limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Nie wiem czy to już koniec opindalania się.

Czwartek, 14 lutego 2013 | dodano: 14.02.2013

Na razie rundka do wsiowego sklepu. Że na 2 km rowerek wyjmować to jakoś tak nie tak to sobie zrobiłem przy okazji mały objazd przez Górę Siewierską, Dąbie-Chrobakowe i Malinowice. Tempo takie by tylko nie zmarznąć i się nie przegrzać. Aura jeszcze nie taka jak lubię więc kręcenie delikatne.
Po drodze wyskoczył mi jakiś mop pod koła i zaczął obszczekiwać. Chyba nawet zębem złapał za but. Baaardzo żałowałem, że nie wziąłem ze sobą gazu bo by mu się dostało. Następnym razem będę przygotowany. Jeszcze też muszę zaopatrzyć się w petardy.


Kategoria Inne

Jasełka?

  • DST 67.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 04:28
  • VAVG 15.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 stycznia 2013 | dodano: 06.01.2013

3 Króli. Mnie tam to święto ani grzeje ani ziębi ale niektórzy wokół niego wielkie halo robią, niektórzy wielki cyrk a normialni zrobili sobie z tego pretekst by pośmigać z tego powodu na rowerku :-)
Rano na nogi postawił mnie tel od Andiego, że są w Przeczycach (a może to był Preczów) i się w moją stronę wybierają. Zacząłem się zbierać ale jak znowu się z Andim zdzwoniłem to się okazało, że pojechali w stronę Łośnia i właściwie już wracają.
Z kolei dziś Ghostbikers zwołali objazd przy okazji parady 3 Króli w Będzinie. Start miał być spod zamku w Będzinie. Że nie było jeszcze 11:00 to się poturlałem trochę pośmigać po okolicach. Na początek przez Strzyżowice do Rogoźnika. Stamtąd do Wojkowic. Sprawdzam czas i się okazuje, że trochę wąsko z nim. Przez Grodziec lecę do Będzina. Pod Zamkiem już pusto. Spotykam jedynie Domina, który też się nie wyrobił na 12:00. Ruszamy na chybił trafił w stronę Kauflanda. Po drodze znajduje się Czarny Kot, który mówi, że impreza startuje na Koszelewie. Po drodze jeszcze dobija do nas Pan_P. We czterech turlamy się pod kościół na Koszelewie i tam spotykamy resztę rowerowej ekipy i nie tylko. Tłum ludzi. Megafony. 3 Króli na koniach. Ludzie poprzebierani. Jeden wielki cyrk. Rusza piesza parada a my kręcimy swoje po będzińskich peryferiach. Zjeżdżamy się znowu z paradą w centrum Będzina, potem wyprzedzamy wszystkich i jedziemy pod szpkę przy kościele obok Zamku. Tam grochówa, focenie i pogaduchy. Na koniec, za chasłem "Pójdźmy wszyscy do Wisienki" ruszamy do Domu Złego Ghostów. Izobronek, herbatka, zapiekanka, godzinka wesołych rozmów. Robi się coś koło 16:00. Częśc już wybyła. Gozdi89, Waldek i ja też się zbieramy. Odprowadzamy najpierw Waldka na Dańdówkę. Potem z Marcinem jadę do ronda przy Alei Róż gdzie się żegnamy. Dryfuję powoli w stronę mola gdzie czynię kilka foto. Stamtąd przez Zieloną do Preczowa. Po drodze obrazek na pierwsze ofiary spadłego śniegu: dwa autka bęcnięte na awaryjnych czekające albo na lawety albo na policję - niegroźnie bęcnięte na szczęście.
Dalej przez Sarnów jadę do swojej wiochy. Spadły i nieco rozjeżdżony śnieg zaczyna zamarzać. Kilka razy kółka jadą w swoje strony ale udaje się uniknąć gleby, czego nie udało mi się uniknąć po opuszczeniu Wisienki. Za przejazdem na Chemicznej ujeżdża mi koło. Wjechałem pod zbyt ostrym kątem na ośnieżoną szynę tramwajową. Gleba. Na szczęście bez strat.
Do domu dociągam mocno po zachodzie słońca. Ludzie już walczą z odśnieżaniem. Po drodze pojawiło się też na horyzoncie kilka piaskarek ale raczej im nie wróżę sukcesów jeśli dalej będzie sypało. Poza tym ma spaść temperatura w nocy do -5 czyli szklaneczka murowana. Chyba jutro do pracy zbiorkomem :-(

https://plus.google.com/u/0/photos/102199761605115775861/albums/5830407998281685633


Brakuje jeszcze tylko uprzęży z granatami :-]


Inni też przebrani.


Niekoniecznie rowerowo :-p


Króle na konikach.


Jeszcze na Koszelewie.


Potem na Warpiu.


Chwila oddechu po drodze.


Czekamy na maruderów ;-)


Przy stadionie.


Pod dworcem kolejowym - doganiamy paradę.


Tańcował diabeł z aniołem :-]


Aniołom się nie fika.


My już na miejscu a parada jeszcze maszeruje.


Przydziałowa grochówa.


Cykloza przy szopce.


Przez godzinkę zrobiła się niezła zima :-/


Pogoria 3 - molo. Śnieżek dalej podaje.


A zimy nie lubię. Przez ten badziew co dziś sypał.


Kategoria Inne

Jakby się ktoś powiesił

Sobota, 5 stycznia 2013 | dodano: 05.01.2013

Tak wiało.
Głównie z północy ale też i jakby z lekkim zakosami od zachodu. W związku z tym, żeby się nie wykończyć wariant trasy skombinowałem sobie taki, żeby na początku powalczyć z tym wiatrem a potem w miarę możliwości mieć go chociaż z boku, a najlepiej z tyłu. Wyszło tak pół-na-pół.
Na początek wspinaczka do Góry Siewierskiej. Prze chwilę poprzedzają mnie dwaj na szosach ale nie za długo. Na moich oponkach i z sakwą to raczej marne szanse by się im utrzymać na kole. Zwłaszcza pod górę i pod wiatr. Z Góry Siewierskiej kolejno do Twardowic, Siemoni, Sączowa i Ożarowic. Zatrzymuję się na chwilę przy zachodnim krańcu pasa startowego lotniska w Pyrzowicach ale nic się nie dzieje typu starty czy lądowania więc jadę dalej. Jeszcze kawałek i skończy się moja walka z wiatrem. Na Zendku robię zwrot na wschód i mam teraz podmuchy albo z lewej albo lekko od tyłu. Jedzie się już zupełnie inaczej. Momentami wiaterek tak ładnie się ustawia, że w ogóle przestaję go czuć. Robi się nagłe całkiem ciepło i jedzie się zadziwiająco lekko. Ale to tylko takie przerywniki. Ogólnie całą drogę to gdzieś coś podwiewa.
Jadę dalej przez Zadzień do Mierzęcic i Przeczyc. Obok hodowli ryb przemykam w stronę Marcinkowa i Wojkowic Kościelnych. Teraz zwrot na południe wzdłuż Pogorii 4. Dociągam do Marianek i zwrot na zachód do Preczowa. Zaczyna się znowu lekka szarpanina z wiatrem. Przez Sarnów docieram na swoją wiochę i robię wjazd do Lewiatana. Do 50 km brakuje jakieś 1,2 km. Żeby mieć pewność, że nie braknie metra czy dwóch zaginam nieco drogę obok piekarni i wychodzi zakładany na dziś dystans. Nawet z lekką rezerwą.
Trochę samozaparcia trzeba było dziś wykazać, żeby wybyć na rowerek bo generalnie jazda to nieustanna szarpanina z wiatrem. Tyle, że odpuściwszy jazdę wczoraj dziś już nie było mowy by zrobić to samo. Szkoda trochę, że nie było żadnej ustawki ale w sumie solo też się jakoś kręciło.


Kategoria Inne

Do najbliższego Lidl-a

Czwartek, 3 stycznia 2013 | dodano: 03.01.2013

Wczoraj przestudiowałem na ICM-ie prognozę pogody na dziś i wyszło mi, że okno startowo-jazdowe wypadnie tak między 8:00 a 10:00. Tak też i się ustawiłem na wyjazd po zaopatrzenie.
Na początek podjazd w stronę Góry Siewierskiej i zwrot na wschód w stronę Dąbia. Dalej przez Twardowice, podjazd do Mierzęcic-Targoszyc. Tam zwrot w stronę Przeczyc. Obok hodowli ryb skręcam w stronę zbiornika i potem przez Tuliszów do Podwarpia-Hektarów i dalej do Wojkowic Kościelnych. Wbijam na ścieżkę wzdłuż Pogorii 4 i zaczyna się walka z wiatrem. Prędkość marna. Za tamą przeskakuję dzikim przejazdem na Pogorię 3 (dla rozwiania wątpliwości obydwa tory są czynne - to taka dygresja odnośnie ustawki noworocznej) ciągnę do mola. Tam chwila na odpowietrzenie i przez Zieloną wbijam na ścieżkę wzdłuż wału na Czarnej Przemszy. Po drodze zaczyna sypać śnieżek. Dokładnie jak w prognozie stało.
Odbijam ze ścieżki w stronę Teatru Dzieci zagłębia by wpaść do serwisu i zorientować się ile mnie szarpnie tylne kółko do Srebrnej Strzały. Niestety zamknięte jak podejrzewałem, że będzie. Albo jeszcze mają wolne albo inwentaryzacja.
Stamtąd prosto do Lidla. Z pełnymi sakwami wracam przez Łagiszę i Sarnów do domu. Śnieżek zacina w gębę natychmiast jak tylko zrobiłem zwrot w kierunku zachodnim. Generalnie tak 1/3 trasy to w takich sobie warunkach. Wiaterek nie ułatwia ale już wolę go od jakichkolwiek opadów. Niestety woleć sobie można a jechać trzeba w takich warunkach jakie się trafią. Zaś zimowe warunki zwykle są do ... (tu każdy wpisuje co uważa byle negatywnego) i dlatego zimy nie lubię.


Kategoria Inne

Tym razem na południe

  • DST 47.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:22
  • VAVG 19.86km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 2 stycznia 2013 | dodano: 02.01.2013

Dziś postanowiłem sprawdzić jak to jest z malowaniem asfaltowych ścieżek w parku chorzowskim.
Na starcie, który to nastąpił około 12:20, +1. Dzień szary, bury i ponury ale przynajmniej wieje umiarkowanie i nic nie pada. Ruszam w stronę Wojkowic i Przełajki. Tam też czynię pierwsze foto specjalnie dla Łukasza :-p Wkraczam w strefę wpływów Ruchu Chorzów a ja na plecach mam logo Klubu Rowerowego Cykloza Sosnowiec. Nieco, powiedzmy, prowokujące. O ile jeszcze te wojny kibiców są aktualne.
Dojeżdżam w końcu do parku i wbijam się w jego ścieżki przy wieży telewizyjnej. Robię dużą pętlę focąc to tu, to tam. Potem zawijam jeszcze pod planetarium i wracam pod wieżę. Powrót do domu inną trasą. Jadę do Michałkowic i dalej prosto do Wojkowic i Bobrownik. Przez tamę na Rogoźniku i asfaltem wzdłuż zbiornika do Góry Siewierskiej. Stamtąd zjeżdżam do Strzyżowic i do domu.
Jechało się w sumie nieźle ale zawsze jest jakieś ale. Mogło być cieplej. Mogło być słoneczko. Mogło być ogólnie przyjemniej. Innymi słowy zima, której nie lubię. Podobno dziś nasza Matka Ziemia jest najbliżej słońca w ciągu swojego rocznego obiegu. Ni cholery tego nie było czuć. Może następnym razem ;-)

Link do galerii


Info na wjeździe kto tu rządzi i kogo łowi ;-) Latem pewnie mniej się w oczy rzuca.


Prawie uwierzyłem w to hasło. Prawie. Gdyby nie to co pod nim.


Wieża telewizyjna.


Kilka graffiti po drodze. Szkoda, że kibic Ruchu nie uszanował czyjejś pracy. Obok miał mnóstwo wolnego miejsca na wyrażenie swojego przywiązania dla klubu.


Tak patrzyłem na niektóre z tych malunków i naszła mnie refleksja, że to mnie się wydawało, że mam wyobraźnię... ;-)


Coś dla Morsa ;-)


I w końcu znalazłem ten pomalowany asfalt. Na szczęście tylko odcinki. Ale i tak pomysł z kategorii hm... oryginalnych?


Tak się zastanawiałem, czy to miejsce poboru "amunicji" przed rozgrywkami. Stadion minąłem chwilę wcześniej więc trochę by to pasowało ;-)


Stacja kolejki linowej.


Ostatnie foto i do domu - Planetarium.


Kategoria Inne

50/50

  • DST 56.00km
  • Teren 7.00km
  • Czas 03:00
  • VAVG 18.67km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 stycznia 2013 | dodano: 01.01.2013

Dlaczego 50/50? Najlepiej to poczytać na Forum Ghostbikers. Generalnie ustawka noworoczna dla tych co nie polegli ze szczętem na Sylwestra.
Wyruszyłem o 12:00 by zjawić się na starcie pod Zamkiem w Będzinie bez opóźnień. Jestem jako jeden z pierwszych. Powoli zjawia się reszta ekipy. Dajemy tradycyjnie kwadrans akademicki, który przedłuża się jeszcze o serwis kapcia. Ruszamy na objazd około 13:00. Na początek wałami Czarnej Przemszy w stronę Zielonej. Wały nieco "mlaskate", momentami nieźle leci błoto spod kół. Dotarłszy do pierwszego punktu kierujemy się ku Pogorii 4. Objeżdżamy ją od wschodu (terenem) i wracamy stroną zachodnią (ścieżką asfaltową). Trochę innych zawodników po drodze ale generalnie ruch nie za wielki. Wykończywszy pętelkę wokół P4 przerzucamy się na Pogorię 3 i jedziemy na molo, gdzie fota końcowa i rozjeżdżamy się w swoje strony. Eskortujemy we dwóch Olę do Sosnowca. Potem eskorta sam się odstawia do Czeladzi skąd już solo przez Wojkowice jadę do siebie.
Pogoda zupełnie jak nie styczniowa. Trochę wiaterku ale za to rekompensowanego przez dodatnią temperaturę i słoneczko.
Zimy nie lubię ale jakby taka miała być cała... hm... może bym się i do niej przekonał.

Link do galerii z dziś


Ekipa się zbiera, serwisuje...


Nadciąga rodzynek :-)


Przedarliśmy się przez rozmiękły wał na Czarnej Przemszy.


Uderzamy w stronę terenu na Pogorii 4.


Jedzie się super.


Uhahana gęba :-) Aż trudno uwierzyć, że Ci ludzie balowali do czwartej nad ranem.


Robredo żegna się z nami. Człowiek-Ciężka-Noga. Pewnie już miał dość naszego ślimaczego tempa ;-)


Ostatnie foto przy molo na Pogorii 3.


I podsumowanie mojego rowerowego dnia wg GPS-a.


Kategoria Inne

Na wykończenie roku + podsumowanie

Poniedziałek, 31 grudnia 2012 | dodano: 31.12.2012

Start przy +5 trochę po 14:00. Bez kombinowania wielkiego podjazd w stronę Góry Siewierskiej, skręt na Dąbie i dalej Twardowice. Stamtąd do Przeczyc i Wojkowic Kościelnych. Dalej wzdłuż Pogorii 4, przeskok na Pogorię 3, przez Zieloną, Łagiszę i Gródków do domu.
Zanim zaszło było ładne słoneczko. Ale też trzeba było się trochę z wiatrem naszarpać. Mimo wszystko jechało się całkiem przyjemnie. Generalnie pustawo. Pewnie wszyscy już ostrzą pazury na nocne zabawy :-)

Podsumowanie roku 2012
Różne rzeczy się działy związane z rowerem.
Wyprawa nad morze, 5 dni w Beskidzie Niskim, mnóstwo wycieczek jednodniowych, ustawek i solowego jeżdżenia. W sumie dało to ponad 14 tys. km świetnej zabawy na dwóch kołach w towarzystwie wspaniałych ludzi.
Nieco zorientowałem się w swoich możliwościach i na tej podstawie rodzą się nowe pomysły na przyszły rok. Te pomysły oraz planowane wypady klubowe sprawią, jeśli wszystkie się zrealizują, że przyszły rok może być conajmniej tak samo udany jak obecny.
Muszę tylko pohamować dziki pęd do kasowania kasków :-]


Kategoria Inne

Grudniowa Ustawka Oli czyli jak się robi setkę na mrozie

  • DST 102.00km
  • Teren 25.00km
  • Czas 05:43
  • VAVG 17.84km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 29 grudnia 2012 | dodano: 29.12.2012

Wychodzi na to, że grudzień rowerowo to całkiem niezły miesiąc. Ola na forum Ghostbikers zwołała ustawkę z kierunkiem uderzeniowym na Trzebinię. Nie chciałem sobie tej imprezy odmawiać :-)
Wczesna pobudka, futrunek coby mieć siły kręcić na zimnie, smarowanie tego i owego w rowerku i w końcu start. Wyruszyłem 7:50 na miejsce zbiórki na górce środulskiej. Docieram tylko kilka minut spóźniony ale okazuje się, że nie ja jeden i nie aż tak bardzo. Skład zebrał się jak zwykle doborowy i wesoły :-) Doczekawszy się Haibike-a ruszamy.
Detali trasy nie będę opisywał bo potemu, że nie do końca wiedziałem gdzie jestem tyle, że było mi to zupełnie obojętne. Poza tym jest ślad z GPS-a (dla dociekliwych).
Za to opiszę JAK było :-) A było... eh... słów brakuje. Na pewno było zimno. U mnie na starcie -7. Dlatego też wszystko oszronione. Do tego było słonecznie, co powodowało, że oszronienie i światło robiły cuda. Z racji tego, że było zimno było też pieruńsko ślisko czego dowodem były gleby. Może nie jakiś urodzaj ale jednak całkiem niemało. Z efektowniejszych to ta Domina, który jak gwizdnął to mu trzeba było pomóc wstać i potem do końca akcji kulał i nawet chciał nas porzucić i wracać do domu. My, pod pozorem tego, że nie zostawiamy nikogo, namówiliśmy Domina by z nami jechał i odprowadzimy go. Ale jakoś tak się trasa zaczęła giąć to tu, to tam i w końcu cały dystans do Trzebini i nazad biedak zrobił z nami :-)
Drugą glebę już na trasie powrotnej zrobił Olo pod którym ustąpił lód na kałuży. Wyfiknąwszy się uglebił też Freya, który oprócz potłuczonego nadgarstka odniósł niejakie straty w sprzęcie.
Inne gleby były na tyle pospolite i na tyle niegroźne, że nawet ich wszystkich nie pamiętam. Mnie osobiście udało się tego elementu ustawki uniknąć ale to tylko dlatego, że kierowany urazem sprzed kilku dni, kiedy to skasowałem kask, trzymałem się od lodu tak daleko, jak tylko się dało.
Z atrakcji to Olowi się kapeć przytrafił. Żeby było śmieszniej, dosłownie kilkaset metrów wcześniej jechaliśmy obok siebie i mówił, że obecne oponki uważa za rewelacyjne. Od czerwca nie miał ani jednego kapcia pomimo tego, że na swoim ostrzaku gania z nami sporo po terenie. Chyba sobie wykrakał. Nadział się na kolec akacji. Serwis był oczywiście okazją by Loża Szyderców mogła potrenować.
Z moich strat to posiałem gdzieś magazynek z akumulatorami od lampki. Pewnie gdzieś wypadł po drodze i nawet tego nie zauważyłem.
Co jeszcze było? A wesoło było. Banany na twarzach do samego końca.
Było też pyszne żarełko w "Puchatku" (tak chyba się to miejsce nazywało) w Trzebini.
Było focenie po drodze. Nie tak dużo jak by warto było ale też i niemało. Oszroniony poranek i słoneczko robiły piękne scenerie. Nawet zwykłe krzaki przyciągały oko.
Do kompletu ukręciłem dziś kolejną setkę kilometrów, która sprawiła, że przeskoczyłem w tym roku 14 tys. km. A rok się jeszcze nie skończył. O ile mnie jakaś choroba nie położy to pewnie coś pod setkę jeszcze dorzucę :-)
Warto było dziś się ruszyć na rowerek. Mimo mrozu to był dobry dzień do jeżdżenia. A już w takim towarzystwie to grzechem byłoby nie pojechać.
Wracając do domu na Zielonej spotkałem jeszcze Wallace-a. Był w połowie objazdu. Jak plan zrobił to też mu ładny dystansik musiał dziś wyjść. Pogadaliśmy trochę ale nie za długo bo wiadomo, człowiek stygnie jak się nie rusza. Dowiedziałem się przy okazji, że Mariotruck reanimował swój rowerek więc może spotkamy się jutro na jakiejś ustawce o ile się pozbieram :-) Pożyczyliśmy sobie dobrego nowego roku i każdy z nas pognał w swoją stronę.
Dojechałem już za ciemności zahaczając jeszcze po drodze o sklep.

Link do galerii




Na miejsce zbiórki przybywam równo z Olą. A potem jeszcze czekamy na resztę zapowiedzianych uczestników.


Lodołamacz :-)


Co jakiś czas chwila postoju dla sfocenia czegoś lub po prostu podziwiania widoków.


Gleba Domino.


Widoczki były bajkowe.


Bajkowe.


Terena wyglądał między innymi tak.


Nie. To nie jest podziwianie cudownego obrazu w kaplicy. To uważne studiowanie menu.


A tu już poposiłkowe knowania jak by tu nas jeszcze upodlić w terenie.


Balaton w Trzebini. Darowałem sobie wjazd na ten kawał lodowiska.


O dziwo, wyglebił Olo... poza tym lodem :-)


Teren wyglądał też tak. Trochę nawet miejscami rozmokło.


A tu full-squad. Moje foto niestety z krzokami bo mi brakło słupków by ustawić aparat a statywik gdzieś zakopany w sakwie był.


Gleba Ola i Freya. Olo już na nogach ale Frey jeszcze się próbuje zorientować co się właściwie stało :-)


Teren wyglądał też tak. Ścieżka wokół tej wody na dole to niezła jazda. Miejscami jest może metr do urwiska i to przy zakrętach. Ale widoki cudne.


Squad szczerzy się na żądanie :-)


Olowy kapeć i trening Loży Szyderców :-)


Ostatnie momenty ekipy razem. Jeszcze kawałek i zaczęliśmy się rozjeżdżać.


Zachód słońca zastał mnie na Pogorii 3.


I podsumowanie dnia wg GPS-a.


Kategoria Jednodniowe

Zamach na Strzelce Opolskie

  • DST 90.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 05:15
  • VAVG 17.14km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 28 grudnia 2012 | dodano: 28.12.2012

Zamachnąłem się. Porządnie. I nieskutecznie. Zamach był na to, by zrobić rundkę do Strzelec Opolskich. Po dystansie widać od razu, że zamach zakończył się niepowodzeniem. Fiasko zamachowi zgotował północny wiatr.
Do zamachu próbowałem znaleźć współzamachowców. Chętni byli ale większość nieczasowa bo w niewoli czyli w pracy. Jedyna wolna Ola długo się zastanawiała aż w końcu prognozy na dziś i wczorajszy wieczorny opad deszczu oraz planowana na jutro dłuższa ustawka sprawiły, że zdecydowała jednak odpuścić. I po prawdzie, to nie wiem czy nie była to słuszna decyzja. Jutro się okaże, czy moje nogi nie powiedzą mi grzecznie sp...adaj gdy zaproponuję im udział w zimowej ustawce. Się okaże.
Tak więc do zamachu przystąpiłem sam. Wystartowałem nieco po 8:30. Pogoda była wredna. Momentami nawet coś tam śladowo kapało (co widać też na foto jeśli przyjrzeć się mojemu kaskowi). Cały czas wiało z kierunku głównie północnego choć czasem miałem też wrażenie, że i z zachodniego. Generalnie wiało. Na zjeździe z Góry Siewierskiej do Twardowic, gdzie normalnie to się 50 km/h bez specjalnego napinania robi, ledwo jakieś 33 km/h udało mi się wycisnąć. Tak wiało! I do tego jeszcze leciał jakiś taki drobny śnieżek. Ciął po gębie strasznie.
Tak więc już się wyjaśniło, że rozruch rozpocząłem od wspinaczki pod Górę Siewierską i dalej pod Twardowice. Stamtąd pojechałem przez Siemonię i Sączów, gdzie pierwszy raz wbiłem w teren. Potem teren występował jeszcze kilka razy. Za Niezdarą wbiłem w las i ciągnąłem tamtędy aż do Miasteczka Śląskiego. Tam moment postoju na wciągnięcie pierwszej, nieco nierównej, ścieżki czekolady. Deficyt energetyczny zaczął się objawiać dużo wcześniej niż podejrzewałem, że może wystąpić. Spodziewałem się, że nie tak szybko to się stanie z powodu byczo wielkiego śniadania. Niestety walka z wiaterkiem i temperaturą zrobiły swoje.
Przebijam się przez Miasteczko, zrobiwszy kilka foto kolejnego kościółka ze szlaku zabytków drewnianych i wbijam w teren ciągnąc do Tworoga zielonym szlakiem (który gdzieś mi się po drodze zresztą zawierusza).
Tworóg osiągam nieco przed południem. W chwili gdy robiłem zdjęcie kościoła zegar wybijał południe. W tym samym czasie GPS powiedział, że do Strzelec Opolskich są jeszcze 33 km. Niby niedaleko. Do 15:00 bym dał spokojnie radę. Ale. Miałbym potem jeszcze jakąś godzinę dnia a to zdecydowanie za mało by wrócić o jakiejś sensownej porze do domu. Ze Strzelec do mnie to minimum 50km. Jazda po nocy mi się nie uśmiechała wziąwszy pod uwagę wiejący wiatr i temperaturę. Decyduję, że czas zaginać trasę do domu. Sprawdzam co jest mniej więcej na południe, południowy-wschód i wybór kolejnego punktu pada na Zbrosławice. Ruszam.
W Miedarach chwila przerwy na sesję komunikacyjną z Olą. Opowiadam jej o warunkach, na jakie nadziałem się w drodze by ułatwić jej decyzję na jaki wariant przejażdżki się zdecydować. I odradzam pomysł wzięcia udziału w Masie Krytycznej w Bytomiu. Nie wiem w końcu na co się zdecydowała ale swoje powiedziałem :-) Jeszcze tylko kilka słów na temat jutrzejszej ustawki i kończymy sesję. Rzeźbię dalej.
Po drodze dłuższy postój na wciągnięcie 0,5 litra gorącej herbatki z sokiem malinowym oraz tym razem dwóch ścieżek czekolady.
GPS jakimiś tajnymi, bocznymi uliczkami przepycha mnie przez Zbrosławice. Po drodze chciał mnie jeszcze w teren wpuścić i nawet się skusiłem, ale po 100 metrach dałem spokój. Błocko momentalnie oblepiło błotniki i amorek. Jeszcze drugie 100 m i musiałbym wszystko pozdejmować żeby koła się w ogóle kręciły. Wracam na asfalt.
Wiaterek, zimny bo zimny, jednak zrobił coś dobrego. Przesunął chmury i słoneczko ładnie wydobyło kolory z otoczenia. I nawet troszkę grzało. Ten fakt oraz to, że wiaterek miałem w plecy (a na plecach wdzianą przed Boruszowicami wiatróweczkę) sprawiły, że jechało się całkiem nieźle. Jeśli tylko nie występował dłuższy postój to nie było opcji by zmarznąć. No może trochę gębę owiało.
Dalej moje koła przetoczyły się kolejno przez Tarnowskie Góry (Repty), Radzionków, Kozłową Górę, Dobieszowice, Rogoźnik i Strzyżowice by w końcu dowieźć mnie do domu. Po drodze jeszcze foto różne. Stanie na przejeździe kolejowym i sesja łącznościowa tym razem z Marcinem. Szybka, bo nie chciałem wpieniać kierowców :-) Stanąłem na poboczu na długim prostym zjeździe gdzie dało się przycisnąć a wszyscy dawali po hamplach bo z daleka było widać moją kamizelkę ;-)
Ogólnie pomimo wrednego wiatru to jechało się nieźle. Za to w domu od razu atak na gorącą michę bo jednak kręcenie w takich warunkach zabiera sporo sił. W trakcie jak ładowały się foto do galerii ucinam jeszcze dodatkowo drzemkę. No dał mi ten dzień nieco w kość. Trochę szkoda tych Strzelec Opolskich ale czasem lepiej nie giąć by nie przegiąć. Będzie jeszcze okazja je popełnić.



Link do pełnej galerii z dziś


Na zdjęciu widać i pogodę jaką miałem na starcie i coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Całkiem niedawno jeszcze tego nie było. Jechałem akurat od drugiej strony i sobie pomyślałem, że temu to się jazda skończyła ciekawie. Dopiero jak minąłem pojazd to się okazało, że to reklama. Jak dla mnie - skuteczna :-)


Nie wiem kiedy ten daszek ustawili (to w Niezdarze) ale chyba też całkiem niedawno bo go nie pamiętam. Oj zmieniają mi się okolice, zmieniają...


Las w drodze do Miasteczka Śląskiego. Na kasku wspomniane ślady opadów.


Drewniany kościółek w Miasteczku Śląskim.


Zielony szlak z Miasteczka Śląskiego do Tworoga, który mi się potem gdzieś posiał.


Do Tworoga docieram jak w westernie, w samo południe.


Miejsce, w którym zrezygnowałem z terenu zaproponowanego przez GPS-a. Bagno straszne. Choć by mi nieźle drogę skróciło. Ale miałem już dość wrażeń na dziś.


Oooooorła cieńńńń...


Prawie jak hodowla jemioły. Ciekawe czy da się nią też tak upalić, jak ziołem? ;-)


Aleja grozy. Wyobraźcie sobie: szklaneczka, tracicie panowanie nad kierownicą, z przeciwka ciśnie 30-tonowy TIR. A tu nie ma gdzie spieprzać...


Jeszcze ociupinka terenu w drodze do Zbrosławic.


A to już chyba centrum Zbrosławic. Tak mniemam po kebabie i po tym, że za plecami miałem jeszcze Żabkę i Biedronkę oraz chyba jakiś bank.


A tu jakoś nie mam żadnego komentarza :-)


Rozglądałem się za tą kopalnią ale ja chyba jednak mocno ślepawy jestem bom nie dostrzegł. Albo może widziałem tylko nie wiedziałem, że widzę.


A tu ładnie światełko kościół podkreśliło. W ogóle o zachodzie to jakoś tak zwykłe rzeczy magiczniej wyglądają.


Skoro czekamy na pociąg, to sobie foto strzelę.


I na koniec podsumowanie dnia wg Garmina.


Kategoria Jednodniowe

Rundka po kaski

Czwartek, 27 grudnia 2012 | dodano: 27.12.2012

Zbieram się o 14. +5 na termometrze. Na początek czyszczenie rowerka po wczorajszym wypadzie z Mariuszem. Potem smarowanie. W trakcie pokapuje. Pod koniec się rozpędza. Rowerek chowam i idę wszamać obiadek. Robi się po 15:00 ale za to rozpogadza się choć wiatr ciągle obecny.
Na początek do Będzina, do serwisu rowerowego. Jak podejrzewałem, pozamykany na głucho. Bez kombinowania stawiam na pewniaka i jadę do Decathlonu w Sosnowcu. Tam nabywam dwa kaski.


Ten jako podstawowy.


Ten jako zapas.

Może trochę przesadzam ale w tym roku skasowałem już dwa. Teraz bez skorupki na głowie to mi się jakoś tak dziwnie jeździ.
Po udanym zakupie, w nowym kasku, jadę przez Dąbrowę Górniczą - Mydlice, do Będzina (Ksawera) i dalej koło targu. Stamtąd do Łagiszy, Sarnowa i do domu z małym stopem w sklepie.
Po drodze różne obrazki. Jak zwykle świry za kierownicą które myślą, że jak będą szybsi o 0,5 sekundy to wygrają dłuższe życie.
W Łagiszy ładnie prezentował się Księżyc na tle oświetlonej elektrowni. Próbowałem zdjęcia robić ale nie miałem statywu a z ręki czy prowizorycznej podpórki nie wyszło nic wartego uwagi.
Pod gimnazjum w Psarach mijam lawetę ze skasowanym Tico. Z przodu po prawej ma zmasakrowane dokumentnie. Można powiedzieć, szczęście w nieszczęściu.
Poza tym całkiem przyjemna jazda wieczorno-nocna pomimo zawiewającego wiatru i mokrych dróg. Zanosi się na to, że jak pogoda się sprawdzi, to jutro rano będzie zdradliwa szklaneczka.


Kategoria Inne