DPOD
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie i ładne słoneczko. Po drodze zielona fala. W pracy 5 min. przed czasem. Chyba będzie można dłużej o 5 min. sypiać ;-)
Po pracy na początek do centrum Zagórza na spotkanie z Marcinem by odebrać lampkę. Potem w stronę Makro i wbijam w kawałek terenu. Za chwilę wybijam na Mydlicach. Skręt w kolejną gruntówkę i zakosami wyskakuję obok działek na Środuli. Kawałek trasą w stronę Energetyka i potem wzdłuż torów tramwajowych aż do nerki w Będzinie i dalej do Łagiszy. Tam znów kawałek wertepków i wyskakuję już na swojej wiosce. Wjazd do sklepu i lekkie zagięcie żeby dobić do 40 km.
Nieco walki z wiatrem po drodze ale to i tak nic wobec przyjemności kręcenia w warunkach niemalże letnich.
Kategoria Praca
DPO - blokowiska - D
-
DST
44.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
18.59km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Coś koło +5 na starcie ale słoneczko systematycznie podnosi temperaturę w czasie jazdy. Dziś zielona fala więc przejazd całkiem sprawnie poszedł. Rano na szybko uzupełnienie brakującej śruby przy bagażniku.
Po pracy rusza w stronę Dąbrowy Górniczej przy okazji strzelając foto mijanym blokowiskom w odzewie na wezwanie Łukasza.
Przez Mydlice jadę do Będzina gdzie wpadam do serwisu ale nie mają akurat tego co mi potrzebne. Dalej wspinam się na Syberkę i dalej przez Zamkowe do Grodźca i potem przez Wojkowice do domu. Tam zmiana sakwy i jeszcze rundka do wsiowego Lewiatana.
Słońca jakiegoś ostrego nie było. Temperaturka w sam raz na krótkie wdzianko. Miały być burze ale poza wiaterkiem nic się nie wydarzyło.
Sfocone blokowiska - galeryja.
Sosnowiec Zagórze.
Dąbrowa Górnicza Mydlice.
Będzin Koszelew (a może Warpie). Nie wiem jak tam przebiegają dokładnie granice.
Będzin Syberka.
Będzin Nowe Zamkowe.
Będzin Grodziec.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
22.20km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4 na starcie. Słoneczko. Jedzie się tak w sam raz. Wczorajsze wybyczenie wydatnie w tym pomogło.
Po pracy bez większego zaginania powrót do domu przez Dąbrowę Górniczą, między Pogorią 3 i 4 do Preczowa i dalej Sarnów. Po drodze kilka szybkich kawałków na prostych i zjazdach. Generalnie sprawny powrót. Słoneczko już ładnie podaje i krótkie ciuchy w użyciu. Mam nadzieję, że się pogoda utrzyma taka też na długi weekend.
Gdzieśik po drodze posiałem śrubę mocującą bagażnik. Dobrze, że teraz a nie w drodze z full sakwami w góry :-)
Kategoria Praca
Sztafeta ArcelorMittal Poland
-
DST
216.00km
-
Czas
11:14
-
VAVG
19.23km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Opis jak odespie :-) Ale impreza super!
Edit dnia następnego:
Odespałem. Choć rano wstałem jak na kacu.
Sobota pod znakiem Sztafety ArcelorMittal Poland na trasie Zdzieszowice-Kraków przez Ujazd, Gliwice, Świętochłowice, Chorzów, Katowice, Sosnowiec, Dąbrowę Górniczą, Olkusz i Skałę. Łącznie w planie 203 km. Wziąłem w niej udział razem z Marcinem na zaproszenie Dominika. W piątek wieczorem razem z rowerkami zostaliśmy dostarczeni na nocleg na Górze Świętej Anny. Po czterech godzinach snu zaczęły śpiewać, buczeć i tańczyć telefony ustawione na budzenie o 3:35. Jedzenie, mycie, ubieranie i pakowanie a po tym przygotowanie rowerków do jazdy i start o 4:45 by zdążyć na start spod zdzieszowickiej części koncernu ustalony na 5:00. Mokro, nieco siąpi deszczyk ale nikt się nie wycofuje.
Powitanie, krótki wstęp o zasadach jakie mają obowiązywać w sztafecie i ruszamy.
Pierwsza godzina jazdy jeszcze w ciemnościach i szarówce przed wschodem słońca.
Tempo ładne, równe. Jedziemy podzieleni na 3 grupy po kilkanaście osób. Pierwsza to charty na szosach. Po nich rusza grupa chartów na trekkingach i MTB. Również kilkanaście osób a za nimi samochód z bannerem informacyjnym dla kierowców, że przed sobą mają grupę rowerową. Znów odstęp 200 metrów i ruszamy my w 3 grupie. Za nami również samochód z info. W jednym z samochodów ratownicy w drugim serwis.
Z pierwszym etapem do Ujazdu rozprawiamy się sprawnie i szybko. Pewnie również dlatego, że mamy eskortę Policji na przedzie a to nieco temperuje narowistych kierowców. Poza tym ruch jest jeszcze niewielki.
Etap do Gliwic i przez Gliwice również przebiega pod obstawą Policji i przebiega sprawnie. Tempo dalej równe. Czasem grupy nieco się od siebie oddalają na tyle, że się nie widzimy ale zawsze potem gdzie się spotykamy.
Od Gliwic ruch już praktycznie w ruchu miejskim czyli światła, więcej samochodów itp. Jednak dalej jedziemy sprawnie. Od czasu do czasu kilkuminutowe postoje na łyk napoju, czy błyskawiczny serwis. W Gliwicach jesteśmy przed czasem. Dzwonię do Waldka z info, że sprawa toczy się szybciej niż w planach i żeby był gotowy na wcześniej.
Przez Zabrze i Rudę Śląską jedziemy do Świętochłowic gdzie dłuższy postój. Jesteśmy tu sporo przed czasem i osoby, które miały dołączyć trzeba o tym poinformować i zaczekać na nich. Jest okazja zregenerować siły. Przepakować kolejne racje żywnościowe.
Planowana trasa w locie ulega modyfikacjom ze względu np. na roboty drogowe. Tak więc w Świętochłowicach dogadane zostają zmiany w trasie przejazdu na odcinku do Sosnowca i kiedy lista obecności jest gotowa ruszamy dalej wciąż eskortowany przez Policję.
Przez przez park w Chorzowie jedziemy do Katowic pod "Spodek" i dalej przez Sokolską do Dąbrówki i dalej na Milowice skąd do kolejnej siedziby (po Świętochłowicach i Chorzowie) koncernu. Tam dołącza Waldek wraz z dwoma kolegami. Jedziemy do Dąbrowy Górniczej pod bramę główną Huty Katowice. Tradycyjne foto grupy i dłuższy postój z gorącym posiłkiem w "Jedenastce".
Za nami ponad 120km. Kondycja wciąż dobra ale zmęczenie daje o sobie znać. Wtrząchnąwszy zaserwowanego strogonowa rozciągam się na wschodzącej trawce i przymykam na chwilę oko. Ucieka 20 min. ale za to wraca sporo sił.
Ponowne sprawdzenie listy obecności i ruszamy dalej. Znów drobne modyfikacje trasy. Jedziemy drogą szybkiego ruchu nr 94 do Olkusza. Tu już nieco schodów bo zaczynają się pagórki ale wszystkie grupy walczą dzielnie.
Dłuższy popas energetyczny robimy w Olkuszu wraz z naradą czy modyfikujemy trasę.
Okazuje się, że nie i jedziemy do Skały. Nawiedzamy Bramę Krakowską, gdzie robimy znów postój regeneracyjny i zapada decyzja, że zamiast drogą pojedziemy wzdłuż Doliny Prądnika. Tutaj nieco strat ponoszą koledzy na szosach w postaci kapci. Tak więc postoje na zmiany bądź łatanie dętek. Niestety przy tej okazji jeden z kolegów, który pojechał po zapas miał kraksę z samochodem. Wbił się rowerem na wąskiej drodze pod samochód. Nie byłem świadkiem, więc nie wiem jak to w detalach wyglądało ale skończyło się uszkodzonym kaskiem i w efekcie rowerzysta zakończył wspólny przejazd z nami. Niestety wylądował w szpitalu. Podobno żadnych złamań ale domyślam się, że skoro kask uszkodzony to mógł mieć wstrząs mózgu i pewnie dlatego został na obserwacji. Mam nadzieję, że okaże się, iż nic mu nie jest i szybko opuści szpital.
Po tym zdarzeniu nieco ostrożnie ale ciągle z awariami u szosowców, docieramy do asfaltu i kierujemy się już prosto do Krakowa pod Hutę Sendzimira gdzie mamy zakończyć nasz przejazd. Docieramy już bez przygód trochę po godzinie 20:00.
Pożegnalne zdjęcia, dzielenie uczestników na grupy w zależności od tego, gdzie mają zostać odwiezieni i około 21:30 ruszamy w drogę powrotną. W ekspresowym tempie ląduję w Dąbrowie Górniczej pod Hutą Katowice wraz z dwoma uczestnikami sztafety gdzie czekamy aż dojadą nasze rowerki, które jadą wraz z grupą z Sosnowca najpierw do tamtego oddziału. Na rozmowie szybko biegnie czas i przed 23:00 mamy już nasze rumaki. Żegnamy się z kierowcą, pakujemy bagaże i ruszamy. Przy rondzie na Gołonogu żegnam się z ostatnim towarzyszem ze sztafety i przez Pogorię 3, Preczów i Sarnów docieram do domu nieco po północy. Padnięty totalnie. Na ostatnich 3 kilometrach ataki senności są już bardzo dokuczliwe a w domu padam jak ścięty i dopiero 6 godzin bitego snu wraca siły.
Cała impreza zorganizowana przez pracowników ArcelorMittal wypadła rewelacyjnie. Organizacja dopięta na ostatni guzik. Zawsze wiadomo było co się dzieje, gdzie kto jest, co robimy dalej. Zabezpieczenie grup pojazdami z serwisem i opieką medyczną jakkolwiek było "na wszelki wypadek" okazało się jednak potrzebne. Serwisant się nie nudził a i ratownikom w końcu przyszło popracować choć akurat w tym drugim przypadku zdecydowanie lepiej by było, gdyby nie musieli. Przeprowadzenie tak licznej grupy na tak długiej trasie to spore wyzwanie logistyczne, któremu organizatorzy sprostali na 6+. Bardzo się cieszę, że miałem okazję wziąć udział w tym wydarzeniu.
Link do galerii
Start w Zdzieszowicach. Dobrze widać tylko odblaski :-)
Nasz serwisant. Ujazd a on już ma robotę. A to ledwo około 20km ujechane.
Maciek strzela mi foto. Gliwice. Stacja benzynowa. Ostatnimi czasy jak się czyta wpisy na BS, bardzo często również służy za punkty obsługi rowerzystów :-)
Przedstartowe pozowanie w Świętochłowicach.
Takie bannery miały samochody eskorty. Kierowcom trzeba by jakiś medal wręczyć za cierpliwość. Jazda 11 godzin z prędkością w porywach do 40km/h a z reguły około 15-25km/h to jak 11 godzin stania w korku. Na dodatek poza eskortowaniem grup rowerowych jeszcze nas odwozili więc ich przebieg dzienny to chyba gdzieś koło 600 km albo i lepiej.
Chwilka na foto w Chorzowie.
Katowice. Jak dobywałem aparatu było jeszcze czerwone. W ogóle jazda przez miasta to była szarpanina. Gdyby nie eskortująca nas Policja to byłoby jeszcze gorzej. Również dzięki ich pomocy nasz przejazd przebiegał bardzo sprawnie.
Docieramy do Sosnowca.
Zabieramy kolejnych uczestników, foto i w drogę.
"Jedenastka". Tutaj ponad godzina przerwy. Czas na ciepły posiłek, drzemkę. Przegrupowanie i jedziemy dalej.
Potem długo długo trasa i za Olkuszem widoki.
Nasi jadą.
Popas przy Bramie Krakowskiej, końcowe foto i dalej Doliną Prądnika.
I po całym dniu kręcenia: Meta.
Zdjęcie przed bramą główną Huty Sendzimira.
Upakowane do transportu rowerki grupy wracającej do Sosnowca i Dąbrowy Górniczej.
Żabka, com to ją spotkał przy tamie na Pogorii 4. Przeniosłem na trawę bo na środku ścieżki zaparkowała.
Podsumowanie dnia. GPS zliczył 201 km od Góry Świętej Anny do bram Huty Sendzimira ale potem jeszcze musiałem wrócić spod Huty Katowice do domu i uzbierało się razem 216 km.
I na koniec mapka.
Kategoria Jednodniowe
DP Zdzieszowice
-
DST
30.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie :-) Jakiś krótki deszczyk się uruchomił przed 6:00 ale jak wyjeżdżałem to już tylko lekko jezdnie mokre. Dziś start z pełnymi sakwami ale i tak jechało się zadziwiająco sprawnie. Jedynie na przejazdach kolejowych i tramwajowych zwalniałem. I jeszcze na odcinkach, gdzie dokonano modyfikacji nawierzchni w stylu czelabińskim ;-)
Po pracy do PTTK na spotkanie klubu. Potem z Waldkiem i Panem_P na miejsce startu jutrzejszej sztafety Arcelor Mittal Poland ze Zdzieszowic do Krakowa.
Wiecej info po powrocie :-)
Kategoria Praca
SOD i początek wypasu wielbłądów w Będzinie
-
DST
19.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:02
-
VAVG
18.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do i z pracy zbiorkomem z racji tego, że Błękitny Rumak w serwisie. Rano chłodnawo. Za to po południu środek lata. Krótkie gacie i koszulka z krótkim rękawem a i tak jest gorąco. To lubię :-)
Rowerku wymienili cały napęd. Jednak korba też była zjechana. Za to teraz wszystko kręci się jak trzeba. Poza tym jeszcze kilka drobiazgów: kółeczko w przerzutce, pancerz przy tylnej przerzutce, regulacje itp. Wdziewam kask, pakuję sakwę i w drogę. Zjeżdżam do nerki, przejściem podziemnym na drugą stronę Al. Kołłątaja, wyjeżdżam na górę a tu na wprost wielbłąd wpiernicza gałęzie z drzewa. Obok niego drugi. A obok wielbłądów cały cyrk. W sensie rozrywka. Objeżdżam toto i wałami Czarnej Przemszy jadę w stronę Zielonej. Ścieżka nierówna po zimie jak nieszczęście. Rezygnuję z singielka i objeżdżam między domkami. Z Zielonej przez Czarną Przemszę w stronę Preczowa i dalej do domu.
Wrzucam nieco na ruszt, przekładam kasetę na drugie koło (uprzednio wstawiwszy dwie, jak się okazało, wyrąbane szprychy). Jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana i na dziś koniec. 20:00 i na dworze jeszcze całkiem ciepło. Wychodzi na to, że jak się coś nie posypie, to na Bieszczady będę miał rewelacyjną pogodę :-]
Kategoria Praca, Serwis, Kaseta, Korba, Łańcuch
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
19.81km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie. Ciepło, coraz cieplej. Ktosik mnie klaksonem zaatakował w Będzinie ale za ślepy jestem i akcja za szybko się działa żebym człowieka rozpoznał i w końcu nie wiem, czy się witał, czy coś mu się nie podobało. Tak mi przychodzi do głowy, że w tamtym rejonie stacjonuje Noibasta. Czyżby to on?
Po pracy niemal letnie warunki czyli krótkie spodenki i koszulka z krótkim rękawkiem w użyciu. Słoneczko. Nie za mocny wiaterek. Po prostu super pogoda. Leniwym tempem potoczyłem się w stronę Dąbrowy Górniczej. Na wysokości "DorJana" spotykam Dominika. Chwilę rozmawiamy na tematy wiadome. Podziwiam nowiutkiego Garmina i omawiamy detale sobotniego eventu. Potem każdy z nas w swoją stronę. Ja na Zieloną, przez Preczów i Sarnów spacerowym tempem do domu. Zaczynam doceniać amorek w Niebieskim Rumaku. Na kawałkach, gdzie droga wygląda jak po czelabińskim meteorycie, jazda na Srebrnej Strzale jest wyjątkowo mało komfortowa. Ale jutro już odbieram rowerek z serwisu :-)
Kategoria Praca
DP niestandardowe OD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
20.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2 na starcie. Zrzuciłem już zimowe podkowy ale jeszcze w neopernkach rano. Na początek do Będzina po uzupełnienie "wałówy" i dalej przez Koszelew do centrum Dąbrowy Górniczej na spotkanie z Moniką by odebrać zamówione w Rowerowej Norce sakwy. Spotykamy się przy "Dżimmim". Czas szybko ucieka na rozmowie. Monika pochwaliła się, że rzuca robotę :-) Odważna decyzja ale z tego co mówiła to jej się nie dziwię i rozumiem.
Wspólnie ruszamy w stronę Mydlic. Na światłach koło Nemo Monika odbija w prawo a ja prosto i na Zagórze. Obok stacji benzynowej spotykam Jacka. Chwilkę rozmawiamy jednak niedługą bo nie chcę się za bardzo spóźnić. W pracy z lekkim poślizgiem.
Jechało się całkiem fajnie. Jak tak dalej pójdzie, to będę wstawał o 3:00 i robił sobie przed pracą dłuższe jeżdżenie ;-)
Po pracy temperaturka w słońcu jak w latu. W cieniu chłodem zawiewa. Ale i tak już daje się jechać w letnich ciuchach. Przyjemna odmiana.
Powrót prawie odwrotnie jak standard do pracy. Na początek przez Środulę, obok Domu Złego Ghostów, dalej ścieżką rowerową przez Będzin do nerki i dalej przez Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Na razie powroty bez wielkiego zaginania bo na sobotę stosunkowo ambitny plan :-)
Kategoria Praca
DPS - przesiadka na strzałę - OD
-
DST
31.00km
-
Czas
01:32
-
VAVG
20.22km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1 na starcie. Znowu +1 warstwa izolacyjna, czapka i rękawiczki :-/ Ale już na powrocie powinno być całkiem ciepło. Z racji wczorajszego śmigania nie było takiego poweru w nogach choć i tak jechało się całkiem ok. Ważne, że słoneczko podaje.
Po pracy przez Dąbrowę Górniczą do Będzina. Zostawiam Błękitnego Rumaka w serwisie i ordynuję wymianę łańcucha, kasety, pedałów oraz ogólny przegląd i konserwację. Czas przygotować rowerek na sobotni event i wypad w Bieszczady. Ma chodzić jak zegarek.
Do domu zbiorkomem. Chwilka dłuższa przerwy i potem przygotowanie Srebrnej Strzały na jutro. Przy okazji mała jazda testowa (około 4 km) do wsiowego Lewiatana. Niby słoneczko, ale w cieniu już nie tak przyjemnie przez chłodnawy wiatr.
Kategoria Praca
Śmiganie z ekipą z Jaworzna po Ich terenie :-)
-
DST
125.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
06:59
-
VAVG
17.90km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
O dniu dzisiejszym, tzn. tym co w Jaworznie się ma dziać, dowiedziałem się na wczorajszej imprezie klubowej od Waldka. Umówiliśmy się w Sosnowcu-Niwce pod kościołem o 9:00. Start o 7:45. Planowałem 15 min. wcześniej ale wyszła tradycyjna obsuwa przy przedstartowym guzdraniu. Myślałem, że się spóźnię bo jakoś tak sobie policzyłem, że mam na miejsce zbiórki tyle kilometrów, że 1,5h to będzie tyle, ile trzeba by dojechać. Okazało się, że dało się w 45 min. Na miejscu zbiórki zjawiam się prawie pierwszy. W sumie jest nas siedmiu i kilka minut po 9 ruszamy do Jaworzna.
Fajnie jest dla odmiany robić za uczestnika i nie martwić się o trasę itp. Jedzie się bardzo dobrze. Przyświeca słoneczko. Czasem coś powieje ale generalnie pogoda do jazdy super. Docieramy na miejsce zbiórki w Jaworznie znów nieco przed czasem i witamy się z organizatorami przejazdu. Nie bardzo wiem, pod jakim szyldem ten zjazd bo detale były na fb, którego unikam jak ognia. Ale w sumie szyld jest nieistotny. Ważne, że zapowiada się niezła jazda. Trasa planowana to coś koło 50 km wokół Jaworzna. Częściowo terenem. Kilka minut po 10:00 jest nas ponad 25 osób. Ruszamy. Gdzie dokładnie byłem, to nie wiem, bo nie musiałem wiedzieć. Jedyne co istotne, to nie zgubić grupy a tam zawsze ktoś wiedział, gdzie jechać :-) I takeśmy się bujali wokół Jaworzna. Pamiętam, że było kilka zbiorników (Baza nurków i Sosina m. in.), były odcinki czarnego szlaku jak i inne bezdroża. Było też trochę asfaltów. W sumie wyszło fajne kółeczko. W terenie nieco błotka ale nie jakiegoś tragicznego. Tylko w jednym miejscu trafiliśmy na większe bagienko. Tempo ładne i równe. Widoki nieco bure, bo jeszcze roślinki nie odkryły, że wiosna, ale mimo wszystko przyciągające oko.
Całe kółeczko, wliczając kilka dłuższych i krótszych postojów, zajęło nam czas mniej więcej do 15:00. Na zakończenie podziękowaliśmy prowadzącym za przewodnictwo i z zapowiedzią ponownych wspólnych przejazdów pożegnaliśmy się. Ruszamy w stronę Sosnowca po drodze robiąc postój Mac-u. Potem szybciutki sprincik na Niwkę, gdzie się żegnamy. Ja z Waldkiem bocznymi drogami jedziemy pod Dańdówkę, gdzie się żegnamy. Wertepkami od Dańdówki rzeźbię do PKM-u. Potem dalej do Dąbrowy Górniczej. Dalej asfaltem na molo przy Pogorii 3 i wzdłuż zbiornika w stronę Pogorii 4. Przejazd nad tamą na P4 już otwarty. Ludzi jak mrówków: piesi, rolkarze, rowerzyści. Trzeba będzie zacząć unikać tych terenów bo trochę tam za gęsto. Dalej przez Preczów i Sarnów do domu. W Sarnowie, przed światłami, trzech młodzianów mnie wyprzedza. Sobie pomyślałem, a co tam. Ale jak przejechałem na drugą stronę "jedynki" tak mi się "ścigant" włączył, rozpędziłem się i pomknąłem ile jeszcze się dało po tych 120 km, co to je już miałem w nogach. Spory kawałek byli z tyłu. Dopiero na podjeździe pod gimnazjum w Psarach jeden mi wsiadł na koło i bujał się za mną aż do Lewiatana, gdzie zjechałem na mini zakupy. Nie wiem ile dziś przejechali, ale chyba jeszcze muszą potrenować deczko ;-) Ciekawe, czy po 120km dali by radę się pościgać. Mnie już trochę pary brakowało ze względu na ochładzające się przed zachodem słońca powietrze. Ciężko mi było się rozpędzić powyżej 35km/h. Zwłaszcza, że na tyle terenowa oponka.
W domu po 19:00 ale za to baaardzo zadowolony. Chyba pierwsza w tym roku tak prześmigana niedziela.
Na razie mapka.
Słit focia w drodze z Niwki do Jaworzna.
Jaworznicka Grupa Uderzeniowa w trakcie formacji :-)
W trasie lekko nie było.
Baza Nurków.
Na Sosinie dłuższa przerwa regeneracyjno-integracyjna.
Błota przebędziemy, kółeczko zamkniemy.
Latarnia... hmm... morska?
Z objazdu będzie też filmik na YT. Jak się do linka dorwę, to też tu wkleję.
Pierwszy patriota, którego w tym roku widziałem.
Najwyższy punkt, jaki dziś udało nam się objechać.
Ekipa, która domknęła kółeczko wokół Jaworzna. Nie wszystkim to niestety było dane.
Podsumowanie mojego dzisiejszego, bardzo udanego, dnia rowerowego.
I jeszcze link do pełnej galerii.
Kategoria Inne






















