limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPOD

  • DST 41.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 22.99km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 15 lipca 2014 | dodano: 15.07.2014

+15 na starcie. Ładne słoneczko i szczątkowe chmury a jeszcze wczoraj, nim poszedłem spać, prognoza wieszczyła, że będę miał bardzo mokro w drodze do pracy więc tym bardziej miłe zaskoczenie z rana. Niewiele brakło by udało się wyjechać dziś o czasie. Niestety przypomniałem sobie, że trzeba by kapnąć coś na łańcuch. Przy tej czynności tenże raczył spaść między największe kółko z tyłu a szprychy koła i musiałem się chwilę szarpać nim go uwolniłem. Potem smarowanie, mycie upapranych łap i tak minutki poleciały. Ostatecznie ruszam 6:20. Ostatnie przeloty to 41 min. więc jestem minimum 1 minutę do tyłu. Biorąc pod uwagę, że po drodze są światła to na pewno więcej. Pierwsze w Gródkowie - stoję. Drugie w D. G. na Kościuszki - stoję. Trzecie D. G. Górnicza - stoję. Czwarte D. G. Aleja Róż - stoję. Piąte Sosnowiec Shell - stoję. Kolejne na Braci Mieroszewskich udaje się dojechać tak, że tylko zwalniam. Na szczęście po drodze sporo prostych, na których można pocisnąć albo skorzystać ze zjazdu więc mimo wszystko udaje się nadrobić straty i na miejscu tylko minutę po czasie. Po drodze też gdzieś mi się GPS wyłączył na jakimś wyboju więc zdecydowałem się dodać kategorię "GPS-" żeby potem móc pozliczać ileż to razy się urządzenie rozkraczyło. A miało już ostatnio ze 2-3 wyłączenia. Poza tym spokojny dojazd do pracy.

Nim mi się dzień w pracy skończył spadła krótka ulewa. Na wyjściu było już jednak ładne słoneczko i wszystko szybko schło. Ruszam na początek wertepkami w stronę Placu Papieskiego i dalej obok Plejady na Pogoń skąd przebijam się do Czeladzi.  Przeskakuję na światłach przez "94" i lecę obok szpitala do Wojkowic. Od świateł ktoś mi się do koła próbował przyczepić ale dogonił dopiero przy przystanku. Potem jednak gdzieś odpadł. Albo człowiekowi było nie po drodze albo nie dawał rady utrzymać mojej, nie tak znów wyśrubowanej, prędkości ;-) W Wojkowicach skręcam przy kościele na Strzyżowice i ciągnę do skrzyżowania za szkołą. Tu stwierdzam, że braknie ciut jak pojadę najkrótszą drogą do 40km więc zawijam przez Belną. Zbliżając się do domu znów stwierdzam, że niewiele braknie do 41 więc jeszcze dociągam do sklepu po litrowe lody, na które to naszła mnie niespodziewanie ochota :-) Korciło mnie większe zaginanie - przez Bytom - ale spadły deszcz i niepewne chmurki ostudziły nieco moje zapędy. Cóż, skoro nie pojeździłem daleko to chociaż w miarę dynamicznie.
GPS znów się wyłączył na Okrzei jak po torach przelatywałem :-(


Kategoria Praca, GPS-

DPOD

  • DST 70.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 03:12
  • VAVG 21.88km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 14 lipca 2014 | dodano: 14.07.2014

+15. Trochę chmurek. Start 6:10. Przejazd byłby spokojny gdyby nie jeden spaliniarz, który prawie mnie dojechał jak objeżdżałem zapadniętą kratkę ściekową przy stacji benzynowej naprzeciw Expo Silesia. Podejrzewałem, że może spróbować. Następnym razem jak tylko będę miał choćby cień podejrzenia, że coś takiego może mieć miejsce od razu wyjeżdżam na środek swojego pasa.

Po pracy zaskakująco przyjemna pogoda. W sam raz by nieco wygiąć powrót do domu. Na początek standardem pod molo na Pogorii 3. Rzut oka czy nie ma kogoś znajomego i po negatywnej weryfikacji ruszam w stronę Pogorii 4 przy użyciu dzikiego przejazdu przez tory. Skręcając przy "Dębach" na P4 przelatują przez strefę rozbitej butelki prawdopodobnie po piwie. Wydawało mi się, że tym razem się udało. Żwawą "okołotrzydziestką" sprawnie przemieszczam się do Wojkowic Kościelnych. Że mi się dobrze kręciło to zamiast zbić od razu na Marcinków skręcam na Podwarpie. Wciąż dobrze się kręci więc wpadam na szlak w stronę Siewierza i nimże docieram do tegoż miasta. Bez zatrzymywania wbijam w las i ciągnę nim do Zadzienia. Nim jednak z lasu wyjechałem moją uwagę przykuła jakaś dziwna miękkość w tylnym kole. Zatrzymałem się, obmacałem i doszedłem do wniosku, że jest kapeć. W oponie znajduję kawałek szkła dzięki dziurze wypatrzonej w dętce. Czyli jednak nie udało się bezstratnie butelki przejechać. Łatam na poczekaniu (jakoś nie mogę się zabrać do poklejenia zapasu choć powtarzam sobie ciągle, że trzeba by) samoprzylepką i jadę dalej do Mierzęcic. Tam skręcam do Nowej Wsi i podjazdem ciągnę do Twardowic. Stamtąd do Góry Siewierskiej i doginam przez Strzyżowice do 70 km.


Kategoria Praca

Serwis - Inwentaryzacja - Eksploracje

  • DST 50.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:29
  • VAVG 20.13km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 12 lipca 2014 | dodano: 12.07.2014

Dziś udało mi się nadrobić zaległości w spaniu. Bite 13 godzin snu. Tego mi było trzeba. Potem trochę różnych czynności domowych i około 12:30 startuję Srebrną Strzałą do serwisu po nowe pedałki. Leci się całkiem sprawnie pomimo tego, że kręci się średnio bez porządnego wsparcia pod prawą stopą. Na miejsce docieram z zapasem czasu i ordynuję zabieg. Ten przebiega sprawnie i już chwilę później rowerek gotowy do startu. Wstępnie się zapowiadam, że gdzieś za miesiąc z którymś rowerkiem znów się w serwisie pojawię bo prawdopodobnie skończy się napęd. Może nawet w obydwu. Biorę jeszcze 2 spinki do łańcucha bo rezerwę wykorzystałem w poprzednim miesiącu. Potem objazd testowy, żeby nowe elementy w rowerku wiedziały co je czeka nim ducha wyzioną ;-)
Jadę na początek na Syberkę i objeżdżam M1 kierując się do Czeladzi. Na rynku wciągam 2 batony i trochę coli bo zaczęła migać rezerwa. Załatwiwszy tankowanie jadę przez miasto do czerwonego szlaku i przekraczam nim Brynicę. Przez Przełakę, i polami za nią, docieram do Michałkowic gdzie skręcam na Wojkowice. Po drodze ciekawi mnie gdzie prowadzi pewna gruntówka. Od razu w nią skręcam i wypadam w Piekarach Śląskich Kamieniu. Brynicę przekraczam jeszcze kilka razy ponieważ w jej okolicach postanowiłem poszukać różnych przejazdów by opanować nowe skróty. Udało się ale trzeba jeszcze kilka razy te okolice przejechać by sprawdzić różne odnogi ścieżek. Przy okazji trafiam na kolejny bunkier odrestaurowany przez "Pro Fortalicium". W drodze do tamy na Kozłowej Górze trafiam po drodze na rowerzystę z defektem. Zatrzymuję się i pytam w czym problem. Okazuje się, że urwała się śruba mocująca siodełko :-/ Nieciekawie. Otwieram moje zapasy śrub ale niestety nie ma wśród nich dostatecznie długiej i grubej by była w stanie problem rozwiązać. Pozostaje pechowcowi powrót do domu. Na szczęście ma niezbyt daleko więc jakoś tam dociągnie. Dalej jadę tamą na zbiorniku do Wymysłowa gdzie odbijam w stronę Rogoźnika. Przekraczam autostradę i potem tamę na zbiorniku Rogoźnik i jadę wzdłuż niego asfaltem do Siemoni i przy "913" skręcam na Górę Siewierską. Tąże przejeżdżam prawie całą kierując się na Dąbie by odbić do Strzyżowic. Lekko zaginam końcówkę by licznik wskazał piątkę na początku. W sumie niezły dzień do kręcenia.


Kategoria Inne, Pedały, Serwis

DPD z awarią

  • DST 34.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 19.81km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 lipca 2014 | dodano: 11.07.2014

+15. Niebo niewyraźne. U mnie sucho ale im bliżej Sosnowca tym jezdnie bardziej mokre. Coś tam dmuchało ale niezbyt przeszkadzająco. Wyjechałem ciut poza krawędzią okna startowego ale udało się po drodze wykorzystać długie proste i nadrobić zaległości. Przejazd spokojny.

Dziś Srebrna Strzała miała zdecydowanie gorszy dzień. Na wyjściu z pracy orientuję się, że na tyle ma kapcia. Nie pozostało nic innego jak tylko się z tym rozprawić. Podejrzewałem, że znów szkło ale jednak nie. Puściła samoprzylepna łatka. Dość zniszczona znaczy się musiała pracować od dawna. Zdarza się. Naklejam nową i ruszam do domu. Gdzieś koło 14:00 tak solidnie lało ale śladów po tym już niewiele. Jedynie chmury jakieś takie ołowiane. Wolałem nie ryzykować, że mnie zleje i do domu ruszam standardem na Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżkę przy Małobądzkiej i Zamkowe. Tu jednak nie przez lasek grodziecki tylko sam Grodziec. Zjeżdżam na dół i wbijam na klinkierek w stronę stadionu. Za stadionem coś strzela w prawym pedale i nagle zaczyna się zsuwać z ośki. Zarżnąłem młynkami kolejny :-( Plus jest taki, że robi się ciszej. Wychodzi na to, że to nie sztyca tak trzeszczała tylko konające łożysko. Demontuję uszkodzony pedał, wycieram ośkę ze smaru i kręcę najkrótszą drogą do domu (obok cmentarza w Psarach). Jazda kiepska bo stopa przesuwa się w trakcie kręcenia i trzeba podeszwę oderwać i przesunąć żeby nie walnąć ścięgnem Achillesa w twardy metal. Ostatnie 5km więc nieco uciążliwe. Kolejny plus jest taki, że już nie muszę planować nic na sobotę. Plan się wyklarował sam czyli wyjazd po nową parę do serwisu i potem objeżdżenie nowych pedałków.


Kategoria Praca, Pedały

DPDZ

  • DST 39.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.50km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 10 lipca 2014 | dodano: 10.07.2014

+15 na starcie. Mokro i pochmurno. Wyjeżdżam dość spóźniony ze względu na poranny serwis kapcia w Srebrnej Strzale, którego to nie uskuteczniłem ani wczoraj, ani dzień wcześniej. Wiem, że na miejsce dojadę spóźniony. Dodatkowo na pierwszych 4 km pada. Drobny deszczyk ale udaje mu się zrobić mi w butach bagienko. Dziś definitywnie jadę do Decathlonu zaopatrzyć się w kapcie dla nurków. Zobaczymy czy ten patent na deszcz się sprawdzi.


Po pracy powrót raczej spacerowym tempem. Na początek pod molo na Pogorii 3. Potem Zielona i Preczów. Na koniec Sarnów i do domu. Tu zmiana konfiguracji sakw i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Generalnie jakieś zmęczenie mnie dręczy. Może uda mi się zmobilizować na coś dłuższego w sobotę. Dziś kilka rozmów telefonicznych z rowerowymi znajomymi. Jadwiga dała mi posłuchać szumu morza jak niedawno ja jej, kiedy jechaliśmy szlakiem latarni morskich. Rozmarzyłem się :-) Potem konferencja z Prezesem i okazuje się, że inspirowany naszą ostatnią trzysetką do Dęblina zamiaruje coś podobnego tylko w inną stronę. Zresztą Jadwiga też rzuciła ciekawy pomysł na sierpień. Jeszcze chwilkę porozmawiałem z Mariuszem, który opowiedział mi jak to im szła jazda powrotna z Dęblina i zastrzelił mnie info, że Robredo, po tym jak odstawił Mariusza do domu, pojechał dokręcić do 400. Szok! Ale jakoś zawsze wiedziałem, że ma coś z robota. Nie bez powodu straszy się Robertem kozaków :-) Przy nim kozaczenie to nie taka prosta sprawa. W sumie ciekaw jestem czego byłby w stanie dokonać gdyby jeździł w zawodach. Może czas zrobić zrzutkę na szoskę dla Roberta i zobaczyć jak gnębi zawodników :-) Generalnie sierpień zapowiada się mocno ciekawie. Parafrazując pewne powiedzenie "Jak tu nie jeździć, Panie Premierze?" ;-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 33.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 20.84km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 lipca 2014 | dodano: 09.07.2014

+18 na starcie. Trochę chmurek na niebie i jakieś pojedyncze, zabłąkane i niegroźne podmuchy. Dziś wyjeżdżam bez zapasu minutek i zupełnie bez chęci do kręcenia. W Łagiszy i na Zielonej męczy mnie znużenie i senność. Nie pomaga w mobilizacji świadomość, że nie mieszczę się w oknie przelotowym. Dopiero od ronda w centrum Dąbrowy Górniczej włącza mi się ścigacz jak widzę przed oczami podjazd i światła na Kościuszki. Potem jeszcze pojawia się "182", za którym podciągam się na kolejnych światłach. W okolicach Orlenu na Zagórzu jestem już o zwykłej porze a do miejsca docelowego dojeżdżam równo o 7:00.

W ciągu dnia rozpędziły się deszcze do postaci solidnych ulew. Pogodziłem się z myślą, że na sucho powrót mi nie ujdzie. Moje zdziwienie było wielkie, kiedy ciut przed 15:00 niemal przeschło. Jednak by nie kusić losu wracam do domu najkrótszą drogą przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżka przy Małobądzkiej, Zamkowe, lasek grodziecki i Gródków do domu. Niestety w Będzinie deszcz zaczął znów padać i do końca jazdy już nie odpuszczał. Nie jakaś koszmarna ulewa ale regularne kapanie, które zlało mnie prawie do gołej skóry. Gdyby pogoda wytrzymała, to bym jeszcze coś tam ukręcił a tak, to zupełnie nie miałem ochoty.


Kategoria Praca

DPD

Wtorek, 8 lipca 2014 | dodano: 08.07.2014

Na starcie coś koło +17. Wiaterku nie zarejestrowałem. Pogodnie. Rajd do Dęblina chyba w końcu nasycił mnie jeżdżeniem na jakiś czas bo dziś skrzętnie skorzystałem z zapasu minutek na starcie i pokręciłem sobie w tempie swobodnym do pracy standardową ostatnio drogą przez Łagiszę i Zieloną. Teraz czas na regenerację. Zwłaszcza zadniej części ;-p

Powrót kolejno przez ścianę płaczu, molo na P3, Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Po drodze trochę straszyło opadami ale na szczęście rozeszło się po kościach. Dziś bez objazdów bo wypadałoby się w końcu nieco zregenerować a i prognoza niezbyt zachęca. Poza tym jeszcze mam do zrobienia zaległego kapcia w Srebrnej Strzale.


Kategoria Praca

Powrót - runda 2

  • DST 146.00km
  • Czas 07:00
  • VAVG 20.86km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 7 lipca 2014 | dodano: 07.07.2014
Uczestnicy

Dziś drugi dzień powrotu z Dęblina. Startuję kilkanaście minut przed 10:00 po uprzednim smarowaniu łańcucha i amorka. Jadę w kierunku Małogoszczy. Od razu zaczyna się akcja czyli podjazdy. Do Małogoszczy docieram w miarę sprawnie. Uzupełniwszy zapas płynów, co dziś było bardo częste, jadę do Oksy. Zaczyna się powoli robić opornie na jeździe. Tym razem nie dolegliwości ze strony nogi ale po prostu ogólne znużenie. Pierwszą wykładkę w lesie robię w Nagłowicach. Chwila w słoneczku nieco regeneruje siły. Tam też przyuważam tablicę kierującą do muzeum poświęconego Mikołajowi Rejowi. Podjeżdżam zobaczyć gdzie to i zrobić kilka foto. Kolejny cel to Sędziszów. Po drodze kolejne tankowanie płynów. Jedzie się dobrze ale temperatura drastycznie wzmaga zużycie. W Sędziszowie kilka foto i ruszam dalej czyli do Żarnowca. Po drodze focę jakieś ruinki przemysłowe. Chwilę potem zaczyna padać i nim zdążyło się rozkręcić chronię się na przystanku. Ponieważ zanosi się na to, że trochę deszczyk potrwa rozciągam się na ławeczce i jak mi się oko otwiera to już jest po deszczu. Jedzie się też lepiej. Szybko docieram do Żarnowca, gdzie robię kilka foto i gnam dalej czyli do Pilicy, gdzie czeka na mnie Prezes z osobą towarzyszącą. Staram się dociągnąć na miejsce jak najszybciej. Spotykamy się przy pizzerii gdzie poznaję Magdę. Zasiadamy do Giga pizzy i zaraz potem ruszamy przez Biskupice (miodzio podjazd) w stronę Podzamcza i dalej do Łaz. Tam dołącza do nas Aneta i we czworo jedziemy przez Chruszczobród do Wojkowic Kościelnych i dalej wzdłuż Pogorii 4 do Ratanic, gdzie zasiadamy do Radlerka w oczekiwaniu na panp. Chwilkę dychnąwszy ruszamy na Marianki gdzie przy "Pod Dębami" żegnam się i przez Preczów i Sarnów dociągam do domu.

Link do pełnej galerii


Małogoszcz.


Muzeum Mikołaja Reja w Nagłowicach.


W drodze do Sędziszowa.


"Ciuchcia" w Sędziszowie.


Przemysłowa ruinka.


Pretekst do tego, by odpocząć.


Żarnowiec.


Rozgrzebana Pilica gdzie spotykam się z Magdą i Marcinem.


Eskorta...


... jak się patrzy :-)


Za chwilę skręt w Karsów czyli prawie jak w domu.


Zachód słońca nad Preczowem.


Wynik za dzień.


Kategoria Kilkudniowe

Powrót - runda 1

  • DST 178.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 09:24
  • VAVG 18.94km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 lipca 2014 | dodano: 07.07.2014

Po tym jak mi się noga wysypała w piątek wziąłem pod uwagę opcję,  że powrót będę robił na 2x. W sobotę przez pierwsze 30-40 km wydawało się,  że jest ok. Potem kontuzja znów się odezwała choć nie tak mocno jak dnia poprzedniego. To przesądziło sprawę i zdecydowałem, że lepiej jak pojadę sam spokojnie niż jak się wysypię chłopakom po drodze i rozwalę im taki ładny "miodzio z odrobiną rzeźni", jak to Mariusz zwykł mawiać.
I dobrze zrobiłem bo w praniu się okazało,  że początek dnia miałem całkiem nie do jazdy. Skrzętnie korzystałem z każdego pretekstu by chwilę pomarudzić. Pierwsza większa okazja to wjazd do parku w Czarnolesie, gdzie jest muzeum poświęcone Janowi Kochanowskiemu. Ja tylko kilka foto i jadę dalej. Kolejna okazja do zamarudzenia to foto pomnika żołnierza Batalionów Chłopskich. W Iłży z kolei okazję daje piec garncarski, ruiny zamku i obiad. Jadąc do Starachowic wymyślam sobie, że skrócę sobie przez las. Pakuję się w piach i tracę cenny czas.
Kolejny postój foceniowy odbywam przed Starachowicami focąc pomnik, rowerek i siebie. Potem usiłuję nieco się drzemnąć przy drodze. Nie wiem czy mi się oko zamknęło bo na zegarek nie spojrzałem ale od tego momentu zaczęła się dopiero jazda. Może znaczenie miało też i to, że w końcu zaczęła się akcja. Do tej pory droga bardzo często składała się z długich, płaskich,  nudnych prostych. Było tak nudno, że niewiele dawało nawet rozpędzanie się do 30 km/h. I tak dopadło mnie znużenie i senność.
Ze Starachowic kieruję się na Bodzentyn. W Tarczku rzuca mi się w oko tablica informacyjna o zabytkowym kościele. Skręca w lewo i po kilkuset metrach jestem przy budowli. Kilka foto i wracam na kurs. Przez Bodzentyn przelatuję zatrzymując się tylko na wbicie kursu do Daleszyc i kilka łyków resztek z bidona. Trochę korciło mnie by zatrzymać się przy ruinach zamku ale żal było wytracać pęd nabrany na zjeździe i zrezygnowałem.
W międzyczasie widoczki zrobiły się jak w górach. Na horyzoncie pojawiło się zauważalne większe wzniesienie. Tak sobie pomyślałem, że jakby byli ze mną Robert z Mariuszem to bym usłyszał: "Widzisz tą górkę? Za chwilę będziesz po drugiej stronie." I mieliby racje. Jak się okazało na mojej trasie był Świętokrzyski Park Narodowy a droga krajowa przebiegała po zboczu masywu Łysicy. Szczyt Łysicy znajduje się na wysokości 612 m n. p. m. Ja miałem w maximum podjazdu 408 m. A potem bajkowo dlugi zjazd świetnej jakości drogą.  Wystarczyło puścić klamki i 40 km/h zrobiło się samo :-)
W Św. Katarzynie robię zakupy na kolację bo w niedzielę to po 20:00 różnie może być ze sklepami a głodny nie zamierzam być. Osiągnąwszy Daleszyce załatwiam sobie nocleg w Podzamczu Chęcińskim i mając już wytyczoną metę ciągnę do niej bez większych przerw. Zatrzymuje mnie jedynie na chwilę drewniana kaplica w Dyminach, której strzelam kilka foto. Po drodze jeszcze pada kilka zdjęć w temacie spektaklu promieni słonecznych malujących po chmurach.
Nocleg osiągam ciut po 21:30 czyli jakieś pół godziny wcześniej niż zakładałem. Końcówka przejazdu szła mi bardzo dobrze. Zupełnie nie jak rano.

Link do pełnej galerii


Czarnolas. Muzeum Jana Kochanowskiego.


Zwoleń.


Ślady po II Wojnie Światowej.


Piec garncarski.


Iłża.


Regeneracja przed Starachowicami :-)


Wreszcie zaczyna się akcja.


Widok z Łysicy.


Łysica za plecami.


Daleszyce.


Malowanie światłem po chmurach.


Kaplica w Dyminach.


Do domu coraz bliżej.


Kategoria Kilkudniowe

Regeneracyjnie w pobliżu Dęblina

Sobota, 5 lipca 2014 | dodano: 05.07.2014
Uczestnicy

Dziś jazda rekreacyjna. Na początek odsypiamy wczorajsze szaleństwa. Potem solidne śniadanie i startujemy. Kierunek generalnie na Kalwarię ale nie do samego miasta. Nim wyjeżdżamy z Dęblina Mariusz zauważa znak wskazujący drogę do cmentarza sprzed II Wojny Świagowej. Kilka zdjęć i potem ruszamy w obranym kierunku trzymając się generalnie wałów Wisły gdzie tylko się dało. Bocznymi drogami docieramy w końcu do Świerża Górnego i przeprawiamy się promem na drugi (wschodni) brzeg rzeki i nieco od niego odbijamy by spróbować coś nowego zobaczyć. Udaje się. Na początek przy drodze w Maciejowicach fotografujemy pomnik upamiętniający bitwę dowodzoną i wygraną przez Tadeusza Kościuszkę. Potem sugerowani nazwą miejscowości Podzamcze szukamy oczywiście zamku. Znajdujemy ruinki nieopodal siedziby nadleśnictwa. Kilka foto i toczymy się dalej. Potem już tylko jazda i kilka przypadkowych foto w locie. Po drodze trochę terenu, trochę walki z wiatrem i wracamy w końcu do Dęblina. Na końcu jeszcze dokręcanie do 100 i potem już tylko relaks.

Link do pełnej galerii


Cmentarz wojskowy Balonna w Dęblinie.


Gdzieś po drodze wzdłuż zachodniego brzegu Wisły.

Miał być skrót do schodków ale nie wyszło ;-)


Co jakiś czas udawało się podjechać nad sam brzeg Wisły.


Pod tym sklepem rok temu chroniliśmy się przed ulewą. Nie sądziłem, że tu jeszcze zawitam. Świerże Górne.


Promujemy się na wschodni brzeg.


Trening siłowy.


Maciejowice.


Ruiny w Podzamczu.


Trochę na wesoło.


Trochę w piachu.


Kategoria Kilkudniowe