limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 17.80km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 października 2017 | dodano: 25.10.2017

Nie wyszło mi znów z wcześniejszym startem i na kołach jestem o 6:13. Pierwsze wrażenie jest takie, że temperatura odczuwalna jest znacznie niższa niż wczoraj. Powiedziałbym w okolicach +5. W czasie jazdy jest jednak całkiem przyjemnie. Odnoszę wrażenie, że lekko podwiewa ze wschodu. Dziś wracam na wariant przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą bo w Będzinie dzień targowy i może być mały młynek przed Nerką. Miejscami trafiają się potoki samochodów jednak ogólnie droga spokojna. Na "dworcu kolejowym" w D. G. jestem w momencie kiedy przy peronie parkuje KŚ do Gliwic. Szlabany idą właśnie w górę więc nie ma stania. W Parku Hallera batmany wyprowadzają pieski spacerując po drodze rowerowej. Na miejscu jestem 4 minuty po czasie.

W ciągu dnia nieco popadało ale na wyjściu już tylko świadczyły o tym mokre jezdnie. Trochę jednak zmienia to mój plan powrotu i kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Stamtąd wzdłuż Pogorii 3 do Preczowa i przez Sarnów do domu. Jakoś nie miałem dziś chęci na objazdy. Droga spokojna. Na P3 pustki. Ledwo kilka osób spotkałem. Termicznie jakby lepiej niż rano ale bez szaleństw.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 40.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:35
  • VAVG 15.48km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 października 2017 | dodano: 24.10.2017

Dziś pozbierałem się odrobinę sprawniej i na kołach jestem o 6:13. Trochę zmęczyła mnie rutyna dojazdów i dziś zafundowałem sobie małe szaleństwo w postaci zmiany trasy dojazdowej. Co prawda ta też znana i oklepana ale o poranku nie jechana już od bardzo dawna. Kręcę dziś przez Będzin. Spodziewałem się raczej sporego ruchu po drodze ale jedynie na odcinku "913" do świateł na "86" trochę gęsto. Potem tak umiarkowanie aż do Lenartowicza, gdzie przez chwilę też ładny potok pojazdów. Generalnie jednak dojazd bardzo przyjemny i spokojny. Chyba było dość ciepło bo na miejscu stwierdzam, że się lekko podgotowałem. Pogoda, jak na razie, całkiem niezła. Sucho, nieuciążliwe podmuchy wiatru, jak na tą porę roku to raczej niezimno.

Powrót mogę sobie zrobić dziś bez ciśnienia i z lekkim gięciem. Wracam przez centrum Zagórza, Mortimer i Reden. Przy Urzędzie Miejskim w Dąbrowie trafiam na moment kiedy cały Urząd wychodzi z pracy. Ruch jak diabli, ciężko się przecisnąć. Gdyby nie to, że wspomagam się chodnikami, to bym stał i stał. I tak jednak by uniknąć jednego z zacisków jadę inaczej niż planowałem i w efekcie trafiam na bieżnię przy Pogorii 3 w okolicach Łęknic. Objeżdżam do Piekła i wracam bieżnią wzdłuż Pogorii 4. Schodzę z niej na moment w piachy i za kilka chwil później znajduję pierwszego maślaczka. Skoro jest jeden, to jest i szansa na następne. Kręcę się tak zakosami zmierzając w stronę celu. Ostatecznie wynajduję jeszcze kilka grzybków nim kończę ten spacerek. Będzie wkładka do jajecznicy :-) A jakby jutro wpisu nie było tzn., że się jednak pomyliłem :-p Wracam na bieżnię i dociągam nią do Preczowa. Potem już standard przez Sarnów do domu. Tempo od Pogorii 4 spacerowe bo nieco się wychłodziłem i zaczęło mnie gnębić spanie. W domu zostawiam zbiory, plecak i zapinam sakwę do Srebrnego. Robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana i potem zjazd do domu. Upałów już dziś nie było ale jak na koniec października i tak całkiem przyjemnie. Będąc w ruchu nie ma właściwie na co narzekać. Jedynie posiedzieć i pogapić się na widoki nie da się za długo bez konkretnego przyodziewku.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 19.27km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 października 2017 | dodano: 23.10.2017

Usiłowanie wyjechania z zapasem czasu spełzło na niczym. Na kołach jestem o 6:16. Jezdnie odrobinę wilgotne. Wieje nawet dość ciepły wiaterek, niezbyt mocny i wg ICM-u z północy. Kręcę z przeciętnym entuzjazmem z góry zakładając spóźnienie. Potem jeszcze podwyższam limit przewidywanego spóźnienia, kiedy kilka razy po drodze przychodzi mi manewrować na odcinkach pokrytych mokrymi liśćmi. W ciemnościach wolę nie ryzykować i znacznie zwalniam w takich miejscach. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Poza światłami nic mnie dziś nie spowalniało. Na mecie jestem ostatecznie ze stratą 5 minut. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Nie wiem czy to z racji tego, że powrót miałem w części pod wiatr, czy faktycznie spadła temperatura ale wrażenie miałem takie, że jest jednak chłodniej niż rano. Na szczęście powrót na sucho więc w sumie warunki były całkiem niezłe. Tempo bez ciśnienia ale też i bez zaginania. Krótko przez Mec, Środulę, Stary Będzin, "ścieżkę rowerową" wzdłuż Małobądzkiej, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Po drodze do Grodźca zamajaczył mi w oddali króliczek ale go nie ścigałem. Raz, że był dość daleko, dwa, że nie miałem jakoś dziś weny do takich harców. Powrót przyjemny i spokojny.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 38.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:59
  • VAVG 19.16km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 20 października 2017 | dodano: 20.10.2017

Dziś nieco sprawniejszy rozruch. Trochę na to wpływ miała dość gęsta mgła i wybrany na dojazd rowerek. Wytaczam się o 6:11. Mleko w powietrzu. Co chwila przecieranie okularów. Światło z czołówki niewiele daje. Wręcz bardziej mnie oślepia niż oświetla drogę, ale i tak na kilku odcinkach z niej korzystam bo przynajmniej jadący z przeciwka widzą wcześniej białą plamę i rezygnują z wyprzedzania. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze tylko dwa krótkie odcinki bez mgły. Jeden na fragmencie "913" biegnącej przez las w Gródkowie i drugi w centrum Dąbrowy Górniczej. Mimo tego jechało się nawet całkiem przyjemnie. Na miejscu byłem chyba ciut po czasie.

Do 13:00 na dworze było raczej mało optymistycznie, głównie mgliście. Potem jednak w końcu słoneczko zdołało ogrzać atmosferę i opary znikły ujawniając bezchmurne niebo. Dzięki temu znów były warunki do powrotu "na krótko". Tym razem rzeźbię przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Tempo niespieszne. W Grodźcu o mały figiel bym dwa razy w ludzi wjechał. Najpierw jakaś nierozgarnięta babcia bez oglądania się wokoło włazi mi na drogę rowerową. Kawałek dalej starszy facet powtarza ten sam manewr. Z daleka już widzę, że mi wlezie w tor jazdy więc mu krzyknąłem. Ten zamiast się zatrzymać jeszcze bardziej skręcił mi pod koła. Minęliśmy się o centymetry. Najgorsze było to, że nie miałem jak manewrować bo pod kołami gruby dywan liści. Zero sans na hamowanie albo gwałtowny zwód. Potem już reszta drogi spokojna. W domu robię chwilę przerwy i godzinę później wytaczam się zrobić standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Jest już zauważalnie chłodniej więc w użycie idzie kurtka. Słońce jest dość blisko horyzontu. Kiedy wracam z balastem jest już po zachodzie słońca. Warunki na powrocie były całkiem przyjemne jak na październik. Niestety weekend nie zapowiada się już tak różowo :-/


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 18.72km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 19 października 2017 | dodano: 19.10.2017

Ciężkie wstawanie, ciężki rozruch, ciężka jazda. Oby cały dzień taki nie był. Ruszam o 6:16. Sucho. Chyba cieplej niż wczoraj. Ciemno. Bez mgieł. Bez wiatru. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś jakoś spokojniej na drogach. Nie cisnę w ogóle z góry zakładając, że będę spóźniony. Tak też jest w istocie. Na mecie mam 7 minut w plecy. Mimo tego przyjemny dojazd do pracy choć kilka razy łapało mnie spanie. Chyba przesilenie jesienne i psychiczne przygotowanie do niedalekiej zmiany czasu. Może już jednej z ostatnich.

Ładne lato tej jesieni wciąż trwa i oby tak do wiosny. Co prawda upałów nie ma ale jest ładne słoneczko, nie wieje. Wracam spacerowym tempem ciesząc się pogodą, która ma się spaprać w weekend. Przez centrum Zagórza i Mortimer kręcę do centrum Dąbrowy Górniczej i dalej do "dworca kolejowego". Stamtąd na Zieloną i czarny szlak do Łagiszy. Przedłużeniem terenowym przez pola przebijam się do remizy w Psarach i stamtąd prosto do domu. Przyjemna, spokojna przejażdżka powrotna.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 52.00km
  • Teren 9.00km
  • Czas 02:47
  • VAVG 18.68km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 18 października 2017 | dodano: 18.10.2017

Start znów taki, że jazda po bandzie. 6:16. Mgieł dziś też trochę jest ale nie tak gęste jak wczoraj. Nie mam czasu zwracać uwagi na to, czy jest wiaterek. Termicznie poniżej +10. Dziś przejazd bez podnoszenia ciśnienia. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Rzutem na taśmę załapuję się na stanie na szlabanie przed lądującym przy peronie pociągiem KŚ do Gliwic. Potem trochę świateł i ostatecznie na mecie mam jakieś 3 min. spóźnienia.

Na powrocie pogoda już nie taka super jak wczoraj ale jeszcze całkiem niezła, jak na jesień. Ruszam jeszcze przy ładnym słoneczku ale wraz z upływem czasu na niebie pojawiają się jakieś chmurki, które sprawiają, że słońce jest zamglone i nie przygrzewa już tak ładnie. Mimo tego zebrało mi się na objazdy. Najpierw przez las zagórski jadę w stronę przejazdu pod "94". Dalej przez Łęknice jadę na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do zjazdu na Preczów. Chwilę się waham czy jechać prosto do domu, czy jednak objazd ale ostatecznie wybieram objazd. Spacerowym tempem przetaczam się do Wojkowic Kościelnych i stamtąd zaczynam gięcie do domu. Najpierw do Przeczyc i stamtąd w stronę Toporowic. Za "S1" odbijam w teren i dociągam nim do Dąbia. Tu trochę asfaltu i znów wbijam w teren. Przetaczam się po wertepkach w stronę Góry Siewierskiej. Wybywając z terenu widzę króliczka zmierzającego do lasu drogą na Strzyżowice. Włączam młynki i gdzieś na zjeździe go doganiam i wyprzedzam. Siedział mi potem do samego domu za plecami czyli ja robiłem za króliczka :-) Bardzo fajne kręcenie powrotne. Takiej jesieni bym sobie życzył aż do wiosny.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 19.81km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 17 października 2017 | dodano: 17.10.2017

Start straszliwie grzebany i wyjazd dość późny - 6:18. Na dworze sporo mgieł, które towarzyszą mi przez pierwsze 4,5km. W Łagiszy gdzieś znikają. Potem jeszcze ze 2x na chwilę mam je po drodze ale już nie tak gęste. Temperatura odczuwalna poniżej +10 i wdzianko "na długo" zdecydowanie jest na czasie. Krótkie spodenki jadą w plecaku na popołudniowe ciepełka. W Łagiszy też ktoś chyba na mnie trąbi i potem miga awaryjnymi ale nie rozpoznaję pojazdu zatopiony we własnym wszechświecie ;-p Tak mi przychodzą do głowy Mariusz i Damian. Ostatnio się skarżyli, że nie odmachuję jak migają czy coś tam innego z samochodami robią, żeby zwrócić na siebie uwagę. A tłumaczę, że po primo, jestem deczko ślepawy, po secundo pojazdy zwane samochodowymi interesują mnie tylko wtedy, kiedy wchodzą w mój tor jazdy, ewentualnie nie próbują wziąć mnie na maskę. W Dąbrowie Górniczej jestem na przejeździe przy "dworcu kolejowym" już po KŚ do Gliwic więc bez stania. Na zjeździe od świateł na Alei Róż jakieś bezmózgie stworzenie za kierownicą podjeżdża do mnie tak blisko, że bez problemu mógłbym urwać lusterko. A drugi pas był cały wolny. Eh... Reszta drogi spokojna. Na miejscu jestem z 3 min. obsuwy. Przyjemny dojazd do pracy. Przetrzebiło straszliwie rowerzystów. Widzę tylko tych, którzy jeżdżą cały rok.

Po południu przepiękna pogoda. Znów wracam "na krótko". Dziś nie muszę się spieszyć więc tempo zgodne z rytmem terenu: gdzie było z górki to rowerek leciał sam, gdzie pod górkę, wjeżdżałem delikatnie na młynkach i bez pośpiechu. Wracam dość zbliżoną drogą co dojazd. Mała różnica, że tym razem dotaczam się do centrum nie przez park tylko przez Aleję Kościuszki. Potem na Zieloną i czarny szlak do Łagiszy. Tam dalej w teren i wracam na czarny szlak. Niespodzianką jest to, że rozjeżdżony przez ciężki sprzęt. Teraz coś robią po zachodniej stronie szlaku. Wielkie wyrobisko, spychacze, koparki, wywrotki. Jak popada to chyba będzie lepiej ten kawałek terenu omijać. Szlakiem dotaczam się do asfaltu i skręcam na prostą do domu.

W domu zdecydowałem się obejrzeć klocki tylnego hamulca. Niby trzyma jeszcze ale coś tam już trze i klamka wpada dalej niż uznaję za właściwe. Zdejmuję koło, wyciągam zawleczkę i klocki mam w ręce. Nie są zdarte do blachy ale wiele nie zostało. Zakładam nowe. Jak już miałem rowerek rozkraczony to zabrałem się za jego czyszczenie. Przy tej okazji odkrywam urwaną szprychę w tylnym kole :-/ Cóż było robić? Zabieram się za wymianę. Trochę zabawy z centrowaniem i potem testy. Potem jeszcze smarowanie i na dziś koniec z rowerkiem.


Kategoria Praca, Serwis, Szprycha, KlockiT

DPD

  • DST 33.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:34
  • VAVG 21.06km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 16 października 2017 | dodano: 16.10.2017

Start taki sobie i w związku z tym na kołach jestem o 6:16. ICM wieszczy, że na powrocie będę miał +20 albo i lepiej. Ranek jednak jest chłodny. Nie patrzyłem na termometr ale racze więcej jak +8 nie bym nie dał. Do tego w powietrzu jest trochę wilgoci pod postacią mgieł, co nieco pogarsza komfort termiczny. Nie wieje. Jezdnie suche. Na niebie jeszcze widać Wenus i cienki łuk Księżyca. Kręcę standardową drogę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Nie cisnę ale też i nie zamulam. Po drodze raczej spokojnie. Szlaban na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie zamyka się chwilę po tym, jak przejeżdżam. Ostatecznie na mecie jestem równo o 7:00. Przyjemny dojazd do pracy.

Powrót z pracy w bardzo przyjemnych warunkach. Wdzianko całkowicie na krótko. Ładne słoneczko, niezbyt mocny wiaterek o temperaturze do przyjęcia. Wracam przez centrum Zagórza i Makro. Po drodze do Mydlic w lesie napotykam sporo powalonych drzew, dwa w poprzek ścieżki. Skracam sobie przez cmentarz na Warpiu w stronę placu zabaw i kościoła na Koszelewie. Przelot wybrany celowo bo mam w pobliżu do odwiedzenia miejsce, gdzie planuję przepuścić trochę gotówki na AGD. Zamiar udaje się zrealizować. Zaskakuje mnie tylko nieco czas dostawy bo proponują już na dziś. Skoro tak, to kręcę prosto do domu nie oszczędzając się za bardzo. Krótko przez nerkę, Zamkowe, lasek grodziecki i przez światła na "913", którą prosto do domu. Przyjemne jeżdżenie i gdyby nie to, że ma być dostawa to bym pewnie o jakiś las zahaczył jeszcze.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 19.27km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 13 października 2017 | dodano: 13.10.2017

Start umiarkowanie udany o 6:12. Jezdnie suche. Jest w miarę ciepło. Wieje dość konkretny wiatr z zachodu czyli do pracy będzie wspomaganie. Czuję to już po 300m kiedy obieram właściwy kierunek. Kręci mi się zadziwiająco dobrze. Trasa oklepana do znudzenia czyli przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Rzutem na taśmę załapuję się na stanie na szlabanie przed pociągiem KŚ do Częstochowy. Po drodze coś tam było o za bliskim dojeżdżaniu przez konserwy ale nic drastycznego więc w sumie uznaję dojazd za spokojny i bardzo przyjemny. Na finiszu widzę, że wspomaganie było konkretne. 43 minuty dojazdu. O 6 lepiej niż wczoraj a trasa i pojazd te same. Mała różnica tylko w zawartości plecaka - wczoraj balast był cięższy.

W ciągu dnia było trochę słońca, trochę chmur, sporo wiatru ale nie padało. Na wylocie mam wiatr w twarz i to dość konkretny. Do tego dopadło mnie jakieś znużenie i osłabienie. Zupełnie zero chęci na objazdy. Nóżka za nóżką wlokę się przez Mec i Środulę do Będzina a potem w stronę Łagiszy skręcając przed nią prosto do skrzyżowania na "86" i dalej do Górdkowa. Stamtąd zjazd do domu. Robię sobie chwilę przerwy i potem zarzucam sakwy na Strzałę. Kręcę standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 42.00km
  • Czas 02:18
  • VAVG 18.26km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 12 października 2017 | dodano: 12.10.2017

Start 6:17. Sucho. Umiarkowanie ciepło jak na tą porę dnia i roku. Jakiś wiaterek słaby chyba jest. Trochę niegroźnych chmurek na niebie. Do świateł na "86" dość konkretny ruch. Dalej już spokojnie. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. W sumie spokojna. Na miejscu jestem 2 min. po czasie. Mniej niż zakładałem, że będzie.

Powrót zaczynam odrobinę później. Ładny, słoneczny dzień gdzieś się stracił. Niebo pokrywa dywan chmur i wieje dość konkretnie. Dość szybko też zaczyna nieco kapać. Nic poważnego ale w połączeniu z wiatrem mało przyjemne. Przez centrum Zagórza i Mortimer jadę na Reden. Tu mała przerwa na wjazd do Tesco. Na wyjściu już warunki znacznie lepsze. Nawet pojawia się słoneczko. Kręcę dalej w stronę Łęknic i Piekła. Stamtąd do Preczowa i przez Sarnów do Domu. Tempo powrotne niezbyt spieszne ze względu na ekstra balast i ogólną niechęć do pośpiechu. Po drodze znikoma liczba rowerzystów czy biegaczy.


Kategoria Praca