Praca
| Dystans całkowity: | 116431.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6127:15 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2968 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na termometrze. Wg prognozy wiatr głównie zachodni czyli pomagający. Dziś, z nieznanych mi przyczyn, moja wsiowa ciastkarnia zamknięta jeszcze o 6:10. Potężne rozczarowanie bo liczyłem, że szybko zrobię upgrade do śniadania i polecę ostatnio standardową drogą przez Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Nie pozostaje jednak nic innego niż zmiana planów i zamiast za "86" odbić na Łagiszę ciągnę do Będzina i upgrade robię w sklepie obok stadionu. Stamtąd już standard obok Starego Będzina, izby wytrzeźwień, Środulę i Mec. Na Kościuszki w Będzinie w miejsce wyciętych drzew posadzone już nowe. Wcześniej, na Odkrywkowej chyba będą robić chodnik. W tej chwili robią krawężniki. Chodnik bardzo by się tam przydał bo za dnia droga mocno ruchliwa i dla pieszych średnio bezpieczna. I remont jezdni też by się przydał. Ten odcinek jest bardzo uczęszczany przez duże samochody ciężarowe z naczepami i od bardzo dawna mocno dziurawy. Ciekawe czy to zrobią. Poza tym dość spokojny dojazd do pracy. Nie dałem się sprowokować króliczkowi, który ciągnął się za "16" i jechałem swoim tempem. Jeszcze nie czuję się na siłach by brać udział w pościgach.
Po pracy standardem w stronę Zielonej, gdzie ciutkę przyginam terenowo. Potem dalej terenowo do Sarnowa i już dalej normalnie asfaltami do domu. Niby pogodnie ale jednak nie za ciepło. Wyjeżdżam w bandance na czerepie ale kilkaset metrów dalej bandanka zaczyna robić za szalik a na łbie ląduje czapka. Wiaterek chłodny. Mimo tego jedzie się całkiem dobrze.
Przy mostku na Czarnej Przemszy nowe dziwo - stojaki rowerowe. Po kiego grzyba one tam, to nie wiem bo zupełnie nie ma po co tam rowerów zostawiać. Chyba wybory zaczynają rzucać się na głowę lokalnym "politykom" :-p
Kategoria Praca
DPD - bym babę rozjechał
-
DST
36.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
20.38km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
I plan się rypnął. Nie będzie wszystkich dni przejeżdżonych w roku :-/ Przeziębienie wyzwoliło atak lenia w formie wyjątkowo ostrej i cały weekend spędziłem w domu usiłując je wygrzać. Efekt taki sobie. Jest lepiej ale jeszcze z tydzień będzie męczyć. Jednak do pracy już rowerkiem. Na starcie +1. Jechało się stosunkowo dobrze jeśli brać pod uwagę fakt, że ciągle mi zalewało napowietrzanie. Wyjechałem 6:10. Na miejscu tak na styk. Po drodze nie obyło się bez spotkań z idiotami za kierownicą. Tym razem w Łagiszy. Najpierw coś za mną trąbi a potem wyprzedza zdecydowanie za blisko. Na tym, na szczęście, kończą się poranne przygody z "kierownikami".
Dziś Błękitnym bo wczoraj jak przechodziłem obok Strzały to odruchowo sprawdziłem jak z ciśnieniem w kołach i tył wydał mi się dziwnie miękki. Obejrzałem oponę, wyciągnąłem kolec, rozległo się głośne "pssss" i już wiedziałem, że dziś Merida będzie mnie wieźć do pracy. Wczoraj nie miałem zupełnie ochoty na zabawę w serwis. Zresztą wątpię, żeby przez najbliższe 2-3 dni ta ochota się pojawiła.
Po pracy pogoda mocno wiosenna. Grubo powyżej +10, słoneczko, lekki wiaterek. Mimo tego wdzianko jak rano żeby dobrze się zagrzać na powrocie. Poskutkowało. Powrót przez Mec i Środulę. W Będzinie nerwowo. Na początek wyjeżdżający z ul. Słowiańskiej w Małobądzką TIR zajął dwa pasy w stronę Sosnowca. Jadący od Będzina stary golf hamował z piskiem opon i wduszonym do końca klaksonem. Inna sprawa, że burak gadał przez telefon. Potem standardowy zagon buraków na ścieżce rowerowej przed Prosperem III. I na koniec na ścieżce przy Biedronce niemal rozjeżdżam babę. Na pół. Wzdłuż. Szła ścieżką, gadała przez telefon i zupełnie nie zwracała uwagi na to co się dzieje. Jak mnie zobaczyła to standardzik. O matko! Spierdalać! W lewo! Nie! W prawo! Nie, jednak w lewo! W końcu to ja się musiałem zdecydować jednak na hamowanie bo ten taniec mogłaby odstawiać cholera wie ile. Ale i tak prawie na nią wleciałem bo zblokowane tylne koło nie miało dość dobrej przyczepności. Qrde. Dziwne, że na ścieżce rowerowej jedzie rower. Dalej już spokojnie przez Zamkowe, Grodziec i Wojkowice do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
18.62km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Coś koło +5. Tyle zapamiętałem z prognozy pogody, że miało być bo jakoś nie kojarzę żebym termometr odpytał. Pochmurno. Wiaterek ze wschodu. Po drodze trochę drobnego opadu chwilowego. Jezdnie miejscami mokre. Jazda generalnie niespieszna. Z mojej strony, oczywiście. Dziś znów objawił się "kierownik" z ciężką nogą i małym rozumem. Wyprzedza mnie jakieś czerwone coś. Sygnalizuję skręt w lewo bo dojeżdżam do skrzyżowania a tu mi jeszcze śmiga czarny Volkswagen. Guzik mu dało to wyprzedzanie i skręt przede mną bo z przeciwka jechał jakiś dostawczak, potem był zwężony most na Czarnej Przemszy gdzie nie da się wyprzedzić a potem jeszcze z przeciwka osobówki. Reszta drogi spokojnie. Na miejscu o czasie. Jedynie zaczynam podejrzewać, że na celownik wzięło mnie przeziębienie i zaczyna pogoń by mnie dopaść. Trochę mi ono nie na rękę i nie o czasie bo szykuje się biwak z soboty na niedzielę i jak mnie dopadnie to będę musiał z rezygnować :-/ Zobaczymy jak to się rozwinie do wieczora.
Okazało się, że jednak wcześniej się okazało. Zdecydowanie jeżdżenie wczoraj bez czapki się zemściło. Przewiany łeb i balans na krawędzi kataru :-/ Po pracy powolutku, chodnikami i bokami do domu. Przez Mec, Środulę, ścieżką wzdłuż ul. Małobądzkiej na Syberkę i dalej przez Zamkowe do lasku grodzieckiego. Przeskakuję na światłach w stronę Gródkowa i odbijam przez pola do lasu i wzdłuż niego dojeżdżam do szkoły. Tam powrót na asfalt i już bez gięcia do domu.
Kategoria Praca
DPODZ
-
DST
50.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:43
-
VAVG
18.40km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie zero na termometrze. Ładne słoneczko. Ruszam 6:03 i dziś kręcę przez Sarnów i Preczów do Dąbrowy Górniczej i dalej do pracy. W Preczowie wyprzedza mnie szary cienki jak na mój gust zdecydowanie za blisko biorąc pod uwagę to, że miał cały przeciwległy pas wolny. Potem drugi agent w czarnym mercedesie kombi wyprzedza mnie na rondzie między "dworcem kolejowym" a Aldi-kiem. Reszta drogi spokojna. Na Mortimerze wjeżdżam na ścieżkę rowerową i nieco się nacinam bo nie wszystkie zjazdy z chodników obniżyli i na jednym nieźle mnie podrzuca. Odechciewa się jeździć takimi ścieżkami. Wolę jechać asfaltem. Dodatkowo jeszcze na części niby dla rowerów co trochę jakiś piechur.
Po pracy ruszam terenem na Dańdówkę i stamtąd do centrum Sosnowca pod ścianę płaczu. Potem czerwonym szlakiem na Milowice i stamtąd przez Czeladź do Wojkowic gdzie uskuteczniam odrobinę eksploracji terenowych ze skakaniem przez tory w tle. Wróciwszy na asfalt przez Strzyżowice wracam do domu. Zakładam ekstra sakwę i zataczam kółeczko do wsiowego Lewiatana. Powrót spokojniejszy i przyjemniejszy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
17.37km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na termometrze ale ze względu na to, że czuję się jak z krzyża zdjęty, postawiłbym nawet na -5. Jezdnie suche, ładne słoneczko, wiatr niezarejestrowany czyli albo sprzyjający albo brak. Wyjeżdżam z obsuwą czasową. Wrażenie z kręcenia takie, że idzie opornie. Na miejscu też spóźniony. Nogi sprawiają wrażenie jakby były kompletnie przechłodzone i podawanie dają nędzne. To samo kolana. Czyżby jakieś osłabienie? Przeziębienie? Oby nie. Poza tym spokojny dojazd.
Dzień w pracy jedna wielka tragedia. Łamało mnie spanie i nawalał czerep. Chciałem szybko znaleźć się w domu żeby położyć się spać więc powrót maksymalnie krótko. Przez Mec i Środulę, ścieżką z Sosnowca do Będzina, przez Zamkowe, lasek Grodziecki i Gródków do domu. Tempo spacerowe. Beznadziejny dzień.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
19.07km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda twardo trzyma się prognozy czyli +3 i mokre jezdnie. Wiaterek z kierunku sprzyjającego więc go właściwie nie zarejestrowałem. Wyjechałem lekko obsunięty w czasie ale bez problemu udało się wbić w bezpieczne ramy okna przelotowego i na miejscu jestem punktualnie. Kręcenie spokojne i bardzo przyjemne. "Kierownicy" dalej dość spokojni.
Przez cały dzień a to chmury a to słońce. Na wyjściu to samo. Wiaterek gnający zimne powietrze sprawił, że zupełnie nie miałem ochoty na objazdy. Przez Mec, Będzin, skrawek Łagiszy i Gródków powrót do domu. Powoli, nóżka za nóżką bo się kręcić pod wiatr nie chciało. Nogi już przyzwyczajone do nieco wyższych temperatur nie wyrażały zgody na intensywny wysiłek. Spokojny, spacerowy powrót do domu. Nawet szarżujący "kierownicy" niespecjalnie mnie na powrocie wzruszali. Kij im w oko.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:10
-
VAVG
19.38km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zgodnie z prognozami temperatura spada i dziś +5. Jezdnie miejscami mokre. Od "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej zaczyna się ni to mgła, ni to mżawka. Coś takiego co ogranicza widoczność i osadza się ciągle na okularach. Prędkość przelotowa mi spada bo ciągle muszę okulary przecierać by widzieć czy zaraz do jakiejś dziury się nie wrąbię. Trochę też daje o sobie znać wczorajsze mykanie bo mięśnie jakieś takie sztywne. Jednak sama jazda do pracy bardzo przyjemna. Bez pośpiechu, równym tempem. Na miejscu z pięciominutowym zapasem. "Kierownicy" dziś jakoś wyjątkowo spokojni.
Po pracy standardem na molo przy Pogorii 3. Kółeczko na bieżni raczej spacerowym tempem. Pogoda się nieco rozsypała tzn. chłodniej niż rano i do tego wiatr więc też i dość pustawo. Potem przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Spora część drogi pod wiatr z zachodu więc tempo spacerowe. Poza wiatrem tempo też zabijało jakieś znużenie. Podejrzewam, że to brak słońca tak mi rozkładał jeżdżenie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Sucho. Ładne słoneczko. Warunki rewelacyjne. Jedzie się bardzo dobrze. Droga spokojna. Dopiero na Robotniczej (niedaleko "dworca kolejowego" w D. G.) o mało co gleby nie zaliczam jak zjeżdżam z resztek chodnika do wykopu po jezdni. Uciekają mi nagle koła na sypkim piasku i w ostatniej chwili udaje się wybronić przed upadkiem. Trochę mnie to z rytmu wybija ale już za rondem w centrum wracam w tryb kręcenia dojazdowego i na miejscu jestem 5 min. przed czasem.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Niestety pierwsza wyskrobana do zera więc przyszło zagiąć do centrum. Stamtąd przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Trochę wiatr życie uprzykrzał ale nie jakoś poważnie. Poza tym bardzo fajnie ciepło więc kręci się bardzo przyjemnie.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
42.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
21.36km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+5. Ładne słoneczko. Wiaterek z kierunku sprzyjającego więc go nie zauważam. Ruszam po dokonaniu upgrade-u śniadania o 6:13 i bez problemu włączam się w bezpieczne ramy czasowe. Nie zależy mi dziś jednak na specjalnym ciśnięciu i jadę sobie spokojnie a i tak dojeżdżam przed czasem. Po drodze tradycyjnie szarżujące konserwy, które przy wyprzedzaniu mogłyby z pół metra więcej odstępu zachować. Słoneczko dokonało przeskoku i jest znacznie wyżej niż jeszcze w piątek. Jezdnie miejscami jeszcze nieco mokre.
Generalnie przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy wiosna w pełni. Ciuchy dobre na rano sprawiają, że po południu przy +15 (albo i lepiej) przy intensywniejszym kręceniu mam rażenie, że się zapalę. Już będzie trzeba wozić zmianę lżejszej warstwy na popołudnie. Ale to dobrze.
Powrót standardem pod molo na Pogorii 3. Bieżnią na Piekło i stamtąd asfaltem wzdłuż Pogorii 4 do Marianek i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Na Piekle widzę króliczka więc włączam młynki i go doganiam a potem wyprzedzam. Przykleja się do koła i ciągnie się za mną do tamy. Tam chwila zwolnienia bo wąsko ale dalej mi na kole siedzi. Jednak on jedzie w stronę Ratanic a ja odbijam na Preczów więc nici z dalszego wzajemnego nakręcania się. Plany na popołudnie uniemożliwiły popróbowanie się a szkoda, bo zawodnik sprawiał wrażenie, że spokojnie dałby radę przeciągnąć się od Marianek do Wojkowic Kościelnych z konkretną prędkością. A może i by prowadził... No nic, nie dowiem się już pewnie.
W domu godzinka przerwy i po zmianie konfiguracji sakw zawijas do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:06
-
VAVG
17.14km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Moje zdziwienie budzi poranny deszcz. Nie sprawdziłem prognozy pogody na dziś i stąd zaskoczenie. Jednak nie odpuszczam i zbieram się do pracy rowerkiem. Wrzucam na siebie extra warstwę wodoodporną i ruszam mniej więcej w oknie startowym. Tempo nieco mniej intensywne ponieważ warstwa wodoodporna chroni zarówno przed przedostawaniem się wody z zewnątrz jak i wydostawaniem z wewnątrz. Przy dynamicznym stylu jazdy w takim zestawie można się zagotować. I tak dojeżdżam na miejsce poza tym, że o czasie, to zdecydowanie mokry ale przynajmniej nie uflejany do imentu. Wiaterek przed wyruszeniem wyglądał niemal na huraganowy ale potem nieco zelżał i zdecydowanie był z kierunku wspomagającego. Dziś nie miałem ani trochę zmiłowania dla konserw. Jechałem twardo środkiem pasa ruchu bo inaczej musiałbym jechać koleinami wypełnionymi wodą. Miejscami trzeba mi było objeżdżać niezłe rozlewiska. Generalnie jednak spokojny dojazd do pracy.
Dzień w pracy przeleciał tak szybko jak życie przed oczami przy czołowym spotkaniu rowerzysty z TIR-em ;-p To i chyba trochę pogoda sprawiły, że dopadło mnie coś na kształt znużenia a co za tym idzie, kręcenie powrotne zrobiło się spacerowe i bez objazdów. Przez Mec i Środulę jadę do Będzina. Na ścieżce przy Prosperze III znów zaparkowane konserwy. Dalej obok stadionu na Zamkowe i ścieżką do Grodźca. Tam odbijam na Gródków. Po drodze focę kupkę gruzu, która była kiedyś była kawałkiem cementowni i "groziła zawaleniem" a "wstęp wzbroniony" był do niej. Cóż, groźby przeszły w czyny. Potem jeszcze zawijam kilka podjazdów w Gródkowie i kawałek przy piekarni by w końcu dotrzeć do domu. Przeszkadzał dziś na powrocie dosyć zauważalny wiatr. Jezdnie były mokre ale na szczęście nie padało. Pocieszające jest to, że w domu jestem przed 18:00 a tu jeszcze całkiem sporo widać.
Kategoria Praca






















