limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPOD

  • DST 42.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 22.11km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 marca 2014 | dodano: 07.03.2014

+3 na starcie. Sucho. Wiaterku nie zauważyłem. Start 6:08 więc gdzieś z tyłu głowy siedzi myśl, że jestem o włos od spóźnienia. Powoduje to żwawsze kręcenie. To z kolei sprawia, że na wysokości "dworca kolejowego" w D. G. wiem już, że jestem w bezpiecznym oknie czasowym i można bez napinek kręcić dalej. Po drodze znów trafiają się świry, których zbawi to, że nie poczekają 30 sekund by bezpiecznie wyprzedzić rowerzystę. Myśl o zakupie rejestratora robi się coraz bardziej natrętna.

Po pracy na początek żwawo na molo. Tam dynamiczne kółeczko po bieżni i potem na Zieloną. Przez mostek do Preczowa i dalej bez zaginania przez Sarnów do domu. Dziś większa ochota do kręcenia. Czyżby to oddziaływanie weekendu? Jeśli chodzi o pogodę to przy zbiornikach wietrznie ale do przeżycia.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 18.26km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 6 marca 2014 | dodano: 06.03.2014

+2. Jezdnie mokre. Wiaterku jakoś nie zarejestrowałem czyli albo słaby albo korzystny. Start 6:07. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jestem spóźniony więc początek kręcę dość żwawo i tym samym udaje się wbić w rytm trasy i na miejscu wylądować jakbym wyjechał o czasie. Po drodze spokojnie.

Powrót spacerowo-fotograficzny. Powolutku turlam się standardowo do Będzina (przez Mec i Środulę). Wiaterek pizga. Tym razem wygląda na zachodni lub północno-zachodni. Generalnie odbiera chęć do jakiejś intensywnej jazdy. Po drodze, na terenie Będzina, pstrykam tu i tam foto.


One drzewka, co to je tną w okolicach dworca kolejowego Stary Będzin.


Niektóre stały chyba już tylko na zasadzie cudu i przyzwyczajenia.


Tu z kolei przejazd rowerowy na ścieżce z Będzina do Sosnowca (ul. Słowiańska). Niedaleko ghostowej "Wisienki". Ciekawe ile jeszcze potrwa nim ten krawężnik obniżą...


Na tejże samej ścieżce parking dla buraków obok Prosper-a III.


Jakby to raz było to bym może nie zwrócił uwagi ale nie. Ile razy tam nie pojadę wracając po pracy zawsze stoją. Jeden przynajmniej.


A w ogóle w Będzinie to niezły cyrk ;-)

Potem przez Zamkowe na ścieżkę rowerową do Grodźca i stamtąd prosto do Gródkowa i do domu. W lesie między szkołą a tartakiem jakiś buc wyprzedza mnie o centymetry. Koniecznie musiał zdążyć przed tym z przeciwka.
Wciąż zero ochoty na jakieś ekstra objazdy. Może w sobotę coś...


Kategoria Praca

DPZD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 19.44km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 marca 2014 | dodano: 05.03.2014

+3 na starcie. Wiaterek dziś lżejszy. Start 6:03. Dysponowanie rezerwą czasową sprawia, że kręcę dziś delikatniej co przekłada się na niższą średnią. Do pracy dojeżdżam jeszcze z zapasem. Nowa ulubiona droga do pracy wydaje się być dosyć spokojna. Jedynie kawałek od "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej do Orlenu na Zagórzu nieco bardziej ruchliwy.

Po pracy kierunek Będzin (przez Mec i Środulę). Tym razem nie na ścieżkę tylko Kościuszki. Spore zmiany od kilku dni. Nacięli drzew tak, że teraz wydaje się tam łyso. Ale niektóre z nich wręcz musiały być usunięte bo leżące pnie w środku puste lub mocno spróchniałe. Ciekawe czy to tylko porządki w zieleni czy w ogóle jakaś większa rewitalizacja tamtego terenu. Zawijam do Kauflanda po zaopatrzenie i z pełnymi sakwami, spacerowym tempem jadę do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Termicznie mało ciekawie. W domu termometr twierdzi, że +5 ale odczuwalnie mniej. Chwilowo jakiś dół jeśli chodzi o extra jeżdżenie.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 33.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 18.50km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 marca 2014 | dodano: 04.03.2014

+1. Kontynuacja wmordewindu. Na skrzyżowaniu śmiga mi przed oczami rowerkowiec. Myślę sobie, że mam króliczka. Czekam aż mi się zrobi wolny wjazd i zaczynam go gonić. Króliczek chyba jednak nie w formie bo po niecałym kilometrze go wyprzedzam i zostawiam po chwili daleko z tyłu. Generalnie starałem się jechać dość żwawo bo start mi się dziś obsunął w czasie do 6:10. Jednak udaje się na miejsce dojechać ciut przed czasem. Po drodze bez sensacji.

Na wyjściu zaskakuje mnie pokropiony asfalt. Coś niemrawo dalej leci. Ruszam w miarę dziarsko ale po kilkuset metrach bierze mnie potężne niechcenie na jeżdżenie. Wlokę się noga za nogą głównie na przełożeniach 2/2-2/4. Praktycznie powrót to rowerowy spacer. Trasa też maksymalnie krótka. Mec, Środula, ścieżka rowerowa z Pogoni na Syberkę, chodnik spod targu do zjazdu na Gródków. Dalej już asfaltami prosto do domu. Dawno już takiego oporu na jazdę nie miałem. Może trochę wina pogody bo dalej wietrznie ale chyba nie tylko. Taki dzień.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 39.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 20.53km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 3 marca 2014 | dodano: 03.03.2014

+3. Wmordewind konkretny. Całą drogę. Mimo tego jechało się całkiem dobrze i dość spokojnie. Trochę chyba wychodzi gleba z soboty bo tu i tam niektóre mięśnie sztywne. Poza tym bez sensacji.

Ochładza się. Wiaterek część drogi sprzyjający ale zimny. Z tego też powodu zero chęci do zaginania powrotu. Tak więc najkrótszą drogą pod ścianę płaczu, dalej na molo i bieżnią do dzikiego przejazdu na P4. Stamtąd standardem przez Preczów i Sarnów do domu. Zmiana konfiguracji sakw i kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Błękitny dalej stoi umorusany po sobotnim hasaniu po lasach. Zapas niezałatany. Generalnie hodowla lenia w rozkwicie.


Kategoria Praca

N

  • DST 27.00km
  • Czas 01:19
  • VAVG 20.51km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 marca 2014 | dodano: 02.03.2014

Wczorajszy dzień był dość intensywny. Psychicznie nastawiłem się, że w niedzielę jadę z Mario do Myszkowa i potem z resztą ekipy trasę ale jak zawyła komórka o 5:00 to już wiedziałem, że było za mało snu i nie ma sensu ani jechać na spotkanie z Mariuszem w Sarnowie ani też na pociąg do Sosnowca. I tu i tam bym dotarł ale prawdopodobnie bym padł gdzieś po drodze. Chęci chęciami ale jednak wolałem ostrożnie podejść do swoich możliwości i nie przeginać.
Jak się później okazało był to dobry ruch bo tak do 14:00 dzień składał mi się głównie z drzemek i naprawy bilansu energetycznego (czyt. żarcia). Tymczasem słoneczny dzionek sobie płynął powoli aż zamienił się w czarną noc, kiedy to zdecydowałem się w końcu zrobić kółeczko.
Start o 20:50. Trasa: Psary -> Sarnów -> Łagisza -> Będzin -> Grodziec -> Czeladź -> Wojkowice -> Strzyżowice -> Psary.
Termometr zeznawał na starcie zero ale odczuwalnie było lepiej. Za to dość wietrznie. Wiatr mniej więcej z kierunku wschodniego.
Drogi puste. Jazda dość spokojna choć starałem się by dynamiczna :-) Generalnie nocne kręcenie ma swój urok. O ile jest dla przyjemności a nie z konieczności.


Kategoria Inne

Ustawka Avacsa

  • DST 182.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 09:04
  • VAVG 20.07km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 marca 2014 | dodano: 01.03.2014

Dzień dzisiejszy był efektem czwartkowych namawiań Ryśka na wspólny wypad na Masę Krytyczną do Mikołowa. Nie zdecydowałem się z powodu głównie lenia. Jednak udało nam się umówić na wspólne, sobotnie kręcenie. Celem miały być Goczałkowice.
Rozesłałem wieści do tych, których podejrzewałem, że mogą być chętni na popełnienie 100km++.
Dziś start uczyniłem o 7:35 by zjawić się pod zamkiem w Będzinie nieco przed 8:00. Na miejscu czekał już Domino. Na wesołych pogaduchach zeszło nam więcej niż przysłowiowy kwadrans akademicki ale mimo tego nikt więcej do składu nie dołączył. Ruszamy więc na Muchowiec, na spotkanie z Ryśkiem. Przez Sosnowiec i Szopienice, obok dawne fabryki Kosmy docieramy do celu z minutą poślizgu po naszym kwadransie akademickim. Powitania i Domino zaczyna ciąg dzisiejszych robótek techniczny przy rowerach odkręcając tylny hamulec by sprawdzić co też tam tak trze i hałasuje. Okazuje się, że z klocków zostały mu już tylko blaszki i sprężynka i to one wydają dziwne dźwięki. Domino jednak stwierdza, że to też się dotrze i w końcu przestanie wyć. Przestało, jak się okazało później.
Nim do tego jednak doszło ruszamy w stronę hałdy na Kostuchnie, na którą też się wdrapujemy częściowo podprowadzając. Szybkie rzuty "okami", wyrównanie oddechu i wracamy na właściwy szlak czyli dalej lasami do Lędzin. Osiągnąwszy Lędziny obieramy kurs na Tychy. Potem Piasek i w końcu niespodziewanie nieco wyskakujemy przy parku obok pałacu w Pszyczynie. Jest już pora, która znakomicie nadaje się na zużycie w celach gastronomicznych. Rysiek prowadzi nas do  pizzerii zachwalając jakość potraw. Rozpoczynają się testy. My z Ryśkiem raczymy się spagetti a Domino wybiera danie firmowe. Jedzonko bardzo dobre. Kolejna meta dodana do listy qlinarnych przystani wartych grzechu.
Zapomniałem jeszcze napisać, co to się wydarzyło nim dotarliśmy do Pszczyny. Mianowicie gdzie po drodze w lasach Rysiek wqrzył się w końcu, że mu coś strzela przy pedale i wziął i go rozkręcił. Potem skręcił. Luzy lekkie znikły ale strzelanie nie ustało. Po kolejnych oględzinach doszedł do wniosku, że pada but pod SPD :-/ Z tym nic się nie da zrobić więc jedziemy.
Nim zasiedliśmy do posiłku realizuję jeden z punktów każdej udanej ustawki czyli glebę. Wychodząc z zakrętu wjeżdżam przednim kołem na niski krawężnik z granitu i ślizgam się na nim jak na lodzie. Byłbym się może wybronił przed upadkiem ale na drodze stanęła mi ściana. Skończyło się padem na plecy. Straty niewielkie bo tylko nieco przeszlifowany lewy róg. Na szczęście glebka przy małej prędkości.
Po obiadku ruszamy żwawo na zaporę w Goczałkowicach. Tam uradzamy, że objedziemy zbiornik od południa, do Strumienia. Tak też czynimy w równie żwawym tempie. Rysiek zaczyna powoli tracić wiarę w swoje siły. My z Dominem wiemy jednak swoje i pokładamy, jak się później okazało uzasadnioną, wiarę w jego siły.
Robi się trochę późno a miejsce, w którym się objawiamy zmusza nas do rozpoczęcia powrotu "81". Przez większość drogi pobocze jest dość szerokie i równe. Jedzie się bezpiecznie. Jedynie w Żorach wąsko przez kawałek. Przy użyciu "81" dobijamy już w ciemnościach kolejno do Łazisk Górnych. Tu już bokami jedziemy do Mikołowa i dalej bokami do Katowic. Nieco za tablicą z nazwą miasta stwierdzam, że mam coś miękko w kołach. Zatrzymuję się na poboczu i okazuje się że mam flaczka na przodzie. Przy czołówce czynię serwis a chłopaki fotografują i szydzą. Czyli norma. W oponie znajduję kawałek drucika (wyglądający jak połówka spinacza). Wymiana dętki na wczoraj połataną i jedziemy dalej. Tu już Rysiek teren zna więc sprawnie prowadzi naszą trójkę do centrum Katowic. Zażyczyliśmy sobie doprowadzenia do jakiegoś McDonalds-a gdzie by można z rowerkami i lądujemy na dworcu kolejowym. Kawka i 2 "czisy" ratują mi zasilanie, które jakieś 10km wcześniej dawało już znaki, że ssanie idzie już z rezerwy.
Pod dworcem żegnamy Ryśka i we dwóch jedziemy przez Pętlę Słoneczną i Plac Alfreda do Siemianowic Śląskich. Na drugim rondzie odbijamy w prawo na teren do Czeladzi i wypadamy niedaleko Strusi tamże. Dojeżdżając do świateł widzimy "króliczka". Jak tylko zrobiło się zielone zaczynamy pościg. Chwilę trwało nim dogoniliśmy mrugającą lampkę ale okazało się, że to nikt znajomy więc wyprzedzamy i swoim tempem ciągniemy do nerki w Będzinie. Zatrzymujemy się naprzeciw zamku. Po chwili rozmowy żegnamy się. Domino uderza na Dąbrowę Górniczą.
Ja rzeźbię na Łagiszę i decyduję się pociągnąć dalej do Sarnowa i do Psar. Wstępnie miałem wracać przez Gródków ale to droga na lotnisko i dość ruchliwa a co za tym idzie bogata w świrów za kółkiem. Nie potrzeba mi już wrażeń więc wolę nieco nadłożyć ale jechać w miarę spokojnie. Tak też udaje mi się dobrnąć do domu.
Rysiek, ustaweczka wyszła super. Jak mówiliśmy z Dominem, więcej wiary w swoje możliwości. Fakt, że wydawało Ci się, że masz dość nie oznacza jeszcze, że nie możesz zdobyć się na więcej. I jak się sam przekonałeś na mecie. Można. A czasem nie ma po prostu wyboru. Mam nadzieję, że Cię nie zraziło to chwilowe zachwianie wiary w siebie ;-P
Dominik, dzięki, że się zjawiłeś. Było wesoło. Końcóweczka powrotu dzięki Tobie nie była smętna.
Na jutro jest wstępny plan z Mariotruckiem do Myszkowa na spotkanie cyklozowców sosnowieckich ale zobaczymy jak nogi będą się opowiadać rano.

Link do pełnej galerii



Spotkanie z Ryśkiem i pierwszy serwis.


Potem hałda.


Czarny czy zielony? W końcu nie pamiętam już jakim jechaliśmy.


Singielek. Ciekawy. Obok Paprocan.


Niedaleko tych szyszek Rysiek robi serwis pedałka.


Przepiękny zestaw znaków :-) Aż mnie kusiło by sobie taki ukraść ;-p


Dobijamy do Pszczyny.


Tum roga przytarł na onym gzymsie a poniżej ślad żem opony pozostawił.


Miejsce spożycia obiadku.


A z zapory kuszą góry. Wydają się o rzut mokrym beretem z wiatrem. Ehhh.... mieć więcej czasu.


W drodze do "81"


Sesja łączności i teoria grafów w praktyce ;-)


Po moim serwisie i ich wyszydzeniu ;-)


Podsumowanie jeżdżenia.



Kategoria Integracja BS, Jednodniowe

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 28 lutego 2014 | dodano: 28.02.2014

Wg termometru zero. Wg mnie, zero ujemne. Na trawach szron. Odczuwalnie chłodno. Nogi też to zauważyły i ich podawalność nieco niższa niż wczoraj. Start 6:03 więc w jest rezerwa czasowa, która pozwala na nieco delikatniejsze kręcenie. Dziś powtórka nowej ulubionej trasy do pracy czyli przez Łagiszę i Zieloną. Zupełnie bez problemów i spokojnie.

Po pracy pogoda zrobiła się bardzo ładna. Słoneczko. Bezwietrznie. Ciepło. Mimo tego dziś bez zaginania bo na 17:30 do stomatologa. Tak więc kolejno Mec, Środula, Będzin, Grodziec, Gródków. W miarę spokojna jazda choć miałem wrażenie, że kierowcy z chęcią by pocisnęli konkretnie. Na zjeździe pod domem dochodzę do wniosku, że na tyle Srebrnej Strzały będzie trzeba wymienić klocki bo hamowanie jest już nędzne.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:41
  • VAVG 21.39km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 27 lutego 2014 | dodano: 27.02.2014

+2 na termometrze. Pochmurno. Wiaterku jakoś nie zarejestrowałem więc albo znikomy albo korzystny. Dziś "tusty" czwartek więc po 300 metrach wjazd do piekarni po obowiązkowe wyposażenie na ten dzień. Skoro już miałem upgrade do śniadania to nie było potrzeby jechać przez Będzin więc wymyśliłem sobie nieco inną trasę. Początek standardowy do świateł na "86" za Gródkowem. Potem odbijam na drugim skrzyżowaniu do Łagiszy i dalej wzdłuż elektrowni i koło KREISEL-a jadę na Zieloną. Od tego miejsca standardowo. Za Zieloną kawałek zryty i samochody muszą objeżdżać. Rowerkiem przebijam się bez najmniejszego problemu. Potem kolejno "dworzec kolejowy", Kościuszki, Braci Mieroszewskich (na "ścieżce rowerowej" chyba obniżają krawężniki obok stadionu, w końcu), Szymanowskiego (gdzie tita i mruga Marcin) i Lenartowicza. Czas zbliżony do tego, jaki mam jadąc przez Środulę. Dystans o kilkaset metrów większy. Chyba to będzie moja nowa ulubiona (aż się nie opatrzy) droga do pracy :-)

W ciągu dnia było trochę słoneczka ale znacznie mniej niż wczoraj. Zaś po pracy nie było go już wcale. Ochoty na dalsze objazdy też nie, choć Rysiek namawiał mnie na Masę w Mikołowie. Jednak nie dałem się skusić. Powrót przez Mec, Środulę, Stary Będzin, podnóże Syberki, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Jechało się całkiem fajnie. Przeszkadzało jedynie to, że trzeba mi już teraz pamiętać jakie mam przełożenie by się nie pomylić jak gdzieś przystanę. Start z 2/1 kończy się przeskakiwaniem łańcucha więc muszę się pilnować. Zaczynam dożynać te mniej używane tarcze. Daję napędowi w Srebrnej Strzale jeszcze jakiś miesiąc max. Potem będzie mnie prawdopodobnie wkurzał niemożebnie i pójdzie do wymiany.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 54.00km
  • Czas 02:26
  • VAVG 22.19km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 26 lutego 2014 | dodano: 26.02.2014

Zdecydowane -3 na termometrze. Już całkiem niezła widoczność o 6:00. Start 8 min później czyli nie ma za bardzo wielkiego pola manewru. Ruszam do Będzina. Na nerce odbijam na Dąbrowę Górniczą. Tym razem nie jadę do centrum tylko przy Hubertusie odbijam w prawo i rzeźbię na Mydlice i stamtąd dopiero do pracy. W miarę spokojna jazda. Podawalność nóg dziś słabsza. Zaczynają się też jakieś dziwne przeskoki łańcucha przy ruszaniu. Na miejscu przyglądnąłem się napędowi i okazuje się, że piątka na tyle dosyć mocno wypiłowana choć akurat na niej wszystko ładnie się kręci. Dwójka na korbie też już nieco wyżarta. Wydawało mi się, że niedawno napęd wymieniałem na Strzale, że jakoś tak na jesieni. Przepatrzyłem wpisy na BS i owszem, wymieniałem napęd w Strzale na jesieni. W 2012 roku. Od tego czasu prawie 4k km zrobiła czyli problemy z napędem nie powinny dziwić. Pozostaje dorżnąć pozostałe przełożenia i łańcuch i oddać sprzęt do serwisu. Jakiś miesiąc max. Może nawet mniej.

Po pracy standardem pod molo na Pogorii 3. Bieżnią na Piekło i asfaltem dookoła Pogori 4 aż do Wojkowic Kościelnych. Kawałek jakaś wrotkarka się za mną ciągnęła i trzeba przyznać, że nawet dość żwawo. Odpadła dopiero przy jakichś 30km/h :-p Z Wojkowic do Przeczyc i dalej Toporowice, Dąbie, Brzękowice i Goląsza (obie Dolne), Strzyżowice i dom. Trochę wiało ale słoneczko było całkiem przyjemne i w sumie jechało się całkiem żwawo. Na Pogoriach robi się coraz bardziej gęsto. Trzeba będzie inny wariant powrotny wdrożyć do użycia. Trochę szkoda bo tamtędy jest dość spokojnie.

Błękitny Rumak doczekał się interwencji przy kapciu. Na tyle ląduje nowiutka oponka, która czekała już jakiś czas na okoliczność przebicia dętki by zastąpić starą już wyślizganą.


Kategoria Praca, Serwis