Praca
| Dystans całkowity: | 117685.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.36%) |
| Czas w ruchu: | 6189:43 |
| Średnia prędkość: | 19.02 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3005 |
| Średnio na aktywność: | 39.18 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPOD
-
DST
54.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:34
-
VAVG
21.04km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranny standardzik: 16km. +12. Niepotrzebnie bluzę z długim rękawem wdziałem bo na półmetku już dużo za ciepło mi było. Dziś kurs Srebrną Strzałą. Kółko z Meridy jutro do serwisu. A dziś się zobaczy. Może Masa w Zabrzu? W każdym razie trzeba piątek wyżyłować do maximum. Od jutra pogoda ma się rozsypać :-/
W pracy dopadł mnie jakiś dół nierowerowy i stwierdziłem, że odpuszczam zabrzańską Masę i wracam do domu. Pojechałem w stronę parku na Kazimierzu, dalej do centrum Dąbrowy Górniczej, obok mola na P3, dalej do przystani, przeskoczyłem na P4 i asfaltową ścieżką do Wojkowic Kościelnych. Tak po lekku miałem sobie jechać ale jak wyszedłem na prostą za Mariankami tak mi się "ścigacz" włączył i zacząłem stopniowo dokręcać tempo. Pod koniec już całkiem nieźle się pomykało. Nie wiem ile, bo GPS w trójkącie od czasu, kiedy urwał się zaczep ale tak pod 30 pewnie było. Dalej pojechałem na Marcinków. Tam na szuterek i w stronę Toporowic. Dalej przez Dąbie (skrzyżowanie już posprzątane po wczorajszym "bęcku"), Goląszę Dolną. Wbijam w teren i przebijam się do Psar. Tam asfaltem do domu z przystankiem przy sklepie.
Fajna pogoda do jazdy choć zauważalnie mocniej wieje. Aż trudno uwierzyć, że pogoda ma się tak bardzo rozlecieć.
Kategoria Praca
DPOD czyli sielanka, jebudu, bum i do serwisu
-
DST
71.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
03:39
-
VAVG
19.45km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzikiem 16km. Cieplutko. Wyjechałem 6:15 i trzeba było 5 minut na trasie odrobić. Udało się nawet 7 min. odrobić :-)
Po pracy plana miałem takiego, że sobie wzdłuż P4 pojadę do Wojkowic Kościelnych, potem wbiję na szuterek do Siewierza. Dalej pomknę lasami na Zendek, myknę przez Świerklaniec i nazad do domu. Do Siewierze plan szedł gładziutko. Wypadłem z szuterku, minąłem stawy, skręciłem na centrum a potem coś mnie podkusiło i odbiłem w prawo i zaraz w lewo i wylądowałem na jakichś łąkach. Coś tam po tych łąkach jechało więc ja rowerem nie dam rady? No i się zacząłem tam turlać spacerowo. Po drodze okazało się, że miejscami jest grząsko, pod kołami cosik mlaska. W końcu się ślad urwał. Nie pozostało nic innego jak "na krechę" drzeć przed siebie. Dopadłem jakiejś wyjeżdżonej polno-leśnej dróżki, która znowu się skończyła w polu. Off-road po raz drugi i trafiam do lasu gdzie coś bardziej widać jak droga. Tyle, że bagienko. Ze 3-4x trzeba zsiąść bo rozlane na całej szerokości i diabli wiedzą jak głębokie. W końcu docieram do takiego miejsca, gdzie widać cywilizację czyli dwa samochody. Jak takie wjechały to jestem w domu. Jadę sobie już ładnie utrzymaną drogą i nagle coś mi tam z tyłu strzeliło. Pomyślałem, że kamień (bo to nie pierwszy dziś) i jadę dalej. Ale dupą coś tak dziwnie rzuca. Zatrzymuję się, kręcę zadnim kółkiem i faktycznie coś krzywo chodzi. Przyglądam się uważniej a tam zonk. Pękła szprycha. Plan poszedł w pi...gułę. Grzecznie asfalcikami do centrum Siewierza. Tam chwila oddechu, wszamanie drożdżówki i potem już asfaltami prosto do domu przez Boguchwałowice, Przeczyce, Toporowice, Dąbie, Goląszę i Strzyżowice. W Dąbiu na środku skrzyżowania dwa autka bęcnięte. Jeden pewnie myślał, że zdąży a drugi pewnie myślał, że tamten nie będzie próbował. Obaj się pomylili.
Jutro do pracy Srebrną Strzałą a kółko do serwisu :-/
Sielanka. Już po przeprawach terenowych ale jeszcze ze sprawnym kółkiem.
Paręset metrów od "sielanki".
Podobno Carmageddon mają wznowić. Ci już pewnie zaczęli treningi przed premierą.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
57.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:55
-
VAVG
19.54km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik do pracy. 16km. +6 ale odczuwalnie cieplej. Bez sensacji.
Powrót zrobiłem sobie nieco dłuższy i tu już były wydarzenia różne. Wertepkami poleciałem na Klimontów i dalej przez centrum Sosnowca na Stawiki. Tam terenami pod Halę Sportową na Milowicach i tu pierwsze wydarzenie z kategorii "na minus". Wyjeżdżam spod hali na asfalt a tu mi GPS dynda na smyczy. Rozsypał się zaczep :-/ Chociaż z drugiej strony to dziw, że aż tyle wytrzymał. Dalej pojechałem za rzekę i trochę asfaltami, trochę wertepkami do Czeladzi. Na asfalt wychynąłem ponownie za cmentarzem w Czeladzi i pojechałem dalej do Wojkowic. Znowu trochę wertepkami, trochę asfaltami, trochę klinkierkiem i wylądowałem w Rogoźniku. Tam wzdłuż zbiornika dojechałem do drogi na lotnisko i skręciłem na Strzyżowice. Na górce, za cmentarzem na nowo wbiłem w teren. Wystraszyłem jakąś parkę naturystów. Ona hojnie obdarzona, on nie wiem ale na pewno z gołym zadkiem. Wertepkami podjechałem na startowisko paralotniarzy w Górze Siewierskiej spodziewając się tam zastać jakąś ekipę. I się nie zawiodłem. Pogoda akurat była idealna do lotów z tego miejsca. Było kilka samochodów i kilka osób w pierwszych lotach - przyjechała szkółka paralotniarska. Poza tym z tego miejsca jest zajefajny widok zwłaszcza przy takiej pogodzie jak dziś. Kilka foto i już prosto asfaltem do domu.
"Stonehenge" w Czeladzi.
Drugie życie Trabanta.
Kiedyś pewnie cała okolica żyła z tego miejsca. Teraz to ruinka. Kopalnia w Wojkowicach.
Jeden z początkujących "paralotników".
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
23.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik do pracy: 16km. +4. Poubierałem się konkretnie. Słoneczko świeciło ale upałów ani widu, ani słychu.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą. W drodze na Pogorię 3 spotkałem Sławka (szwagier Jacka). Zamieniliśmy kilka słów. Sławek w objazdach po sklepach. Dziś nam droga razem nie wypadła. Szybko się pożegnaliśmy. Ja dalej wzdłuż Pogorii 3 do przystani i potem dalej w teren wzdłuż Pogorii 4. Fajnie się pomykało za lasem i potem drugą stroną, asfaltem. W Mariankach nawrót do Preczowa i dalej przez Sarnów do siebie.
Popołudnie jakby z innego dnia niż poranek. Nogi zupełnie inaczej podawały.
Kategoria Praca
DPSD
-
DST
38.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
19.66km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień średnio ciekawy. Zaczął się od potężnego napierdzielania czerepu. Przez to wszystko wyjechałem 2 godziny później. +10 na termometrze. W krótkich gatkach trochę chłodnawo ale tak sobie kombinowałem, że po południu zrobi się cieplej. Poza tym baniak nadzwaniał więc mi jakoś było wszystko jedno. 16km.
Powrót przez centrum Dąbrowy Górniczej i Będzin. Wpadłem do serwisu kupić dziebko większy pojemnik ze smarem do łańcucha bo ostatni był się skończył. Ciągle albo deszcz albo setka+ z terenem w tle i się "tuszcz" traci. Dalej powrót nieco niestandardowo obok Teatru Dzieci Zagłębia, Łagiszę i Sarnów. Wydawało mi się, że jest chłodniej niż rano. Jak tak się na chwilę zatrzymywałem to z oddechu para leciała. I na dodatek wmordewind.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
42.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano niestandardowo do oddziału w Dąbrowie Górniczej. 15km. Trochę terenem wzdłuż Pogorii 1. Na ostatnim kilometrze przed celem nieco popadało ale niegroźnie.
Po załatwieniu spraw w D. G. pojechałem na Zagórze. Kawałek terenem. 10km.
Powrót do domu trasą prawie jak standard do pracy. Tuż przed 15:00 zaczęło popadywać. Jak się zebrałem do wyjścia to już regularnie lało. Czekałem z godzinę licząc na to, że się uspokoi ale nic z tego. Wq...ony pojechałem. Do świateł na Środuli byłem już mokry za to przestało padać. Po drodze jeziora, strumienie i inne tego typu zjawiska powszechne po deszczach na naszych ukochanych, polskich drogach. Starałem się jechać chodnikami i ścieżkami rowerowymi ale nie wszędzie się dało.
Przez chwilę był plan jechać na masę do Gliwic ale pogoda rozwaliła go. Dziś dużo chłodniej niż wczoraj. Nogi podają dużo słabiej niż wczoraj :-/
Kategoria Praca
DPD +kanonada
-
DST
34.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
20.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik do pracy: 16km. +14. Pogoda miodzio do jechania.
Po pracy miałem plan powrotu przez Siewierz ale się porobiły chmury i rozpoczęła się kanonada. Terenem poleciałem do Dąbrowy. Dalej obok mola, przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. W Dąbrowie tylko trochę pokropiło. Na 3km przed finiszem znowu zaczęło. Wpadłem na chwilę do sklepu, wyszedłem ruszyłem - niecały kilometr o domu - i oczywiście zlało mnie na amen.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
19.43km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik: 16km. O 06:00 +14 stopni. Jechało się rewelacyjnie. Mniodzio po prostu.
Po pracy bez objazdów i spokojnie. Przez Dąbrowę Górniczą, Zieloną, Preczów, Sarnów. Solidna lampa. Zaczynam wyglądać jak pasy dla pieszych. Na przemian miejscami biały, miejscami "przypalony".
Kategoria Praca
Masa Krytyczna w Katowicach
-
DST
81.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
04:12
-
VAVG
19.29km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś dzień bogaty w wydarzenia.
Rano standardowo do pracy 16km. Jeszcze w długich spodniach, kurtce i czapce.
Powrót to już inna bajka. Nawet w spodenkach i koszulce bez rękawów bardzo ciepło.
Najpierw na Mec na 16:30 gdzie zastałem tylko Damiana. We dwóch w miarę spokojnie potoczyliśmy się pod dworzec PKP w Sosnowcu. Na miejscu już niezły skład. Był Marcin, Olo i dwie osoby, których nie znam z imienia. W chwilę potem zjawił się Paweł a po nim jeszcze Rafał (albo na odwrót).
Poczekaliśmy jeszcze na jednego spóźnialskiego na szosie i gdzieś tak o 17:10 ruszyliśmy grupką do Katowic standardową drogą. Dojechaliśmy niemal pierwsi.
Do 18:00 zebrała się nawet spora grupka masowiczów, może nie tłum ale jednak sporo.
Tradycyjnie szukanie przewodnika i próba ustalenia przebiegu trasy. W końcu udało się wytypować przewodnika i ruszyliśmy na objazd. Jak zwykle spontaniczny choć tym razem sporo znajomych punktów po drodze. Na pętli Słonecznej przez dobre chęci wywołałem małą kraksę. Wyjechałem tak, że by zastawić jeden z pasów od strony stacji benzynowej i jeden z masowiczów siłą rozpędu na mnie najechał. Chusteczkowo to wyszło trochę ale brakowało mi tego, że nie ma "zastawiaczy" i chciałem za jednego porobić. Nie bardzo wyszło. Przepraszam poszkodowanego.
Reszta objazdu już bez większych (chyba) problemów. Skończyło się miej więcej po godzinie na Rynku. Indi rzekł słowo na dobranoc i powoli zaczęliśmy się rozjeżdżać.
Nas zebrała się mała grupka w składzie: Kosma100, t0mas82, gozdi89, Doms, Nekor, Olo81 i ja. Tuż przed samym startem odkrywam, że urwał mi się jeden nit z mocowania zaczepu sakwy i na szybko musiałem zrobić serwis. Usunięcie usterki poszło gładko. Po tym razem pognaliśmy najpierw na Siemianowice Śląskie, potem na Czeladź, dalej do Grodźca, przez Łagiszę na Zieloną i na molo przy Pogorii 3. Tam się rozstałem z ekipą i solo wzdłuż P3, przez tory, obok P4 (otwarli bramkę na tamie na P4) pojechałem do Preczowa, Sarnowa i do domu. Tempo było takie żeby pojechać, dojechać a się nie zajechać czyli w sam raz. Kosma się zarzekała, że wolno jeździ a jakoś nie dało się tego zaobserwować. Równo trzymała się peletonu a sporymi kawałkami też prowadziła. To samo Damian, niby się zarzekał, że przeziębiony, że szybko nie poleci a tu cisnął równo. Za to Tomek wyraźnie się nudził :-p Jechał spokojnie w środku grupy ale widać było, że zapas mocy ma. Olo tradycyjnie już na swoim ostrym kole jak czasem wyrwał do przodu to ciężko było go dogonić. Właściwie dało się go dogonić tylko dlatego, że na nas czekał.
Pogoda dziś rewelacyjna. Albo miałem dobry dzień albo ta pogoda mi wyraźnie służy bo nogi jakoś całkiem nieźle podawały i napowietrzanie też nie miało zwisów.
Ślad z GPS-a.
Foto wrzucę innym razem bo już pora się robi późna a tu przed jutrem trzeba się nafutrować i wyspać.
I foty z Masy. Link do pełnej galerii
Na finiszu dwa słowa od Indiego.
Powrót z Masy. Czeladź. Oświetlamy się. Tomek i Damian próbują stracić zęby na ostrym kole Ola.
Grupa powrotna z Masy jeszcze w komplecie przy molo na P3.
Otwarta bramka nad tamą na P4.
Kategoria Praca
DPZD vol. 2
-
DST
39.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.50km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano 16km. Jeszcze w czapce i rękawiczkach. Piecuch jestem.
Po pracy nie wypalił wspólny z Marcinem kawałek objazdu bo on w inną stronę i o innej porze. Z pracy wertepkami na Plac Papieski. Dalej ścieżką rowerową tak do połowy Kombajnistów i odbicie w prawo, potem w lewo, znowu w prawo i tak dociągnąłem od torów linii tramwajowej 24 i wyjazdu z Plejady. Dalej na przejazd kolejowy, stamtąd koło pałacyku w stronę "Żylety". Kawałek w stronę Będzina asfaltem a potem ścieżką wzdłuż Przemszy (Czarnej zresztą). Wjazd do Kauflanda. 20kg towaru do sakw i już spacerkowym tempem, z obciążoną dupą nie-prosto do domu przez Łagiszę i Sarnów.
Pogoda kusi do jeżdżenia ale z ładunkiem sobie odpuściłem. Dziś pora się nafutrować i wyspać bo jutro Masa Krytyczna w Katowicach a po niej... diabli wiedzą co się będzie działo. Może znowu o północy wrócę do domu. A kto wie, czy i nie później. Z góry mówię, żadnego rzucania monetą.
Kategoria Praca






















