limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:116465.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%)
Czas w ruchu:6128:54
Średnia prędkość:19.01 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2969
Średnio na aktywność:39.24 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPND

  • DST 34.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:13
  • VAVG 15.34km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 października 2012 | dodano: 29.10.2012

-2 na starcie. Bezwietrznie, bezmgielnie. Ale jazda już nie ta. I nogi nie podają jak by mogły i napowietrzanie też nie to. Trochę tak dziwnie dojechać na miejsce za dnia jak się jeszcze w piątek dojeżdżało po ciemku. Niby w "dobrą" stronę czas przesunięty ale organizm i tak wie swoje, że coś jest nie tak.

Powrót z jazdą extremalnie zachowawczą a to dlatego bo ponieważ sprawdziła się prognoza pogody i zaczęło sypać. I to SYPAĆ. Sypać z kierunku wmordewindu. Jazda wyglądała więc tak, że co trochę stop, przecieranie okularów i pobieranie namiaru orientacyjnego gdzie jestem. I tak sobie spacerkiem porzeźbiłem na początek do Dąbrowy Górniczej. Wyszarpawszy nieco z bankomatu poturlałem się w stronę Zielonej (po drodze dwie siksy wlazły mi w ostatniej chwili pod koła, w myślach, i chyba nie tylko, dostały na odlew parę qrew). Miałem nadzieję, że drzewa nieco osłabią opad. W parku pusto. Teraz można by wszędzie horrory kręcić. Scenerie są w sam raz. Wertepkoma poturlałem się najpierw do Łagiszy i potem polami przez Gródków do swojej wiochy. Na finiszu jeszcze małe zakupy.
O dziwo, do domu dotarłem niemalże suchy i w zasadzie niezmarznięty. Zupełnie nie tego się spodziewałem. Za to rowerek oblepiony śniegiem. Przednia przerzutka oblodzona i zamarznięta. Teraz stoi bidak w garażu i obcieka.
Zastanawiam się czy po dzisiejszych opadach jutro będą warunki na jazdę rowerem. Raczej to nie spłynie. A jak samochody rozjeżdżą i potem zamarznie, to się porobią koleiny i jazda będzie nieco trącać loterią. Poza tym pewnie zaczną sypać sól.


Kategoria Praca

DPD

Piątek, 26 października 2012 | dodano: 26.10.2012

Na starcie +7. Dziś trochę inną trasą. Część do Będzina przez Sarnów i Łagiszę. Od Będzina przez Środulę i Mec. Zmiana ze względu na to, że po pracy będzie mi trzeba się spieszyć bo na 16:00 do dentysty i powrót musi być po najkrótszej możliwej trasie a strasznie nie lubię jeździć 2x dziennie tą samą drogą.
Jechało się zadziwiająco dobrze. Albo wiaterek znikomy albo sprzyjająco-neutralny. Drogi delikatnie mokre.

Powrót całkiem szybki. Obok Macro, przez centrum Będzina i Gródków. Udało się dojechać do dentysty z zapasem czasowym i nieco ostygnąć przed remontem.
Wahałem się czy wybyć na Masę do Bytomia ale wyszedłszy z gabinetu wydało mi się, że coś za bardzo spadła temperatura i sobie odpuściłem. Zwłaszcza, że w prognozie stało, że powrót z Bytomia miałbym już w deszczu. Średnia perspektywa.


Kategoria Praca

DPZD

  • DST 33.00km
  • Czas 01:39
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 25 października 2012 | dodano: 25.10.2012

+7 na starcie. Jak na tą porę roku i porę dnia to całkiem przyjemnie się jechało. Coś mam podejrzenia, że wykończyłem środkową tarczę w korbie. Za często mi na niej łańcuch leci :-/ Pozostaje dorżnąć pozostałe dwie tarcze i wymiana.

Wychodząc z pracy pogodę zastałem nieco niewyraźną. Były nawet ślady jakichś opadów. Skróciłem drogę powrotną jednocześnie starając się ją nieco zamotać. Powrót obok Makro do Będzina. W Lidlu zakupy uzupełniające i prosto do domu. Na wyjściu ze sklepu mżawka, która potem się rozkręciła na odcinku do Łagiszy i potem osłabła w drodze do Gródkowa. Tempo raczej spacerowe.


Kategoria Praca

DPOSZND

  • DST 38.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 20.18km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 24 października 2012 | dodano: 24.10.2012

+7 na starcie. Bardzo dobra widoczność. Wiaterek nieco w twarz ale nie za mocny więc jechało się całkiem dobrze. Patent na 20 groszy w latarce sprawdził się znakomicie. Żadnego niekontrolowanego przełączania trybów świecenia na wertepach.

Po pracy ruszyłem na Dąbrowę Górniczą z myślą przejechania przez nią w drodze do Będzina. Niestety utkwiłem w niej nieco dłużej gdyż z powodu awarii. Była się urwała linka od przedniej przerzutki. Dobrze, że akurat dojeżdżałem do przejścia dla pieszych, przy którym zapaliło się czerwone światło. Spokojnie zjechałem sobie na bok i przeprowadziłem operację wymiany linki. W końcu opłaciło się wożenie zapasu.
Wykonawszy zabieg reanimacyjny podjąłem drogę ku celowi ogólnemu czyli do Będzina. Przy czym w założeniu jechałem tam zrobić zaopatrzenie a wyszła jeszcze przy okazji wizyta w serwisie po zapasowe linki do przerzutek gdyż był się zapas wyprztykał. Przy okazji zamówiłem kółeczko do Meridy.
Potem do Kauflanda i z wypakowanymi sakwami, przy zapadających ciemnościach statecznie przez Łagiszę i Sarnów do domu.
Patent 20-groszowy w latarce sprawdza się idealnie.


Kategoria Praca, Serwis

DPOD

Wtorek, 23 października 2012 | dodano: 23.10.2012

+6 na starcie. Mgły ale już nie takie mleko jak wczoraj. Jechało się dużo szybciej. Tylne kółko mnie wkurza. Albo dziś zostawię rowerek w serwisie albo jutro samo kółko zawiozę.

Po pracy do Dąbrowy Górniczej zassać z bankomatu. Potem przez Ksawerę, Łagiszę i Sarnów do domu.
Tak coś ludzie mówili o załamaniu pogody i jakieś takie teksty leciały ostatnio a tu pogoda całkiem, całkiem. Fakt, mniej słońca, nie ma upałów ale do jazdy w sam raz. Nie wieje, nie leje. Jakby się tak do wiosny utrzymało nie miałbym nic przeciwko temu.
Się dziś zdecydowałem na zakup drugiego zadniego kółka do Meridy. Będzie na przekładkę jak znowu polecą szprychy. Zamówię sobie w czwartek i w poniedziałek lub wtorek odbiorę. Tzn. nowe do rowerka po przełożeniu kasety a obecne do serwisu. A jak się coś posypie, to na odwyrtkę. Coby przestojów za długich nie było. Może to nieco zbytkowne rozwiązanie ale co tam. Nie będę walczył z nałogiem a on wymaga nieustannej gotowości sprzętu.


Kategoria Praca

DPOD

Poniedziałek, 22 października 2012 | dodano: 22.10.2012

+5. Sakrameckie mgły. Miejscami jazda "na pamięć" jak okulary zaszły mgłą. Poza tym całkiem przyjemna droga do pracy. Dojechane z lekką obsuwą w czasie ale w granicach dopuszczalnych. W pracy wszyscy chwalą się co też porabiali przez ostatnie 2 dni.

Po pracy przez Dąbrowę Górniczą do Będzina (przez Koszelew i Warpie) do serwisu. Okazało się, że zrobili sobie wolne. Pewnie korzystają z pogody a ruch w interesie teraz mniejszy to i w sumie się za bardzo nie zdziwiłem. Niedługo do serwisu będzie trzeba się umawiać jak na audiencję :-P Nic nie załatwiwszy przez Zamkowe do Grodźca, po górkach w Gródkowie i do domu. Pogoda całkiem sympatyczna choć to już nie te upały, co to je lubię. A już zupełnie nie lubię takiej różnicy temperatur. Połowę wdzianka trzeba wieźć potem jako balast :-/
Tak w ciągu dnia zerkałem czy ktoś jakiejś ustawki nie uruchomi ale niczego takiego się nie doczytałem. Pewnie po weekendzie wszyscy dohasani na full.


Kategoria Praca

DPND

Piątek, 19 października 2012 | dodano: 19.10.2012

+5 na starcie. Miejscami lekka mgła. Poza tym jechało się całkiem dobrze. Już chyba nawet zaczynam się przyzwyczajać do ciemności.

W pracy zeszło dłużej i powrót zakończył mi się już po ciemku. Musiałem też odpuścić spotkanie klubu w PTTK. Po drodze na Pogorię 3 spotykam grupkę Ghostów. Szybkie "cześć" w locie i już się tracimy z oczu.
Cieplutko.


Kategoria Praca

DPOND + rozpierducha

Czwartek, 18 października 2012 | dodano: 18.10.2012

+4 na starcie. Ładnie kolorki się zmieniały na niebie zanim do pracy dojechałem. "Miszczowie" znowu pokazali co umieją. Wyprzedził mnie jeden na prostej prawie na czołowe wjeżdżając drugiemu. Wiele nie brakło jakby się trącnęli.
I jedzie się teraz rewelacyjnie. Jest czym depnąć :-)

Po pracy podjechałem do Marcina i razem pojechaliśmy na działkę do Waldka zrobić rozpierduchę. We czterech demolowaliśmy altankę. Nawet nieźle to szło i do zachodu słońca robotę udało się zrobić. Potem jeszcze chwila opowiastek różnych i żegnamy się z Waldkiem. Z Marcinem jedziemy do Decathlonu gdzie robię nieco zakupów pod kątem jeżdżenia przy niższych temperaturach. Żegnamy się i wracam przez Będzin, Łagiszę i Sarnów do domu. Jechało się całkiem fajnie mimo ciemności. Ciepło.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 19.81km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 16 października 2012 | dodano: 16.10.2012

+10 na starcie. Ciemno jak ... (na kropeczkach wpisz co uważasz).

Prognoza prawie się sprawdziła. Prawie, bo zaczęło padać. I prawie, bo nie przestało do 17:00. Do tej godziny czekałem. Potem wszamałem coś na szybko i w końcu około 17:30 wybyłem w drogę do domu, którą zagiąłem tak, żeby podjechać do Oli i wymienić się zdjęciami. Zostawiłem moje na płytce dla niej i dla Edyty a w zamian dostałem płytkę ze zdjęciami ich autorstwa. Do samych drzwi nie przestało padać tak też i wróciłem zlany do gołej skóry. Na odcinku między Decathlonem w Sosnowcu a przejazdem pod torami przed dworcem kolejowym w Będzinie ze dwa razy wjechałem w rozlewiska. Neoprenowe ochraniacze, jakkolwiek utrzymały względną ciepłotę, to na pewno były zupełnie nieprzystosowane do takiej ilości wody. Ładnie nasiąkły. Podobnie jak spodnie do kolan. Zebrałem też jednego bryzga centralnie na klatę ale nie mam o to pretensji do kierowcy. Takie warunki.
Od Będzina opad nieco zelżał ale nie ustał. Kręcąc młynkami, by cały czas być rozgrzanym, dojechałem do domu. Ciuchy do pralki, ochraniacze i buty w proszek i do wody.
A potem półtorej godziny szczerzenia się do monitora przy oglądaniu pokaźnej kolekcji zdjęć z wypadu w Beskid Niski. Strasznie energetyczny wyjazd. Aż trudno mi uwierzyć, że to były raptem 4 dni jeżdżenia i jeden na wycieczkę pieszą. Wydaje się jakby to był przynajmniej tydzień. Było tyle do zobaczenia, tyle do przejechania...


Kategoria Praca

DP i w góry

Wtorek, 9 października 2012 | dodano: 09.10.2012

+2 na starcie. Wyjechałem z tak dużym opóźnieniem, że nawet nie próbowałem nadrobić. Wszystko przez extra bagaże czyli ekwipunek na wyjazd w Beskid Niski. Niby wstałem wcześniej żeby się nie spieszyć ale jednak pół godziny to trochę za mało rezerwy. Miejscami mgła ale za to odrobinę jaśniej.
Wczoraj założyłem bardziej terenowego laćka na tył Meridy i jakoś tak fajniej się jechało. Przy okazji nieco oskrobałem błoto. Może to brak tych kilku (kilo-)gram tak podziałał?

Po pracy jeszcze kilka kilometrów do Oli. Tam pakujemy jej i mój rower na samochód, bagaże do środka i jedziemy jeszcze po Edytę. Trzeci rowerek na bagażnik i już bez marudzenia prosto do schroniska Bartne. Przybywamy na miejsce około 22:00 i już tylko składanie rowerków do kupy a bagaży do pokoju i spać.


Kategoria Praca