Powybiórcze kółeczko
-
DST
33.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
21.06km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kilka minut przed 10:00 zbieram się "dać głos".
A potem już tylko kręcenie. Trasa asfaltowa bo po wczorajszym mokrym dniu spodziewałem się nieciekawych warunków w terenie. Nie miałem ochoty taplać się w błocie. Swoją drogą ciekawe jak poszedł maraton :-) Musiało być ciężko.
Trasa: Sarnów, Łagisza, Będzin, Czeladź (Piaski i Józefów), Przełajka, Wojkowice, Strzyżowice.
Tempo takie, żeby się jechało dobrze bez podnoszenia sobie ciśnienia i walki o oddech. Ale też i bez zbytniego zamulania, bez postojów innych niż wymuszone sytuacją na drodze.
Pogoda optycznie ładna, widowiskowe chmurki, sporo słońca, lekki wiaterek. Odczuwalnie jednak nieciepło. W cieniu drzew nawet prawie chłodno. Dlatego też nie zatrzymywałem się by być cały czas rozgrzanym.
Na więcej jakoś mnie nie ciągnęło.
Kategoria Inne
Z
-
DST
3.00km
-
Czas
00:15
-
VAVG
12.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś tylko zaopatrzenie i to w wariancie dość krótkim. Najpierw zwykłe zagięcie do wsiowego Lewiatana zakończone zjazdem w deszczu chwilowo słabnącym. Potem przyszło mi odczekać wzmożony opad i zupełnie bez zaginania szybki kurs, ciągle w deszczu, do najbliższej piekarni. Powrót również w deszczu.
Jak zaczęło, to kapało już cały czas aż do nocy.
Kategoria Inne
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
02:29
-
VAVG
18.52km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start minimalnie lepszy od wczorajszego - 6:12. Jednak czasu na marudzenie nie ma.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, bez sensacji.
Warunki o poranku iście letnie. Lekki wiaterek, dużo słońca, ciepło.
Na mecie równo o 7:00.
Powrót początkowo spacerowy, tzn. gdzie było z górki, to rower sam leciał, gdzie płasko albo pod górkę to kręciłem delikatnie. Ale był też kawałek żwawszy.
Trasa trochę gięta bo przy weekendzie trzeba sobie coś tam pozwolić czasem.
Początek terenem przez las zagórski na Reden, potem Łęknice i bieżnią P3 do przejazdu na P4 i dalej bieżnią do Kamienia Ornitologa. Tu tempo równe ale bez szaleństw, tak 26-27km/h.
W Kuźnicy Piaskowej zbiera mi się na eksploracje. GPS twierdził, że gruntowe drogi z tamtego miejsca kończą się ślepo. No to pojechałem sprawdzić. Faktycznie, jedna kończy się na bagienku. Druga, której na mapie nie było ale oznaczona była do jutrzejszego biegu, też docierała do tego samego cieku wodnego (Pogor) i ciągnęła się dalej ale nie widziałem żadnego użytecznego przejścia na drugą stronę. Ciekawe jak to rozwiążą zawodnicy. Woda raczej nie zachęcała do brodzenia. Na oko powyżej 0,5 metra żuru. Tak więc dla mnie dwa ślepe zaułki.
Wracam na znany teren i asfaltem ciągnę do Dąbia-Chrobakowego a potem do Malinowic. Tu mały wqrw na kierownika, który zabrał się do wyprzedzania pod górkę i przed zakrętem czyli bez dostatecznej widoczności. Oczywiście z przeciwka nadjechał samochód ale ten musiał koniecznie zmieścić się między nim a mną. Chyba mi się nagrał na kamerze więc całkiem możliwe, że poślę filmik na Policję niech go przeszkolą odpłatnie z zasad bezpieczeństwa na drodze.
Finisz terenem do Strzyżowic i końcówka asfaltem do domu.
Na powrocie przyjemna lampa. W końcu nogi przy tych 26-27km/h nawet znaku nie dawały, że coś jest nie tak. To lubię. I nawet nie przeszkadzał zauważalny wiatr choć w wielu miejscach był przeciwny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
23.64km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
6:17. Start o tej godzinie to przymusowa gonitwa na trasie. No nie szło mi dziś wygrzebywanie się do pracy.
Warunki za oknem optycznie takie sobie. Szaro, nie pada, lekko mokro miejscami. Chyba też nie wieje. Termicznie tak, że zastanawiałem się nad lekką warstwą z długim rękawem ale ostatecznie zrezygnowałem. Przy podkręconym tempie potrzebne będzie dobre chłodzenie więc wdzianko "na krótko". Jedynie na łapy rękawiczki.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Udało się powstrzelać płynnie w światła i pewnie dzięki temu obsuwa była tylko na 3 min.
W sumie przyjemny dojazd do pracy. Bez sensacji.
Powrót ostatecznie wyszedł dość żwawy.
Warunki na wylocie całkiem przyjemne, trochę słoneczka, ciepło, lekki wiaterek. Tylko też sporo chmur. Zdecydowałem nie ryzykować objazdów i do domu bez specjalnego gięcia.
Trasa: Mortimer, Reden, Łęknice, przejazd między Pogoriami, Preczów i Sarnów.
Na wjeździe do mojej wioski pojawiły się pojedyncze krople i do końca jazdy spadały po kilka to tu, to tam. Ostatecznie się nie rozpadało ale dzięki tym pogróżkom tempo na finiszu uczciwe.
Przelot przyjemny i prawie bez sensacji. Jedynie jeden cham w taryfie z głupim tekstem się trafił. Bywa.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
20.77km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
O dziwo, dziś udało mi się pozbierać całkiem sprawnie i ruszyć o 6:06. Skoro w zapasie jest czas, to mogłem sobie pozwolić na bardziej delikatne kręcenie.
Warunki zbliżone do wczorajszych, może tylko odczuwalnie jakby chłodniej.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą.
Spokojnie, bez sensacji. Jedyne co mnie wkurzało, to problem z łańcuchem. Znów straciła się obrączka w ogniwie. Jakim cudem? Nie wiem.
Objaw przy takim przypadku jest taki, że czuć przez pedały jakby coś gdzieś przez moment łapało łańcuch. Irytujące.
Przed powrotem udaje mi się sprawnie wykuć ogniwo, założyć pierścień i założyć spinkę. Z tego też powodu, jak i za sprawą pogody, powrót na kierunku do Będzina. Chcę zdążyć przed ewentualnymi opadami, które ICM określa na wykresach jako dość prawdopodobne, chcę też zahaczyć o serwis i zrobić sobie zapas spinek. Tak na zaś.
Trasa przez Mec i Środulę do Starego Będzina i dalej do serwisu. Niestety ostatnio wybrałem wszystkie spinki "9" i zapas jeszcze nieuzupełniony. Zmusza mnie to do kursu do konkurencji. Na szczęście blisko. Potem bez gięcia przez Fabrykę Domów, światła na "86" i przez las gródkowski kręcę prosto do domu. Nie wyszło prosto bo koparka zastawiała najkrótszą drogę. Doginam jeszcze do DINO i wsiowego Lewiatana by dopiero stamtąd polecieć prosto do domu.
Całą drogę towarzyszyło mi kapanie. Pierwsze, symboliczne, krople pojawiły się tuż po wyjściu z pracy ale zauważalniej pokapało gdzieś od Mecu. I potem praktycznie do końca nie przestawało. Może tylko momentami słabło. Na szczęście nie był to jednak opad na tyle silny, by się zawijać w przeciwdeszcze.
W sumie przyjemny i spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca, Serwis
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
21.31km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start o 6:13. Formalnie lepiej niż wczoraj ale faktycznie różnica niewielka.
Warunki za to różnią się bardzo. Słońce schowane za dywanem chmur. Wieje niezbyt mocno wg ICM-u z północnego zachodu czyli dla mnie pomagająco. Test temperatury w postaci chuchnięcia za okno wykazał parę z ust. Czyli chłodnawo. Wkładam lekką warstwę z długim rękawem i w ruch idą też rękawiczki. Odczuwalnie było chłodno całą drogę ale nie było to jakoś bardzo przykre.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Zupełnie bez sensacji.
Na mecie zapas 2 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie więcej słońca ale jakoś specjalnie cieplej nie było. Do tego wiatr zrobił się mocniejszy i zdecydowanie przeciwny.
Tempo niezbyt spieszne. Trasa przez Mortimer, Reden, Zieloną, czarny szlak pod Park Żurawiniec i wykończenie asfaltem do domu.
Spokojnie, przyjemnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
20.59km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch szkoda gadać. Ostatecznie wytaczam się o 6:15. Trzeba przyłożyć się do kręcenia.
Warunki bardzo przyjemne. Powietrze raczej mało ruchome, przyjemnie ciepło, słoneczko lekko skryte za chmurami przez część drogi.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą.
Na zjeździe z Sarnowa do Preczowa króliczek. Ładnie ciągnął, ale krótko. Nie po drodze nam było.
Na mecie z obsuwa 3 min. Był cień szansy być równo o 7:00 ale światła i skrzyżowania jej pozbawiły.
Powrót po krótkości. ICM zapowiadał deszcz i może burze, a za oknem pozmieniało się tak, że postanowiłem założyć, że prognoza zmierza ku sprawdzeniu się. Dlatego też powrót bez gięcia przez Mec, Środulę (tu pierwsze krople na postrach), Stary Będzin, Nerkę (tu już kapie niepokojąco), Fabrykę Domów, światła na "86", obok Lidl-a (tu się opad rozpędza), las gródkowski, zawijas omijający rozgrzebaną "913" i od torów w Gródkowie prosto do paczkomatu. Zgarniam przesyłkę i ostatnie 300m do domu.
Okapało mnie zauważalnie ale jeszcze nie do gołej skóry. W butach tylko nieznacznie wilgotno więc nie było źle ostatecznie choć ze 2x już, już miałem zakładać przeciwdeszcze. Ostatecznie dałem się ugotować jak żaba.
Ale powrót przyjemny.
Chyba jeszcze czeka mnie sprawdzenie czy przypadkiem nie mam kapcia na tyle Mamuta. Wychodząc z pracy podejrzanie miękko było w tyle i dobiłem trochę ale po drodze jakby znów zmiękło. Tak mi się majaczy, że mogłem na dojeździe do pracy w coś wjechać.
Jak myślałem, mały kawałek szkła. Szybka wymiana dętki i Mamut gotowy na jutro.
Kategoria Praca
Z
-
DST
16.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
00:53
-
VAVG
18.11km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś tylko runda zaopatrzeniowa. Na początek lekko wyciągnięte zagięcie do wsiowej piekarni. Potem zwykłe zagięcie do wsiowego Lewiatana.
Niespiesznie, bez sensacji, w przyjemnych warunkach pogodowych.
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
21.87km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start 6:18. Kiepsko. Na zjeździe z Sarnowa do Preczowa szacuję wstępnie obsuwę na 10 minut ale kręcę z zaangażowaniem i liczę, że uda się skrócić niedoczas.
Reszta trasy zwykłej przez Dąbrowę Górniczą przebiega sprawnie i bez ekscesów. Ostatecznie na mecie jestem tylko 4 min. po 7:00, czyli udało się coś tam nadrobić.
Warunki o poranku poburzowe. W powietrzu sporo wilgoci ocierającej się niemal o mgłę miejscami. Ciepło, raczej bez wiatru. Jezdnie tu i ówdzie mokre.
Przyjemny dojazd do pracy, ale dobrze, że już ostatni w tym tygodniu.
Powrót w tempie mieszanym. Początek spacerowo, środek na podniesionym lekko oddechu, końcówka tak po środku.
Trasa: centrum Zagórza, Mortimer, Reden, Łęknice, przejazd między Pogoriami, Preczów i Sarnów.
Przyjemnie, spokojnie. Na starcie miałem wrażenie, że jest chłodnawo ale im dalej tym było lepiej.
Pogoda na powrocie dopisała, choć w ciągu dnia zastanawiałem się, czy nie będzie aby na mokro. Jednak deszcz zdążył niemal wyschnąć do godziny mojego powrotu. Na finiszu nawet ładnie słoneczko dawało.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
17.95km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch szedł sprawnie. Skoro tak, to uznałem, że nie ma powodu się spieszyć. Efekt taki, że zamiast wytoczyć się z rezerwą 10 min. mam jej ledwo 3. Ostatecznie na mecie mam obsuwę na 4 min.
Pogodę ICM obiecywał mokrą. Jak wstawałem to lało. Ale przestało i przed startem nawet przeschnęło. Długo jednak nie cieszyłem się warunkami. Najpierw postraszyło jak przejeżdżałem z mojej wioski do Sarnowa. Potem, na dobre, zaczęło kapać w Preczowie i rozkręciło się na granicach Dąbrowy Górniczej. Tu też chowam buty do plecaka, zakładam kapcie od chodzenia w wodzie, rowerowy płaszcz przeciwdeszczowy i do końca trasy pocę się pod tym okryciem. Nie rozpadało się jakoś specjalnie, ot, taki sobie deszczyk, ale gdybym się nie przezbroił, to w butach byłoby bagno a plecak cały ochlapany i przemoczony.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą przejechana spokojnie, bez ekscesów.
Powrót zapowiadał się na sucho. Ruszam w stronę centrum Zagórza i tu widzę, że na kierunku mniej więcej Redenu leje. Odbijam w stronę Makro i lasu mydlickiego. Tamże pierwszy raz krople mnie straszą. Ciągnę dalej w stronę Warpia. Krople po raz drugi się objawiają. Trzeci raz kropelki pojawiają się na wysokości kościoła na Ksawerze. Buty do plecaka, kapcie na nogi, płaszcz w pogotowiu i lecę dalej. Skracam przez mostek na Czarnej Premszy w stronę targowiska i dalej pod Fabrykę Domów. Stamtąd do świateł na "86". Potem przy Lidlu do lasu gródkowskiego i jego zakosami, przecinając przy podstawówce "913", docieram do tartaku. Finisz rozgrzebana "913". Po drodze trochę foto remontowanego odcinka.
Przyjemnie i spokojnie na powrocie. Więcej kropelek nie pamiętam.
Kategoria Praca






















