Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPSNDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.56km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1 na starcie. Wiatr, jeśli jakikolwiek był, to sprzyjający. Drogi generalnie mokre, tylko miejscami sprawiały wrażenie przymarzniętych. Odczuwalnie dużo cieplej. Start 6:02. Ruch na drogach zauważalnie intensywniejszy. Zwłaszcza w Dąbrowie Górniczej. Mimo tego spokojny dojazd do pracy.
Z pracy wybyłem później niż zamierzałem za przyczyną kapcia. Już ubrany zabieram się za wytaszczenie rowerka a tu taka niespodzianka. Trochę mi zeszło na szukaniu przyczyny tej awarii. W końcu doszukałem się drobnego kawałeczka, jakże by inaczej, szkła. Wymiana dętki i można ruszać. Zdążyło się zrobić po zachodzie słońca. Powrót przez Będzin bo chciałem sprawdzić czy serwis już po noworocznych inwentaryzacjach otwarty. Otwarty. Umawiam się na jutro z dostawą kółeczka od Strzały do naprawy (jak sobie pomyślałem, że mam się szarpać z wolnobiegiem to mi się odechciało samodzielnych napraw) i przy okazji zaopatruję się w dodatkowe łatki, dużą puszkę smaru w sprayu (idzie ostatnio jak woda) i nową oponkę na zadek do Błękitnego Rumaka (formalnie to oponka jest na przód przewidziana ale mi bieżnik pasuje więc ją tylko przodem na zad nałożę i będzie jak trzeba). Potem bez kombinowania przez Łagiszę i Gródków do domu. Tu zmiana konfiguracji sakw, wkładam pod siodełko nową połataną dętkę i robię małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. I na tym dziś koniec.
Pogoda wciąż utrzymuje się bardzo rowerowa i zupełnie nie styczniowa. Mam cichą nadzieję, że wytrzyma tak do końca marca. A potem będzie już tylko cieplej :-)
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
51.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:45
-
VAVG
18.55km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na starcie. Jezdnie mokre i lekki wiaterek mniej więcej z południa. Jechało się rewelacyjnie. Niby tylko 4 stopnie różnicy w stosunku do dnia wczorajszego ale odczuwalnie o niebo lepiej. Dziś przez Dąbrowę Górniczą. Na światłach obok Expo Silesia stłuczka. Zielona chyba Corsa i coś tam jeszcze stoją na awaryjnych. Pewnie klasyczne wjechanie w zadek. Na drogach dosyć pusto. Zastanawiam się czy to ze względu na fakt, że dziś dotarłem ciut wcześniej czy też jeszcze utrzymuje się świąteczny efekt drogowy.
Po pracy zdecydowałem się nieco pozaginać powrót. Na początek w stronę Kazimierza Górniczego. A potem zaczyna się gięcie, w wyniku którego ląduję na czarnym szlaku wiodący w stronę Wapiennika Bordowicza. Początkowo wąska ścieżka przeradza się w wyrąbany solidnie szlak. Jakiś rok wcześniej (albo i nawet ciut dalej), przedzierałem się tamtędy wąską zarośniętą ścieżynką i tak mi się wtedy napisało, że przydałoby się tam przepuścić oddział macheteros. Nie wiem czy ktoś to przeczytał, czy niezależnie od tego pojawiły się plany zagospodarowania terenu, w każdym bądź razie ruszył tam od razu pułk drwali. Teraz jest tam niemalże rowerowa leśna autostrada. Jeszcze tylko jakiś tłuczeń wysypać by bagienka nie było i będzie git. Do wapiennika jednak nie docieram bo na zakręcie odbijam na ścieżkę w prawo. Okazuje się, że była ona fragmentem jakiejś trasy z hopkami i dołkami. Teraz chyba nieco zapomniana. Ląduję nią na tyłach jakiejś firmy i stamtąd na czuja przebijam się dalej lądując niedaleko cmentarza. Dalej asfaltem skręcam w stronę Gołonoga i na światłach obok zajezdni autobusowej w stronę Pogorii 1. Wzdłuż torów dobijam do Piekła gdzie ze ścieżki robię kilka foto łuny szklarń w Borach Malinowskich i asfalcikiem jadę do Preczowa i Sarnowa. W Sarnowie nieco zbaczam i na dziko przeskakuję "86" i ląduję przy samych szklarniach. Objeżdżam je w stronę Malinowic skąd robię kolejne foto. Potem już bez kombinowania najkrótszą drogą do domu.
Dopóki było słońce temperatura była bardzo przyjemna. Jednak tuż po zachodzie słońca nagle zaczęło mi być pieruńsko zimno po rękach. Na szczęście neoprenowe rękawiczki ratują sytuację i do końca kręcenia cierpią nieco tylko stopy i odsłonięta twarz. Wrażenie miałem jakby było tak z -2. Jednak termometr w domu zeznał zero. Być może wilgoć w powietrzu takie wrażenie wywołała.
Łuna nad szklarniami w Borach Malinowskich - widok z Malinowic.
Łuna nad szklarniami w Borach Malinowskich - widok z Piekła.
"Przrąbany" czarny szlak.
Do jednej takiej o mały figiel nie wjechałem.
W drodze do Gołonoga na wiadukcie nad "S1".
Aże "czy" pociągi musiałem przeczekać. Tom foto pstryknął.
Nocny widok "kokpitu" :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-2 na starcie. Zdecydowane. Dobrze, że wczoraj nie było zbyt mokro bo dzięki temu na jezdniach było całkiem ok. Prób hamowania nie robiłem ale chyba wypadłyby pozytywnie. Wiatru też raczej nie było. Za to na odcinku od Preczowa do Zielonej pieruńskie mgły. Ledwo w świetle czołówki widziałem krawędź jezdni. Dosłownie mleko. Na drogach pustki czemu nie jestem przeciwny :-) Wręcz mogłyby się utrzymywać takie przez cały rok. Ogólnie spokojny dojazd do pracy.
Powrót ponownie przez Będzin, Grodziec i Gródków. Zauważalnie cieplej niż rano. Mimo tego zero chęci na dalsze objazdy.
Kategoria Praca
DPND + podsumowanie 2013
-
DST
36.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1. Zdecydowane. Na dworze sucho. Jakieś śladowe resztki wilgoci pozamarzały na jezdni i roślinkach. Pierwsza próba hamowania wypadła pozytywnie. Kolejne po drodze również. Wiatru nie stwierdziłem albo był cały czas sprzyjający przy czym na pewno szczątkowy.
Trasa przez D. G. Wrażenie z jazdy takie, że oporna. Wszystko przez światła. Wyjątkowo dziś nie chciały współpracować. Jednak na miejscu okazało się, że czas przejazdu nawet nie był taki zły.
Po drodze, w Preczowie, znów wyprzedza mnie "cienki" (chyba szary) na numerach SBE 19915. Wyprzedza o wiele za blisko. Nie pierwszy raz tak. Wyprzedza albo za blisko, albo zaraz po wyprzedzeniu zjeżdża na prawo niemal zajeżdżając drogę. Nie wiem co to za jełop ale jak go gdzieś w końcu przydybię, że będzie stał, to mu do słuchu powiem. Pusta droga, ma cały drugi pas dla siebie a jedzie jakby miał z lewej strony kilometrową przepaść.
Tak po za tym to spokojna droga do pracy. Dosyć pustawo na drogach.
Nim wybyłem z pracy na dworze rozpędził się taki prawie-deszczyk. Zdążył przez kilka godzin zrzucić trochę wody i wciąż padał. Jak przypuszczałem suchy nie wróciłem. Przyjemność z jazdy też raczej średnia bo nie dość, że w gębę padało to jeszcze mokre ubranie wychładzało mocno głównie nogi. Tak więc ostatni w tym roku przejazd średnio ciekawy. Powrót przez Będzin, Grodziec i Gródków. Mocno pustawo na drogach. Miejscami już odbywały się testy pirotechniczno-balistyczne.
Podsumowanie roku 2013
Dystansowo minimalnie lepiej niż w roku poprzednim.
Pięć dłuższych wypadów:
- Bieszczady z Maćkiem
- Szlak Wiślany z Andrzejem, Darkiem i Pawłem
- Zlot PTTK na Mazurach
- Pre-KORnO-wy weekend z Moniką i Tomkiem w Beskidzie Małym
- Roztocze pod przewodnictwem Oli
Sporo całodniowych wypadów w różnych składach, w różnych kierunkach i w różnych celach (od turystycznych, przez gastronomiczne po całkiem bezcelowe).
Tym razem bez skasowanych kasków :-) czyli chyba bezpieczniej.
Nowi towarzysze w nałogu ;-)
Ogólnie rok bardzo udany.
Z niezrealizowanych planów to nie udało mi się zrobić "trzysetki" i dwóch "trzysetek" dzień po dniu. Po prostu nie wystarczyło czasu. Było w tym roku tyle jeżdżenia w grupie, że brakło okazji do solowych szarży. Tak więc pozostaje mi tylko przesunąć ten cel na rok 2014.
Co do planów na rok przyszły....
Są :-)
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W niedzielę z akcji rowerowych to łatanie kapcia na tyle Srebrnej Strzały, wymiana klocków i regulacja przedniego hamulca tejże Strzały oraz łatanie kilku dętek. Zero jeżdżenia.
Poniedziałek zaczynam tradycyjne od zwiadu za oknem. Termometr zeznaje, że zero dodatnie. Sucho. Wiatru nie widać. Ruszam 6:05. Wrażenie zera dokładnego. Po drodze miejscami dość konkretne mgły. Przy wczorajszej wymianie dętki przyuważyłem, że na ośce jakieś luzy są. Dziś w czasie jazdy okazało się, że przy mocniejszym depnięciu koło się przestawia i zaczyna trzeć z lewej strony o ramę. Wygląda to tak jakby Strzała była ranna na złamanie ośki. Po powrocie rozkręcę i sprawdzę. I może w końcu nauczę się to sam naprawiać bo nie pierwszy raz taka rzecz się trafia.
Poza tym spokojny dojazd do pracy.
Powrót przez Będzin, Grodziec i Gródków. Pogoda niezła choć chłodniej. Jednak objazdów większych nie robiłem ze względu na ranę Strzały. Uniemożliwiała ona dynamiczną i szybką jazdę. Zmuszony byłem do kręcenia delikatnego tak, by nie wywołać "depnięcia", które to sprawiało przesunięcie koła i tarcie o ramę. W związku z tym tempo wyszło raczej spacerowe. Ale za to powrót spokojny.
W Będzinie rozpoczęły się łowy na przedwcześnie rozpoczynających świętowanie Nowego Roku. Niedaleko izby wytrzeźwień, a potem przed skrzyżowaniem obok Stadionu czatowały patrole "Drogówki".
Na finiszu jeszcze podjeżdżam pod wsiowego Lewiatana niemal za jasności (16:20). Jednak kilka chwil w sklepie sprawiło, że ostatni kilometr prawie, że w środku nocy. Mimo wszystko ma się ku lepszemu bo dnia przybywa. Na razie po troszeczku ale zawsze.
Kategoria Praca
DPONDZ
-
DST
55.00km
-
Czas
02:41
-
VAVG
20.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7. Zaskoczył mnie nieco na wyjściu drobny deszczyk, który też sprawił, że asfalty mokre. Za to bez wiaterku. Wyjechałem dziś 5:55. Mając spory zapas czasu do dyspozycji tempo raczej spacerowe a i tak dojechałem sporo wcześniej niż zwykle. Świąteczny efekt drogowy czyli symboliczny ruch. Może zostać na stałe :-)
Po pracy, ze względu na super pogodę, powrót objazdowy. Na początek standardem pod molo na Pogorii 3. Bieżnią w stronę Piekła gdzie przeskok na asfalcik wokół Pogorii 4, którym to jadę do Wojkowic Kościelnych. Po drodze tamże wyprzedza mnie rowerzysta. Jakoś mi się nie chciało za nim ganiać. Ale potem po drodze obydwaj musimy ominąć rodzinkę na rowerach bokiem po trawie by nie zahaczyć nieletnich i jakoś tak mi się samo kręcenie młynków rozpędza. Zaczynam gonić odpuszczonego "króliczka". Nim dojeżdżamy do końca turlam się za nim. Zjeżdżamy na mostek i trochę odpuszczam króliczkowi żeby też i złapać trochę oddechu oraz przekonać się, w którą stronę uderzy. Niestety nie w moją. Króliczek jedzie na Podwarpie a ja ku światłom w Wojkowicach i dalej przez Przeczyce, Toporowice i Dąbie do Strzyżowic i do domu. Po drodze, na granicy Toporowic i Dąbia, zatrzymuję się ustrzelić kolejne foto łuny na Borami Malinowskimi.
Dotarłszy do domu wciągam małe co-nieco, zmieniam konfigurację sakw i turlam się jeszcze do wsiowego Lewiatana. Na tym kończą się objazdy na dziś.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
46.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
21.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Miła odmiana. Drogi mokre i dość zauważalny wiatr z kierunku mniej więcej południowego. Dopóki miałem go z boku to jechało się całkiem sprawnie. Zwrot na południe skutkował natychmiastowym spadkiem prędkości. Mimo tego jechało się całkiem dobrze co widać też i po czasie przejazdu. Dziś wariant przez Dąbrowę Górniczą.
Powrót zupełnie niezgodny z planem.
Na Zagórzu, gdzieś tak koło kwatery Gozdiego, wpierniczyłem się, jak się okazało, na szkło. Chwilę dalej poczułem, że coś mi za bardzo dobija tył jak młynki kręcę. Zjechałem naprzeciw stadionu na bok i przyglądnąłem się sprawie. Flak. Bez specjalnych problemów znalazłem wbity kawałek szkła. Jak go tylko wyjąłem od razu rozległo się głośne syczenie. Chwila zabawy i można było jechać dalej.
Kontynuuję pod Expo i dalej w stronę ściany płaczu ale okazało się, że ktoś już do cna wszystko wybrał. Tak więc rundka pod drugą ścianę płaczu tym razem w ścisłym centrum (D. G. oczywiście). Stamtąd przez Mydlice i Warpie do Będzina skąd dalej na Syberkę i M1. Coś mi dziś trybienie źle szło bo się wpakowałem w spory ruch samochodowy przy centrum handlowym. Na szczęście ja rowerkiem więc wybiłem się stamtąd całkiem sprawnie. Dalej bokami do Czeladzi (gdzie karmię GPS-a) i dalej do Wojkowic. Kawałek wertepkami i reszta asfaltem prosto do domu.
Powrót w dość przyjemnych warunkach. Nie za zimno. Wiaterek jakoś za bardzo nie przeszkadzał. Drogi schnęły. Jutrzejszy dojazd zapowiada się równie przyjemny.

Sprawca popołudniowego kapcia.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
44.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
18.86km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na termometrze. Odczuwalny chłodny wiaterek. Trasa przez Dąbrowę Górniczą. Generalnie spokojny przejazd tempem niezbyt agresywnym. Właściwie to nawet bardzo mało agresywnym. Czas przejazdu potwierdza wrażenie oporności jazdy.
Wracać miałem jak wczoraj i przedwczoraj czyli przez Będzin, Grodziec i Gródków ale mi się wspomniało, że by się gotowizny trochę przydało wziąć bo weekend tuż tuż i potem może być problem. Tak więc standardzikiem obok Expo jadę pod ścianę płaczu. Wyjąwszy nieco drobnych turlam się pod molo i tak jakoś znów mi się robi kółeczko po bieżni. Tym razem jednak dla odmiany pod prąd. Stamtąd już bez wyginania przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Tempo raczej bliższe spacerowemu. Trochę przeszkadzał chłodny podmuch a trochę jeszcze nie do końca drożne napowietrzanie. W sumie jednak dobrze było się przewieźć kilka km extra.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
18.31km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-2 z zeznań termometru. Jednak odczuwalnie dużo niżej ze względu na wiatr. Jechało się całkiem nieźle choć przeszkadzało mi zalewanie napowietrzania wynikające z lekkiego przeziębienia. Dojazd bezproblemowy.
Wychodzę z pracy ciut po zachodzie słońca. Ciemno jeszcze nie jest ale zauważalnie chłodno i do tego dość nieprzyjemny wiatr. Droga powrotna niemal dokładnie jak wczoraj czyli przez Będzin, Grodziec i Gródków. Jedynie wjazdu do wsiowego Lewiatana dziś nie robię. W sumie jechało się fajnie pomimo średnio sympatycznych warunków. Tempo raczej spacerowe. Jedynie na zjazdach większe prędkości ale akurat dziś nie cieszyły bo natychmiast robiło się pieruńsko zimno. Za to podjazdy były bardzo ok. Nie dość, że zasłaniały od wiatru to jeszcze pozwalały się rozgrzać.
Przeziębienie dalej męczy. Co kilka km konieczny przystanek na przeczyszczenie zalanego napowietrzania.
Kategoria Praca
DPNZD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 wg zeznań termometru. Zdecydowanie zauważalny wiaterek sprawiający, że odczuwalna temperatura dużo niższa. Mimo tego dojazd do pracy całkiem przyjemny i sprawniejszy niż się spodziewałem. Generalnie też bezproblemowy. Trasa przez Dąbrowę Górniczą jakby spokojniejsza od tej przez Będzin.
Z racji tego, że czuję się raczej zdechnięty i zdecydowanie jestem lekko przeziębiony dziś bez objazdów. Powrót przez Będzin i Grodziec z wjazdem przy końcówce do wsiowego Lewiatana. Do samego sklepu jeszcze właściwie dojechałem za całkiem niezłej jasności. Powrót z zakupami jednak już po ciemności. Dwa dni przejazdu na komplecie baterii to max. Ciągle muszę pamiętać o wymianie bo inaczej kończy się, tak jak dziś, na zgadywaniu co też w tym padającym promieniu światła widać.
Kategoria Praca






















