limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPDZ

  • DST 36.00km
  • Czas 01:42
  • VAVG 21.18km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 25 sierpnia 2015 | dodano: 25.08.2015

+16. Sporo chmurek przez które miejscami prześwituje słońce. Wiatr ledwo zauważalny. Ogólnie dużo przyjemniejsze warunki do jazdy niż wczoraj rano. Startuję też nieco wcześniej niż wczoraj jednak ciągle trochę na krawędzi - 6:17. Z tego też powodu początek kręcę dość intensywnie. Dopiero osiągając punkt kontrolny na wysokości ścieżki rowerowej wzdłuż wałów Czarnej Przemszy na Zielonej wiem już, że można nieco zluzować. Przez "dworzec" w Dąbrowie Górniczej przejeżdżam po 30 sekundach stania na szlabanie przed KŚ. Potem foto hotelu, któremu zdjęli już całkiem rusztowania. Chwila stania na światłach na Alei Róż i jeszcze krótsza na światłach na Mortimerze. Reszta drogi płynie i bez przerw. Na miejscu z zapasem 3 min. Od czasu kiedy zrobili rondo na Zagórzu jakoś lepiej się tamtędy jedzie. Zobaczymy jak będzie kiedy wróci normalny, powakacyjny ruch.

Rano na sucho. Powrót niestety nieco kapany. Sugerując się prognozą ICM-u zabrałem kurtkę polarową i kapcie od chodzenia w wodzie. Trochę się przydały choć bez nich też by nie było źle. Trochę pokapało. Im miałem bliżej domu tym bardziej sucho było. Jednak mając na starcie dość mokre jezdnie wracam bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżką do nerki i dalej przez Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Potem zmiana dwóch kółek i na Błękitnym robię jeszcze zagięcie do wsiowego Lewiatana przy zamierającym opadzie.
Powrót dziś zaskoczył mnie w kilku miejscach. Po pierwsze namalowali przejazdy dla rowerów na ścieżce małobądzkiej i obniżyli krawężnik na ulicy Słowiańskiej. Może nie wyszło im idealnie ale jest o niebo lepiej od tego co było. Potem kolejna zmiana na ścieżce od Zamkowego do Grodźca. Logo Będzina, które było namalowane odwrotnie i dość niechlujnie przemalowane i teraz przypominają te oryginalne. Ciekawe, czy miał z tym coś wspólnego e-mail, który im posłałem ze zdjęciami przed wyjazdem? ;-p Na koniec podjeżdżając pod górkę przed kościołem w Grodźcu zauważyłem, że ruinka po prawej stronie, od bardzo dawna opisana "grozi zawaleniem" w końcu albo runęła albo jej w tym pomogli. Teraz jest tam rumowisko. Tydzień mnie nie było a tu zmiany, zmiany, zmiany... Jakieś wybory idą? ;-p






Poprawione logo na ścieżce z Zamkowego do Grodźca.


Runęło albo w końcu wyburzyli. Grodziec.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:33
  • VAVG 22.58km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 24 sierpnia 2015 | dodano: 24.08.2015

+12. Troszkę chmurek, troszkę słońca i ten cholerny wschodni wiatr, który mi nieco utrudniał. Wstałem niby z zapasem czasu choć po powrocie z objazdu województwa mało spania. I to przełożyło się na zamulanie przedstartowe, którego skutkiem było potężne opóźnienie. Ruszam 6:33. Jestem w tak czarnej, że nie ma szans dotrzeć na czas. Mimo tego kręcę na tyle intensywnie, na ile pozwalają nogi, a pozwalają, o dziwo, na całkiem sporo. Może też trochę pomogło i to, że dziś balast mniejszy. Do Będzina średnia 30km/h, którą udaje się utrzymać mniej więcej pod Izbę Wytrzeźwień w Sosnowcu. Potem podjazdy na Środulę i dalej za cmentarzem więc spada. Trochę czasu uciekło też na światłach. Finalnie na mecie obsuwa o 12 min.

Poskładałem cały ślad z objazdu województwa śląskiego.

Po pracy szybko przez centrum Zagórza, Mortimer na Reden pod ścianę płaczu. Dalej w stronę Mostu Ucieczki i na Zieloną, gdzie przerzucam się na czarny szlak do Łagiszy. Potem pod "86" przy torach i znów wbijam na szlak dociągając nim pod ośrodek zdrowia. Tu przerzucam się na teren do Strzyżowic i kończę stamtąd zjazdem do domu. Początek asfaltowy leciało mi się znakomicie. Ale to tak zawsze mam jak wrócę z górskiego lub sakwowego wyjazdu. Nogi przyzwyczajone do wysiłku to pusty rower cisną jak złoto. Miałem potem jeszcze zrobić zagięcie do wsiowego Lewiatana ale męczy mnie spanie i znużenie. Jakiś makaronik na ruszt i w kimę odbudować siły.


Kategoria Praca

DPS

Czwartek, 13 sierpnia 2015 | dodano: 13.08.2015

+21. Dla odmiany trochę wiaterku. Warunki bardzo przyjemne do jazdy. Jednak jak to na "13" przystało dziś start był mocno pod górkę, a i sama jazda też niezbyt. Startuje z obsuwą o 6:20. Po jakichś 2km zaczyna się znajome stukanie. Dociągnąłem z nim do Łagiszy i w końcu stanąłem, pomimo opóźnienia, by kapnąć trochę smaru. Za rondem na Zielonej znów zjeżdżam na chodnik i poprawiam smarem tym razem podlewając suport. Dalej stuka :-/ Na przejeździe przy "dworcu" tym razem szlaban opuszczony dla jednego z Pendolino. Na szczęście już przejeżdża i wystarczyło zwolnić by dotoczyć się na otwierany szlaban. Hotel optycznie nie zmienił się od wczoraj więc nie zatrzymuję się na foto. I tak jestem już mocno po czasie. Reszta drogi bez przestojów. Nadrobić się nie udaje i na miejscu 7 min. po czasie :-/

Po pracy ruszam w stronę centrum Zagórza. Przed rondem kotwiczę na moment by zalać jeszcze nieco smarem miejsce, które jest jednym z podejrzanych o wydzielania wnerwiającego hałasu. W międzyczasie dzwoni Prezes i zaraz potem nadjeżdża. Chwilę oglądamy mapę z planowanego na przyszły tydzień wyjazdu. Potem kawałek razem kręcimy w stronę Dąbrowy Górniczej i chwilę jeszcze rozmawiamy. W końcu Marcin odbija do siebie a ja dalej przy akompaniamencie kręcę do centrum Dąbrowy. Tam załatwiam jeden drobiazg i przez Mydlice i Warpie kręcę do serwisu. Poddaję się. Nie mam nerwów do tego stukania. Poza tym podejrzewam, że jednak jest to coś poważniejszego niż tylko wysuszone łożyska. Myślę, że mógł jednak suport się rozlecieć. Jutro mam odebrać o 15:00 to się dowiem co faktycznie było. Powrót z serwisu zbiorkomem.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 39.00km
  • Czas 01:41
  • VAVG 23.17km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 12 sierpnia 2015 | dodano: 12.08.2015

+20. Słoneczko niczym nieprzesłonięte od razu zaczyna grzać choć mam wrażenie, że dziś rano jakoś bardziej rześko niż wczoraj. Ruszam dość późno - 6:19. W związku z tym początek kręcenia raczej intensywny. Na Zielonej jestem 6:37 czyli już w późnej normie. "Dworzec" udaje się przejechać bez stania. Potem foto hotelu. Nieco spowalniają mnie jeszcze światła na Mortimerze. Dalej już płynnie. Na miejscu z zapasem 3 min. i niezłym czasem przelotu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy. Po drodze całkiem sporo rowerzystów.

Po pracy wracam przez rondo w centrum Zagórza by zorientować się jak zrobili przejazdy dla rowerów. Jeśli już skończyli, to spaprali. Choć wydaje mi się, że jeszcze coś będą grzebać i jest nadzieja, że wyjdzie tak, że ostatecznie obleci. Potem przez Mortimer i Reden kręcę pod molo na Pogorii 3 i bieżnią do dzikiego przejścia przez tory na Pogorię 4. Stamtąd do Preczowa i przez Sarnów do domu. Przyjemnie się bardzo jechało pomimo tego, że spadły około 14:00 deszcz niemal natychmiast wrócił do atmosfery. Przy prędkości pod 30km/h nawet bardzo to nie przeszkadzało. Jedynie irytowało mnie trochę to, że w tak gęstym powietrzu wisiało sporo niefajnych zapaszków. Wystarczyło, że ktoś zapalił fajkę i smrodek dymu wisiał w miejscu. Jakoś to jednak przeżyłem i dotarłem do domu. Tu wstawiam Rzeźnika do garażu i wyciągam Błękitnego by zrobić zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem szybki zjazd do domu i koniec kręcenia na dziś.
Tak po drodze zastanawiałem się jak na urlop się wybrać. Na początku chodził mi po głowie Rzeźnik ale chyba jednak pojadę Błękitnym. Większa przestrzeń ładunkowa powinna ułatwić nieco mini wyprawę. Poza tym Merida niedawno miała nowy napęd wstawiony i była na przeglądzie. Scott ma już ładny dystans nakręcony i niedługo by go wypadało dać na serwis do przeglądu tak, by zdążyć z kolei przed tym, co Paweł wrzucił na tapetę :-)


Kategoria Praca

DPDSD

  • DST 54.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:32
  • VAVG 21.32km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 11 sierpnia 2015 | dodano: 11.08.2015

+20. Na starcie słońce na pełnej mocy rażenia. Przyjemne warunki do jazdy. Start 6:18. Kręcę tak średnio intensywnie ale i tak odcinkami prędkość jest rewelacyjna. Na "dworcu" w D. G. jestem już po pociągach. Po IC ani śladu a KŚ właśnie zaparkował. Po drodze foto hotelu. Na rondzie w Zagórzu już prawie wszystko gotowe. Jest malowanie i oznakowanie. Chyba będzie się tam dobrze jeździć. Strzelam foto ku pamięci. Jeszcze ekipy kręcą się po okolicy ale wygląda to na porządkowanie ostatnich elementów. Do pracy docieram równo o czasie. Przejazd spokojny i bardzo przyjemny.







Po pracy tradycyjne już, przyjemne ciepełko. Dziś bardzo żwawo wracam do domu najkrótszą drogą przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Chwilę po wbiciu na ścieżkę w stronę Będzina z przeciwka nadjeżdża Robredo. Hample, nawrotka, witamy się i chwilka dłuższa schodzi na pogaduchach. Przedstawiam mu pomysł Pawła, który dziś mi zarzucił i spotykam się z pełnym entuzjazmem. Wymieniwszy jeszcze kilka nowinek żegnam się szybko z Robertem bo dziś mam plan trochę od czasu uzależniony. Przez Zamkowe, Grodziec i Wojkowice cisnę do domu. Tu parkuję Rzeźnika i przerzucam się na zbiorkom, którym docieram do serwisu w Będzinie. Odbieram Srebrną Strzałę po przeszczepie wolnobiegu i łańcucha. Niestety manetek do mojego, nieco już wiekowego, rowerka nie mieli pod ręką i mają przyjechać dopiero w przyszłym tygodniu więc dalej męczę się ze starymi gripami. Od razu oczywiście test nowego napędu. Na początek kręcę na 12% na Syberkę. Nim tam jednak docieram GPS zalicza faila. Potem jeszcze jednego na Syberce. Zdejmuję go z kierownicy i zawieszam na pasku plecaka. Tam ma trochę amortyzacji od wstrząsów i okazuje się, że tyle wystarcza by się już do końca jazdy nie wyłączył. Z Syberki transportuję się kładką pod M1 w Czeladzi, objeżdżam je kierując się równoległą do "94" ulicą w stronę Czeladzi. Stamtąd do Wojkowic. Drugi raz dziś już przebijam się przez pobojowisko przy Orlenie w Wojkowicach ale tym razem nie wbijam w teren tylko podjeżdżam pod kościół i skręcam do Strzyżowic. Zrobiwszy kilka podjazdów docieram w końcu do domu. Tu jeszcze smarowanie amorów i na koniec serwis własnej, pochlastanej łapy. Zmiana opatrunku pozwoliła ocenić jak to wygląda po kilku dniach. No cóż, oderwanie gazy otworzyło ranę ale już jucha nie bucha jak z gejzera. Jeszcze kilka dni i będę mógł chyba zdjąć bandaż na dobre. Ale blizna będzie konkretna. Kolejna do kompletu :-p Kilometry z dziś idą na konto Rzeźnika.


Kategoria Praca, GPS-, Łańcuch, Serwis, Wolnobieg

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 20.39km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 10 sierpnia 2015 | dodano: 10.08.2015

+19. Słoneczko już na pełnej mocy rażenia ale jeszcze przejazd w warunkach bardzo przyjemnych. Start 6:16 więc trzeba było mi trochę uczucia włożyć w kręcenie. Na moście nad Czarną Przemszą przed Zieloną dostrzegam króliczka. Szybko go doganiam i okazuje się, że jedzie sporo wolniej więc nie będzie podciągania wzajemnego. Na "dworcu" stoi już IC a jak zbliżam się do szlabanów, to zamykają mi najpierw ten dla KŚ a potem i ten dla IC. Tak więc przymusowy postój. Reszta drogi już potem bez przerywników przymusowych. Przystaję jedynie na chwilę na wylocie wyjazdu spod Nemo na Aleję Róż by cyknąć foto opadłych liści a potem foto hotelu. W pracy z zapasem 3 min. Przyjemny i spokojny przejazd do pracy.


Normalnie jesień w natarciu.


Po pracy niespiesznie kręcę przez Mec, Środulę i Stary Będzin na ścieżkę w stronę nerki. Po drodze wpadam na Mario. Trochę nam na gadce schodzi nim ruszamy każdy w swoją stronę. Powiem tak, od spotkania dziś Mariusza reszta drogi obfitowała w dziwne znaki ;-p


To na Zamkowym.


To przy lasku grodzieckim. Wyjechałem centralnie na to dziewczę z kosą. Niby zdjęcia robią ale cholera ją tam wie. Jakby tak okres miała... Wolałem nie ryzykować i foto zrobiłem z baaaaardzo daleka.


A w Gródkowie pod podstawówką takie cuś. Tak zgaduję, że to dzieło palących gumy.

Bardzo przyjemnie się powrót kręciło dzisiaj. Bez pośpiechu, bokami, w przyjemnym ciepełku. Pochlastana łapka w ogóle nie przeszkadzała w jeździe. I dobrze bo jak nic się nie zmieni to w przyszłym tygodniu z Prezesem robimy objazd województwa na odznakę.


Kategoria Praca

DPSD

Piątek, 7 sierpnia 2015 | dodano: 07.08.2015

+19. Przyjemne warunki do jazdy. Start lekko obsunięty - 6:17. Kręci mi się dobrze jakieś pierwsze 2 km. Potem pojawia się głośne stukanie i od tego czasu całą drogę próbuję zidentyfikować źródło tego hałasu. Stawiam na lewy pedał bo się nie obraca swobodnie. Jest też opcja bardziej pesymistyczna: suport. Szkoda, że się nie rozsypało raz a dobrze bo bym od razu wiedział co. Ale może nim dotrę do serwisu, to się rozleci :-) Kręcę standardem przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś jestem na tyle późno, że na "dworcu" pusto i szlabany podniesione. Postój na foto hotelu i przez resztę świateł przelatuję bez zatrzymania. Na miejscu z poślizgiem 2 min.

Po pracy, przy akompaniamencie wkurzających stuków, kręcę do Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu. Z zapasem waluty przez Mydlice i Koszelew kręcę do serwisu. Wciąż przy odgłosach stukania. Działa mi to mocno na nerwy. Na miejscu wyjaśniam co i jak. Dostaję serię pytań dodatkowych. Potem chwila macania rowerka i jest diagnoza. Kapnąć Burnoxem, tu, tu i tu. Pokręcić trochę. Przejdzie. To od ciepła. Powysychało smarowanie. Ucieszyło mnie, że tak prosto da się to załatwić choć do końca nie byłem przekonany, że to aż tak banalne jest. Jednak zabrałem się z pojazdem do cienia i nakapałem gdzie pokazali. Kilka kółek ale odgłosy nie cichną. Nakapałem jeszcze trochę i dalej stuka. Zrezygnowany ruszam w stronę Łagiszy i gdzieś po drodze... nagle... ekstaza. Cisza jak makiem zasiał. Stukanie się straciło. Tylko delikatny szum opon i cichy chrzęst pracującego łańcucha. Bajka! Czyli jednak ani nie pedał, który dalej nie chce się luźno kręcić, ani nie suport. I dobrze, bo bez kosztów a poza tym, wg zapisków z BS wynikało, że to jeszcze nie czas na upadek tych części. Mają dopiero niecały 1 tys. km pracy. Dużo za mało na rozsypkę. Spokojnie, bez napinek kręcę przez Łagiszę i Sarnów do domu. Jeszcze tylko do wymiany klocki na przodzie bo słabo hamulec już trzyma. Obejrzałem w domu co i jak i widać, że jeden zdarty do blachy. Drugiego, o dziwo, jeszcze sporo zostało. Ale jak jest faktycznie to będę wiedział dopiero jak koło zdejmę i zdemontuję zużyte elementy.

Wyjęcie koła dało lepszy wgląd w stan hamulca. Klocki, o dziwo, niezbyt zdarte ale jakieś takie wyślizgane. Potarłem je trochę na betonie żeby je wyrównać i zrobić szorstkimi i włożyłem na powrót. Dalej nie ma hamowania. Na klockach widać, że tarcza nie styka się z nimi całą powierzchnią tylko tworzy po dwa wąskie łuki. Czyli nie tylko klocki ale i sama tarcza do wymiany. Tarczy nie miałem ale klocki tak więc je założyłem. Jest trochę lepiej z hamowaniem przodem ale nie tak jak powinno. Jak będę odbierał Srebrną Strzałę to sobie jeszcze kupię tarczę i powinno być ok. Tarcza na przodzie oryginalna więc chyba już miała pełne prawo być zdarta. Optycznie nie widać ale już w dotyku czuć drobne różnice w grubości. Najwyraźniej tyle wystarczy by nie pracowała jak należy.


Kategoria Praca, KlockiT, Serwis

DPDSZ

  • DST 44.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 22.00km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 6 sierpnia 2015 | dodano: 06.08.2015

Niby temperatura podobna do wczorajszej, bo +16, ale już nie jest tak rześko. Słoneczko nie ma dziś po drodze do gruntu ani jednej chmurki więc od samego początku razi konkretnie. Start czynię o 6:13 ale dziś nie cisnę by nadgonić. Ile się potoczy, tyle się potoczy. Jedzie się dobrze i na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej jestem równo z IC. Szlabany jeszcze podniesione więc tym razem bez stania. Zaraz za dworcem przyuważam połamane drzewo. Wcześniej jedno było na Zielonej przy moście na Czarnej Przemszy i wylocie ścieżki rowerowej od strony Będzina. Na Zielonej zresztą wyglądała jezdnia tak, jakby tam niezły potop był. Resztę drogi, z planowym postojem na foto hotelu, przebywam bez zakłóceń. Na miejscu z zapasem 7 min.


Przy pierwszym śniadanku na szybko foto wschodzącego słońca.


Drzewko połamane przy "dworcu" w D. G. Wydaje mi się, że to świeża sprawa. Nie kojarzę by już wczoraj było w takim stanie.


Hotel jakby zastygł w budowie.

Pogoda mnie rozpieszcza :-) Przyjemne ciepełka sprawiają, że jeździ mi się rewelacyjnie. Niestety trochę mało czasu na objazdy bo są codzienne sprawy do pozałatwiania. Tak więc powrót bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Potem dodaję luftu Srebrnej Strzale i zataczam się nią w końcu do serwisu na wymianę reszty napędu czyli łańcucha i wolnobiegu. Decyduję się też na wymianę manetek. Obecnie używane to oryginalne z Gianta i mają już ponad 15 lat. Guma na nich wręcz się rozpływa. Zwłaszcza w obecnych temperaturach. A poza tym... zawsze fajnie jest kupić sobie coś nowego do rowerka :-) Nawet do takiego wterana. Zostawiwszy w serwisie Strzałę wracam zbiorkomem do domu. Tu zarzucam sakwy na Błękitnego i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Tyle picia co dziś załadowałem, to chyba jeszcze te sakwy nie wiozły. Że się nie urwały, to cud. Starszy GPS zaliczył dziś -2 :-(


Ku pamięci zrobiłem w locie foto kokpitu Srebrnej Strzały jeszcze ze starymi grip-ami.


Kategoria Praca, GPS-

DPOD

  • DST 54.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:47
  • VAVG 19.40km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 sierpnia 2015 | dodano: 05.08.2015

Dziś na starcie bardziej rześko: +16. Słoneczko w natarciu. Raczej bezwietrznie. Ruszam o 6:13 i na początku kręcę spokojnie ale w miarę nawijania się kilometrów na licznik, kręcenie przyspiesza i na mecie jestem ciut szybciej niż wczoraj. Udaje mi się zdążyć przed opuszczeniem szlabanów na "dworcu" w D. G. Światła za hotelem już nie są tak współpracujące i lekko mnie spowalniają. Za to od DorJana pełna prędkość przelotowa :-) Na miejscu ze sporym zapasem minutek. Przejazd generalnie spokojny.

Powrót z pracy dziś z zagięciami. Na początek czekam aż nadjedzie Prezes z bratem. Wracają ze startu TdP w Jaworznie. Odstawiamy Tomka do domu i we dwóch kręcimy spokojnie przez Mortimer do Dąbrowy Górniczej. W Meridzie nabywam szprychy do bratowego rowerka. Pochwalił się wczoraj, że jedną na tyle urwał gdzieś na krawężniku i był w potrzebie. Jednak moje zapasy nie zawierały takich jak trzeba stąd też wizyta w sklepie. Potem staczamy się do ronda w centrum gdzie Marcin odbija w stronę Alei Róż a ja lecę w stronę "dworca kolejowego" i dalej wzdłuż Pogorii 3 na Piekło gdzie wbijam w teren wzdłuż Pogorii 4. Gdzieś w połowie odbijam na Ujejsce. Zostawiam bratowej szprychy, chwilę rozmawiamy i zwijam się do domu, kiedy pojawiają się pierwsze grzmoty. Całą drogę miałem za plecami ciemniejącą chmurkę i kawałek tęczy. Bez gięcia jadę do Wojkowic Kościelnych i dalej do Przeczyc skąd kieruję się na Toporowice. Za "S1" skręcam w teren i dociągam nim do Dąbia. Tu już droga prosta do Strzyżowic i zjazd do domu. Chmura mnie nie dogoniła a na koniec zamieniła się tylko w orzeźwiający wiaterek.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:23
  • VAVG 25.30km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 sierpnia 2015 | dodano: 04.08.2015

+19. Słoneczko w pełnym natarciu. Wiaterek chyba robiłem sobie sam większy niż wiał, jeśli jakiś w ogóle był. Start 6:16. Kręci mi się bardzo dobrze. Na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej trafiam na komplet opuszczonych szlabanów. KŚ nadjeżdża a IC odjeżdża więc w sumie stania było tyle co nic. W centru śmietnik po wczorajszej mecie TdP. Właśnie go sprzątali. Za parkiem Hallera standardowy postój na foto hotelu. Chwilka stania na światłach na Alei Róż i potem na Mortimerze. Reszta drogi już bez przestojów. Na miejscu z zapasem 2 min. Przyjemny dojazd do pracy.


Kojarzycie człowieka? :-D Jechał przed TdP.

Po pracy bardzo przyjemne ciepełko pozwalające bez napinek rozwijać piękne prędkości. Czego też i potwierdzeniem jest niezła średnia. Wracam bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin. Pod Urzędem Miasta już posprzątane po wczorajszej imprezie. Przejściem podziemny pod Al. Kołłątaja przebijam się na kierunek Łagiszy i dalej do Sarnowa. Całą drogę na ładnej prędkości ale jeszcze z lekkim zapasem mocy gdyby trafił się jakiś ambitniejszy króliczek. Niestety się nie trafił. W domu ląduję ze średnią 25,1km/h. Potwierdzeniem tego, że dla mnie te warunki do jazdy są rewelacyjne jest to, że ostatni podjazd zrobiłem na prędkości 26km/h. To krótka serpentynka pod gimnazjum w Psarach.  Normalnie to tak z 7-8km/h wolniej, a jak mam podły dzień to i 12km/h potrafię się tam wlec. Tak więc dziś było bardzo dobrze. No i po takim przelocie browarek wchłania się rewelacyjnie :-]


Kategoria Praca