limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Inne

Dystans całkowity:18657.00 km (w terenie 3285.00 km; 17.61%)
Czas w ruchu:1049:25
Średnia prędkość:17.78 km/h
Maksymalna prędkość:62.00 km/h
Liczba aktywności:633
Średnio na aktywność:29.47 km i 1h 39m
Więcej statystyk

II Wiosenny Zlot Rowerowy na Dorotkę

  • DST 36.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 16.88km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 kwietnia 2012 | dodano: 14.04.2012

Dziś delikatnie tylko tyle km ile trzeba było aby dokonać przejazdu z II Wiosennym Zlotem Rowerowym na Dorotkę.
Wyjechałem dziesięć minut później niż planowałem (9:10) i przyszło mi trochę naginać tempo, żeby zjawić się w Sosnowcu pod siedzibą PTTK na Dęblińskiej o czasie. O dziwo, pomimo wczorajszego dnia, jechało się nadzwyczajnie dobrze. Dystans 15 km pokonałem ze średnią 27km/h. Sprawę trochę ułatwiało ukształtowanie terenu :-)
Spod PTTK ruszamy zgodnie z planem o 10:00 całą grupą przybyłych rowerzystów. Są ludzie, z Ghostbikers, uczestnicy ostatniej Zagłębiowskiej Masy Krytycznej w kamizelkach oraz inni. W sumie, tak "na oko" 50 osób.
Trasa wiedzie na Stawiki, dalej obok Reala i lasem aż do hali sportowej na Milowicach. Potem w stronę Zakładu Gospodarki Komunalnej i trochę terenem aż do parku w Czeladzi. Z parku wyjeżdżamy pod Pałac Saturna. Chwila postoju i dalej na Rynek. Tam dołączają do nas kolejni Gostbikersi. Razem jedziemy obok targu w stronę Grodźca. Klinkierek a potem podjazd do skrzyżowania i dalej na sam szczyt.
Na miejscu już czeka kilka innych grup przybyłych na zlot oraz organizatorzy zlotu.
Sesja foto, poświęcenie rowerów, chwila zabawy. Wszystko jednak nie trwa zbyt długo bo pogoda nieco się zaostrzyła. Poranne słońce skryło się za chmurami i chłodny wiatr zaczął dawać się we znaki.
Na Dorotce spotykam Jacka. Chwilę później przyuważam też kolegę Rafała z poprzedniej pracy. Zdjęcia, zdjęcia, pogaduchy. W końcu pożegnania i wracam do domu. Zjazd najkrótszą drogą do skrzyżowania i dalej do Gródkowa. Na przejeździe kolejowym odbijam w klinkierek i potem jeszcze na moment do sklepu ale potem już prosto do domu.

Foto grupy startującej spod PTTK w Sosnowcu

Wbijamy w teren.

Była odrobinka błotka i podjazdu.

Pod pałacem w Czeladzi.

Na rynku w Czeladzi.

Podjazd pod skrzyżowanie w Grodźcu.

Finałowy wjazd na szczyt Dorotki.

A na szczycie było tak...

... tak...

... i tak.


Kategoria Inne

Na zdychającym zasilaniu

Niedziela, 18 marca 2012 | dodano: 18.03.2012

Stawiłem się na spotkanie z Andrzejem na Placu Papieskim o 8:30. Byli jeszcze Damian, Paweł i spóźniony :-p Tomek.
Do Placu dojechałem swoim tempem i jeszcze było ok. Potem prowadzenie wziął w swoje ręce Andi i się zaczęło. Średnio gdzieś tak 30km/h. Tak czułem, że tak będzie i się nie pomyliłem. Kawałek dawałem radę ale przed Bukownem stwierdziłem, że nie ma sensu się szarpać i zdecydowałem, że nie będę chłopakom tempa obcinał. Pożegnaliśmy się i w kilka minut zniknęli na horyzoncie.
Z Damianem dużo wolniej (o jakieś 6-7 km/h przynajmniej) pojechaliśmy do Bukowna gdzie się pożegnaliśmy. Potem rzeźbiłem sobie na Bolesław, Klucze, Chechło i stamtąd powrót na Dąbrowę Górniczą przez Łazy Błędowski, Ząbkowice i dalej Pogorię IV i przez Sarnów do domu.
Po drodze trochę pokopałem sobie w piasku, trochę potaplałem się w błocie.
Kilka razy czułem jak mi wysiada zasilanie. Nie za wiele pomagało futrowanie się czekoladami, batonami i inkszymi formami kalorii. Tak podejrzewam, że to jednak wczorajszy dzień też trochę o sobie dawał znać. Poza tym Andrzej z Tomkiem mimo wszystko mają lepsze osiągi niż ja. Średnia jednak nie kłamie.
Pogoda równie przyjemna jak wczoraj. Słoneczko. Niewielki wiaterek. Na starcie było około +5 st. C. Przy powrocie znacznie cieplej. Na Pogorii IV ćma ludzi.


Kategoria Inne

Pierwsza setka w tym roku czyli na obiad do Lublińca :-p

  • DST 117.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 06:30
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 17 marca 2012 | dodano: 17.03.2012

Tak mi już jakiś czas chodził ten Lubliniec po głowie i w końcu się dziś zebrałem i pojechałem.
Start przed 12:00. W tamtą stronę sporo lasami i trochę polami. Powrót głównie asfaltami. Na śladzie będzie wszystko widać.
Tytułowy obiadek wszamałem w Chacie Wuja Toma. Dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze z kwadrans i deficyt energetyczny by mnie wykończył. Podane w pierwszej kolejności: browarek, herbatka i cola zatrzymały katastrofę a zaserwowana w chwilę później rolada z kluskami i kapustą dały siły na powrót.


Gdzieś w lublinieckich lasach.


Na szczęście przez to nie musiałem się przedzierać ;-)


Urząd Miasta w Lublińcu.


Kościół tylko nie wiem czy już w granicach Tarnowskich Gór czy jeszcze nie. Ale nawet jak nie to bardzo blisko.


A to nie jest "prześwietlona" klatka. W pełnym powiększeniu będzie widać kropeczki układające się w gwiazdozbiór Oriona a u dołu z lewej lekka łuna i zarys drzew. Zdjęcie zrobione na wale między parkiem w Świerklańcu i zbiornikiem Kozłowa Góra. Jest tam mało sztucznego oświetlenia w pobliżu i stosując cytat z "Odysei kosmicznej 2001": "The sky is full of stars" :-) Tak to chyba leciało.

Tak wyglądała trasa.


Kategoria Inne

Mam nadzieję, że nie przegiąłem

  • DST 60.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 03:32
  • VAVG 16.98km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 10 marca 2012 | dodano: 10.03.2012

Właściwie to nie wiem czy już się wykurowałem z przeziębienia, czy nie ale pogoda i ostre ataki cyklozy mogły skończyć się tylko jednym.
Wybyłem nieco po 13:00. Początek tragiczny. Jednak coś tam na płucach pozostało i oddychanie przez pierwsze 5-6km nie było łatwe. Potem, jak już na obroty wszedłem, było lepiej ale po drodze kilka razy napowietrzanie ulegało zalaniu.
Najpierw pokulałem się do Góry Siewierskiej. Dalej do Twardowic i Nowej Wsi. Stamtąd do Sączowa. Polami do Niezdary. Lasem do Miasteczka Śląskiego. Asfaltem do Tarnowskich Gór. Asfaltem do Świerklańca. Postój w parku, kilka łyków gorącej herbatki i coś na ząb. Potem wzdłuż wału na Kozłowej Górze, przez Wymysłów, lasem do Rogoźnika i potem już asfaltem przez Strzyżowice do domu.
Miałem po wertepach nie jeździć ale jakoś "mi się tak raz skręciło" na pole, potem do lasu i już później przestałem się pilnować. W lasach jeszcze miejscami lód a głównie to mlaskające błotko. Pogoda całkiem niezła choć generalnie bez słońca. Momentami zawiewało tu i ówdzie ale niegroźnie.
Po drodze spotkałem tylko dwóch rasowych rowerkowców: jednego w Tarnowskich Górach, drugiego w Świerklańcu. Z oboma wymieniliśmy machnięcia końcówkami górnymi.


Sączów. Budowa autostrady. Tu była pierwsza solidna porcja błotka.


Ja tam za Kościołem nie jestem ale trzeba przyznać, że kiedyś ładnie je stawiali.


Zamarznięty jeszcze staw w Świerklańcu. Kozłowa Góra i Rogoźnik też lodem przykryte.


"Rybacy" na Rogoźniku. Na Kozłowej Górze też kilku było.


Kategoria Inne

Białe szaleństwo

  • DST 18.00km
  • Teren 18.00km
  • Czas 01:23
  • VAVG 13.01km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 stycznia 2012 | dodano: 15.01.2012

Tak wszyscy pisali, że po śniegu fajnie, że cool, że idą pojeździć, że byli pojeździć... To i ja nie strzymałem i pojechałem.
Na starcie ujeżdżony spadły śnieg, potem chlapowaty spadły śnieg, potem dziewiczy uleżały śnieg. Pod maskowaniem ukryte niezamarznięte jeszcze błota i zamarznięte kałuże. Tempo raczej spacerowe ale w czasie jazdy wydawało się, że jest o wiele szybciej.
Trasa: Psary, Strzyżowcie, Goląsza, Brzękowice, Dąbie, Chrobakowe, Malinowice, Psary, Gródków, Psary.
Wpisałem wszystko jako teren bo praktycznie cały czas jechało się jak w terenie.
Po jeździe z rowerka tylko z grubsza dało się zeskrobać śnieg. Reszta to skorupa lodu.


Bory Malinowskie - szklarnie od których nocą na kilka kilometrów bije łuna.


W drodze z Borów Malinowskich do Psar. Umówmy się, że "w drodze".


Srebrna Strzała po 10km jazdy.


Wiało, sypało... "W drodze" z Psar do Gródkowa.


Widok na Dorotkę spod lasu w Gródkowie.


I rowerek na finiszu.


Kategoria Inne

Śląska Świąteczna Masa Krytyczna

Niedziela, 8 stycznia 2012 | dodano: 08.01.2012

Oj! Się działo!
Zaczęło się o 7:15 startem do Sosnowca na pociąg do Gliwic. Bez problemów, bez pośpiechu. Na miejscu miało być ludzi a ludzi. Nie było nikogo a Marcin zadzwonił, że ma poślizg. Kupiłem bilety i poczekałem na Marcina przy wejściu na peron.
Droga do Gliwic zleciała szybko. Po drodze wsiadali inni masowicze, z którymi potem wspólnie pojechaliśmy z dworca do miejsca startu Masy.
Byliśmy sporo przed czasem ale było co robić. Oczywiście napychanie skarbonki, wdziewanie masowych kamizelek, pierwsze foto.
Start o zaplanowanym czasie. Tradycyjnie nie przejmowałem się gdzie jadę, skoro ktoś prowadził. Na śladzie (choć niekompletnym bo Garmin raczył był się obwiesić w parku chorzowskim) widać jak i którędy Masa wędrowała.
W Katowicach byliśmy już po zachodzie Słońca. Tam zrobiłem reset GPS-a. Chwilę posłuchaliśmy produkującej się pod Spodkiem kapeli.
Początek powrotu zrobiliśmy wspólnie z Marcinem. Dojechaliśmy razem do Bańgowa. Ja odbiłem na Przełajkę i dalej przez Wojkowice do siebie. Marcin pojechał na Czeladź.
Po drodze nie obyło się bez przygód. Przed Chorzowem Marcinowi rozleciała się tylna przerzutka. Do parku dojechał w wozie serwisowym. Tam ekipa techniczna szybką akcją uzdatniła rower do jazdy (demontaż przerzutki i skrócenie łańcucha). Resztę jazdy pozostało Marcinowi przemęczyć na 2 z przodu i 4 z tyłu ale za to na własnych kołach.
Pogoda była... interesująca. Kilka razy popadało. Na szczęście wiaterek w wersji szczątkowej.
Całą drogę Masa eskortowana była przez Policjantów z miast, przez które przejeżdżaliśmy. Dzięki nim przejazd odbył się sprawnie, zwartą grupą i równym tempem. Pod tym względem jak i pod każdym innnym impreza zorganizowana była wzorowo.
W Bytomiu, po 20km jazdy, czekała na nas gorąca grochówka. Przy tej pogodzie i porze roku bardzo dobry pomysł.
Dzień rowerowo w pełni wykorzystany. I nic to, że od Chorzowa, gdzie opady nieco częściej nas nękały, w butach extrema pomimo ochraniaczy. Fajna atmosfera, dobra zabawa w grupie ludzi o tym samym nałogu przy okazji większej sprawy. Czego można chcieć więcej. Mam nadzieję, że nie będę musiał tego odchorować ;-) Na wszelki wypadek kilka piguł profilaktycznie wszamanych.


















Link do pełnej galerii


Kategoria Inne

Na rozruch śmigła

  • DST 32.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:25
  • VAVG 13.24km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 7 stycznia 2012 | dodano: 07.01.2012

Dziś runda diagnostyczna. Noworoczny weekend miałem nieprzyjemność przechorować a kolejne 5 dni dałem sobie luzu, by dojść do sił. Dziś wypadało sprawdzić czy nadaję się do jazdy i czy jest sens wybierać się jutro do Gliwic.
Zrobiłem sobie powolną rundę głównie terenową. Pokręciłem się po okolicznych polach, pagórkach i błotkach. Zakosami przez Strzyżowice, Wojkowice, Rogoźnik, Siemonię, Twardowice, Dąbie, Malinowice.
Pogoda taka sobie. Nie padało ale miejscami zimny wiatr dawał się we znaki. Pod koniec jazdy (po zachodzie Słońca), wdziałem nawet szczelniejsze wdzianko coby ciepła nie tracić.
Wnioski są generalnie takie, że para w nogach jest ale system napowietrzania co jakiś czas się zalewa wymagając niehigienicznego przeczyszczania :-/ Trochę to utrudnia jazdę. Mimo wszystko jadę do Gliwic. Zawsze mogę wcześniej odpuścić jak dojdę do wniosku, że nie wyrabiam. Mam nadzieję, że Masa nie poleci ze średnią na poziomie 25km/h :-p

I ślad z dzisiejszego mykania. Dla własnej ciekawości :-)


Kategoria Inne

Słowo na niedzielę

  • DST 41.00km
  • Teren 22.00km
  • Czas 02:59
  • VAVG 13.74km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 18 grudnia 2011 | dodano: 18.12.2011

Drogie dzieci. Jeśli kiedykolwiek Limit zaproponuje Wam rundkę po terenie i przy tym wspomni, że dawno tamtędy nie jechał to zastanwócie się z dziesięć razy i:
a) dyplomatycznie powiedzcie np. "innym razem", "mam inne plany" czy coś w tym stylu;
b) prosto z mostu: "spierdalaj" :-p
A dlaczego, zapytacie? Bo ponieważ:
1. droga, którą Limit "dawno" nie jechał może:
1a. być obecnie ładnie ubitym szuterkiem;
1b. może to być ślad po ścieżce, który tylko aktem wielkiej wiary może być nawzwany ścieżką;
1c. będzie to skakanie przez drzewa i rowy;
1d. skończy się na przebywaniu niezidentyfikowanych cieków wodnych po kolana głębokich (albo może i bardziej - patrz Limit w drodze z Sandomierza);
2. Limitowi się droga całkiem popier...a;
3. Limit jedzie na pałę zupełnie nieznanym sobie terenem.
Efekt jest taki, że w końcu i tak uda się dojechać do celu przy czym może to zająć np. podwójny przewidywany kilometrarz (co komuś może nie pasować), albo zupełnie nieokreślone ramy czasowe (co również komuś może nie pasować) a najczęściej jedno i drugie.
I to tyle ze słowa na niedzielę.

A dziś podobnie jak wczoraj postanowiłem pomykać po wertepach. Okolice podobne jak wczoraj tylko niektóre fragmenty pojechane w odwrotnym kierunku, niektóre całkiem nowe. Po drodze błoto, śnieg, kałuże czyli jak to w terenie bywa. Zjazdy, podjazdy, lasy, pola. Rogoźnik zamarza.
Po drodze trochę wiało miejscami ale za to zupełnie bez opadów. Spotkałem kilku innych braci w nałogu głównie w okolicach Wojkowic. Z jednym, który mnie wyprzedzał, wymieniliśmy szybkie "cześć" z pozostałymi tylko machnięcia końcówkami górnymi.
Całkiem fajny dzień do jeżdżenia.


Kategoria Inne

MikroWyrypa :-p

  • DST 33.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:23
  • VAVG 13.85km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 17 grudnia 2011 | dodano: 17.12.2011

Dziś skromnie dystansowo. Za to na trasie czasem trzeba było nieźle się spinać. Zdecydowałem się na pojeżdżenie w terenie po ścieżkach, których dawno nie zwiedzałem albo do tej pory z różnych powodów nie objeżdżałem. I wyszło całkiem fajne jeżdżenie w sumie. Dodatkowo trochę do pieca dosypała pogoda: silny wiatr na otwartych przestrzeniach i przelotne opady topniejącego śniegu.
Trasa mniej więcej taka: Psary, Strzyżowice, Rogoźnik, Wojkowice, Bobrowniki, Dobieszowice, Wymysłów, Sączów, Siemonia, Góra Siewierska, Psary. Głównie polne i leśne drogi.
Przy okazji przyuważyłem jeszcze kilka innych miejsc, które będę musiał zbadać. Niewykluczone, że jutro jeśli pogoda dopisze.
Przy powrocie spotkałem tylko jednego z cyklozą. Nie odmachnął na powitanie. Może był wszoku, że spotkał jeszcze kogoś na trasie? ;-)


Widok na Rogoźnik.


Wertepy w Wojkowicach.


Zbiornik Kozłowa Góra.


"Mła" w lesie podczas popasu (w drodze z Wymysłowa do Sączowa).


Kategoria Inne

Pogorie-Przeczyce-Pogorie

  • DST 65.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 03:35
  • VAVG 18.14km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 11 grudnia 2011 | dodano: 11.12.2011

Plany na dziś miałem nieco inne ale zadzwonił Jacek (accjacek), że będzie z Andrzejem (andi333) na Pogorii. Szybko połknąłem śniadanie i ruszyłem na spotkanie z nimi. W między czasie jeszcze Damian (Doms) napisał na forumrowerowe.org, że też się wybiera na Pogorię pojeździć.
Chwilę się na Pogoriach szukaliśmy by w końcu spotkać się nad "czwórką".
Ponieważ pomysł objechania "czwórki" został ogólnie potraktowany jako ograny poprowadziłem chłopaków w tereny bardziej "moje".
Pojechaliśmy najpierw do Preczowa. Skręciliśmy za remizą w lewo i asfaltem dojechaliśmy do torów kolejowych. Dalej wzdłuż torów do Łagiszy. Przez pola, na drugą stronę S1. I tutaj ujawnił się kapeć u Andrzeja. Szybka likwidacja usterki i jedziemy dalej. Przez pola do Psar, potem kawałek przez las i polami pod szklarnie w Borach Malinowickich. Potem zmiennie asfaltem i polami na Dąbie-Chrobakowe, Dąbie. Na drodze z Dąbia do Toporowic odbijamy w polną drogę, którą jechaliśmy wczoraj po zachodzie słońca, i dojeżdżamy nią do drogi z Toporowic do Przeczyc. Tam w Przeczycach wjeżdżamy na tamę i robimy postój regeneracyjny.
Damian zauważa u mnie kapcia na przodzie i tym razem ja muszę się zabawić w serwis. Dziury nie widać, podobnie jak u Andrzeja nie było, i w oponie też nic nie ma. Wymiana dętki i jedziemy dalej. Przez Marcinków i Wojkowice Kościelne wracamy na Pogorię IV. Ścieżką jedziemy aż do zapory, przeskakujemy na Pogorię III. Dalej do centrum Dąbrowy Górniczej i dalej na Zagórze. Żegnamy się z Damianem w centrum Zagórza. Ścieżką dojeżdżamy na Mec i tam ja żegnam się z Andrzejem i Jackiem. Już dużo spokojniejszym tempem wracam do domu obok izby wytrzeźwień, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Na odcinku Będzin-Gródków miałem poważny kryzys energetyczny i tempo spadło mi grubo poniżej 15 km/h. Dopiero jak mi ciśnienie podniósł jakiś durny kundel w Gródkowie, to się jakoś znikąd siły wzięły. Miało bydlę szczęście, że kierowca, który jechał za mną, w porę zorientował się co ten durny kundel chce zrobić. Inaczej by go rozsmarował po asfalcie. Że też ludzie nie są w stanie upilnować albo wyszkolić swoich "pupilków".

Pogoria III na chwilę przed tym, jak ustaliliśmy gdzie jesteśmy i gdzie się spotkamy.


Akcja serwisowa w wykonaniu Andrzeja.


Moje "zabawy z gumą" :-p


Chłopaki cierpliwie czekają aż skończę się guzdrać ;-)


Przy okazji rozśmieszają mnie komentarzami, przez co robota idzie "sprawniej" :-p






Mapa zgodnie z życzeniem Jacka. Jest na niej cały mój przebieg z dzisiejszego dnia.


Kategoria Inne