DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
20.73km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Słaby dziś start. Dopiero o 6:15. Wiele wskazywało na obsuwę.
Pogoda taka nijaka. Niebo zaciągnięte szczelnie chmurami, leniwy wiaterek, około +15 stopni i dość sporo wilgoci w powietrzu. Na jezdniach generalnie sucho.
Kręcę niespecjalnie intensywnie trasę przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Przez Sarnów i kawałek Preczowa mam króliczka. Dobry bo nie dał się dogonić.
Przelot spokojny. Na mecie mam 5 min. obsuwy. Udało się dojechać na sucho. Jednak zestaw gumowy był w pogotowiu.
Powrót również pod pochmurnym niebem i przez moment z jakimiś kroplami. Ogólnie pogoda niepewna ale też i dość przyjemna do kręcenia.
Powrót częściowo po swoich śladach. Najpierw do Mortimeru. Tu odbicie na Reden, Most Ucieczki i na Zielonej wracam przez moment na poranną trasę. Potem uciekam na czarny szlak do Łagiszy i jadę nim aż za magazyny, gdzie wracam znów na swoje ślady i asfaltem dociągam do domu.
Spokojnie, przyjemnie i właściwie na sucho.
Kategoria Praca
Z i za chlebem
-
DST
6.00km
-
Czas
00:22
-
VAVG
16.36km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zwykłe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem zwykłe zagięcie do najbliższej piekarni.
Słonecznie, zauważalny wiaterek jeszcze niespecjalnie ciepły.
Rowerzystów zatrzęsienie.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Strasznie grzebany rozruch i wytaczam się dopiero o 6:17. Obsuwa murowana. Szacuję, że na jakieś 11 minut.
Na dworze ślady opadów. Po 300m zaczyna kropić ale przestaje po kilometrze. Potem znów zaczyna w Sarnowie. Decyduję się na założenie pokrowca na plecak. W Preczowie przestaje kapać. Za Zieloną znów lekko kropi ale przestaje za "dworcem". Do końca przelotu chyba już nie padało, ale jakoś mi to w pamięci nie zostało.
Ostatecznie obsuwa jest na 12 min. Trochę zabrało mi stanie na szlabanie na przejeździe przy "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. Przelot bez zgrzytów.
Powrót bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, las grodziecki, las gródkowski i finisz rozkopaną "913".
Kategoria Praca
Na badania
-
DST
37.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Okresowe.
Rundka pod Hutę Katowice. Tam przez Sarnów, Preczów, Piekło i Gołonóg. Chłodnawo ale do przyjęcia.
Powrót sporo po własnych śladach. Odchyłka taka, że na Piekło docieram od strony Antoniowa. Potem jeszcze zagięcie od świateł w Sarnowie przez Park Żurawiniec i teren do Strzyżowic oraz ul. Kasztanową.
Spokojnie, bez sensacji. Na powrocie cieplej ale jeszcze bez szału termicznego. Trochę wiało.
Odkryłem co mi się w napędzie robiło, że podejrzewałem go o bliski koniec eksploatacji. Zniknął się gdzieś był jeden z pierścieni na trzpieniu łączącym ogniwa. W tym miejscu łańcuch nie zahaczał prawidłowo o zęby kasety i dawało się wyczuć jakby chwilowe przyblokowanie.
Remedium okazała się spinka i pierścionek wydłubany z innego łańcucha. Jutro na dojeździe przekonam się czy problem ustąpił.
Kategoria Serwis
DPD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
21.62km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś miałem szczęście. Mimo gęstych mgieł udało się nie nadziać na ostry ich cień. Choć apteczkę wożę cały czas i miałbym się czym poratować w razie "W".
Start o 6:12 bo chwilę musiałem negocjować z kotem, czy zostaje w domu, czy wychodzi. Ostatecznie wyszedł.
Warunki takie, że wdziałem długie spodnie żeby dać nogom komfort pracy. Mglisto, nie za ciepło, raczej bez wiatru. W sumie jechało się dobrze.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą.
Po drodze jedno BMW, które koniecznie musiało się wcisnąć przede mnie mimo tego, że drogę i tak blokował autobus stojący na przystanku. Potem na Mortimerze widzę lawetę, policję i odwrócony tyłem do kierunku jazdy osobowy. Ale śladów kraksy nie widzę. Ciekawe co tam się odjaśniepaniło...
Na metę zataczam się ze stratą 2 min.
Na powrocie dość przyjemne warunki. Sporo słoneczka, temperatura taka w sam raz na krótkie wdzianko. Trochę też wieje ale nie zawsze przeciwnie i na młynkach da się nawet pod wiatr sprawnie jechać.
Trasa bez większego gięcia: Mortimer, Reden, Łęknice, przejazdy między Pogoriami, Preczów i Sarnów. Na finiszu wygięcie od Lewiatana do DINO i przy kościele.
Spokojny i sprawny powrót do domu.
Jedyne co mnie zastanawia, to czy się powoli nie zaczyna napęd kończyć. Jak wrzucam na dwa najmniejsze tryby kasety to czuję przez pedały, że jakby gdzieś coś albo się przycinało, albo nie pasowało. Muszę jeszcze łańcuch obejrzeć dokładnie, może to jakieś ogniwo jest zwichrowane. Wtedy wystarczyłoby je wykuć i dać spinkę, i powinno być ok. Choć finisz napędu jest możliwy. Od ostatniego serwisu to już będzie ponad 4k km a rowerka nie oszczędzałem.
Kategoria Praca
DPODS
-
DST
41.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
19.68km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nim wystartowałem do pracy to jeszcze wyskok do najbliższej piekarni po pieczywo. Żeby się potem nie zastanawiać po południu, czy jeszcze będzie. Chlebek, nie piekarnia ;-p Tego raptem paręset metrów.
Właściwe kręcenie dojazdowe zaczynam o 6:15, czyli w perspektywie obsuwa na mecie. Mimo to przykładam się do kręcenia. Jednak mojemu entuzjazmowi nie wtóruje pogoda. Niebo zaciągnięte chmurami, raczej chłodno. Krótkie spodenki były raczej błędem ale może na powrocie będzie lepiej. Kilka razy po drodze pokropiło trochę niegroźnie.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą.
Jak przewidywałem, na mecie obsuwa. 4 min. Zakładałem, że może być 6 więc coś tam udało się nadgonić.
Powrót lekko gięty. Na początek wspinaczka na Mec a potem zjazd mniej więcej w stronę Makro i dalej do "Liroja Merlina". Powrót kręcę w stronę świateł na Środuli ale szybko mi się nudzi czekanie na zielone i jadę w stronę zjazdu z "94" koło "Energetyka" w Sosnowcu częściowo ścieżką wzdłuż działek, resztę asfaltem.
Przy "Energetyku" wbijam na ścieżkę do Będzina i kręcę nią do Nerki. Stamtąd przez Zamkowe, las grodziecki, światła na "86" i las gródkowski za tartak. Potem od torów do DINO "913" i wygięcie obok wsiowego Lewiatana.
Wdzianko na krótko dało radę ale jakichś upałów to nie było. W ruchu było nieźle.
W domu mały serwis. Wkurzał mnie już prawy pedał na maksa. Oba wytrzaskane i grzechotały od jakiegoś czasu ale prawy zaczął chyba już wczoraj regularnie strzelać. No nie zdzierżyłem. Przyjechałem do domu i je wymieniłem. Małe kółeczko po placu i ta błoga cisza była balsamem na uszy. Jedynie szum gnącej się pod oponą Mamuta trawy. Miodzio. Poprzednie wytrzymały sporo ponad 9k km. Mogły paść w każdej chwili.
I znów trzeba zrobić zakup zapasowych, bo te na Rzeźniku też mogą paść rychło. Jeden wymieniony po failu na początku roku.
Kategoria Praca, Pedały, Serwis
DPOD
-
DST
45.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start umiarkowanie sprawny o 6:09.
Warunki takie, że decyduję się na lekkie buty, krótkie spodenki i lekką długą górę. Zakładam, że nie będzie zbyt komfortowo termicznie ale odbiję sobie na powrocie. Taki przynajmniej jest plan jeśli wierzyć prognozom ICM-u. Na razie słoneczko, trochę wiaterku z północy (czyli niespecjalnie pomocnego, czy też przeszkadzającego), jeszcze nieciepło.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, bez sensacji.
Na mecie z zapasem 3 min.
Na powrocie ładne lato. Ciepło tak, że wdzianko na krótko jest na miejscu. Słońce pięknie lampi. Jednak nie jest gorące bo jest też obecny wiaterek dmuchający niezbyt ciepłym powietrzem. I czasem jest z kierunku mocno przeciwnego.
Kręcę dziś powrót lekkimi objazdami w usiłowaniu załatwienia jednej sprawy. W tym celu przemieszczam się po Sosnowcu aż docieram do centrum. Jednak nie udaje mi się osiągnąć celu przejazdu więc robię odwrót przez Będzin do domu. Na finiszu trochę wyginania w okolicach rozgrzebanej "913".
Ogólnie przyjemnie się kręciło i tylko szkoda, że objazdy okazały się bezowocne :-( Może jutro się uda.
Kategoria Praca
Z i za chlebem
-
DST
15.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
00:49
-
VAVG
18.37km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie. Wybrałem się w krótkich spodenkach i górze z długim rękawem ale na lekko. Średni pomysł. Na tym kółeczku dało radę ale dalej to bym zmarzł mimo tego, że trochę słoneczka było widać. Ale wiało zimnym powietrzem.
Chwila dłuższa po powrocie i jeszcze zagięcie do wsiowej piekarni. Terenem pod Urząd Gminy i powrót przez las gródkowski, za tartakiem terenem do DINO, wygięcie pod Lewiatana i wygięcie pod kościół żeby do tych 15km dobić.
Tym razem jazda we wdzianku na długo w wersji cieplejszej. Też nie idealnie ale lepiej niż wyskok do Lewiatana. Słoneczko zniknęło za chmurami. Chyba ma się ku deszczowej niedzieli, jak ICM zapowiada.
Kategoria Inne
DPDO
-
DST
49.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Troszkę mi się przy piątku grzebało przed startem i ostatecznie ruszam o 6:14.
Warunki są przeciętne. Niebo zasnute chmurami ale na deszcz się nie za nosi. Wieje, mam wrażenie, że pomagająco. Termicznie chłodnawo ale do przeżycia
Kręcę trasę zwykłą przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą przykładając się do tego sumiennie. Jest szansa nadrobić obsuwę.
W Dąbrowie znów chwila niepewności co zrobi kierownik jadący od strony Będzina. Lekko przyhamowałem, żeby się nie zdziwić, gdyby tamten tego nie zrobił.
Na mecie jestem równo o 7:00.
Powrót z pracy raczej bez ociągania ale mimo to nie za spieszny bo przyszło walczyć z przeciwnym, nie za ciepłym wiatrem. Początkowo nawet było mi nieco chłodno, ale po 3-4 kilometrach sadzenia na młynkach zrobiło się ok.
Trasa powrotna bez finezji: centrum Zagórza, Mortimer, Reden, Łęknice, przejazd między Pogoriami, Preczów i Sarnów.
Potem w domu chwila przerwy na przepakowanie się, schwytanie kota do plecaka i runda do weterynarza. Terenowo, żeby nie stresować zbytnio Jego Wysokości. Powrót niemal tą samą trasą. Niestety Jego Wysokość jednak się zestresował i chyba obraził na jakiś czas. Zobaczymy jak jest, jak raczy wrócić.
Kategoria Praca, zKotem
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
18.05km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dość sprawny i wytaczam się o 6:05.
Warunki całkiem przyjemne, nie wieje, trochę słońca, jeszcze nie ciepło ale we wdzianku lekkim na długo, dość komfortowo.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Niespecjalnie spiesznie, spokojnie. Na mecie 2 min. zapasu.
Łudziłem się, że prognozy ICM-u się nie sprawdzą. W ciągu dnia się nieco poprawiły ale jednak deszcz z nich nie zniknął. Mimo wszystko... Do ostatniej chwili zanosiło się, że ujdzie mi na sucho powrót. Nie uszedł. Już kiedy startowałem zaczęło lekko kropić i nie przejechałem nawet pół kilometra jak już wdziewałem górę od zestawu gumowego. Wydawało się, że o wystarczy ale już na Mortimerze, u wrót Dąbrowy Górniczej, zaczęło naparzać mocniej. Dociągnąłem do Redenu niedaleko targu i tu doubierałem resztę zestawu gumowego. I tak już do końca jazdy.
Padać przestało przed Zieloną ale wszędzie była woda i leciało spod kół więc ochrona była wskazana. Do tego wiało dość zauważalnie i zestaw i temu zaradził.
Z Zielonej czarnym szlakiem kręcę do Łagiszy, potem terenem na Stachowe i podjeżdżam pod magazyny. Stamtąd na asfalt i po własnych śladach kręcę prosto do domu.
Tempo powrotne spacerowe bo gdzieś musiałem się urazić w stłuczenie z ostatniej gleby i dawało mi się ono przez całą drogę lekko we znaki. Bardziej drażniło niż bolało ale zniechęcało do żwawszego kręcenia i objazdów.
Kategoria Praca






















