DNPD
-
DST
34.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:17
-
VAVG
14.89km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dojazd na mokro. +3 na termometrze. Od cholery wody na jezdniach. W powietrzu mgła i deszcz. Na ścieżkach i chodnikach zlodowaciały śnieg śliski jak 100 bandziorów. Z tego też względu prawie cała trasa asfaltami mimo tego, że pełno na nich rozlewisk. Za to nie było ślisko.
Trasa przez Będzin z opcją 11-go Listopada i Kościuszki. Wystartowane coś koło 5:50. Na mecie 8 min. zapasu.
Na moście na Czarnej Przemszy widzę jak rowerzysta zalicza glebę. Wołam czy wszystko ok. Kciuk w górze i za chwilę wstaje wołając, że to już druga dzisiaj i żebym uważał w stronę ronda UE bo tam ślisko jak diabli.
Jadę kawałek ścieżką wzdłuż rzeki ale faktycznie przyczepność słaba. Zjeżdżam na asfalt przy bibliotece. Przy okazji GPS mi się wyłącza nie naliczając jakichś 300m. Znowu to felerne miejsce. Zastanawiam się czy to nie jakiś błąd w mapie. W wolnej chwili zrobię aktualizację i przy okazji test. Podobne klocki mi GPS robił przy Trójkącie Trzech Cesarzy. W innych miejscach działa bez zarzutu. Numer robi jak jadę ulicą. Jak chodnikiem to jest ok. Dziwne.
Przejazd spokojny ale zdecydowanie nie nadaje się do zaliczenia do przyjemnych.
Powrót również po mokrym choć jakby odrobinę mniej. Jest cieplej co przekłada się na większą ilość wody w powietrzu. Głównie pod postacią mgły, ale były też miejsca, gdzie trochę kapało. Generalnie nie jeden raz musiałem okulary przecierać.
Trasa przez Mortimer, Park Hallera, Zieloną, Preczów i Sarnów. Gdzie jeszcze śnieg nie stopniał, to przeważnie był rozchlizdany. Kilka razy jazda w drifcie i walka o utrzymanie równowagi.
Sam przejazd spokojny i nieco żwawszy niż wczoraj.
Kategoria GarminMontana, Praca
DNPD
-
DST
34.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:27
-
VAVG
13.88km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1 na termometrze. Niejaki ruch powietrza mniej więcej z południa. Jezdnie przeważnie mokre, tylko gdzieniegdzie połacie śniegowego błota. Ścieżki z ładnym, zbitym śniegiem.
Trasa zwykła przez Będzin z opcją małobądzką. Pojechane sprawnie i bez sensacji.
Na mecie 10 min. zapasu. Całkiem przyjemnie się jechało, co nie zmienia faktu, że zimy nie lubię.
Powrót do rozkosznie przyjemnych to z pewnością nie należał. Całą drogę kapało. Na jezdniach potoki wody. Z kolei na śniegu ślisko, choć plus taki, że zrobił się zbity więc pod kołami w miarę stabilne podłoże.
Trasa powrotna w tempie niespiesznym, żeby się nie uflejać zanadto, przez Mortimer, Park Hallera, Zieloną, Preczów i Sarnów. Na sucho się nie udało. W butach ok ale reszta ciuchów przemoczona. Tyle dobrego, że nie zmarzłem. Jedynie nieco uda i kolana wychłodzone.
Tego chyba jeszcze nie jechałem: w deszczu, po śniegu, w lutym. I jak tu lubić zimę?
Kategoria Praca
DNPD
-
DST
34.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:27
-
VAVG
13.88km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dawno nie nadmieniałem, że nie lubię zimy. Więc nadmieniam dla porządku.
Poza tym dość sprawny rozruch i toczenie zaczynam o 5:42.
Warunki zbliżone (wg termometru) do wczorajszych ale odczuwalnie cieplej. Jezdnie dość czyste. Na ścieżkach czysto lub zbity, równy śnieg.
Trasa przez Będzin z opcją małobądzką. Spokojnie, niespiesznie.
Na mecie 8 min. zapasu i zmarznięte stopy. Na finalnym zjeździe ładny widok przed wschodem słońca.
W dzień, zgodnie z zapowiedziami ICM-u, poprószyło, ociepliło się i na powrocie warunki nieco się pogorszyły. Zbity śnieg, w miejscach intensywnego ruchu pieszego, zamienił się w błoto lub lodową kaszę. Jazda jak po piasku. Na jezdniach śniegowe błoto. Niewiele dało to, że nogi chciały lepiej podawać przy wyższej temperaturze. Trzeba było delikatnie żeby nie fiknąć. Kilka razy koła chciały jechać po swojemu.
Trasa, jak ostatnio często, przez Mortimer, Park Hallera, Zieloną, Preczów i Sarnów. Dość spokojnie. Ze 2x zawiało jakimś szczątkowym śnieżkiem.
DNPD
-
DST
34.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:27
-
VAVG
13.88km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dobry rozruch i start - 5:43.
Warunki wydają się niezłe. -7 stopni. Czyste jezdnie. Minimalny ruch powietrza z południa.
Trasa przez Będzin z wariantem 11-go Listopada i Kościuszki. Sam przejazd spokojny ale kilka razy korciło mnie by zsiąść z rowerka i podeptać trochę. Pierwszy raz tej zimy tak mi marzły stopy i dłonie. Dziwne. Ostatecznie jednak obyło się bez tego choć ostatni zjazd przed metą potwornie mnie wychłodził.
Za to mam na mecie jakieś 6 min. zapasu.
Powrót przez Mortimer, Park Hallera, Zieloną, Preczów i Sarnów w tempie niespiesznym. Odczuwalnie cieplej niż rano mimo tego, że czasem wiało na twarz. Nastrój poprawiało słoneczko obecne całą powrotną drogę. Zupełnie bez sensacji.
Kategoria Praca
Z
-
DST
3.00km
-
Czas
00:15
-
VAVG
12.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Spacerowa runda zakupowa. Najpierw minimum do wsiowego Lewiatana. Zjazd do domu z balastem i potem do najbliższej piekarni.
Cieplej. Termometr zeznał -6. Jakby lekki ruch powietrza z zachodu. Jezdnie mokre.
DNPDOND
-
DST
36.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
03:17
-
VAVG
10.96km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
-19 na starcie. Bez odczuwalnych podmuchów. Jezdnie dość czyste.
Trasa przez Będzin. Tym razem pokusiłem się o "ścieżkę" przy 11-go Listopada i Kościuszki. Ponieważ ścieżka jest wydzieloną częścią jezdni, to zimą jej nie ma. Zawalona śniegiem. Po drodze dwa odcinki deptane po kilkaset metrów. W sumie jakiś kilometr. Najpierw wzdłuż Czarnej Przemszy, potem od cmentarza na Środuli do Dworskiej ale nie dlatego, że ślisko, tylko żeby rozgrzać stopy. Wiele mnie to nie spowolniło.
Na mecie -15 min. Nie było szans się wyrobić bo start był o 5:50. Jakoś tak mi się dobrze spało, że cały rozruch był mocno obsunięty.
Sam przejazd spokojny i, w jakiś pokręcony sposób, przyjemny.
Powrót bez gięcia trasą przez Mortimer, Park Hallera, Zieloną, Preczów i Sarnów. Kawałek z buta przez las żeby rozgrzać stopy. Tempo ogólnie ślimacze.
W domu znajduję awizo więc jeszcze, po zrzuceniu części balastu, krótki kurs po poleconego. Zjazd tą samą trasą w ciemnościach.
To nie są warunki, które by mnie zachęciły do wyginania objazdów. Niezbędne minimum.
Dopóki się ta zima nie straci, to tylko na tyle się zdobędę. Jutro jeszcze tylko runda zaopatrzeniowa w wersji minimalnej i do końca tygodnia nie wsiadam na rower ;-p
Kategoria Praca
DNPD
-
DST
32.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
02:38
-
VAVG
12.15km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zdecydowanie wczoraj miałem gorszy dzień. Wczorajsze myśli o odpuszczeniu dzisiaj jazdy rowerem, rano jakoś zupełnie zniknęły.
-8 na termometrze uznałem za całkiem znośną do jazdy temperaturę. Zauważalny ruch powietrza z północy też niespecjalnie mnie zmartwił. Potem okazało się, że albo pomagał albo nie przeszkadzał. Wieczorne i nocne prószenie nieco zapaskudziło jezdnie.
Start o 5:52. Przeciągnęło mi się ubieranie +1 warstwy. Potem jeszcze bunt maszyn - GPS zeznał wyładowaną baterię. Do kupy minutek obsuwy się nazbierało.
Trasa zwykła przez Będzin z opcją małobądzką. Do Będzina jechało się całkiem dobrze. Na wioskach mniej ulic to lepiej odśnieżone. Ścieżka wzdłuż Czarnej Przemszy i małobądzka, dzięki spadłemu śniegowi, bardziej łagodna w użyciu. Na podjeździe na Zuzanny i Dworskiej śniegowe błoto. Dwa uślizgi omalże glebowe. Wybronione ale adrenalinka skoczyła.
Na mecie obsuwa na 8 min. Tradycyjnie zmarznięte stopy. Za to zimy nie lubię.
Powrót niemal po własnych śladach. Jedynie na Mecu mała odchyłka na pocztę.
Kręciło się słabo. Wiatr z północy sporą część drogi nie ułatwiał. Więcej też było po chodnikach i ścieżkach. Za to na jezdniach zauważalnie lepiej. Niektóre całkiem czarne.
Tempo słabe bo to nie moje klimaty. Nogi nie lubią podawać w takich warunkach. Plus tych wszystkich minusów jest taki, że jest dużo czasu na myślenie o niczym :-)
Dzień zauważalnie się wydłuża.
Niezmiennie zimy nie lubię.
Kategoria Praca
DNPD
-
DST
34.00km
-
Teren
16.00km
-
Czas
02:38
-
VAVG
12.91km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś mimo, że cieplej, mniej sympatycznie. Termorurka zeznała -6 jednak odczuwalnie jest jakby z -10, -12. Powietrze chyba w minimalnym ruchu. Jezdnie w różnych stadiach zapaprania.
Trasa zwykła przez Będzin z wariantem małobądzkim. Kilka razy kółka chciały jechać zupełnie inaczej niż ja sobie to wyobrażałem i skończyło się to kilkoma uślizgami z podpórkami. No nie szła mi dziś jazda za rewelacyjnie.
Na mecie zapas 4 min. Zdecydowanie zmarznięte stopy.
Po głowie chodzi mi wzięcie 2 dni urlopu na nadchodzący początek mrozików. Ewentualnie dojazd innym sposobem niż rowerem. Ale jeszcze się waham. Może, mimo wszystko, jednak jeszcze zdecyduję się powalczyć.
Powrót wariantem jak wczoraj. Tym razem Prezes towarzyszy mi na kołach przez całą Szymanowskiego. Na gadanie nie ma jednak za wiele czasu bo dziś jakiś duży ruch na tej ulicy i ciągle trzeba się chować by zrobić miejsce dla "czterokółek".
Cały dzień jakiś zwalcowany jestem i powrót, takie mam wrażenie, ciągnie się niemiłosiernie. Dopiero na mecie widzę, że było jak zwykle. Odczuwalnie jednak jakoś zimniej.
Trochę martwi mnie dzień jutrzejszy, bo ma być jeszcze większy mrozik i do tego trochę wiatru. Korci mnie by wybrać alternatywną formę dojazdu do pracy. Decyzja rano.
A! No i pierwszy tysiączek w tym roku odhaczony.
Kategoria Praca
DNPD
-
DST
34.00km
-
Teren
18.00km
-
Czas
02:38
-
VAVG
12.91km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miałem szczere chęci poprawić godzinę startu. Nie wyszło. Ruszam o 5:43.
Dzisiejsze warunki mi bardziej pasują. Jest, co prawda, znacznie zimniej, powiedziałbym, że w okolicach prognozowanych przez ICM -10 st. C, ale nie wieje. Śnieżek ładnie się zmroził. Na jezdniach różnie. Są odcinki białe, są z wyjeżdżonymi do czarnego pasami i są całkiem czarne i mokre. Na ścieżkach śnieg zdeptany ale zbity.
Trasa przez Będzin i jednak ścieżką małobądzką. Testowy odcinek wzdłuż Czarnej Przemszy od Al. Kołłątaja do biblioteki wypadł na tyle pozytywnie, że zdecydowałem się na ten wariant. Trochę rzucało ale prędkość była przyzwoita.
Ostatecznie na mecie jestem z zapasem 3 min. Zmarznięte palce u stóp to jedyny minus tego dojazdu.
Powrót wariantem krótkim ale strasznie powoli.
Przez Mortimer do Parku Hallera, dalej na Zieloną i do Preczowa. Stamtąd przez Sarnów do domu.
Sam przejazd spokojny i, gdyby nie marznące stopy, to całkiem przyjemny.
Po drodze chwila rozmowy z Prezesem w centrum Zagórza. Jednak niezbyt długa bo stanie w takich temperaturach nie jest przyjemne. W Sarnowie na zakrętach obok kościoła komuś coś nie wyszło. Efekt: Policja, Straż i Laweta.
Na mecie jeszcze za względnej jasności. Dziś lepsze warunki powrotne niż wczoraj.
Zimy dalej nie lubię.
Kategoria Praca
DNPND
-
DST
34.00km
-
Teren
34.00km
-
Czas
03:07
-
VAVG
10.91km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś wszystko idzie jako terenowe. Właściwie to nawet powinienem to x2 policzyć bo jazda jak po piasku. Strasznie dużo sił kosztowała.
Zbieram się na koła o 5:43. Późno ale jeszcze mam nadzieję, że nadrobię. Nim ruszyłem, Prezes sms-em dał znać, że ciężko pod kołami. Miałem opcję awaryjną w razie "W" jednak nastawiony byłem na walkę.
Na jezdniach ok. Nieliczne, jeszcze, samochody ubiły na tyle śnieg, że da się po nim spokojnie jechać grubym kołem. Dopiero na chodnikach i ścieżkach było ciężko. Miejscami dziewiczy śnieg o konsystencji piasku wymagał sporego wysiłku żeby się przebić i nie stracić jednocześnie równowagi. Jutro raczej pojadę Kościuszki zamiast Małobądzką. Swoje też dokładał wschodni wiatr. Dość silny i ciągle jeszcze niosący kryształki lodu.
Po drodze widać było, że nie wszystkim jazda idzie dobrze. Na nerce w Będzinie zator tramwajowy. Na podjeździe na Zuzanny autobus linii "55" nie daje rady wyjechać.
Na mecie zaliczam obsuwę na 17 min. Trochę zmarznięte stopy ale ogólnie było nienajgorzej. Na starcie termorurka zeznała -10.
Chyba jednak dojazd był łatwiejszy.
Kręcę trasę powrotną przez Mortimer, Park Hallera, Zieloną, Preczów i Sarnów.
Po jezdniach, mimo że białe, jechało się znacznie lepiej niż po ścieżkach i chodnikach. Śnieg ma konsystencję zbliżoną do piasku i mimo grubych oponek było sporo miejsc, gdzie nie dało rady jechać. Np. most na Lenartowicza, wyloty z osiedli, co bardziej ruchliwe pieszo miejsca. Nie obyło się bez zsiadania i przepychania się przez pryzmy lodowej kaszy. Na szczęście nie było tego zbyt wiele.
Tempo słabe, momentami ledwo ponad prędkość szybkiego piechura. Dlatego powrót zajął mi ze 2 godziny. Za to bez sensacji. Bez gleby. Czyli ogólnie pozytywnie.
Zimy jednak nie lubię.
Kategoria Praca






















