Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Bajkowe temperatury poranne c. d. Dziś taka różnica, że trochę podwiewa. Ruszam 6:09. Od samego początku jedzie mi się rewelacyjnie dobrze i punkty pośrednie zaliczam w doskonałym czasie. Jestem na tyle wcześniej na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej, że widzę stojący IC, którego normalnie nie spotykam. Za rondem w centrum zmieniam nieco kierunek i jadę pod ścianę płaczu na dąbrowskiej alei bankowej. Potem powrót na utartą trasę. Stojąc na światłach na Alei Róż, tym razem od strony strony Legionów Polskich, focę hotel. Podobno w czerwcu otwarcie. Ma jeszcze być na nim neon. Jak go zamontują to chyba już zakończę w miarę regularne focenie i zrobię filmik poklatkowy. Dalsza trasa już standardowa. Standardowe też stanie na światłach na Mortimerze. Potem już płynnie i bez przerywników prosto do pracy. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Na wyjściu z pracy macnęły mnie jakieś pojedyncze krople. Nad Firmą usadowiła się dwuznacznie wyglądająca chmura. Nie czekam aż coś się z niej urodzi i ruszam w stronę Mecu. Od razu jakoś dużo pojazdów na drodze. Co trochę jakieś drobne zatory. Na szczęście rowerkiem objeżdżam to sprawnie bokami. Dalej przez Środulę i Stary Będzin jadę do serwisu. Dostawa dotarła ale nierozpakowana czeka na chwilę luzu. Dziś masa ludzi rzuciła się na rowerki przed długi weekendem i to ma priorytet. Kupuję tylko kilka drobiazgów i zwijam się do domu. Od samego startu z pracy miałem do czynienia z dość silnym wiatrem z zachodu. Z tego też kierunku widać chmury cokolwiek niepokojące. A mnie tam akurat droga. Jednak nie miałem ochoty szarpać się z wiatrem i zrobiłem sobie zakosy m. in. przez lasek grodziecki i gródkowski. W tym drugim skorzystałem z żółtego szlaku. Dziś nieco dłuższego jego odcinka. Przebijam się na ul. Szkolną i resztę asfaltem prosto do domu. Nie padało. Ale chyba trochę się ochłodziło. Przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.97km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano trochę chmurek ale warunki bardzo dobre do jazdy. Temperatury już nie sprawdzam bo wystarczy otworzyć okno i od razu wiadomo, że jest ok. Ruszam 6:11. Wczorajsza regeneracja (dużo spania) dała rewelacyjne rezultaty. Kręci mi się od samego początku bardzo dobrze. Punkty pośrednie zaliczone w bardzo dobrym czasie. Jedne światła udaje się przelecieć bez stania. Na miejscu z zapasem 8 min. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Po pracy wracam dziś przez Będzin. Wstępuję do serwisu dowiedzieć się czy dotarły w końcu jakieś porządne platformy na maszynkach. Nie dotarły. Mają być dzisiaj. Czyli jutro podejście powtórne. Z serwisu jadę na Zamkowe i kieruję się w stronę ścieżki do Grodźca jednak odpuszczam wdrapywanie się pod górkę. Skręcam do lasu grodzieckiego. Przy leśniczówce wbijam na czerwony szlak i kręcę pod przejazd pod "86". Potem polami jadę pod "Lwa" przerzucając się na żółty szlak. Wykorzystuję go do przebicia się za tory kolejowe i potem bocznymi dróżkami przebijam się pod wsiowego Lewiatana. Tu zakup zapasu napojów na cieplejsze dni i zjazd do domu. W końcu robią się przyjemne temperatury. Niestety są też minusy. Kilka przejazdów przez las i już jestem pogryziony przez jakieś gadziny :-/
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rzeźnik mi dziś oddał wielkie usługi ratując przed wstrząsami głowę, w której dalej coś łupie. Co prawda już nie tak jak wczoraj ale jednak. Ruszam o 6:13. Przyjemny, słoneczny poranek. Trochę podwiewa z południa. Ze względu na samopoczucie kręcę niezbyt intensywnie zakładając, że mogę mieć spóźnienie. Jednak kontrola czasu na punktach pośrednich wykazuje, że jest całkiem nieźle nawet pomimo stania na wszystkich światłach. Na miejsce dotaczam się równo o 7:00. Miałem nadzieję, że odrobina wysiłku towarzysząca dojazdowi sprawi, że dyńka przestanie o sobie przypominać ale się przeliczyłem. Zapowiada się ciężki dzień w pracy.
Łupało w czerep cały dzień. Niezbyt mocno ale męcząco. Wytaczam się z pracy nieco zwalcowany i bez ochoty na gięcia i objazdy. Na dodatek jakoś nie uśmiecha mi się jazda pomiędzy samochodami więc od razu zaczynam "robić bokami". Spod Firmy kawałek terenem w stronę centrum Zagórza podrzucić Prezesowi płytkę z foto z soboty. Potem nieco eksperymentując ze ścieżkami wokół stadionu przy DorJan-ie wybijam się na kierunek Reden i dalej pod molo na Pogorii 3. Tu zwrot na Zieloną i na czarny szlak. Ten odcinek jedzie się najlepiej bo w cieniu drzew i z dala od samochodów. Kręcę niespiesznie osiągając w końcu Łagiszę. Przeskakuję asfalt i ciągnę dalej wzdłuż torów do przejazdu pod "86". Potem już polami do przecięcia żółtego szlaku i dalej w stronę remizy strażackiej w Psarach. Reszta asfaltem. Trochę jakby dyńka się uspokoiła ale dalej męczy spanie. Reszta dnia na wybyczenie.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
18.69km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8. Wysokie chmury spomiędzy których przebija się słoneczko. Chyba lekki podmuch. Ruszam 6:08. Odważyłem się na krótkie spodenki. Lewe kolano nie protestuje ale nie jest za rewelacyjnie. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. Na miejscu z zapasem 5 min. Trochę wychłodzone nogi ale pocieszam się tym, że po południu powinno być pod +20 i powrót będzie przyjemniejszy. W miarę spokojny dojazd do pracy. Wydawało mi się, że dziś jakby nieco większy ruch na drogach.
Po pracy warunki już bardzo przyjemne. Bez jakiegoś ostrego słońca ale na tyle ciepło, że da się bez problemu jechać w zestawie "na krótko". Dziś bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Tempo niezbyt spieszne. W domu zostawiam plecak i po chwili przerwy z sakwami robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
20.38km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś również termometr pokazał +5 ale po starcie okazuje się, że to takie cieplejsze +5. Słoneczko zaczyna się przebijać przez wysokie chmury. Minimalny podmuch. Start 6:11. Kręci się dobrze. Punkty kontrolne pozaliczane odrobinę później ale jeszcze w granicach przyzwoitości. Na miejscu z zapasem 1 min. i przy ładnie już operującym słoneczku. Nieco się podgotowałem. Jeśli prognozy się sprawdzą, to kurtka pojedzie w plecaku. Bardzo na to liczę bo już czas najwyższy, żeby zaczęło się robić konkretne lato.
Na wyjściu z pracy jakieś niezbyt gęste kropelki. Nad Firmą wisi ołowiana chmurka. Rozglądam się w którą stronę jest jasno i ruszam do Dąbrowy Górniczej. Przez Mortimer i Reden jadę pod molo na Pogorii 3. Kropelki tracą się gdzieś przed centrum Zagórza. Na bieżni jeszcze pustawo. Ciągnę nią swoim tempem do Świątyni Grillowania i skręcam na dzikie przejście na Pogorię 4. A tu niespodzianka. Pomiędzy torami usypana mała skarpa. Chyba było jakieś porządkowanie torowiska i to co ludzie roznieśli częściowo na tory zostało uprzątnięte i usypane między sąsiadującymi torowiskami. Trzeba się jakieś 0,5-0,75m wspiąć ale nie stanowi to większego problemu. Podejrzewam, że jak tylko zacznie się intensywny ruch w tym punkcie, to znowu zostanie ta skarpa rozdeptana. A wystarczyłoby zrobić tu normalne wypłytowane przejście pieszo-rowerowe. Coś jak na "Zieloną". Skoro ludzie tu chodzą tzn., że im tu pasuje i zamiast z tym walczyć lepiej ułatwić. Było by poza tym bezpieczniej. Cykam foto i jadę dalej. Przez Preczów i Sarnów do domu. Na skrzyżowaniu przed światłami od strony Łagiszy nadjeżdża jakiś "pro" ubrany na zielono. Prawie się zjeżdżamy na światłach. On rusza, kiedy robi się zielone a ja przelatuję za 3 samochodami. Oglądał się za siebie jakby się spodziewał, że będę mu na ogonie siedział. Ale mi się dziś nie chciało ścigać. Poza tym on na większych kołach i gładszych oponach to by mi raz dwa uciekł albo przynajmniej porządnie zmęczył. A już w pracy zużyłem się dostatecznie. Do podjazdu pod gimnazjum mam go w zasięgu wzroku. Podjazd zrobił chyba na stojąco. Jak wyjeżdżam na górkę to go już nie widać. Ja dalej spokojnie do celu. Przyjemnie się kręciło. Kurtka w plecaku. Trochę słoneczka ogrzewało ładnie nogi. Przyjechałem o wiele mniej zmachany niż wczoraj.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:13
-
VAVG
18.95km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Temperatura dalej nędzna: +5. Do tego pochmurno i mokre jezdnie. Chyba też lekki podmuch ale jakoś nie zarejestrowałem kierunku. Ruszam 6:09. Jedzie się dobrze. Punkty kontrolne pozaliczane w dobrym czasie mimo stania wszystkich świateł. Dziś kolejne foto hotelu. Teraz na ścianie widać już "Holiday Inn". Ciekawe czy będzie więcej bo podobno cała nazwa to długi łamaniec z Silesia, Katowice i coś tam jeszcze w nazwie. Na ścieżce przy Braci Mieroszewskich, na zjeździe spod DorJan-a do stadionu, już 3 dzień (a może i dłużej) przejazd utrudnia obłamany konar wierzby. Pewnie trwają dyskusje kto ma sprzątnąć bo ścieżka pewnie miejska a gałąź z drzewa stadionowego. Albo może jeszcze nikt w urzędach odpowiedzialnych jeszcze nic o problemie nie wie. Na miejscu ląduję równo o 7:00.
Dzień mało słoneczny ale zrobiło się trochę cieplej. Na wyjściu z pracy nad firmą wisiała chmura taka, że spodziewałem się ulewy lada moment. Ale jakoś się udało. Ruszam w stronę górki środulskiej i dalej przez Plejadę na Pogoń. Stamtąd do Czeladzi i przez Wojkowice robię zagięcie do Strzyżowic. Powrót spokojny, niezbyt spieszny. Chyba też nieco osłabł wiatr.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś całe +5. Normalnie szał jak na maj. Wysokie chmurki. Niezbyt dużo słońca. Start jeszcze przy minimalnym wiaterku o 6:11. Kręci się dobrze ale co trochę jakieś drobne spowalniacze. Sznurek samochodów na skrzyżowaniu, zadziwiająco krótkie zmiany świateł i takie tam. Punkty kontrolne pozaliczane minimalnie po czasie. Stojąc na światłach na Alei Róż przyuważam na ścianie hotelu fragment szyldu. Na razie wisi "Holiday". Na mecie minuta po czasie. Dziś w radiu gadali, że ma być upalnie w niedzielę. Nie mogę się doczekać.
W ciągu dnia trochę popadało ale do godziny wyjścia z pracy nieco się przejaśniło. Miejscami nawet jezdnie były całkiem suche. Pewnie przez dość zauważalny wiatr. Ogólnie nienajgorzej ale warunki raczej nie nastrajały do zaginania. Wracam przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Potem ścieżką do nerki i przejściami podziemnymi wybijam się na kierunek Łagiszy. Na wylocie z Będzina trochę drobnych, niegroźnych kropelek. Kręcę niezbyt spiesznie. W Łagiszy przed kościołem wyprzedza mnie króliczek. Przez moment chciałem mu odpuścić ale ostatecznie ustawiłem się tak 5 metrów za jego kołem żeby nie myślał, że jadę za darmo i trzymałem się za nim. Na pierwszej górce próbował się oderwać ale jakoś tak niemrawo. Na drugiej już nie walczył a za nią potem zjechał do sklepu. Skoro mi się zachęta straciła to resztę drogi znów spacerowo. Nie chciało mi się ścigać z samym sobą. W końcu wiem na ile mnie stać. Przez Sarnów i całą moją wioskę spokojnie dojeżdżam do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termometr mnie dziś mocno zmartwił odczytem temperatury: zero. Do tego wiatr. Pochmurne niebo. Choć tyle dobrze, że sucho. Opornie szedł dziś rozruch czego efektem był dość późny start - 6:15. Na szczęście wiatr nieco pomagał ale i tak nie udało mi się uniknąć spóźnienia. Ciuchy prawie w zimowym komplecie i wcale się jakoś nie zgrzałem. A mamy środek maja. Powinno być już przynajmniej +12 rano :-/ Od samego początku opóźnienia. Pierwsze już na skrzyżowaniu "913". Od strony Będzina sznurek samochodów i zasłaniający widok autobus. Czekam aż się to przewali. Potem światła na "86". Na Zielonej jestem mocno spóźniony. Na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej stopuje mnie opuszczony szlaban. Na szczęście pociąg już rusza więc przerwa niezbyt długa. Potem po kolei światła na Alei Róż i na Mortimerze. Reszta drogi już bez postojów ale nie udaje się nadrobić. Ostatecznie na miejscu ze stratą 5 min. Wyłazi jeszcze sobotnie rajzowanie.
Po pracy zauważalnie cieplej ale szału nie ma. Jedyna zmiana w ubiorze to zamiast czapki bandana i rękawiczki krótkie zamiast pełnych. Wieje zimny wiatr z kierunku głównie zachodniego. Może i jest te +10 wg ICM-owej prognozy ale odczuwalnie jest mniej. Tyle dobrze, że trochę słońca widać i jest sucho. Ruszam w stronę Dąbrowy Górniczej. Ściana płaczu na Redenie wypłakana do cna. Jadę pod drugą na dąbrowskiej alei bankowej. Udaje się podjąć nieco gotowizny. Kręcę na Ksawerę i dalej w stronę targu w Będzinie. Stamtąd przez Łagiszę i Sarnów do domu. Bez ciśnienia by nie szarpać się niepotrzebnie z wiatrem. W Sarnowie na "zielonym" jakaś królewna musiała koniecznie odklepać coś na smartfonie zamiast jechać. Przez to musiałem odstać drugą rundę świateł zupełnie niepotrzebnie. Na finiszu wstępuję jeszcze do wsiowego Lewiatana na uzupełniające zakupy i lekko doginam by było na liczniku choć 39km. W sumie przyjemnie się wracało. Czekam jednak aż lato uderzy na pełny regulator.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
21.70km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed 6:00 +11. Wiaterek zauważalny ze wschodu. Trochę chmurek i przebijające się słoneczko. Dziś mi się bardzo dobrze spało i do tego rozsypała mi się nieco procedura przedstartowa czego efektem był lekko opóźniony start - 6:15. Próbuję nieco podgonić i na dwóch punktach kontrolnych (światła na "86" i most na Czarnej Przemszy przed Zieloną) jestem z krótszym czasem przejazdu niż zwykle choć i tak nieco opóźniony. Jednak w granicach gwarantujących dojazd na czas. Od Dąbrowy Górniczej nieco już spokojniej. Ostatecznie na miejscu jestem z zapasem 4 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Dziś powrót bez zaginania bo jak jutro wypali, to sobie odbiję. Droga powrotna pod dywanem chmur i miejscami z jakimś drobnym, wręcz śmiesznym, pokropywaniem. Jest też chłodniej niż wczoraj i trochę wieje ale da się jechać "na krótko". Nie mam dziś weny na przepychanki z samochodami więc do Dąbrowy Górniczej przemycam się terenem przez las zagórski. Potem kawałek do mola na Pogorii 3 asfaltami. Stamtąd na Zieloną i na czarny szlak do Łagiszy. Terenem ciągnę aż do ul. Łąkowej i wybywam na asfalt dopiero niedaleko Prodła. Jakieś 2 ostatnie km asfaltem do domu. Dziś kręcenie powrotne bez ciśnienia, na spokojnie ile teren pozwalał a nogi miały chęci.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
24.21km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 6:00 +10. Słonecznie. Lekki podmuch. Bezchmurne niebo. Ruszam 6:10. Kręci się bardzo dobrze. Jest przyjemnie. Pomimo stania wszystkich świateł punkty kontrolne pozaliczane minimalnie przed czasem. Na światłach na Mortimerze ustawia się za mną rowerzysta. Obok stacji zjeżdżam na ścieżkę a on ciągnie asfaltem. Gdzieś tak do wylotu ul. Pięknej był przede mną ale mimo tego, że ścieżka jest garbata to jednak na Rzeźniku bez problemu udaje mi się rozpędzić tak, że wychodzę na prowadzenie. Gdyby nie to, że on leci dalej w stronę Mec-u to może bym się z nim pościgał. Co prawda czasu miałem nieco w zapasie ale jakoś tak skojarzyłem fakt jak już skręcałem w ul. Szymanowskiego. Cóż... Może następnym razem :-) Z kolei na ul. Szymanowskiego jakiś duży ruch dzisiaj. Na wylocie przy ul. Lenartowicza sznurek samochodów usiłujących skręcić w stronę trasy. Czyżby jakiś zator w okolicach Mec-u? Na miejscu z zapasem 10 min.
Powrót z pracy dziś zaginam w inną stronę. Ruszam na Kazimierz. Od trasy ciągnie sznurek samochodów. Na szczęście rowerkiem da się tak pojechać, że nie przejmuję się tym tłumem. Przebijam się sprawnie dalej w stronę Gołonoga czyniąc tam jedną małą, acz przydatną eksplorację. Potem cisnę na terenowy skrót wzdłuż torów przy Pogorii 1 i wybywam nim na Piekle. Stąd bez gięcia przez Preczów i Sarnów do domu. Bardzo dobrze mi się jechało powrót. Ładne, równe tempo. Na kontrolnym podjeździe pod gimnazjum w Psarach prędkość nie spadała poniżej 27km/h. Przy podłym dniu to potrafię się tam wlec 13km/h. Podjazd nie jest specjalnie stromy i długi ale potrafi zredukować prędkość. Jeśli mi się udaje jej nie stracić tzn., że nogi podają rewelacyjnie. Na miejscu jestem niewiele później niż zwykle pomimo nieco dłuższego powrotu. Już niewiele brakuje do moich ulubionych temperatur. Niestety ICM wieszczy spadek na weekend :-/ Szkoda bo w planach jest Leśno Rajza w odwrotną stronę a w prognozie tymczasem stoi, że może nawet popadać.
Kategoria Praca






















