limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:115621.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.45%)
Czas w ruchu:6085:47
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2946
Średnio na aktywność:39.26 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPDZ

  • DST 40.00km
  • Czas 01:59
  • VAVG 20.17km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 13 października 2015 | dodano: 13.10.2015

Biorąc za punkt odniesienia wczorajsze poranne warunki, dzisiejsze można uznać za rewelacyjne. Bez wiatru, bez opadów, asfalty miejscami już całkiem suche. Jedynie dywan chmur nieco przedłużał ciemności co, w połączeniu z za wcześnie wyłączanymi latarniami i źle ustawionymi światłami u niektórych "kierowników", dawało taką sobie widoczność. Chłodno ale na plusie. Generalnie jednak warunki niezłe. Start dziś wcześniej - 6:11. Punkty kontrolne pokonane wcześnie i na miejscu ląduję z zapasem 4 min. Nie robię postoju na foto hotelu bo i tak by mało co wyszło. Korciło mnie chwilę by przystanąć zrobić foto Pałacu Kultury w centrum D. G. ale ostatecznie dałem sobie spokój. Będę miał kiedyś większy zapas to pstryknę. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Po pracy miałem plan szybko wrócić do domu ale przeznaczenie miało inne plany ;-p Ruszam standardem przez Mec, Środulę, Stary Będzin i nerkę w stronę Zamkowego. Tamże przyczepia mi się jakiś upierdliwy kundel co drze mordę i pląta mi się pod kołami. W końcu sięgnąłem po gaz z zamiarem zniechęcenia go, a tu kicha. Poleciało trochę i finisz. Potrząsnąłem jeszcze kontrolnie kilka razy i znów w stronę kundla wycelowałem ale efekt ten sam. Musiało jednak te kilka ostatnich kropel odstraszacza podziałać bo zwierzak zrezygnował. W tym momencie zrodził się projekt zagięcia do kolby po odnowienie zapasów tegoż preparatu. Tak też i uczyniłem nabywając nowe opakowanie. Potem przez Wojkowice (Skrzynówek) kręcę do domu. Tu przekładka Montany na Błękitnego, sakwy towarowe na bagażnik i jeszcze zagięcie do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie i zjazd do domu. Dziś bardzo przyjemnie się kręciło.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 16.88km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 12 października 2015 | dodano: 12.10.2015

3 dni przerwy i dziś, mimo nędznych warunków, aż chciało się jechać rowerkiem do pracy. Przy pakowaniu asfalty były jeszcze suche ale jak już wyciągałem rower padał śnieg. Temperatura była trochę powyżej zera więc od razu topniał. Ubrany jak na suche warunki miałem już za mało czasu na przebieranki w zestaw gumowy, który jechał w sakwie, więc wystartowałem jak stałem. 6:15. Spóźnienie pewne przy tej temperaturze, opadzie i wietrze z północnego wschodu. Jedzie się dobrze ale nie mam kontroli nad czasem bo zegarek pod rękawem i nie bardzo jest jak do niego sięgnąć w locie a GPS w kieszeni. Jak się okazało na mecie, za słabe baterie nie wytrzymały i padł gdzieś po drodze. Czas sprawdzam dopiero na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. 6:47. Nie focę dziś hotelu bo i tak by niewiele wyszło a i czasu miałem mało by kopać po sakwach za aparatem. Udaje się nie stać na światłach prawie w ogóle ale nic to nie daje i jestem z czasem coraz bardziej do tyłu. Za rondem na Zagórzu mam pomiar 7:02 i jeszcze 2km do przejechania. Nędza. Ostatecznie na mecie ze stratą 9 min. Nawet nie bardzo przemoczony ale za to z lekko zmarzniętymi stopami. Jak tak popada cały dzień to powrót będzie już w zestawie gumowym.

Jako, że przez cały dzień leciał deszcz ze śniegiem powrót musiał się odbyć w zestawie gumowym bo inaczej byłbym mokry do gołej skóry. Przy tym wietrze to choróbsko murowane w takim stanie. Użycie zestawu gumowego ma jedną potężną wadę. Owszem, chroni przed opadem i wiatrem ale to działa w drugą stronę. Kiepsko odprowadza się pot i szybko wzrasta temperatura. Wszystko to wymusza jazdę w ślimaczym tempie. Skoro więc mam sobie spacerować na rowerze to wskazana jest jak najbardziej spokojna trasa. Wybieram kierunek na Pogorię 3. Docieram tam przed 16:00. Bieżnią jadę w stronę Świątyni Grillowania po drodze napotykając tylko dwie biegaczki. Poza tym jakby ludzi wytruli. Przeskok przez tory i kawałek wzdłuż Pogorii 4. Tu żywego ducha. Dalej standardowo przez Preczów i Sarnów do domu. W Preczowie zbiesił mi się łańcuch do spółki z przerzutką i skończyło się to wpadnięciem łańcucha między szprychy a wolnobieg. Dłuższa chwila szarpaniny z nieposłusznymi mechanizmami i wniosek z niej taki żeby nie zrzucać poniżej 2/2. Złapały mechanizmy trochę piachu między Pogoriami i się rozjechały :-/ Poza tym powrót bez większych sensacji. Nawet przyjemnie się kręciło. Trochę tylko przymarzły stopy pomimo wełnianych skarpet i gumiaków. Hm... Wychodzi na to, że jednak nie o warstwy izolujące od wody i chłodu chodzi. Po prostu ta część ciała ma za mało ruchu by wydzielać ciepło i marznięcie to ich standardowe zachowanie. Szkoda bo to bardzo zniechęca do jazdy.


Kategoria GPS-, Praca

DPOD

  • DST 37.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 18.81km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 8 października 2015 | dodano: 08.10.2015

Chłodno. Wiatr ze wschodu. Mniej chmur więc i wcześniej się przejaśniło. Start dziś o 6:12. Podganianie jednak kiepsko idzie bo przy chłodnym powietrzu zaraz oddech się urywa i nogi przestają podawać. Komu to przyjemne +30 szkodziło? Nie mogło tak zostać? Ehhh... Mimo średniej termiki punkty kontrolne zaliczone w ramach czasowych przewidzianych dla nich. Po drodze postój na foto hotelu a potem już prosto do pracy. Na miejscu z zapasem minuty.

Dziś powrót z lekkim wygięciem, które jednak jakoś zabójczo dystansu mi nie zwiększa. Spotykam się po wyjściu z pracy z Prezesem i razem jedziemy do agencji reklamowej załatwić ofertę na potrzebne nam gadżety. Chwilkę tam schodzi i potem ruszamy na Środulę. Marcin miał do Decathlonu jechać ale jak powiedziałem mu, że odbijam na izbę wytrzeźwień to zmienił zdanie i podholował mnie przez Stary Będzin, nerkę i Zamkowe do początku ścieżki na Grodziec. Tam się pożegnaliśmy i solo przez Grodziec i Gródków stoczyłem się do domu. Samo kręcenie przyjemne ale już nie te prędkości i przyspieszenia. Nogi słabiej podają nierozgrzane, płuca niezbyt dobrze przyjmują zaciąganie zimnego powietrze. Ogólnie robi się nędzna jazda. Ale i tak przyjemnie jest pokręcić.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 19.44km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 7 października 2015 | dodano: 07.10.2015

Dywan chmur utrzymujący dość długo ciemności. Zauważalny wiatr ze wschodu zgodnie z prognozą ICM-u ale nawet ciepły. Mimo tego jadę "na długo". Start 6:07 ale mając rezerwę i przyjaźniejsze warunki niż wczoraj kręcę niezbyt intensywnie. Trochę też dlatego żeby się nie przegrzać. Kilometr od domu wystraszył mnie jakiś "kierownik" nagłym hamowaniem. Chciał mnie wyprzedzać ale chyba w ostatniej chwili zreflektował się, że nie zdąży przed tymi co jechali z przeciwka. Za "86" na poboczu jakiś dostawczak z przeoranym lewym bokiem i urwanym lusterkiem. Reszta drogi już bez sensacji. Punkty kontrolne przejechane z zapasem czasu. Na "dworcu" bez stania. Foto hotelu dziś chyba będzie nędzne bo bez lampy może być nieostre a z lampą źle naświetlone. Na miejscu z zapasem 4 min. Strasznie męczył mnie sen na odcinku Zielonej.

Po pracy niby słoneczko ale chłodno. Część drogi z wiatrem więc w teorii łatwiej ale i tak jechało mi się słabo. Powrót przez Mec, Środulę, Stary Będzin, obok Teatru Dzieci Zagłębia i wylot przy targu. Potem Łagisza, Sarnów i do domu. Spadek temperatur sprawił, że jakoś odechciewa mi się zaginać powrót. Organizm jakby sugerował, że warto by wejść w hibernację aż do wiosny.


Kategoria Praca

DPD

Wtorek, 6 października 2015 | dodano: 06.10.2015

Dziś udało mi się wygrzebać nieco wcześniej bo o 6:07. Niestety cały zapas czasu zeżarło zimno. Pomimo tego, że ubrany na długo to odczuwalnie było bardzo podle. Nogi nie podawały. Do tego pół drogi w ciemnościach, co nie zachęca specjalnie do szybkiej jazdy. Po drodze przymusowy postój na "dworcu" by przepuścić KŚ. Potem dobrowolny na foto hotelu. Nie wszystkie światła były współpracujące. Na mecie z 2 minutami obsuwy. W kilku miejscach były strefy mgły, miejscami dość gęstej.

Po pracy o wiele cieplej ale już nie tak jak wczoraj. Z dobrego podawania wiele nie zostało. Spokojnie, zgodnie z rytmem trasy, wracam do domu. Dziś bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. W domu zrzucam plecak, zakładam sakwy i robię zagięcie do wsiowego Lewiatana. Cosik mi w przedniej piaście popiskuje i czasem stuka. Chyba czas by kółko przynajmniej przeserwisować. Może nawet i pomyśleć o wymianie bo ma przebieg taki jak rowerek czyli coś ponad 30k. Może być, że już wytrzaskane. Dziś też powrotem przebijam granicę 10k km w ciągu roku. Jak się pogoda utrzyma dobrzejezdna, to pewnie gdzieś 12k km w tym roku będzie. Słabiej niż w poprzednim ale jeszcze nie najmniej odkąd się na BS podliczam.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:41
  • VAVG 20.79km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 5 października 2015 | dodano: 05.10.2015

Start 6:10. Ciemno. U mnie na starcie przyjemnie ale po dwóch kilometrach zrobiło się chłodniej i tak pozostało do końca przejazdu. Jedzie się jednak przyjemnie zwłaszcza, że nie muszę się spieszyć. Punkty kontrolne zaliczone dość wcześnie. Foto hotelu nieco przed wschodem słońca. Trochę na początku jazdy wkurzali mnie niektórzy kierowcy źle ustawionymi światłami. Po prostu oślepiali chamsko. Na miejscu z zapasem czasu w ilości 6 min.

Po pracy całkiem przyjemnie. Słoneczko. Bez wiatru. Temperatura w słoneczku bardzo przyjemna, w cieniu trochę mniej ale da się jechać "na krótko". Powrót bez gięcia. Mec, Środula, Stary Będzin, nerka, Zamkowe, Grodziec, Wojkowice. Tempo niespieszne. Przyjemny powrót w oprawie nacierającej jesieni.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:37
  • VAVG 21.03km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 2 października 2015 | dodano: 02.10.2015

Zimno. Mgły. Późny start (6:17). Spokojny przejazd. Foto hotelu. Minuta w zapasie na mecie. Nudy.

Powrót z pracy bez gięcia. Mec, Środula, Stary Będzin, nerka. Tu trochę zaginania by dostać się jak najszybciej do lasku grodzieckiego. Z niego na światłach przez "86" na "913" i przy Lwie znów w teren tym razem do lasku gródkowskiego na żółty szlak. Nim wybywam w Psarach na styku ul. Wiejskiej i Szkolnej. Stąd już asfaltem prosto do domu. Dziś jakoś bez weny na większe jeżdżenie choć pogoda jeszcze lepsza niż wczoraj po południu. Tempo powrotne też bez szaleństw. Po prostu przyjemny i spokojny powrót z pracy.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 47.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 02:15
  • VAVG 20.89km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 1 października 2015 | dodano: 01.10.2015

Dziś zauważalnie zimniej. Niebo bezchmurne. Jedyne wiszące w powietrzu substancje to wyziewy kominów. Głównie z Huty Katowice. Raczej bezwietrznie choć i tak to niczego nie zmienia bo przy prędkościach powyżej 25km/h i temperaturze na poziomie +5 to pizga koncertowo. Chyba pora przerzucić się na solidniejsze podkowy bo stopy znów przemarznięte. Start dziś miałem jeszcze bardziej obsunięty niż wczoraj - 6:19. Od samego początku kręcę z uczuciem żeby nadrobić straty ale kolejne punkty kontrolne zaliczam po czasie. Na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej jestem chwilę po lekko spóźnionym pociągu KŚ. Dalej z uczuciem kręcę przez park Hallera i pomimo lekkiego opóźnienia jednak przystaję na foto hotelu. Potem już prosto asfaltem przez Zagórze do ronda i zjazd w ul. Szymanowskiego. Na miejscu jestem minutę po czasie.

Po pracy prawie przyjemnie. Wiatr niezauważalny, słonecznie, powietrze umiarkowanie chłodne. Kurtka ląduje w plecaku zamieniona na bluzę niegrzejącą. Ostatnio powroty robiłem trasami krótkimi i do zarzygania nudnymi więc dziś znów decyduję się na zmianę wariantu i dodatkowo eksploracje. Ruszam terenem w stronę Dańdówki. Potem przerzucam się na zielony szlak. Jego z kolei opuszczam dla odrobiny asfaltu. Tenże zaś porzucam na rzecz szlaku czerwonego, którym ciągnę do Milowic. Tam przerzucam się na teren w stronę Czeladzi, który po drodze przeradza się w asfalt. Z Czeladzi standardową drogą do Wojkowic, kilometr terenu i prosta do domu. Jechało mi się powrót bardzo dobrze i stosunkowo szybko choć nie pociskałem specjalnie. Chyba po prostu dobry dzień.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 41.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:14
  • VAVG 18.36km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 30 września 2015 | dodano: 30.09.2015

Dziś start nieco poza oknem - 6:17. Trzeba mi więc gonić. Warunki przeciętne. Nie za zimno, nie za ciepło, tak w sam raz na zestaw długi z czapką i rękawiczkami. Dywan chmur sprawia, że jest dość długo ciemno i rozjaśnia się bardzo powoli. Żeby mieć szanse na dotarcie bez spóźnienia dziś lecę full-em. Jedzie się bardzo dobrze choć trochę jakby zawiewało od strony dzioba. Punkty kontrolne zaliczone z opóźnieniem ale na foto hotelu jestem już o takim czasie, że powinienem wyrobić się punktualnie. Reszta drogi ścieżką przy Braci Mieroszewskich i potem zjazd za rondem w Szymanowskiego. Na miejscu z zapasem 60 sekund.

Po pracy sucho i wietrznie. Wiatr zimny więc przyjemność z jazdy umiarkowana. Dziś na powrocie trochę exploracji zakończonych pełnym sukcesem. Udaje mi się odkryć kilka ślepych zaułków w Dąbrowie Górnicze i  przejazd, którego szukałem. Spod Pogorii 3 częstą trasą czarnym szlakiem przebijam się do gródkowskiego lasu i przy torach kolejowych robię kolejną eksplorację zakończoną malowniczym ślepym zaułkiem. Tu też trochę przedzierania się przez krzaki i bezdroża by ostatecznie wybyć na cmentarzu w Psarach. Stamtąd już prosta droga do domu.


Kategoria Praca

DPDZ

Wtorek, 29 września 2015 | dodano: 29.09.2015

Odrobinkę cieplej niż wczoraj ale i tak jadę "na długo". Start nieco wcześniej - 6:10. Nie zaszkodziłoby gdyby był jeszcze wcześniej. Przejazd spokojny. Dziś trafiam na szlaban na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. Na szczęście KŚ nadjechało bardzo szybko więc przerwa niedługa. Focę wschód słońca przebiwszy się za szlabany i ruszam dalej. Kolejny postój na szybkie foto hotelu. Potem już bez dobrowolnych przerywników prosto do pracy. Na miejscu równo o 7:00.

Po pracy niby cieplej ale wcale nie było przyjemnie. Sucho i sporo słońca ale też i zimny wiatr. W sumie jechało mi się słabo. Jedynie na zjazdach jakieś konkretne prędkości, na płaskich i pod górkę spacerowo. Sporo po chodnikach by się nie stresować obecnością gnających samochodów. Powrót przez Będzin i Łagiszę. W domu chwila przerwy na podładowanie akumulatorów i potem zagięcie do wsiowego Lewiatana. Powrót do domu i wyładowanie sakw, a potem odwrotne zagięcie do wsiowego Dino.


Kategoria Praca