DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:32
-
VAVG
24.13km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie. Ładne słoneczko. Wiatr nierejstrowalny. Miejscami lekkie mgły na polach. Spokojna i przyjemna jazda do pracy. W Dąbrowie Górniczej między Zieloną a "dworcem kolejowym" mała odchyłka. Z daleka widzę jak jakaś kobieta zsiada z rowerka i wchodzi na chodnik blokując jedyne przejście. Obecnie grzebią się tam jeszcze z remontem jezdni i pozastawiali wszystko ogrodzeniem. Tylko tym chodnikiem da się przebić. Żeby nie czekać aż pani przedepta te kilkadziesiąt metrów robię skręt w prawo i dodając sobie kilkaset metrów (w tym część po wertepkach) objeżdżam wąskie gardło. Zajęło mi to akurat tyle ile tej pani przejście tego kawałka pieszo. Potem jeszcze od Mortimera do centrum Zagórza ciągnę się za króliczkiem. Fajnie, równo jechał ale nie było nam po drodze dalej. On w stronę Mecu a ja odbijam na Szymanowskiego.
Po pracy obieram kierunek na Dąbrowę Górniczą. Tym razem udaje się zakupić "tuszcz" do drukarki. Potem uderzam w stronę urzędu pracy i dalej na Koszelew. Stamtąd jadę w stronę targu w Będzinie ale za mostem na Czarnej Przemszy wbijam w wertepki i jadę nimi do Łagiszy. Tu wracam na asfalt i przez Łagiszę i Sarnów jadę prosto do domu. Tu zrzut sakwy i jeszcze małe kółeczko do sklepu. Na powrocie wiaterek nie pomagał choć jechało się całkiem fajnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Bez wiaterku. Miejscami lekkie mgły. Jechało się dość dobrze i spokojnie.
W ciągu dnia burza. Na wyjeździe z pracy horyzont bogaty w ołowiane chmurki. Nie decyduję się na wyginanie trasy. Na początek po "tuszcz" do drukarki - sprawa niezałatwiona więc jutro powtórka. Potem przez Mydlice na Koszelew i stamtąd pod targ w Będzinie. Dalej do lasu grodzieckiego i przeskok przez "86" do Gródkowa. Stamtąd już bez kombinacji do domu. Po drodze kapały pojedyncze kropelki ale powrót uszedł na sucho. W kilku miejscach jeszcze ślady niedawnych opadów. I jakby wiaterek z kierunku wmordewindu się uruchomił.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie to niejakie novum. Ale bardzo pożądane. Ubieram kurteczkę ale w locie okazuje się, że spokojnie mogłem uzbroić się w dużo lżejszą bluzę. Jechało się bardzo przyjemnie i spokojnie. Wiaterku jakoś nie zarejestrowałem. Dziś przez Gródków, Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Upgrade śniadania już w Sosnowcu bo moja ciastkarnio-piekarnia znów nawaliła i otwarte od 7:00.
Powrót bez kombinacji. Mec, Środula, Będzin-Zamkowe, lasek grodziecki, lasek gródkowski, Psary. Trochę terenem. Decyzja o powrocie wyniknęła z tego, że na horyzoncie formowała się ołowiana chmurka a w prognozie ICM-u stało, że mogą być burze. Trochę też miało znaczenie to, że drobne kropelki pojawiły się już na starcie. Jak dojeżdżałem do domu to na południe ode mnie widziałem ścianę deszczu a będąc w domu już słyszałem grzmoty.
Kategoria Praca
Ustawki
-
DST
100.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:34
-
VAVG
17.96km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota i niedziela kompletnie przebimbane i nierowerowe. Głównie z powodu niechcenia. Wieczorem dostaję sms-a od Waldka, że jutro poświąteczna ustawka na palenie tłuszczyku. Ja tam lubię swój tłuszczyk i specjalnie na jego spalaniu mi nie zależało ale pojeździć? Czemu nie? Dopytałem skąd i o której start. 10:00. Niwecka w Sosnowcu. Odpisałem, że jak w stanę, to będę. Wstałem. 7:00 czyli niby czasu w pip na pośniadanie i przygotowanie do startu a jak zwykle wychodzi start ze spóźnienia. Forma jakaś nie taka i do kompletu jeszcze wiaterek z kierunku przeszkadzającego więc jedzie się tak średnio sprawnie. Przez Sarnów, Preczów, Zieloną, Dąbrowę Górniczą, Mec na Dańdówkę. Koło kościoła zatrzymuje mnie ryk spod kiosku. To Waldek i Rysiek wyzwalają reakcję ściągnięcia klamek. Witamy się i chwilę tolerując odgłosy mszy z pobliskiego kościoła czekamy na info od reszty umówionych ustawkowiczów. Okazuje się, że Marcin Nieprezes trochę źle zrozumiał miejsce ustawki i spotkamy go po drodze. Jedziemy kupić brykiet na grilla i ruszamy do celu Nr1 czyli na Sosinę. Po drodze dołącza Marcin Nieprezes i kawałek dalej Marek. Potem po drodze zgarniamy jeszcze Marcina (ani prezesa ani nieprezesa) i jedziemy w końcu do celu. Tam chwila na lody włoskie dla zainteresowanych oraz fotograficzne polowanie na smoka a potem kręcimy w stronę Bazy Nurków tam kilka postojów głównie na focenie i jedziemy dalej do Ciężkowic gdzie usiłujemy zakupić kiełbaskę na grilla. Udaje się jednak tylko zdobyć browarki. Z tą zdobyczą jedziemy ponownie na Sosinę tyle, że inną drogą. Na miejscu czeka już Marcin Prezes z tatą. Waldek z Ryskiem i Prezesem jadą szukać kiełbasek a my zabieramy się za odpalanie grilla, pogaduchy i browarka. Czas przyjemnie płynie. Pojawia się kiełbaska. Jemy. Dalej gadamy. Czas płynie. Gdzieś po drodze odezwała się Jadwiga, że proponuje ustawkę na Piernikarki. Sesja łączonościowa i wstępnie umawiamy się na Sosinie ale nam udaje się dotrzeć sporo wcześniej i jesteśmy już w trakcie konsumpcji jak oni docierają dopiero na Piernikarki. My kończymy mięsko i ruszamy w ich stronę. Znaleźli fajną metę gdzie już płonie ognisko. Chwila nawoływań i zaczynają się tak przynajmniej ze 2 godziny wesoło spędzone przy ognisku. W końcu robi się po 18:00 i powoli ruszamy w drogę powrotną. Jest wesoło. Już na starcie gleba Prezesa. Potem razem z Jadwigą i Prezesem zostaję chwilę w tyle by zbadać czemuż to opona trze o ramę (wychodzi na to, że chyba pękła ośka z tyłu) i w efekcie grupa się od nas odrywa. Zaczyna się radosne błąkanie się po lesie zakończone naszym lądowaniem na Pętli Stare Maczki. Sesja łączności pozwala ustalić, że reszta jest na Euroterminalu i łata kapcia. Ciśniemy w ich stronę czarnym szlakiem i dopełniamy jeszcze jeden punkt programu - skakanie przez tory - jednocześnie nadziewając się na przelatującą resztę grupy. Razem jedziemy jeszcze kawałek by w końcu się podzielić. Z Ryskiem, Waldkiem, Marcinem Nieprezesem i Markiem jedziemy mniej więcej taką samą trasą na Dańdówkę. Po drodze Waldek podprowadza nas pod "zamek" w Sosnowcu :-) Na Dańdówce żegnamy się z Markiem i Waldkiem i we trzech ciśniemy w stronę centrum. Niedaleko ZUS-u żegnamy się z Marcinem i we dwóch z Ryśkiem jedziemy do Milowic. Tu Rysiek odbija w stronę Katowic a ja Czeladzi. Dalej już solo przez Wojkowice i Strzyżowice doginam do setki.
Bardzo udana rowerowo niedziela. Jeżdżenia może nie jakoś masakrycznie dużo ale za to w zupełności wynagrodzone przez spotkanie starych, rowerowych znajomych i spędzenie z nimi kilku godzin na świetnej zabawie. Do tego dopisała pogoda. Letnie wdzianko zupełnie wystarczyło. Udało mi się nawet nieco przypalić górne i dolne końcówki. Przy lądowaniu w bazie termometr pokazywał +10 ale wrażenie miałem jakby było znacznie cieplej. Tym dwoma łączonymi ustawkami (Waldka na Sosinę i Bazę Nurków oraz Jadwigi na Piernikarki) chyba na dobre uruchamiamy coweekendowe ustawki. Już w piątek jedziemy na forty w Krakowie by potem dołączyć do rajdu do Trzebini. Potem długi weekend majowy, gdzie też już kilka propozycji się skrystalizowało. I tak pewnie będzie już co tydzień.
Zaczynamy wspólne jeżdżenie od sfocenia murali.
Potem rozpoczynamy przebijanie się na Sosinę.
Gdzie też i w końcu docieramy.
Przerwa na włoskie.
Foto-polowanie na smoka.
I przeskok w żwawym tempie na Bazę Nurków.
Gdzie też trochę focimy objeżdżając zalany kamieniołom.
Woda ma cudny kolor z góry.
Część dzika.
Trochę wygłupów przy okazji :-)
Potem szybka wizyta u koników.
A potem grillowanie nad Sosiną.
Ognisko przy Piernikarkach.
Prezesowa gleba i Szyderca przy pracy.
Potem trochę jeżdżenia i pożegnania.
Waldek prowadzi nas pod sosnowiecki "zamek".
Potem jeżdżenie, pożegnania, jeżdżenie, pożegnania, jeżdżenie, pożegnanie i solowe dokręcanie zakończone z takim, oto wynikiem.
Link do pełnej galerii
Ślad z GPS-a jutro.
EDIT:
Ślad przy innej okazji jak mi się nie zapomni :-)
Za to dodaję panoramkę z Bazy.
Kategoria Jednodniowe
DPOD
-
DST
51.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
24.09km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Ładne słoneczko. Wiaterek? Sam nie wiem. W czasie jazdy zawsze mam wrażenie, że wieje. Tak trochę dziś po krawędzi okna startowego jechałem ale udało się dotrzeć na czas i właściwie bez akcji ze strony "kierowników". Ciągle jeszcze zastanawiam się czy mam spóźniony o 3 dni refleks. Niedawno rozkopali ulicę Niepodległości od strony ulicy Pokoju w Łagiszy. Wielki dół przez całą szerokość. Dla samochodów nie do przejechania. Rowerkiem da się bokiem po chodniku myknąć. Tak też i dwa ostatnie dni się tamtędy przedostawałem. Dziś skręcam w Niepodległości i widzę na skrzyżowaniu znak, że w lewo jest ślepa droga za jakiś kilometr. Pomyślało mi się, że chyba będzie trzeba zawrócić ale przynajmniej pojadę i zobaczę o co chodzi. Dopiero tak w połowie drogi mi się przypomniało, że tam ten dół jest. I teraz się zastanawiam czy dopiero dziś znaki postawili czy były wcześniej a ja tylko na nie uwagi nie zwracałem. Prawie dałbym sobie łeb urwać, że jednak te znaki to świeża sprawa. Prawie.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Dalej na Pogorię 3 w okolice mola. Tam kawałek bieżnią do zjazdu za Świątynią Grillowania i przeskok na Pogorię 4. Miałem bez okrętek do domu jechać ale koło jakoś tak samo się omsknęło i wyszło, że pojechałem wzdłuż zbiornika do Wojkowic Kościelnych. Po drodze spotkanie z dwoma rekonwalescentami z Ghostów (powrotu do zdrowia i formy, chłopaki). Dłuższa chwila rozmowy na tematy, jakżeby inaczej, około rowerowe. Z Wojkowic jadę do Preczowa i dalej na Warężyn. Tam skręcam na Dąbie-Chrobakowe i dalej do Malinowic. Stamtąd już prosto do domu. Na wyjściu było ładne słoneczko i chyba drugi raz w tym roku ruszyłem w koszulce z krótkim rękawem. Jednak w okolicy Wojkowic zaczęły zbierać się chmury i zrobiło się nieco chłodniej. Chyba sytuacja zmierza do opadów zapowiedzianych na ICM-ie. Generalnie jednak jechało się bardzo fajnie i żwawo.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
20.37km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Słabe +1. Odczuwalny zimny podmuch na twarz w czasie jazdy. Start mniej więcej o czasie i dojechane takoż. Po drodze bez zgrzytów ze strony blaszanek. Na Zielonej kontrola trzeźwości ale odkąd na rowerku to tylko wykroczenie to już nie każą dmuchać - pewnie dochodzą do wniosku, że skoro jedzie prosto, to jest dostatecznie przytomny ;-) Na niebie dziś chmurki na przemian ze słoneczkiem. Jezdnie suche. Jedynie na kawałku Robotniczej, gdzie robią kanalizację, bagno.
Po pracy o wiele przyjemniej. Ładne słoneczko i zauważalnie cieplej. Ale też i wiaterek. Powrót przez Mec, Środulę, Zamkowe, Grodziec i Gródków niezbyt spiesznym tempem. W domu opróżniam sakwę i jeszcze mały zawijas do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.64km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Wiatr w plecy. Pochmurno. Miejscami dość mokro po wczorajszych opadach. Przejazd bezdeszczowy i spokojny.
W pracy schodzi dziś trochę dłużej i już nie mam ochoty na objazdy. Wertepkami jadę do Dąbrowy Górniczej i dalej pod molo na Pogorii 3. Stamtąd na Zieloną i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Ładne słoneczko ale zimny wiatr z północy nieco przeszkadzał. Za to drogi suche.
Kategoria Praca
DP PTTK D
-
DST
44.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
18.86km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3. Pochmurno. Zauważalny wiaterek mniej więcej z kierunku na plecy. Chłodny. Wyjechałem tak na krawędzi okna startowego ale dzięki owemu wiaterkowi udało się utrzymać w czasie przelotu i na miejsce dojechać punktualnie. Po drodze bez większych sensacji choć kilka razy miałem wrażenie, że "kierowniki" mogliby mnie wyprzedzać z nieco większym zapasem. Miejscami na jezdniach jeszcze ślady wczorajszych opadów. Dziś kurs przez Gródków, Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą.
Po pracy na początek do Prezesa i potem razem bokami do centrum Sosnowca na spotkanie klubu. Tam nam schodzi trochę na różnych różnościach. Odbieram m. in. Małą Złotą odznakę KOT PTTK. Potem planowanie najbliższych wyjazdów. Na koniec Marcin opowiada o planach sosnowieckiego Urzędu Miasta co do rozbudowy ścieżek i szlaków rowerowych. Sensowne choć przedstawiona perspektywa czasowa trochę gasi entuzjazm. Chciało by się już mieć to, co dopiero jest w planach. Mimo tego trzymam kciuki za realizację tych planów bo w wyniku powstaną przydatne ciągi komunikacyjne. Po spotkaniu, na które tylko my dwaj przyjechaliśmy na rowerach, ruszam do domu a Marcin postanawia mnie odprowadzić na Pogoń. Potem odprowadzanie przeciąga się do Będzina. Dalej odprowadzanie wiedzie nas do Grodźca skąd zostaję odprowadzony pod szkołę w Gródkowie :-) Fajnie się jechało, fajnie gadało (trochę wspominek ze wspólnych wyjazdów, trochę dyskusji nad tym jak wyglądają ścieżki, którymi jechaliśmy) ale potem droga nam się rozeszła. Ja już prościutko do domu a Marcin tak kombinował żeby do 40km dobić. Trochę mu brakowało i w planie miał Zieloną i rundkę po bieżni. Ciekawe czy wyszło i czy uszło mu to na sucho. Jak dojeżdżałem do domu to nade mną kłębiły się średnio ciekawe chmury.
Małe rowerowe sukcesy. Komplet Małych Kolarskich Odznak Turystycznych oraz Odznaka za przejechanie Wiślanej Trasy Rowerowej. Teraz został do zdobycia komplet Dużych KOT-ów i na koniec KOT za wytrwałość. Jeszcze kilka lat jeżdżenia przede mną :-)
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
41.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
18.64km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6. Pochmurno ale sucho i bezwietrznie. Dziś spokojnie przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Zielona robi się zielona. Odczuwalnie cieplej. Bardzo przyjemnie się dziś kręciło do pracy.
Nim dzień w pracy się skończył za oknem było całkiem ciekawie: deszcz, grad, wiatr, słoneczko, chmurki. Kiedy się przebierałem do startu w firmie rypnęła się dostawa zasilania i musiałem posiedzieć dłużej żeby powyłączać co trzeba nim się skończy zasilanie rezerwowe i potem powłączać jak już zasilanie wróci. Tak mi schodzi prawie do 17:00. Kiedy ruszam jest już całkiem przyzwoicie. Miejscami mokro, wieje z kierunku wmordewindu ale niespiesznym tempem jedzie się całkiem nieźle. Powrót przez Mec, Środulę, Będzin (na ścieżce obok Prospera III tradycyjnie parkujący zgon buraków), Grodziec i Wojkowce. Dojazd uchodzi mi na sucho. W domu zmiana konfiguracji sakw i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Nim dojechałem do sklepu na horyzoncie widać było już ścianę deszczu. Kiedy wyszedłem ze sklepu rowerek konkretnie zlany czyli jednak musiała ściana deszczu przelecieć nad sklepem. Kilometr do domu mokrą jezdnią ale udaje się dojechać nieuflejanym.
Takie coś tego dnia poleciało.
Coś dla fanatyków walki z gejami. W sam raz do palenia :-)
Ściana deszczu na horyzoncie tuż przed wjazdem do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:01
-
VAVG
17.85km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczoraj dałem sobie spokój z jazdą do pracy na rowerku. Nie było jakiegoś super mocnego deszczu ale jednak kapało i na jezdniach było dość sporo wody. Zupełnie nie miałem natchnienia do przebijania się przez tą wodę. Po południu było lepiej ale mimo tego nie pojeździłem.
Dziś na starcie +2 i mgły oraz zamglenia. Nie jakieś straszne ale zauważalne. Dojazd do pracy spokojny i bez sensacji.
W trakcie pracy zadzwonił Rysiek czy się na Pogorię przypadkiem nie zakręcę. Jednak plany powrotne mam dziś takie, że nie przewidują bajorka na swojej drodze. Wracam przez Mec, Środulę, Zamkowe, Grodziec i krawędź Wojkowic. Troszkę nowatorskiego zaginania włączając ciut terenu. Po drodze kilka fotek bo słoneczne światło i chmurki wraz z rozwijającą się zielenią tworzą ciekawe kompozycje.
Kategoria Praca






















