limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%)
Czas w ruchu:6182:11
Średnia prędkość:19.01 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:3000
Średnio na aktywność:39.19 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPS

Poniedziałek, 23 lipca 2018 | dodano: 23.07.2018

Rozruch dobry a start jak zwykle. Na kołach jestem o 6:15. Jest przyjemnie. Nieznaczne chmurki, słoneczko, wiatr raczej niewyczuwalny. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Początkowo wczorajsze stukanie w suporcie nie odzywa się, ale nie trwa to długo. Jak tylko trochę przyciskam, wraca. I tak całą drogę. Czasem młynkuję żeby nieco ulżyć nerwom bo wtedy jest ciszej ale po drodze mam pagórki i nie da się tak całą drogę. Po drodze bez sensacji. Na miejscu mam ze 2-3 min. zapasu. Przyjemny dojazd do pracy. Po pracy jadę do serwisu.

Z pracy kręcę w bardzo przyjemnych warunkach pogodowych i przy rozdzierającym trzeszczeniu w stronę Mecu i dalej przez Środulę do serwisu w Będzinie. Tu zostawiam Błękitnego na usunięcie owego rzężenia. Być może okaże się, że padł suport. Reszta podróży do domu zbiorkomem.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 19.64km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 20 lipca 2018 | dodano: 20.07.2018

Rozruch sprawny i z zapasem czasu ale po sprawdzeniu prognozy zaczynam celowo opóźniać. Radary mówią, że od Tarnowskich Gór przeleci jeszcze krótka fala deszczu a potem ma już być ok. Tak więc czekam. Przestaje padać nieco po 6:00. Robię przepak z zestawu gumowego na konwencjonalny i ruszam w drogę. Jest 6:22. Od razu kręcę z uczuciem. Że dziś na full-u to nieco to ułatwia sprawę bo mogę się mniej przejmować dziurami, krawężnikami i innymi nieciągłościami i przeszkodami. Jadę kolejny raz przez Będzin. Do izby wytrzeźwień średnia 25km/h. Potem jednak spada bo przeskoczenia jest kilka podjazdów. Ostatecznie na mecie jestem z 2 minutami straty. Na łeb mi nie nakapało ale i tak jestem mokry. Przynajmniej raz porządnie nabrałem wody do butów. Poza tym fontanna kropelek wyrzucana spod przedniego koła nie raz mi poleciała na gębę. Ale nic to. Po południu ma być pięknie i to mnie trzymało na dojeździe. Tak w ogóle to mknęło się całkiem przyjemnie.

Prognoza się sprawdziła. W ciągu dnia wychynęło zza chmur słońce i tak mu zostało. Chmurki zamieniły się w białe baranki. Wiaterek nawet jeśli jakiś był to tak nieuciążliwy, że go nie zauważyłem. Wracam sobie tempem niespiesznym początkowo asfaltem przez Mortimer i Reden pod Most Ucieczki. Akurat na skrzyżowaniu rozkraczył się był dźwig. Na parkingu przy molo widzę sporo samochodów więc odpuszczam bieżnię i skręcam w stronę Zielonej. Mostek na wjeździe rozebrany. Ktoś wrąbał tablicę informacyjną do wody robiąc sobie przeprawę. Zrobiła się przy tej okazji mała dyskusja bo jednych to bulwersowało a inni uważali, że żadne wielkie halo się nie stało. Powiedziałem swoje i ścieżką objechałem to sobie terenem aż do ronda i wróciłem na asfalt. Objechałem teren parku ogrodzony jako plac robót i wbiłem na mostek na Czarnej Przemszy by przedostać się na czarny szlak do Łagiszy. Potem jego przedłużeniem jadę w stronę lasu gródkowskiego i dalej przez pola do Psar. Potem jeszcze lekkie zagięcie przy Dino i do domu. Bardzo miła odmiana w pogodzie. Powrót, mimo kilku błotno-kałużowych odcinków, bardzo przyjemny.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 19.27km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 19 lipca 2018 | dodano: 19.07.2018

Zbieram się sprawnie ale jak zwykle jest ale. O 5:30 jeszcze na zewnątrz jest względnie. Przed 6:00 już równo pada. Niezbyt mocno ale wygląda na to, że szybko nie przestanie. Zaczynam przepak na wersję wodoodporną i wdziewanie zestawu gumowego. I robi się 6:15. Ponownie kręcę dojazd przez Będzin choć tym razem nie ze względu na to jak długo będzie mnie okapywać ale po prostu mam już mało czasu. Droga spokojna zwłaszcza, że dziś nie ma targu w Będzinie. Po drodze opad słabnie i do celu docieram bardziej mokry od środka jak z zewnątrz. Jestem 4 min. po czasie. Jechało się nawet przyjemnie ale i tak mam nadzieję, że powrót będzie już na sucho.

Trochę popadało, potem powiało i wysuszyło. Tuż przed wylotem jeszcze lekko postraszyło. Kiedy ruszam warunki są znacznie lepsze niż rano. Co prawda niebo zaciągnięte szarymi chmurami i wieje dość zauważalnie z północnego zachodu lub zachodu ale da się jechać we wdzianku "na krótko". Trasę powrotną kręcę jak wczoraj. Na Pogoriach pustawo. Ciągle muszę się upominać by kręcić na Srebrnym miękko. Kiedy docieram w końcu do domu oglądam napęd. Nie jest dobrze. Czwórka mocno wypiłowana na wolnobiegu. 3 i 5 też już mają nie ten kształt co powinny. Blat na korbie zjechany. Nie ma dziwne, że łańcuch się nie ma czego trzymać. BS, po przepatrzeniu wpisów, zeznaje, że napęd w Srebrnym ma jakieś 2,8k km. Nie za wiele ale zważywszy, że jeżdżę tym rowerkiem przy podłych warunkach (śnieg, deszcz itp.), to może być, że zdarł się szybciej. Przy okazji obejrzałem też kółka. Tylne ma jeszcze rowek znacznika ale na przodzie jakby wyślizgane. Tak mi przyszło do głowy, żeby wymienić przy okazji też i koła. Może od razu na takie pod tarcze, a tylne dodatkowo pod kasetę, i dorzucić jakieś mechaniki. Tylko że wtedy to już będzie solidny remont za ładnych kilka setek. Prawie pół roweru do wymiany.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 37.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 17.76km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 18 lipca 2018 | dodano: 18.07.2018

Nic nie smakuje tak, jak solidna porcja jazdy w kropli o poranku. Zbieram się sprawnie ale zupełnie niepotrzebnie. Radary co chwilę pokazują nadciągający deszcz albo pada. Przeciągam start ile się da jednak 6:12 to już maksimum, które moje nerwy znoszą. Ruszam w kropli. Aby nieco ograniczyć czas jazdy w takich warunkach wybieram wariant przez Będzin. Nawet nie próbuję jechać chodnikami bo nic mnie to nie uchroni przed namoknięciem a dodatkowo jeszcze wydłużyłoby czas przelotu. W sumie poza tym, że mokro to jest nawet przyjemnie. Watr trochę pomaga choć jest niezbyt silny. Wkurzają za to kierowcy. Wielu tylko na "gównoledach". Wielu też wisi innym na zderzaku (przeważnie to ci sami co od "gównoledów"). Zaś wszyscy zdecydowanie trochę za bardzo przyciskają jak na warunki o pogorszonej przyczepności i widoczności. Mimo tego udaje mi się dojechać całym i żywym do celu i to o czasie. Za to jestem kompletnie przemoczony. Wszystko do suszenia. Spotkałem po drodze tylko dwóch rowerzystów: jednego na wylocie z Będzina do Łagiszy i drugiego na zjeździe pod most na Zuzanny.

Już prawie pewien byłem, że powrót też w kropli ale w ostatniej chwili przestało padać. Tylko jakieś drobne, nieistotne kropelki. Wracam przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki i dalej bieżnią przy P3. Przy takiej pogodzie bardzo tam przestronnie. Spotkałem może kilkanaście osób. Potem przeskok przez tory na bieżnię przy P4 i standardowa droga przez Preczów i Sarnów do domu. Tu od razu zrzucam plecak, zakładam sakwy i robię zwykłe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem zjazd do domu. Przyjemnie się jechało na powrocie choć niespiesznie. Trochę utrudniał wiatr miejscami. Pojawiły się też oznaki bliskiego końca napędu w Srebrnym. Przy mocniejszym depnięciu przeskakuje łańcuch. Muszę się pilnować by na tym rowerku kręcić miękko.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 17.89km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 17 lipca 2018 | dodano: 17.07.2018

Zbieram się w miarę sprawnie i ruszam o 6:06. Mając w zapasie kilka minutek tempo obieram spacerowe.Na niebie dywan chmur. Wieje ale chyba dla mnie korzystnie bo jakoś nie zauważam oporu powietrza na dojeździe. Jest w sam raz na zestaw krótki. Na drogach tak sobie ale ogólnie spokojnie. Toczę się przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Im bliżej celu tym bardziej mi się chce spać. Tuż przed metą dosięga mnie kilka kropelek. W zapasie mam 5 min. Przyjemny dojazd do pracy.

Powrót nie uszedł mi na sucho. Startuję przy minimalnej kropli w stronę Mecu i dalej na Środulę. Drogi moc zlane przez całodniowe opady więc gdzie tylko mogę jadę chodnikami i ścieżkami, zwłaszcza jeśli są z kostki albo płyt. Jest na nich znacznie mniej wody. Niestety na zjeździe ze Środuli znów opad się rozpędza i ponad 10 min. stoję pod wiaduktem "94" i czekam aż zelżeje. Potem już bez przerw ale w tempie ślimaczym i przy obecności drobnego deszczyku napadowego przez Stary Będzin, Nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków zawijam do domu. Ostatecznie nie zlało mnie poważnie ale przyjemnie było tak średnio. Miałem jeszcze zrobić zagięcie do wsiowego lewiatana ale lunęło więc z rowerkiem na dziś koniec. Na jutro cięższe podkowy i chyba Srebrną Strzałą.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 19.27km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 16 lipca 2018 | dodano: 16.07.2018

Rozruch taki sobie i na kołach jestem o 6:09. Jest w miarę przyjemnie. Minimalny podmuch. Trochę chmur, trochę słońca. Kręcę bez ciśnienia bo jest zapas czasu a też wychodzi zmęczenie po wyjeździe. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Ruch umiarkowany więc jedzie się spokojnie. Na wysokości betoniarni w Łagiszy kontrola trzeźwości. Tym razem zostałem zaliczony do targetu ale nie przyłączyłem się do finansowania budżetu. Na Zielonej wyskakuje mi przy Przemszy króliczek ale okazuje się, że nie ma za kim ganiać bo nawet nie podnosząc kadencji i tak go wyprzedzam. Reszta drogi bez sensacji. Na miejscu mam 6 min. zapasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Startuję w powrót przy lekkich kropelkach i asfalcie zlanym ulewą. Trzymam się chodników bo na nich jakby mniej wody. Przed centrum Zagórza zaczyna rzęsiście padać ale udaje mi się nie zmoknąć dzięki pobliskiej wiacie przystankowej. Opad trwa krótko i mogę jechać dalej. Przez Mortimer kieruję się do parku Hallera dalej trzymając się chodników. Potem do C. H. Pogoria załatwić jeden zakup i z balastem niezbyt ciężkim ale powierzchniowo dużym ruszam w powrót do domu. Przez "dworzec kolejowy" kręcę w stronę Zielonej i czarnego szlaku do Łagiszy. Potem Sarnów i prosta do domu. Tempo niezbyt spieszne bo balast miejscami działał jak żagiel i hamował zauważalnie. Reszta drogi już bez opadów i w przyjemnej temperaturze. Po wyhasaniu w świętokrzyskim na razie brak zacięcia do intensywniejszej jazdy.


Kategoria Praca

DPD

Czwartek, 5 lipca 2018 | dodano: 05.07.2018

Startuję minimalnie wcześniej niż wczoraj - 6:12. Mam wrażenie, że jest jakby odrobinkę chłodniej niż wczoraj choć widzę różnicę między godziną 5:00 a 6:10. Skok temperatury jest zauważalny. O 5:00 wyjeżdżałbym w kurtce. O 6:10 zastanawiałem się jedynie czy by nie skorzystać z rękawiczek ale ostatecznie i je odpuściłem. I w sumie nie było powodu by żałować. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tempo przeciętnie intensywne. Po drodze spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem około 5 min. Przyjemny dojazd do pracy.

Na powrocie piękne lato. Ciepły wiaterek, dużo słońca. Kręcę niespiesznie przez Mortimer do centrum D. G. Pobranie gotowizny na wyjazd i przebijam się w stronę Koszelewa. Zamiarowuję przejechać kawałkiem wałów na Czarnej Przemszy i oglądnąć plażę miejską. Wcześniej jednak muszę trochę odstać na przejeździe kolejowym. Na plaży dalej pustawo. Trochę ludzi pluska się przy jazie i tyle. Szału nie ma. Przetaczam się w stronę Targu i odbijam w Namiarkowe z zamiarem przejechania przez las grodziecki. Potem światła na "86" i od Lidla terenem w stronę podstawówki w Gródkowie. Wracam na "913" ale za przejazdem kolejowym znów uciekam na bok zahaczając o okolice remizy strażackiej w Psarach. Potem już prosto do domu. Przyjemnie i spokojne kręcenie powrotne. Tak, żeby się nie przemęczyć przed dniem jutrzejszym :-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 20.38km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 lipca 2018 | dodano: 04.07.2018

Start o 6:10. Jak wstawałem kontrola termiki wykazała, że zimno. Jednak na wyjściu było na tyle przyjemnie, że zrezygnowałem z kurtki. Kręcę dojazd przez Będzin. Co prawda dziś dzień targowy ale jest jeszcze na tyle wcześnie, że w jego okolicach młynu nie ma i da się przejechać całkiem sprawnie. Kręcę niezbyt intensywnie. Na podjazdach jedyneczką z przodu. Ostatecznie na miejsce zataczam się z pięcioma minutami rezerwy. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Na powrocie w końcu lato. Cieplutko, słonecznie, trochę dmucha chyba z zachodu. Wracam tempem niespiesznym przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki z opcją decyzji którędy dalej jak zobaczę co się przy P3 dzieje. Sytuacja wygląda zachęcająco. Na bieżni nie ma tłumów. Możliwe, że plaża miejska w Będzinie zatrzymała nieco ludzi i stąd niejaki luz na P3. Wybieram więc bieżnię i przetaczam się pod Świątynię Grillowania i dalej na P4. Potem standard przez Preczów do Sarnowa. Za światłami od razu dobijam w prawo i boczną, nieasfaltową drogą między nowymi domkami przemykam się do lasu psarskiego. Na jego wylocie dowiaduję się, że teraz nosi nazwę Park Żurawiniec. Dowiaduję się też, że przy ośrodku zdrowia na trawiastym boisku, na którym grywałem w podstawówce, teraz powstaje przedszkole i żłobek w Psarach. Zmiany, zmiany, zmiany... Aby dalej zaznawać spokoju w drodze powrotnej wbijam w teren między polami a osiedlem w Malinowicach i kręcę do Strzyżowic. Potem już tylko niecały kilometr asfaltem i jestem w domu. Przyjemny i spokojny powrót.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 lipca 2018 | dodano: 03.07.2018

Wytaczam się na koła o 6:13. Generalnie pogoda, jak na lipiec to słaba. Jest zdecydowanie chłodno. Wysoko dywan chmur i zero słoneczka. Wiatru nie zauważyłem albo był korzystny. Pogoda jednak nie zachwyca. Kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś bez sensacji, spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem 2 min. Założona wczoraj przerzutka działa bezbłędnie. Na powrocie zrobię jej test na zjeździe terenowym. Co do siodełka to może jeszcze się zastanowię nad jakimiś regulacjami ale to też już na powrocie.

Popołudnie termicznie o wiele przyjemniejsze. Co prawda wieje ale słoneczko ładnie daje i po prostu jest ok. Wracam na kierunku do Będzina czyli po drodze Mec i Środula. Przy dworcu Stary Będzin odbijam na ścieżkę przy Małachowskiego i ciągnę nią aż do stadionu. Tu trochę zygzakowania w stronę Biedronki i ścianek z graffiti. Objechałem, obejrzałem. Słabo. Nie wszystkie ścianki wykorzystane. Malunki zdecydowanie słabsze niż poprzednie jako ogół, a pojedyncze szczególnie. Może następnym razem będzie lepiej. Przez Zamkowe przebijam się do lasu grodzieckiego i przecinam go w stronę świateł na "86". Przy Lidlu zjeżdżam w teren i las gródkowski. Dotaczam się do podstawówki i kręcę w stronę żółtego szlaku, którym przecinam ul. Wiejską w Psarach i zajeżdżam do domu częściowo terenem od strony Strzyżowic. Na powrocie raczej tempo spacerowe. Jakieś takie zmęczenie-znużenie mnie dopadło i brakło weny do intensywnej jazdy. Za to przynajmniej było spokojnie więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :-)


Kategoria Praca

DPDS

Poniedziałek, 2 lipca 2018 | dodano: 02.07.2018

Rozruch grzebany przeciętnie. Na kołach jestem o 6:13. Pogoda niezła. Rześko, strzeliłbym około +14. Podmuchy ledwo wyczuwalne. Dużo słoneczka i troszkę niegroźnych, wysokich chmurek. Ogólnie przyjemnie. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś, dla odmiany, wkurzała mnie piechota. Najpierw jeden łazik w Łagiszy, który bez oglądania wlazł na pasy prawie mi przed koła. Potem powtórka w D. G. przy rondku obok Aldika. Potem łajza slalomująca z części pieszej na rowerową przy stadionie. Potem jeszcze w centrum Zagórza kolejna na ścieżce rowerowej. Też bywam pieszym ale, kurde blaszka, patrzę co robię. Przepuszczam szybszych ode mnie i nie łażę po drogach wyznaczonych dla rowerów. Dla samochodów tym bardziej. Niektórzy są albo kompletnie bezmyślni albo chamsko złośliwi. Poza tym spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Na finiszu trochę powalczyłem o czas. Trochę dlatego, że rowerek odebrany z serwisu chodzi jak zegarek i aż chce się gnać :-)

Jednak amiga miał rację. Wiało z zachodu. Na powrocie ten wiaterek czułem. Nie był zbyt ciepły ale i tak, o dziwo, jechało mi się całkiem dobrze i wcale nie tak wolno. Dziś powrót bez gięcia bo na popołudnie wizyta u stomatologa a jeszcze chciałem o serwis zahaczyć. Tak więc krótko przez Mec i Środulę w stronę Starego Będzina i do serwisu. Tu nabywam nową przerzutkę na tył. Poprzednia - Shimano Acera - odsłużyła ponad 25k km i już na zjazdach tak ją rzucało na boki przy nierównym podłożu, że bałem się wkręcenia w koło, urwania haka i połamania szprych. Jeszcze sprawna wędruje do zbioru części które kiedyś tam może w czarnej godzinie jeszcze uratują sytuację. Tym razem na tyle ląduje Shimano Deore. Zobaczymy ile ta da radę. Biorę jeszcze nowe siodełko bo to, które mam jest od nowości i zaczęło pękać. Dalszy powrót uskuteczniam na kierunku Zamkowego i dalej do Grodźca. Stamtąd kusiło mnie zjechać do Wojkowic ale że czas nie jest z gumy to się ograniczyłem i poleciałem najkrócej jak się da czyli przez Gródków. Po wizycie zabieram się za wymianę. Poszło sprawnie i bez komplikacji. Przy okazji odkrywam, że niedługo wymiany może potrzebować również podsiodłówka mieszcząca zapasową dętkę. Na razie jednak zostaje. Również przy okazji serwisu i zbierania części zapasowych na wyjazd odkrywam, że zostały mi ostatnie klocki hamulcowe. Czyli w niedługim czasie będę musiał odwiedzić moją dealerkę klocków :-)


Kategoria Praca, PrzerzutkaT, Serwis, Siodełko