DPODZ
-
DST
50.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:43
-
VAVG
18.40km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie zero na termometrze. Ładne słoneczko. Ruszam 6:03 i dziś kręcę przez Sarnów i Preczów do Dąbrowy Górniczej i dalej do pracy. W Preczowie wyprzedza mnie szary cienki jak na mój gust zdecydowanie za blisko biorąc pod uwagę to, że miał cały przeciwległy pas wolny. Potem drugi agent w czarnym mercedesie kombi wyprzedza mnie na rondzie między "dworcem kolejowym" a Aldi-kiem. Reszta drogi spokojna. Na Mortimerze wjeżdżam na ścieżkę rowerową i nieco się nacinam bo nie wszystkie zjazdy z chodników obniżyli i na jednym nieźle mnie podrzuca. Odechciewa się jeździć takimi ścieżkami. Wolę jechać asfaltem. Dodatkowo jeszcze na części niby dla rowerów co trochę jakiś piechur.
Po pracy ruszam terenem na Dańdówkę i stamtąd do centrum Sosnowca pod ścianę płaczu. Potem czerwonym szlakiem na Milowice i stamtąd przez Czeladź do Wojkowic gdzie uskuteczniam odrobinę eksploracji terenowych ze skakaniem przez tory w tle. Wróciwszy na asfalt przez Strzyżowice wracam do domu. Zakładam ekstra sakwę i zataczam kółeczko do wsiowego Lewiatana. Powrót spokojniejszy i przyjemniejszy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
17.37km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na termometrze ale ze względu na to, że czuję się jak z krzyża zdjęty, postawiłbym nawet na -5. Jezdnie suche, ładne słoneczko, wiatr niezarejestrowany czyli albo sprzyjający albo brak. Wyjeżdżam z obsuwą czasową. Wrażenie z kręcenia takie, że idzie opornie. Na miejscu też spóźniony. Nogi sprawiają wrażenie jakby były kompletnie przechłodzone i podawanie dają nędzne. To samo kolana. Czyżby jakieś osłabienie? Przeziębienie? Oby nie. Poza tym spokojny dojazd.
Dzień w pracy jedna wielka tragedia. Łamało mnie spanie i nawalał czerep. Chciałem szybko znaleźć się w domu żeby położyć się spać więc powrót maksymalnie krótko. Przez Mec i Środulę, ścieżką z Sosnowca do Będzina, przez Zamkowe, lasek Grodziecki i Gródków do domu. Tempo spacerowe. Beznadziejny dzień.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
19.07km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda twardo trzyma się prognozy czyli +3 i mokre jezdnie. Wiaterek z kierunku sprzyjającego więc go właściwie nie zarejestrowałem. Wyjechałem lekko obsunięty w czasie ale bez problemu udało się wbić w bezpieczne ramy okna przelotowego i na miejscu jestem punktualnie. Kręcenie spokojne i bardzo przyjemne. "Kierownicy" dalej dość spokojni.
Przez cały dzień a to chmury a to słońce. Na wyjściu to samo. Wiaterek gnający zimne powietrze sprawił, że zupełnie nie miałem ochoty na objazdy. Przez Mec, Będzin, skrawek Łagiszy i Gródków powrót do domu. Powoli, nóżka za nóżką bo się kręcić pod wiatr nie chciało. Nogi już przyzwyczajone do nieco wyższych temperatur nie wyrażały zgody na intensywny wysiłek. Spokojny, spacerowy powrót do domu. Nawet szarżujący "kierownicy" niespecjalnie mnie na powrocie wzruszali. Kij im w oko.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:10
-
VAVG
19.38km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zgodnie z prognozami temperatura spada i dziś +5. Jezdnie miejscami mokre. Od "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej zaczyna się ni to mgła, ni to mżawka. Coś takiego co ogranicza widoczność i osadza się ciągle na okularach. Prędkość przelotowa mi spada bo ciągle muszę okulary przecierać by widzieć czy zaraz do jakiejś dziury się nie wrąbię. Trochę też daje o sobie znać wczorajsze mykanie bo mięśnie jakieś takie sztywne. Jednak sama jazda do pracy bardzo przyjemna. Bez pośpiechu, równym tempem. Na miejscu z pięciominutowym zapasem. "Kierownicy" dziś jakoś wyjątkowo spokojni.
Po pracy standardem na molo przy Pogorii 3. Kółeczko na bieżni raczej spacerowym tempem. Pogoda się nieco rozsypała tzn. chłodniej niż rano i do tego wiatr więc też i dość pustawo. Potem przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Spora część drogi pod wiatr z zachodu więc tempo spacerowe. Poza wiatrem tempo też zabijało jakieś znużenie. Podejrzewam, że to brak słońca tak mi rozkładał jeżdżenie.
Kategoria Praca
Ustawka Klubowa Na Dolomity
-
DST
101.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:24
-
VAVG
18.70km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś ustawka klubowa planowana. Zjawiam się na miejscu ciut przed umówioną godziną. Część składu już czeka ale jeszcze inni mają dojechać. Kiedy są już wszyscy robimy zbiorowe (w moim wykonaniu krzywe) zdjęcie żeby potem było wiadomo czyich zwłok w razie czego szukać i potem ruszamy.
Na początek na czerwony szlak na Milowice. Dalej wzdłuż Brynicy ku czeladzkim Strusiom i dalej znów na czerwony szlak by "przekroczyć granicę" na Brynicy. Przedostajemy się na Przełajkę i dalej rzeźbimy czerwonym szlakiem do Michałkowic. Tu wracamy na asfalty i jedziemy kolejno przez Dąbrówkę Wielką do Brzezin Śląskich i Piekar Śląskich. Gdzie się da staram się prowadzić ekipę bokami ale część drogi jednak wychodzi asfaltem dość ruchliwym. Jednak chyba z powodu, że to niedziela i stosunkowo wczesna pora ruch jeszcze nieduży. Udaje się sprawnie przebić przez Piekary do Kozłowej Góry i dalej do Radzionkowa. Stamtąd już prosta droga do celu. Robimy rundkę po rezerwacie Segiet. Wbijamy na dolomitową górkę ale żaden z nas nie czuł się na siłach zjeżdżać (a tym bardziej podjeżdżać). Czynimy tylko kilka foto i jedziemy dalej pod stok narciarski. Fachowym okiem ekipa jednoznacznie dochodzi do wniosku, że górka na Środuli jest większa. Potem zwijamy się. Tą samą drogą do Radzionkowa z postojem przy Lidlu dla uzupełnienia zapasów paliwa i wciągnięcia nieco tegoż. Rozkręca się deszczyk, który w różnym stopniu intensywności, towarzyszy nam dość długo bo do Rogoźnika gdzie też przysiadamy na dłuższą chwilę w "Barze Karmnik Nad Jeziorem". Z Krzyśkiem wciągamy po roladce z kluskami i modrą kapustą + dodatkowe płyny (ja herbatka i cola a Krzysiek kawa i bezalkoholowe gratisowe piwko). Dalej prze Rogoźnik jedziemy do Wojkowic. Tam postanawiam nieco drogę pozaginać, żeby pokazać chłopakom nieco inne niż te główne drogi więc przez różne zakamarki docieramy do terenów dawnej KWK "Jowisz". Przedzieramy się przez nie dalej w stronę Czeladzi i odbijamy po drodze do Grodźca przy okazji przejeżdżając obok stalowej, nitowanej wieży ciśnień. Obecnie to już raczej ruinka, a szkoda bo dość charakterystyczny obiekt i można by go jakoś wykorzystać jako lokalną atrakcję. Dalej gnąc tu i tam wyprowadzam skład na ścieżkę rowerową z Grodźca do Będzina, którą to docieramy do osiedla Zamkowego i klucząc jego uliczkami i chodnikami objawiamy się przy nerce będzińskiej. Objazd kończymy pod Zamkiem w Będzinie zbiorowym foto (by liczba zwłok się zgadzała z tą na starcie). Chwilkę dłuższą jeszcze pogaduchy nim się rozjeżdżamy.
Dalej już solo kręcę przez cmentarz, obok Teatru Dzieci Zagłębia i mostek na Czarnej Przemszy w stronę targu. Stamtąd już standard przez Łagiszę i Sarnów do domu. Po drodze znów rozkręca się drobny deszczyk.
Dzień bardzo udany. Pogoda nieco się sypała choć na starcie nawet nam nadzieję zrobiła objawiając na trochę słoneczko (nad Milowicami i Czeladzią). Potem jednak się zachmurzyło a od Radzionkowa sporo padało. Na szczęście niegroźnie. Ekipa dzisiejsza to starzy, ustawkowi wyjadacze więc wiadomo było, że będzie można giąć trasę i ciorać towarzystwo bez obaw, że ktoś nie da rady albo będzie jęczał. Andrzej, Paweł, Maciek, Krzysiek, Stasiek dzięki za wspólny dzień rowerowy. Miejmy nadzieję, że tym wypadem zachęcimy pozostałych z klubu do udziału w kolejnej ustawce :-)
Link do pełnej galerii
Krzywe liczenie zwłok. Chciałem zrobić ładne zdjęcie z fontanny ale nie za bardzo dało się spojrzeć w ekran czy wszystko ok i takie są efekty. Ale kto jest widać.
Jedziemy wzdłuż granicy do Czeladzi.
Paweł rzuca tekst: "Robią chmury". W pierwszej chwili nie załapałem o co chodzi. Ale rzut oka w stronę Łagiszy i już mamy winnego dzisiejszej pogody.
Osiągamy Dąbrówkę Wielką.
Potem Piekary Śląskie.
I ciśniemy z Kozłowej Góry do Radzionkowa.
By w końcu osiągnąć cel czyli dolomity i rezerwat Segiet, gdzie w jednym miejscu nadziewamy się na urodzaj tych oto stworzonek.
Zdążały one żabki do tegoż między innymi stawiku.
Z dołu robi wrażenie.
Z góry również.
Albo mi się wydawało, albo Darek (djk71) kiedyś napisał coś w sensie takim, że da się to rowerem podjechać. Uwierzę jak zobaczę. Z dołu wygląda to na nie do wjechania. Do zjazdu już bardziej ale trzeba by brązowe spodnie włożyć.
Chłopaki stwierdzili, że toto mniejsze od Środuli. Miarki w oku nie mam. Może i mniejsze. Albo otoczenie sprawia wrażenie, że wydaje się mniejsze.
Krótka przerwa w drodze z Wymysłowa do Rogoźnika.
Wieża ciśnień w Grodźcu. Niestety zaniedbana i w zaśmieconym otoczeniu. Szkoda. Kilka ławeczek, jakieś tablice informacyjne i nieco porządku a byłby fajny punkt dla rowerzystów do odwiedzania.
Finisz w Będzinie.
I GPS-owe podsumowanie dnia.
Kategoria Jednodniowe
N
-
DST
25.00km
-
Czas
01:08
-
VAVG
22.06km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś dzień leniuchowania. Jednak nie byłby ważny gdybym nie zakręcił choć małego kółeczka więc wyczekawszy do nocy ruszam. 21:17 start. +12 na termometrze. Wiatru nie zauważyłem w ferworze walki. Kółeczko mało ambitne. Psary -> Wojkowice -> Czeladź -> Będzin (Syberka) -> Łagisza -> Sarnów -> Psary. Fajnie się jechało. Drogi może nie wymarłe ale zdecydowanie puste. Zupełnie nie da się porównać do ruchu w zwykły dzień roboczy. Pomimo tego jednak zdarzali się tacy, co koniecznie musieli rowerzystę wyprzedzić zanim tamci z przeciwka dojadą. Eh... co za ludzie. Przecież i tak tym furami przed śmiercią nie uciekną więc po co się tak spieszyć?
Kategoria Inne
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Sucho. Ładne słoneczko. Warunki rewelacyjne. Jedzie się bardzo dobrze. Droga spokojna. Dopiero na Robotniczej (niedaleko "dworca kolejowego" w D. G.) o mało co gleby nie zaliczam jak zjeżdżam z resztek chodnika do wykopu po jezdni. Uciekają mi nagle koła na sypkim piasku i w ostatniej chwili udaje się wybronić przed upadkiem. Trochę mnie to z rytmu wybija ale już za rondem w centrum wracam w tryb kręcenia dojazdowego i na miejscu jestem 5 min. przed czasem.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Niestety pierwsza wyskrobana do zera więc przyszło zagiąć do centrum. Stamtąd przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Trochę wiatr życie uprzykrzał ale nie jakoś poważnie. Poza tym bardzo fajnie ciepło więc kręci się bardzo przyjemnie.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
42.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
21.36km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+5. Ładne słoneczko. Wiaterek z kierunku sprzyjającego więc go nie zauważam. Ruszam po dokonaniu upgrade-u śniadania o 6:13 i bez problemu włączam się w bezpieczne ramy czasowe. Nie zależy mi dziś jednak na specjalnym ciśnięciu i jadę sobie spokojnie a i tak dojeżdżam przed czasem. Po drodze tradycyjnie szarżujące konserwy, które przy wyprzedzaniu mogłyby z pół metra więcej odstępu zachować. Słoneczko dokonało przeskoku i jest znacznie wyżej niż jeszcze w piątek. Jezdnie miejscami jeszcze nieco mokre.
Generalnie przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy wiosna w pełni. Ciuchy dobre na rano sprawiają, że po południu przy +15 (albo i lepiej) przy intensywniejszym kręceniu mam rażenie, że się zapalę. Już będzie trzeba wozić zmianę lżejszej warstwy na popołudnie. Ale to dobrze.
Powrót standardem pod molo na Pogorii 3. Bieżnią na Piekło i stamtąd asfaltem wzdłuż Pogorii 4 do Marianek i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Na Piekle widzę króliczka więc włączam młynki i go doganiam a potem wyprzedzam. Przykleja się do koła i ciągnie się za mną do tamy. Tam chwila zwolnienia bo wąsko ale dalej mi na kole siedzi. Jednak on jedzie w stronę Ratanic a ja odbijam na Preczów więc nici z dalszego wzajemnego nakręcania się. Plany na popołudnie uniemożliwiły popróbowanie się a szkoda, bo zawodnik sprawiał wrażenie, że spokojnie dałby radę przeciągnąć się od Marianek do Wojkowic Kościelnych z konkretną prędkością. A może i by prowadził... No nic, nie dowiem się już pewnie.
W domu godzinka przerwy i po zmianie konfiguracji sakw zawijas do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:06
-
VAVG
17.14km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Moje zdziwienie budzi poranny deszcz. Nie sprawdziłem prognozy pogody na dziś i stąd zaskoczenie. Jednak nie odpuszczam i zbieram się do pracy rowerkiem. Wrzucam na siebie extra warstwę wodoodporną i ruszam mniej więcej w oknie startowym. Tempo nieco mniej intensywne ponieważ warstwa wodoodporna chroni zarówno przed przedostawaniem się wody z zewnątrz jak i wydostawaniem z wewnątrz. Przy dynamicznym stylu jazdy w takim zestawie można się zagotować. I tak dojeżdżam na miejsce poza tym, że o czasie, to zdecydowanie mokry ale przynajmniej nie uflejany do imentu. Wiaterek przed wyruszeniem wyglądał niemal na huraganowy ale potem nieco zelżał i zdecydowanie był z kierunku wspomagającego. Dziś nie miałem ani trochę zmiłowania dla konserw. Jechałem twardo środkiem pasa ruchu bo inaczej musiałbym jechać koleinami wypełnionymi wodą. Miejscami trzeba mi było objeżdżać niezłe rozlewiska. Generalnie jednak spokojny dojazd do pracy.
Dzień w pracy przeleciał tak szybko jak życie przed oczami przy czołowym spotkaniu rowerzysty z TIR-em ;-p To i chyba trochę pogoda sprawiły, że dopadło mnie coś na kształt znużenia a co za tym idzie, kręcenie powrotne zrobiło się spacerowe i bez objazdów. Przez Mec i Środulę jadę do Będzina. Na ścieżce przy Prosperze III znów zaparkowane konserwy. Dalej obok stadionu na Zamkowe i ścieżką do Grodźca. Tam odbijam na Gródków. Po drodze focę kupkę gruzu, która była kiedyś była kawałkiem cementowni i "groziła zawaleniem" a "wstęp wzbroniony" był do niej. Cóż, groźby przeszły w czyny. Potem jeszcze zawijam kilka podjazdów w Gródkowie i kawałek przy piekarni by w końcu dotrzeć do domu. Przeszkadzał dziś na powrocie dosyć zauważalny wiatr. Jezdnie były mokre ale na szczęście nie padało. Pocieszające jest to, że w domu jestem przed 18:00 a tu jeszcze całkiem sporo widać.
Kategoria Praca
DP PTTK ND
-
DST
44.00km
-
Czas
02:17
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6. Wiaterek śladowy więc dziś bez pomocy w drodze do pracy. Jezdnie suche. Wyjechane o czasie (6:00) więc można było kręcić spokojnie. Kolejny dzień docierania napędu w Srebrnej Strzale. Wszystko działa sprawnie i cichutko. To lubię. Dojazd do pracy bez sensacji jeśli nie liczyć wariatów walczących o sekundy.
Po pracy na początek na Orion na spotkanie z Prezesem i Avacsem. Potem we trójkę kręcimy w stronę Ostrogórskiej i pobliskiego przedszkola w celu sfocenia tegoż jako potwierdzenie, że zdjęcie z jednego z forów faktycznie dotyczy tego miejsca a nie Dąbrowy Górniczej. Potem jedziemy pod fontannę i chwilę rozprawiamy na tematy oczywiście rowerowe. Potem przenosimy się z rozprawami do siedziby PTTK. Wkrótce zjawiają się kolejny klubowicze i rozmowy rozkręcają się na dobre. Składki, plany, wspominki, nowi cyklouzależnieni w klubie. Się dzieje. Spotkanie kończymy po 18:00 ale jeszcze trochę nam schodzi na pogaduchach. Marcin z Adrianem odprowadzają mnie do Czeladzi gdzie babram się trochę z przednim hamulcem, który nieoczekiwanie zaczął trzeć. Marcin udziela mi klucza, którym udaje się sprawę rozwiązać. Przy okazji kolejna porcja pogaduch. Rowerowych, oczywiście. Potem chłopaki odbijają w stronę Pogoni a ja przez Wojkowice i Strzyżowice wracam do domu. Po zachodzie zrobiło się ciut chłodniej ale i tak pogoda rewelacyjna. W czasie jazdy jest wręcz idealnie.
Zdjęcie z lat pięćdziesiątych XX wieku budowli, która podobno miała być w Dąbrowie Górniczej.
Teraz to miejsce wygląda tak i faktycznie jest to w Sosnowcu (skrzyżowanie ul. Ostrogórskiej i Emila Zegadłowicza).
Kategoria Praca






















