DPOND - znowu zrobiłem wiochę
-
DST
51.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
02:43
-
VAVG
18.77km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Zanim wyjechałem zdążyło popadać więc drogi mokre. Dzień ciągle coraz krótszy :-/ Wczorajsze niejeżdżenie spowodowane porannym złapaniem za czytnik ebooków sprawiło, że dziś nogi bardzo dobrze podawały i jechało się rewelacyjnie.
Po pracy jadę na molo przy Pogorii 3 na spotkanie z Mariotruckiem i Domino. Zjawia się tylko Mario. Domino jednak się nie wyrobił jak się zastrzegał, że może tak być. We dwóch jedziemy na Zieloną, przez mostek na Przemszy, kierujemy się w stronę Łagiszy lasem. Po drodze wesoła rozmowa. Dojeżdżamy do złomnicy obok mostu i przeskakujemy na drugą stronę. Asfaltem pod trasą Katowice-Częstochowa i dalej wzdłuż lasu w kierunku zajazdu "Pod Lwem". Stamtąd polami do Grodźca. Przeskok do lasku grodzieckiego i przez Zamkowe do Będzina. Na Zamkowym stwierdzam, że cosik "miętko" z przodu. Kapeć. Chwilę jadę ale w końcu decyduję się dopomopować. Dojeżdżamy do stadionu Sarmacji Będzin, gdzie dziś ma spotkanie Klub Ghostbikers. I tu robię wiochę bo ponownie zjawiam się na spotkaniu klubu rowerowego NA ROWERZE. Do tego jestem jeszcze tak bezczelny, że robię sobie serwis przedniego koła - wymianę dętki. Na szczęście wiochę robię wspólnie z Mariotruckiem i Domino. Zebranych całkiem sporo i lwia część to znajome twarze. Spotkanie jest okazją między innymi do wręczenia złotych (dużych i małych) jaj za osiągnięcia różnorakie w tym zawodnicze ale nie tylko. Niektórzy też dostają pamiątkowe dyplomy. Poza tym zwykłe sprawy klubowe typu plany przyszłoroczne i imprezy. Gdzieś po godzinie z okładem żegnamy się i rozchodzimy i ROZJEŻDŻAMY NA ROWERACH. Kawałek do nerki jadę jeszcze z Domino. Potem on odbija na D. G. a ja przez Łagiszę i Sarnów do siebie po drodze zahaczając jeszcze o sklep. Nieustanne parcie na żarcie już nieco mnie martwi. Ile bym nie zjadł, to po 3-4 godzinach max znowu mam ochotę coś wszamać. Czyżby to był jeden z objawów cyklozy?
Kategoria Praca
Ustawki Oli niedługo będą słynne w okolicy ;-)
-
DST
117.00km
-
Teren
40.00km
-
Czas
06:58
-
VAVG
16.79km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
To przez Famę. To na pewno jej wina. Nie wiem kto jej wykapował, ale teraz to jej wina na 100%. A Fama głosi, że jak Ola zwoła ustawkę to będzie wesoła ekipa, duża zawartość błota w terenie, murowana pogoda i ogólne zadowolenie zgromadzonych.
Tym razem zwołana na forum ustawka wyglądała początkowo marnie. Ola pisała, że będzie albo i nie jak jej się inne sprawy poukładają. Domino napisał z kolei, że jak Oli nie będzie to on pewnie nie pojedzie. Reszta też mówiła, że różnie jeszcze może być a w ogóle to może 5-6 osób się deklarowało. Ale pewnie Fama połaziła po ludziach i na górce na Środuli zjawiła się nas dwunastka (albo może trzynastka? trzeba by po zdjęciach popatrzeć bo rachowanie tak ruchliwych egzemplarzy jak rowerzysta to niełatwe zadanie ;-) ).
Na początek podjechałem do Będzina pod Dyskobola, gdzie spotkałem się z Jagarybą i Adrianem (po wczorajszych ustaleniach na forum Ghostbikers). We trójkę pojechaliśmy na Środulę.
Gdzieśmy dokładnie byli to ja opisywać nie będę z prostej przyczyny: po prostu nie wiem. Niektóre miejsca wydawały się znajome ale sposób dotarcia do nich sprawiał, że jakoś nie bardzo mogłem się czasem zorientować skąd się tu wziąłem. Ale w sumie nie miało to żadnego znaczenia. Prowadziła Ola. Pomagał jej motać Krzychu22 a później również Kysu. Terenu było sporo i to różnego. Głównie o tej porze błota i liście ale udało się też znaleźć i piasek. Trasa super. Dużo śmigania po lasach i polach. Widoki... trzeba jechać i obejrzeć bo opisać się nie da. A gwóźdź programu to oczywiście towarzystwo. Co by się nie wydarzyło, to wesołe. Gdzie by nie wylądowało też wesołe. Dzięki temu cały dzień dosłownie śmignął na dobrej zabawie. Nocy zresztą kawałek też bo start odbył się około 9:00 a w domu byłem jakoś przed 20:00.
Część tego co się działo udało się na foto złapać ale wiele też umknęło bo działo się dużo, szybko i aparat nie wyrabiał się z uchwytywaniem "momentów".
Tradycyjne były gleby, były zmagania techniczne (pływanie rowerka okazało się być niedokręconymi szprychami w tylnym kole; problem przyuważył Doms - dzięki stary, pewnie mi to zdrowie a może i życie uratowało), było wesołe żarcie (ciekawe, czy Freyowi już się otwarły Wrota Piekieł ;-) Pukał do nich dość ochotnie...), było, było i było. Dużo było i wesoło było. Dzień wybitnie rowerowy. Oby takich więcej.
Miał być dowód, że Olo pomagał miąchać Oli w trasie ale się potem okazało, że tylko gleby gromadził.
Pogoda dopisywała cały czas.
Postój z serii "Gdzie by tu ich wpuścić, żeby mówili, że jest zajefajnie" :-)
W końcu zdjęcie, na którym da się policzyć skład dzisiejszej ustawki.
Na Krzyśki zawsze można liczyć :-)
Sprawczyni dzisiejszego dnia.
Jesień dziś dopisywała kolorkami, słoneczkiem...
Ustawka bez wypychu? Nie może to być!
A nagrodą za wypych jest widok.
Jeszcze jedno liczenie składu.
Freyowe wyważanie Wrót Piekieł.
A czemu by nie podyskutować na skrzyżowaniu? Miejsce dobre jak każde inne. Zwłaszcza jak temat ciekawy.
Awaria? Też dobry pretekst do zabawy. I okazja dla członków Loży Szyderców do popracowania nad kunsztem szyderstw :-)
Wszystko co dobre... Pożegnania na Zagórzu.
Link do pełnej galerii
DPSND
-
DST
38.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
21.11km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Drogi mokre. Wiatr, jeśli jakiś był, to sprzyjający bo jechało się całkiem dobrze. Z serii technicznych potyczek: dla odmiany mam podejrzenia co do stanu przedniego koła. Przy małych prędkościach, tak do 10 km/h przednie kółko dziwnie "pływa". Podejrzewam, że coś może z piastą już jest nie tak.
Po pracy do Dąbrowy Górniczej znowu wyszarpać coś z bankomatu i potem do Będzina (przez Mydlice i Warpie) do serwisu. Tam odbieram kółeczko. Pływanie przodu okazuje się niedociągniętym zaciskiem. Po ostatnich jazdach coś musiałem chyba krzywo założyć i się poluzowało. Powrót przesz Łagiszę i Sarnów do domu.
Jezdnie dalej mokre. Czasem jakaś krótka mżaweczka.
Kategoria Praca, Serwis
DPD
-
DST
40.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
21.24km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Jakieś takie wiaterki dymały tu i tam ale nie miałem dziś za bardzo czasu się nimi przejmować bom spóźniony wyjechał i starałem się nadrobić. Mokrawo na jezdniach.
Po pracy do Dąbrowy Górniczej. Obok dworca kolejowego w stronę oczyszczalni ścieków i dalej wzdłuż torów na Ksawerę. Asfaltem pod targ w Będzinie i dalej prosto przez osiedle do lasku grodzieckiego. Tam obok leśniczówki na drugą stronę trasy Częstochowa-Katowice i dalej do Grodźca. Z Grodźca przez Wojkowice i Strzyżowice do domu. Całkiem fajne warunki do jazdy. Trochę zawiewało ale i tak jak na tą porę roku całkiem niezła pogoda.
Kategoria Praca
DOPOND
-
DST
50.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:43
-
VAVG
18.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś trochę nietypowo. Wyjeżdżam o 5:30 by spotkać się z Moniką i Tomkiem w celu odebrania odblaskowych logo BS. Lecę przez Sarnów, Preczów do D. G. pod Jimmy Hendrix-a. Przy okazji krótka rozmowa i kilkaset metrów przejechanych wspólnie ;-)
Potem wzorem noibasty jadę po bułki. Żeby nie było, rasowy rowerzysta nie jedzie do najbliższego sklepu. Jadę do Będzina, w miejsce, w którym zaopatruję się co rano. Potem już standardowo przez Środulę i Mec do pracy.
Nie wiem ile dziś na termometrze było ale chyba mniej niż wczoraj. Za to na pewno był zimny i dość silny wiatr głównie z kierunku wmordewindu. Mimo tego jechało mi się zadziwiająco dobrze.
Na wyjściu z pracy mżawka. Rezygnuję z jazdy asfaltami na rzecz wertepków. Terenem do Dąbrowy Górniczej. Przeskok na Pogorię 3, na molo. Już, już miałem skręcić na Zieloną ale kompletne pustki sprawiły, że skusiłem się na kółeczko wokół P3 w spokojnym tempie. Po drodze ledwo kilka osób spotkałem. Kawałek ścieżki z kostki przy przystani rozebrany. Jakieś wykopki chyba pod jakąś instalację.
Po kółeczku tak jak wstępnie planowałem na Zieloną, gdzie również pusto, i dalej przez mostek na Czarnej Przemszy, wertepkami do Łagiszy i dalej do Psar. Po drodze wjazd do sklepu po parę drobiazgów i jeszcze małe zagięcie żeby się 50 km zrobiło.
Siąpienie trochę męczące ale jazda w sumie przyjemna. Na finiszu już nieco dawał się we znaki deficyt energetyczny.
"Hitchcock-i" na brzozach przy P3.
"Hitchcock-i" na wodzie.
Logo BS na plecaku. Tu było łatwo zainstalować.
Służbowa kamizelka była nieco większym wyzwaniem. Skończyło się na użyciu aluminiowego nita.
Kategoria Praca
DPOSND
-
DST
46.00km
-
Czas
02:13
-
VAVG
20.75km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+5 na starcie. Jazda sprawiała wrażenie opornej: co trochę gdzieś chłodem zawiewało, kolano lewe miało jakieś "ale", tu i tam coś się buntowało (w sensie mięśni). Chyba sobotni atak i niedzielna gleba dają o sobie trochę znać. Tym bardziej zdziwiło mnie na miejscu to, że czas przejazdu 41 min. Wydawało mi się, że będzie grubo powyżej 45.
Dziś zakładam nowe kółeczko do Błękitnego Rumaka a obecne zostaje w serwisie do regeneracji. I chyba pójdą do wymiany klocki w przednim hamulcu bo już coraz bardziej trzeba klamkę ściągnąć. Jak tak patrzę, to mają już ponad 9k km. Tylne padły jakiś czas temu w Beskidzie Niskim.
Po pracy na początek do Dąbrowy Górniczej wyszarpać z bankomatu kasę na nowe kółko. Potem do Będzina (przez Koszelew, wzdłuż Przemszy i koło Teatru Dzieci Zagłębia) do serwisu. Tam zostawiam stare tylne koło do regeneracji (uzupełnienie szprychy i "rewitalizacja" piasty) i zakładam nowiutkie, jeszcze ociekające czystością (230 zetów). Czynię też zdjęcie, które oddaje kontrast nowego elementu na tle całokształtu Błękitnego Rumaka noszącego na sobie jeszcze ślady harców wokół Krzeszowic i Rudawy.
W międzyczasie zdążyło się zrobić ciemno ale to nie powód by wracać. Trzeba objechać nowe koło, żeby się dobrze kręciło. Ruszam na Syberkę, potem obok M1 do Czeladzi. Stamtąd klinkierkiem do Grodźca i dalej przez Wojkowice do Psar. Na odcinku z Grodźca do Wojkowic zaczęło padać - deszcz ze śniegiem. Nie jakoś tragicznie mocno ale zauważalnie w połączeniu z zachodnim wiatrem, który również musiałem zwalczyć. U siebie na wiosce jeszcze zawijam do Lewiatana. Ostatni kilometr do domu był chyba najgorszy. Mokre ciuchy kontra zachodni wmordewind sprawiają, że momentalnie marznę. Na szczęście chwilę potem jestem już w domu.
Foto rowerka z nowym kołem zrobiłem jeszcze w serwisie bo szanse, że takie ładne i nowe dojedzie do domu były praktycznie zerowe. I się nie pomyliłem. Deszczyk już zdążył sprawić, że jest uflejane. Plus deszczyku jest taki, że reszta rowerka stała się nieco mniej uflejana. Ale tylko nieco.
Kategoria Praca, Serwis
Ustawka pod wezwaniem Oli
-
DST
79.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:05
-
VAVG
15.54km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na forum Ghostbikers Ola zwołała ustawkę w okolice Krzeszowic. Pierwsze moje podejście było takie, że na miejsce dojadę o własnych kołach ale po wczorajszej "dwusetce" stwierdziłem, że to już by było mocne kozaczenie i wprosiłem się do transportu :-)
Akcja zawiązała się pod będzińskim Zamkiem gdzie zebraliśmy się do kompletu. Skład to prowodyrka Ola, Edyta, Wallace, Frey, Domino i ja. Na miejscu miał być jeszcze Mario. Rozbieramy rowerki z kół, pakujemy je do pojazdów, potem pakujemy siebie i ruszamy do miejsca startu.
Podróż przebiegła bardzo wesoło. Na miejscu składanie rowerków, ostatnie czynności przedstartowe i ruszamy. I od razu z grubej rury. Błoto, skakanie przez drzewa, przedzieranie się przez krzaki czyli, jak to Mario chyba powiedział, jak u Hitchcocka: najpierw trzęsienie ziemi a potem napięcie rośnie.
Po drodze udaje mi się zaliczyć pokazową glebę, której widokiem cieszę oko Domina. Było to ładne salto przez kierę zakończone lądowaniem na plecach. Straty niewielkie. Gdzieś, jakoś udało mi się walnąć w piszczel. Później zmuszony byłem nieco zablokować sączącą się krew. Operacja okazała się skuteczna o tyle, że jucha przestała cieknąć i ból zniknął.
Potem było też wesoło. Błota, wypychanie, karkołomne zjazdy, śmiganie po łąkach i lasach. Ogólnie czad. Strasznie mi się takie coś podoba. Zwłaszcza, jak ktoś prowadzi a dzisiejsze przewodnikowanie zawdzięczamy Mario, który czekając na nas w Rudawie miał czas wymyślić plan jak nas wpuścić w maliny. Trzeba przyznać, że stanął na wysokości zadania. Potem jeszcze pomogła mu trochę Ola i wyszła z tego radosna improwizacja :-)
Po drodze dłuższa przerwa futrunkowa przy jakimś sklepie. A potem już powrót do pojazdów bynajmniej nie taką znowu prostą drogą.
Kiedy wylądowaliśmy przy pojazdach z podsumowania wyszło, że ogólnie były trzy gleby. Mnóstwo błota na wszystkim. Roześmiane od ucha do ucha gęby.
Już po zachodzie słońca rozbrajamy ponownie rowerki i pakujemy je do samochodów. Tym razem Mario wraca z nami.
Wspólny wypad kończymy pod Castoramą w Sosnowcu. Tu składamy dwukółki. Ola jedzie do siebie, Wallace do siebie. Reszta składu jeszcze przez chwilę razem. Potem Frey z Domino odbijają na Dąbrowę Górniczą. We trójkę, Edyta, Mario i ja, jedziemy do Decathlonu. Tu żegnamy się z Mario, który gna do Będzina a ja odprowadzam Edytę do domu. Żegnam się i prościutko przez Czeladź i Wojkowice jadę do siebie.
Dzisiejszy dzionek, to kolejny rewelacyjny wypad w gronie ludzi o tym samym poczuciu humoru i pasji. Nic, tylko życzyć sobie kolejnych takich :-)
A potem się zobaczy co z tego wyjdzie jak poskładamy :-)
Mario już na nas czeka.
Pierwsze wprawki w terenie.
A potem to już na całego.
Ale jest wesoło.
Dla odmiany trochę cywilizacji.
Ale nie na długo. Mario z Olą knują jak tu nas w kanał wpuścić.
I udaje im się koncertowo.
Dalsze podejścia do tego, jak by sobie drogę ubarwić.
Kółko dyskusyjne przy kawie na środku drogi. Tak też jest dobrze.
Wypych z pieśnią na ustach. Dla informacji: to jest zielony szlak rowerowy.
Końcóweczka zajefajnego zjazdu.
Przez łąki... przez pola...

Jeszcze jeden rower więcej do spakowania? Żaden problem.
Link do pełnej galerii
Kategoria Jednodniowe
Atak na "dwusetkę"
-
DST
206.00km
-
Teren
50.00km
-
Czas
11:06
-
VAVG
18.56km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakiś czas już mnie męczyło żeby zrobić "dwusetkę" i w końcu się zmobilizowałem.
Pobudka wcześnie (4:00) by na luzach się przygotować i nafutrować. Wyruszyłem około 6:25 i jeszcze udało mi się wbić na górkę paralotniarzy w Górze Siewierskiej i ufocić wschód słońca. Potem już normalna jazda. Kierunek na początek: Woźniki. Dojechane mniej więcej w przewidywanym czasie. Kolejny cel: Przystajń. Trasy nie miałem zaplanowanej w detalach. Jedynie punkty pośrednie. Pomiędzy rzeźbiłem na bieżąco. Tak więc wypadły po drodze i lasy, i pola, i mnóstwo mniejszych i większych miejscowości. Z Przystajni prosto na Olesno. Docieram tam około 14:00. Pokręciłem się trochę w poszukiwaniu lokalu gastronomicznego, do którego dałoby się wbić z rowerkiem ale nic mi w oko nie wpadło. Tylko restauracja na rynku i pizzeria. Obydwie raczej bez odpowiedniego dla mnie zaplecza. Tak więc się zwinąłem stamtąd. Początkowo na Dobrodzień ale tak sobie wykalkulowałem, że dnia braknie i zmieniłem po drodze plan czyli kierunek na Lubliniec. Wioskami, lasami, polami dorzeźbiłem w końcu do celu. Po drodze trochę focenia. Poznęcałem się między innymi nad zachodem słońca. Naprawdę ładne kolorki były. W Lublińcu zasiadłem do solidnego obiadu w Chacie Wuja Toma. Żurek, kurczak w sosie pieczarkowym + dodatki, gorąca herbata i kawa. To był już ostatni dzwonek na solidną porcję kalorii. Odczuwałem zimno bardziej niż ono faktycznie oddziaływało czyli organizm był wyskrobany z resztek energii. Tego, co spożyłem w Chacie wystarczyło już do powrotu. Z Lublińca wyjechałem przed 17:30 czyli w ciemnościach. Na początek "11" do Tworogu. Potem trochę rzeźbienia na pamięć i Garmina w stronę Tarnowskich Gór. Z Tarnowskich Gór całkiem na Garmina. Tak mnie motał, że nie wiedziałem po ciemku gdzie jestem. Odnalazłem się dopiero w Kozłowej Górze. Stamtąd już bez pomocy trafiłem do domu.
Po drodze było różnie. Postraszyłem trochę po lasach sarenki i wiewiórki. Zirytowałem całą masę psów. Pokopałem sobie w piasku i błocie. Poślizgałem się na mokrych liściach. Chwilkę pomokłem w drodze do Przystajni. I całkiem sporo nasiłowałem się z wiatrem. W domu byłem o 21:55. Kawał dnia w siodle.
Ale w sumie uważam wyjazd za bardzo udany. Cel osiągnięty: ukręcona dwusetka. I to w listopadzie, dla mnie miesiącu niełatwym do jeżdżenia.
Link do pełnej galerii
Wschód słońca na górce paralotniarzy.
Postój futrunkowy w drodze do Woźnik.
Zabytkowy kościół w Woźnikach.
Podobno Psar w polskim kraju jest 13. Te nie są "moje".
Zabytkowy kościół w Boronowie.
Przejechałem też przez miejsce, gdzie szalało tornado.
Rezerwat cisa.
Las w drodze do Przystajni. Szkoda, że nie było słońca. Kolorki z pięknych byłyby obłędne.
Olesno.
Wysoka.
Takie tam po drodze...
Cienie się wydłużają a do Lublińca jeszcze trochę zostało.
Znęcanie się nad zachodem słońca.
Lubliniec.
Chata Wuja Toma.
Jeszcze nie w domu ale blisko coraz bliżej.
Te plamy w tle to malunek na bunkrze w Dobieszowicach. Biorąc pod uwagę trasę tego dnia to jestem rzut beretem od domu.
Kategoria Jednodniowe
DPOND
-
DST
55.00km
-
Czas
02:24
-
VAVG
22.92km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+5 na starcie. Drogi mokre ale za to puste. Jechało się bardzo fajnie.
Na wylocie z pracy drogi dalej mokre ale generalnie aura sprzyjająca do jazdy. Początek standardowo do Pogorii 3. Miałem niby prosto do domu jechać ale tak fajnie się kręciło, że poleciałem wzdłuż P3 pod "Trzynastkę", tam w stronę Pogorii 4 i asfalcikiem po zachodniej stronie do Wojkowic Kościelnych. Stamtąd na Podwarpie, Hektary, Przeczyce, Chrobakowe, Malinowice i do domu.
Po drodze ładny zachód słońca się uskutecznił. Trochę irytowali mnie tuptusie, zwłaszcza TE tuptusie, co to one do kościoła deptały. Poubierane "galowo", na czarno, zupełnie niewidoczne w ciemności. Dopiero na jakieś 3-5 metrów przed celem człowiek się orientował, że coś ma przed sobą. A najgorsze w tym to, że łażą jezdnią, kiedy po drugiej stronie mają szeroki chodnik. Nie zrozumiem tych ludzi nigdy. Toto musi chyba wyginąć, jak dinozaury. Innej rady chyba nie ma bo strzelać do tego nie wolno :-/
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
44.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
21.64km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+ 2 na starcie. Mokre jezdnie. Wyjechane z opóźnieniem. Dobrze, że znowu na kołach :-) Wczorajsza próba bycia o określonej porze w domu przy użyciu zbiorkomu nieudana. Jeden korek i wszystko w piz... Rowerkiem na pewno byłbym dużo wcześniej. No nic. Nauczka na przyszłość by nie kombinować.
Po pracy pogoda wyglądała na bardzo przyjazną. I taka też była. Jeden polarek wędruje do sakwy i ruszam w stronę Kazimierza. Stamtąd w kierunku Gołonoga i Pogorii 1. Po drodze słońce chowa się za horyzont i robi się chłodno. Polarek z sakwy wchodzi w użycie. Gdzieś w okolicy Gołonoga pada znowu szprycha w tylnym kole :-/
Z Pogorii 1 przeskakuję na Pogorię 4. Na wodzie ładne kolorki nieba o zmierzchu. Niespiesznym 22 km/h jadę i podziwiam. W Preczowie już całkiem ciemno. Przez Sarnów jadę do siebie.
Kategoria Praca






















