limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPONDZD

Poniedziałek, 7 stycznia 2019 | dodano: 07.01.2019

Dojazd na pożyczonym ale dzień pójdzie na rachunek Mamuta.

Zbieram się wcześnie. Na kołach jestem około 5:33. Koleiny wyjeżdżone do sucha na mojej ulicy. Na tych bardziej przelotowych na przemian sucho albo mokro. I to przy -9. Bez wiatru. Kręcę delikatnie by kontrolować oddech. W nogach czuję zapas mocy.

Trasa bez finezji i w wariancie krótkim, choć tak chyba jeszcze do pracy nie jechałem. Na początek do "913" do świateł na "86" i dalej prosto do Fabryki Domówi i dalej do Będzina. Chodnikami przedzieram się na Warpie i spokojną, boczną ulicą przemykam się w stronę Mydlic. Tu wbijam w las i wyskakuję obok Makro. Potem prosto przez światła na "94" i do centrum Zagórza. Stąd już zwykła trasa przez Szymanowskiego.

Tempo niespieszne żeby się nie przegrzać. Jechało się nawet przyjemnie choć brakowało mi tej psychicznej poduszki jaką daje gruby balon Mamuta. Zresztą były ze 2 miejsca, gdzie wąska opona ewidentnie nie ułatwiała. Jeden odcinek to wylot z lasu mydlickiego. Zdeptany i zbrylony śnieg sprawiał, że koło ciężko było utrzymać na prostym kursie. Drugi, dużo gorszy odcinek, to most na ul. Lenartowicza. Na grubej oponie byłoby łatwiej.

Najważniejsze jednak, że udało się dojechać bezpiecznie, bez gleby do celu.


W powrót ruszam naokoło. Mam do załatwienia sprawę w centrum Katowic więc tam też i ruszam na początek. Zaczynam od kawałka terenu przebijając się w stronę Placu Papieskiego. Potem ścieżka na Środuli i Kombajnistów by dotrzeć do Ludwika i dalej w stronę czerwonego szlaku. Zjeżdżam z niego przy Stawikach i dalej jadę w stronę Morawy. Przez Bogucice wybijam się na kierunek do centrum i, prostą jak drut drogą, dotaczam się na miejsce. Jest już ciemno. Obawiałem się ruchu w Katowicach i zawalonych śniegiem dróg ale zupełnie niepotrzebnie. Dosyć mocno tam posprzątali.

Załatwiwszy sprawę ruszam w powrót. Tym razem na kierunku Pętla Słoneczna, Plac Alfreda, Siemianowice Śląskie, Bańgów, Przełajka i Wojkowice. Odcinek aż do Bańgowa głównie chodnikami i ścieżkami dzięki temu spokojnie acz nieśpiesznie. Reszta asfaltami nie licząc kilometra od Orlenu w Wojkowicach. W domu jestem coś przed 19:00.

Zostawiam plecak, zarzucam na Mamuta sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Mam wrażenie, że chyba spada temperatura. Do domu staczam się z balastem bez gięcia. Już sobie darowałem doginanie do 55km choć brakło niecałe 150m. Zbyt duże zmęczenie i głód.

Ogólnie całkiem przyjemnie mi się kręciło dziś Mamutem. Nawet na odcinkach zlodzonego śniegu jechało się dobrze. Co prawda nie spieszyłem się więc może dlatego obeszło się bez uślizgów i gleb. Coraz bardziej mi się podoba jeżdżenie zimą. Chyba mi się pogarsza ;-p


Kategoria Praca

DPND

Piątek, 4 stycznia 2019 | dodano: 04.01.2019

Udaje mi się dziś pozbierać wcześniej niż wczoraj. Na kołach jestem o 5:37. Termorurka zeznała -2. Odczucie miałem taki jakby wczoraj było ciut cieplej ale ogólnie warunki niezłe. Przez noc już nic nie dosypało.

Ruszam asfaltem do żółtego szlaku i do pracy jadę właściwe prawie taką samą trasą jak wczorajszy powrót. Małe odchyłki tylko w Dąbrowie Górniczej na odcinkach asfaltowych ze względu na światła.

Bardzo przyjemnie się jechało choć kilka razy kółka uciekały w sypkim i głębokim śniegu. Nie na tyle jednak by nie dało się tego opanować. Na czarnym szlaku z Łagiszy na Zieloną musiały nocą grasować dziki bo pobocza zryte. Nie widziałem jednak i nie słyszałem żadnego. Na Zielonej mam całkiem niezły czas - jestem tam o 6:25 - więc decyduję się na finisz terenowy.

Ostatecznie na metę docieram 6 min. po czasie ale to i tak lepiej niż wczoraj. Byłbym równo o 7:00 gdyby nie konieczność przekładki baterii w czołówce w okolicach Stachowego. Tyle właśnie mi zajęła ta operacja.

Dojazd bardzo przyjemny i spokojny.


Powrót na nieswoim rowerku :-) Z opcją wymiany udostępniłem Mamuta do jazdy testowej na weekend. Wracam na zimówce na 26" kołach i przerażająco wąskich oponkach jeśli je porównać do fatbike-a. Z tego też powodu bez wyginania i z niewielką ilością terenu.

Na początek bardzo delikatnie, by wyczuć nieswoje koła, asfaltem do centrum Zagórza. Dalej asfaltem obok Makro do lasu mydlickiego. Tutaj czuję się bezpiecznie bo i nie ma samochodów, i jest niedawno spadły śnieg czyli lepsza przyczepność. Niestety tego lasu jest tylko z kilometr i potem znów asfalty i chodniki Będzina (przez Warpie do Al. Kołłątaja, przez Nerkę na Gzichów i Zamkowe).

Drugi kawałek lasu zaliczam w lesie grodzieckim. Tu też komfort jazdy znacznie lepszy niż na asfaltach. Niestety tego lasu też nie za dużo. Wracam na asfalty niedaleko świateł na "86" i przedostaję się na "913". Uciekam z niej jednak zaraz przy centrum dystrybucyjnym Lidla i przez pola i wzdłuż lasu jadę w stronę podstawówki w Gródkowie. Potem wzdłuż "913" do tartaku i za torami uciekam na spokojniejszą ul. Łączną i dalej Szkolną. Finisz asfaltowy. Po paru kilometrach jedzie mi się już pewniej bo czuję rowerek. Jednak brakowało mi tego komfortu, jaki dają grube balony Mamuta. Nie mówiąc już o tym, że Mamutem to bym pociorał kompletnymi pustkowiami w ciszy i spokoju.

Pogoda na powrocie była zmienna. Kilka razy leciał śnieg. Momentami nawet zacinało lekko w twarz. Ogólnie dość ciepło i w sumie przyjemnie.


Kategoria Praca

DPND

Czwartek, 3 stycznia 2019 | dodano: 03.01.2019

Poprawiłem nieco start ale i tak na finiszu spóźnienie. Ruszam o 5:47. Trochę śniegu dosypało ale bez szału. Temperatura miała być na -5 jednak śmiem wątpić by było chociaż -3.

Na teren zapisałem to, co w normalnych warunkach wpisuję jako teren, ale właściwie śmiało dałoby się nawet potraktować tak 90% trasy. Na początek kręcę na łącznik terenowy ze Strzyżowic do Malinowic. Potem przez obrzeża Parku Żurawiniec w stronę świateł na "86" w Sarnowie. Stąd kontynuuję asfaltem pokrytym śniegowym błotem. Raz na zjeździe chwila strachu jak mi zaczęło uciekać przednie koło, ale udało się jakimś cudem opanować sytuację i obyło się bez glebki. Jednak od tego momentu kręcę bardziej ostrożnie.

Dalsza trasa przez Preczów na bieżnię przy P4. Potem przeskok przez tory na bieżnię przy P3 i nią aż za molo. Potem Most Ucieczki i Reden. Tu już widzę, że czasu mało. Jest 6:50 a do celu jeszcze całkiem sporo zostało. Rezygnuję z terenu i Starocmentarną kręcę w stronę Expo Silesia. Z tego miejsca chodnikami do centrum Zagórza i potem Szymanowskiego do celu.

Na finiszu 12 minut obsuwy. Przyjeżdżam równo z opóźnionym o 10 min. autobusem linii "90" więc nie tylko jak mam z czasem do tyłu.

Mam wrażenie, że było nawet całkiem ciepło. Jedynie stopy są innego zdania. Kilka razy przeszły fale lekkiego opadu śniegu. Rowerek na mecie deczko oblepiony śniegiem. Chyba muszę zacząć wozić jakąś szczotkę. Jazda całkiem przyjemna. Jedyny minus to za mały minus. Mogłoby być tak z -7 żeby kałuże dobrze pozamarzały. O ile niewielkie dołki da się przejechać nawet, jak lód ustąpi pod kołami, to duże rozlewiska są niewiadomą. Gdyby solidne zamarzły to można by po nich śmiało jechać. Nawet nie zliczę ile razy dziś forsowałem akweny wodne pozbawione strategicznego znaczenia.

Tak teraz jakoś zauważyłem, że dojazdem do pracy w dniu dzisiejszym przekroczyłem 100k km zarejestrowane na BS :-)



Cały dzień na zmianę śnieg i słoneczko. Tuż przed wyjściem też przeszła szybka zadymka. Powrót nie mógł być inny niż z udziałem terenu.

Zaczynam od lasu zagórskiego, który po opadach wyglądał m. in. tak:



Jedzie się rewelacyjnie. Fatbike to zdecydowanie rower na takie warunki. Prędkość może nie powala na kolana ale za to jedzie się pewnie i stabilnie. Na takim śniegu praktycznie nie ma uślizgów nawet jak jest podjazd.

Na Redenie znów krótka zadymka, która znika gdzieś przed Pogorią 3. Przed wjazdem do parku Zielona ślady. Ktoś jechał przede mną na rowerku. I to nie jedna osoba.

Z parku jadę na czarny szlak do Łagiszy. Tu znów zadymka. Krótka.



Wzdłuż torów terenem docieram do Stachowego. W chmurach znów dziury. Ale też i robi się ciemniej.
Przez pola docieram do żółtego szlaku i nim wybijam się na asfalt, którym kręcę już prosto do domu. Przednia była jazda. Niespieszna ale dawała sporo radości. I przede wszystkim była to jazda a nie pchanie przez zaspy z buta. Na Błękitnym bym regularnie się zakopywał.


Link do pełnej galerii.


Kategoria Praca

DPND

Środa, 2 stycznia 2019 | dodano: 02.01.2019

NO i znowu. Wpierdzieliło mi cały wpis :-( Nie wrzuciłem do schowka i przy próbie zapisania zjadło wszystko :-/ FAAAAK.

Trudno. Zamiast odtwarzać to doklejam tylko galeryjkę z powrotu. Fotek nie wklejam bo znów wszystko skasuje.

Galeria


Kategoria Praca

Dokręcić i podsumować rok

Poniedziałek, 31 grudnia 2018 | dodano: 31.12.2018

Dziś wyciągnąłem na objazd Błękitnego. W zamyśle były same asfalty więc nie był mi potrzebny pojazd do zadań specjalnych. Na początek przez Wojkowice do Czeladzi załatwić jeden biznes w M1. Potem przez Syberkę i Warpie do Dąbrowy Górniczej na Mydlice. Stamtąd przez Reden pod Most Ucieczki. Bieżniami przy P3 i P4 do Preczowa i dalej już prosto do domu przez Sarnów. Na P3 całkiem spory ruch mimo raczej takiej sobie pogody. Wiało zimnym powietrzem mniej więcej z zachodu. Nie na tyle jednak mocno, by to jakoś bardzo przeszkadzało w jeździe. Właściwie jechało się nawet całkiem przyjemnie.


Co do podsumowania roku. Najsłabszy dystansowo rok od kiedy notuję na BS. Głównie z powodu lenia bo okazje były. Nowy rumak w stajni więc będzie więcej jeżdżenia zimowego w terenie i zimowego w ogóle. I chyba tyle. Planów na 2019 nie robię. Co wyjdzie to będzie. Może dzięki takiemu podejściu poprawię roczny przebieg :-)


Kategoria Inne

Po okolicy

Niedziela, 30 grudnia 2018 | dodano: 30.12.2018

Wczoraj wydygałem przed, w sumie, minimalną wilgocią w powietrzu. Na dziś ICM wieszczył, że do 16:00 nie popada więc się zebrałem i ruszyłem na mały objazd przed 12:00. Nie padało ale jakaś mżawka jednak była.

Zacząłem od wjazdu maksymalnie terenowego na górkę paralotniarską. Opornie szło. Na szczycie wymijam się z jednym quadem i chwilę przyglądam się próbom startu dwóch "lotników". Są bez napędów. Usiłują wystartować pod wiatr. Daleko jednak nie zalecieli za mojego tam pobytu. Obydwaj przyziemiali na polu poniżej. Nie czekałem aż się wdrapią i spróbują ponownie tylko ruszyłem w objazd dalej.

Przez Rogoźnik i tamtejszy park przebijam się w stronę zbiornika rogoźnickiego. Tu już zaczynam na dobre wertepkowanie. Leśnymi ścieżkami przejeżdżam pod "A1" do lasu między Rogoźnikiem a zbiornikiem Kozłowa Góra. Tu spędzam całkiem sporo czasu zaginając po leśnych duktach. Tu też dopada mnie pierwszy deszczyk, który modyfikuje mój plan. Zamiast jechać do parku w Świerklańcu i zaginać dalej w stronę lotniska zaczynam kluczyć w stronę Rogoźnika.

Wracam nad zbiornik rogoźnicki i dalej wzdłuż niego jadę w stronę "913". Przekraczam ją dołem i dalej lasami kieruję się do drogi z Góry Siewierskiej do Twardowic. Tu wracam na asfalt. Znów zaczynam padać. Niezbyt mocno ale ciuchy mam już nasiąknięte od poprzedniego opadu i wilgoci w powietrzu.

Na granicy Strzyżowic jeszcze kapinkę wyginam w stronę Psar i ostatecznie zataczam się do domu. Tu jeszcze szybkie mycie rowerka i na dziś koniec kręcenia. Na ostatku pranie uflejanego munduru.


Kategoria Inne

DPNZD

Piątek, 28 grudnia 2018 | dodano: 28.12.2018

Przy piątku i przed długim weekendem zamulanie przedstartowe. Pierwszy raz od bardzo dawna zaskoczył mnie dziś budzik. Potem też szło leniwie i ostatecznie na kołach jestem o 6:14. Jezdnia przed domem sucha. Wieje bardziej z zachodu jak z południa. Temperatura w okolicach +5. Mało czasu więc kręcę dojazd przez Będzin. Wczoraj trochę pogmerałem przy przedniej przerzutce i dziś widać efekty. Pracuje precyzyjniej i lżej dzięki czemu sprawniej miesza mi się biegami. Drogi, jak można było przypuszczać, pustawe. Jedzie się przyjemnie i spokojnie. W Będzinie, na ścieżkach wzdłuż 11-go Listopada i Kościuszki miejscami rozlewiska. Na Środuli pojawiają się jakoweś kropelki. Na szczęście nie przechodzą w deszcz i na Mec-u już ich nie rejestruję. Na mecie jestem 2 min. po czasie. Biorąc pod uwagę, że musiałem rozpędzać grube koła, to czas i tak nienajgorszy. Zobaczymy jak wypadnie ta trasa latem na tym rowerku :-)

Terenu generalnie unikam ale nie tak do końca. Po asfalcie nie ma tej frajdy na grubej oponce bo jednak trochę trzeba się urobić jak jest pod górkę.  Tak więc na powrocie włączyłem w użycie trochę terenu ale nie tyle, ile bym chciał. Wracam do centrum Zagórza i dalej w stronę Makro. Minąwszy je wbijam w las mydlicki by wyjechać na Warpiu. Potem przez Nerkę i Zamkowe jadę na ścieżkę do Grodźca. Od browaru bokami (z odrobiną wertepków) objeżdżam do ścieżki do Wojkowic. Za Orlenem wbijam w prostą do domu zaczynającą się od kilometra terenu. Na skrzyżowaniu mojej ulicy z "913" skręcam na Będzin i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po uzupełniające zakupy. Do sklepu docieram jeszcze za jakiej takiej widoczności. Wracam już w ciemnościach. Po drodze, na granicy Mydlic i Warpia, chwilę pokapało ale niegroźnie. Jezdnie generalnie mokre. Wybrane odcinki terenu nawet niezbyt uświnione. W lesie mydlickim ścieżka pokryta liśćmi więc nieco ślisko ale dzięki dużemu kapciowy jechało się szybko i stabilnie. Odcinek terenowy w Grodźcu to dawna lokalizacja toru tramwajowego. Tu nie było problemów. Jechało się nawet lepiej niż na full-u. Ostatni terenowy kawałek w Wojkowicach to slalom między dołkami z wodą. Te wertepkowe odcinki specjalne najbardziej cieszyły. Wrażenie z jazdy jest takie, że dopiero tam rowerek idzie jak marzenie. Na asfaltach, nawet na zjazdach to nie to... Jeśli prognoza się sprawdzi, to jutro dłuższy objazd głównie terenowy :-]


Kategoria Praca

DPND

Czwartek, 27 grudnia 2018 | dodano: 27.12.2018

Jako, że na dworze ciepło, jak na grudzień, to zbieram się niezbyt spiesznie. Na kołach jestem o 6:07. Jezdnie mokre. Wieje jakby z południa albo południowego zachodu. W powietrzu jest jakowaś wilgoć osiadająca na okularach i pogarszająca widoczność. Kręcę bez ciśnienia trasę asfaltową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach pustawo zarówno pod względem samochodów jak i rowerzystów. Na Zielonej od kilku dni jest już nowy dywan. Rozłożyli go od tablicy Dąbrowy Górniczej do ronda i w stronę Preczowa. Jeszcze tylko trochę łat zostało od tablicy do mostu na Czarnej Przemszy. Ten odcinek chyba należy do Będzina. Może też go kiedyś zrobią. Generalnie jedzie się teraz tędy znacznie lepiej. Na miejscu jestem z minutą obsuwy. Przy końcu jazdy jakby zaczynało padać, co zgadzałoby się z prognozami ICM-u. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

W powrót ruszam na kierunku las zagórski. Dość szybko zacząłem zastanawiać się czy to był dobry pomysł. Niedawne resztki śniegu i świeże deszczyki spowodowały w lesie bagno. Miejscami było tak miękko, że tył nie miał żadnej przyczepności. Zaliczyłem też niegroźną glebkę. Próbując objechać głęboką koleinę ześliznąłem się bokiem do tejże kładąc się na lewo. To mi zapaliło wszystkie czerwone lampki alarmowe i dalej jechałem już bardzo ostrożnie. Przy czym wygrzebawszy się z koleiny musiałem jakieś 100m przejść z buta bo nijak nie mogłem wystartować. Uciekały mi koła, uciekały nogi. Dopiero na trawie znów dało się ruszyć. W sumie las zagórski był najbardziej mokry. Przez Reden jadę w stronę Mostu Ucieczki i do parku Zielona. Stamtąd na czarny szlak do Łagiszy i dalej w pola w stronę Stachowego. Stamtąd dalej polami do szlaku żółtego i tymże do ul. Szkolnej. Finisz asfaltem. Niby mogłem jeszcze poterenować ale miałem już serdecznie dość taplania się w błocie. Rower uflejany, buty oblepione liśćmi i igłami, oraz błotem, na mundurze zrobił się dodatkowy deseń bryzgów, z błota. W domu robię Mutantowi mycie. Sporo tego błocka było. Tak z 1/3 drogi przy czołówce. Przejazd jednak zaliczam do przyjemnych. Nie padało, wiatr też nie przeszkadzał, temperatura lekko na plusie. Jutro chyba jednak teren odpuszczę. Dopóki to nie powysycha lub nie zamarznie to w grę wejdą asfalty i ścieżki rowerowe.


Kategoria Praca

DPND

Poniedziałek, 24 grudnia 2018 | dodano: 24.12.2018

Po niemrawym rozruchu startuję o 6:09. Ciemno, lekko kapie, jezdnie mokre, wiatr chyba niewielki i raczej sprzyjający. Na wysokości pierwszego piętra termometr zeznał +6. Jeśli jednak wierzyć ICM-owi, po południu ma być chłodniej i może być trochę śniegu. Nie ryzykowałem więc i wziąłem na dojazd Mamuta. Jak się posypią warunki na drodze, to polecę terenem mimo tego, że tam może być bagno. Ale za to powinno być bezpieczniej. Ruch dziś niewielki. Miejscami wręcz zerowy. Przejazd spokojny i nawet przyjemny. Na miejscu jestem jakieś 5 min. po czasie. W porannych testach wzięła dziś udział kolejna prowizorka. Usiłuję wymyślić coś na tylny błotnik żeby mi na plecak bagno nie leciało. Obecnie patent składa się z całej masy "zip-ów" i kawałka łysej opony. Wygląda to może niespecjalnie estetycznie ale chyba się sprawdza. Plecak na dojeździe był raczej mokry niż uflejany.

Zgodnie z prognozami temperatura po południu spadła. Coś tam kapało nieznacznie momentami aż przeszło to w śnieg, który miejscami nie stopniał. Powrót robię niespieszny zaczynając od lasu zagórskiego. Potem Reden, Most Ucieczki i Zielona. Tym razem nie jadę na czarny szlak. Wybieram leśne i polne ścieżki mniej więcej równoległe do czarnego szlaku ale położone bardziej na północ. Przez kawałek jadę nawet kawałkiem dzikiej łąki. Istniejąca na niej ścieżka zarosła. Ale Mamut spokojnie po tym przejeżdża. Wybywam w Sarnowie skąd prosta przez światła na "86" do domu. Na finiszu, w ciemnościach, zaczynały coraz intensywniej lecieć białe płatki. Na 300m przed domem wymijam się z "solniczką". Dystansowo dziś słabo bo do zakosów zniechęcił mnie północno zachodni wiatr. Prowizorka z opony chyba zda egzamin.


Kategoria Praca

DPNDZD

Piątek, 21 grudnia 2018 | dodano: 21.12.2018

Przy piątku rozruch nieco bardziej leniwy. Nie zależy mi jednak bo w planie mam dojazd asfaltowy przez Będzin czyli za dużo czasu mi nie potrzeba. Startuję o 5:54. Wieje z południa. Na szczęście w tym kierunku mam niewiele do przejechania i nie będzie tak źle. Przed domem na jezdni trochę zlodzonego śniegu. Na głównych drogach asfalt mokry. Pewnie częściowo od soli, a częściowo z powodu temperatury. Odczuwalnie nie jest zimno. Kręcę spokojnie "913" do świateł, potem do Fabryki Domów, Targu, 11-go Listopada, Stary Będzin, przejazd przez tory, Środulę i Mec. Miękkie oponki pozwoliły mi dziś zrobić dwa manewry nietypowe. Pierwszy odbył się przypadkiem, kiedy sięgnąłem do GPS-a sprawdzić czas. Przez nieuwagę najechałem na odbojnik przy przejściu dla pieszych. Kółko odbiło się jak piłka plażowa i tyle. Obyło się bez glebki, jedynie chwila strachu. Drugi manewr był planowy. Przy cmentarzu na Środuli jest przejście dla pieszych pod wiaduktem. Część to schody. Tak sobie wymyśliłem, że Mamutem dam radę. No i faktycznie dało się. Kiedyś przymierzyłem się do tego Rzeźnikiem i mi nie wyszło. A tu od razu za pierwszym podejściem. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut lekko ochlapany na gębie. Przy zjeździe na Lenartowicza osiągnąłem zawrotną prędkość 40km/h. Minus tego był taki, że szeroko opona podrywała mnóstwo kropelek z jezdni. Swoje dostał też plecak. Muszę wymyślić jakiś patent na wydłużenie prowizorki na bagażniku.

Wracam dziś trasą niemal taką samą jak wczoraj. Dopiero mała różnica na odcinku od szkoły podstawowej w Gródkowie. Do tartaku poboczem wzdłuż "913", finisz samą "913". W domu zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Zdecydowanie cieplej na powrocie. Trochę wiało ale jakoś mi to w jeździe nie przeszkadzało. Nim mnie dopadł bakcyl to miałem w planie na weekend dłuższe kółeczko Mamutem. Zamiast tego będę się kurował. Choć patrząc na wróżby ICM-u to wiele nie stracę. Wpływ halnego ma sprawić, że będzie wiało i padało czyli warunki takie sobie do radosnego kręcenia. I dobrze. Przynajmniej nie będę pomstował.


Kategoria Praca