniem nóg. Jakoś się udaje i do domu docieram na kilka minut przed 16:00. Przyjemy i spokojny powrót do domu. Jedynie końcówka na "913" od Gródkowa do Strzyżowic bardziej ruchliwa ale bez niebezpiecznych akcji.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zamierający orkan "Barbara" nieźle podsuszył jezdnie i pomimo tego, że spadła temperatura nieco poniżej zera warunki do jazdy były o poranku całkiem dobre. Próba hamowania przed domem wypadła doskonale. Mimo tego podszedłem jednak do jazdy asekuracyjnie. W drodze okazało się, że to było dobre posunięcie bo były miejsca gdzie jezdnia odbijała światło latarń bardzo dwuznacznie. Przełożyło się to też na czas przejazdu. Kręcę spokojny wariant przez Sarnów i Preczów na Zieloną. Ruch na drogach wciąż niewielki. Dojeżdżam na miejsce bez ekscesów z zapasem 4 min.
Z pracy postarałem się wygrzebać tak szybko jak tylko było to możliwe by maksymalnie dużą część drogi powrotnej przejechać przy świetle dziennym. Temperatura zdecydowanie poniżej zera i do tego zauważalny wiatr (18km/h wg ICM-u) z kierunku głównie północnego. Kręcę raczej spokojnie w stronę Mecu i dalej przez Środulę do Będzina. Od nerki zamierzałem początkowo jechać przez Zamkowe w stronę Grodźca ale ostatecznie jednak zdecydowałem się na kierunek do Łagiszy i Sarnowa by wrócić końcówkę po własnych śladach. Powrót spokojny, niezbyt spieszny, nawet przyjemny mimo wiatru i chłodu. W domu jestem ciut po 16:00 czyli po zachodzie słońca, który zastał mnie formalnie w Sarnowie, ale jeszcze za względnej jasności. Warunki raczej nie zachęcały do czynienia większych objazdów.
Kategoria Praca
DPDNZ
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognozy ICM-u dawały nadzieję na dojazdowe warunki o poranku. Rzut oka za okno potwierdza wróżby. Wytaczam się o 6:07. Wiatr z zachodu jest dość mocny ale jeśli faktycznie wszystko ICM-owi na dziś wyjdzie to będzie jeszcze mocniejszy. Na razie mi nie przeszkadza. Większość drogi mam go w plecy lub z prawej strony. Kręcę przez Sarnów i Preczów na Zieloną i dalej do Dąbrowy Górniczej. Po drodze ruch raczej niewielki. Rowerzystę widziałem dziś tylko jednego. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut. Całkiem przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Prognozy sprawdziły się co do joty. Około 14:30 nadciągnęła w okolice Zagórza ołowiana chmura, z której poleciało wszystko, co z chmury mogło polecieć. Chwilę przed 15:00 było już całkiem nieźle. Wracam na kierunek Dąbrowy Górniczej tylko tym razem zaginając przez Starocmentarną i dalej w stronę Mostu Ucieczki. Potem już spokojnie na bieżnię przy P3, Świątynię Grillowania, kawałek wzdłuż P4 i wracam na poranny kurs przez Preczów i Sarnów. Do domu zataczam się już po zachodzie słońca ale jeszcze nie za całkowitych ciemności. Większość drogi to walka z orkanem "Barbara". Szczęśliwie na naszej szerokości geograficznej wiatr nie był już tak dokuczliwy i na młynkach spokojnie dało się jechać blisko 20km/h. Może szału nie ma ale jechało się nieźle. Przez moment tylko naprzykrzały się kropelki.
W domu odstawiam Rzeźnika, wytaczam Błękitnego i zarzucam na niego sakwy. Standardowym dojazdem dotaczam się do wsiowego Lewiatana. Z zaopatrzeniem prosto do domu znów w kropelkach. Plus taki, że obładowany tył świetnie trzyma kierunek na wiatr. Niestety dało się na finiszu odczuć znaczny spadek temperatury. Jeśli wiatr nie przesuszy jezdni to rano będzie zdradziecka szklanka. Na chwilę obecną zakładam dojazd zbiorkomem po cichu licząc jednak na to, że uda się go uniknąć.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
16.36km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy dojazd rowerem do pracy w grudniu. Straszna porażka ten miesiąc. Miało być dziś powyżej zera czyli znośne warunki rano. Teoretycznie było ale jezdnie nie do końca były tylko mokre. Miejscami asfalt odbijał światło latarni jak od powierzchni zmrożonej. Z tego też powodu wyjazd o 6:08 okazał się przyczyną nielichej obsuwy na mecie. Kręciłem standardowo przez Sarnów i Preczów bardzo zachowawczo. Punkty pośrednie zaliczane po czasie. Dodatkowo zatrzymuje mnie jeszcze pociąg KŚ na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. Ostatecznie na miejscu mam stratę 13 min. Mam nadzieję, że przez dzień trochę się ociepli i powrót będzie się lepiej kręciło.
Z pracy zbieram się dziś dość szybko i jadę bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina, do centrum ubezpieczeniowego. Czas przedłużyć OC na rowerek. Niestety dziś nie załatwię sprawy bo coś się pozmieniało w oprogramowaniu PZU. Czeka mnie jeszcze jedna wizyta jak zadzwonią, że już polisa gotowa. Wychodząc z ubezpieczalni nadziewam się na drobny deszczyk. Towarzyszy mi przez kilkaset metrów i znika. Dalej kręcę przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Miejscami przez chwilę pojawia się drobny opad. Na szczęście jest powyżej zera i nie zamarza. Trochę zawiewa z południowego zachodu i czasem muszę z tym wiaterkiem nieco powalczyć. Tempo mam raczej spacerowe. Jakoś źle mi się jedzie w tych ciemnościach. Do domu zataczam się bez większych sensacji. Dobrze było znów zakręcić ale chyba zmienię tryb rowerowania na weekendowy. Do pracy zbiorkomem a w sobotę i niedzielę, jeżeli pozwoli tylko pogoda, coś po okolicy, może w terenie. No chyba, że zrobi się ładnie sucho na jezdniach.
Kategoria Praca
Kategoria: Erzac
-
Czas
02:40
-
Aktywność Chodzenie
No nie da się. Po prostu się nie da nic nie robić. Skoro jeżdżenie na razie jest nieco problematyczne to trzeba jakoś inaczej zużyć energię. Wymyśliło mi się, że najprościej będzie trochę pochodzić. Do pracy zbiorkomem. Potem jeszcze zbiorkomem z pracy do centrum Dąbrowy Górniczej i stamtąd z buta do domu. Trasa przez "dworzec kolejowy" na Zieloną. Stamtąd na czarny szlak rowerowy i nim do Łagiszy. Potem chodnikami do Sarnowa na światła na "86" i dalej prosto do domu. GoogleMaps twierdzą, że to jakieś 12,9km ale skoro trzymam się tego, że wpisuję pełne zaliczone km-y, to końcówka leci do śmieci. Tempo zbliżone do przewidywanego przez Google ale mogłoby być lepiej gdyby nie opad śniegu lekko zacinający pół drogi w gębę. W sumie szło się dobrze, nie było ani za zimno, ani za ciepło. Mankament tej aktywności jest taki, że zabiera pieruńsko dużo czasu i albo się z tym pogodzę albo skrócę dystans. Na razie wszystko wskazuje na to drugie, bo okazuje się, że nogi wprawione w rowerowaniu z chodzeniem mają niejaki opór. Ponieważ to nie to co lubię najbardziej więc aktywność trafia do nowej kategorii: erzac. Po drodze nawet trafił się pieszy króliczek ale to już było jak miałem jakieś 9km w nogach i jego tempo było deczko za mocne.
Kategoria Praca, Erzac
DPN PTTK D
-
DST
42.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:49
-
VAVG
14.91km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie było tak tragicznie jak ICM wieszczył. Miało być poniżej zera, ze śniegiem, wiatr dość silny z północnego zachodu. Sprawdził się tylko wiatr. Biorąc poprawkę na zapowiedziane tragiczne warunki zbieram się wcześniej na koła i ruszam o 5:55, choć w planach miałem start 10 min. wcześniej. Jezdnie przed domem suche. Dalej były miejscami mokre ale nigdzie nie trafiłem na oblodzone. Widocznie wczorajsze opady zdążyło wysuszyć nim spadła temperatura. Odczuwalnie było coś około zera. Mimo niezłego stanu dróg jadę jednak delikatnie i asekuracyjnie. Zresztą za bardzo pocisnąć się nie da bo nogi mówią, że się zemszczą za takie usiłowania. Płuca też nie wykazują chęci do przechłodzenia. Tak więc toczę się spokojnie, niemal spacerowo. Prędkości nabieram jedynie na zjazdach. Ze względu na wcześniejszy start początkowe punkty kontrolne zaliczam w bardzo dobrym czasie. Jednak im bliżej mety tym czasy bardziej zbliżone do tych ze standardowego przejazdu w lepszych warunkach. Wniosek z tego taki, że jak się na jezdni zrobi bagienko albo ślisko to będę potrzebował więcej czasu w zapasie i nawet start o 5:45 może być zbyt późny. Ostatecznie jednak na mecie jestem z zapasem 5 min. Po drodze tylko jedno łykanie serca w Preczowie jak mi prawie przed nosem człowiek z posesji chciał wyjechać. Na szczęście się zreflektował w ostatniej chwili. Poza tym raczej spokojnie. Tylko jakby większy ruch na drogach. Rowerzystów spotkałem dziś 1 i 1/2.Z
Z pracy wychodzę dziś później bo po 16:00. Powód jest taki, że dziś spotkanie Cyklozy i to ważne, bo wyborcze więc trzeba się stawić. Przez dzień trochę podsypywało i miejscami widać tego efekty. Jezdnie są przeważnie mokre albo z cieniutką warstewką śniegowego błota. Gdzie się da jadę chodnikami ale są też odcinki, gdzie muszę jezdnią. Kręcę obok parku na Środuli i dalej w stronę Kombajnistów. Samochody jadą ślimaczym tempem, nawet rowerem ich wyprzedzam. Przy rondkach widzę czemu. Jedni mają problem z hamowaniem, inni z ruszeniem. Słychać jak piłują. Przejazd do centrum Sosnowca zajmuje mi około 40 min. Asekuracyjnie jechałem spacerowym tempem i udało się dotrzeć do celu bez ekscesów.
Spotkanie rozkręcało się powoli i dziś głównie formalności wyborcze nowego zarządu klubu. Niestety tym razem nie udało mi się wymigać i zostałem wkręcony do zarządu. Na szczęście tylko jak wypełniacz a nie funkcyjny więc może jakoś to przeżyję ;-p Prezesem dalej jest Prezes czyli tu po staremu. Waldek awansował ze Skarbnika na Zastępcę Prezesa, Strażnikiem Mamony został Krzysiek. Piątym członkiem zarządu został Andrzej. W sumie można było to załatwić w 5 min. ale formalności papierowe rzecz święta i zeżarły sporo czasu. Kończymy o 19:30. Nim się pozbierałem było 10 min. później.
Początkowo myślałem przebijać się chodnikami przez Sosnowiec i Będzin do Łagiszy i stamtąd dopiero asfaltami ale jak zobaczyłem, że kierunek na Milowice jest mokry to wyskoczyłem na asfalt i pociągnąłem w tamtą stronę. Aż pod Kamień było ok. W parku przy Kamieniu nieco chrzęściło pod kołami ale najgorzej było jak przecinałem osiedle - ślisko i z górki. Potem wracam na bardziej wyjeżdżony asfalt i aż do świateł na "94" jest ok. Potem znów zaczyna być ślisko. Na światłach przed szpitalem widzę, że z prawej wyjeżdża osobówka. Nie byłem pewien czy mnie widzi i czy się zatrzyma więc lekko ściągnąłem hamulce... i ktoś mi wyrwał asfalt spod kół. Glebka. Na szczęście niegroźna, bo przy małej prędkości i z lądowaniem na lewym pośladku i plecach, chronionych plecakiem. Rzucam "urwą jego macią" dla zasady. Zbieram się sprawnie ale muszę kawałek podejść do krawężnika bo z oblodzonej jezdni nie mam szans ruszyć. Muszę się od czegoś odepchnąć. Ten drobny incydent ostatecznie utwierdza mnie w przekonaniu, że jutro lepiej jechać zbiorkomem. Dopóki jezdnie nie wyschną dam sobie spokój z dojazdami do pracy. Może tylko coś po okolicy. Resztę drogi kręcę jeszcze wolniej, o ile to w ogóle możliwe. Do domu dotaczam się już bez niespodzianek nawet niezmarznięty ale za to głodny. Chłód i młynkowanie wyżarły mi rezerwy. Zerkam jeszcze na prognozy ICM-u i pojawia się nadzieja w czwartek. Ma sypać a potem padać i temperatura idzie na plus. Jest więc promyk nadziei, że w piątek będzie dało się pojechać. A tymczasem 3 dni przerwy :-(
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
44.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
22.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zastanawiałem się wczoraj co oznaczają na wykresach ICM-u drobne, zielone kreseczki w tabelce opadów o wartości poniżej 1mm. Myślałem, że będzie mgła. Na żywo okazało się jednak, że to nie mgła, ale też i nie mżawka. Po prostu drobne kropelki w powietrzu delikatnie osiadające na wszystkim. W sumie nieistotne dla przebiegu akcji. Ruszam o 6:06. Minimalnie chłodniej niż wczoraj i chyba odrobinkę podwiewało ze wschodu. Kręcę standard przez Sarnów i Preczów. Punkty kontrolne zaliczam w niezłym czasie i na wysokości Zielonej przestaję cisnąć. Po drodze bez ekscesów i sensacji. Ląduję na mecie z zapasem 5 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
Na wyjściu jezdnie suche, bez słoneczka ale też i nie jakoś specjalnie mroczno. Za to zauważalnie chłodniej niż rano. Dziś nie muszę się spieszyć z powrotem więc wracam z prędkościami zgodnymi z rytmem terenu. Kręcę na Reden i dalej na bieżnię przy Pogorii 3. Niąże dotaczam się się do Świątyni Grillowania i (jeszcze) dzikim przejazdem przez tory przeskakuję na Pogorię 4. Tym wariantem bieżni przetaczam się przez Marianki i Ratanice aż do Kamienia Ornitologa gdzie obieram kierunek do Kuźnicy Piaskowej. Jest już od kilkunastu minut po zachodzie słońca ale widoczność jest jeszcze całkiem dobra i lampki na razie są odpalone tylko dla zasady. Stąd też już jadę prosto do domu przez Dąbie i Brzękowice. Zjazd do Strzyżowic już w mocnym mroku. Ostatnie 2km są też odcinkiem, na którym najbardziej zmarzłem. Gdyby było tak z 5 stopni cieplej może bym się pokusił o większe zagięcie a tak to chciało mi się tylko tle. Ale i tak przyjemny i bardzo spokojny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
23.03km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niestety wróżby ICM-u sprawdzają się. Zgodnie z nimi pojawiły się chmurki, co przekłada się na dłuższe ciemności na dojeździe. Na szczęście pozostałe warunki jeszcze są takie jak wczoraj czyli około +5, prawie stojące powietrze, suche jezdnie. Zamiarowałem dziś zebrać się sprawniej by mieć rezerwę czasu na haczenie o ścianę płaczu w centrum Dąbrowy Górniczej i jakimś cudem to się udało. Ruszam o 6:02. Jedzie się bardzo dobrze. Na punkcie kontrolnym na Zielonej jestem o 6:27. Rewelacyjny czas. Za "dworcem" o 6:32. Nieco spuszczam z tempa. Robię zagięcie pod ścianę i potem wjeżdżam pod szkołę górniczą i skręcam w stronę świateł na Alei Róż skąd kontynuuję standardem. Na rondzie w centrum Zagórza chwila nerwów bo ja wjeżdżam na nie pełną prędkością a jakaś księżniczka próbuje przede mną zdążyć ruszyć. Na szczęście reflektuje się w porę, że nie da rady i mnie przepuszcza. Ale gotów już byłem złapać się mocno za klamki. Na ul. Szymanowskiego już położony chyba na gotowo asfalt na odcinku od kościoła do ul. Lenartowicza. Dzięki temu da się pocisnąć nawet pod górkę. Na miejscu jestem z zapasem 7 min. Brakło niecałe 300m do 19km na dojeździe więc do statystyk na razie idzie o 1km mniej. Wyrówna się na powrocie :-) Przyjemny dojazd do pracy.
Dziś również wychodzę wcześniej z pracy. Tym razem muszę się sprężyć by zdążyć na wizytę u stomatologa. Kręcę jednak w kierunku Dąbrowy Górniczej a nie jak wczoraj, na Będzin. To po temu, że chcę zahaczyć jeszcze o targ na Redenie. Warunki są właściwie takie same jak rano. Jedyna różnica taka, że jest jasno choć pochmurno. Kręcę żwawo przez Starocmentarną i załatwiam co potrzebuję. Potem Most Ucieczki, bieżnia na P3, przeskok na P4 i przez Preczów i Sarnów prosta do domu. Cały czas na obciążeniu. Dojeżdżam ze sporą rezerwą czasu. Nawet przyjemnie się goniło powrót :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:29
-
VAVG
23.60km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Warunki o poranku niemal takie same jak wczoraj. Może tylko ciut chłodniej i miejscami lekkie mgiełki na polach. Startuję znów o 6:08. Jezdnie suche. Jedzie się bardzo dobrze i sprawnie. Trochę tylko czasem brakuje mi blokady na tylnym amortyzatorze jak trzeba nieco pocisnąć pod górkę. Zamiast tego zmuszony jestem kręcić szybkie młynki. Na skrzyżowaniu na Zielonej jestem zauważalnie wcześniej niż wczoraj. Jednak ciut większe koła i amortyzacja dają nieco plusów do prędkości. Ostatecznie jestem na miejscu z zapasem 5 min. przy lepszym czasie przejazdu niż wczoraj o jakieś 6 min. Obyło się bez ekscesów. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Dziś wychodzę z pracy dużo wcześniej ale niestety nie w celu pokorzystania z super pogody. Muszę szybko się przemieścić do domu by zdążyć się ogarnąć przed pogrzebem. Kręcę więc energicznie najkrótszą drogą kolejno przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Pośpiech, pośpiechem ale trudno nie zauważyć, że na ul. Szymanowskiego kładą kolejną warstwę asfaltu. Kolejne roboty napotykam w Gródkowie. Drogowcy zdzierają połacie nawierzchni na "913". Chyba będą się posuwać w stronę Strzyżowic bo po drodze widzę oznaczone sprayem wycinki. Trochę ich działalność spowalniała ruch ale tylko samochodom. Rowerkiem zawsze można się gdzieś bokiem przemknąć. Jestem w domu z całkiem niezłym czasem.
Kategoria Praca






















