DPND
-
DST
38.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
02:49
-
VAVG
13.49km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poprawiłem nieco start ale i tak na finiszu spóźnienie. Ruszam o 5:47.
Trochę śniegu dosypało ale bez szału. Temperatura miała być na -5 jednak
śmiem wątpić by było chociaż -3.
Na teren zapisałem to, co w
normalnych warunkach wpisuję jako teren, ale właściwie śmiało dałoby się
nawet potraktować tak 90% trasy. Na początek kręcę na łącznik terenowy
ze Strzyżowic do Malinowic. Potem przez obrzeża Parku Żurawiniec w
stronę świateł na "86" w Sarnowie. Stąd kontynuuję asfaltem pokrytym
śniegowym błotem. Raz na zjeździe chwila strachu jak mi zaczęło uciekać
przednie koło, ale udało się jakimś cudem opanować sytuację i obyło się
bez glebki. Jednak od tego momentu kręcę bardziej ostrożnie.
Dalsza
trasa przez Preczów na bieżnię przy P4. Potem przeskok przez tory na
bieżnię przy P3 i nią aż za molo. Potem Most Ucieczki i Reden. Tu już
widzę, że czasu mało. Jest 6:50 a do celu jeszcze całkiem sporo zostało.
Rezygnuję z terenu i Starocmentarną kręcę w stronę Expo Silesia. Z tego
miejsca chodnikami do centrum Zagórza i potem Szymanowskiego do celu.
Na
finiszu 12 minut obsuwy. Przyjeżdżam równo z opóźnionym o 10 min.
autobusem linii "90" więc nie tylko jak mam z czasem do tyłu.
Mam
wrażenie, że było nawet całkiem ciepło. Jedynie stopy są innego zdania.
Kilka razy przeszły fale lekkiego opadu śniegu. Rowerek na mecie deczko
oblepiony śniegiem. Chyba muszę zacząć wozić jakąś szczotkę. Jazda
całkiem przyjemna. Jedyny minus to za mały minus. Mogłoby być tak z -7
żeby kałuże dobrze pozamarzały. O ile niewielkie dołki da się przejechać
nawet, jak lód ustąpi pod kołami, to duże rozlewiska są niewiadomą.
Gdyby solidne zamarzły to można by po nich śmiało jechać. Nawet nie
zliczę ile razy dziś forsowałem akweny wodne pozbawione strategicznego
znaczenia.
Tak teraz jakoś zauważyłem, że dojazdem do pracy w dniu dzisiejszym przekroczyłem 100k km zarejestrowane na BS :-)
Cały
dzień na zmianę śnieg i słoneczko. Tuż przed wyjściem też przeszła
szybka zadymka. Powrót nie mógł być inny niż z udziałem terenu.
Zaczynam od lasu zagórskiego, który po opadach wyglądał m. in. tak:
Jedzie
się rewelacyjnie. Fatbike to zdecydowanie rower na takie warunki.
Prędkość może nie powala na kolana ale za to jedzie się pewnie i
stabilnie. Na takim śniegu praktycznie nie ma uślizgów nawet jak jest
podjazd.
Na
Redenie znów krótka zadymka, która znika gdzieś przed Pogorią 3. Przed
wjazdem do parku Zielona ślady. Ktoś jechał przede mną na rowerku. I to
nie jedna osoba.
Z parku jadę na czarny szlak do Łagiszy. Tu znów zadymka. Krótka.
Wzdłuż torów terenem docieram do Stachowego. W chmurach znów dziury. Ale też i robi się ciemniej.
Przez
pola docieram do żółtego szlaku i nim wybijam się na asfalt, którym
kręcę już prosto do domu. Przednia była jazda. Niespieszna ale dawała
sporo radości. I przede wszystkim była to jazda a nie pchanie przez
zaspy z buta. Na Błękitnym bym regularnie się zakopywał.
Link do pełnej galerii.
Kategoria Praca
komentarze