limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPOND

  • DST 47.00km
  • Czas 02:19
  • VAVG 20.29km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 13 stycznia 2015 | dodano: 13.01.2015

+3 na wstawaniu i chyba na starcie nie spadło. Zdecydowanie zauważalny wiatr. Tak "na oko" południowo-zachodni czyli raczej pomagający. Start 6:03, co w tych warunkach pozwala na spokojne kręcenie. Jezdnie schnące. Trasa standardowa i bez sensacji. Na miejscu z zapasem 5 minutek. Hotel dorobił się 1 piętra. Na nocnym foto coś tam już widać ale po pracy zajadę jeszcze zrobić foto dzienne.

Po pracy bardzo ładna pogoda. Bezchmurnie, ładne słoneczko, wiaterek zauważalny ale do przyjęcia. Większe zagięcie powrotu było więc nieuniknione. Na początek ruszam do Dąbrowy Górniczej zrobić dzienne zdjęcie hotelu ale za wiele nie wychodzi bo słońce akurat wisi nad horyzontem niemal na wprost obiektywu i nie ma za bardzo jak się ustawić by nie było prześwietlone. Pstrykam ze 2 lub 3 na próbę ale zniechęcony ruszam dalej przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej pod molo na Pogorii 3. Ścieżką objeżdżam zbiornik od strony Łęknic na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 asfaltem do Kuźnicy Piaskowej. Tu już rozpoczyna się zauważalna szarówka. Zaczyna się też rzeźbienie pod wiatr. Początek po płaskim więc nie jest źle ale im bliżej Dąbia, tym bardziej stromo i prędkość spada. Krótki zjazd i potem znów rzeźbienie pod górkę do Strzyżowic. Stąd już szybki zjazd do domu. Lądowanie przed 17:00 więc grubo po zachodzie słońca. Jednak dzięki temu, że przewiało chmury ciemności nie są tak intensywne. W sumie bardzo przyjemne kręcenie powrotne. Po drodze na pojezierzu całkiem sporo biegaczy, rowerzystów, trochę kijkarzy i spacerowiczów. Chyba ludzie jednak wolą taką zimę ;-)


Kategoria Praca

DPNDZ

  • DST 39.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 02:58
  • VAVG 13.15km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 5 stycznia 2015 | dodano: 05.01.2015

Temperatura około zera ale dokładnie nie wiem, bo nie sprawdzałem. Od wczoraj nic nie dosypało więc bez zastanowienia wybieram za środek transportu rower. Start 5:35. Dalej wieje. Na szczęście dla mnie w plecy czyli do pracy łatwiej. Jedzie się nawet całkiem nieźle. Na jezdniach głównie błoto pośniegowe lub nierozjeżdżony jeszcze zbyt dobrze śnieg. Odcinki czarne to rzadkość. Mam też po drodze kilka kawałków ładnie zasypanych. Generalnie znów przydaje się roztoczański trening. W Dąbrowie Górniczej temperatury chyba niższe bo jest więcej miejsc, gdzie jezdnie są pokryte lodem. Od parku Hallera do Szymanowskiego w Sosnowcu jadę chodnikami. Nieodśnieżone więc wolniej ale za to bezpieczniej. U celu z zapasem 10 minutek, z których kilka muszę poświęcić na odrapanie rowerka z przyklejonego śniegu i błota. Generalnie przejazd jednak mało komfortowy jeśli chodzi o moją obecność na jezdni. Ciągle miałem wrażenie, że zaraz mi ktoś w tył wjedzie, albo za blisko wyprzedza, albo że fiknę komuś pod koła. Poważnie biorę pod uwagę czasowe przerzucenie się na zbiorkoma. Zadecyduje dzisiejszy powrót i najbliższa noc. Ma dosypać i ma spaść temperatura jeśli wierzyć ICM-owi. A to jeszcze pogorszy warunki jazdy. Do tego czasowo przejazd już zajmuje tyle co podróż autobusem ;-p

W ciągu dnia dosypało. Przy tym było dość ciepło więc na ruchliwszych jezdniach opad zamienił się w burą ciecz (pewnie również za sprawą sypanej soli). Zaś tam, gdzie nie docierały solarki i paskarki czyli na chodnikach śnieg przybrał jedną z dwóch konsystencji: sypką gdzie ruch nieduży i oblodzoną w uczęszczanych miejscach. Ruszam na początek ulicą ale wzdłuż Braci Mieroszewskich przerzucam się na chodnik i ciągnę nim do Alei Róż i pod ścianę płaczu. Tu wracam na jezdnie i nimi kręcę pod molo na Pogorii 3. Wczoraj na parkingu kilka samochodów ćwiczyło poślizgi. Podejrzewam, że nie do końca legalnie i możliwe, że z tego powodu dziś zastałem tam radiowóz. Albo to tylko taki zbieg okoliczności. Spod mola jadę na Zieloną, przez mostek na Czarnej Przemszy i na czarny szlak w stronę Łagiszy. Jest lekko pod wiatr. Słabszy niż wczoraj ale wychładza. Nogi dostają do wiwatu. W Łagiszy wracam na asfalt i przez Sarnów ciągnę do domu. Tu przerwa na zagrzanie się i z większymi sakwami kółeczko do wsiowego Lewiatana. Zauważalnie się ochłodziło po 18:00.
Przejazd powrotny, jak się spodziewałem, niezbyt spieszny i miejscami owiany wątpliwościami co do szans przejechania bez fiknięcia. Udało się ale po mieście jeździ się niefajnie. Krawężniki, dużo oblodzeń. W terenie jest bez porównania lepiej. Śnieg kopny, dobra przyczepność, cisza, bez samochodów. Czyli powrót tak pół-na-pół fajny. Jutro wolne więc może znów kawałek terenowy a środa... Prognozy raczej nie napawają optymizmem. Jakieś deszcze ponoć...


Kategoria Praca

Siłka na kołach i z łopatą

  • DST 30.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 02:44
  • VAVG 10.98km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 4 stycznia 2015 | dodano: 04.01.2015

Na termometrze zero. Za oknem od rana na przemian raz wiatr i śnieg, raz wiatr i słońce. Efekt tego jest taki, że grunt przykrywa warstwa śniegu. Start uskuteczniam około 15:00. Słońca nie ma ale śnieg jeszcze nie pada. Na początek terenem ze Strzyżowic pod Urząd Gminy w Psarach. Nim tam docieram wiaterek się rozpędza i niesie ze sobą tumany śniegu.


Tak to mniej więcej wygląda.

Jako, że wieje w plecy to jadę dalej bo jedzie się całkiem przyjemnie, choć spacerowo. Prędkość tak w granicach 10km/h. Biegi w zakresie 1/1-2/3. Więcej i tak nie da się uciągnąć. Ale przyczepność bardzo dobra dzięki agresywnej oponce na tyle Srebrnej Strzały. Nawet kiedy koło uciekało na jakiejś koleinie wystarczyło tylko szybciej zakręcić by wrócić na tor jazdy. W ogóle cała trasa bez gleby a uślizgi nieznaczne i może ze 2-3 z podpórką.
Kiedy docieram do Łagiszy przez chwilę myślę, że przez tą pogodę to chyba będzie trzeba zawrócić. Problem w tym, że wieje i sypie tak, że o powrocie nie ma mowy bo musiałbym jechać centralnie pod prąd. Tymczasem ledwo coś widziałem jadąc nawet z wiatrem. Ale coś tam widziałem. W związku z tym przerzucam się na kawałek czarnego szlaku wzdłuż torów i ciągnę na Zieloną. Jakichś ludzi po drodze wymijałem ale chyba nikt znajomy. Zresztą bardzo zajęty byłem tym, by się nie wyglebić i nie zwracałem uwagi na takie nieistotne dla akcji detale jak przechodnie. A akcja w dalszym ciągu wyglądała tak:


Fotka bez lampy. Ładnie to wygląda, prawda?


Fotka w tym samym miejscu z lampą pokazuje jak to wyglądało faktycznie.

Kawałek, który normalnie przejeżdża się błyskawicznie ciągnął się tym razem niemiłosiernie długo. Kiedy dotarłem do Zielonej opad przesunął się dalej i taki widoczek ukazał się mym oczom:




Rzut oka za plecy. Z onej chmurki, co to jej krawędź widać, tyle śniegu naleciało.


Czarna Przemsza kawałek od mostku na Zielonej.


Na Zielonej spotykam bałwana z grzywką ;-)


Zimową scenerię intensywnie oświetlał Księżyc.


Zamarzająca Pogoria 3 widziana z mola. Pod Księżycem bloki na Łęknicach.


"Kacki" i inne "ptaszydła".


Z rowerka śnieg nawet nie chciał się dać strząsnąć.

Przez Zieloną wracam w stronę Czarnej Przemszy i jej wałami jadę do Będzina.


Ścieżka wzdłuż Czarnej Przemszy. Gdzieś po drodze spotkałem człowieka na biegówkach.

Potem przez Zamkowe, Grodziec i Gródków spacerowo kręcę do domu. Zjeżdżając pod szkołę w Gródkowie osiągam zawrotne 28km/h. Więcej się trochę bałem, bo hamulce niestety kiepsko pracowały poprzymarzane i obsypane śniegiem. Na 400m od domu burak z tycim ego ale za to wielką furą w stylu BMW x-cośtam i xeonami takimi, że oczy wypala, jedzie mi prawie na kole a potem przy wyprzedzaniu jeszcze trąbi. Chyba nigdy nie zrozumiem tej wersji ułomności umysłu. Jakoś kierowca pługa jadącego za nim nie miał ze mną żadnych problemów a pojazd miał o wiele większy.


Rowerowo dzień zakończony z takim wynikiem oto. Całość pozwoliłem sobie wpisać jako teren bo praktycznie jechało się całą drogę jak po piasku. Bardzo się przydał roztoczański trening pod okiem Oli :-) Dzięki temu jazda sprawiała samą radość choć był to niezły wysiłek.
Sprawdził się chyba też patent z wełnianymi skarpetami i wkładkami izotermicznymi bo stopy miały się całkiem dobrze większość drogi.
Po powrocie potem jeszcze ponad godzina siłowania się ze śniegiem przy pomocy łopaty.


Kategoria Inne

Wyścig zbrojeń

  • DST 32.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:42
  • VAVG 18.82km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 3 stycznia 2015 | dodano: 03.01.2015

Termometr szybko wskazywał temperaturę na rosnącą ale potraktowałem jego wskazania raczej z niedowierzaniem. Odmierzone +5 złożyłem na karb ładnie operującego słoneczka. I faktycznie odczuwalnie było chyba poniżej zera. Wszystko przez dość konkretny wiatr z południowego-zachodu. Startuję nieco przed południem. Cel główny dzisiejszego wyjazdu to zdążyć zanim skończy się targ w Będzinie. Jeszcze kawał zimy przed nami i pewnie nie jeden raz temperaturki polecą mocno w dół. Na tą okoliczność chciałem się uzbroić w grube, wełniane skarpety by przetestować, czy to będzie skuteczne rozwiązanie marznących stóp. Tak więc przez Sarnów i Łagiszę dopadam targu. Niestety na większości stoisk ta sama masówka. Nawet jeśli gdzieś było stoisko z tym, co mnie interesowało, to go nie zauważyłem. Ale jest jeszcze jedna opcja. Ruszam do centrum Będzina. Tam na małym targu przy halach znajduję sklepik całkiem bogato zaopatrzony w różnego rodzaju okrycia na stopy (skarpety, klapki, papucie). Udaje mi się nabyć fajne, grube skarpety i do tego biorę jeszcze wkładki izotermiczne. Jutro tenże zestaw przetestuję bo jeśli wierzyć ICM-owi, to będzie chłodniej i świeży śnieżek. Z zakupami ruszam w dalszą drogę. Na razie licznik tak w okolicach 11km czyli łącznie z powrotem byłoby jakieś 20km. Trochę mało. W związku z tym ruszam w stronę Sosnowca i przez Pogoń jadę do Czeladzi. Stamtąd do Wojkowic i dopiero stamtąd do domu.
Spora część dzisiejszej trasy, to większa lub mniejsza szarpanina z wiatrem. Odcinków, gdzie wiał w plecy miałem naprawdę niewiele. Za to nie zawiodło słoneczko i uratowało trochę ten dzień. Generalnie jednak jazda dość przyjemna.


Kategoria Inne

DPND - Pierwszy raz w tym roku na mokro

  • DST 34.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 17.89km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 2 stycznia 2015 | dodano: 02.01.2015

Słabe +1. Jezdnie mokre. Dość konkretny wiatr z kierunku południowo-zachodniego. Dla mnie raczej nieprzeszkadzający. Start 5:42. Na drogach wciąż pustki. Przejazd spokojny. Na miejscu z zapasem 25 min. Po drodze wymijamy się z Tomkiem. Dziś albo wyjechał później, albo tyle czasu zajęła mu walka z wiatrem bo spotykamy się dużo dalej od mojego miejsca startu.

Nie wiem czemu tak jest, ale jak widzę dobrą prognozę pogody na ICM-ie to traktuję ją całkiem poważnie. Jak jest słaba to zakładam, że pewnie się mylą. Kiedy jednak i ta zła im się sprawdza wtedy jest wielkie rozczarowanie. Dziś powrót całkowicie bez gięcia właśnie ze względu na opad. Co prawda dosyć niewielki ale za to przy dość silnym wietrze i temperaturze ledwo powyżej zera. Tak więc kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, nerka, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Na miejscu nieco nasiąknięty wodą ale do pełnego przemoknięcia trochę jeszcze brakowało. Przyjemność z jazdy żadna. Tempo spacerowe.


Kategoria Praca

Napoczęcie roku

  • DST 38.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 19.32km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 1 stycznia 2015 | dodano: 01.01.2015

Dość długo dziś zwlekałem ze startem licząc po cichu na to, że jednak ICM-owe mgły to ściema. Okazało się jednak, że niestety nie. W końcu zbieram się na koła i startuję za kwadrans 15:00. Termometr nie mógł się zdecydować czy "zero" czy +1. Za to na wyjściu wiele nie brakło bym zastosował autoerotykę ;-P Z tego też powodu obawiałem się szklanki na jezdni. W praniu okazało się jednak, że jest dobrze. Jezdnie głównie mokre. Jedynie kawałek wzdłuż Pogorii 4 pokryty lodem o porowatej konsystencji zapewniającej nawet niezłą przyczepność. Trochę też udzielał się po drodze wiatr. Trasa kolejno: Góra Siewierska, Twardowice, Nowa Wieś, Pyrzowice, Mierzęcice, Niwiska, Przeczyce, Wojkowice Kościelne, Ratanice, Marianki, Preczów, Sarnów i do domu. Po niedawnych "minusach" dziś warunki wręcz rewelacyjne co też i przełożyło się zarówno na dystans jak i na żwawsze kręcenie. Do domu ściągam już w ciemnościach ale i tak jechało się bardzo fajnie. Wioski jak wymarłe. Ruch szczątkowy. Dopiero po 16:00 zaczęli pojawiać się pierwsi zombie.


Kategoria Inne

DPND - Podsumowanie roku 2014

  • DST 35.00km
  • Czas 02:12
  • VAVG 15.91km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 31 grudnia 2014 | dodano: 31.12.2014

-8. Jezdnie generalnie suche więc i przyczepność całkiem niezła. Start 5:45. Na miejscu z zapasem 10 minut. Widać, że naród przygotowuje się do intensywnego wykorzystania Sylwestra bo na drogach pustki. Na drodze z Łagiszy do Zielonej z cienia między latarniami wyskoczył mi dziś dość spory pies. Nawet nie miałem okazji zareagować. Na szczęście obyło się bez sensacji bo w ostatniej chwili wyhamował. Chyba z kolei jego wystraszyło to, że w ogóle nie reaguję na jego szarżę. Niemniej ciśnienie podniesione. Karma powinna dopaść tego idiotę, który nie wychował odpowiednio psa i wypuścił go na ulicę.

Po pracy powrót w kierunku na Mec, gdzie przyuważa mnie klubowy towarzysz w nałogu pan_p. Kawałek za szpitalem przystajemy na poboczu i chwilę dłuższą rozmawiamy m. in. o planach, które mamy w pewnym zakresie zbieżne :-) Wychodzi na to, że w przyszłym roku zrobimy kilka wspólnych, dalszych wypadów. Potem przez Środulę przebijam się w stronę Starego Będzina i na małobądzką ścieżkę rowerową, którą ciągnę do nerki. Przejściami podziemnymi przebijam się na kierunek Łagiszy i tamże podążam. Potem Sarnów i prosto do domu. Samochodów bardzo mało. Za to dużo piechoty. Pewnie zdążającej gdzieś na Sylwestra. Tu i tam słychać pierwsze próby pirotechniczne.


Art przyuważony na jednym z zagórskich garaży.



Podsumowanie roku 2014.

Znów się działo.
Zaliczyłem w końcu "trzysetkę" dzięki Mariuszowi. Pierwsza i na razie jedyna ale już wiem, że jestem w stanie tyle pociągnąć. Nie jest łatwo, co prawda, ale za to apetyt zaostrzony :-)
Długich wypadów mniej za to jeden konkretny na ponad 2 tys. km, który zaowocował małą odznaką za pętlę po Polsce i dużą brązową KOT. Nie mówiąc już o tym, że była to super przygoda w towarzystwie Maćka, Krzyśka i Pawła. Dzięki chłopaki.
Poza tym trochę jednodniówek.
Końcówka roku w lekkim letargu głównie związana z jeżdżeniem typowo komunikacyjnym ale i to dodało nieco kilometrów do ogólnego przebiegu, który lekko przebił wynik z zeszłego roku. Pozostał jednak mały niedosyt bo do 15 tys. km wiele nie brakło. Gdyby nie weekendowe lenistwo z pewnością byłoby sporo więcej. Ale nie ma tego złego... Będzie o co walczyć w przyszłym roku.
Ponownie udało się nie skasować kasku więc chyba bezpieczniej.
Co do planów na rok przyszły napiszę jak rok temu: Są!


Kategoria Praca

DPNDZ - Nieznane Źródło Mocy ;-)

  • DST 38.00km
  • Czas 02:29
  • VAVG 15.30km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 30 grudnia 2014 | dodano: 30.12.2014

-6. Na starcie lekko prószył śnieg. Gdzieś po drodze jednak opadł zanikł. Główne ciągi komunikacyjne ładnie przyprawione. Tylko boczne i mniej uczęszczane jezdnie z lekką warstewką śniegu. Przyczepność całkiem niezła jak na panujące warunki. Może też trochę za sprawą agresywnego bieżnika na tylnej oponce Srebrnej Strzały. Start dziś chyba o 5:43. Nie spojrzałem na pulpit przy starcie ale na pewno było kilka minut później niż wczoraj. Na miejscu z zapasem 15 min., z których kilka muszę poświęcić na pozbycie się z rowerka przyklejonego błota śniegowego. Przejazd spokojny i raczej spacerowy ale to drugie jest koniecznością żeby się nie przegrzać bo to prowadzi w chwilę później do przechłodzenia.
Próbowałem też dziś strzelić foto hotelu ale wyszło nędznie bo w obiektyw biją światła oświetlające teren budowy i urządzenie nieprawidłowo ustawia ostrość. Może po południu zahaczę i przy lepszym świetle ustrzelę zmiany.

Na powrocie ładne słoneczko. Złudne. Przez chwilę rozważałem powrót w nieco lżejszym wdzianku jednak jak wyszedłem na zewnątrz okazało się, że jednak założenie pełnego kompletu było dobrym posunięciem. Ruszam na początek do Dąbrowy Górniczej zrobić foto hotelu w warunkach prawie dziennych. Potem na Zieloną i przez Preczów do Sarnowa. Po drodze moje oko ściąga ciekawa formacja chmurek. Robię foto z trzech różnych punktów.


Wygląda jakby chmury zakręcały do jakiegoś jednego punktu.


Widok z drogi między Preczowem a Sarnowem mniej więcej w stronę Dorotki.


Kolejne foto na światłach w Sarnowie.




I dwa z Psar.

Niestety jakość podła bo robione z ręki i na ustawieniach automatycznych. Trochę już mi było zimno w stopy i nie miałem zbytnio ochoty dogrzebywać się do statywu i bawić w ustawienia. Na żywo efekt był bardzo widowiskowy.
Potem już standardem do domu. Tu chwila przerwy by się ogrzać i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Nieco już nasiąknięta wilgocią kurtka dość szybko zesztywniała. Odniosłem wrażenie, że spadła temperatura. Po powrocie do domu termometr wskazywał prawie -11 czyli odczucie nie było złudzeniem. A podobno, wg ICM-u, jutro ma być cieplej.


Kategoria Praca

DPND

Poniedziałek, 29 grudnia 2014 | dodano: 29.12.2014

-5 na wstawaniu i na starcie czyli termicznie stabilnie. Jakiś kwadrans przed startem jezdnie czarne. Wychodzę i niespodzianka. Zaczyna sypać śnieg i to dość gęsty. Jednak byłem zdeterminowany by do pracy dotrzeć rowerkiem i inna opcja nie wchodziła w grę. Ruszam o 5:40. Na drogach pustawo ale raczej tego się spodziewałem bo pora wczesna a do tego pewnie sporo osób wzięło urlopy. Dzięki temu jedzie się dość spokojnie i przyjemnie pomimo zacinającego śniegu. Na miejscu z zapasem 15 minut i w zasadzie niezmarznięty.

Po pracy bez gięcia standardem pod molo na Pogorii 3. Puściutko tam teraz. Może to przez ten wiatr z północy. Sam musiałem się z nim trochę poszarpać w drodze powrotnej. Obok Świątyni Grillowania przebijam się na Pogorię 4 i dalej przez Sarnów do domu. Dzięki spadłemu śniegowi jest o wiele jaśniej choć faktycznie dzień nie jest specjalnie dłuższy. Tempo spacerowe żeby się nie zagotować ale też i nie zmarznąć. Na finiszu jedynie tradycyjnie nieco wychłodzone palce u stóp. To już będzie chyba wiecznie niedogrzany kawałek organizmu :-/ Poza tym powrót całkiem przyjemny. Jeszcze nie jest ślisko.


Kategoria Praca

DPND

Środa, 24 grudnia 2014 | dodano: 24.12.2014

+6. Jezdnie suche. Wiaterek w dalszym ciągu dość mocny ale dziś chyba bardziej od strony wschodniej zaciągał. Start sporo później - 6:09 - ale dzięki bardzo korzystnym warunkom udaje się zrobić przejazd w czasie prawie jak w lato. Na miejscu z zapasem 5 min. Po drodze bardzo przestronnie (czyt. mały ruch). Bardzo spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Taka zima mogłaby być aż do wiosny.

W ciągu dnia ładne słoneczko i czyste niebo. Na wylocie z fabryki zapowiadało się na ładny zachód słońca. Ruszam standardem pod molo na Pogorii 3. Drogi pustawe, ruch raczej spokojny. Między centrum Zagórza a DorJan-em policja z fotoradarem temperowała co bardziej narwanych. Na P3 śmiga mi króliczek jak robię foto. Chwilę potem zaczynam go gonić i udaje się go dorwać kawałek za Świątynią Grillowania. Nie walczył jednak. Zaginam na Piekło. Robią się ładne chmurki i kolorki. Zatrzymuję się kilka razy na foto i dzięki temu marudzeniu nieopodal Piekła zjeżdżamy się z Tomkiem. Dłuższą chwilę zajęła nam rozmowa m. in. o planach na przyszły rok - chyba jednak nie zdecyduję się czwarty raz z rzędu jechać nad morze ;-) Wiaterek jednak nad wodą dawał się bardzo we znaki i jak zaczęło mną telepać pożyczyliśmy sobie i pożegnaliśmy się. 5 km musiałem przejechać żeby się ponownie rozgrzać. Myślałem, że do pracy miałem pod wiatr... Myliłem się jak diabli. Powrót to była rąbanina. Coś tam też pokapało i na P3, i na P4, i w mojej wiosce też. Mimo tych drobnych "ale" jechało się jednak całkiem sympatycznie i spokojnie.


Kategoria Praca