limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%)
Czas w ruchu:6182:11
Średnia prędkość:19.01 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:3000
Średnio na aktywność:39.19 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPZDZD

  • DST 38.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 8 listopada 2017 | dodano: 08.11.2017

Na kołach jestem o 6:12. Nie jest dobrze przy tych warunkach. A warunki są takie, że wieje i to dość konkretnie oraz z kierunku przeciwnego. Amiga będzie miał wspomaganie na dojeździe bo ja miałem wrażenie, że jadę na hamulcu. Na szczęście jest sucho. Kręcę dziś przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Nogi od razu dają znać, że szału nie będzie ale jedzie się całkiem przyjemnie. W Łagiszy jakiś gównowóz (ewentualnie pojazd do przewozu innych ładunków płynnych) robi to, co niedawno TIR czyli zbiera się do wyprzedzania jak z przeciwka jedzie osobówka. Profilaktycznie zjeżdżam na chodnik. Punkt kontrolny na Zielonej mam zaliczony w czasie, który latem jest ok. W listopadzie już tak nie bardzo. Potem muszę odstać przy "dworcu kolejowym" na szlabanach aż przejadą KŚ do Gliwic i drugi pociąg do Częstochowy. Reszta drogi już bez utrudnień ale i tak nie udaje mi się zmieścić w czasie. Na mecie mam 3 minuty spóźnienia. Wdziane cieplejsze spodnie były dziś dobrym wyborem bo wcale nie było mi jakoś za ciepło. Odczuwalnie temperatura była tak góra +3.

Dywan chmur sprawia, że na wyjściu wydaje się być ponuro. Dalej wieje. Powrót kręcę na kierunku do Będzina (przez Mec i Środulę). Podjeżdżam do serwisu zapytać jak tam remont Błękitnego ale jest zamknięte. Wracam do Kauflanda na małe zakupy. Potem przez Zamkowe, Grodziec i Gródków dotaczam się do domu. Po drodze robi się ciemno. Tu zostawiam plecak, zarzucam Srebrnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Po drugiej rundzie zaopatrzeniowej staczam się do domu bez objazdów. Generalnie chłodno.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 37.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 21.35km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 7 listopada 2017 | dodano: 07.11.2017

Chyba dopóki są dobre warunki pogodowe nie uda mi się wyjechać wcześniej. Dziś znów na kołach lekko obsunięty - 6:12. Jezdnie suche. Pochmurno. Chyba wiaterek z kierunku niezbyt pomagającego ale i tak jedzie mi się dobrze. W Gródkowie trafia się okazja do rzucenia "jego macią" na duet TIR-a i suva. TIR zaczął mnie wyprzedzać nieco przed szkołą w Gródkowie. Chwilę wcześniej od strony Grodźca wyjechał suv. Dla mnie oczywiste było, że będzie ciasno i sądziłem, że TIR jednak przyhamuje i za wyprzedzanie zabierze się jak się wyminą z osobówką. Ale nie. Słyszę jak mu turbo zagrało i chwilę potem mam obok siebie to wielkie bydlę. Oczywiście było za wąsko i zaczął skracać wyprzedzanie dość blisko dojeżdżając mnie końcem naczepy. Finalnie przeżyłem ale co mi ciśnienie z rana podnieśli, to moje. Reszta drogi już spokojna. Tym razem zdecydowałem się na przelot przez Będzin, Środulę i Mec. Dość pustawo na tym odcinku. Na mecie jestem z zapasem 5 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy.

Powrót na spokojnie i zgodnie z rytmem trasy. Wracam przez Mortimer, Reden, Łęknice, Piekło, Preczów i Sarnów. Wg ICM-u wiatr miał mi pomagać na powrocie ale mu to nie wyszło. Czasem miałem go centralnie na twarz. Ogólnie pochmurno, ponuro, niezachęcająco do przesiadywania na dworze. Przekłada się to na pustki na bieżni na Pogorii 3 i 4. Ledwo kilka osób spotkałem, co mi w sumie bardzo pasuje bo można swobodnie toczyć się po tych okolicach.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:41
  • VAVG 21.39km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 6 listopada 2017 | dodano: 06.11.2017

Przedstart bezproblemowy. Z racji wybranego na dziś pojazdu nie spieszę się i na kołach jestem o 6:09. Sucho, trochę niegroźnych chmurek, raczej bezwietrznie. Zastanawia mnie tylko temperatura. Przy gruncie mogło być nawet poniżej zera ale kałuże po drodze nieścięte. Kręci mi się bardzo dobrze. Na punkcie kontrolnym na Zielonej sprawdzam czas i jestem zaskoczony, że jest aż tak dobrze. Zrzucam znacznie z tempa i już niespiesznie dalej toczę się do centrum Dąbrowy Górniczej i przez park Hallera na Mortimer. Potem centrum Zagórza i meta. Po drodze kilka postojów na podziwianie kolorków wchodzącego słońca. Ostatecznie na finiszu mam 3 min. zapasu. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Powrót przy ładnym słoneczku choć już, niestety, bez upałów. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Jest na tyle wcześnie, że udaje mi się uniknąć młynu przy Urzędzie Miasta w Dąbrowie Górniczej. Sprawnie przemieszczam się przez Zieloną na czarny szlak do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Spokojnie i przyjemnie.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 19.62km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 3 listopada 2017 | dodano: 03.11.2017

Przedstart niezły ale na kołach jestem dopiero o 6:11. Jezdnie mokre. Nie pada. Wieje zdecydowanie wspomagająco. Jest zauważalnie cieplej i lżejszy zestaw ciuchów, który założyłem sugerując się prognozą ICM-u, sprawdza się w tych warunkach. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach dość spokojnie a miejscami wręcz pusto. Czasy pośrednie mam dobre bo noga podaje. Również światła nie robią dziś większych problemów. Ostatecznie na mecie jestem z zapasem 3 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.

W ciągu dnia nieco popadało. Na wyjściu miałem wrażenie, że odrobinkę się ochłodziło. Przez chwilę miałem zamiar pozaginać ale jakoś pochmurne niebo mnie do tego zniechęciło i wracam raczej krótką trasą częściowo zbliżoną do dojazdowej. Kręcę przez Mortimer do centrum Dąbrowy Górniczej i przez "dworzec kolejowy" do parku na Zielonej. Potem na czarny szlak do Łagiszy. Tu po drodze natykam się na osobnika, którego już nie raz widziałem ale dziś zwrócił moją uwagę tym, że albo robił mi serię zdjęć albo filmik. Jak sięgam pamięcią wstecz to kilka poprzednich razy też znalazłem się w kadrze jego telefonu ale wtedy po prostu traktowałem to jak przypadek. Dziś ewidentnie byłem celem. I teraz się zastanawiam. Ewentualny cichy wielbiciel? Prześladowca? A może cyka wszystkich którzy tym szlakiem jeżdżą? Następnym razem jak zobaczę go z aparatem skierowanym w moją stronę to się zatrzymam i też mu fotę strzelę. A co! Ciekaw jestem jego reakcji. Nie zatrzymując się tym razem dociągam do Łagiszy i przez Sarnów jadę prosto do domu. Powrót przyjemny i byłby niemal spokojny gdyby nie jakiś narwaniec na światłach na Alei Róż. Kiedy skręcałem w lewo, w Legionów Polskich on też zrobił ten sam manewr wyprzedzając mnie po mojej prawej stronie.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 18.78km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 2 listopada 2017 | dodano: 02.11.2017

Rozruch dziś niezły ale na kołach jestem dopiero o 6:09. Jezdnie nieznacznie mokre ale na wszelki wypadek założyłem pokrowiec na plecak. Kręcę trasę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą choć przez chwilę miałem w planie jazdę przez Będzin. Ostatecznie jednak jakoś tak koła same skręciły na Łagiszę. Warunki całkiem niezłe. Wiaterek, wg ICM-u, mam mniej więcej w plecy. Odczuwalnie jest ciepło. Na drogach ruch mam większy tylko na "913", dalej już spokojnie. Chyba sporo osób zdecydowało się na zrobienie sobie długiego weekendu. Na miejscu jestem z zapasem 2 min. Dojazd całkiem przyjemny. Niestety, wg ICM-u, powrót będzie na mokro. Patrząc na radary to wygląda to tak, jakby prognoza miała się sprawdzić. Ale może jeszcze gdzieś, coś, tego... i jakoś się uda wrócić niezlanym do gołej skóry.

Powrót od samego początku do samego końca w kropelkach, miejscami nawet dość intensywnych. Wracam niezbyt spiesznym tempem przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnię przy Pogorii 3 i 4, Preczów i Sarnów. No zmokłem. Ciuchy wszystkie poleciały do prania jak tylko wszedłem do domu. Ale w butach sucho. I nie zmarzłem mimo jazdy pod lekki wiatr. Właściwie to nawet całkiem dobrze i przyjemnie się jechało. Pomogło chyba to, że ICM swoją prognozą właściwie nastawił mnie do problemu powrotu z pracy :-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 17.01km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 października 2017 | dodano: 30.10.2017

Zmiana czasu. Na kij to komu? Może ta władza pozostawi po sobie choć tą jedną sprawę załatwioną sensownie czyli wycofa zmianę czasu i ustali, że zostajemy z letnim czasem. Wstawanie bezproblemowe, procedura przedstartowa też i start w nienajgorszym czasie. Na kołach jestem o 6:07. Wieje i to konkretnie ale już nie tak bardzo jak wczoraj. Za to dalej z kierunku mniej więcej północno-zachodniego czyli w drodze do pracy pomaga. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Jedzie się dość spokojnie. Mimo pomagającego wiatru prędkość taka sobie bo z kolei jest nie za ciepło i nie da się pobierać wydajnie utleniacza. Na miejscu jestem ostatecznie z zapasem 2 min. Trochę się zagotowałem bo w ruch poszyły cieplejsze spodnie i polarowa bluza. Wszystko to ze względu na prognozowany spadek temperatury po południu i przewidywane opady śniegu.

Powrót zaczynam przy ładnym słoneczku i pod wiatr głównie z zachodu. Kręcę bez ciśnienia i dzięki temu jedzie się nawet całkiem przyjemnie. Przez Mortimer i Reden skradam się w stronę ronda budowanego na zbiegu ul. Kolejowej i Marii Konopnickiej. Kółko już wyasfaltowane ale roboty jeszcze trwają i przejazdu dla samochodów nie ma. Rowerkiem da się jednak przebić. Kręcę dalej prosto w stronę Zielonej. Tu dopada mnie pierwsza zamieć śnieżna. Na szczęście trochę osłaniają mnie drzewa i do tego mam podmuchy z boku więc jakoś da się jechać. Nim wydostałem się spomiędzy drzew opad ustaje ale i tak jestem cały pokryty biały, mokrym ...wnem. Otrzepuję się i kręcę dalej na czarny szlak do Łagiszy. Gdzieś zza drzew przebija się ładne słoneczko. Nim dojeżdżam do Sarnowa szaleje już kolejna zamieć. Znów grube płatki mokrego śniegu tną po twarzy i oblepiają mnie całego. Jadę chodnikami bo widoczność nędzna a ruch niemały. Na swojej wiosce widzę drugiego dziś rowerzystę. Pierwszego widziałem jeszcze w Dąbrowie przy budowie ronda. Więcej rowerkowców nie stwierdziłem ze 100% pewnością. Na Zielonej widziałem dwóch osobników ubranych na sportowo w jaskrawych ciuchach ale nie rzuciły mi się w oczy rowery bo akurat stali w zagłębieniu terenu. Potem jeszcze na swojej wiosce widziałem w oddali migającą lampkę ale za daleko było by stwierdzić czy to był rowerzysta czy inny powód migania. Na chwilę wstępuję po drodze do piekarni i kiedy wychodzę jest już po zadymce. Spadły śnieg od razu topnieje. By się nie uflejać dalej jadę chodnikami aż do OSP w Psarach. Tam już wracam na asfalt i bez wydziwiania kręcę prosto do domu. Może to masochizm ale mimo wszystko fajnie się jechało powrót. Udało mi się też nie przemoknąć i nie przemarznąć. Momentami jedyni było trochę chłodno po dłoniach jak zgarniałem z siebie to białe ...wno. Jutro wolne więc bez regularnego kręcenia ale w planach mam chociaż zagięcie do wsiowego Lewiatana. Zobaczymy jak wyjdzie bo prognoza na jutro też taka sobie.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 40.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 19.35km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 26 października 2017 | dodano: 26.10.2017

Nici z wczesnego wyjazdu. Na kołach jestem o 6:14. Jest znacznie cieplej niż wczoraj ale za to jezdnie są mokre. Wiatru jakoś nie zauważam. Naszło mnie znów na odmianę i kręcę dojazd przez Będzin. Dzięki temu udaje mi się na miejsce dojechać z zapasem 4 min. Na ul. Lenartowicza od strony skrzyżowania na Mecu zdarty asfalt i pełno maszyn. Wygląda na to, że wreszcie koniec robót i pojawi się w końcu nowy dywan. Dzisiejszy dojazd całkiem przyjemny i sprawny.

Wracam z pracy niezbyt spiesznie i czasem odrobinę wyginając. Na początek przez Mortimer na Reden zahaczyć o ścianę płaczu. Potem do parku Haller i na rondo w centrum żeby przedostać się przez "dworzec kolejowy" w stronę Zielonej. Stamtąd czarnym szlakiem do Łagiszy i grzecznie asfaltem prawie pod dom. Prawie bo zamiast do domu skręcam w stronę Strzyżowic zajechać do stomatologów i zarezerwować wizytę. Zamiast wracać prosto do domu gnę jeszcze przez Strzyżowice i kawałek przez lasek na Wale. Potem już prosto zjazd do domu. Przyjemne, niespieszne i spokojne kręcenie powrotne. Aż trudno mi uwierzyć, że prognozy na jutro wieszczą mokrość :-(


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 17.80km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 października 2017 | dodano: 25.10.2017

Nie wyszło mi znów z wcześniejszym startem i na kołach jestem o 6:13. Pierwsze wrażenie jest takie, że temperatura odczuwalna jest znacznie niższa niż wczoraj. Powiedziałbym w okolicach +5. W czasie jazdy jest jednak całkiem przyjemnie. Odnoszę wrażenie, że lekko podwiewa ze wschodu. Dziś wracam na wariant przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą bo w Będzinie dzień targowy i może być mały młynek przed Nerką. Miejscami trafiają się potoki samochodów jednak ogólnie droga spokojna. Na "dworcu kolejowym" w D. G. jestem w momencie kiedy przy peronie parkuje KŚ do Gliwic. Szlabany idą właśnie w górę więc nie ma stania. W Parku Hallera batmany wyprowadzają pieski spacerując po drodze rowerowej. Na miejscu jestem 4 minuty po czasie.

W ciągu dnia nieco popadało ale na wyjściu już tylko świadczyły o tym mokre jezdnie. Trochę jednak zmienia to mój plan powrotu i kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Stamtąd wzdłuż Pogorii 3 do Preczowa i przez Sarnów do domu. Jakoś nie miałem dziś chęci na objazdy. Droga spokojna. Na P3 pustki. Ledwo kilka osób spotkałem. Termicznie jakby lepiej niż rano ale bez szaleństw.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 40.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:35
  • VAVG 15.48km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 października 2017 | dodano: 24.10.2017

Dziś pozbierałem się odrobinę sprawniej i na kołach jestem o 6:13. Trochę zmęczyła mnie rutyna dojazdów i dziś zafundowałem sobie małe szaleństwo w postaci zmiany trasy dojazdowej. Co prawda ta też znana i oklepana ale o poranku nie jechana już od bardzo dawna. Kręcę dziś przez Będzin. Spodziewałem się raczej sporego ruchu po drodze ale jedynie na odcinku "913" do świateł na "86" trochę gęsto. Potem tak umiarkowanie aż do Lenartowicza, gdzie przez chwilę też ładny potok pojazdów. Generalnie jednak dojazd bardzo przyjemny i spokojny. Chyba było dość ciepło bo na miejscu stwierdzam, że się lekko podgotowałem. Pogoda, jak na razie, całkiem niezła. Sucho, nieuciążliwe podmuchy wiatru, jak na tą porę roku to raczej niezimno.

Powrót mogę sobie zrobić dziś bez ciśnienia i z lekkim gięciem. Wracam przez centrum Zagórza, Mortimer i Reden. Przy Urzędzie Miejskim w Dąbrowie trafiam na moment kiedy cały Urząd wychodzi z pracy. Ruch jak diabli, ciężko się przecisnąć. Gdyby nie to, że wspomagam się chodnikami, to bym stał i stał. I tak jednak by uniknąć jednego z zacisków jadę inaczej niż planowałem i w efekcie trafiam na bieżnię przy Pogorii 3 w okolicach Łęknic. Objeżdżam do Piekła i wracam bieżnią wzdłuż Pogorii 4. Schodzę z niej na moment w piachy i za kilka chwil później znajduję pierwszego maślaczka. Skoro jest jeden, to jest i szansa na następne. Kręcę się tak zakosami zmierzając w stronę celu. Ostatecznie wynajduję jeszcze kilka grzybków nim kończę ten spacerek. Będzie wkładka do jajecznicy :-) A jakby jutro wpisu nie było tzn., że się jednak pomyliłem :-p Wracam na bieżnię i dociągam nią do Preczowa. Potem już standard przez Sarnów do domu. Tempo od Pogorii 4 spacerowe bo nieco się wychłodziłem i zaczęło mnie gnębić spanie. W domu zostawiam zbiory, plecak i zapinam sakwę do Srebrnego. Robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana i potem zjazd do domu. Upałów już dziś nie było ale jak na koniec października i tak całkiem przyjemnie. Będąc w ruchu nie ma właściwie na co narzekać. Jedynie posiedzieć i pogapić się na widoki nie da się za długo bez konkretnego przyodziewku.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 19.27km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 października 2017 | dodano: 23.10.2017

Usiłowanie wyjechania z zapasem czasu spełzło na niczym. Na kołach jestem o 6:16. Jezdnie odrobinę wilgotne. Wieje nawet dość ciepły wiaterek, niezbyt mocny i wg ICM-u z północy. Kręcę z przeciętnym entuzjazmem z góry zakładając spóźnienie. Potem jeszcze podwyższam limit przewidywanego spóźnienia, kiedy kilka razy po drodze przychodzi mi manewrować na odcinkach pokrytych mokrymi liśćmi. W ciemnościach wolę nie ryzykować i znacznie zwalniam w takich miejscach. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Poza światłami nic mnie dziś nie spowalniało. Na mecie jestem ostatecznie ze stratą 5 minut. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Nie wiem czy to z racji tego, że powrót miałem w części pod wiatr, czy faktycznie spadła temperatura ale wrażenie miałem takie, że jest jednak chłodniej niż rano. Na szczęście powrót na sucho więc w sumie warunki były całkiem niezłe. Tempo bez ciśnienia ale też i bez zaginania. Krótko przez Mec, Środulę, Stary Będzin, "ścieżkę rowerową" wzdłuż Małobądzkiej, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Po drodze do Grodźca zamajaczył mi w oddali króliczek ale go nie ścigałem. Raz, że był dość daleko, dwa, że nie miałem jakoś dziś weny do takich harców. Powrót przyjemny i spokojny.


Kategoria Praca