limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPD

Środa, 23 stycznia 2019 | dodano: 23.01.2019

Start o 5:52. Wieje ze wschodu. Jezdnia przed domem pokryta drobnym, suchym śniegiem. Termorurka zeznała -5. Mam jednak wrażenie, że odczuwalnie jest przyjemniej niż wczoraj.

Trasa dojazdowa przez Będzin bez ekscesów a nawet z miłym akcentem. Na Nerce w Będzinie kierowca ułatwił mi zmianę pasa wpuszczając przed siebie. Oby mu karma wynagrodziła :-)

W Będzinie już nie sypało ale ślady śniegu były. Powoli przemieniały się w błoto. Zaczynały jeździć solniczki. Króliczka dziś nie widziałem. Może dlatego, że byłem jakieś 5 min. wcześniej w miejscu, gdzie zwykle się zjeżdżaliśmy.

Ogólnie przyjemny i spokojny dojazd do pracy.


Tego samego dnia, po okresie niewoli...

Nim wybyłem dzwoni Prezes czy bym się z nim do Jaworzna nie zatoczył. Wykazuję zaskakująco duży... deficyt entuzjazmu dla tego pomysłu. I to bez chwili wahania.

Kiedy ruszam dalej wieje. Na niebie dywan chmur. Za dnia dosypało trochę śniegu i jest trochę błota. Decyduję się więc na terenowanie przez las zagórski. Nawet nieźle się jedzie. Świeża warstwa puchu trochę ułatwia.

Wybywam na Redenie i zwykłą trasą obok targowiska i Urzędu Miasta kręcę pod Most Ucieczki i dalej na Zieloną. Tym razem wybieram czarny szlak. Tu też jakoś lepiej mi się dziś jedzie niż ostatnio. Dalej w koleinie ale jakoś tak bardziej komfortowo.

W Łagiszy już nie bawię się w teren i asfaltami grzecznie toczę się do Sarnowa. Po drodze wymijam się z wczorajszym króliczkiem powrotnym. Przekraczam "86" i pędzę do mojej wioski. Pomaga w tym wiaterek.

Przy remizie jeszcze ciutkę wyginam w stronę Gródkowa, potem pod Dino i wsiowego Lewiatana skąd już prosto do domu. Nie udaje mi się jednak osiągnąć 36km dzisiejszego przebiegu. Brakło ze 100m. Trudno. "Innom razom". Wiaterek nie nastraja do objazdów. W ogóle miałem wrażenie, że rano było jakby cieplej i przyjemniej.

Ogólnie jednak przyjemne kręcenie powrotne. Zakończone po zachodzie słońca ale już bez wsparcia czołówki.


Kategoria Praca

DPD

Wtorek, 22 stycznia 2019 | dodano: 22.01.2019

Poranny żuraw za okno wykazuje, że jest chłodniej niż wczoraj. Termorurka potwierdza. -7. Plus dodatni tego minusa jest taki, że nie wieje, a jezdnia przed domem jest sucha. Wytaczam się minimalnie wcześniej - 5:52. Jedzie się dobrze.

Po przejechaniu "86", przejeżdżając przez nieoświetlony kawałek wzdłuż lasu widzę w świetle czołówki drobne płatki śniegu. Wygląda to jakbym leciał w hiperprzestrzeni :-) Będzin zaskakuje mnie cieniutką warstwą świeżego śniegu. Na ul. Kościuszki zdążył się już zamienić w błoto. Kilka razy napędowe koło zabuksowało ale obyło się bez poślizgów.

Króliczek dziś był ale się z nim nie ścigałem. Za krótki odcinek na to miałem. Zauważyłem, że odbija gdzieś w stronę pętli tramwajowej na Środuli. Może jak się cieplej zrobi to będzie okazja pojechać koło w koło.

Do pracy zataczam się z rezerwą 5 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy. Byłby spokojny, gdyby nie kilku ułanów, którzy mogliby sobie szarżować z dala ode mnie.


Na wyjściu ładne słoneczko, bezwietrznie, nieinwazyjny minus. Warunki na jezdni, chodnikach, ścieżkach i w terenie takie jak wczoraj. Dziś powrót bez większego dziczenia. Chcę w miarę wcześnie dojechać do domu.

Ruszam, jak wczoraj, czyli kolejno centrum Zagórza, Reden, Most Ucieczki, Zielona. Tu zaczynam zmiany. Zamiast na czarny szlak do Łagiszy odbijam w prawo i za torami kolejowymi w skrót leśny do ul. Sosnowej i nią do głównego skrzyżowania w Preczowie. Stąd już standard przez Sarnów do mojej wioski. Na tymże skrzyżowaniu zaczynam robić za króliczka. Nie cisnę jednak. Klient jest na węższych oponach więc na asfalcie, jeśli ma coś w nogach, to łatwo mnie wyprzedzi. Jadę swoje równo z lekkim zapasem mocy.

Na następnym skrzyżowaniu jeszcze jedzie za mną. Na podjeździe do Sarnowa gdzieś mi znika. Albo dotarł do celu, albo moje tempo jednak był za mocne. Bez bicia zeznam, że normalnie, jakby mi nikt na kole nie siedział, jechałbym bardziej spacerowo. A tak trochę się rozgrzałem i jakoś tak już reszta trasy poszła gładko.

Finisz jeszcze nieco wygięty bo w końcu nie zapomniałem podjechać do stomatologa i umówić się na wizytę. Żeby nie wracać po swoich śladach wyginam leciutko przez Strzyżowice. Kończę zjazdem prawie pod samą bramę.

Przyjemnie się kręciło powrót.


Kategoria Praca

DPND

Poniedziałek, 21 stycznia 2019 | dodano: 21.01.2019

Wytaczam się o 5:59. Termorurka pokazywała -3. Bez wiatru. Jezdnie suche. Toczę się przez Będzin by mieć kontrolę nad czasem dojazdu.

Na drogach dość spokojnie. Wyprzedza mnie króliczek przed dworcem Stary Będzin. Nawet najmniejszej ochoty nie mam za nim gonić. Przy niskich temperaturach nie mam zupełnie ochoty na wyścigi. Zależy mi jedynie na utrzymaniu równego oddechu, co zwykle przekłada się na niską prędkość.

Podjazd na Środulę i Dworską spokojnie. Na Lenartowicza szybki zjazd i jestem na miejscu. W zapasie ze 4 min. Trochę zmarznięte stopy ale poza tym ok. Przyjemny dojazd do pracy.


Trochę grzebania przy starcie powrotnym i zaczynam toczenie dopiero o 15:30. Wracam na kierunku Dąbrowa Górnicza. Ścieżką przy Braci Mierowszewskich w stronę Mortimeru i potem Starocmentarną na Reden. Dalej Most Ucieczki i całkiem sporo lodowiska przez Zieloną na czarny szlak do Łagiszy.

Czarnym szlakiem jechało mi się prawie jakbym prowadził tramwaj czyli kółka w koleiny i albo podawanie napędu albo hamowanie. Dzięki grubym oponkom Mamuta udało mi się uniknąć gleby, kiedy to koleina wprowadziła mnie na gładką połać lodu. Dwa odruchowe zwody nic by nie dały gdyby nie ekstra przyczepność szerokiego bieżnika. Na wąskich oponkach chyba bym leżał.

Ze szlaku wybywam na asfalt w Łagiszy i już nim kręcę do Sarnowa i dalej do domu. Robiło się ciemno i nie chciało mi się już walczyć przy czołówce w polach.

Po drodze było kilku narwańców, którzy jechali jakby jutra miało nie być. Dla mnie przyjemny powrót do domu mimo zimna. Wrażenie miałem jednak, jakby było nieco cieplej.


Kategoria Praca

DPND

Piątek, 18 stycznia 2019 | dodano: 18.01.2019

Ciut przyspieszam start i zaczynam toczenie o 5:52. Warunki nieco lepsze niż wczoraj. Jezdnie są mokre bez oblodzeń przy krawędzi. Nieco wieje chyba głównie z południa. Raczej na plusie.

Toczę się trasą jak wczoraj, przez Będzin. Jedzie się dobrze, spokojnie i przyjemnie pomimo tego, że co jakiś czas a to lekko posypie, a to lekko pokapie.

Na miejsce zataczam się z zapasem 11 min. Miło, że przy piątku poszło tak bezproblemowo. Jeszcze tylko powrót odprawić bezboleśnie. Na weekend na razie bez planów ale zawsze może wydarzyć się jakiś spontan.


W ciągu dnia temperatura ciutkę spadła i czasem nieco sypało. Niestety temperatura spadała za wolno i z tego powodu zrezygnowałem z odcinków czysto terenowych. Las zagórski na pewno byłby bagnem. Potrzeba przynajmniej całej nocy na poziomie -5 by tam dobrze ścięło podłoże.

Kręcę powrót całkowicie niespiesznie. Żwawiej jedynie tam, gdzie teren sam rozpędzał rowerek. Trasa: centrum Zagórza, ścieżka na Mortimer, Starocmentarna, Reden, Most Ucieczki. Zajeżdżam pod molo na Pogorii 3 by zerknąć w jakim stanie jest bieżnia. Gdyby była w tragicznym stanie to bym przez Zieloną pojechał na asfalt do Preczowa ale okazało się, że nie jest tragicznie. Co prawda, spora część bieżni pokryta była warstwą śniegu zdeptanego do postaci lodu, ale szeroka oponka Mamuta dobrze się zachowywała na tym podłożu i zdecydowałem się pokręcić wzdłuż zbiornika do Świątyni Grillowania. Tu odbijam na Pogorię 4 i dalej już standard przez Preczów i Sarnów do domu.

Przyjemnie, spokojnie, bez ekscesów. Trochę mi zeszło ale po prostu miałem nastrój do leniwego kręcenia. W domu jestem już za szarówki. Udaje się dociągnąć bez wsparcia czołówki więc jest postęp.


Kategoria Praca

DPDZND

Czwartek, 17 stycznia 2019 | dodano: 17.01.2019

Zamuliłem dziś konkretnie. Na kołach jestem o 6:01. Termorurka zeznała +3 ale chrupiący pod kołami samochodu, wyjeżdżającego sąsiada, lód upewnił mnie, że różowo nie będzie. Dotarcie do jezdni tylko mnie w tym upewnia. Chodnik oblodzony, jezdnia przy krawędzi również. Część użytkowa jezdni mokra ale tak, że koła wilgoci nie podrywały. Jedynie w koleinach czasem trochę stojącej wody. Generalnie trzeba będzie uważać ale można jechać w miarę szybko.

Trasę kręcę przez Będzin. Poza tym, że krótka, to prawie nie mam na niej ścieżek. Tych na ul. 11-go Listopada i Kośiciuszki nie liczę bo w warunkach zimowych jakby ich nie było - zalane, zasypane odgarniętym zlodowaciałmym śniegiem, oblodzone. Kompletnie bezużyteczne, a nawet wręcz niebezpieczne.

Jedzie się dobrze. Odczuwalnie pod koniec to byłem już zagotowany. Może też trochę dlatego, że był króliczek. Wyprzedził mnie na Kościuszki i aż do cmentarza na Środuli miałem go w zasięgu wzroku. Na początku mu odpuściłem dochodząc do wniosku, że na grubych oponkach nie mam się co z nim ścigać ale przekonawszy się, że jakoś strasznie nie gna i to wyprzedzenie mogło być pokazówką, zacząłem go gonić powolutku się zbliżając. Niestety przy cmentarzu zjechał na bok. Pewnie mój kierunek nie był również jego kierunkiem.

Reszta trasy spokojnie do celu. Na mecie mam 3 min. zapasu. Przyjemny dojazd do pracy.


Powrót z pracy również asfaltami. Zależy mi na tym, by sprawnie i w miarę szybko znaleźć się w domu i zaliczyć jeszcze rundę zakupową.

Ruszam przez centrum Zagórza na Mortimer i dalej na Reden. Mały postój przy ścianie płaczu i potem dalej w stronę ul. Granicznej i Robotniczej. Asfaltami przez Zieloną jadę do Preczowa i stąd już standardowa droga przez Sarnów i całą moją wioskę.

W domu jestem już po zachodzie słońca ale jeszcze za względnej jasności. Zostawiam plecak, zakładam Mamutowi sakwy i ruszam w standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Zjazd z balastem już w ciemnościach.

Temperatura zauważalnie się podniosła. Drogi były miejscami nawet suche. Musiałem się pilnować żeby za mocno nie cisnąć a i tak na finiszu jestem lekko podgotowany. Popołudniem warunki były zdecydowanie na węższe opony.


Kategoria Praca

DPSND

Środa, 16 stycznia 2019 | dodano: 16.01.2019

Mokro.

Sprawdziły się prognozy ICM-u. Moja termorurka wykazała +4. Wyprowadzając rower czuję chlapę pod śniegiem. Na ulicy słyszę przejeżdżające samochody. Chlapa. Nie pada. Zdecydowanie dziś tylko asfalty.

Kręcę przez Będzin. Jakby większy dziś ruch na drogach ale jedzie się dobrze. W Będzinie pełna runda honorowa wokół nerki zamiast skracania chodnikami. Na nich jest tragicznie. Na drodze też nie za pięknie. Wielokrotnie muszę objeżdżać rozlewiska. Wolę nie ryzykować opcji jazdy po zalanym lodzie.

Na Środuli jazda w górę dwóch potoków, na ul. Zuzanny i Dworskiej. Ten drugi bardziej rwący.

Na metę zataczam się z rezerwą 15 min. Trochę na finiszu kropiło ale niegroźnie. Więcej na twarz zebrałem spod koła na zjeździe z Lenartowicza. W butach sucho. W sumie przyjemny dojazd do pracy choć wolałbym, żeby było bez wody.



Wyruszam z pracy ciutkę wcześniej z zamiarem najechania serwisu w sprawie wymiany mostka u Mamuta. Trasę kręcę prawie taką jak dojazdowa o poranku. Kilka minut roboty i element wymieniony. Teraz mam kierownicę nieco bliżej i nieco wyżej. Mam nadzieję, że ta pozycja będzie bardziej komfortowa i wyeliminuje drętwienie dłoni.

Załatwiwszy temat dziarsko ruszam w dalszą drogę powrotną. Kręcę przez Łagiszę i Sarnów do domu. Asfaltami. Tym razem rzeczywistymi asfaltami. Mokrymi, ale asfaltami. Jedzie się dobrze i sprawnie choć nie za szybko. Miękko napompowane kółka szybko toczą się jedynie na zjazdach. Nie zmieniam tego jednak, bo nie znam dnia ani godziny, kiedy mi się zachce znowu uciec gdzieś w teren bądź skracać po chodnikach.

Ruch jakby trochę duży ale trasę pokonuję bez ekscesów. Przyjemne powrotne kręcenie do domu. Temperatura dodatnia. To ona też nieco przyczyniła się do słabszej średniej. Czasem musiałem zluzować z tempem żeby się nie przegrzać. Na ostatnich 3-4 kilometrach lekko mnie odcinało.


Kategoria Praca, Serwis, Mostek

DPND

Wtorek, 15 stycznia 2019 | dodano: 15.01.2019

Zbieram się dziś ciut wcześniej niż wczoraj ale później niż planowałem. Toczenie zaczynam o 5:43. Trasa częściowo zgodnie z planem. Na pełną realizację brakło czasu.

Na początek "asfaltami" przez całą moją wioskę do Sarnowa i dalej do Preczowa. Tam, na głównym skrzyżowaniu, odbijam całkiem na prawo i przy końcu ulicy wbijam w leśny skrót w stronę Zielonej. Kawałek "asfaltem" i na czarny szlak z Łagiszy. W parku jestem o 6:26. Planowałem dalej pojechać wzdłuż P3, na Reden i do lasu zagórskiego. Niestety wariant wypadł z realizacji.

Przez park jadę do ronda i dalej do "dworca kolejowego". Stamtąd przez Al. Kościuszki na Legionów Polskich i na ścieżkę przy Braci Mieroszewskich. Tam już spokojnie i niespiesznie zwykłą trasą przez centrum Zagórza do mety.

Finiszuję z 3 minutami zapasu. Przejazd spokojny i całkiem przyjemny. Trochę pomagał zachodni wiatr. Odczuwalnie powietrze było raczej niezimne. Za teren policzone wszystko co pojechane po lodzie, śniegu, grubej warstwie brei. Było trochę mokrych asfaltów ale zdecydowana mniejszość. Obyło się bez uślizgów. Raz tylko koło chciało mi pojechać w inną stronę niż mi droga wypadała.


Powrót znów był przygodą choć z trochę innej kategorii. Nie była to walka o przetrwanie tylko o przedarcie się do celu.

Całodniowe opady śniegu zniechęciły mnie do jazdy asfaltem. Ciągle gdzieś było słychać z daleka syreny, nie wiem czy karetek, straży czy policji. Generalnie musiało się tu i tam coś dziać więc lepiej było mi nie ryzykować pchania się między samochody.

Zaczynam od lasu zagórskiego. Myślałem, że rozdziewiczę śnieg ale nic z tego. Już jakaś piechota była, a kawałek nawet ktoś na rowerku. Przebijam się na Reden. Tam trochę "asfaltami" w stronę Mostu Ucieczki i dalej na ścieżkę do parku Zielona spod mola na P3. Tu już trzeba było momentami pojechać siłowo. Z parku jadę na czarny szlak. Moich porannych śladów ani śladu. Jazda czarnym szlakiem do Łagiszy była taka sobie. Wyjeżdżone koleiny ze zmrożonymi krawędziami nie raz mnie wybiły z rytmu. W Łagiszy decyduję się na teren wzdłuż torów by dotrzeć do Stachowego. Nie był to szczęśliwy pomysł. Do ostatniego budynku jeszcze dało się jechać ale dalej tragedia. Kilkaset metrów jeszcze się szarpałem i próbowałem ale w końcu się poddałem. Ukryte pod śniegiem koleiny, zacinający w gębę śnieg zaklejający okulary i czołówkę, w której na dodatek słabły baterie... Jakieś 500m z buta by wydostać się na "asfalt" na Stachowym.

Do magazynów jazda bezproblemowa. Potem kawałek trenu prawie cały przejechany. W jednym miejscu była głęboka koleina zbyt wąska by obracać w niej korbą i musiałem kilkadziesiąt metrów znów zrobić "z buta". Na chwilę wpadam do piekarni i potem już prosto do domu.

Tempo mocno spacerowe. Na "asfaltach" była chlapa, zmrożony śnieg, wyjeżdżone koleiny i inne tego typu atrakcje. W terenie było lepiej ale też nie dało się polecieć szybciej jak spacerowo. Mimo tego, że dużo czasu mi to zajęło, śnieg przemoczył cały mundur, nie obyło się bez deptania i na dodatek sporo w ciemnościach, to jednak powrót uważam za całkiem przyjemny. Dopóki w butach jest sucho, to jest dobrze.

Prognoza się sprawdza czyli na jutro zanosi się deszcz o poranku. Ma działać od 22:00 więc może na drogach będzie jako tako. W teren nie będę się pchał. Na dzień dzisiejszy jutro rowerkiem. Jak będzie okaże się, jak zwykle, po zarzuceniu "okami" przed dom.


Kategoria Praca

DPND

Poniedziałek, 14 stycznia 2019 | dodano: 14.01.2019

Dziś marudzenie przedstartowe ze względu na deszcz w nadziei, że przestanie padać. Ostatecznie wytaczam się o 5:54. Lekko kropi. Wieje z zachodu. Temperatura na plusie. Jezdnie mokre. Nim dotarłem do asfaltu przekonałem się, że polany wodą śnieg jest gorszy od lodu, jeśli chodzi o przyczepność i to upewniło mnie, że trasa maksymalnie asfaltowa. Żadnego jeżdżenia po chodnikach, terenu itp. Może dopiero na powrocie.

Kręcę wariant krótki przez Będzin. Wyszło jednak 1km więcej niż zwykle ze względu na omijanie chodników. Zaliczam z tego powodu pełną rundkę po będzińskiej Nerce. Poza tym trasa standardowa przez Środulę i Mec. Spokojnie, niespiesznie. Przejście przez tory przed izbą wytrzeźwień robię z buta, bo tam też zlodzenia.

Minusem przejazdu było to, że spod koła leciało dużo wody na gębę. Stuptuty robiły dziś poważną robotę. Dzięki nim w butach sucho na mecie. Kończę kręcenie z zapasem 9 min. Przyjemny dojazd do pracy.


Powrót z pracy to niemal przygoda :-)

Wracam na kierunku do Będzina. Jest nawet nieźle nie licząc zauważalnego i zimnego wiatru z zachodu. Ale przez Mec i Środulę jedzie się dobrze, nie za szybko, ale dobrze. Za izbą wytrzeźwień tym razem nie skręcam na przejście przez tory tylko jadę dalej i tory pokonuję tunelem przed dworcem kolejowym. Zaczyna się zadymka.

Podjeżdżam do serwisu w celu zmiany mostka. Dziś tego nie załatwię bo trwa poremontowe sprzątanie ale wstępnie umawiam się na środę. Jak pozwoli pogoda. Zadymka nie ustaje. Wręcz się wzmaga. Staczam się do przejścia podziemnego pod Al. Kołłątaja i zmieniam rękawiczki na cieplejsze. Lżejsze przemokły.

Przejścia dla pieszych przy Nerce pokonuję grzecznie z buta. I to było dobre posunięcie. Na drugim samochód bliżej mnie zatrzymał się bez problemu ale na drugim pasie Meganka też chciała stanąć ale jej nie wyszło i przeleciała przez pasy. Gdybym nie stał i nie czekał cierpliwie, to bym zarobił ze zderzaka.

Dalej w zadymce przebijam się przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Już z daleka widzę, że na drodze jakiś problem. W stronę Grodźca sznurek samochodów. Oj! Wkurzę trochę kierowców! Jadę sobie niespiesznie prawie nieodśnieżoną ścieżką aż pod browar. Problem na drodze ujawnia się pod postacią autobusu, który nie może się wytoczyć na górkę. Cóż... bywa.

Od browaru objeżdżam bokiem do ścieżki rowerowej do Wojkowic. Przy dawnej kopalni Grodziec zadziwia mnie niesamowity spokój. Zwykle o tej porze ta droga jest bardzo ruchliwa. A tu nic. Ani jednego pojazdu. Dlaczego widzę kawałek dalej. Nieco przed Orlenem (patrząc od Grodźca), stoi osobówka, która nie daje rady wyjechać pod górkę do Grodźca, a w stronę Wojkowic wszystko jedzie wolniej niż na kondukcie żałobnym. Tu chyba też kilku kierowców się wkurzyło jak ich zgrabnie powyprzedzałem i poobjeżdżałem w drodze do domu. Tu też pierwszy raz mam naprawdę ślisko pod kołami ale grube oponki idą wzorowo i nie ma ani uślizgów ani gleb.

Skręcam w teren na prostą do domu. I ten kilometr w sumie był najgorszy na trasie. Głębokie koleiny wyjeżdżone w zamarzającym, zlodzonym śniegu mocno utrudniały jazdę. Obyło się bez łażenia z buta ale kilka razy utknąłem w lodowej kaszy.  Reszta drogi już po ładnie wyślizganym śniegu. Ostrożnie ale bez przesady.

Na skrzyżowaniu mojej ulicy z "913" było już prawdziwe lodowisko. Słyszałem z kilku miejsc piłowanie opon po lodzie. Ostatnie 300m jechałem bardzo ostrożnie bo w świetle czołówki droga lśniła niemal jak lustro.

Pługi jeździły, owszem ale nie mogły być wszędzie i niektóre stały razem z całymi wężykami pojazdów. Kiedy wszedłem do domu po mojej ulicy też przemknął pług tylko pytanie co to da, bo równocześnie trwała już kolejna fala zadymki. Jutro będzie Meksyk na drogach jeszcze większy niż dziś. Na chwilę obecną mam wolę podjęcia walki o poranku. Zdecyduję jak odemknę rano oka i rzucę nimi na ulicę ;-)


Kategoria Praca

Styczniowe Harce

Sobota, 12 stycznia 2019 | dodano: 12.01.2019
Uczestnicy

Wczoraj kontrolny sms do Mariusza w treści "Plany na jutro?". No i się urodziły. Poszło jeszcze info do Cyklozy jakby ktoś reflektował.

Dziś zbieram się na koła o 8:15 i kręcę prawie jak do pracy przez "913" do świateł, potem do Łagiszy w stronę Kreisela i za mostem na Czarnej Przemszy do parku na Zielonej i dalej pod Molo przy Pogorii 3. Tu spotykam się z Mariuszem. Umówiliśmy się na 9:00 ale jesteśmy obaj wcześniej. Czekamy jeszcze do 9:10 jakby jednak ktoś się miał przyłączyć choć odzewu nie było. Potem ruszamy.

Trasa jak na mapce:


Większość po śniegu bo w końcu taki był cel. Króciutki wypych był tylko w jednym miejscu gdzie były zawiane koleiny i nijak nie dało się wyczuć co jest pod śniegiem. Ciągle wybijało z rytmu jazdy i sprowadzało koła na manowce. Było tego może 500m. Może nawet nie. Tzn. jazda szarpana. Kilkadziesiąt metrów kręcenie kilkadziesiąt z buta. Przebrnąwszy jednak ten kawałek resztę dało się jechać.

Miałem na śniegu ewidentnie łatwiej niż Mariusz. Duży balon pozwalał zaoszczędzić sporo sił. Mariusz z kolei nadrabiał techniką i może jechał wolniej, ale jechał. Generalnie śladów innych rowerzystów nie za wiele. Więcej wydeptanego.

Pogoda całkiem przyjemna większość naszego objazdu. Dopiero w okolicach finiszu na Pogorii 3 zaczął padać drobny deszczyk ze śniegiem, który ustał jak się już pożegnaliśmy czyli towarzyszył nam jakieś 2-3 km.

Miałem końcówkę zrobić asfaltową ale jak wybyłem w Łagiszy z czarnego szlaku i zobaczyłem chlapę, to jednak zawalczyłem w terenie i dopiero na czarne wyjechałem z żółtego szlaku w okolicach podstawówki w Psarach.

Bardzo przyjemnie spędzony dzień. Tempo może niespieszne ale nie chodziło o wyścig tylko by się nacieszyć jazdą. Sporo też było gadania.

Kilka foto:


Przy pomoście na Pogorii 2.


Objazd Pogorii 4 od wschodniej strony.


Pogoria 4 od strony Wojkowic Kościelnych.


Nowa hala magazynowa w Psarach (trzecia).


Wynik za dzień.


Link do pełnej galerii


Kategoria Inne

DPND

Piątek, 11 stycznia 2019 | dodano: 11.01.2019

Przy piątku lekko obsunięty start. Wytaczam się o 5:47. Warunki do jazdy niezłe. Jezdnie generalnie mokre. Za teren zaliczyłem to co pojechane śniegiem czyli chodniki od targu w Będzinie do świateł na ul. Sienkiewicza i potem dalej w lesie mydlickim.

O tej porze na drogach jeszcze ruch nie jest duży więc jazda spokojna. Termorurka zeznała mi -2. Wg ICM-u miało być -5. Powiedziałbym, że odczuwalnie było może jakieś -3. Śnieżek był ładnie związany i tym samym dawał niezłą przyczepność. Udało mi się z lasu mydlickiego wyjechać bez zatrzymania. Inna sprawa, że trochę już wydeptane.

Na miejscu jestem z zapasem 15 min. Spokojny i przyjemny dojazd do pracy.


Kierunek powrotu od jakiegoś czasu jeden: las zagórski. Potem Reden i mała odchyłka w stronę Łęknic i Piekła. Dalej bieżnia przy Pogorii 4, Preczów i Sarnów.

Nawet przyjemny powrót. Objawiło się nieco słoneczka i to dodało uroku końcówce dnia. Termicznie nawet nieźle aż do przekroczenia "86" na światłach w Sarnowie. Po zachodniej stronie zauważalnie zimniej.


Kategoria Praca