Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś rozruch wyjątkowo sprawny i na kołach jestem o 6:03. W związku z tym wybieram ciut dłuższy wariant dojazdowy przez Sarnów i Preczów. Stamtąd na Zieloną, przez "dworzec kolejowy" w Dąbrowie Górniczej (gdzie czekam chwilę aż odjedzie skład do Częstochowy) w stronę ronda w centrum. Tu też zmieniam nieco trasę wspinając się na podjazd na Alei Kościuszki i dalej w stronę Alei Róż. Tu znów powrót na standardową trasę przez Mortimer i centrum Zagórza.
Całą drogę jechałem czujny jak zając przy miedzy. Wilgoć od wczoraj nie wyparowała, a może nawet i w nocy coś dokapało, bo jezdnie były mokre. Do tego odczuwalna temperatura była dość niska, powiedziałbym, że góra +2 stopnie, w związku z tym spodziewałem się, że przy gruncie miejscami może być poniżej zera i owa wilgoć zamieni się tam w szklaneczkę. Chyba jednak moje obawy były nieco na wyrost, bo nigdzie nie trafiłem na oblodzenia.
Droga dość spokojna a samo kręcenie przyjemne. Szkoda tylko, że na miejscu jestem jeszcze przed wschodem słońca.
Na powrocie dalej chłodno ale dzień ożywia chociaż troszeczkę słońce nieubłaganie zmierzające ku horyzontowi. Kręcę powrót przez Mec i Środulę do Będzina. W serwisie mówię co i jak jest z przednią przerzutką. Na tym suporcie nie da się już żadnych czarów zrobić i potrzebny jest po prostu dłuższy. Niestety trzeba zamówić. Umawiam się na telefon w czwartek czy jest a ja ruszam dalej w powrót. Słońce jest już w okolicach horyzontu i zaczyna malować pięknie po niebie odcieniami żółci, czerwieni i całą paletą pośrednią. Kręcę przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Po drodze zjeżdżam na chwilę w teren usiłując zrobić jakieś foto ale aparat nie zbiera kolorów jak chcę. Poza tym otoczenie też nie jest rewelacyjne. Ruszam dalej ścieżką do Grodźca podziwiając spektakl. Kończy się mniej więcej jak jestem już na zjeździe do Gródkowa. Reszta drogi w szybko zapadających ciemnościach. Robi się zauważalnie chłodniej. Możliwe, że temperatura zleci poniżej zera ale jest nadzieja, że szklanki jutro nie będzie bo drogi podeschły dość dobrze. Jak nie popada przez noc to będzie można w miarę bezpiecznie poturlać się rowerkiem do pracy. Powrót spokojny, niespieszny i bardzo przyjemny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
22.34km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niby rozruch sprawny a na kołach jestem dopiero o 6:14. W nocy padało. Nad ranem też. Na wyjeździe jezdnie mokre, miejscami z wodą w koleinach i jeszcze jakieś pojedyncze kropelki lecą. Wg ICM-u wiatr miał mi pomagać i chyba tak było bo nie czułem żeby przeszkadzał. Kręcę standardową trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Śledzę uważnie czasy na punktach kontrolnych. Są zadziwiająco dobre jak na warunki termiczne. Na światłach na "86" mam czas przejazdu 8:30. Na Zielonej 19:30. Ostatecznie w pracy czas przelotu wynosi 41 min. Takie czasy zwykle mam w miesiącach letnich. A nie cisnąłem jakoś specjalnie i jeszcze rezerwa mocy była. Przejazd nie był, niestety, za spokojny. Na skrzyżowaniu Robotniczej i Limanowskiego z podporządkowanej chce mi wyjechać jeden klient. W ostatniej chwili się mityguje, że ma ustąpić. Dla równowagi w centrum Zagórza kierowcy przepuszczają mnie przez przejazd rowerowy przy centrum handlowym. Nie spieszyło mi się ale jak już się zatrzymali, to skorzystałem. Sumarycznie przyjemny dojazd do pracy.
Powrót w smętnych, pochmurnych okolicznościach przyrody. W ciągu dnia trochę padało i jezdnie dalej są mokre. Odczuwalnie jest chłodniej ale to może być też dlatego, że powrót pod lekki, północno-zachodni wiatr. Kręcę przez Mec i Środulę do Będzina. Dalej do Łagiszy i przez Sarnów do domu. Jechało się całkiem przyjemnie, mimo chłodu. Martwi mnie jednak ten spadek temperatury. W połączeniu z prognozami ICM-u spodziewam się lada moment szklanki na jezdni. Chyba, że zdąży ta woda wyparować, na co nic nie wskazuje obecnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znów na kołach jestem dopiero o 6:12. Dziś full-em do pracy więc nie przejmuję się tak bardzo lekką obsuwą. Do tego jeszcze na plus mogę zaliczyć brak wiatru, który z kolei sprawia, że odczuwalna temperatura jest nieco wyższa. Na jezdniach ślady wilgoci ale bardziej takie po mgłach niż po opadach. Niebo przykryte dywanem chmur. Kręcę od samego początku niespiesznie. Punkt kontrolny na Zielonej zaliczam w takim sobie czasie. Udaje mi się nie stać ani na "dworcu kolejowym" ani na światłach na Alei Róż i na Mortimerze. Za to muszę odstać trochę przy rondzie w centrum Dąbrowy Górniczej. Tam też jakiś zagapiony w ostatniej chwili hamuje przed wjazdem na rondo, na którym ja już się znajdowałem. Wyczułem delikwenta, bo obserwowałem go bardzo uważnie i byłem gotów do gwałtownego hamowania, gdyby nie raczył się zatrzymać. Niebezpiecznie więc nie było specjalnie ale niepewnie, zdecydowanie. Potem jakieś trąbienie w okolicach świateł na Alei Róż, ale to bardziej kierowcy ustalali między sobą co sądzą o sposobie jazdy jedni drugich. Na miejscu jestem równo o 7:00. W sumie mam wrażenie, że ten dojazd jakiś taki wymęczony. Za to od razu mi się dzień polepszył jak podpisywałem listę obecności. Z racji tego, że 11 listopada wypada w dzień wolny, piątek mam wolny, czyli dziś ostatni dzień w tygodniu do pracy :-)
Prognozy nie wieszczą dobrze i dziś na wyjściu znów ponuro choć warunki do jazdy nienajgorsze. Powrót czynię przez Mec, Środulę, Stary Będzin, serwis, Łagiszę i Sarnów. Na zjeździe od Mecu do cmentarza jakiś kretyn zajeżdża mi drogę ruszając z postoju. Zmusza mnie do dość gwałtownego hamowania. "...urwą" ode mnie dostał. Zasłużenie. W serwisie umawiam się na odbiór Błękitnego na jutro po południu. Z dwoma rowerami źle się podróżuje zwłaszcza w szczycie popołudniowym. Na będzińskiej nerce było dziś dość nerwowo. Jak przejeżdżałem w pobliżu to przynajmniej kilka razy słyszałem trąbienie. Od Sarnowa do Psar ścigam się z autobusem linii "125". Wyprzedził mnie dopiero przed przystankiem na Wiejskiej obok źródełka. W sumie fajny powrót do domu. Szkoda tylko, że tak szybko robi się ciemno.
Kategoria Praca
DPZDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na kołach jestem o 6:12. Nie jest dobrze przy tych warunkach. A warunki są takie, że wieje i to dość konkretnie oraz z kierunku przeciwnego. Amiga będzie miał wspomaganie na dojeździe bo ja miałem wrażenie, że jadę na hamulcu. Na szczęście jest sucho. Kręcę dziś przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Nogi od razu dają znać, że szału nie będzie ale jedzie się całkiem przyjemnie. W Łagiszy jakiś gównowóz (ewentualnie pojazd do przewozu innych ładunków płynnych) robi to, co niedawno TIR czyli zbiera się do wyprzedzania jak z przeciwka jedzie osobówka. Profilaktycznie zjeżdżam na chodnik. Punkt kontrolny na Zielonej mam zaliczony w czasie, który latem jest ok. W listopadzie już tak nie bardzo. Potem muszę odstać przy "dworcu kolejowym" na szlabanach aż przejadą KŚ do Gliwic i drugi pociąg do Częstochowy. Reszta drogi już bez utrudnień ale i tak nie udaje mi się zmieścić w czasie. Na mecie mam 3 minuty spóźnienia. Wdziane cieplejsze spodnie były dziś dobrym wyborem bo wcale nie było mi jakoś za ciepło. Odczuwalnie temperatura była tak góra +3.
Dywan chmur sprawia, że na wyjściu wydaje się być ponuro. Dalej wieje. Powrót kręcę na kierunku do Będzina (przez Mec i Środulę). Podjeżdżam do serwisu zapytać jak tam remont Błękitnego ale jest zamknięte. Wracam do Kauflanda na małe zakupy. Potem przez Zamkowe, Grodziec i Gródków dotaczam się do domu. Po drodze robi się ciemno. Tu zostawiam plecak, zarzucam Srebrnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Po drugiej rundzie zaopatrzeniowej staczam się do domu bez objazdów. Generalnie chłodno.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
21.35km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chyba dopóki są dobre warunki pogodowe nie uda mi się wyjechać wcześniej. Dziś znów na kołach lekko obsunięty - 6:12. Jezdnie suche. Pochmurno. Chyba wiaterek z kierunku niezbyt pomagającego ale i tak jedzie mi się dobrze. W Gródkowie trafia się okazja do rzucenia "jego macią" na duet TIR-a i suva. TIR zaczął mnie wyprzedzać nieco przed szkołą w Gródkowie. Chwilę wcześniej od strony Grodźca wyjechał suv. Dla mnie oczywiste było, że będzie ciasno i sądziłem, że TIR jednak przyhamuje i za wyprzedzanie zabierze się jak się wyminą z osobówką. Ale nie. Słyszę jak mu turbo zagrało i chwilę potem mam obok siebie to wielkie bydlę. Oczywiście było za wąsko i zaczął skracać wyprzedzanie dość blisko dojeżdżając mnie końcem naczepy. Finalnie przeżyłem ale co mi ciśnienie z rana podnieśli, to moje. Reszta drogi już spokojna. Tym razem zdecydowałem się na przelot przez Będzin, Środulę i Mec. Dość pustawo na tym odcinku. Na mecie jestem z zapasem 5 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy.
Powrót na spokojnie i zgodnie z rytmem trasy. Wracam przez Mortimer, Reden, Łęknice, Piekło, Preczów i Sarnów. Wg ICM-u wiatr miał mi pomagać na powrocie ale mu to nie wyszło. Czasem miałem go centralnie na twarz. Ogólnie pochmurno, ponuro, niezachęcająco do przesiadywania na dworze. Przekłada się to na pustki na bieżni na Pogorii 3 i 4. Ledwo kilka osób spotkałem, co mi w sumie bardzo pasuje bo można swobodnie toczyć się po tych okolicach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
21.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstart bezproblemowy. Z racji wybranego na dziś pojazdu nie spieszę się i na kołach jestem o 6:09. Sucho, trochę niegroźnych chmurek, raczej bezwietrznie. Zastanawia mnie tylko temperatura. Przy gruncie mogło być nawet poniżej zera ale kałuże po drodze nieścięte. Kręci mi się bardzo dobrze. Na punkcie kontrolnym na Zielonej sprawdzam czas i jestem zaskoczony, że jest aż tak dobrze. Zrzucam znacznie z tempa i już niespiesznie dalej toczę się do centrum Dąbrowy Górniczej i przez park Hallera na Mortimer. Potem centrum Zagórza i meta. Po drodze kilka postojów na podziwianie kolorków wchodzącego słońca. Ostatecznie na finiszu mam 3 min. zapasu. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Powrót przy ładnym słoneczku choć już, niestety, bez upałów. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Jest na tyle wcześnie, że udaje mi się uniknąć młynu przy Urzędzie Miasta w Dąbrowie Górniczej. Sprawnie przemieszczam się przez Zieloną na czarny szlak do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Spokojnie i przyjemnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
19.62km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstart niezły ale na kołach jestem dopiero o 6:11. Jezdnie mokre. Nie pada. Wieje zdecydowanie wspomagająco. Jest zauważalnie cieplej i lżejszy zestaw ciuchów, który założyłem sugerując się prognozą ICM-u, sprawdza się w tych warunkach. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach dość spokojnie a miejscami wręcz pusto. Czasy pośrednie mam dobre bo noga podaje. Również światła nie robią dziś większych problemów. Ostatecznie na mecie jestem z zapasem 3 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia nieco popadało. Na wyjściu miałem wrażenie, że odrobinkę się ochłodziło. Przez chwilę miałem zamiar pozaginać ale jakoś pochmurne niebo mnie do tego zniechęciło i wracam raczej krótką trasą częściowo zbliżoną do dojazdowej. Kręcę przez Mortimer do centrum Dąbrowy Górniczej i przez "dworzec kolejowy" do parku na Zielonej. Potem na czarny szlak do Łagiszy. Tu po drodze natykam się na osobnika, którego już nie raz widziałem ale dziś zwrócił moją uwagę tym, że albo robił mi serię zdjęć albo filmik. Jak sięgam pamięcią wstecz to kilka poprzednich razy też znalazłem się w kadrze jego telefonu ale wtedy po prostu traktowałem to jak przypadek. Dziś ewidentnie byłem celem. I teraz się zastanawiam. Ewentualny cichy wielbiciel? Prześladowca? A może cyka wszystkich którzy tym szlakiem jeżdżą? Następnym razem jak zobaczę go z aparatem skierowanym w moją stronę to się zatrzymam i też mu fotę strzelę. A co! Ciekaw jestem jego reakcji. Nie zatrzymując się tym razem dociągam do Łagiszy i przez Sarnów jadę prosto do domu. Powrót przyjemny i byłby niemal spokojny gdyby nie jakiś narwaniec na światłach na Alei Róż. Kiedy skręcałem w lewo, w Legionów Polskich on też zrobił ten sam manewr wyprzedzając mnie po mojej prawej stronie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.78km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dziś niezły ale na kołach jestem dopiero o 6:09. Jezdnie nieznacznie mokre ale na wszelki wypadek założyłem pokrowiec na plecak. Kręcę trasę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą choć przez chwilę miałem w planie jazdę przez Będzin. Ostatecznie jednak jakoś tak koła same skręciły na Łagiszę. Warunki całkiem niezłe. Wiaterek, wg ICM-u, mam mniej więcej w plecy. Odczuwalnie jest ciepło. Na drogach ruch mam większy tylko na "913", dalej już spokojnie. Chyba sporo osób zdecydowało się na zrobienie sobie długiego weekendu. Na miejscu jestem z zapasem 2 min. Dojazd całkiem przyjemny. Niestety, wg ICM-u, powrót będzie na mokro. Patrząc na radary to wygląda to tak, jakby prognoza miała się sprawdzić. Ale może jeszcze gdzieś, coś, tego... i jakoś się uda wrócić niezlanym do gołej skóry.
Powrót od samego początku do samego końca w kropelkach, miejscami nawet dość intensywnych. Wracam niezbyt spiesznym tempem przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnię przy Pogorii 3 i 4, Preczów i Sarnów. No zmokłem. Ciuchy wszystkie poleciały do prania jak tylko wszedłem do domu. Ale w butach sucho. I nie zmarzłem mimo jazdy pod lekki wiatr. Właściwie to nawet całkiem dobrze i przyjemnie się jechało. Pomogło chyba to, że ICM swoją prognozą właściwie nastawił mnie do problemu powrotu z pracy :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
17.01km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zmiana czasu. Na kij to komu? Może ta władza pozostawi po sobie choć tą jedną sprawę załatwioną sensownie czyli wycofa zmianę czasu i ustali, że zostajemy z letnim czasem. Wstawanie bezproblemowe, procedura przedstartowa też i start w nienajgorszym czasie. Na kołach jestem o 6:07. Wieje i to konkretnie ale już nie tak bardzo jak wczoraj. Za to dalej z kierunku mniej więcej północno-zachodniego czyli w drodze do pracy pomaga. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Jedzie się dość spokojnie. Mimo pomagającego wiatru prędkość taka sobie bo z kolei jest nie za ciepło i nie da się pobierać wydajnie utleniacza. Na miejscu jestem ostatecznie z zapasem 2 min. Trochę się zagotowałem bo w ruch poszyły cieplejsze spodnie i polarowa bluza. Wszystko to ze względu na prognozowany spadek temperatury po południu i przewidywane opady śniegu.
Powrót zaczynam przy ładnym słoneczku i pod wiatr głównie z zachodu. Kręcę bez ciśnienia i dzięki temu jedzie się nawet całkiem przyjemnie. Przez Mortimer i Reden skradam się w stronę ronda budowanego na zbiegu ul. Kolejowej i Marii Konopnickiej. Kółko już wyasfaltowane ale roboty jeszcze trwają i przejazdu dla samochodów nie ma. Rowerkiem da się jednak przebić. Kręcę dalej prosto w stronę Zielonej. Tu dopada mnie pierwsza zamieć śnieżna. Na szczęście trochę osłaniają mnie drzewa i do tego mam podmuchy z boku więc jakoś da się jechać. Nim wydostałem się spomiędzy drzew opad ustaje ale i tak jestem cały pokryty biały, mokrym ...wnem. Otrzepuję się i kręcę dalej na czarny szlak do Łagiszy. Gdzieś zza drzew przebija się ładne słoneczko. Nim dojeżdżam do Sarnowa szaleje już kolejna zamieć. Znów grube płatki mokrego śniegu tną po twarzy i oblepiają mnie całego. Jadę chodnikami bo widoczność nędzna a ruch niemały. Na swojej wiosce widzę drugiego dziś rowerzystę. Pierwszego widziałem jeszcze w Dąbrowie przy budowie ronda. Więcej rowerkowców nie stwierdziłem ze 100% pewnością. Na Zielonej widziałem dwóch osobników ubranych na sportowo w jaskrawych ciuchach ale nie rzuciły mi się w oczy rowery bo akurat stali w zagłębieniu terenu. Potem jeszcze na swojej wiosce widziałem w oddali migającą lampkę ale za daleko było by stwierdzić czy to był rowerzysta czy inny powód migania. Na chwilę wstępuję po drodze do piekarni i kiedy wychodzę jest już po zadymce. Spadły śnieg od razu topnieje. By się nie uflejać dalej jadę chodnikami aż do OSP w Psarach. Tam już wracam na asfalt i bez wydziwiania kręcę prosto do domu. Może to masochizm ale mimo wszystko fajnie się jechało powrót. Udało mi się też nie przemoknąć i nie przemarznąć. Momentami jedyni było trochę chłodno po dłoniach jak zgarniałem z siebie to białe ...wno. Jutro wolne więc bez regularnego kręcenia ale w planach mam chociaż zagięcie do wsiowego Lewiatana. Zobaczymy jak wyjdzie bo prognoza na jutro też taka sobie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
19.35km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nici z wczesnego wyjazdu. Na kołach jestem o 6:14. Jest znacznie cieplej niż wczoraj ale za to jezdnie są mokre. Wiatru jakoś nie zauważam. Naszło mnie znów na odmianę i kręcę dojazd przez Będzin. Dzięki temu udaje mi się na miejsce dojechać z zapasem 4 min. Na ul. Lenartowicza od strony skrzyżowania na Mecu zdarty asfalt i pełno maszyn. Wygląda na to, że wreszcie koniec robót i pojawi się w końcu nowy dywan. Dzisiejszy dojazd całkiem przyjemny i sprawny.
Wracam z pracy niezbyt spiesznie i czasem odrobinę wyginając. Na początek przez Mortimer na Reden zahaczyć o ścianę płaczu. Potem do parku Haller i na rondo w centrum żeby przedostać się przez "dworzec kolejowy" w stronę Zielonej. Stamtąd czarnym szlakiem do Łagiszy i grzecznie asfaltem prawie pod dom. Prawie bo zamiast do domu skręcam w stronę Strzyżowic zajechać do stomatologów i zarezerwować wizytę. Zamiast wracać prosto do domu gnę jeszcze przez Strzyżowice i kawałek przez lasek na Wale. Potem już prosto zjazd do domu. Przyjemne, niespieszne i spokojne kręcenie powrotne. Aż trudno mi uwierzyć, że prognozy na jutro wieszczą mokrość :-(
Kategoria Praca






















