Praca
| Dystans całkowity: | 117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6182:11 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.19 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś nieco sprawniejszy rozruch. Trochę na to wpływ miała dość gęsta mgła i wybrany na dojazd rowerek. Wytaczam się o 6:11. Mleko w powietrzu. Co chwila przecieranie okularów. Światło z czołówki niewiele daje. Wręcz bardziej mnie oślepia niż oświetla drogę, ale i tak na kilku odcinkach z niej korzystam bo przynajmniej jadący z przeciwka widzą wcześniej białą plamę i rezygnują z wyprzedzania. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze tylko dwa krótkie odcinki bez mgły. Jeden na fragmencie "913" biegnącej przez las w Gródkowie i drugi w centrum Dąbrowy Górniczej. Mimo tego jechało się nawet całkiem przyjemnie. Na miejscu byłem chyba ciut po czasie.
Do 13:00 na dworze było raczej mało optymistycznie, głównie mgliście. Potem jednak w końcu słoneczko zdołało ogrzać atmosferę i opary znikły ujawniając bezchmurne niebo. Dzięki temu znów były warunki do powrotu "na krótko". Tym razem rzeźbię przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Tempo niespieszne. W Grodźcu o mały figiel bym dwa razy w ludzi wjechał. Najpierw jakaś nierozgarnięta babcia bez oglądania się wokoło włazi mi na drogę rowerową. Kawałek dalej starszy facet powtarza ten sam manewr. Z daleka już widzę, że mi wlezie w tor jazdy więc mu krzyknąłem. Ten zamiast się zatrzymać jeszcze bardziej skręcił mi pod koła. Minęliśmy się o centymetry. Najgorsze było to, że nie miałem jak manewrować bo pod kołami gruby dywan liści. Zero sans na hamowanie albo gwałtowny zwód. Potem już reszta drogi spokojna. W domu robię chwilę przerwy i godzinę później wytaczam się zrobić standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Jest już zauważalnie chłodniej więc w użycie idzie kurtka. Słońce jest dość blisko horyzontu. Kiedy wracam z balastem jest już po zachodzie słońca. Warunki na powrocie były całkiem przyjemne jak na październik. Niestety weekend nie zapowiada się już tak różowo :-/
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
18.72km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ciężkie wstawanie, ciężki rozruch, ciężka jazda. Oby cały dzień taki nie był. Ruszam o 6:16. Sucho. Chyba cieplej niż wczoraj. Ciemno. Bez mgieł. Bez wiatru. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś jakoś spokojniej na drogach. Nie cisnę w ogóle z góry zakładając, że będę spóźniony. Tak też jest w istocie. Na mecie mam 7 minut w plecy. Mimo tego przyjemny dojazd do pracy choć kilka razy łapało mnie spanie. Chyba przesilenie jesienne i psychiczne przygotowanie do niedalekiej zmiany czasu. Może już jednej z ostatnich.
Ładne lato tej jesieni wciąż trwa i oby tak do wiosny. Co prawda upałów nie ma ale jest ładne słoneczko, nie wieje. Wracam spacerowym tempem ciesząc się pogodą, która ma się spaprać w weekend. Przez centrum Zagórza i Mortimer kręcę do centrum Dąbrowy Górniczej i dalej do "dworca kolejowego". Stamtąd na Zieloną i czarny szlak do Łagiszy. Przedłużeniem terenowym przez pola przebijam się do remizy w Psarach i stamtąd prosto do domu. Przyjemna, spokojna przejażdżka powrotna.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
52.00km
-
Teren
9.00km
-
Czas
02:47
-
VAVG
18.68km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start znów taki, że jazda po bandzie. 6:16. Mgieł dziś też trochę jest ale nie tak gęste jak wczoraj. Nie mam czasu zwracać uwagi na to, czy jest wiaterek. Termicznie poniżej +10. Dziś przejazd bez podnoszenia ciśnienia. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Rzutem na taśmę załapuję się na stanie na szlabanie przed lądującym przy peronie pociągiem KŚ do Gliwic. Potem trochę świateł i ostatecznie na mecie mam jakieś 3 min. spóźnienia.
Na powrocie pogoda już nie taka super jak wczoraj ale jeszcze całkiem niezła, jak na jesień. Ruszam jeszcze przy ładnym słoneczku ale wraz z upływem czasu na niebie pojawiają się jakieś chmurki, które sprawiają, że słońce jest zamglone i nie przygrzewa już tak ładnie. Mimo tego zebrało mi się na objazdy. Najpierw przez las zagórski jadę w stronę przejazdu pod "94". Dalej przez Łęknice jadę na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do zjazdu na Preczów. Chwilę się waham czy jechać prosto do domu, czy jednak objazd ale ostatecznie wybieram objazd. Spacerowym tempem przetaczam się do Wojkowic Kościelnych i stamtąd zaczynam gięcie do domu. Najpierw do Przeczyc i stamtąd w stronę Toporowic. Za "S1" odbijam w teren i dociągam nim do Dąbia. Tu trochę asfaltu i znów wbijam w teren. Przetaczam się po wertepkach w stronę Góry Siewierskiej. Wybywając z terenu widzę króliczka zmierzającego do lasu drogą na Strzyżowice. Włączam młynki i gdzieś na zjeździe go doganiam i wyprzedzam. Siedział mi potem do samego domu za plecami czyli ja robiłem za króliczka :-) Bardzo fajne kręcenie powrotne. Takiej jesieni bym sobie życzył aż do wiosny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
19.81km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start straszliwie grzebany i wyjazd dość późny - 6:18. Na dworze sporo mgieł, które towarzyszą mi przez pierwsze 4,5km. W Łagiszy gdzieś znikają. Potem jeszcze ze 2x na chwilę mam je po drodze ale już nie tak gęste. Temperatura odczuwalna poniżej +10 i wdzianko "na długo" zdecydowanie jest na czasie. Krótkie spodenki jadą w plecaku na popołudniowe ciepełka. W Łagiszy też ktoś chyba na mnie trąbi i potem miga awaryjnymi ale nie rozpoznaję pojazdu zatopiony we własnym wszechświecie ;-p Tak mi przychodzą do głowy Mariusz i Damian. Ostatnio się skarżyli, że nie odmachuję jak migają czy coś tam innego z samochodami robią, żeby zwrócić na siebie uwagę. A tłumaczę, że po primo, jestem deczko ślepawy, po secundo pojazdy zwane samochodowymi interesują mnie tylko wtedy, kiedy wchodzą w mój tor jazdy, ewentualnie nie próbują wziąć mnie na maskę. W Dąbrowie Górniczej jestem na przejeździe przy "dworcu kolejowym" już po KŚ do Gliwic więc bez stania. Na zjeździe od świateł na Alei Róż jakieś bezmózgie stworzenie za kierownicą podjeżdża do mnie tak blisko, że bez problemu mógłbym urwać lusterko. A drugi pas był cały wolny. Eh... Reszta drogi spokojna. Na miejscu jestem z 3 min. obsuwy. Przyjemny dojazd do pracy. Przetrzebiło straszliwie rowerzystów. Widzę tylko tych, którzy jeżdżą cały rok.
Po południu przepiękna pogoda. Znów wracam "na krótko". Dziś nie muszę się spieszyć więc tempo zgodne z rytmem terenu: gdzie było z górki to rowerek leciał sam, gdzie pod górkę, wjeżdżałem delikatnie na młynkach i bez pośpiechu. Wracam dość zbliżoną drogą co dojazd. Mała różnica, że tym razem dotaczam się do centrum nie przez park tylko przez Aleję Kościuszki. Potem na Zieloną i czarny szlak do Łagiszy. Tam dalej w teren i wracam na czarny szlak. Niespodzianką jest to, że rozjeżdżony przez ciężki sprzęt. Teraz coś robią po zachodniej stronie szlaku. Wielkie wyrobisko, spychacze, koparki, wywrotki. Jak popada to chyba będzie lepiej ten kawałek terenu omijać. Szlakiem dotaczam się do asfaltu i skręcam na prostą do domu.
W domu zdecydowałem się obejrzeć klocki tylnego hamulca. Niby trzyma jeszcze ale coś tam już trze i klamka wpada dalej niż uznaję za właściwe. Zdejmuję koło, wyciągam zawleczkę i klocki mam w ręce. Nie są zdarte do blachy ale wiele nie zostało. Zakładam nowe. Jak już miałem rowerek rozkraczony to zabrałem się za jego czyszczenie. Przy tej okazji odkrywam urwaną szprychę w tylnym kole :-/ Cóż było robić? Zabieram się za wymianę. Trochę zabawy z centrowaniem i potem testy. Potem jeszcze smarowanie i na dziś koniec z rowerkiem.
Kategoria Praca, Serwis, Szprycha, KlockiT
DPD
-
DST
33.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
21.06km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start taki sobie i w związku z tym na kołach jestem o 6:16. ICM wieszczy, że na powrocie będę miał +20 albo i lepiej. Ranek jednak jest chłodny. Nie patrzyłem na termometr ale racze więcej jak +8 nie bym nie dał. Do tego w powietrzu jest trochę wilgoci pod postacią mgieł, co nieco pogarsza komfort termiczny. Nie wieje. Jezdnie suche. Na niebie jeszcze widać Wenus i cienki łuk Księżyca. Kręcę standardową drogę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Nie cisnę ale też i nie zamulam. Po drodze raczej spokojnie. Szlaban na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie zamyka się chwilę po tym, jak przejeżdżam. Ostatecznie na mecie jestem równo o 7:00. Przyjemny dojazd do pracy.
Powrót z pracy w bardzo przyjemnych warunkach. Wdzianko całkowicie na krótko. Ładne słoneczko, niezbyt mocny wiaterek o temperaturze do przyjęcia. Wracam przez centrum Zagórza i Makro. Po drodze do Mydlic w lesie napotykam sporo powalonych drzew, dwa w poprzek ścieżki. Skracam sobie przez cmentarz na Warpiu w stronę placu zabaw i kościoła na Koszelewie. Przelot wybrany celowo bo mam w pobliżu do odwiedzenia miejsce, gdzie planuję przepuścić trochę gotówki na AGD. Zamiar udaje się zrealizować. Zaskakuje mnie tylko nieco czas dostawy bo proponują już na dziś. Skoro tak, to kręcę prosto do domu nie oszczędzając się za bardzo. Krótko przez nerkę, Zamkowe, lasek grodziecki i przez światła na "913", którą prosto do domu. Przyjemne jeżdżenie i gdyby nie to, że ma być dostawa to bym pewnie o jakiś las zahaczył jeszcze.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start umiarkowanie udany o 6:12. Jezdnie suche. Jest w miarę ciepło. Wieje dość konkretny wiatr z zachodu czyli do pracy będzie wspomaganie. Czuję to już po 300m kiedy obieram właściwy kierunek. Kręci mi się zadziwiająco dobrze. Trasa oklepana do znudzenia czyli przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Rzutem na taśmę załapuję się na stanie na szlabanie przed pociągiem KŚ do Częstochowy. Po drodze coś tam było o za bliskim dojeżdżaniu przez konserwy ale nic drastycznego więc w sumie uznaję dojazd za spokojny i bardzo przyjemny. Na finiszu widzę, że wspomaganie było konkretne. 43 minuty dojazdu. O 6 lepiej niż wczoraj a trasa i pojazd te same. Mała różnica tylko w zawartości plecaka - wczoraj balast był cięższy.
W ciągu dnia było trochę słońca, trochę chmur, sporo wiatru ale nie padało. Na wylocie mam wiatr w twarz i to dość konkretny. Do tego dopadło mnie jakieś znużenie i osłabienie. Zupełnie zero chęci na objazdy. Nóżka za nóżką wlokę się przez Mec i Środulę do Będzina a potem w stronę Łagiszy skręcając przed nią prosto do skrzyżowania na "86" i dalej do Górdkowa. Stamtąd zjazd do domu. Robię sobie chwilę przerwy i potem zarzucam sakwy na Strzałę. Kręcę standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:18
-
VAVG
18.26km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start 6:17. Sucho. Umiarkowanie ciepło jak na tą porę dnia i roku. Jakiś wiaterek słaby chyba jest. Trochę niegroźnych chmurek na niebie. Do świateł na "86" dość konkretny ruch. Dalej już spokojnie. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. W sumie spokojna. Na miejscu jestem 2 min. po czasie. Mniej niż zakładałem, że będzie.
Powrót zaczynam odrobinę później. Ładny, słoneczny dzień gdzieś się stracił. Niebo pokrywa dywan chmur i wieje dość konkretnie. Dość szybko też zaczyna nieco kapać. Nic poważnego ale w połączeniu z wiatrem mało przyjemne. Przez centrum Zagórza i Mortimer jadę na Reden. Tu mała przerwa na wjazd do Tesco. Na wyjściu już warunki znacznie lepsze. Nawet pojawia się słoneczko. Kręcę dalej w stronę Łęknic i Piekła. Stamtąd do Preczowa i przez Sarnów do Domu. Tempo powrotne niezbyt spieszne ze względu na ekstra balast i ogólną niechęć do pośpiechu. Po drodze znikoma liczba rowerzystów czy biegaczy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mantra chyba jednak nie jest dobrym rozwiązaniem w kwestii wczesnego wyjazdu :-/ Również nie jest to kwestia budzika. Dziś chyba zwalić mogę na blog Putina. Dobrze mi się czytało przy szamaniu śniadanka i jakoś tak czas poleciał, że potem nawet mimo pośpiechu nijak nie dało się wyjechać zauważalnie wcześniej. Do tego jeszcze na wyjściu objawiają się kropelki, których ani śladu nie było na wstawaniu. Zmusza mnie to na chwilę zwłoki związaną z zakładaniem pokrowca na plecak. Tym sposobem na kołach jestem dopiero o 6:15. Jednak, jako że dziś na full-u, to specjalnie mnie to nie martwi bo powinienem dać radę dojechać o czasie jeśli tylko nie wyskoczy coś nieoczekiwanego. Warunki, mimo tego, że kapie, nie są złe. Powiedziałbym nawet, że jest znacząco cieplej niż wczoraj. Przekonuję się o tym ostatecznie na finiszu stwierdzając, że się lekko podgotowałem. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze ze 2-3 narwańców wyprzedzających mnie z jazdą na czołowe z pojazdami z przeciwka. Udało im się tym razem ale zawsze się zastanawiam co ci ludzie mają pod beretami, że nie mogą poczekać z 10-15 sekund aż będą mieli cały wolny pas aż po horyzont. Adrenaliny szukają? Poza tym przejazd raczej spokojny i całkiem przyjemny.
Jednak mnie na powrocie trochę okapało. I nie było to tylko kidanie. Wracam przez centrum Zagórza, Mortimer, Aleję Róż, Fabrykę Pełną Życia, Zieloną, Preczów i Sarnów. Większość drogi było całkiem znośnie. Dopiero na mojej wiosce przez jakieś 2km popadało tak konkretnie, choć na szczęście nie na tyle, by w butach zrobiło się mokro. Po drodze też jeden "wsiok" wyprzedzający na gazetę przy samochodzie jadącym z przeciwka (to w Sarnowie), i jedna "księżniczka" niezatrzymująca się na STOP-ie zajeżdża mi drogę (to w Preczowie). Nie było jakoś szczególnie groźnie ale lekko serducho z wrażenia mocniej zapompowało. A! I jeszcze w Sosnowcu na "ścieżce" przy Braci Mieroszewskich też jeden z reflektował się w ostatniej chwili, że jednak powinien mnie przepuścić. Co prawda, ja też hamowałem, ale to dlatego, że obserwowałem jego dziarskie zbliżanie się do skrzyżowania. Jakby nie zamierzał się zatrzymać. W sumie przyjemny powrót do domu. Trochę jakby cieplej.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
53.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:58
-
VAVG
17.87km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mantrowanie pomogło. Dziś na kołach jestem o 6:03. Jezdnie suche, na niebie trochę chmur, ciemno, wiatr nieco słabszy niż wczoraj ale dalej zimny, jakby ciut cieplej. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dawno niejeżdżony Srebrny stawia trochę opór przerzutkami. Nie wskakuje 1 z tyłu i nie schodzi z 3 na 2 na przodzie. Z tyłem w czasie jazdy nie mam co zrobić. Przód zalicza co jakiś czas kopa i spada na 2. Na miejscu kapię nieco smaru na przednią przerzutkę a z tyłu poprawiam pancerz. Chyba będzie dobrze. Dojazd spokojny, niezbyt spieszny i całkiem przyjemny.
Powrót z pracy z objazdami. Przez Kombajnistów i Ludwik jadę w stronę Stawików i dalej do Szopienic. Stamtąd do Bogucic i centrum Katowic. Tu odbieram przesyłkę i ruszam w drogę powrotną. Przez Pętlę Słoneczną ciągnę do Placu Alfreda i dalej do Siemianowic Śląskich. Tym razem odpuszczam sobie teren w Czeladzi i obieram kierunek na Przełajkę. Tamże pojawia się króliczek. Początkowo miałem mu odpuścić ale jakoś tak sama noga podała i na podjeździe pod Biedronkę ustawiłem się 3m za nim. Tempo miał takie, że szału nie było. Kiedy wytoczyliśmy się na płaskie przed kościołem wrzuciłem młynek, powiedziałem "Cześć" i swoim tempem popedaliłem pod górkę. Nie wiem czy walczył, czy nie bo się nie oglądałem. Na młynkach, trzymając się granicy urwania tlenu, poleciałem swoje. Na górce przed Brynicą już go w każdym razie nie było. Obok Orlenu w Wojkowicach wbijam w teren na prostą do domu. Tu już tempo spokojniejsze do samego końca. Jechało się całkiem fajnie mimo tego, że trochę ćmił mnie baniak i aura się nie popisała. Jezdnie mokre, umiarkowanie ciepło, podmuchy prawie żadne, tylko czasami przez chwilę mocniej pokapało. Tak poza tym to cały czas tylko "kidało". Lepszego określenia dla tego opadu nie znajduję, a takie stosował Paweł na ten rodzaj kropelek, więc niech tak zostanie. Generalnie na mecie ani nie jestem jakoś przemoczony, w butach sucho czyli było dobrze.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
17.33km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
I znów czas na mantrę: muszę zacząć wcześniej wyjeżdżać. Rozruch mam dobry ale start już nie bardzo. Na kołach jestem o 6:13. Jezdnie mokre. Chłodno. Na niebie szybko przesuwające się chmury. Wiatr zdecydowanie w plecy ale i tak mam wrażenie, że jedzie mi się opornie. Nawet nie próbuję pociskać. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Momentami wydaje mi się, że jest duży ruch. Przed "dworcem kolejowym" w D. G. słyszę jakieś dziwne ni to piszczenie, ni to rzężenie. Przejeżdżam tory żeby nie utknąć na szlabanach i przystaję. Podejrzenie pada na kółeczka przerzutki. Wyciągam smar, kapię na oba po solidnej kropli. Zakręcam korbą. Jest ok. Toczę się dalej zwykła trasą. Światła, o dziwo, dziś udaje się przelecieć bez stania ale i tak to nie chroni mnie przed lekką obsuwą. Na miejscu jestem 4 minuty po czasie. Dobrze było znów zakręcić po dwóch dniach przerwy.
Na powrocie całkiem ładna pogoda, słonecznie, trochę malowniczych chmurek. Niestety jest też wiatr, dla mnie z kierunku przeciwnego czyli mniej więcej z zachodu. I nie jest ciepły. Z tego też względu jadę sobie spokojnie, momentami wręcz spacerowo. Przeciętnie jakieś 7-10km/h wolniej niż zwykle. Do tego robię lekkie wygięcia. Początek standardem przez centrum Zagórza i Mortimer na Reden. Tam z Al. Majakowskiego przebijam się obok Urzędu Miasta w stronę Łęknic na bieżnię. Wyginam jeszcze przez teren przy Pogorii 2 i dalej na Piekło. Tu chwila stania aż przejedzie lokomotywa i wbijam na bieżnię przy Pogorii 4. Po drodze coś mnie naszło na zjechanie w piaski między P3 i P4. Dzięki temu wynajduję sobie 4 dorodne maślaczki (1 okazał się potem robaczywy, niestety). Trochę spacerkiem i zakosami szukam jeszcze ich kolegów ale więcej się nie trafia nic więcej. Czasu za dużo nie mam więc wracam na utartą ścieżkę czyli dalej bieżnia i potem Preczów, Sarnów i dom. Gdyby nie zaplanowana wizyta u stomatologa to bym pewnie jeszcze gdzieś w las zajechał ale niestety czas gonił i na dziś było trzeba skończyć. A szkoda, bo jutro ma być słabo.
Kategoria Praca






















