Praca
| Dystans całkowity: | 116431.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6127:15 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2968 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPND
-
DST
37.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
18.66km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-2. Bez "ściemy". Na szczęście wiaterek jeśli nawet to niezauważalny i drogi suche. Start z lekką obsuwą 6:08. Wynikły z przekładania kokpitu na drugi rowerek i wyprowadzania tegoż. Jechało się jednak całkiem dobrze. Dziś w cieplejszej kurtce dzięki temu chłód właściwie odczuły pod koniec jazdy tylko stopy i twarz. Do przemarznięcia jeszcze jednak było daleko. Dziś znów przez Dąbrowę Górniczą. Tym razem bez "eventów".
Na wyjściu okazało się, że prognoza pogody się sprawdziła. Pada. Na szczęście nic wielkiego ale chęć do objazdów od razu zniknęła. Wracam przez Dąbrowę Górniczą czyli kolejno Expo (Mortimer), Targ, Urząd Miasta, molo na Pogorii 3, kawałek bieżnią do przeskoku przez tory na Pogorię 4, Preczów i Sarnów. Całą drogę pokapuje. Spodnie nasiąkają nieco wodą i wychładzają mięśnie nóg, które z tego powodu podają nędznie. Tempo spacerowe. Do domu docieram nieco mokry ale na szczęście tylko kurtka wymaga suszenia a spodnie prania. W butach sucho. Mogło być gorzej. Niestety prognoza wieszczy deszcz rano. Tak więc do pracy będzie opornie.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
19.32km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termometr zeznawał, że "zero dodatnie". W terenie okazało się, że miejscami było "zero ujemne". Generalnie jakoś zimno nie dawało się we znaki. W porównaniu do wczoraj wiaterek zauważalnie zelżał. Drogi suche. W sumie spokojny dojazd do pracy. W Preczowie mało co a dwie terenówki zrobiłyby sobie dziś "trzynastego".
Powrót przez Środulę, Będzin, Grodziec i Gródków. Na wylocie w stronę Grodźca jeszcze rozbierają wiadukt więc jak komuś się konserwą do Będzina spieszy to nie tędy - ruch wahadłowy. Oczywiście rowerkiem zawsze się można jakoś przecisnąć :-)
Trochę dalej jakiś "ętelygent" ustawia się konserwą w poprzek ścieżki rowerowej. Nijak przejechać bokiem jeno trzeba pod prąd asfaltem. Eh... Bajka o parapetach. Reszta drogi spokojna. Jakby chłodniej się robi. Wygląda na to, że prognoza się sprawdzi i jutro rano tak w okolicach -2, -4.
Dobiwszy do domu zrzucam nieco balastu i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. O ile do domu jeszcze dojechałem za względnej jasności to już kółeczko o poważnej szarówce. Ale i tak się fajnie kręciło.
Kategoria Praca
DP - wysyp idiotów
-
DST
51.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:46
-
VAVG
18.43km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+5. Drogi jak po deszczu czyli koleiny z wodą i sporo kałuż. Do tego jeszcze dość silny wiatr z południowego zachodu. Na szczęście z nim miałem tylko miejscami do czynienia. Większość drogi pomagał. Dziś przez Dąbrowę Górniczą gdzie nastąpił wysyp idiotów. Na początek przy rondzie na Zielonej zza autobusu wylazły mi jakieś dwie łajzy. Jakieś 500 m dalej naćpany? napruty? ćwierćinteligent z szalikiem na dziobie złazi nagle z chodnika z tekstem do mnie "Jebnąć ci?". Ani człowieka znałem, ani mu coś zrobiłem. Ewidentnie wg niego to była dobra zabawa albo szukał zaczepki. Przejechałem mimo niego za to samochód za mną musiał poczekać aż kretyn zlezie z jezdni. Długo nie musiałem czekać. Na Górniczej zwalniam przed przejściem dla pieszych żeby przepuścić czekającą piechotę kiedy obok mnie jakiś kretyn niemal pali gumy wyprzedzając na ciągłej. Jak taki poranek, to jakie będzie popołudnie?
Po pracy na początek pod "Dżimmiego" w D. G. na spotkanie z Moniką po odbiór zamówienia z Rowerowej Norki. Potem do centrum Sosnowca (przez Mydlice, Środulę i Pogoń) na spotkanie z Maćkiem (żeby podać książeczki KOT do weryfikacji). Po drodze, przy ślimaku, spotykam Tomka. Wymieniamy tylko szybkie powitanie bo jedziemy w przeciwne strony (Tomek jedzie, ja czekam na światłach). Chwilkę dłuższą rozmawiam z Maćkiem nim zimny wiatr nas rozgania. Przez Milowice, Czeladź i Wojkowice wracam do domu walcząc nieco z wiatrem.
Kategoria Praca
DPSND
-
DST
39.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
21.27km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Drogi mokre. Miejscami drobne zamglenia. Zdecydowanie wiatr. Na szczęście dla mnie sprzyjający. Powrót będzie oporny. Jednak dojazd przebiegł dość sprawnie pomimo spóźnionego startu (6:07). Dziś przez Dąbrowę Górniczą.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu w Dąbrowie Górniczej. Potem przez Mydlice i Warpie do serwisu w Będzinie. Tam odbieram kółko od Srebrnej Strzały. Wymieniona ośka. Jak podejrzewałem, złamana. Przy okazji lekkie poprawienie centrowania. Pamiętam, że raz mi się gdzieś przytrafiło wpaść po ciemku tylnym kołem w dziurę mając na bagażniku pełne sakwy.
Powrót przez Łagiszę i Gródków. Trochę dziwny mi się teraz ten wyjazd z Będzina do Łagiszy wydaje od kiedy nie ma nad nim wiaduktu kolejowego. Ten w stronę Grodźca też pewnie niedługo zniknie. Zmiany, zmiany, zmiany... Pytanie tylko, czy na lepsze?
Od świateł przy Gródkowie nieco zmagań z zimnym wiatrem. Choć generalnie raczej ciepło. W sumie całkiem przyjemne jeżdżenie dziś wyszło.
Kategoria Praca, Serwis, Ośka
DPSND
-
DST
37.00km
-
Czas
01:52
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2. Drogi mokre. Lekko mglisto. Dziś miałem zamiar wyruszyć wcześniej ze względu na to, że brałem ze sobą kółko tylne od Strzały do serwisu ale mi zeszło przy mocowaniu tegoż i start nastąpił o 6:02. Przejazd przebiegł sprawnie i bez większych wstrząsów. Jedynie po drodze lekkie opady.
Po pracy prosto do serwisu w Będzinie. Jakiś kilometr zdążyłem przejechać jak mi jakaś "księżniczka" w serbrnej Micrze drogę zajechała na Lenartowicza. Najpierw wyprzedziła a potem się zreflektowała, że nie zdąży dojechać do zjazdu i wjechać w osiedle więc zahamowała zajeżdżając mi drogę. Po cholerę ludziom prawo jazdy jak i tak jeżdżą jakby przepisów nie było żadnych?
Potem już spokojnie do celu. Na powrocie we znaki dawał się chłodny wiaterek. Sprawiał, że prędkości były raczej niezbyt wyśrubowane nawet na zjazdach. Kółko do odebrania jutro więc powrót będzie bardzo podobny. Od serwisu przez Grodziec i Gródków do domu.
Wiadukt kolejowy na wyjeździe do Grodźca jeszcze nierozebrany. Ruch wahadłowy bo objazd jest zrobiony bokiem. Teraz chyba już im szybko pójdzie.
Reszta drobi spokojna. Przy zwrocie na północny wschód wiatr robił się bardzo korzystny i jechało się naprawdę przyjemnie. Ale tylko krótkimi odcinkami. Mimo tego, całkiem przyjemny powrót.
Kategoria Praca
DPSNDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.56km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1 na starcie. Wiatr, jeśli jakikolwiek był, to sprzyjający. Drogi generalnie mokre, tylko miejscami sprawiały wrażenie przymarzniętych. Odczuwalnie dużo cieplej. Start 6:02. Ruch na drogach zauważalnie intensywniejszy. Zwłaszcza w Dąbrowie Górniczej. Mimo tego spokojny dojazd do pracy.
Z pracy wybyłem później niż zamierzałem za przyczyną kapcia. Już ubrany zabieram się za wytaszczenie rowerka a tu taka niespodzianka. Trochę mi zeszło na szukaniu przyczyny tej awarii. W końcu doszukałem się drobnego kawałeczka, jakże by inaczej, szkła. Wymiana dętki i można ruszać. Zdążyło się zrobić po zachodzie słońca. Powrót przez Będzin bo chciałem sprawdzić czy serwis już po noworocznych inwentaryzacjach otwarty. Otwarty. Umawiam się na jutro z dostawą kółeczka od Strzały do naprawy (jak sobie pomyślałem, że mam się szarpać z wolnobiegiem to mi się odechciało samodzielnych napraw) i przy okazji zaopatruję się w dodatkowe łatki, dużą puszkę smaru w sprayu (idzie ostatnio jak woda) i nową oponkę na zadek do Błękitnego Rumaka (formalnie to oponka jest na przód przewidziana ale mi bieżnik pasuje więc ją tylko przodem na zad nałożę i będzie jak trzeba). Potem bez kombinowania przez Łagiszę i Gródków do domu. Tu zmiana konfiguracji sakw, wkładam pod siodełko nową połataną dętkę i robię małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. I na tym dziś koniec.
Pogoda wciąż utrzymuje się bardzo rowerowa i zupełnie nie styczniowa. Mam cichą nadzieję, że wytrzyma tak do końca marca. A potem będzie już tylko cieplej :-)
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
51.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:45
-
VAVG
18.55km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na starcie. Jezdnie mokre i lekki wiaterek mniej więcej z południa. Jechało się rewelacyjnie. Niby tylko 4 stopnie różnicy w stosunku do dnia wczorajszego ale odczuwalnie o niebo lepiej. Dziś przez Dąbrowę Górniczą. Na światłach obok Expo Silesia stłuczka. Zielona chyba Corsa i coś tam jeszcze stoją na awaryjnych. Pewnie klasyczne wjechanie w zadek. Na drogach dosyć pusto. Zastanawiam się czy to ze względu na fakt, że dziś dotarłem ciut wcześniej czy też jeszcze utrzymuje się świąteczny efekt drogowy.
Po pracy zdecydowałem się nieco pozaginać powrót. Na początek w stronę Kazimierza Górniczego. A potem zaczyna się gięcie, w wyniku którego ląduję na czarnym szlaku wiodący w stronę Wapiennika Bordowicza. Początkowo wąska ścieżka przeradza się w wyrąbany solidnie szlak. Jakiś rok wcześniej (albo i nawet ciut dalej), przedzierałem się tamtędy wąską zarośniętą ścieżynką i tak mi się wtedy napisało, że przydałoby się tam przepuścić oddział macheteros. Nie wiem czy ktoś to przeczytał, czy niezależnie od tego pojawiły się plany zagospodarowania terenu, w każdym bądź razie ruszył tam od razu pułk drwali. Teraz jest tam niemalże rowerowa leśna autostrada. Jeszcze tylko jakiś tłuczeń wysypać by bagienka nie było i będzie git. Do wapiennika jednak nie docieram bo na zakręcie odbijam na ścieżkę w prawo. Okazuje się, że była ona fragmentem jakiejś trasy z hopkami i dołkami. Teraz chyba nieco zapomniana. Ląduję nią na tyłach jakiejś firmy i stamtąd na czuja przebijam się dalej lądując niedaleko cmentarza. Dalej asfaltem skręcam w stronę Gołonoga i na światłach obok zajezdni autobusowej w stronę Pogorii 1. Wzdłuż torów dobijam do Piekła gdzie ze ścieżki robię kilka foto łuny szklarń w Borach Malinowskich i asfalcikiem jadę do Preczowa i Sarnowa. W Sarnowie nieco zbaczam i na dziko przeskakuję "86" i ląduję przy samych szklarniach. Objeżdżam je w stronę Malinowic skąd robię kolejne foto. Potem już bez kombinowania najkrótszą drogą do domu.
Dopóki było słońce temperatura była bardzo przyjemna. Jednak tuż po zachodzie słońca nagle zaczęło mi być pieruńsko zimno po rękach. Na szczęście neoprenowe rękawiczki ratują sytuację i do końca kręcenia cierpią nieco tylko stopy i odsłonięta twarz. Wrażenie miałem jakby było tak z -2. Jednak termometr w domu zeznał zero. Być może wilgoć w powietrzu takie wrażenie wywołała.
Łuna nad szklarniami w Borach Malinowskich - widok z Malinowic.
Łuna nad szklarniami w Borach Malinowskich - widok z Piekła.
"Przrąbany" czarny szlak.
Do jednej takiej o mały figiel nie wjechałem.
W drodze do Gołonoga na wiadukcie nad "S1".
Aże "czy" pociągi musiałem przeczekać. Tom foto pstryknął.
Nocny widok "kokpitu" :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-2 na starcie. Zdecydowane. Dobrze, że wczoraj nie było zbyt mokro bo dzięki temu na jezdniach było całkiem ok. Prób hamowania nie robiłem ale chyba wypadłyby pozytywnie. Wiatru też raczej nie było. Za to na odcinku od Preczowa do Zielonej pieruńskie mgły. Ledwo w świetle czołówki widziałem krawędź jezdni. Dosłownie mleko. Na drogach pustki czemu nie jestem przeciwny :-) Wręcz mogłyby się utrzymywać takie przez cały rok. Ogólnie spokojny dojazd do pracy.
Powrót ponownie przez Będzin, Grodziec i Gródków. Zauważalnie cieplej niż rano. Mimo tego zero chęci na dalsze objazdy.
Kategoria Praca
DPND + podsumowanie 2013
-
DST
36.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1. Zdecydowane. Na dworze sucho. Jakieś śladowe resztki wilgoci pozamarzały na jezdni i roślinkach. Pierwsza próba hamowania wypadła pozytywnie. Kolejne po drodze również. Wiatru nie stwierdziłem albo był cały czas sprzyjający przy czym na pewno szczątkowy.
Trasa przez D. G. Wrażenie z jazdy takie, że oporna. Wszystko przez światła. Wyjątkowo dziś nie chciały współpracować. Jednak na miejscu okazało się, że czas przejazdu nawet nie był taki zły.
Po drodze, w Preczowie, znów wyprzedza mnie "cienki" (chyba szary) na numerach SBE 19915. Wyprzedza o wiele za blisko. Nie pierwszy raz tak. Wyprzedza albo za blisko, albo zaraz po wyprzedzeniu zjeżdża na prawo niemal zajeżdżając drogę. Nie wiem co to za jełop ale jak go gdzieś w końcu przydybię, że będzie stał, to mu do słuchu powiem. Pusta droga, ma cały drugi pas dla siebie a jedzie jakby miał z lewej strony kilometrową przepaść.
Tak po za tym to spokojna droga do pracy. Dosyć pustawo na drogach.
Nim wybyłem z pracy na dworze rozpędził się taki prawie-deszczyk. Zdążył przez kilka godzin zrzucić trochę wody i wciąż padał. Jak przypuszczałem suchy nie wróciłem. Przyjemność z jazdy też raczej średnia bo nie dość, że w gębę padało to jeszcze mokre ubranie wychładzało mocno głównie nogi. Tak więc ostatni w tym roku przejazd średnio ciekawy. Powrót przez Będzin, Grodziec i Gródków. Mocno pustawo na drogach. Miejscami już odbywały się testy pirotechniczno-balistyczne.
Podsumowanie roku 2013
Dystansowo minimalnie lepiej niż w roku poprzednim.
Pięć dłuższych wypadów:
- Bieszczady z Maćkiem
- Szlak Wiślany z Andrzejem, Darkiem i Pawłem
- Zlot PTTK na Mazurach
- Pre-KORnO-wy weekend z Moniką i Tomkiem w Beskidzie Małym
- Roztocze pod przewodnictwem Oli
Sporo całodniowych wypadów w różnych składach, w różnych kierunkach i w różnych celach (od turystycznych, przez gastronomiczne po całkiem bezcelowe).
Tym razem bez skasowanych kasków :-) czyli chyba bezpieczniej.
Nowi towarzysze w nałogu ;-)
Ogólnie rok bardzo udany.
Z niezrealizowanych planów to nie udało mi się zrobić "trzysetki" i dwóch "trzysetek" dzień po dniu. Po prostu nie wystarczyło czasu. Było w tym roku tyle jeżdżenia w grupie, że brakło okazji do solowych szarży. Tak więc pozostaje mi tylko przesunąć ten cel na rok 2014.
Co do planów na rok przyszły....
Są :-)
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W niedzielę z akcji rowerowych to łatanie kapcia na tyle Srebrnej Strzały, wymiana klocków i regulacja przedniego hamulca tejże Strzały oraz łatanie kilku dętek. Zero jeżdżenia.
Poniedziałek zaczynam tradycyjne od zwiadu za oknem. Termometr zeznaje, że zero dodatnie. Sucho. Wiatru nie widać. Ruszam 6:05. Wrażenie zera dokładnego. Po drodze miejscami dość konkretne mgły. Przy wczorajszej wymianie dętki przyuważyłem, że na ośce jakieś luzy są. Dziś w czasie jazdy okazało się, że przy mocniejszym depnięciu koło się przestawia i zaczyna trzeć z lewej strony o ramę. Wygląda to tak jakby Strzała była ranna na złamanie ośki. Po powrocie rozkręcę i sprawdzę. I może w końcu nauczę się to sam naprawiać bo nie pierwszy raz taka rzecz się trafia.
Poza tym spokojny dojazd do pracy.
Powrót przez Będzin, Grodziec i Gródków. Pogoda niezła choć chłodniej. Jednak objazdów większych nie robiłem ze względu na ranę Strzały. Uniemożliwiała ona dynamiczną i szybką jazdę. Zmuszony byłem do kręcenia delikatnego tak, by nie wywołać "depnięcia", które to sprawiało przesunięcie koła i tarcie o ramę. W związku z tym tempo wyszło raczej spacerowe. Ale za to powrót spokojny.
W Będzinie rozpoczęły się łowy na przedwcześnie rozpoczynających świętowanie Nowego Roku. Niedaleko izby wytrzeźwień, a potem przed skrzyżowaniem obok Stadionu czatowały patrole "Drogówki".
Na finiszu jeszcze podjeżdżam pod wsiowego Lewiatana niemal za jasności (16:20). Jednak kilka chwil w sklepie sprawiło, że ostatni kilometr prawie, że w środku nocy. Mimo wszystko ma się ku lepszemu bo dnia przybywa. Na razie po troszeczku ale zawsze.
Kategoria Praca






















