limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPND

Czwartek, 10 stycznia 2019 | dodano: 10.01.2019

Postraszony prognozą ICM-u staram się zebrać wcześnie mimo tego, że od razu zakładam dojazd asfaltami i to wariantem krótkim, przez Będzin.

Jak się okazało, nie było tak źle. Termorurka zeznała +1. Na wyjściu śnieg pod stopami chrupał ale już na jezdni był w konsystencji przyczepnej. Na "913" jezdnia czysta i mokra. Ruch niewielki. Jadę spokojnie, bez ciśnienia. Jedyne kawałki ze śniegiem mam na odcinku od targu do zjazdu za nerką na przecięciu z Al. Kołłątaja i potem kawałek na ul. 11-go Listopada na ścieżce przy liceum.

Niestety patent z wydzieleniem ścieżek rowerowych z jezdni nie sprawdził się w przypadku ul. 11-go Listopada i Kościuszki. Jak było do przewidzenia służy w wielu miejscach za składowisko śniegu. I tak muszę jechać częścią dla samochodów.

Trochę chrupało też pod kołami na podjeździe obok izby wytrzeźwień ale już Zuzanny czysta i mokra. I takie warunki już do końca.

Na mecie jestem z zapasem 18 min. Całkiem przyjemnie się jechało. Byłoby też spokojnie gdyby nie dwóch wujów, którzy wyprzedzali nie zachowując bezpiecznego dystansu.


W ciągu dnia bez słońca. Odrobinę prószył śnieżek. Wiało, wg ICM-u, z północy. Powrót zaczynam od lasu zagórskiego. Dziś znacznie lepsza przyczepność. Śnieg nieco ścięty minimalnym mrozem i jedzie się przyjemniej. Przebijam się lasem na Reden. Potem obok urzędu miejskiego w stronę Mostu Ucieczki i dalej w stronę mola na P3. Tu zwrot na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy. W Łagiszy porzucam teren (nie mam dziś weny do walki w terenie po ciemku) i ciągnę asfaltem do Sarnowa, przez światła na "86" i dalej prosto przez całą moją wioskę do domu.

Jechało się spokojnie i przyjemnie. Czasem tylko jakiś "kierownik" decydował się na wyprzedzanie zachowując, jak na mój gust i dostępne warunki drogowe, nieco za mały odstęp.


Kategoria Praca

DPND

Środa, 9 stycznia 2019 | dodano: 09.01.2019

Niby start o przyzwoitym czasie. Niby ciepło. Niby nie wieje. Jednak przejazd oporny i na miejscu jestem po czasie.

Zbieram się na koła o 5:39. U mnie na ulicy jeszcze jest ok ale im dalej w las, tym więcej wyciętych drzew. Skręcam na ul. Szkolną i tu jeszcze jako tako choć pojawia się miejscami błoto. Po drodze wymijam się z solniczką. Zjeżdżam na żółty szlak. Tak sobie umyśliłem, żeby wyjechać na "913" dopiero przy centrum dystrybucyjnym Lidla. Początek jedzie się dobrze ale końcówka zasypana śniegiem, stroma i z koleinami. Jak w końcu utknąłem to już do przewyższenia musiałem się dopchać z buta. Na zjeździe też trochę uślizgów w koleinach. W ogóle jakoś ten śnieg nieprzyjazny był.

Asfaltem dotaczam się do podstawówki w Gródkowie i skręcam do lasu. Po drodze odkrywam, że muszę wymienić baterie w czołówce. Minuty uciekają. Potem do "913" jedzie się dobrze. Na "913" chlapa. Sprawdzam czas bo widzę autobus linii "107". Nie jest dobrze i decyduję, że odpuszczam las grodziecki. Przedzieram się asfaltami w stronę targu i tu bijam na chodniki. Bokami przebijam się na Warpie i dalej na Mydlice. Uciekam w las.

Ten odcinek jedzie się bardzo przyjemnie. Śnieg współpracuje dobrze. Cisza, spokój. Dopiero na wylocie przy Makro zakopuję się w koleinach kilka razy. Przez światła na "94" docieram do centrum Zagórza i finisz ul. Szymanowskiego. Gdzieś od Makro pojawia się mżawkowy deszczyk. Znaczy się będzie jeszcze więcej wody na drogach.

Na mecie jestem z obsuwą 12 min. Most na Lenartowicza muszę przejść z buta bo nijak nie da się utrzyma prostego kierunku w odmarzającym błocku.

Przejazd generalnie spokojny ale wymęczony. Czarno widzę powrót. Wszędzie będzie bagno.


Temperatura zaplusowała czyniąc na jezdniach potworne bagno. Dlatego też uciekam w teren czyli od razu do lasu zagórskiego. Niestety śnieg jest niefajny, mokry, łatwo się zbija i nawet duże balony Mamuta nie raz i nie dwa mi się ześlizgują. Ale jakoś się jedzie.

Wybywam na Redenie i bez większej finezji jadę zwykłą trasą czyli przez Most Ucieczki na Pogorię 3. Bieżnią jedzie się nawet dobrze choć też czasem tylne kółko ma ciągoty do umykania. Jest jednak lepiej niż w lesie zagórskim. Dziki przejazd między zbiornikami i wbijam na P4. Od tamy do parkingu RZGiW odśnieżone więc tu bez problemów. Potem trochę chlapy i od Preczowa, przez Sarnów do Psar jezdnie głównie mokre. Jak tego dobrze nie zasolą to rano będzie potworna szklanka.

Jechało się ogólnie przyjemnie i dość spokojnie. Ciekaw jestem jutra. Na chwilę obecną zakładam główne drogi i trasa przez Będzin (a się zobaczy w praniu czy przez Środulę czy Mydlice).


Kategoria Praca

DPOND

Wtorek, 8 stycznia 2019 | dodano: 08.01.2019

Po wczorajszym późnym powrocie niby zebrałem się rano normalnie ale jakoś tak czas w trakcie przygotowań uciekał i ostatecznie na kołach jestem o 5:45. Z tego powodu odpuszczam regularny teren bo tam na pewno byłaby czasochłonna walka. Ruszam asfaltami.

Na początek przez całą moją wioskę do Sarnowa i dalej do Preczowa. Tam wbijam na bieżnię przy P4 i jadę na dziki łącznik z P3. Potem bieżnią do mola, pod Most Ucieczki i Reden. Sprawdzam czas. 6:47. Las zagórski odpada. Ciągnę w stronę Expo Silesia i dalej chodnikami wzdłuż Braci Mieroszewskich. Finisz ul. Szymanowskiego.

Na mecie jestem 10 min. po czasie. Jechało się przyjemnie. Warunki dość odmienne od wczorajszych. Termorurka zeznała -1 i faktycznie powietrze było cieplejsze. Za to wiało chyba z południa. Na Pogorii 4, gdzie zmienił mi się kierunek jazdy, musiałem przystanąć i założyć cieplejsze rękawiczki bo mi po łapach strasznie pizgało.

Warunki na jezdni były całkiem dobre. Właściwie nigdzie nie było ślisko. Trochę zlodowaceń było na bieżniach i chodnikach ale nic, z czym by sobie Mamut nie poradził. Jedyny uślizg miałem jak chciałem przejechać przepust na P4. W sumie przyjemny i spokojny dojazd do pracy.


Przez spory kawałek dnia pracy za oknem padał śnieg. Dawniej taki widok mnie nie cieszył. Ale od kiedy mam Mamuta to po prostu wyglądam takich warunków jak kania dżdżu. Nim ruszyłem przestało sypać ale wiedziałem z radarów, że wkrótce znów zacznie. Tymczasem na jezdniach chlapowato. Wszystko przez temperaturę zbliżającą się do zera i niemały wkład solniczek. Mam na szczęście alternatywę. Od razu uciekam w las zagórski.

Niespiesznie kręcę znajomą rasą dziś ładnie ośnieżoną. Nie jestem pierwszy. Jest trochę śladów piechoty i zwierzaków. Ktoś też rowerem próbował ale nie jestem pewien czy jechał, czy prowadził, czy też jedno i drugie na przemian. Ja nie musiałem prowadzić. Co prawda zdarzało mi się czasem utknąć w jakiejś koleinie lub ześliznąć ale wystarczyła podpórka i można było dalej kręcić.

Tempo niespieszne bo jednak teren był zdradliwy. Spadły śnieg w wielu miejscach przykrył zlodowacenia. Miejscami dało się je przewidzieć ale kilku nie udało mi się ustrzec i tylne kół tańczyło. Na szczęście obyło się jednak bez gleby.

Z lasu zagórskiego kręcę przez Reden w stronę Urzędu Miasta i dalej pod Most Ucieczki. Po jego przekroczeniu ruch jest już niewielki. Gdzieś na Redenie zaczyna sypać. Kiedy docieram do mola przy Pogorii 3 jest już szaro od padającego śniegu. Nie zamierzam jednak rezygnować z rundki dookoła zbiornika, na którą ostrzyłem sobie zęby w pracy. Jedzie się super. Po drodze wymijam się z dwoma osobami na biegówkach, jest kilku biegaczy i trochę spacerowiczów. Na rowerze nie widziałem nikogo choć ślady były.

Powoli robi się szarówka i to nieco modyfikuje mój plan, który zakładał jeszcze mały zawijas na Pogorię 2. Kończę objazd zbiornika przy molo i odbijam na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Już na jego początku decyduję, że w Łagiszy wracam na asfalt. Im bliże niego jestem tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to będzie konieczne. Czuję jak zaczyna powoli świecić rezerwa. Przez Sarnów przetaczam się do świateł na "86" i dalej do mojej Wioski.

Na wjeździe zahaczam o piekarnię i aplikuję sobie "oponkę". To było to. Trochę cukru i węglowodanów i od razu jedzie się lepiej. Już spokojniej kręcę dalej przez całą wieś prosto do domu.

Bardzo przyjemnie i, w sumie, spokojnie jechało mi się powrót. Warunki były zmienne. Generalnie wiało. Temperatura w okolicach zera. Jeśli spadnie poniżej to jutro będzie sporo ślizgawek na drodze. Dlatego też jutro zakładam dojazd przez Będzin z udziałem dużym lasów.

Trochę tylko żałuję, że większość tego jeżdżenia odbywam po ciemku. Zamiast cieszyć się widokami wślepiam się w mały krąg terenu oświetlanego przez czołówkę i usiłuję odgadnąć z cieni, czy nie wjadę w jakąś pułapkę.


O poranku.


Za dnia w lesie zagórskim.


O zmierzchu na Pogorii.


W nocy na czarnym szlaku z Zielonej do Łagiszy.


Link do pełnej galerii


Kategoria Praca

DPONDZD

Poniedziałek, 7 stycznia 2019 | dodano: 07.01.2019

Dojazd na pożyczonym ale dzień pójdzie na rachunek Mamuta.

Zbieram się wcześnie. Na kołach jestem około 5:33. Koleiny wyjeżdżone do sucha na mojej ulicy. Na tych bardziej przelotowych na przemian sucho albo mokro. I to przy -9. Bez wiatru. Kręcę delikatnie by kontrolować oddech. W nogach czuję zapas mocy.

Trasa bez finezji i w wariancie krótkim, choć tak chyba jeszcze do pracy nie jechałem. Na początek do "913" do świateł na "86" i dalej prosto do Fabryki Domówi i dalej do Będzina. Chodnikami przedzieram się na Warpie i spokojną, boczną ulicą przemykam się w stronę Mydlic. Tu wbijam w las i wyskakuję obok Makro. Potem prosto przez światła na "94" i do centrum Zagórza. Stąd już zwykła trasa przez Szymanowskiego.

Tempo niespieszne żeby się nie przegrzać. Jechało się nawet przyjemnie choć brakowało mi tej psychicznej poduszki jaką daje gruby balon Mamuta. Zresztą były ze 2 miejsca, gdzie wąska opona ewidentnie nie ułatwiała. Jeden odcinek to wylot z lasu mydlickiego. Zdeptany i zbrylony śnieg sprawiał, że koło ciężko było utrzymać na prostym kursie. Drugi, dużo gorszy odcinek, to most na ul. Lenartowicza. Na grubej oponie byłoby łatwiej.

Najważniejsze jednak, że udało się dojechać bezpiecznie, bez gleby do celu.


W powrót ruszam naokoło. Mam do załatwienia sprawę w centrum Katowic więc tam też i ruszam na początek. Zaczynam od kawałka terenu przebijając się w stronę Placu Papieskiego. Potem ścieżka na Środuli i Kombajnistów by dotrzeć do Ludwika i dalej w stronę czerwonego szlaku. Zjeżdżam z niego przy Stawikach i dalej jadę w stronę Morawy. Przez Bogucice wybijam się na kierunek do centrum i, prostą jak drut drogą, dotaczam się na miejsce. Jest już ciemno. Obawiałem się ruchu w Katowicach i zawalonych śniegiem dróg ale zupełnie niepotrzebnie. Dosyć mocno tam posprzątali.

Załatwiwszy sprawę ruszam w powrót. Tym razem na kierunku Pętla Słoneczna, Plac Alfreda, Siemianowice Śląskie, Bańgów, Przełajka i Wojkowice. Odcinek aż do Bańgowa głównie chodnikami i ścieżkami dzięki temu spokojnie acz nieśpiesznie. Reszta asfaltami nie licząc kilometra od Orlenu w Wojkowicach. W domu jestem coś przed 19:00.

Zostawiam plecak, zarzucam na Mamuta sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Mam wrażenie, że chyba spada temperatura. Do domu staczam się z balastem bez gięcia. Już sobie darowałem doginanie do 55km choć brakło niecałe 150m. Zbyt duże zmęczenie i głód.

Ogólnie całkiem przyjemnie mi się kręciło dziś Mamutem. Nawet na odcinkach zlodzonego śniegu jechało się dobrze. Co prawda nie spieszyłem się więc może dlatego obeszło się bez uślizgów i gleb. Coraz bardziej mi się podoba jeżdżenie zimą. Chyba mi się pogarsza ;-p


Kategoria Praca

DPND

Piątek, 4 stycznia 2019 | dodano: 04.01.2019

Udaje mi się dziś pozbierać wcześniej niż wczoraj. Na kołach jestem o 5:37. Termorurka zeznała -2. Odczucie miałem taki jakby wczoraj było ciut cieplej ale ogólnie warunki niezłe. Przez noc już nic nie dosypało.

Ruszam asfaltem do żółtego szlaku i do pracy jadę właściwe prawie taką samą trasą jak wczorajszy powrót. Małe odchyłki tylko w Dąbrowie Górniczej na odcinkach asfaltowych ze względu na światła.

Bardzo przyjemnie się jechało choć kilka razy kółka uciekały w sypkim i głębokim śniegu. Nie na tyle jednak by nie dało się tego opanować. Na czarnym szlaku z Łagiszy na Zieloną musiały nocą grasować dziki bo pobocza zryte. Nie widziałem jednak i nie słyszałem żadnego. Na Zielonej mam całkiem niezły czas - jestem tam o 6:25 - więc decyduję się na finisz terenowy.

Ostatecznie na metę docieram 6 min. po czasie ale to i tak lepiej niż wczoraj. Byłbym równo o 7:00 gdyby nie konieczność przekładki baterii w czołówce w okolicach Stachowego. Tyle właśnie mi zajęła ta operacja.

Dojazd bardzo przyjemny i spokojny.


Powrót na nieswoim rowerku :-) Z opcją wymiany udostępniłem Mamuta do jazdy testowej na weekend. Wracam na zimówce na 26" kołach i przerażająco wąskich oponkach jeśli je porównać do fatbike-a. Z tego też powodu bez wyginania i z niewielką ilością terenu.

Na początek bardzo delikatnie, by wyczuć nieswoje koła, asfaltem do centrum Zagórza. Dalej asfaltem obok Makro do lasu mydlickiego. Tutaj czuję się bezpiecznie bo i nie ma samochodów, i jest niedawno spadły śnieg czyli lepsza przyczepność. Niestety tego lasu jest tylko z kilometr i potem znów asfalty i chodniki Będzina (przez Warpie do Al. Kołłątaja, przez Nerkę na Gzichów i Zamkowe).

Drugi kawałek lasu zaliczam w lesie grodzieckim. Tu też komfort jazdy znacznie lepszy niż na asfaltach. Niestety tego lasu też nie za dużo. Wracam na asfalty niedaleko świateł na "86" i przedostaję się na "913". Uciekam z niej jednak zaraz przy centrum dystrybucyjnym Lidla i przez pola i wzdłuż lasu jadę w stronę podstawówki w Gródkowie. Potem wzdłuż "913" do tartaku i za torami uciekam na spokojniejszą ul. Łączną i dalej Szkolną. Finisz asfaltowy. Po paru kilometrach jedzie mi się już pewniej bo czuję rowerek. Jednak brakowało mi tego komfortu, jaki dają grube balony Mamuta. Nie mówiąc już o tym, że Mamutem to bym pociorał kompletnymi pustkowiami w ciszy i spokoju.

Pogoda na powrocie była zmienna. Kilka razy leciał śnieg. Momentami nawet zacinało lekko w twarz. Ogólnie dość ciepło i w sumie przyjemnie.


Kategoria Praca

DPND

Czwartek, 3 stycznia 2019 | dodano: 03.01.2019

Poprawiłem nieco start ale i tak na finiszu spóźnienie. Ruszam o 5:47. Trochę śniegu dosypało ale bez szału. Temperatura miała być na -5 jednak śmiem wątpić by było chociaż -3.

Na teren zapisałem to, co w normalnych warunkach wpisuję jako teren, ale właściwie śmiało dałoby się nawet potraktować tak 90% trasy. Na początek kręcę na łącznik terenowy ze Strzyżowic do Malinowic. Potem przez obrzeża Parku Żurawiniec w stronę świateł na "86" w Sarnowie. Stąd kontynuuję asfaltem pokrytym śniegowym błotem. Raz na zjeździe chwila strachu jak mi zaczęło uciekać przednie koło, ale udało się jakimś cudem opanować sytuację i obyło się bez glebki. Jednak od tego momentu kręcę bardziej ostrożnie.

Dalsza trasa przez Preczów na bieżnię przy P4. Potem przeskok przez tory na bieżnię przy P3 i nią aż za molo. Potem Most Ucieczki i Reden. Tu już widzę, że czasu mało. Jest 6:50 a do celu jeszcze całkiem sporo zostało. Rezygnuję z terenu i Starocmentarną kręcę w stronę Expo Silesia. Z tego miejsca chodnikami do centrum Zagórza i potem Szymanowskiego do celu.

Na finiszu 12 minut obsuwy. Przyjeżdżam równo z opóźnionym o 10 min. autobusem linii "90" więc nie tylko jak mam z czasem do tyłu.

Mam wrażenie, że było nawet całkiem ciepło. Jedynie stopy są innego zdania. Kilka razy przeszły fale lekkiego opadu śniegu. Rowerek na mecie deczko oblepiony śniegiem. Chyba muszę zacząć wozić jakąś szczotkę. Jazda całkiem przyjemna. Jedyny minus to za mały minus. Mogłoby być tak z -7 żeby kałuże dobrze pozamarzały. O ile niewielkie dołki da się przejechać nawet, jak lód ustąpi pod kołami, to duże rozlewiska są niewiadomą. Gdyby solidne zamarzły to można by po nich śmiało jechać. Nawet nie zliczę ile razy dziś forsowałem akweny wodne pozbawione strategicznego znaczenia.

Tak teraz jakoś zauważyłem, że dojazdem do pracy w dniu dzisiejszym przekroczyłem 100k km zarejestrowane na BS :-)



Cały dzień na zmianę śnieg i słoneczko. Tuż przed wyjściem też przeszła szybka zadymka. Powrót nie mógł być inny niż z udziałem terenu.

Zaczynam od lasu zagórskiego, który po opadach wyglądał m. in. tak:



Jedzie się rewelacyjnie. Fatbike to zdecydowanie rower na takie warunki. Prędkość może nie powala na kolana ale za to jedzie się pewnie i stabilnie. Na takim śniegu praktycznie nie ma uślizgów nawet jak jest podjazd.

Na Redenie znów krótka zadymka, która znika gdzieś przed Pogorią 3. Przed wjazdem do parku Zielona ślady. Ktoś jechał przede mną na rowerku. I to nie jedna osoba.

Z parku jadę na czarny szlak do Łagiszy. Tu znów zadymka. Krótka.



Wzdłuż torów terenem docieram do Stachowego. W chmurach znów dziury. Ale też i robi się ciemniej.
Przez pola docieram do żółtego szlaku i nim wybijam się na asfalt, którym kręcę już prosto do domu. Przednia była jazda. Niespieszna ale dawała sporo radości. I przede wszystkim była to jazda a nie pchanie przez zaspy z buta. Na Błękitnym bym regularnie się zakopywał.


Link do pełnej galerii.


Kategoria Praca

DPND

Środa, 2 stycznia 2019 | dodano: 02.01.2019

NO i znowu. Wpierdzieliło mi cały wpis :-( Nie wrzuciłem do schowka i przy próbie zapisania zjadło wszystko :-/ FAAAAK.

Trudno. Zamiast odtwarzać to doklejam tylko galeryjkę z powrotu. Fotek nie wklejam bo znów wszystko skasuje.

Galeria


Kategoria Praca

Dokręcić i podsumować rok

Poniedziałek, 31 grudnia 2018 | dodano: 31.12.2018

Dziś wyciągnąłem na objazd Błękitnego. W zamyśle były same asfalty więc nie był mi potrzebny pojazd do zadań specjalnych. Na początek przez Wojkowice do Czeladzi załatwić jeden biznes w M1. Potem przez Syberkę i Warpie do Dąbrowy Górniczej na Mydlice. Stamtąd przez Reden pod Most Ucieczki. Bieżniami przy P3 i P4 do Preczowa i dalej już prosto do domu przez Sarnów. Na P3 całkiem spory ruch mimo raczej takiej sobie pogody. Wiało zimnym powietrzem mniej więcej z zachodu. Nie na tyle jednak mocno, by to jakoś bardzo przeszkadzało w jeździe. Właściwie jechało się nawet całkiem przyjemnie.


Co do podsumowania roku. Najsłabszy dystansowo rok od kiedy notuję na BS. Głównie z powodu lenia bo okazje były. Nowy rumak w stajni więc będzie więcej jeżdżenia zimowego w terenie i zimowego w ogóle. I chyba tyle. Planów na 2019 nie robię. Co wyjdzie to będzie. Może dzięki takiemu podejściu poprawię roczny przebieg :-)


Kategoria Inne

Po okolicy

Niedziela, 30 grudnia 2018 | dodano: 30.12.2018

Wczoraj wydygałem przed, w sumie, minimalną wilgocią w powietrzu. Na dziś ICM wieszczył, że do 16:00 nie popada więc się zebrałem i ruszyłem na mały objazd przed 12:00. Nie padało ale jakaś mżawka jednak była.

Zacząłem od wjazdu maksymalnie terenowego na górkę paralotniarską. Opornie szło. Na szczycie wymijam się z jednym quadem i chwilę przyglądam się próbom startu dwóch "lotników". Są bez napędów. Usiłują wystartować pod wiatr. Daleko jednak nie zalecieli za mojego tam pobytu. Obydwaj przyziemiali na polu poniżej. Nie czekałem aż się wdrapią i spróbują ponownie tylko ruszyłem w objazd dalej.

Przez Rogoźnik i tamtejszy park przebijam się w stronę zbiornika rogoźnickiego. Tu już zaczynam na dobre wertepkowanie. Leśnymi ścieżkami przejeżdżam pod "A1" do lasu między Rogoźnikiem a zbiornikiem Kozłowa Góra. Tu spędzam całkiem sporo czasu zaginając po leśnych duktach. Tu też dopada mnie pierwszy deszczyk, który modyfikuje mój plan. Zamiast jechać do parku w Świerklańcu i zaginać dalej w stronę lotniska zaczynam kluczyć w stronę Rogoźnika.

Wracam nad zbiornik rogoźnicki i dalej wzdłuż niego jadę w stronę "913". Przekraczam ją dołem i dalej lasami kieruję się do drogi z Góry Siewierskiej do Twardowic. Tu wracam na asfalt. Znów zaczynam padać. Niezbyt mocno ale ciuchy mam już nasiąknięte od poprzedniego opadu i wilgoci w powietrzu.

Na granicy Strzyżowic jeszcze kapinkę wyginam w stronę Psar i ostatecznie zataczam się do domu. Tu jeszcze szybkie mycie rowerka i na dziś koniec kręcenia. Na ostatku pranie uflejanego munduru.


Kategoria Inne

DPNZD

Piątek, 28 grudnia 2018 | dodano: 28.12.2018

Przy piątku i przed długim weekendem zamulanie przedstartowe. Pierwszy raz od bardzo dawna zaskoczył mnie dziś budzik. Potem też szło leniwie i ostatecznie na kołach jestem o 6:14. Jezdnia przed domem sucha. Wieje bardziej z zachodu jak z południa. Temperatura w okolicach +5. Mało czasu więc kręcę dojazd przez Będzin. Wczoraj trochę pogmerałem przy przedniej przerzutce i dziś widać efekty. Pracuje precyzyjniej i lżej dzięki czemu sprawniej miesza mi się biegami. Drogi, jak można było przypuszczać, pustawe. Jedzie się przyjemnie i spokojnie. W Będzinie, na ścieżkach wzdłuż 11-go Listopada i Kościuszki miejscami rozlewiska. Na Środuli pojawiają się jakoweś kropelki. Na szczęście nie przechodzą w deszcz i na Mec-u już ich nie rejestruję. Na mecie jestem 2 min. po czasie. Biorąc pod uwagę, że musiałem rozpędzać grube koła, to czas i tak nienajgorszy. Zobaczymy jak wypadnie ta trasa latem na tym rowerku :-)

Terenu generalnie unikam ale nie tak do końca. Po asfalcie nie ma tej frajdy na grubej oponce bo jednak trochę trzeba się urobić jak jest pod górkę.  Tak więc na powrocie włączyłem w użycie trochę terenu ale nie tyle, ile bym chciał. Wracam do centrum Zagórza i dalej w stronę Makro. Minąwszy je wbijam w las mydlicki by wyjechać na Warpiu. Potem przez Nerkę i Zamkowe jadę na ścieżkę do Grodźca. Od browaru bokami (z odrobiną wertepków) objeżdżam do ścieżki do Wojkowic. Za Orlenem wbijam w prostą do domu zaczynającą się od kilometra terenu. Na skrzyżowaniu mojej ulicy z "913" skręcam na Będzin i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po uzupełniające zakupy. Do sklepu docieram jeszcze za jakiej takiej widoczności. Wracam już w ciemnościach. Po drodze, na granicy Mydlic i Warpia, chwilę pokapało ale niegroźnie. Jezdnie generalnie mokre. Wybrane odcinki terenu nawet niezbyt uświnione. W lesie mydlickim ścieżka pokryta liśćmi więc nieco ślisko ale dzięki dużemu kapciowy jechało się szybko i stabilnie. Odcinek terenowy w Grodźcu to dawna lokalizacja toru tramwajowego. Tu nie było problemów. Jechało się nawet lepiej niż na full-u. Ostatni terenowy kawałek w Wojkowicach to slalom między dołkami z wodą. Te wertepkowe odcinki specjalne najbardziej cieszyły. Wrażenie z jazdy jest takie, że dopiero tam rowerek idzie jak marzenie. Na asfaltach, nawet na zjazdach to nie to... Jeśli prognoza się sprawdzi, to jutro dłuższy objazd głównie terenowy :-]


Kategoria Praca