limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPD

  • DST 39.00km
  • Czas 01:37
  • VAVG 24.12km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 25 lipca 2014 | dodano: 25.07.2014

+16. Startuję mocno poza krawędzią okna startowego czyli 6:20. Nie pozostaje nic innego jak tylko kręcić z uczuciem. Warunki nawet do tego niezłe tzn. sucho, wieje nie za mocno, pochmurno, dość dużo wody w powietrzu, która pewnikiem w końcu spadnie ale teraz tylko powoduje, że w oddali widać zamglenia. Jedzie się zadziwiająco dobrze. Światła dość dobrze współpracują i na żadnych nie czekam dłużej niż 30 sekund (D. G. Górnicza i Mortimer Shell). Na miejscu punktualnie. Fajnie jest dojechać na sucho. Na powrocie może nawet walić żabami :-)

W ciągu dnia znów trochę popadało ale potem wyszło słoneczko i poranne prognozy zmieniły się na lepsze. Jednak pomimo tego, że bardzo kusiło mnie by powrót wykonać przez Siewierz, ograniczyłem zaginanie tylko do zahaczenia o Piekło i tym samym trasa wyglądała tak, że standardem pod molo na Pogorii 3, wzdłuż zbiornika do przystani jachtowej i przeskok obok "13" na Piekło i wokół Pogorii 4 do Preczowa i dalej normalnie przez Sarnów do domu. Do Preczowa jeszcze jazda na młynkach i dość żwawo (choć do max. jeszcze sporo brakowało). Reszta już spokojnie. Może nie spacerowe tempo ale bez podnoszenia sobie ciśnienia. Jutro planuję sobie byczenie bezrowerowe. Co z planów wyjdzie, to się okaże. Jeśli pojawi się jakaś kusząca propozycja wielce prawdopodobne, że się złamię ;-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 22.74km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 24 lipca 2014 | dodano: 24.07.2014

+15. Jak wstawałem to było pochmurno ale sucho. Kiedy zaczęło padać było już za późno by się wybrać na zbiorkoma i zdążyć na czas. Co pozostaje? Oczywiście: rower! :-] Jakaś dziwna radość dziś mnie brała na samą myśl o przedzieraniu się w deszczu. Te niedowierzające gęby na przystankach i w konserwach. Pani Kierowca z "182" aż chciała się zatrzymać i popatrzeć jak się przebijam przez rozlewisko przy stadionie na Zagórzu :-) Gładko poszło tylko mogłem wpaść w to z mniejszą prędkością bo trochę bryzgi na zadek leciały. Ale poza tym spoko. Spoko było też dlatego, że widząc co jest za oknem użyłem patentu z Decathlonu pod postacią kapci do chodzenia w wodzie. Od spodu gruba guma o niezłej przyczepności, od góry trochę pianki i siatka. Co się do środka wlało, to zaraz wypływało. I nawet nie było w stopy zimno. Tak więc za nic miałem większe i mniejsze kałuże, rozlewiska i płynące strumienie i rzeki. Czasem tylko stojąc na światłach wyciskałem z rękawów nieco wody by lżej było o te kilka gram. Poza tym tempo miałem na tyle dobre, że wyjeżdżając 6:16 na miejscu byłem jeszcze na kilka minut przed 7:00. Miodzio zupełnie bez rzeźni :-)

Kolor chmur na powrocie był taki, że niemal pewny byłem, że na sucho nie dojadę. Z tego też powodu bez gięcia. Standardem przez Mortimer na molo przy Pogorii 3 i dalej wzdłuż zbiornika do dzikiego przejazdu przez tory na Pogorię 4 i przez Preczów i Sarnów do domu. Moje obawy, że zostanę zlany jednak się nie sprawdziły. Tylko kilka drobnych kropel po drodze spadło. Na wiosce musiało padać nim dojechałem bo asfalty pod domem mokre. Na Pogorii 3 pusto jakby środek zimy był. Tylko kilku wędkarzy i najbardziej odporni na wodę biegacze i rolkarze oraz kilku rowerzystów.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:33
  • VAVG 23.23km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 23 lipca 2014 | dodano: 23.07.2014

+17. Start 6:17. Odrobinkę poza krawędzią ale do nadrobienia. Początek jednak musiałem kręcić dość żwawo. Punkt pomiarowy na moście na Czarnej Przemszy z Łagiszy na Zieloną osiągam o 6:38 czyli jakieś 5 min. poza normą. Ale już za "dworcem kolejowym" w Dąbrowie Górniczej jestem 6:43 a do celu jeszcze tylko 5,7km więc już wiem, że jeśli nic nie wyskoczy to będę punktualnie. Przejazd spokojny.

W ciągu dnia przeleciała za oknem ulewa. Na wyjściu chmurki takie dwuznaczne kolorystycznie więc dałem sobie spokój z objazdami i to była trafiona decyzja. Jadę przez Mortimer gdzie odbijam za Expo Silesia w prawo i potem w lewo pod most i dalej w stronę Pogorii 3. Stamtąd na Zieloną i mostkiem nad Czarną Przemszą do Preczowa. Mostek chyba odnowiony bo deski jakieś inne i zjazdy gładkie. Po prawej (czyli mniej więcej na wschodzie) widzę już ołowiane chmurki. Jadąc przez Preczów wiem, że jestem na krawędzi burzy. Po prawej (na oko nad Antoniowem) już pada a do mnie dolatują odgłosy grzmotów. Kropelki doganiają mnie na granicy Preczowa i Sarnowa. Od świateł startuję na wszystkim co mam do dyspozycji czyli 3/7 i na młynkach cisnę prosto do domu. Udaje się uciec spod opadu (na ostatnich 500 metrach wyciskam max prędkość dnia dzisiejszego czyli trochę ponad 45km/h na płaskim). Dopiero kiedy zamarudziłem chwilę przed drzwiami patrząc czemuż to nie schodzi łańcuch na 1 z przodu kropelki ponownie mnie dogoniły. I tym razem już rozkręciły się w konkretny deszcz.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 32.00km
  • Czas 01:28
  • VAVG 21.82km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 22 lipca 2014 | dodano: 22.07.2014

Dziś nie spojrzałem na termometr ale wrażenie takie jakby było nieco bardziej rześko niż wczoraj. Ładne słoneczko, trochę wiaterku. Jechało się bardzo dobrze. Start 6:14 więc ze sporym zapasem minutek, których nie było potrzeby zbytnio nadużywać bo światła w sporej części dość dobrze współpracowały. Spokojny dojazd do pracy.

Powrót bez gięcia i najkrótszą drogą. Jakoś nogi nie chciały za bardzo podawać a do kompletu część drogi pod wiatr. Taki powrotny spacerek przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Łagiszę i Gródków. GPS na minusie :-/ Jeszcze trochę i chyba wyślę go do serwisu.


Kategoria Praca, GPS-

DPODZ

  • DST 43.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 22.83km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 21 lipca 2014 | dodano: 21.07.2014

+18 na starcie. Bardzo przyjemne warunki do jazdy. Wyjeżdżam 6:11 więc nie trzeba giąć by zdążyć. Na miejscu z 5 min. zapasem. Po drodze właściwie spokojnie. Światła niezbyt współpracowały. Dobrze, że trzeba iść do pracy bo jakbym miał tak cały tydzień jak było w weekend to bym padł. A tak to sobie człowiek trochę odpocznie.

Po południu atmosfera zrobiła się taka jakby lada moment mogło lunąć ale przy tej temperaturze to mi było wszystko jedno. I tak by się ochłodziło max o kilka stopni czyli dalej byłoby przyjemnie ciepło. Poza tym w trakcie jazdy, jeśli tylko osiągnie się prędkość powyżej 20 km/h robi się bardzo przyjemnie.
Powrót kolejno przez ścianę płaczu w Dąbrowie Górniczej. Potem przez Mydlice do Decathlonu w Sosnowcu. Stamtąd przez Będzin, Grodziec i Gródków do domu. Tu wciągam lodowato zimnego radlerka i na chwilę rozciągam się w pozycji poziomej. I jakoś tak uciekają mi ze 2 godzinki. Wyłazi weekendowe brykanie. Zresztą w pracy też trochę męczyło. Po przebudzeniu przepakowuję sakwy i jeszcze robię małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Tu już zauważalnie chłodniej. Słońca mniej, a właściwe wcale. Tylko dywan chmur. Czyżby miało padać?


Kategoria Praca

Regeneracyjnie z Ghostbikers

  • DST 96.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 05:03
  • VAVG 19.01km/h
  • VMAX 59.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 20 lipca 2014 | dodano: 20.07.2014
Uczestnicy

Dobrze było spotkać wczoraj Robreda bo dzięki temu dotarło do mnie info, że dziś jest spokojna objazdówka Ghostbikers na Sosinę i Sławków. Wstałem odpowiednio wcześniej ale znów nic to nie dało i na pierwsze miejsce zbiórki, czyli pod zamek w Będzinie, nie miałem szans zdążyć. Robert do mnie dzwonił stamtąd czy dojadę a ja jeszcze byłem w domu i kończyłem pobieżne czyszczenie i smarowanie Błękitnego Rumaka. Zapowiedziałem się, że dotrę na drugie miejsce zbiórki czyli na górkę środulską.
Ruszam 11:20 i pomimo wczorajszej rzeźni z delikatnymi nutkami miodzia dość żwawo kręcę w stronę Będzina i dalej do Sosnowca.
Na miejscu już całkiem spora grupka a ja wcale nie jestem jeszcze ostatni. Kiedy Prezes Ghostbikersów daje w końcu sygnał do startu jest nas dziewiętnaścioro, co widać na jednym z pierwszych zdjęć (chyba, że się w liczeniu pomyliłem).
Jak to zwykle bywa, gdy ktoś prowadzi, zupełnie nie przejmowałem się tym, którędy jedziemy. W każdym bądź razie były znajome miejsca czyli dywanowy mostek, Sosina, baza nurków z wjazdem na urwisko i grupowym foto, potem znów Sosina i objazd jej dookoła. Potem długa i nudna prosta do Bukowna, gdzie lwia część składu skusiła się na lody w sławnej (przynajmniej w naszym gronie) cukierni.
Po uzupełnieniu zapasów płynów wszelakich przenosimy się szybko do Sławkowa. Po drodze udaje się spreparować foto gleby niemalże wyszydzonej przez Domina. Wcześniej też była gleba ale nie zdążyłem jej uwiecznić a Domino wyszydzić. W Austerii zasiadamy do obiadku. Najwyższa już pora bo jest po 17:00. Serwuję sobie złocistego izotonika do żurku i fileta drobiowego grillowanego w białym winie wraz z dodatkami oraz gorącą herbatkę. Tego mi było trzeba. Troszkę nam schodzi bo zrobiliśmy nalot na karczmę w licznej grupie i niektórzy musieli się wykazać cierpliwością bo zamówione dania wymagały jednak trochę przygotowań. Ale nam to niespecjalnie przeszkadzało bo był pretekst posiedzieć i nic nie robić. W międzyczasie robi się nieco chłodniej i kiedy ruszamy już w drogę powrotną kręci się o wiele lepiej.
Tym razem bez gięcia i kombinowania wzdłuż trasy serwisówką i potem prosto do Dąbrowy Górniczej.
W Dąbrowie Górniczej powoli zaczynamy się rozjeżdżać. Na początek 4 osoby odbijają na Zagórze. Potem 3 na Mydlice. W 9 osób docieramy do mola przy Pogorii 3 gdzie żegna się z nami Adam a my zasiadamy na izotonika w towarzystwie Freya, który był już wrócił z wypadu nad morze i właściwie to nas zauważył. Tu nam czas wesoło płynie na pogaduchach. Przed zachodem słońca jednak większość się rozjeżdża i zostajemy we trzech: Domino, Frey i ja. Siedzimy prawie do 22:00 nim decydujemy się w końcu ruszyć do domu. Solo jadę przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Zaskakuje mnie odcinek w ciemnościach na mojej wiosce. Na kilkuset metrach nie działają latarnie. Na szczęście sytuację ratuje czołówka zainstalowana na kasku jeszcze podczas nasiadówy przy Pogorii 3.
Generalnie bardzo fajny dzionek. Kilometrowo może nie imponujący ale tu chodziło by trochę pojeździć, trochę się pobyczyć i w ogóle przyjemnie spędzić niedzielę w wesołym gronie. Sukces założeń dnia dzisiejszego 100%.



Link do pełnej galerii


Bodycount.


Po pierwszej glebie za dywanowym mostkiem. Na szczęście w piasku więc bezstratnie. Może tylko z nieco porysowaną dumą ;-)


Chłopaki się uwzięli z foceniem kierowniczki wycieczki...


... to i ja zooma odpaliłem.


Potem grupowe nad przepaścią. Wszyscy wyszli z tego cało.


Z nudów Wojtek wyciska rowerki. Czekamy aż skończy się podziwianie drugiego zbiornika bazy nurków.


Po tym jak omal nie umarliśmy z nudów ciągnąc prostą do Bukowna, skład raczy się nagrodą w postaci lodów.


Do Sławkowa kilka fajnych górek.


Preparowanie wyszydzonej gleby. Niestety ja za szybko pstryknąłem, Domino nie zdążył wyciągnąć palca a ofiara potem już nie współpracowała. Ale bez opisu to wygląda to tak, jakby była solidna gleba i Domino zaraz ją miał profesjonalnie wyszydzić. I tej wersji się trzymajmy.


Potem jest Austeria, obiad i krzynka wypoczynku przed startem :-)


Potem ciągniemy już prosto do D. G. Kilka nowych osób zrobiło tym wypadem swoje życiówki. Cóż, jeśli się nie zniechęcą, to rychło będą miały okazję podbić wynik :-)


Dla mnie jeżdżenie kończy się przy takim wyniku. Niewiele do setki brakło ale ze względu na porę darowałem sobie dokrętki.


Kategoria GPS-, Jednodniowe

Koledze Nie Pomożesz?

  • DST 137.00km
  • Teren 70.00km
  • Czas 07:27
  • VAVG 18.39km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 lipca 2014 | dodano: 19.07.2014

Karma nad tym wyjazdem miała swą błogosławioną pieczę :-)
Dowiedziałem się, że coś będzie się działo od Maćka. Powiedział mi, że Domino sprzedał mu info o wypadzie w sobotę. Z detali wynikało, że zbiórka o 10:00 na molo przy Pogorii 3. Więcej wiedzieć nie musiałem. I w sumie dobrze, że nie wiedziałem bo pewnie bym nie pojechał. Rano wstałem dość wcześnie ale znów grzebanie przedstartowe spowodowało, że wyjechałem 9:45. Zero szans na dotarcie na start na 10:00. Dzwonię do Domina stojąc na światłach z Gródkowa do Łagiszy, że jestem jeszcze daleko i jak będę dojeżdżał to drynkę żeby mi podał kierunek, w którym mam ich ścigać. Spotykam ich na Zielonej. Rozpoznaję, że to ta grupa tylko dzięki temu, że jechał w niej Domino. Przyklejam się na końcu i jedziemy sobie całkiem żwawo w stronę Pogorii 4. Okazuje się, że impreza jest pod szyldem Rowerowej Dąbrowy (albo Dąbrowy Rowerowej - ciągle nie potrafię ich rozróżnić, w każdym bądź razie ta, w której dowodzi Pan Brzost). Nieco entuzjazm opadł ale co? Wracać? Bez sensu. Poza tym w razie czego z Dominem się oderwiemy i wykręcimy coś ciekawego. Początek mało ciekawy bo przejazd wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. Miejsca, gdzie dawniej była kopalnia piasku, obstawione przez tłumy ludzi. Jedziemy dalej do Podwarpia i tu zaczyna się robić ciekawie bo wpadamy w teren. Generalnie celem wypadu jest źródło Centurii. Mało mi to mówi ale trasa okazała się bardzo fajna. Dużo terenu, boczne drogi. Do tego kameralne, ośmioosobowe grono i wszyscy dość wyjeżdżeni więc też i tempo całkiem nienajgorsze biorąc pod uwagę, żeśmy dziś niezły kawał piachu zryli. Przypomniał mi się wyjazd pod dowództwem Oli i Edyty na Roztocze. Nim osiągamy samo źródło jest przeprawa przez rzeczkę. Bardzo przyjemna, chłodna woda. Chwilę w niej brodzimy by dać stopom ciut ochłody. Do samego źródła trzeba zejść po stromej skarpie piaskowej ale na dole całkiem urokliwy zakątek. Jadący z nami botanik objaśnia, że w tym miejscu występuje pewna roślinka (niestety nie pamiętam nazwy choć ją wymieniał), której nie ma nigdzie w Polsce (mądrze to się mówi endemiczna). Woda ze źródła musi być bardzo czysta, bo taplają się w niej drobne żyjątka (znów nie zapamiętałem ich nazwy), które są czymś w rodzaju papierka lakmusowego czystości wody. Ktoś tam nawet mówił, że woda smaczna więc chyba próbował.
Ze źródeł jedziemy do Grabowej, gdzie przy sklepie robimy dłuższy postój pojeniowy. Upał konkretny i skrzętnie korzystaliśmy z okazji do uzupełnienia płynów i prowiantu (choć bardziej tego pierwszego) bo sporo trasy przebiegało terenem. Z Grabowej rozpoczynamy powrót. Jest jeszcze trochę terenu na którym najpierw Domino popełnia glebę (tej nie widziałem) a potem powtarza wyczyn Radek (to obfocone i wyszydzone profesjonalnie). Na szczęście obydwie w piasku więc lądowania miękkie i bezstratne.
Na powrocie odłączamy się we trzech: Domino, Radek i ja bo ekipa ciśnie asfaltem do Ząbkowic i dalej w stronę Antoniowa i Pogorii 4 a my wolimy wertepki i wbijamy na czarny szlak. Kilometrowo jest tak sobie bo niecałe 80 więc kombinujemy jakby tu pozaginać. Domino proponuje skoczyć na lody do Siewierza. Ale na razie jedziemy do Chruszczobrodu. Tu Radek już decyduje odbić na Pogorię 4 choć pokazujemy mu, żeby ciął w teren i z nami do Siewierza. Polną drogą ładnie ścinamy do asfaltu na Siewierz i wkrótce potem lądujemy na rynku wciągając duże lody włoskie. Potem przenosimy się pod żabkę by uzupełnić płyny. Przelawszy wodę do bidonów szukamy na rynku ławki w cieniu ale wszystkie zajęte więc z zimnymi radlerkami jedziemy pod zamek i siadamy w cieniu. Nim jeszcze otwarliśmy puszki w naszą stronę skręca rowerzysta. Jakoś tak dziwnie znajomy się wydaje. Robredo. No to już wiadomo, że będzie ciekawie.
Dzielimy się z nim zimnymi radlerkami i rozpoczyna się dwustronny quiz. Skąd? Dokąd? Ile km-ów? Okazuje się, że Robert robi dziś dwusetkę. Jak nas spotkał, to miał coś koło 140. Od słowa do słowa i decydujemy się mu pomóc zagiąć do tych 200 by nie musiał na siłę kombinować. Różne propozycje padają, wśród nich Świerklaniec. W końcu staje na tym, że jedziemy przez las do Zendka i objeżdżamy lotnisko a potem do Nowej Wsi i Twardowic. A potem się zobaczy. Jedzie się w lesie bardzo fajnie bo słońce tak nie daje popalić i droga w miarę dobra. Przy lotnisku dla mnie niespodzianka. Ogrodzony nowy kawałek terenu w miejscu, gdzie budują nowy pas startowy. Objeżdżamy go wzdłuż ogrodzenia, potem stary pas i przez tereny dawnej jednostki lotniczej w Mierzęcicach dojeżdżamy do Nowej Wsi. Podjazd zaczynamy równo ale po drodze odcina mi totalnie zasilanie. Chłopaki czekają na mnie na górce na przystanku. Wciągam gdzieś 0,25l coli i ruszamy dalej. Miałem zamiar dojechać do Góry Siewierskiej i prosto do domu ale co? Koledze nie pomogę? Tak to by się musiał męczyć z wykręcaniem gdzieś na siłę kilometrów. Tak więc zaczynamy zjazd do Siemoni i dalej do Sączowa. Wertepkami przeskakujemy do Niezdary i dalej asfaltem do Świerklańca. Bokiem parku dojeżdżamy do wału Kozłowej Góry i ciągniemy nim do tamy. Tu znów lekko siada mi zasilanie ale sklep niedaleko więc ciągnę ile daję radę. Przy sklepie dłuższa przerwa pojeniowo-karmieniowa (radlerki, małosolne, Jeżyki). Nieco sił odzyskuję ale chłopaki coś tam mówią, że może by to tempo nieco zredukować z 28 na jakieś stateczne 25. Podejrzewam, że nie chodziło o to, że nie wyrabiają tylko bardziej mieli na myśli to bym sam się oszczędzał bo kilka razy wspomniałem, że coś mi się kolano odzywa. Jednak bez większych oporów przystaję na to, by nie wrzucać blatu. Tym sposobem przekroczenie 30km/h następuje tylko w bardziej sprzyjających warunkach drogowych (kilka razy). Jedziemy skrótem do Rogoźnika i dalej przez Strzyżowice do mojej wioski. Tu się żegnam z chłopakami bo jestem już prawie w domu. Oni mają do Dąbrowy Górniczej centrum jeszcze jakieś 13 km najkrótszą drogą. Robredowi brakuje do 200 niecałe 10. Będzie miał na bank. A w ogóle to bym się nie zdziwił jakby to znacznie przekroczył. Nie wyglądał na zmordowanego pomimo tego, że pozamiatał na Pogorii 4 jakiegoś szosowca :-)
Umawiamy się jeszcze na jutro na wyjazd Ghostbikers spod Zamku i oni ruszają na Gródków a ja już ostatnie 400 m do siebie.
Bardzo udany dzień. Dużo miodzia z bardzo ładną rzeźnią w super towarzystwie. Nie spodziewałem się, że ta sobota tak ładnie się przekręci.



Link do pełnej galerii


Na początek standardzik.


A potem jest już teren, widoczki i rozpoczyna się miodzio.


Jest brodzenie.


Ja tam się nie szczypałem.


Takiego terenu było sporo dlatego zdjęć z jazdy nie za wiele bo obie ręce były potrzebne do tego by się nie wyglebić. Większość dało się spokojnie przejechać. Zwłaszcza po treningu u Oli na Roztoczu :-)


Niepozorne źródełko Centurii.


Wspomniana wyżej roślinka. Podobno kwitnie cały rok i w tym miejscu ma się wyjątkowo dobrze zarówno pod względem wody jak i temperatury.


A to wspomniane również wyżej zwierzaczki, które świadczą o jakości wody. Niestety aparat nie chciał się wyostrzyć na tym co ja uznawałem za ważne i niewiele widać. Nie było za wiele czasu na zabawy fotograficzne.


Wracamy znad źródełka.


Potem wspinaczka na Rezerwat Góra Chełm (czy coś podobnego w brzmieniu).


Sfocona i profesjonalnie wyszydzona gleba Radka.


Potem się odrywamy od reszty, zostawia nas Radek i w końcu Domino wchodzi w szkodę objadając się młodą kukurydzą.


W Siewierzu, siedząc pod zamkiem, spotykamy Robreda.


Potem jest sporo szybkiego jeżdżenia i w związku z tym mało czasu na focenie aż do tego miejsca czyli mostu nad autostradą w drodze z Wymysłowa do Rogoźnika.


Mnie dzień kończy się z takim wynikiem. Chłopaki będą mieli sporo więcej.


Kategoria Jednodniowe, GPS-

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:26
  • VAVG 23.72km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 18 lipca 2014 | dodano: 18.07.2014

+17 i wysokie chmurki ograniczające działanie słońca ale ogólnie pogoda bardzo przyjemna do jazdy. Dziś start 6:13 więc jak najbardziej w oknie i z zapasem minutek więc jazda spokojniejsza. Punkt pomiarowy - most na Czarnej Przemszy przed wjazdem na Zieloną (jadąc od Łagiszy) - osiągam o 6:34 czyli jestem w oknie przelotowym. Światła w Dąbrowie Górniczej udaje się w większości dojechać na przełączeniu więc stania niewiele. Na miejscu ze sporym zapasem.

Dziś w pracy dłużej przyszło posiedzieć i wychodzę przed 21:00. Powrót bez zaginania by wrócić jak najszybciej i jak najmniej jechać w ciemnościach bo nie mam ze sobą czołówki. Jadę więc przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Grodziec i Gródków. Przyjemna temperatura, nieprzeszkadzające podmuchy wiatru i dość puste drogi sprawiają, że przejazd przebiega sprawnie.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:25
  • VAVG 25.41km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 17 lipca 2014 | dodano: 17.07.2014

+17. Bajkowe warunki do jazdy, które też i wykorzystuję na maximum ze względu na wyjazd poza krawędzią okna startowego czyli o 6:20. Na początku mam długie proste więc jest gdzie nadrobić spóźniony start. W Dąbrowie Górniczej koło "dworca kolejowego" jestem tylko 4 minutki po czasie więc przy płynnych światłach dojadę z zapasem. Jednak światła nie były płynne. Jeszcze te na Kościuszki przy zjeździe do Nemo udało mi się tak dojechać, że się zmieniały jak je osiągnąłem. Na Górniczej stanie. Na Alei Róż przez chwilę też. Na Shellu stanie. Udaje się jednak dojechać punktualnie i urwać z czasu przejazdu jeszcze minutkę. I to wszystko przy obydwóch sakwach :-) Chyba jest coś magicznego w takim komplecie bagażu bo leci się z nim niczym śnieżna kula.

Powrót dziś bez zaginania. Mortimer -> molo przy Pogorii 3 -> dziki przejazd na Pogorię 4 -> Preczów -> Sarnów -> Dom. Po drodze był króliczek. Nawet ładnie ciągnął ale mi potem odbił w wertepy a ja na sztywniaku i z sakwami więc poleciałem asfaltem. Potem go jeszcze widziałem przy molo. Generalnie fajnie się jechało choć miałem wrażenie, że pogoda taka jakby zaraz miała być burza.


Kategoria Praca

DPODZ

  • DST 51.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 23.91km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 16 lipca 2014 | dodano: 16.07.2014

+17 na starcie. Miodzio. Całkiem bez rzeźni :-) Start 6:10 więc spory zapas minutek. Mimo tego przejazd dość dynamiczny bo po prostu były do tego bardzo dobre warunki. Na Alei Róż nieczynne światła więc udaje się sprytnie wbić w potok pojazdów. Niestety następne przy Shellu już mnie zatrzymały. Wcześniej stałem jeszcze na Górniczej i u siebie na "86". Na Zielonej patrol Policji i pewnie dmuchanie. Akurat trzepali tych co jechali z kierunku od Preczowa.

Powrót dziś znów nieco pogięty. Na początek ruszam w stronę Kazimierza Górniczego. Tu już koniec wykopków. Ładny, równy asfalt, którym jadę w stronę Gołonoga. Odruchowo skręcam w gruntówkę wzdłuż torów przy Pogorii 1 ale potem się reflektuję, że przecież nie muszę ciągle rzeźbić tych samych tras i wracam na asfalt i ciągnę do Ząbkowic. Dalej w kolejności jest Antoniów i Piekło, gdzie wbijam na asfalcik wokół Porgorii 4. Przez kawałek do Preczowa plączą mi się jakieś 4 szosy. Jadę sobie swoje 30 km/ h a tamci wloką się spacerkiem sporo wolniej to ich wyprzedzam. Nie wiem, na honor im najechałem czy coś bo zaraz mnie dogonili i wyprzedzili i znowu zaczynają się wlec ze 20 na godzinę. Nosz kurde. Człowiek chce dojechać równym tempem do domu a tu mu jakieś pajace zajeżdżają. Zdecydowaliby się na jedno tempo a nie takie szarpanie. Na szczęście oni chyba w stronę Wojkowic Kościelnych jechali bo jak skręciłem na Preczów to już mi nie przeszkadzali. Wcale nie musieli się popisywać że są mnie w stanie wyprzedzić. To oczywiste. Do domu prosto przez Preczów i Sarnów. Tu zmieniam konfigurację sakw i jeszcze zataczam małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
GPS dziś -3 :-/


Kategoria Praca, GPS-